Dodaj do ulubionych

pytanie o KOSZTY

17.01.07, 21:41
dziś po raz pierwszy w życiu zwróciłam się do tłumacza... Nie do końca jednak
rozumiem cały system.
Chodzi o świadectwa pracy, które zostały wypisane na standardowych drukach,
lecz duża część rubryk pozosała niewypełniona. Czy one również będą
tłumaczone i rozliczane pomimo pustych miejsc? Czy nazwiska i adresy także
uważa się za tekst tłumaczony? Nawet jeżli pojawiają się na dokumencie
kilkakrotnie? Poza tym na drukach jest wiele odniesień do przepisów prawa..
Czy to także się tłumaczy? Cały dokument kropka w kropkę?
Trochę martwię się kosztami, ponieważ każde takie świadectwo według moich
obliczeń ma co najmniej 3-4 razy 1125 znaków. A świadectw mam aż 6... W tym
wypadku koszt całego tłumaczenia wynosił by co najmniej 800 zł.
Bardzo proszę o odpowiedź.
Obserwuj wątek
    • tess77 Re: pytanie o KOSZTY 18.01.07, 13:46
      Kiedyś tłumaczyłam całe świadectwa pracy, "toczka w toczkę", ale to chyba było
      bez sensu. Teraz tłumaczę:
      1. tylko wypełnione rubryki ( co zaznaczam przy poświadczeniu na końcu
      tłumaczenia)
      2. pieczątki, podpisy itp.
      3. Liczy się w zasadzie wszystkie znaki, ale zazwyczaj nie liczę spacji i nie
      przesadzam w zaokrąglaniu w górę (tzn. 1500, a nawet 1900 to u mnie będzie
      raczej jedna strona - w wypadku klientów prywatnych, firmy płacą więcej, czyli
      wg stawek)
      4. W wypadku 6 świadectw od jednej osoby daję rabat, tzn. kolejne świadectwa
      (w takim samym formacie) kosztują połowę ceny pierwszego świadectwa.
      W sumie zapłaciłabyć około 100-120 zł
      Myślę, że to uczciwe podejście i nie sądzę bym na tym traciła.
      • iza.anna Re: pytanie o KOSZTY 18.01.07, 19:01
        dzięki za info tess77
        Chętnie zrobiłabym z Tobą interes smile
        Dzwoniłam dziś do tłumacza z prośbą o szacunkową wycenę. 5 świadectw przeliczył
        na 1-2 strony a jedno na 3, co w sumie daje maksymalny koszt 455 zł zatem w
        stosunku do tego, co Ty "krzyknęłaś" - bardzo dużo.
        Chyba się jeszcze potarguję przy odbiorze.
        • jottka aaa 18.01.07, 19:58
          iza - zastanów się chwilke, pytasz o szacunkowy koszt czegoś, co nie wiemy, jak
          wygląda (pojęcie 'świadectwo pracy' nic nie mówi, bo może w każdej firmie
          inaczej wyglądać), nie wiemy jaką ma objętość, nie wiemy, na jaki język ma być
          tłumaczone (choć domyślam się, że chodzi ci o język 1. grupy), nie wiemy, w
          jakim terminie ma być wykonane zlecenie, nie wiemy, czego ty oczekujesz (bo od
          klienta zależy, czy poprosi o przełożenie np. tylko pierwszej strony umowy czy
          też wszystkich 10 stron), na dodatek nie wiemy, w jakim mieście mieszkasz (a to
          jest wolny rynek i stawki są różne w różnych miejscach kraju) i czy np. ma być
          to wycena z vatem czy bez. no tess jest zapewne jasnowidzką, skoro przy braku
          powyższych informacji podstawowych zrobiła ci prostą i śmiałą wycenę zleceniasmile


          a tak poza tym faktycznie zwykle przy dokumentach standardowych i niemal
          identycznych tłumacze dają rabaty (ale czy dadzą i w jakiej wysokości to zależy
          od firmy), bo też im zależy na kliencie, ale bardzo możliwe, że w twoich
          dokumentach powtarzalny formularz jest niewielki 'objętościowo', za to rdzeń
          przekładu stanowią informacje zróżnicowane i skomplikowane (np. każde świadectwo
          zawiera szczegółowy opis drogi zawodowej przedstawiciela innego zawodu czy
          specjalności, do tego branżowym slangiem). wtedy raczej nikt ci nie da rabatu,
          bo procent powtarzalności tekstu jest znikomy.


          dalej - to, co tess pisze, że teraz tłumaczy tylko to czy tamto, jest faktycznie
          przyjętym zwyczajem w odniesieniu do dokumentów standardowych, ale nie można
          tego traktować jako zasady nie znając przeznaczenia przekładu. a może twój
          zagraniczny odbiorca tych świadectw pragnie się zapoznać z polskim systemem
          prawnym w zakresie ubezpieczeń społecznych, a na ten temat, dajmy na to, jest w
          twoim świadectwie info drobnym drukiem? tłumacz musi cię wypytać o przeznaczenie
          przekładu, bo inaczej postąpi mechanicznie, jak to tess proponuje, i np. wytnie
          akurat te informacje, które zwykle są pomijane, ale akurat dla ciebie były
          najważniejsze.


          no tak sie nie dasad pomijając fakt, że ten tłumacz, jak mogę wnosić, życzy sobie
          ok. 30 zet za stronę, co nie jest stawką porażającą, a on nie świadczy
          działalności charytatywnej. za mało wiemy, żeby dokonać nawet najbardziej
          orientacyjnego szacunku kosztów.
    • iza.anna Re: pytanie o KOSZTY 22.01.07, 21:28
      zapłaciłam 450 złotych
      • jottka Re: pytanie o KOSZTY 22.01.07, 22:34
        powinniśmy to jakoś skomentować?smile
        • tiresias Re: pytanie o KOSZTY 23.01.07, 11:48
          PT Jottka, touché!
          pzdr.
      • amatorski Re: gratuluję 30.01.07, 21:50
        temu tłumaczowi. W mojej okolicy, z przelicznikiem 1,5 tłumacza przysięgłego
        języka ang. na 10 000 mieszkańców taki zestaw dokumentów kosztowałby Cię jakieś
        330 zł
        • micmarci Re: gratuluję . Ciekawe czego? 04.02.07, 13:04
          A u mnie z 500 (1 tłumacz na 20 tys. mieszkańców). Pan Edek za metr kw. płytek
          na czarno 35 PLN i nie patrzy,że praca "powtarzalna", Pan Marian 150 za
          powieszenie grzejnika (20 minut). Tłumaczenie za =<30 PLN to psucie rynku i
          mielenie kasą. Jak ktoś płaci jeszcz ZUS i OC to w ogóle kiszka.
          • joasia33 Re: gratuluję . Ciekawe czego? 04.02.07, 13:54
            No otóż to! Przykład pana Edka jest bardzo dobry. Ja miałam przypadek z
            małżeństwem lekarzy, którzy przynieśli całą teczkę dokumentów do tłumaczenia do
            wyjazdu. Ponieważ mieli po 2 specjalizacje, prywatne praktyki, papierów było
            sporo. Wyszło w sumie nieco ponad 1000zł. I co? I pani doktor doznała szoku,
            choć była uprzedzona, jak będzie to wyglądało cenowo. Po czym zaczęła się ze mną
            targować, że przecież np. dyplomy prawie identyczne, tylko dane inne itp. itd.
            Do dziś żałuję, że nie zapytałam jej, czy jeśli pacjenci przychodzą do nich
            jeden po drugim, to też mają różne stawki dla tych, którzy siedzą w gabinecie
            dłużej lub krócej. Bo ja jakoś zawsze płacę tyle samo, niezależnie, czy siedzę
            10 minut, czy 30. I też bym chciała za 10 minut pracy dostawać 50zł. Albo i
            więcej. A przecież nie tylko o czas tu chodzi, prawda? Tylko wiedzę,
            doświadczenie itd.
            Państwo zapłacili ostatecznie tę kwotę, targując się jeszcze bezskutecznie o VAT
            (no, to było niezłe, ale niesmak mi pozostał.
            • micmarci Re: gratuluję . Ciekawe czego? 05.02.07, 09:49
              Dokładnie! Lekarze to już w ogóle inna historia. Przyjeżdża do mnie jeden nową
              Hondą Accord i też lament, targowanie, itd. Mówi, że gdzie indziej to za 30
              strona (30 PLN/strona - VAT - podatek - koszty - ZUS = 11 PLN na rękę.Dziękuję,
              wolę szpachlować ściany), że może być bez faktury(!) - czyli miałbym nie
              wpisywać do repertorium?! Skasowałem go 1.000 za 20 stron i powiedziałem, że to
              i tak tanio, bo słownictwo specjalistyczne. Nie będę się podkładał za grosze
              (odpowiedzialność karna i cywilna za tłumaczenie i ewentualne omyłki
              pisarskie). Obcokrajowcy też są nieźli. Przykład: kupuje gość nieruchomość za
              3.000.000 PLN. Przychodzę na czas, ale godzinę czekam, bo "coś z drukarką
              notariusza". Akt czytam kolejną godzinę i żądam 300 (2x150 PLN). A gość do mnie
              uderza (może ma śmiałość ze względu na mój młody wiek), że drogo, że community
              translator w Londynie ma 10 funtów za godzinę + 10 funtów za dojazd, a my
              jesteśmy w Polsce, że jest ripped off, itd. W końcu powiedziałem, że w takim
              razie nie podpiszę aktu no i zapłacił. Notariusz sprawdził wypisy, dowody i
              paszporty, numery działek i powierzchnie i wział samego wynagrodzenia
              notarialnego 7.000 PLN.
              • joasia33 O tak, nieruchomości! 05.02.07, 13:53
                Pod tym też się podpisuję! Jeszcze mi się nie zdarzyło, by odczytanie aktu
                zaczęło się punktualnie. Zwykle nie robiono mi problemów i płacono za faktyczny
                czas spędzony w kancelarii, ale miałam jesienią taki przypadek z Koreańczykami
                nabywającymi jakąś nieruchomość za koszmarne pieniądze. Spóźnili się oni,
                spóźniła się pani notariusz, siedziałam tam ponad godzinę, czekając, po czym
                całość zajęła pół godziny. Gdy przyszło do płacenia, prawnik Koreańczyków zaczął
                się ze mną wykłócać, że tylko 30 minut, że oni nie są przygotowani (nadmienię,
                że stawka była uzgodniona: 100 zł plus VAT za każdą rozpoczętą godzinę).
                Ostatecznie zapłacili za cały ten czas, bo w końcu to nie ja się spóźniłam, ale
                niesmak pozostał. O tym, ile wzięła notariusz za te 30 minut, nie wspomnę... Też
                bym chciała mieć płacony procent od wartości, hy.
              • spacecoyote Re: gratuluję . Ciekawe czego? 05.02.07, 16:03
                > community translator w Londynie ma 10 funtów za godzinę + 10 funtów za
                > dojazd,

                Chyba przesadzil. Nie mieszkam w Londynie, tylko w duzo tanszym North Wescie, a
                za 10 funtow bym sie nie fatygowala. 17 minimum, przy sesji minimalnej 3 godz.,
                dojazd tez platny i zwrot kosztow podrozy.
          • amatorski Re: gratuluję . Ciekawe czego? 08.02.07, 21:22
            30 zł/str to psucie rynku, big_grinD
            Oczywiście, że tak! Psucie rynku biur tłumaczeń, które by poszły z torbami
            jakby mogły tylko tyle kasować za stronę od kowalskiego ze świadectwem pracy.

            Nie wiem na jakiej wy planecie żyjecie (a może tylko w Internecie?).

            Psucie rynku, to 20 zł/str i mniej, choć zastanowiłbym się czy to psucie rynku,
            czy autodestrukcja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka