ggigus
18.02.07, 16:37
(może zbyt oszczędnie wyrażam swoje myśli :))), dlatego muszę jeszcze raz
zacząć ten temat
mam dość pytań o tanie połączenia, pociągi, chcę poważnej dyskusji
(uwaga!!!!jeśli ktoś ma ochotę pisać na mój temat, niech sobie daruje)
byłam w żydowskiej restauarcji w Niemczech, Monachium, elegancka dzielnia,
itepe, a tam kopytka, pierogi, bigos.
Parę miesięcy temu przeczytałam wywiad z jednym z kucharzy ze znakiem Michelin
(??to chyba tak się nazywa) w Niemczech, gourmet itepe i ten miły pan
stwierdził, że kuchnia środkowoeuropejska nie istnieje, w tym sensie że jest
tak mało atrakcyjna, że polscy, ukraińscy, czescy, słowaccy kucharze ( i
!!)kucharki nie dokonali niczego, co by watro zaprezentować, wączyć do karty,
gotować i zjeść.
Wywiad ten ukazał się w Sueddeutsche Zeitung, którą każdy szanujący sie
monachijski intelektualista prenumeruje i czyta.
Ze zdziwieniem zauważyłam, że polska - dla mnie polska, dla Ukraińców
ukraińska kuchnia celowy skrót myślowy, proszę mnie nie pouczać - istnieje i
ma się dobrze.
Dostałam kopytka na talerzu, a jedne ze współgości zauważył tonem znawc : A.
Piroggen. Czyli podstawowe pojęcia są znane, już nie muszę nikomu tłuamczyć,
że pierogi to..., zresztą w karcie Cohens było napisane np. kopytka: gnocchi
Dlatego ciekawa jestem, co trzeba zrobić w dziedzinie polsko-niemieckich
stosunków, aby w obu sąsiednich krajach zaistniały kuchnie, bo niemiecka
kuchnia w Polsce też ma ciężko.
Ale w najbardziej włoskim mieście Północy, jak mówią z dumą o sobie
monachijczycy, jak widać, ma się szansę na gotowanie, trzeba tyko zmienić
płaszczyk.
Bo kuchnia żydowska - vide przepisy w Wysokich O. - to całkiem inna bajka.
Co o tym myślicie?
dziekuję za uwagę