blotniarka.stawowa
25.09.04, 00:19
Po odkryciu watku o Kisielu mam zamiar zamieszczac tutaj nie tyle mysli, (bo
wielkie ich bogactwo jest na watku Kisiel), ale nieco dluzsze wywody z jego
felietonow, wydanych w formie ksiazkowej w 1956 roku, po politycznej
'odwilzy', a pisanych w latach wczesniejszych, kiedy to autor nie mogl byc
publikowany.
Oto fragmenty jednego z nich:
"Czlowiek w istocie bardzo malo mysli o smierci. Czesto sie mowi, ze czlowiek
przez cale zycie boi sie smierci; to nieprawda. Czlowiek boi sie jedynie -
umierania, nie boi sie natomiast stanu smierci, stanu umarlosci ... nie boi
sie , bo sobie tego stanu nie wyobraza. W istocie trudno to sobie wyobrazic:
zycie trwa kilkadziesiat lat, smierc, to znaczy nieobecnosc tutaj, trwa cala
wiecznosc. Trudno to sobie wyobrazic, ale z drugiej strony dziwna jest rzecza,
ze czlowiek tak malo robi w tym kierunku wysilkow i tak malo sie tym
interesuje. Zyjemy przeciez ciagle otoczeni symbolami smierci, ciagle
korzystamy z dziel ludzi umarlych: mieszkamy w domach przez nich zbudowanych,
czytamy ksiazki przez nich napisane, korzystamy z wynalazkow przez nich
wymyslonych. Swiat ludzki sklada sie z olbrzymiej, niewiarygodnie olbrzymiej
liczby ludzi zmarlych i stosunkowo znikomej liczby ludzi zywych, z kolosalnej
liczby lat przezytych przez ludzi zmarlych i z malenkiej liczby lat naszego
zycia. Mimo to my, zyjac na gigantycznym cmentarzu, bardziej interesujemy sie
wysepka naszego zycia niz oceanem wiecznosci. Coz za nonsens, coz za
lekkomyslnosc!"