Dodaj do ulubionych

Współwłasność nieruchomości - jakie prawa?

23.01.09, 00:01
Witam was, proszę o podpowiedź jak wygląda kwestia od str. prawa -
ja z mamą jesteśmy właścicielkami 2/3 nieruchomości z gruntem
(piętro domu + podwórze z zabudowaniami), 1/3 należy do sąsiada
(parter domu + podwórze i ogród od strony ulicy).
1. Jaką część chodnika musi każdy z nas odśnieżać, przyjmując, że
chodnik graniczy w większej części z ogrodem współwł. 1/3, a nasza
część chodnika przylega jedynie do wjazdu/bramy na nasze podwórze?
Czy my (3/4) musimy odśnieżać połowę chodnika dla pieszych, czy
tylko tę część która bezp. przylega do naszej współwłasności?

2. Co możemy zrobić w sytuacji gdy sąsiad z dołu (1/3) nie ogrzewa
zimą jednego ze swoich pokoi - przez co nasz pokój znajdujący się
bezpośrednio "nad" jest niedogrzany, zimna podłoga, pojawia się
grzyb na ścianie. Czy można sąsiada z parteru zmusić w jakikolwiek
sposób aby ogrzewał całe mieszkanie
3. Co zrobic aby partycypowal w kosztach remontu elewacji, dachu,
wspolnej kanalizacji itp.

Jesli macie doswiadczenie w ww sprawach bardzo prosze o podpowiedz
Obserwuj wątek
    • pisz_mi Re: Współwłasność nieruchomości - jakie prawa? 23.01.09, 13:38
      Na moj chlopski rozum:

      Odsniezanie chodnika ktory nie jest wasz, ale graniczy ze wspolna
      dzialka powinno sie odbywac na zasadach proporcjonalnie do udzialow.
      To wy, jako wspolwlasciciele, macie obowiazek utrzymywac otoczenie
      wokol waszej dzialki w porzadku. Przeciez sciaganie sniegu z dachu
      zeby sople nie lecialy na chodnik obciaza was oboje chociaz dach
      jest tylko nad mieszkaniem jednego wspolwlasciciela.

      Ogrzewanie pokoju. Praktycznie to trudno cokolwiek zrobic
      szczegolnie jak to jest jeden pokoj a nie cale mieszkanie. Lokator
      zawsze moze powiedziec ze lubi jak ma w pokoju zimno i tyle. A
      dodatkowo na ogól temperatura w takim jednym, nieogrzewanym pokoju
      jest nie duzo nizsza niz w ogrzewanej czesci. Izolacja miedzy
      pokojami jest skromna i temperatura nie jest dramatycznie nizsza
      chociaz komfort cieplny jest duzo gorszy. Jezeli w swoim pokoju
      macie grzyb to, swoja droga, tez go za bardzo nie wietrzycie i nie
      ogrzewacie. Oczywiscie sasiad moze specjalnie otwierac okno w pokoju
      na dole itd ale wtedy sobie tez robi krzywde bo ziebi sobie cale
      mieszkanie.

      Problem trzeci: zmuszenie wspolwlascicieli do partycypowanie w
      kosztach napraw czesci wspolnej (dach elewacja itd). Trzeba z jednej
      strony udowodnic koniecznosc przeprowadzenia napraw i konserwacji a
      potem udowodnic ze sie ponioslo dane koszty, i domagac sie sadownie
      zwrotu czesci kosztow.

      Czyli jakis biegly sadowy, zdjecia itd (juz sobie wyobrazam jak sie
      wszyscy na to ciesza) a potem rachunki za wykonana usluge jako
      dowody poniesionych kosztow i sad, komornik i co kto lubi.

    • czarnafascynacja Nikt nie wie? 09.04.09, 14:58
      Ja też jestem ciekawa, bo przymierzam się do przeprowadzki do "połówki" mojego
      domu, czyli piętra w domku wolnostojącym.
      • maxima12 Re: Nikt nie wie? 21.07.09, 16:18
        Witam,
        jakbym mogła - uciekłabym z takiej "współwłasności"...
        Przykład z mojego zycia obecnego:

        Jest sobie nieruchomość we współwłasności , jeden współwłaściciel -
        pasożyt, co chce mieszkać i za nic nie płacić, drugi - który stara
        się utrzymać nieruchomość w dobrym stanie. Niestety, z uwagi na wiek
        domu i stan techniczny mediów musi być JUŻ wymieniona instalacja
        kanalizacyjna w budynku oraz osuszanie piwnic. Pasożyt nie chce
        słyszeć o uczestnictwu w kosztach, ale chce z kanalizacji
        korzystać /mieszka nademną/ bo jest w 50% "udziałowcem" w budynku...

        1,5 roku temu pozalewał w ten sposób piwnice, zmuszając mnie do
        ściągnięcia ekipy udroznieniowej i zapłacenia im ze swojej kieszeni,
        tłumacząc się, ze on w ten dom nie ma zamiaru inwestować, bo "to nie
        jego"...
        Dodam, ze za zgodą współwłaścicieli przed laty pobudował sobie
        bliżniaczo drugi dom obok i w ten - jak przez całe jego
        zamieszkiwanie - nie włożył nawet złotówki...

        Jest to tzw. remont konieczny - czy ja mogę sama zadecydować o
        wymianie rur, czy pasożyt - nie płacąc za remont może się mu
        sprzeciwić ? Mieszka nademną, zapewne nie będzie chciał się nagiąć
        do sytuacji i nie użytkować instalacji przez kilka dni... /jak jest
        to teraz, w sytuacji awarii - zalewa mnie szambem w kuchni i
        łazience, bo on nie ma zamiaru przestać korzystać, uważając, ze "to
        mój problem" bo u niego nie wybije i nie smierdzi.../

        Czy - jesli taka wymiana będzie wyłącznie na mój koszt - mogę mu
        pózniej zabronić użytkowania jej lub pociagnąć sobie łacze na własne
        nazwisko ? Jestem też w połowie współwłaścicielem, na polubowne
        załatwienie sprawy nie mam co liczyć, na sądowe też nie liczę,
        wiadomo jak sady obecnie działają...

        Od lat on dewastuje ten dom, nie wiem, jak mozna ten proces
        powstrzymać... na parterze jest w ścianach pleśń, która weszła od
        zalanych piwnic... Dom jest drewniany, 50-letni i do kompletnego
        remontu...
        /////////////////////////////////

        Ja mam dość :/Pozdr

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka