Dodaj do ulubionych

Można wyżyć z tłumaczenia?

31.01.05, 16:20
Cześć wszystkim. Mam jedno pytanko odnośnie warunków na polskim rynku
tłumaczeniowym. Aktualnie mieszkam za granicą gdzie pracuję jako tłumaczka. Od
pewnego czasu zastanawiam się jednak nad powrotem do Polski, jednakże trochę
przeraża mnie wizja, jaką przedstawiają mi moi znajomi, według których w
naszym kraju zawód tłumacza, o ile w ogóle jeszcze istnieje, został strasznie
zdegradowany i tak na prawdę to tłumaczeniem parają się jedynie studenci, bo
nikt inny nie zaakceptowałby śmiesznie niskich stawek, jakie oferują biura
tłumaczeń.
Czy ktoś mógły mi -tak z ręką na sercu - powiedzieć, jak to tak na prawdę jest
na naszym rynku tłumaczeń? Czy w ogóle da się wyżyć? A może jest tu ktoś, kto
właśnie utrzymuje się wyłącznie z tłumaczenia? a może znacie kogoś takiego
chociażby ze słysznia ...

Obserwuj wątek
    • alina66 Re: Można wyżyć z tłumaczenia? 31.01.05, 16:48
      Mogę wypowiadać się tylko za siebie, myślę, że zależy to od języka.
      Zajmuję się tylko tlumaczeniami od 11 lat, nie mam innych dochodów (ani
      bogatego męża, utrzymuję siebie i syna). No i żyję.
      Pracuję dużo, ale bardzo lubię swoją pracę, nie narzekam.
      Mam wrażenie, że w tym czasie (przez te 11 lat) zmieniła się struktura
      tłumaczeń, jest większe zapotrzebowanie na specjalistyczne, ale być może to
      tylko subiektywne odczucie...
      • agnieszka.tarkowska Re: Można wyżyć z tłumaczenia? 31.01.05, 21:08
        zgadzam się z aliną. Na przestrzeni ostatnich kilku lat zdecydowanie
        tłumaczenia specjalistyczne, tzn. takie, do których oprócz znajomości języka
        potrzebna jest również wiedza merytotyczna. Czasy tłumaczenia prostej
        korespondencji handlowej odeszły w niepamięć. Dziś już prawie każda asystentka
        jest w stanie sama (lepiej lub gorzej) napisać taki list.
      • clarafosco Re: Można wyżyć z tłumaczenia? 01.02.05, 12:14
        Cześć Alina,

        Gratuluję ci możliwości zajmowania się wyłącznie tłumaczeniem. Jedno pytanie:
        tłumaczysz dla agencji tłumaczeniowych, czy też masz klientów bezpośrednich. I z
        jakimi językami pracujesz?

        Pozdrawiam gorąco,

    • greg9999 Re: Można wyżyć z tłumaczenia? 28.02.05, 15:17
      Cześć clarafosco,
      postaram ci się pomóc, ponieważ sam kilka lat temu zdecydowałem się na powrót
      do Polski i teraz tego żałuję. Ponieważ pytasz tylko o kwestię finansową,
      odpowiadam, że z samych tłumaczeń ciężko jest żyć w Polsce na przyzwoitym (nie
      mówiąc o europejskim) poziomie. Większość zleceniodawców stawia niestety na
      niską jakość za niską cenę, więc ceny za tłumaczenia zostały rzeczywiście
      bardzo zaniżone. Poza tym w przypadku telepracy nie zawsze można polegać na ich
      uczciwości (nie zapłacono mi za kilka - na szczęście małych - zleceń). Ja nie
      mogę narzekać, ponieważ obecnie utrzymuję się wyłącznie ze stałych zleceń,
      gdybym jednak zdecydował się na zarejestrowanie biura, a co za tym idzie
      płacenie wszelkich haraczy (ZUS-ów itp.), to sytuacja nie wyglądałaby już tak
      różowo. Poza tym moim podstawowym narzędziem pracy jest internet, który od
      marca jest także opodatkowany (!). Osobiście nikomu nie polecam powrotu do
      Polski, bo po prostu nie lubię tego kraju i sam wyjechałbym chętnie do jakiegoś
      cywilizowanego zakątka. Słyszałem o ludziach z krajów zachodniej Europy, którzy
      przez cały rok podróżują po świecie i nie mają komu powierzyć do opieki swoich
      mieszkań. Chętnie podjąłbym się takiego zadania (najlepiej w Niemczech lub
      Austrii), w zamian za możliwość wykonywania tam tłumaczeń na zlecenie.
      Jestem ciekaw, jaką podejmiesz decyzję. Serdecznie pozdrawiam.

      "Kto pyta jest idiotą przez 5 minut, kto nie pyta jest idiotą przez całe życie".
      przysłowie chińskie
      • haska-mi Re: Można wyżyć z tłumaczenia? 28.02.05, 16:04
        Hmmm, a ja żyję od kilku lat i to znacznie lepiej niż wtedy kiedy byłam na
        etacie... Ale fakt, zajmuję się tłumaczeniami specjalistycznymi.
        • amatorski Re: Można wyżyć z tłumaczenia? 28.02.05, 20:25
          wyżyć tak.
          Żyć i utrzymać np. 4-osobową rodzinę - wątpię.

          do haska-mi:
          a jaka to specjalizacja i jaki język?

          ::::::::::::::::::::::::::::::::::
          Et caetera ad astra
          ::::::::::::::::::::::::::::::::::
          • haska-mi Re: Można wyżyć z tłumaczenia? 28.02.05, 22:08
            No, bycie jedynym żywicielem 4-osobowej rodziny to rzeczywiście niefajnie,
            chociaż to zależy od ilości pracy - w dobrym okresie żyje się wygodnie i da się
            coś odłożyć na chude miesiące.
            Moja specjalizacja to szeroko pojęta farmacja (czyli produkcja, badania leków
            itp.), język angielski.
            • amatorski Re: haska mi 01.03.05, 09:07
              Dzięki za odpowiedź.
              Mam właśnie taki tekst na tapecie, z którego fragment załączam:
              "Firma X zorganizowała akcję pomiaru HbA1c. Zagrożenie: ustawienie pacjentów na
              insulinie X. (...)
              Rezultat: ustawienie na humulin 8 pacjentów z 10."
              Co to jest to ustawienie na humulin?
              • krutikow Re: 01.03.05, 09:57
                Witam, z ogromna przykroscia stwierdzam, ze jest tak jak mowicie, choc kiedys
                bylo inaczej i wowczs Stowarzyszenie Tłumaczy Polskich /jestem jego członkiem-
                załozycielem/ starało sie doprowadzic do tego, zeby tłumaczenia mogli wykonywac
                ludzie umiejacy to robic, jakos sprawdzeni, nie koniecznie z dyplomami ILS, ale
                rowniez ci, ktorzy gdzies indziej opanowali jezyk i sztuke przekladu. Byli
                zwolennicy idei, zeby bylo prawo wykonywania tego zawodu, jak np. u
                architektow, i rozne inne pomysly, ale sie nie udalo. I poszlo, wolna
                amerykanka, to nie to slowo. zaczal tlumaczyc kto chcial i jak chcial. To niby
                ok, bo demokracja i wolny rynek, no ale niestety,w efekcie jest tak, jak
                piszecie. Agencje maja swoje niskie stawki, tlumacze w walce o prace na nie
                przystali. Bo gdyby prawo wykonywania zawodu ograniczalo dostep do tlumaczen do
                pewnej grupy, powiedzmy czlonkow STP i TEPiS, to wowczas tlumaczy
                obowiazywalyby stawki tych organizacji i nie mogliby stosowac dampingu. Ale
                ze , jak mowie, nie ma prawa ograniczajacego wykonywanie tego zawodu, no
                to..............np. w moim jezyku do tłumaczen dopadli, przepraszam, ale inne
                slowo tu nie pasuje, nowoprzybyli do Polski Rosjanie i wykonywali, byc moze
                wykonuja nadal tłumaczenia po 5 zl. za strone i 25 za dzien. Z angielskim tego
                na szczescie nie ma, bo zaden Anglik ani Amerykanin o takich pieniadzach nawet
                slyszec nie chce. Teraz na tapecie jest sprawa uprawnien do wykonywania
                tlumaczen publicznych, tzn. instytucje rzadowe, panstwowe itp i tam juz nikt,
                ze tak powiem z ulicy, Filip z konopii nie wskoczy i stawki beda przyzwoite i
                poziom tlumaczen ok, dlatego to zrobiono, bo i na poziomie tych instytucji byly
                tlumaczenia za 5 zl. i na bardzo niskim poziomie. Ladnych pare lat temu, kiedy
                premier Rosji Czernomyrdin byl gosciem kilku partii pol. w Polsce sposrod mnie
                i Rosjanki-studentki wybrano ja, gdyz zrobila tlumaczenia /ustne 3 dni spotkan
                z liderami tych partii/ ZA WYŻYWIENIE !!Z angielskim tak nie jest, ale nie jest
                dobrze. Pozdrawiam
                • lucek_123 Re: 19.03.05, 10:39
                  >Bo gdyby prawo wykonywania zawodu ograniczalo dostep do tlumaczen do
                  > pewnej grupy, powiedzmy czlonkow STP i TEPiS, to wowczas tlumaczy
                  > obowiazywalyby stawki tych organizacji i nie mogliby stosowac dampingu.

                  No i z tym jest "drobny" problem.

                  Jeżeli zostałaby wprowadzona urzędowa "reglamentacja" zawodu, STP ani TEPIS nie
                  mogłyby proponować stawek minimalnyh.

                  U wspomnianych przez Ciebie architektów było tak, że SARP w pewnym okresie
                  zaczął narzucać ceny minimalne. Ale nie jako wartości bezwzględne, a względne,
                  wyrażone procentowo w stosunku do wartości realizacji (czyli budowy według)
                  projektu. Owa "procentowość" była istotna, bo pozwalała na zróżnicowanie stawek
                  w zależności od regionu kraju. I co? Zrobiła się wrzawa, że przy takich cenach
                  architekci nie będą mieli pracy. Właśni członkowie podali SARP do sądu i wygrali
                  - SARP na sądowy zakaz narzucania stawek minimalnych. Między innymi dlatego, że
                  jest korporacją zawodową. Dumpingu nie zwalczyli.

                  Tak, że nie tędy droga. O nieprawidłowościach przypisywanych przez media innym
                  "korporacjom zawodowym" można by długo pisać.

                  Masz całkowitą rację jeżeli chodzi o zdziczenie rynku i popsucie go przez
                  agencje, które walcząc tylko ceną na siłę wciągają do zawodu wszelkiej maści
                  amatorów. Rzeczywiście znowu wraca pojęcie "taniej tandety", czyli za
                  tłumaczenie płacimy mało, bo i tak będzie do kitu, co w sytuacji aamtorów jest
                  prawdą. Problem z tym, że takie podejście zaczyna być rozciągane na cały rynek.

                  Sądzę, że jedyną drogą dla TEPIS i STP jest nie wprowadzenie licencji
                  zawodowych, ale praca prowadząca do tego, że rynek uzna, iż członkowie
                  stowarzyszeń zawodowych (dobrowolnych) są rzeczywiście profesjonalistami i
                  będzie gotowy za ich kwalifikacje płacić godziwe stawki, tak że zawodowcy nie
                  będa musieli konkurować z przelotnymi amatorami. No i od środowiska trzeba by
                  móc oczekiwać choćby minimalnej solidarności zawodowej, a z tym jest trudno.

                  Jest jeszcze druga droga - prawna. Mianowicie doprowadzenie do sytuacji takiej,
                  jak jest niektórych krajach, że z przywilejów podatkowych dla twórców (np. 50%
                  kosztów uzyskania przychodu) będa mogli korzystać tylko członkowie oficjalnych
                  związków/stowarzyszeń twórców. Obecnie w polskim prawie podatkowym panuje
                  cakowity bałagan, umożliwiający wielu osobom, nie mającym z twórczością nic
                  wspólnego, prowadzenie utajonej działalności gospodarczej z wykorzystaniem owych
                  50%. Sądzę, że ta opcja mogłaby zainteresować rząd, od lat usiłujący się dobrać
                  do 50% kosztów uzyskania przychodu. Jak na razie plany sprowadzały się do jego
                  całkowitego utrącenia, co nie jest najsensowniejsze.
              • haska-mi Re: haska mi 01.03.05, 12:44
                To już medycyna, nie do końca moja działka, ale postaram się odpowiedzieć:
                ustawienie na humulin to ustalenie dla danego pacjenta odpowiedniej dawki
                humulinu (to preparat insulinowy stosowany w cukrzycy). Z tego co wiem to różni
                ludzie różnie reagują na rozmaite typu takich preparatów, i to ustawianie to
                takie przystosowanie preparatu do człowieka. Najlepiej zapytać fachowca
                lekarza, bo z medycyną nie ma żartów...smile
                • amatorski Re: haska mi 10.03.05, 08:36
                  Dzięki, w życiu bym się nie domyślił smile
          • obii Re: Można wyżyć z tłumaczenia? 09.03.05, 19:44
            Z tym bywa różnie. Może nie jestem typowym przykładem, bo specjalizuję się w
            tłumaczeniach literackich. Tłumaczę jako wolny strzelec i mam dość dobrą markę
            w swojej specjalności (literatura dziecięca i młodzieżowa). Na brak zleceń nie
            narzekam.

            Utrzymuję 3-osobową rodzinę (4-osobową też bym bez kłopotu utrzymał), żona nie
            pracuje. Nie chcę pisać o konkretnych kwotach, ale jak na Polskę, a nawet jak
            na Warszawę, żyjemy na dobrym poziomie i na nic nam nie brakuje.

            Pozdrawiam,
            obii
    • baba2005 Re: Można wyżyć z tłumaczenia? Mozna... 01.03.05, 11:39
      ...jesli nie masz wygorowanych potrzeb.
      smile
    • bkt Re: Można wyżyć z tłumaczenia? 09.03.05, 22:03
      Ja tłumaczeniami dorabiam do pensji i wychodzi to od 2,5 do 5 tys (ale to
      rzadko) miesięcznie za same tłumaczenia, przy czym pracuję wieczorami i w
      weekendy tłumacząc. Nie płacę ZUSu
      Pewnie komuś kto przyzwyczajony jest do dochodów 5 tys euro miesięcznie te
      dochody wydają się smieszne i może twierdzić że się nie opłaca i że za to nie
      można wyżyć.

      To nieprawda że tylko studenci tłumaczą - niektórzy, ci cenieni żyją z tego
      całkiem nieźle, ale na pozycję zawodową trzeba sobie zapracować i ci którzy
      mają stałych klientów i są dobrzy raczej nie narzekają.
      Nie są to może kokosy ale też nie do końca tak jak mówisz
      Dobrze jest się wyspecjalizować w jakiejś działce


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka