Dodaj do ulubionych

6 milionów odszkodowania i zadośćuczynienia

20.09.04, 18:32
Kraj
PAP, JP /2004-09-20 17:42:00

Kamienicznik domaga się 6 mln zł od miasta



Ponad sześciu milionów złotych odszkodowania domaga się od Gminy Łódź
Bogusław Adamczyk, właściciel kamienicyw centrum Łodzi, który twierdzi, że
miasto przez pół wieku bezprawnie zarządzało jego posesją.

W poniedziałek przed łódzkim sądem okręgowym rozpoczął się proces w tej
sprawie.

Kamienica trafiła w ręce rodziny Adamczyków w 1948 roku. Kupili ją od osób
prywatnych. "Od samego początku budynkiem zarządzało miasto, choć w marcu
1949 roku Okręgowy Urząd Likwidacyjny wydał decyzję, na podstawie której
miasto miało obowiązek oddać w zarządzanie nieruchomość właścicielom. Nie
zrobiono tego przez 50 lat" - mówił Adamczyk.

Wspomniał, że przez cały ten okres jego rodzina walczyła o zarządzanie
kamienicą; składano wnioski, ale ciągle były odmowy. Adamczyk zaznaczył
jednak, że w 1970 roku nastąpił precedens. Miasto Łódź oddało rodzinie zarząd
nad kamienicą, jednak po pół roku nagle go odebrano. Według Adamczyka
nastąpiło to po interwencji lokatorów kamienicy w Polskiej Zjednoczonej
Partii Robotniczej. "Powód? W budynku mieszkali wysoko postawieni dygnitarze
partyjni. Lepiej, aby tą kamienicą zarządzało państwo, a nie prywatna osoba" -
mówił Adamczyk.

Kamienicę odzyskał 1 kwietnia 1999 roku. Jak wyliczył, jego rodzina straciła
przez tan czas ponad sześć milionów złotych. Dlatego zdecydował się pozwać
gminę Łódź do sądu.

Tymczasem radca prawny Urzędu Miasta Łodzi Joanna Lachowicz twierdzi, że
gmina nie może zapłacić odszkodowania, bo nie odpowiada za stan prawny, który
obowiązywał w Polsce.

"Gmina nie może odpowiadać za 50 lat nieszczęść, które spotkały rodzinę
Adamczyków. Gminy powstały dopiero w 1990 roku, do 1994 roku obowiązywał
szczególny tryb najmu i dlatego gmina nie mogła do tego czasu decydować o tej
nieruchomości. Potem pozwoliła na zwrot tej nieruchomości. Dlatego wnosimy o
oddalenie powództwa" - mówiła Lachowicz.

Nie zgadza się z nią pełnomocnik Adamczyków Roman Nowosielski, który
twierdzi, że to pierwsza tego typu sprawa w Polsce. "Musimy odpowiedzieć
sobie na pytanie, kto jest zobowiązany do naprawienia szkody za okres od 1948
roku do momentu powstania gminy" - pytał. Jego zdaniem, gminy stały się
właścicielami tych obiektów albo zarządzającymi na mocy przepisów
wprowadzających ustawę o samorządzie terytorialnym. A co spowodowało
przeniesienie na nie odpowiedzialności za zdarzenia wcześniejsze.

Sąd wyznaczył w poniedziałek kolejny termin rozprawy na koniec listopada. Do
tego czasu strony mają podjąć decyzję, czy może w tej sprawie dojść do ugody.

O Bogusławie Adamczyku było głośno kilka lat temu, kiedy podjął działania
mające zmusić lokatorów kamienicy do opuszczenia wynajmowanych przez nich
mieszkań. Najpierw pozbawił mieszkańców centralnego ogrzewania, bieżącej
wody, a następnie odciął dopływ gazu. Do lokatorów dotarło też pismo, w
którym Adamczyk ostrzegał m.in., iż każdy mieszkaniec, który "podjął decyzję
o pozostaniu w kamienicy, sam ponosi pełną odpowiedzialność za swój los i los
swoich bliskich". Ci w obawie o swoje życie skierowali sprawę do prokuratury.

W styczniu 2003 roku sąd pierwszej instancji uznał, że Adamczyk groził
lokatorom pozbawieniem życia i zdrowia i skazał go na rok więzienia z
zawieszeniem na trzy lata. Pół roku później Sąd Okręgowy w Łodzi uniewinnił
Adamczyka. Od tego właśnie wyroku kasację do Sądu Najwyższego wniósł
prokurator. W lutym tego roku Sąd Najwyższy oddalił kasację.


info.onet.pl/982057,11,item.html

Obserwuj wątek
    • krotki Re: 6 milionów odszkodowania i zadośćuczynienia 20.09.04, 21:42
      zainteresoał mnie ten passus
      "Kamienicę odzyskał 1 kwietnia 1999 roku. (...)> "Gmina nie może odpowiadać za 50 lat nieszczęść, które spotkały rodzinę > Adamczyków. Gminy powstały dopiero w 1990 roku, do 1994 roku obowiązywał > szczególny tryb najmu i dlatego gmina nie mogła do tego czasu decydować o tej> nieruchomości. Potem pozwoliła na zwrot tej nieruchomości


      Hmmmm a co takim razie z okresem od 1990, czy nawet 1994, do 1999 ??? godzą sie płacić? ja wiem że do Hutten- czpskiej ma to sie nijak ale czy przypadkiem nie chodzi własnie o okres od 1994 ??? Ciekawe!!!
      Osobiście nawet nie rozważałem procesu ale robi sie coraz ciekawiej iec może nalezy wspomóc jakośc ilością!!??
      Pozdrawiam
    • dora5 Pół wieku bezprawnego zarządu gminy 21.09.04, 10:17
      Prawo cywilne Łódzki kamienicznik walczy o odszkodowanie
      Pół wieku bezprawnego zarządu gminy

      Ponad 6 mln zł odszkodowania domaga się od gminy Bogusław Adamczyk, właściciel
      kamienicy w centrum Łodzi. Jak podaje PAP, twierdzi on, że miasto przez pół
      wieku bezprawnie zarządzało jego posesją. Przed łódzkim Sądem Okręgowym
      rozpoczął się wczoraj proces w tej sprawie.


      Kamienica trafiła w ręce rodziny Adamczyków w 1948 r. Kupili ją od osób
      prywatnych razem z lokatorami. W 1949 r. Okręgowy Urząd Likwidacyjny wydał
      decyzję, na podstawie której miasto miało obowiązek oddać nieruchomość w
      zarządzanie właścicielom. Nigdy jednak do tego nie doszło. Rodzina Adamczyków
      odzyskała kamienicę 1 kwietnia 1999 r. Do tego czasu, jak wyliczył Bogusław
      Adamczyk, straciła ponad 6 mln zł.

      Radca prawny Urzędu Miasta Łodzi twierdzi, że gmina nie może zapłacić
      odszkodowania, bo nie odpowiada za stan prawny, który obowiązywał w Polsce.
      Dodaje, że gminy powstały dopiero w 1990 r. Do 1994 r. obowiązywał szczególny
      tryb najmu i dlatego gmina nie mogła do tego czasu decydować o nieruchomości.
      Potem pozwoliła na zwrot.

      Według pełnomocnika Adamczyków fakt, że gminy stały się właścicielami lub
      zarządcami budynków, spowodował przeniesienie na nie odpowiedzialności za
      zdarzenia wcześniejsze. Kolejna rozprawa odbędzie się pod koniec listopada.

      O sprawie pisaliśmy w "Rz" z 14 lutego 2004 r., kiedy Sąd Najwyższy przyznał mu
      rację w walce z lokatorami. Bogusław Adamczyk próbował zmusić ich do
      opuszczenia kamienicy, wyłączając ogrzewanie i gaz. A.G.


      www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040921/prawo/prawo_a_7.html
      • maciejmjm1 Jeszcze jedno 27.09.04, 22:25
        o ile mnie pamięć nie myli to gminy zostały obdarowane w ustawie
        nieruchomościami "wraz z obciążeniamI" - czy nie rodzi to skutków prawnych o
        jakie tutaj chodzi.
    • dora5 ------- Łódź, dzis termin rozprawy ------------- 24.11.04, 09:20
      >Sąd wyznaczył 20 września kolejny termin rozprawy na koniec listopada. Do
      tego czasu strony mają podjąć decyzję, czy może w tej sprawie dojść do ugody<
      • dora5 Re: ------- Łódź, dzis termin rozprawy ---------- 24.11.04, 09:33
        .....oby doszło do ugody!
        • dora5 Re: ----- Łódź, rozprawa odroczona ---- (n/t) 24.11.04, 17:44
    • dora5 Odszkodowanie dla wnuków fabrykanta T.Tietzna 21.01.05, 09:32
      info.onet.pl/1041186,11,item.html

      "Gazeta Wyborcza": Miasto Łódź przegrało utrzymywany przez władze w tajemnicy
      proces ze spadkobiercami dawnego fabrykanta.

      Na gruntach przedsiębiorcy wybudowano nielegalnie największą inwestycję w
      regionie - Grupową Oczyszczalnię Ścieków. Gra idzie o ponad półtora miliarda
      złotych - pisze "Gazeta Wyborcza".

      Kilka dni temu na "kolegium prezydenckim" - spotkaniu prezydenta Jerzego
      Kropiwnickiego z zastępcami prawnicy magistratu powiedzieli "przegraliśmy".
      Zapadła grobowa cisza. Wszyscy wiedzieli, że wyrok oznacza otwartą drogę do
      zasądzenia kolosalnego odszkodowania, którego domaga się od gminy czworo
      spadkobierców przedwojennego fabrykanta.

      Teraz władze Łodzi wynajmują najlepszych prawników cywilistów w kraju, by
      odwrócić bieg wydarzeń. Grupowa Oczyszczalnia Ścieków to od wielu lat
      największa, finansowana z budżetu centralnego oraz kasy gminy inwestycja w
      regionie - ma czyścić ścieki całej Łodzi i regionu. Budowę GOŚ rozpoczęto w
      połowie lat 70., m.in. na terenach przedwojennego Folwarku Smulsko (dziś osiedle
      na obrzeżach Łodzi). Teren należał do zmarłego w 1939 r. fabrykanta Teodora
      Tietzena.

      W 1995 r. skarb państwa przekazał teren z częściowo zbudowaną oczyszczalnią
      gminie Łódź. Dwa lata później Najwyższa Izba Kontroli, badając finanse GOŚ,
      zwróciła przy okazji uwagę na nieuregulowaną sytuację prawną części gruntów. W
      księdze wieczystej jako właściciel nadal figurował fabrykant Tietzen!

      Miasto niemal natychmiast wystąpiło do łódzkiego sądu rejonowego o uznanie, że
      teren już dawno "zasiedział" skarb państwa i to on jest właścicielem ziemi pod
      GOŚ. Jednocześnie ówczesne władze bagatelizowały sprawę, wniosek został
      przygotowany niechlujnie, o sprawie nikt nie powiadomił mediów. Wydawało się, że
      sprawy idą pomyślnie dla gminy - w 1998 r. sąd uznał, że teren należy do skarbu
      państwa, a po komunalizacji - do miasta. Dwa tygodnie później odnaleźli się
      jednak wnukowie fabrykanta, natychmiast złożyli odwołanie. Wygrali, ale sprawa -
      z powodów proceduralnych - wróciła do sądu rejonowego.

      Właśnie zapadł wyrok, który przyznaje rację wnukom Tietzena. Sąd przyznał, że
      państwo nigdy nie wykupiło ziemi Tietzena, nie wywłaszczyło jej właściciela, nie
      przejęło też gruntu na podstawie dekretu o majątkach opuszczonych. Po prostu
      postawiło budynki na cudzym gruncie! Zdaniem sądu nie może być też tu mowy o
      zasiedzeniu, bo nie dotyczy ono sytuacji, gdy państwo zabiera komuś bezprawnie
      jego ziemię.
      • dora5 Odszkodowanie dla wnuków fabrykanta T.Tietzna 24.01.05, 12:28
        Czy miasto straci 60 mln zł - cd.

        miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,2506682.html
        Wioletta Gnacikowska 21-01-2005 , ostatnia aktualizacja 21-01-2005 20:54

        Miasto przegrało proces i będzie musiało zapłacić 60 mln zł odszkodowania
        spadkobiercom gruntu, na którym powstaje Grupowa Oczyszczalnia Ścieków. W piątek
        w urzędzie jednak nikt się tym specjalnie nie martwił

        - Sprawa toczy się od 1998 r. to jest trzeci z rzędu wyrok i sprawa pozostaje
        otwarta - mówi Kajus Augustyniak, rzecznik prezydenta.

        Urzędnik z magistratu zdradził nam, że miasto ma plan, który pozwoli uniknąć
        kłopotów z wypłatą roszczenia. Co to za plan? Dowiemy się w przyszłym tygodniu.

        - W czasach PRL wiele dróg ulokowano na cudzych działkach i nikt nie przejmował
        się prawami własności. Ciekawe kiedy właściciele ziemi, na której wybudowano
        choćby aleję Włókniarzy, rozpoczną roszczenia - zdradza nam jeden z byłych
        urzędników miejskich. - Niestety, dopóki nie powstanie ustawa reprywatyzacyjna,
        takie sprawy będą wychodzić raz po raz.

        Wczoraj przed południem prezydent Jerzy Kropiwnicki na korytarzu, urzędu obok
        automatu do kawy, wygłosił oświadczenie. Po czym podziękował i odszedł nie dając
        szansy dziennikarzom na zadanie pytań.

        Prezydent Kropiwnicki powiedział, że proces sądowy dotyczący roszczeń
        spadkobierców fabrykanta Teodora Tietzena jeszcze się nie zakończył. - Po raz
        któryś zapada wyrok w sądzie I instancji i po raz któryś jedna lub druga strona
        się odwołuje. Pierwszy wyrok był w 1998 r. To jest trzeci z kolei wyrok, od
        którego będziemy się odwoływać. Przygotowywana jest apelacja - powiedział prezydent.

        Prezydent krytykował bierne zachowanie skarbu państwa. Przypomniał, że to lasy
        państwowe dały Łodzi kawałek gruntu pod budowę Grupowej Oczyszczalni Ścieków.
        Sprezentowały coś, co do nich prawnie nie należało. Kropiwnicki: - To że
        własność nie była uporządkowana, nie stanowi dla nas obciążenia. Dowiedzieliśmy
        się już po tym, jak nas prezentem, wątpliwym pod względem prawnym, obdarowano.
        Będziemy zabiegali, żeby przedstawiciele Ministerstwa Skarbu zechcieli
        uczestniczyć w całym procesie i przymierzyć się do ponoszenia ewentualnych
        skutków - zapowiedział.

        Jednocześnie usprawiedliwiał poprzednie władze Łodzi, że nie ponoszą w tej
        sprawie żadnej odpowiedzialności. A jeżeli trzeba będzie zapłacić spadkobiercy?
        Tego prezydent nie wyjaśnił. Taka kwota podwoiłaby dziurę budżetową, a nawet
        zmusiła miasto do zaniechania zaplanowanych inwestycji.

        Kropiwnicki deklarował: - Roszczenia dotyczą 37 ha, na potrzeby GOŚ użytkujemy 7
        ha, 30 ha jest do wzięcia przez spadkobierców od jutra.

        Marek Michalik, wiceprezydent Łodzi: - Czekamy na uzasadnienie wyroku sądu
        rejonowego, bo na razie znamy tylko ustne, będziemy się odwoływać do sądu
        apelacyjnego. Nas interesuje tylko zasiedzenie gruntu i mamy duże szanse, żeby
        wygrać w sądzie. Jeśli nie, pozostaje procedura kasacyjna, która jest
        trudniejsza. Sądzę, że sprawa może potrwać jeszcze kilka lat.
        • dora5 Re: Odszkodowanie dla wnuków fabrykanta T.Tietzna 02.02.05, 13:24
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=19690095

          Kto inny pisze, tekst podobny ale troche dłuższy


          Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak, Łódź 21-01-2005, ostatnia aktualizacja
          21-01-2005 08:56

          Miasto przegrało utrzymywany przez władze w tajemnicy proces ze spadkobiercami
          dawnego fabrykanta. Na gruntach przedsiębiorcy wybudowano nielegalnie największą
          inwestycję w regionie - Grupową Oczyszczalnię Ścieków. Gra idzie o ponad półtora
          miliarda złotych.

          Kilka dni temu na "kolegium prezydenckim" - spotkaniu prezydenta Jerzego
          Kropiwnickiego z zastępcami prawnicy magistratu powiedzieli "przegraliśmy".
          Zapadła grobowa cisza. Wszyscy wiedzieli, że wyrok oznacza otwartą drogę do
          zasądzenia kolosalnego odszkodowania, którego domaga się od gminy czworo
          spadkobierców przedwojennego fabrykanta. Teraz władze Łodzi wynajmują
          najlepszych prawników cywilistów w kraju, by odwrócić bieg wydarzeń. Grupowa
          Oczyszczalnia Ścieków to od wielu lat największa, finansowana z budżetu
          centralnego oraz kasy gminy inwestycja w regionie - ma czyścić ścieki całej
          Łodzi i regionu. Budowę GOŚ rozpoczęto w połowie lat 70., m.in. na terenach
          przedwojennego Folwarku Smulsko (dziś osiedle na obrzeżach Łodzi). Teren należał
          do zmarłego w 1939 r. fabrykanta Teodora Tietzena.

          W 1995 r. skarb państwa przekazał teren z częściowo zbudowaną oczyszczalnią
          gminie Łódź. Dwa lata później Najwyższa Izba Kontroli, badając finanse GOŚ,
          zwróciła przy okazji uwagę na nieuregulowaną sytuację prawną części gruntów. W
          księdze wieczystej jako właściciel nadal figurował fabrykant Tietzen!

          Miasto niemal natychmiast wystąpiło do łódzkiego sądu rejonowego o uznanie, że
          teren już dawno "zasiedział" skarb państwa i to on jest właścicielem ziemi pod
          GOŚ. Jednocześnie ówczesne władze bagatelizowały sprawę, wniosek został
          przygotowany niechlujnie, o sprawie nikt nie powiadomił mediów. Wydawało się, że
          sprawy idą pomyślnie dla gminy - w 1998 r. sąd uznał, że teren należy do skarbu
          państwa, a po komunalizacji - do miasta. Dwa tygodnie później odnaleźli się
          jednak wnukowie fabrykanta, natychmiast złożyli odwołanie. Wygrali, ale sprawa -
          z powodów proceduralnych - wróciła do sądu rejonowego. Właśnie zapadł wyrok,
          który przyznaje rację wnukom Tietzena. Sąd przyznał, że państwo nigdy nie
          wykupiło ziemi Tietzena, nie wywłaszczyło jej właściciela, nie przejęło też
          gruntu na podstawie dekretu o majątkach opuszczonych. Po prostu postawiło
          budynki na cudzym gruncie! Zdaniem sądu nie może być też tu mowy o zasiedzeniu,
          bo nie dotyczy ono sytuacji, gdy państwo zabiera komuś bezprawnie jego ziemię.

          Sąd w uzasadnieniu wyroku podkreślił też wieloletnie zaniedbania skarbu państwa
          i gminy oraz ich "bierną pozycję" podczas procesu. Choć wiedzieli o tym, że
          teren należy do Tietzenów - nie zrobili nic, by załatwić sprawę.

          W ślad za wyrokiem do sądu wpłynęły wnioski spadkobierców o kolosalne
          odszkodowanie. Wnukowie Tietzena domagają się:

          • zwrotu ziemi pod GOŚ, którą wycenili na półtora miliarda złotych;

          • ponad 50 mln zł odszkodowania za bezprawne korzystanie z gruntu przez
          ostatnie dziesięć lat

          • pół miliona złotych co miesiąc w sytuacji dalszego korzystania z terenu, na
          którym stoi GOŚ.

          Włodzimierz Tomaszewski, wiceprezydent odpowiedzialny za finanse Łodzi,
          zapowiada, że miasto będzie się odwoływało od wyroku: - Mam nadzieję, że ta
          sprawa spowoduje jakąś refleksję ogólnokrajową. Odbija się czkawką brak
          regulacji dotyczących rozliczeń z ludźmi pozbawionymi za PRL majątku. Dlaczego
          gmina, łodzianie mają teraz pokrywać koszty zaniedbań władz dawnego systemu? Nie
          wyobrażam sobie zwrotu ziemi, na której stoi GOŚ. Nie wiem też, skąd
          spadkobiercy wzięli tę astronomiczną kwotę, której żądają. Będziemy starać się
          do końca chronić interes publiczny i nie dopuścić do gigantycznych odszkodowań.
          Wątpliwości budzi też fakt, że dopiero po latach kilkoro spadkobierców zgłosiło
          roszczenia.

          Nieoficjalnie jeden z wiceprezydentów mówi wprost: - Wiemy, że sprawa jest
          przegrana, staramy się tylko ograniczyć jej skutki finansowe. Bo kwota, jakiej
          się od nas żąda, jest dla miasta zabójcza. Liczymy na jej obniżenie. Albo przez
          spadkobierców, albo w wyroku sądowym.
          • dora5 Re: Odszkodowanie dla wnuków fabrykanta T.Tietzna 02.02.05, 13:29
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=19731525


            Łodzi grozi finansowa katastrofa - cd

            Wioletta Gnacikowska, Tomasz Patora, Marcin Stelmasiak 22-01-2005, ostatnia
            aktualizacja 21-01-2005 19:37

            Aby zagarnąć dla gminy ziemię przedwojennego przedsiębiorcy, łódzcy urzędnicy
            zeznali przed sądem, że ten nie ma spadkobierców. Tymczasem w urzędzie leżało
            pismo w tej sprawie od jednego z nich

            Wczoraj ujawniliśmy, że największą inwestycję w regionie łódzkim - Grupową
            Oczyszczalnię Ścieków - postawiono bezprawnie na gruntach zmarłego w 1939 r.
            przedsiębiorcy Teodora Tietzena. Jego spadkobiercy wygrali właśnie proces z
            gminą, blokując przejęcie przez nią na własność terenu pod oczyszczalnią.

            W ślad za wyrokiem do sądu wpłynęły wnioski o kolosalne odszkodowanie.
            Spadkobiercy Tietzena domagają się: • zwrotu ziemi pod GOŚ; • ponad 50 mln zł
            odszkodowania za bezprawne korzystanie z gruntu przez ostatnie 10 lat; • pół
            miliona złotych co miesiąc w sytuacji dalszego korzystania z terenu, na którym
            stoi oczyszczalnia.

            Jak ustaliliśmy, urzędnicy, którzy przed laty starali się o przejęcie przez
            gminę terenów fabrykanta, dopuścili się licznych nadużyć.

            O tym, że budowa prowadzona jest na cudzym gruncie, dowiedzieli się w
            listopadzie 1997 r. od jednego ze spadkobierców, nieżyjącego już profesora
            Politechniki Łódzkiej. Jak wynika z dokumentów, w niezwykle uprzejmym liście
            informował on Witolda Patriarchę, ówczesnego szefa wydziału inwestycji, że w
            łódzkim sądzie kończy się sprawa spadkowa o majątek po fabrykancie Teodorze
            Tietzenie. Chodziło m.in. o siedem hektarów ziemi zajętej pod budowę GOŚ.
            Profesor zadeklarował nawet wstępnie, że spadkobiercy - grzecznie poproszeni -
            mogą zrezygnować z roszczeń finansowych za tę ziemię wobec gminy. Na list nikt z
            urzędu nie raczył odpowiedzieć. Dziś profesor już nie żyje, a gmina może
            zapłacić miliony.

            Co więcej, dwa miesiące później gmina wystąpiła do sądu o uznanie jej za
            właściciela terenu przez zasiedzenie. "Od czasu zakończenia wojny spadkobiercy
            nie interesowali się nieruchomością ani nie żądali rozliczeń" - skłamali
            urzędnicy. Sąd rutynowo musiał sprawdzić, czy żyją spadkobiercy Tietzena. Nie
            znalazł ich, bo w dokumentach dostarczonych przez gminę nazwisko przedsiębiorcy
            wpisano z błędem (Ticen).

            Pikanterii sprawie dodaje to, że obie sprawy toczyły się równolegle w tym samym
            wydziale tego samego sądu. I tylko dzięki przypadkowi sprawa wyszła na jaw. Po
            śmierci profesora jego syn odbierał postanowienie potwierdzające, że jest
            spadkobiercą Tietzena. Sądowa urzędniczka skojarzyła, że przed chwilą zapadł
            wyrok w sprawie zasiedzenia ziemi podobnie nazywającego się przedwojennego
            przedsiębiorcy.

            Spadkobiercy zaczęli walkę o odzyskanie ziemi. Skończyła się zwycięsko - w
            pierwszej instancji - w ubiegłym tygodniu.

            Eksdyrektor Patriarcha już nie pracuje w magistracie. Nie przypomina sobie, czy
            przyjął list od profesora, wnuka Tietzena. Pamięta, że z nim rozmawiał, ale nie
            potrafi wyjaśnić, dlaczego przed sądem urzędnicy nie wspomnieli o spadkobiercach
            Tietzena.

            Wiesław Rymiszewski, radca prawny, który reprezentował łódzką gminę przed sądem,
            nie pamięta sprawy Tietzena: - Podobnych miałem około 140 rocznie. Gdybym
            wiedział o istnieniu spadkobierców, powiedziałbym o tym przed sądem. Błędy w
            pisowni nazwiska? To częste w Łodzi, gdzie żyli ludzie kilku narodowości. Także
            ówczesny wiceprezydent Łodzi Paweł Pawlak odpowiedzialny za budowę oczyszczalni
            nie przypomina sobie sprawy Tietzena.

            • Teodor Tietzen - mało znany łódzki przedsiębiorca pochodzenia niemieckiego.
            Urodził się w 1852 r. W 1896 r. na „publicznej licytacji w Piotrkowie” kupił
            „Folwark Smulsko - 68 mórg i 200 prętów ziemi”, teren na obrzeżach Łodzi, gdzie
            dziś stoi GOŚ. Jego Zakład Bawełniany Teodor Tietzen stał przy ul. Łąkowej. Przy
            nim - willa z ogrodem (po wojnie bezprawnie przejęta przez państwo). W 1918 r.
            Tietzen ożenił się z Emilią z Kindermannów (znany łódzki ród fabrykancki). Zmarł
            w październiku 1939 r. Tietzenowie mieli pięcioro dzieci. Jedna córka
            prawdopodobnie zmarła podczas wojny, troje przed wkroczeniem do Łodzi Armii
            Czerwonej wyjechało do Niemiec i ślad po nich zaginął. Żyje troje wnuków (dwoje
            w Polsce, jeden w Brazylii) oraz jeden prawnuk. To oni domagają się zwrotu
            majątku przodka
    • dora5 Kraków -- ul Podzamcze 09.02.05, 11:23
      Gmina wygrała proces o 3 mln zł


      Sid, KF 08-02-2005 , ostatnia aktualizacja 08-02-2005 19:29

      Nie będzie gigantycznego odszkodowania od gminy Kraków dla spadkobiercy
      właścicieli dawnego przedszkola przy ul. Podzamcze. Krakowski sąd uznał, że nie
      ma podstaw, by miasto wypłaciło zadośćuczynienie za to, że bez umowy przez 10
      lat korzystało z budynku.

      Gra toczyła się o niebagatelną kwotę - blisko 3 mln zł. Tyle bowiem od miasta
      domagał się Tadeusz Landa, spadkobierca przedwojennych właścicieli budynku
      (państwo bezprawnie wywłaszczyło ich przed pół wiekiem).

      Dom przy Plantach odzyskał kilkanaście miesięcy temu, po trwających bez mała 10
      lat sporach sądowych z miastem. Przez ten czas gmina swobodnie jednak korzystała
      z budynku. Dlatego spadkobierca przedwojennych właścicieli wystąpił o
      wielomilionowe odszkodowanie.

      Nie dostanie jednak ani złotówki rekompensaty od gminy, bo sąd uznał, że jego
      roszczenia uległy już przedawnieniu. Wcześniej bowiem Landa uzyskał w sądzie
      kilkudziesięciotysięczna rekompensatę od gminy. Landa tłumaczył sądowi, że stało
      się tak, bo został - jego zdaniem - celowo wprowadzony w błąd przez
      przedstawicieli miasta. Jak twierdził, gmina dała mu do zrozumienia, że nie
      neguje roszczeń, a jedynie do uzgodnienia pozostaje ich wysokość.

      - Dlatego też, po wspólnych uzgodnieniach, na próbę dałem wcześniej do sądu
      sprawę o ustalenie miesięcznego czynszu, by nikt nie zarzucił miastu, że
      dogaduje się z prywatną osobą poza czyimiś plecami - tłumaczył sędziemu Landa. -
      Tymczasem na lipcowym spotkaniu w zeszłym roku w magistracie, usłyszałem nagle,
      ku mojemu zaskoczeniu, że roszczenia są bezzasadne i mogą być już przedawnione -
      żalił się.

      Sad uznał jednak, że nie ma na to dowodów.

      - Występując najpierw o 50 tys. zł, nasz przeciwnik chciał "przetestować", czy
      ma szansę na odszkodowanie, ale tym samym zablokował sobie możliwość
      zmieszczenia się w czasie z pozwem o wyższą sumę - komentuje wyrok prof. Andrzej
      Oklejak, pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. prawnych. Jak przypomina, w ostatnim
      czasie służbom prawnym miasta udało się uchronić gminę przed wypłaceniem 1,5 mln
      zł dla BP oraz odeprzeć pozew firmy Leclerc o 20 mln zł odszkodowania za
      niedopuszczenie do budowy hipermarketu.


      miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,2541528.html

      Gmina wygrała proces o 3 mln zł
      Autor: Gość: koko IP: *.ghnet.pl
      Data: 09.02.2005 07:45

      i znowu Oklejak załatwił gościa ,
      ma w tym przecież dużą wprawę ,
      tak trzymać ,
      kosić , gonić , niszczyć , pruć
      tak trzeba konstruować przepisy i umowy , żeby zawsze miasto miało rację
      bo władza zawsze ma rację
      a jak sie nie podoba w Krakowie to wolna droga
      jest tyle miast na świecie
      tak oto pojmuje się sprawowanie władzy w tym mieście
    • dora5 Prokom Investments _ P.P.T.K.M.SA ( Gdynia ) 18.02.05, 09:55
      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33209,2555904.html

      Dlaczego Prokom Investments Ryszarda Krauze skupuje akcje przedwojennej spółki

      Sławomir Sowula, Bartosz Gondek, Gdańsk 17-02-2005 , ostatnia aktualizacja
      17-02-2005 14:28

      Prokom Investments Ryszarda Krauze skupił akcje przedwojennej gdyńskiej spółki.
      Teraz chce odzyskać należące do niej nieruchomości i zarobić na tym miliony złotych

      Spółka, której akcje kupił Prokom Investments, to Pierwsze Polskie Towarzystwo
      Kąpielisk Morskich SA. Powstała w 1920 r., a stworzył ją warszawski bankier
      Ryszard Gałczyński. Jej udziałowcami byli arystokraci i politycy. Perłą w
      koronie towarzystwa były działki położone na dwóch wzniesieniach w centrum
      Gdyni. Dziś to Wzgórze św. Maksymiliana i Kamienna Góra. Metr kw. kosztuje tam
      nawet 2 tys. zł. W sumie do spółki należało 17 hektarów ziemi. Część z działek
      leży również w śródmieściu miasta.

      Akcje jeszcze w latach 90. należały do spadkobierców udziałowców. Prokom
      Investments, należący do Ryszarda Krauze, jednego z najbogatszych Polaków,
      odkupił je od nich w 2000 r. Za ile? To tajemnica.

      - To spadkobiercy złożyli nam ofertę zakupu akcji - mówi Anna Stopka, z ramienia
      Prokomu obecna prezes towarzystwa. - Zdecydowaliśmy się na to i realnie liczymy
      na odzyskanie ok. 20 proc. gruntów.

      W PRL cały majątek spółki przejął likwidator. Nie doprowadził jednak do
      wykreślenia jej z rejestrów sądowych. To dlatego - według obecnych władz -
      spółka ciągle działa i to daje jej prawo do odzyskania przedwojennych
      nieruchomości. Trudno nawet oszacować ile są one w sumie warte. Najcenniejsza
      działka leży na bulwarze Nadmorskim w Gdyni. Stoi na niej Dom Marynarza. Tylko
      ten fragment przedwojennego majątku towarzystwa może być wart kilkanaście
      milionów złotych. Obecnie zarządza nim Ministerstwo Infrastruktury, które już
      dwukrotnie odmówiło przekazania terenu spółce Ryszarda Krauzego.

      - Zaskarżone przez Pierwsze Polskie Towarzystwo Kąpieli Morskich orzeczenia, na
      mocy których przejęto majątek spółki zostały wydane zgodnie z ówcześnie
      obowiązującymi przepisami - tłumaczy Ryszard Nałęcz, dyrektor Biura Komunikacji
      Społecznej Ministerstwa Infrastruktury. Sprawa trafiła do sądu
      administracyjnego. To nie wszystko, o co się stara spółka. W pobliżu Domu
      Marynarza jest jeszcze 2 ha ziemi, a kolejny hektar to kilkadziesiąt fragmentów
      ulic w śródmieściu.

      - Te tereny przeszły na własność miasta i to miasto powinno wypłacić
      odszkodowanie - mówi prezes Stopka. - Analizujemy też, czy możliwe jest
      odzyskanie niezabudowanych gruntów. Miasto nie mówi firmie Krauzego "nie". -
      Spółka złożyła u nas pismo z wykazem nieruchomości, za które domaga się
      odszkodowania lub rozliczeń w naturze - mówi Joanna Grajter rzecznik UM w Gdyni.
      - Nie ukrywamy, że dla nas korzystniejsza byłaby zamiana gruntów.

      Mecenas Roman Nowosielski, specjalizujący się w odzyskiwaniu przedwojennego
      mienia, powiedział "Gazecie", że nieruchomości przedwojennej spółki można
      odzyskać, co pokazuje przykład Hotelu Europejskiego w Warszawie. Sąd przyznał
      tam przedwojennym właścicielom spółki prawa do działki, na której stoi budynek.

      Ewentualnym ułatwieniem w realizacji roszczeń przez Pierwsze Polskie Towarzystwo
      Kąpielisk Morskich SA może stać się ustawa reprywatyzacyjna, której projekt rząd
      przyjął we wtorek. Przewiduje on wypłacenie 15 proc. wartości utraconego mienia.
      Rekompensaty przysługiwać mają m.in. spadkobiercom byłych właścicieli oraz
      spółkom prawa handlowego. Utworzony będzie fundusz rekompensacyjny zasilany z
      dochodów z prywatyzacji, sprzedaży nieruchomości skarbu państwa i gospodarowania
      nieruchomościami lub z pożyczek z budżetu państwa. Według szacunków resortu
      skarbu roszczenia z tytułu tej ustawy oraz z postępowania, które zostały
      wszczęte, wskazują, że łączna kwota rekompensat może sięgnąć 11,5 mld zł.
    • jml13060 Strasbourg 21.02.05, 09:01
      Rzeczpospolita 21 lutego 2005 'Prawo co dnia'

      Decyzją z 28 stycznia Trybunał odrzucił wniosek rządu RP o rewizję wyroków w
      sprawie Z. przeciwko Polsce z 19 czerwca 2001 r. i 2 lipca 2002 r. (nr
      39049/96). Intencją rządu było doprowadzenie do zmiany obu wyroków w obliczu
      ich kolizji z orzeczeniem polskiego sądu, które ujawniło pojawienie się
      okoliczności nieznanej w momencie orzekania przez Trybunał.

      Co z podziałem spadku
      Fakty w tej sprawie Trybunał ocenił jako skomplikowane (zob. polskie teksty
      wyroków - www.coe.int.pl). Sprawa dotyczyła wywłaszczenia nieruchomości, która
      miała jakoby stanowić własność ojca skarżącego. Nieruchomość tę zajmowały
      organy bezpieczeństwa, a później Komenda Policji w Łomży. Oprócz postępowania
      administracyjnego o unieważnienie decyzji wywłaszczeniowej z 1952 r., toczyły
      się z jeszcze w tej sprawie, z inicjatywy skarżącego lub skarbu państwa, liczne
      postępowania sądowe w wielu instancjach - postępowania wieczystoksięgowe, o
      stwierdzenie zasiedzenia oraz o podział spadku. Wynik tego ostatniego dał
      podstawę wnioskowi rządu o rewizję obu wyroków.

      Wpierw Sąd Rejonowy w Olsztynie przeprowadził w 1994 r. podział spadku po
      rodzicach skarżącego pomiędzy tego ostatniego i jego siostrę. Minister
      sprawiedliwości wniósł następnie kasację przeciwko postanowieniu o podziale
      spadku. Uwzględniając w czerwcu 1997 r. skargę kasacyjną, Sąd Najwyższy pouczył
      SR w Olsztynie, że winien on wpierw ustalić, czy rodzice spadkobierców byli
      rzeczywistymi właścicielami mienia (pkt 25 wyroku Trybunału z 2001 r.). W l.
      1998 - 2000 sprawa podziału spadku odbyła ponowną drogę z sądu rejonowego
      poprzez okręgowy aż po Sąd Najwyższy. Ten ostatni 17 października 2000 r.
      uwzględnił skargę i przekazał sprawę sądowi okręgowemu do ponownego
      rozpoznania. Wyrok Trybunału z 2001 r. odnotował, że sprawa "jest obecnie w
      toku rozpatrywania w Olsztynie" (pkt 32).

      Miał czy nie miał
      W pierwszym wyroku Trybunał orzekł o naruszeniu standardu rozpatrywania spraw w
      rozsądnym terminie (postępowanie trwało 8 lat). Następnie z determinacją
      orzekł, że skarżący jest spadkobiercą nieruchomości wywłaszczonej z naruszeniem
      prawa w 1952 r. Dał zatem wiarę wyłącznie twierdzeniom skarżącego, który
      powoływał się na postanowienie sądu grodzkiego o wpisie do (nowej) księgi
      wieczystej (stara zaginęła w czasie wojny), na wzruszone później postanowienia
      SR w Olsztynie o podziale spadku oraz na fakt rzekomego uiszczania przezeń
      opłat i podatków należnych od spornego mienia. W sumie Trybunał uznał, że
      skarżący miał "mienie" w rozumieniu konwencji (pkt 66 wyroku).

      Drugi wyrok Trybunału rozstrzygnął tylko kwestie wysokości słusznego
      zadośćuczynienia z tytułu naruszenia prawa skarżącego do mienia oraz kosztów
      postępowania. Trybunał nakazał zwrot przedmiotowej nieruchomości, dodając, że w
      przeciwnym razie skarżącemu należy wypłacić 60 500 euro z tytułu szkody
      materialnej. Ponadto Trybunał nakazał hojnym gestem wypłacenie skarżącemu: 100
      000 euro za szkodę materialną spowodowaną pozbawieniem możliwości korzystania z
      mienia, 16 500 euro zadośćuczynienia z tytułu poniesionej szkody moralnej oraz
      3090 euro tytułem poniesionych kosztów i wydatków (w sumie bez zwrotu
      nieruchomości Trybunał zasądził 180 090 euro, czyli ponad 700 000 zł. Dodajmy,
      że pierwszym wyrokiem Trybunał zasądził już 15 000 zł zadośćuczynienia za
      przewlekłość oraz aż 25 000 zł z tytułu kosztów.

      Ojciec nie był właścicielem
      Tymczasem w postępowaniu o podział spadku SR w Olsztynie wydał we wrześniu 2002
      r. przełomowe postanowienie, według którego ojciec skarżącego nigdy nie był
      właścicielem nieruchomości w Łomży, a zatem skarżący nie mógł jej odziedziczyć.
      SO utrzymał orzeczenie w mocy. Niepowodzeniem skończyła się próba kasacji
      wyroku. SR oparł się w swoim orzeczeniu na opinii biegłego, której treść jest
      druzgocąca dla forsowanych wcześniej przez skarżącego teorii o sposobach
      rzekomego nabycia nieruchomości przez ojca skarżącego.

      Odrzucenie wniosku o rewizję obu wyroków spowodowało poważną kolizję prawną.
      Oto bowiem mamy do czynienia, z jednej strony, z prawomocnym orzeczeniem sądu
      polskiego, że na gruncie prawa polskiego pan Z. nie jest i nigdy nie był
      właścicielem spornej nieruchomości w Łomży, z drugiej zaś strony, z wiążącym RP
      wyrokiem Trybunału Europejskiego, który uznaje skarżącego za ofiarę pogwałcenia
      prawa do poszanowania mienia i przyznaje mu ogromne odszkodowanie materialne
      oraz zadośćuczynienie.

      Jak wykonać wyroki
      Wyrok Trybunału jest wiążący i musi być wykonany. Nasza konstytucja umowie
      ratyfikowanej za zgodą ustawy nadaje pierwszeństwo przed ustawami. Problem
      jednak w tym, że nie nastąpiła żadna kolizja ustaw polskich z konwencją
      europejską, lecz doszło do wydania sprzecznych orzeczeń w procesie stosowania
      obu aktów normatywnych. Wypada przypomnieć, że prawo międzynarodowe nie narzuca
      państwom co do zasady sposobów wykonania umów międzynarodowych. Nie nawołuję do
      zignorowania wyroku i naszych zobowiązań międzynarodowych, niemniej warto
      podjąć walkę o większy szacunek dla polskiego systemu prawnego i wymiaru
      sprawiedliwości.

      KRZYSZTOF DRZEWICKI
      Autor jest profesorem nadzw. Uniwersytetu Gdańskiego w Katedrze Prawa
      Międzynarodowego i byłym pełnomocnikiem RP przed Trybunałem w Strasburgu


      *** Pan profesor powinien sie chyba dobrze zastanowic nad swoimi pogladami na
      temat prawa, a nie podwazać prawomocne orzeczenie ECHR. Trzeba umiec przegrywac
      panie profesorze. Skonczyl sie prymat panstwowej wlasnosci nad prywatna i
      komunistycznie rozumianej 'sprawiedliwosci' spolecznej. Zauwazyl pan to ?
    • dora5 6 milionów odszkodowania i zadośćuczynienia 31.01.06, 12:06
      Czy miasto zapłaci 6 milionów właścicielom kamienicy w al. Mickiewicza?

      Wtorek, 31 stycznia 2006r.

      Ważą się w łódzkim sądzie losy gminy Łódź, pozwanej przed oblicze Temidy przez
      właścicieli kamienicy w al. Mickiewicza 13. Chodzi o rachunek przekraczający 6
      milionów złotych, wystawiony miastu przez Bogusława A. i Krzysztofa A. za
      bezprawne - w ich ocenie - zarządzanie posesją przez pół wieku.

      Wczoraj sąd przesłuchał biegłego z zakresu budownictwa. Jego opinia nie
      zadowoliła prawnika powodów. - W tym procesie chodzi o wyliczenie szkody, jaką
      ponieśli moi klienci, a nie o wartość rynkową kamienicy, obecną i w momencie
      jej kupna - dowodził.

      Pięciokondygnacyjną kamienicę, wybudowaną niedługo przed wybuchem II wojny
      światowej, rodzina A. kupiła w 1948 r. za 9 mln zł. Zarządzało nią miasto, choć
      w marcu 1949 r. Okręgowy Urząd Likwidacyjny postanowił, że nieruchomość ma być
      uwolniona spod zarządu państwa i wydana właścicielom.

      Tak się jednak nie stało. Dopiero w kwietniu 1999 r. kamienica przeszła w ręce
      prawowitych właścicieli. Ich pełnomocnik wyliczył, że przez 50 lat stracili
      ponad 6 milionów złotych.

      Prawniczki Urzędu Miasta Łodzi wnoszą o oddalenie powództwa. Argument niweczący
      finansowe roszczenia jest jeden: gmina nie może zapłacić odszkodowania, bo nie
      odpowiada za stan prawny, który obowiązywał w Polsce.

      Następna rozprawa odbędzie się w marcu. Sąd Okręgowy w Łodzi przesłucha
      świadków powołanych przez strony procesowe.

      (st) - Express Ilustrowany


      lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/563930.html
      • dora5 6 milionów odszkodowania i zadośćuczynienia 27.07.06, 13:45
        wczoraj, kolejna rozprawa








        ----------------------------------

        a tak pisze pismak z wyborczej

        amk 27-07-2006, ostatnia aktualizacja 26-07-2006 18:23

        Ponad 6 mln zł domaga się od gminy Łódź właściciel kamienicy przy al.
        Mickiewicza 13. Twierdzi, że miasto przez pół wieku bezprawnie korzystało z
        jego nieruchomości.


        Proces w tej sprawie toczy się przed łódzkim Sądem Okręgowym. Według Romana
        Nowosielskiego, pełnomocnika właściciela, to pierwsza taka sprawa w Polsce.

        O kamienicy i jej właścicielu było głośno w całym kraju z powodu konfliktu
        między nim a lokatorami. Chcąc nakłonić mieszkańców do wyprowadzenia się,
        wytaczał im sprawy o unieważnienie umów najmu lub o eksmisję. Pozbawił ich
        ogrzewania, wody i gazu. Prokuratura oskarżyła go nawet o grożenie lokatorom,
        ale sąd go uniewinnił.

        Pięciokondygnacyjny budynek trafił do rodziny kamienicznika w 1948 r. Kupiono
        ją za 9 mln zł. Po wojnie jako mienie opuszczone był zarządzany przez państwo,
        sprawowany przez Zarząd Miejski. W marcu 1949 roku na wniosek właścicieli
        Okręgowy Urząd Likwidacyjny zadecydował, że nieruchomość ma być uwolniona spod
        zarządu państwa i wydana właścicielom. "Decyzja została wykonana dopiero po 50
        latach, w kwietniu 1999 roku. Przez ten czas pozwany świadomie i bezprawnie
        korzystał z nieruchomości" - napisał w pozwie właściciel kamienicy. Jak
        wyliczył, jego rodzina straciła przez tan czas ponad sześć milionów złotych.
        Dlatego zdecydował się pozwać gminę Łódź do sądu.

        Miasto nie zamierza płacić odszkodowania. - Gminy powstały dopiero w 1990 roku,
        nie możemy odpowiadać za wcześniejszy stan prawny - tłumaczyła Joanna
        Lachowicz, radca prawny Urzędu Miasta Łodzi.

        Sąd próbuje teraz ustalić, ile budynek stracił na wartości. O to, jaki był jego
        stan w latach 40. i pięćdziesiąt lat później, pytał świadków - byłych
        lokatorów.

        Stefan Banasiak, emerytowany profesor Uniwersytetu Łódzkiego, mieszkał przy
        Mickiewicza do 2000 roku. - Gdy wprowadzałem się tam w 1957 r., kamienica była
        w dobrym stanie - wspominał. - Dom był solidny i dobrze wyposażony. Przez
        prawie czterdzieści lat było tam sporo remontów. Smołowano dach, wymieniano
        rynny, instalacje elektryczną i gazową, odnawiano tynki. Jedynie remonty
        mieszkań musieliśmy robić sami. Gdy opuszczałem tę kamienicę, jej stan nadal
        był dobry. Tylko klatki schodowe były trochę zaniedbane, a brama wejściowa
        zdewastowana.

        Według dawnego lokatora, stan kamienicy pogorszył się dopiero wtedy, gdy
        odcięto media: - Wtedy zaczęła się degradacja budynku.

        Atrakcyjnie położona kamienica stoi teraz pusta. Służy za olbrzymi słup
        ogłoszeniowy: przysłaniają ją trzy wielkie billboardy reklamowe.


        serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,3509426.html
        • dora5 Re:• Dlaczego 27.07.06, 15:23
          • Dlaczego IP: *.internetdsl.tpnet.pl


          Gość: Kamień 27.07.06, 14:49 + odpowiedz


          Kamienica stoi pusta i niszczeje od 2003 roku.
          Oto odpowiedź: DLACZEGO.
          Bo teraz złośliwy urząd nie chce dać pozwolenia na budowę.
          A projekt budowy leży gotowy już 3 lata.
          To kolejny powód, by zasądzić kolejne odszkodowanie
          • dora5 Data: 21.10.2002 28.07.06, 09:14
            >Kamienica położona przy głównym skrzyżowaniu Alei Mickiewicza i Kościuszki w
            Łodzi doczekała się swej historii, bodajże jedynej w swoim rodzaju.
            Kamienica ta od kilku lat jest obiektem żywego zainteresowania łodzian i nie
            tylko, gdyż jej właściciel w sposób bezprecedensowy walczy o swoją własność.
            Temat był wielokrotnie nagłaśniany w mediach ogólnopolskich, telewizji, radiu i
            prasie.
            Dziennikarze na drodze konsensusu próbowali znaleźć rozwiązanie dla tego węzła
            gordyjskiego, jednakże bez rezultatu.
            Dlaczego? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie w niniejszym artykule.
            Kamienica ta wybudowana została, jak każda kamienica w Łodzi, za prywatne
            pieniądze zamożnej przedwojennej rodziny. Cel budowy był jednoznaczny –
            ulokować kapitał i zarobić pieniądze na wynajmie. Widać duże pieniądze,
            zainwestowane w nieruchomość, bo nawet na dzień dzisiejszy trudno się
            powstydzić tak solidnej i eleganckiej architektury budynku. W dacie wybuchu
            wojny, kamienica była nowym obiektem, praktycznie nie zasiedlonym.
            Podobno podczas okupacji kamienica była zasiedlona przez oficerów armii
            niemieckiej.
            Po wojnie jak każda opustoszała nieruchomość, kamienica przeszła w tymczasowy
            zarząd państwowy, do czasu odnalezienia się właściciela. Ten się pojawił i w
            maju 1948 roku sprzedał kamienicę rodzinie obecnego właściciela – spadkobiercy,
            Pana Bogusława Adamczyka za astronomiczną kwotę 9 milionów złotych.
            Przeliczając na dzień dzisiejszy, są to pieniądze porównywalne do obecnych.
            Dlaczego rodzina Adamczyk zdecydowała się na tak drogi zakup w czasach o
            niepewnej przyszłości? Rodzina należała do przedwojennego pokolenia
            przedsiębiorców i zawsze rozumowała kategoriami rynku. Widocznie wówczas trudno
            było przeciętnemu Polakowi przewidzieć, że nadchodzą w Polsce czasy
            ubezwłasnowolnienia i totalitaryzmu.
            Nowi właściciele, ojciec i babcia Pana Adamczyka, po zakupie kamienicy zgłosili
            się do władz polskich z prośbą o zwrot zarządu. Ówczesna władza nie stawiała
            przeszkód i w marcu 1949 roku wydała decyzję nakazująca zwrócić zarząd nad
            kamienicą jej właścicielom.
            I tu można się dopatrzyć początku trudnej i zawiłej historii tej kamienicy.
            Zarząd Miasta Łodzi tej decyzji nie wykonał. Dlaczego? Na to pytanie powinni
            odpowiedzieć nieżyjący dziś już pewnie urzędnicy ówczesnych władz miejskich.
            Przez następnych 50 lat rodzina Adamczyków bez przerwy walczyła z godnym
            podziwu uporem o zwrot własności. Od strony obowiązującego prawa sytuacja była
            paradoksalna. Z jednej strony kamienica miała właścicieli, zapisanych w księdze
            wieczystej. Z drugiej strony właściciele byli pozbawieni władztwa nad
            własnością.
            „To nowa forma wywłaszczenia bez odszkodowania”, jak obecnie nazywają to
            właściciele kamienic.
            Przez te 50 lat dochodziło do różnych kuriozalnych incydentów. W latach
            pięćdziesiątych Miasto chciało zasiedzieć kamienicę, ale sprawę w sądzie
            przegrało.
            W latach sześćdziesiątych ówczesny zarządca MPGM wyremontował windę i zwrócił
            się do właścicieli o zwrot zainwestowanych pieniędzy. Ci z oburzeniem odmówili,
            więc hipoteka budynku została obciążona. W tym czasie Miasto pobierało pożytki
            z wynajmu tej kamienicy. Liczne archiwalne rozliczenia wykazują dodatnie saldo
            na nieruchomości.
            Przez całe te lata rodzina Adamczyków nie mogła się podźwignąć z ubóstwa, w
            jakie popadła przez niefortunny zakup. W latach siedemdziesiątych władze
            wypłacały ubogiej właścicielce co miesiąc dziesiątą część zysków z wynajmu, bo
            ta nie miała z czego żyć.
            Tymczasem w historii kamienicy jest jeden precedensowy moment. Na kolejny
            wniosek Antoniego Adamczyka, władze oddały zarząd wraz z końcem 1969 roku.
            Wreszcie spełnione zostały rodzinne marzenia. „Kamienica jest w całości
            nasza!” – mówili do siebie. Pojawiła się nadzieja na zwrot zainwestowanej
            rodzinnej fortuny. Jednak niedługo trwała radość właścicieli. Na skutek
            interwencji Towarzysza Jerzego Chabelskiego, I Sekretarza Komitetu
            Dzielnicowego PZPR w Łodzi, zarząd nad kamienicą został odebrany z końcem
            czerwca 1970 roku. Władza sporządziła protokół zdawczo – odbiorczy, który sama
            jednostronnie podpisała. Manipulując rozliczeniami z nieruchomości, władza
            próbowała udowodnić stratę finansową z lat poprzednich , którą winni pokryć
            właściciele. A przecież wyłącznie saldo dodatnie na nieruchomości zadecydowało
            o zgodzie na zwrot zarządu z końcem roku 1969.
            Widząc determinację właścicieli w walce o własność, władza postanowiła ich
            ukarać i w roku 1976 wywłaszczyła z części podwórza, położonego od strony Alei
            Mickiewicza.
            Władza zadeklarowała chęć wzniesienia budynku mieszkalnego, czego nigdy nie
            uczyniła. Do dziś teren straszy swym upiornym wyglądem, jest pijalnią taniego
            wina i miejską toaletą publiczną. Tymczasem stan wywłaszczenia trwa po dzień
            dzisiejszy, pomimo wieloletniej, niezwykle uciążliwej walki Bogusława
            Adamczyka o zwrot mienia.
            Historię kamienicy, podobnie jak historię Polski powojennej, można podzielić na
            dwa okresy: okres panowania władzy totalitarnej w czasach PRL oraz okres po
            roku 1989.
            Data ta rozpoczęła nowy rozdział historii Polski. Właśnie wówczas właściciele
            kamienicy, natchnieni duchem demokracji, pełni nadziei na praworządność,
            wystąpili ponownie o zwrot zarządu nad swoją nieruchomością. I ku niememu
            zdziwieniu, nowa władza również odmówiła zwrotu. Walka właścicieli o własność
            trwała przez całe lata dziewięćdziesiąte. W tym czasie zdążyli oni umrzeć.
            Dopiero ich spadkobierca Bogusław Adamczyk, człowiek znany ze swojego
            nieprzejednania, determinacji i uporczywości, zdołał przejąć zarząd nad
            kamienicą w roku 1999.
            Co odziedziczył? Zniszczony budynek z wywłaszczonym podwórzem i lokatorami z
            państwowego przydziału administracyjnego. Po kilku miesiącach entuzjazmu,
            rzeczywistość przerosła wyobraźnię świeżo upieczonego właściciela. Okazało się,
            że przepisy chroniące lokatorów gwarantują im uiszczanie sztywnego czynszu,
            który przy

            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=61&w=2212198&a=3339674
            • dora5 Re: Autor: Gość: Kamień IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.08.06, 09:29

              Do dziennikarzy Gazety Wyborczej


              Autor: Gość: Kamień IP: *.internetdsl.tpnet.pl
              Data: 31.07.06, 22:08



              Dlaczego nie opiszenie DO KOŃCA stanu faktycznego kamienicy? Dlaczego nie
              wyświetlicie ludziom prawdy o kamienicy i przyczyn, że teraz jest stojakiem na
              reklamy? Dlaczego nie napiszecie, że właściciel stara się o pozwolenie na
              budowę i nie może go dostać oraz nie opiszecie przyczyn odmowy? Doskonale
              wiecie, że od 2003 roku istnieje projekt przebudowy kamienicy, którego w żaden
              sposób nie da się zrealizować, bo urząd utopił całą sprawę w stosach papierów,
              spychając ją do sądów administracyjnych. Przecież wybiórcze informowanie jest
              wręcz niezgodne z waszą etyką dziennikarską, nie mówiąc o zwykłej, ludzkiej
              uczciwości.
              Kiedy wyjdziecie ze swej małości?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka