alanis11
20.02.11, 10:55
Czy też odczuwacie deficyt pomocy ze strony innych , ja wiem i jestem pogodzona z tym że posiadanie niepełnosprawnego dziecka powoduje że własciwie tylko i wyłącznie na nas rodziców spada obowiązek odpowiedzialność za opiękę ale czasami nie ukrywam mam w związku z tym dół , no cóż można by powiedziec takie życie , nasze jest chyba wyjatkowo trudne.
babcie bronią sie jak mogą by tylko nie angazowac ich w pomoc , jeśli zdarzy się sporadycznie że mam kryzys potrzebuje wyjsc wieczorem , pozwalaja przywiesc dziecko przed jego snem , natomiast przyjechac po nie muszę wczesnie rano.
W szkole rozpisano nam plan zajęć wynikało z niego że dziecko przebywało na zajęciach 2 x po 45 minut ,mi nie opłacało się nawet wracac z pod tej szkoły do domu , kończyło sie wiec tak że czekałam w pobliżu. Nauczycielki w ramach rzekomej pomocy chcąc bym odetchnęła chciały aby dziecko przejęła po tych 2 godzinach lekcyjnych świetlica , niestety panie nadąsane powiedziały wprost że one sobie nie poradzą gdyż tam przebywa więcej dzieci. Gdy je przycisniesz one chcą /musza pomóc ale jedna spycha na drugą w wyniku czego nic z tego nie wychodzi , trzeba rozkręcać afery. zatem wymusiłam pół godziny przed i po zajęciach z wielką łąską targaniem jakoś stanęło...
W nowym semestrze zorganizowałam opiekuna cieniującego więc łaskawie wydłużono nam zajęcia chociaz przez te 3 dni w tygodniu jest wiecej niż 1,5 godz w szkole ale za tę pomoc muszę płacić z własnej kieszeni. Generalnie bede miec pomoc jak zapłace pytanie tylko z czego jesli muszę równiez rehabilitowac dziecko ?
W głupich marketowych bawialniach jest problem , nie ma szans by zrobic szybkie zakupy czy odetchnąc kilka minut przy kawie, tam tez przechodziłam przez niemiłe sytuacje więc zrezygnowałam.wszyscy się boją ,spychają ,uciekają. Zostajesz sama jeśli masz pieniądze owszem poradzisz sobie jeśli nie , to czarna d.