Kucharka zrobiła deser

12.03.17, 22:03
Myslałam, że umiem pisać watę słowną, ale nie dałabym rady rozwodnić zdania z tematu do ponad trzydziestu wyrazów smile


www.portalsamorzadowy.pl/komunikacja-spoleczna/biblioteka-slaska-wylonila-zwyciezcow-konkursu-na-przyklad-paplaniny,90682.html
    • the-great-inuk Re: Kucharka zrobiła deser 12.03.17, 22:34
      mika_p napisała:

      > Myslałam, że umiem pisać watę słowną,

      Dobre! Gdyby Bozia obdarzyła mnie takim darem, siedziałbym dzisiaj w Brukseli z należytym uposażeniem. Panie pod tym względem przodują. Wspominałem tu swego czasu o nieco innej konstrukcji mózgu niewiast. I o Szeherezadzie. Niemniej bardziej przydatne od odmiany łacińskich czasowników.
      • bimota Re: Kucharka zrobiła deser 13.03.17, 09:06
        DOPIERO CO SLYSZALEM MARUDZENIA, ZE JEST ICH TAM ZA MALO...
      • mika_p Re: Kucharka zrobiła deser 15.03.17, 01:31
        > Gdyby Bozia obdarzyła mnie takim darem,

        Mnie obdarzył jeden z pracodawców wink Choć może to faktycznie jakas iskra Boża jest niezbędna, bo pomnę taka sytuację, kiedy czekałam na pewien ruch i opracowywałam sobie pismo na wypadek wariantu B, miałam w nim takie długaśne, wielokrotnie złozone zdanie, w pełni poprawne merytorycznie i gramatycznie, ale wymagające koncentracji i starannej analizy, więc chwilowo dałam sobie spokój z myślą, że przeredaguję bo to nienormalne jest. Nie musiałam, zaistnial wariant A, niewymagajacy pisma smile
        Albo niektórzy mają dar wrodzony do tego rodzaju wypowiedzi, albo wymaga to po prostu dlugiego treningu, a mój byl za krótki big_grin

        Szeherezada to inna opowieść. Ona po prostu opowiadała ciekawe historie w znakomity sposób. Bo żeby opowieść porwała sluchacza tak, żeby odłozył swoje mordercze plany związane z opowiadającym do końca historii, naprawdę trzeba umieć i narrację poprowadzić, i języka odpowiedniego używać, żeby nie zanudzić, i w odpowiednim momencie przerwać. Ach, i pamiętajmy, że ona opowieści snuła na żywo, nie tak jak autor porywającej powieści, który ma czas na ponowna lekturę tego, co napisał, i naniesienie poprawek, a i redakcję miec powinien, zeby wylapała niezręczne sformułowania, bzdury i inne takie.

        A'propos bzdur i niezręczności, oglądalam kiedyś film, przesympatyczny, bardzo przyjemny. Pod koniec była scena, kiedy artysta muzyk słyszy przypadkiem, jak pomoc kuchenna nuci podczas obierania ziemniaków, zachwyca się i wprowadza w szeroki muzyczny świat. A ja zauwazyłam głównie, jak ona niezręcznie, niefachowo te kartofle obiera, jakby to drugi raz w życiu robiła smile
        • arana Re: Kucharka zrobiła deser 15.03.17, 06:55
          mika_p napisała:

          > Mnie obdarzył jeden z pracodawców wink Choć może to faktycznie jakas iskra Boża jest niezbędna...


          Miko, jaka tam iskra! To bardzo złożone zagadnienie, którego oczywiście nie wyczerpię, ale przyszły mi na myśl dwa nazwiska: Rej i Orzechowski.

          "Zabawa w gęsi" sprawiła, że trochę poczytałam ich obu, mogę więc co nieco powiedzieć o ich języku. Obaj pisarze żyli w tym samym czasie, a jakże inaczej pisali. (I nie mówię tu o ich poglądach, to zupełnie inna sprawa.) Polszczyzna Reja jest chropowata i wymaga wielu objaśnień; język Orzechowskiego jest nie tylko całkowicie zrozumiały, ale potrafi zachwycić współczesnego czytelnika. Co na to wpłynęło? Myślę, że szesnastoletnie były to studia Orzechowskiego i rozliczne lektury, a więc świadoma praca nad sobą.

          Tu przypomniała opowieść Chrzanowskiego o Sienkiewiczu.

          „(…) W r. 1898, w lecie, niżej podpisany miał szczęście bawić z Sienkiewiczem u jego przyjaciela Brunona Abakanowicza na wyspie Ploumanach w Bretanii. Sienkiewicz pracował wówczas w dalszym ciągu nad Krzyżakami - zamykał się w swoim pokoju na cztery spusty i pracował od pół do dziewiątej rano do południa, po czym wychodził na plażę, często blady i – dosłownie – ze spotniałym czołem. Otóż, kiedy go niżej podpisany zapytał, co tak go męczy, odpowiedział: «Praca nad prostotą stylu».” (…)”


          Ale Mikołaj Rej też może poszczycić się przewagą stylistyczną, jeśli weźmiemy pod uwagę jego mowę na sejmie i wystąpienia innych mówców. To Rejowe zawiera rytm i melodię, które sprawiają, że całość daje się dość gładko czytać. Pierwsza zauważyła to Krystyna Płachcińska, a ja dodaję uwagę, że musiał mieć w tym udział dobry słuch Reja.

          Właśnie słuch pisarza i wrażliwość na melodię języka wydają mi się jednymi z koniecznych elementów dobrego stylu. Dlaczego tak sądzę? Bo przecież jakże podobne jest budowanie napięcia i elementy zaskoczeń np. w Trylogii i w symfoniach.

          Inny ułamek zagadnienia: język, w którym piszemy. Przykład? Przybyszewski, który pisał po niemiecku i po polsku. Po niemiecku zachwyca, po polsku śmieszy. W artykule Boya-Żeleńskiego o Przybyszewskim jest teza, że faktycznie niemiecki ma inną wartość emocjonalną (prostszą i mniej podniosłą) niż przekład polski - ale jest to wynikiem pewnej koturnowości polszczyzny, koturnowości, której brak w oryginale. Sama nie umiem tego ocenić, bo nie znam niemieckiego, ale znajomy tłumacz potwierdził to jak najbardziej.

          To tyle, co przyszło mi do głowy.




          • randybvain Re: Kucharka zrobiła deser 16.03.17, 15:49
            Prostota stylu jest rzeczywiście trudna do osiągnięcia, gdy jest się wyrafinowanym, inteligentnym czytelnikiem i operuje się idiomami i skrótami myślowymi...
        • the-great-inuk Re: Kucharka zrobiła deser 15.03.17, 08:49
          mika_p 15.03.17, 01:31 napisała:
          Choć może to faktycznie jakas iskra Boża jest niezbędna,
          ================================

          Wspaniała próbka Twego talentu....

          Ot, co..
    • bimota Re: Kucharka zrobiła deser 13.03.17, 09:09
      JA MYSLE, ZE KONKURSY TAKIE SA ZBYTECZNE. WIELOKROTNIE PRZEDSTAWIALISMY TU PRZYKLADY Z "REALA" NIEGORSZYCH WYPOCIN I TO PRODUKOWANYCH Z MARSZU.
Pełna wersja