ggigus
18.05.06, 15:13
bo juz tyle tutaj narzekano...
ja napisze pierwsza: biblioteki, a raczej czytelnie. Zawsze sie dziwilam,
czemu w czasie studiow w Pl rzadko tam trafialam, no dziwilam sie
podswiadomie.
A teraz juz wiem!
W niem. bibl. panuje zasada dostepnosci, w monachijskiej Stabi jest sala z
gazetami z calego swiata, i mozna wsrod tych regalow tak bladzic i dac sie
prowadzic. I mozna to robic dlugo i zawsze z innym efektem.
Dla porownania w czytelni UWroc. jest dostepne pare tyt. codziennych, a
reszte trzeba sobie - numer po numerze! - zamowic. Ci mili panstwo zaraz
gazete przyniosa, czeka sie jakies 20 min., ale jak mnie zainteresuje cos nr
wczesniej np.?
Czytelnie w sensie ogolnym maja to samo - od slownikow, do fachowej
literatury w kazdym kierunku. Rzedy smakowitych regalow...
(nie wiem, dlaczego tak jest, ale moja mama, ktora pracowala jako m.in.
bibliotekarka, twierdzi, ze czlowiek polski nie ma w zwyczaju odkladania
rzeczy na miejsce.
A moze trzeba czlowieka wychowac, zamiast karac odcieciem dostepu?)
I jeszcze podoba mi sie, ze moge wejsc do sklepu bez koszyka, ze moge rzeczy
pakowac do mojej torby tekstylnej i je przy kasie wylozyc. I nikt za mna a)
nie leci i "pani zapomniala koszyka!" i b)nikt mnie nie sledzi.
teraz Wy!