Rozkręćmy to Forum

28.06.05, 21:44
To Forum jest jakieś leniwe smile Rozkręćmy je!
Na początek może, napiszcie, jakie ciekawe, śmieszne historie przydażyły się
Wam w waszych podróżach. Co najbardziej zapadło Wam w pamięć. Co było waszą
przygodą życia? Jakie kraje Was zafascynowały? Co wywarło na Was największe
wrażenie?

Pozdrawiam
Łukasz


-------------
Moja Tułaczka Po Świecie
cyclista.blog.onet.pl/
    • milena72 Re: Rozkręćmy to Forum 28.06.05, 22:12
      swietny pomysl....sprobuje sobie cos przypomniec bo na razie przypomina mi sie
      tylko malo smieszna historia jak okradli mnie w Indiach...Oprocz zwiedzania
      mialam wiec darmowy pokaz komisariatu w Delhi...
      • turtle3 Re: Rozkręćmy to Forum 29.06.05, 09:41
        kiedyś, wiele lat temu, jechaliśmy do Rumunii w góry. jechaliśmy stopem po dwie
        osoby i umówiliśmy się na granicy węgiersko-rumuńskiej. tak więc dojeżdżamy a
        naszych kolegów nie ma. więc czekamy dwa dni a ich dalej nie ma. postanawiamy
        dalej nie czekać i jedziemy do Oradeai na pociąg. a tam na dworcu nasi kumple
        piją piwko i mówią nam, że czekali na nas dwa dni i postanowili nie czekać
        dalej. myśmy czekali po stronie rumuńskiej a oni po węgieraskiej. takie małe
        niedomówienie
        • radzyminek Re: Rozkręćmy to Forum 29.06.05, 09:44
          O wspólczuję tongue_out
          "Takie małe niedomówienie" przez które straciliście 2 dni smile
          Pozdrawiam

          -------------
          Moja Tułaczka Po Świecie
          cyclista.blog.onet.pl
        • milena72 Re: Rozkręćmy to Forum 03.07.05, 12:37
          Ha! Teraz jest juz zdecydowanie latwiej...Wystarczy wyslac smsa z "osobistej"
          komory i wiadomo gdzie sierotki sie zgubily...smile
          No,istnieje jeszcze szansa ze jestesmy w miejscu w ktorym operator pomimo
          usilnych staran nie moze nas namierzyc...smile))).No coz...wtedy pozostaje tylko
          czekanie i...piwko smile
        • rasta69 Oradea 05.07.05, 11:35
          Skoro juz ktos zahaczyl o Oradea to nie odmowie sobie przyjemnosci opowiedzenia
          historii z nia zwiazanej.
          Pierwszy raz trafilem tam wracajac z trampingu po Turcji. Stopowalismy na
          oparach kaski tak mniej wiecej od Araratu, zaliczajac iranskiego tira, ucieczke
          przez autostrade w bialy dzien, sympatyczna polska wycieczke z nie mniej
          sympatyczna pilotka, nocke w szopie na granicy turecko-bulgarskiej, Bulgarki
          piekne, Dunaj powodziowy i skracajac bardzo wymienianke: dziewieciogodzinna
          gehenne w pociagu osobowym z Romami....
          Zreszta jako dziwo biale w nocnej osobowce zostalismy bardzo fajnie potraktowani
          przez wspolpasazerow. Pogadalismy, posmialismy sie, przegonilismy kury po
          pociagu... Nie ukrywam, ze poczatkowo mielismy stracha, widzac totalnie
          zatloczony pociag pelny Romow. Czasami, mimowolnie, pod wplywem np. zmeczenia,
          strachu o wlasne bezpieczenstwo, stereotypy odzywaja sie w czlowieku. Dlatego to
          prawda, ze podroze zmieniaja nasze wyobrazenie o swiecie.
          Z takiej osobowki wyskoczylismy w Oradei. Od razu na dworcu dorwali nas
          naganiacze taksowkowi. W ilu oni jezykach swiata nie mowili !!! Jesli istniala
          kiedys wieza Babel, to oradejscy taksiarze musieli miec tam krewnych smile))
          Mieszanka anglo-niemiecko-hiszpansko-wlosko-turecko-rosyjska ustalilismy cene i
          trase przejazdu a frontiera. Do naszej trojki dolaczyli jeszcze dwaj polacy
          z info, ze jakies 50 metrow dalej jest postoj taksowek i wytargowali lepsza
          cene. Oczywiscie chetnie na to przystalismy dziekujac, w juz wypracowanym
          narzeczu, naszym taksiarzom. Juz za moment podjechala tansza taksowka i cala
          nasza piatka zaczela upychac sie do dacii bynajmniej nie kombi. W polowie
          upychania, gdy prawie wszyscy juz siedzieli a ja zastanawialem sie nad opcja
          odbycia podrozy na dachu wsrod plecakow, kierowca na widok naszych poprzednich
          rozmowcow zaczal wypakowywac plecaki. Gosc byl autentycznie przerazony a my
          totalnie zdumieni. Cos mruczal pod nosem o mafii a przycisniety oznajmil, ze boi
          sie o rodzine. Od razu mafijni cwaniaczkowie przystapili do targow oferujac
          spory upust. Tego bylo juz za wiele. Wolelismy juz na piechote wracac do Polski
          niz cytujac za kolega ze stosunkow miedzynarodowych UW "przyczyniac sie do
          utrwalenia systemu mafijnego w Europie Poludniowo-Wschodniej". Stwierdzilismy
          zgodnie, ze zykle poczucie sprawiedliwosci oraz naukowo wylozone argmenty nie
          pozwola nam na utrwalanie jakichkolwiek systemow a zwlaszcza przestepczych.
          Odwrocilismy sie dumnie na piecie i powedrowalismy do...najblizszej budki z
          piwem. Metoda wyprobowana wielokrotnie: piwo lagodzi stres, rozjasnia umysl a
          przy tym czysci nerki. Istotnie po dluzszych dywagacjach nad zlocistym napojem,
          w sumie dobrym bo tanim, ktos wpadl na blyskotliwy pomysl poszukania innych
          postojow taksowek. Plan wykonalismy tuz za najblizszym zakretem. Poniewaz
          znalismy juz narzecze a plynnosc jezyka wzrosla wprost proporcjonalnie do ilosci
          wypitego piwa, podzielilismy sie na grupy negocjacyjne pertraktujace
          jednoczensie z kilkoma kierowcami. Oczywiscie moja grupa w osobie mojej skromnej
          persony oraz Milosza znow musiala wpasc na mine. Otoz w samym srodku burzliwych
          negocjajcji, kiedy po raz kolejny Milosz pomstowal na oferowana cene a ja
          zdegustowany krecilem lepetyna, kierowca wyjal legitymacje sluzbowa i z powazna
          mina oznajmil "Politia de Frontiera". Nie wiem czy to sama sytuacja, mafia za
          rogiem czy piwko ale obaj parsknelismy smiechem. To znaczy obaj z Miloszem, bo
          tajniak machal legitymacja spokojnie powtarzajac Politia de Frontiera i
          Passaporte Control. Mam alergie na tajniakow i wszelkich innych mundurowych w
          podobnych krajach a trzymajacych jeszce moj paszport w lapskach, wiec zawolalem
          chlopakow i stanelismy ciasno piatka wokol agenta. Mozliwe, ze taktyka
          zminimalizowala mozliwosc oddania w odplatny depozyt nasze paszporty. James a
          wlasciwie Bond obejrzal uwaznie nasze glejty i... z miejsca przystapil do
          przerwanych negocjacji transportowych. Jeszcze przed chwila byl pogranicznikiem
          a teraz znowu taksiarzem. Niestety nie takim tanim. Zrezygnowalismy z jego uslug
          i inna taksowka dojechalismy do granicy. Tam jak zwykle panowie chcieli od nas
          jakas kaske za przejscie, my oczywiscie zaczelism wyjmowac spiwory, mruczac przy
          tym o pałatkach, biednych studentach i konsulatach polskich.
          A na Wegrzech wreszcie cywilizacja !!!! Tylko za Chiny nie mozna sie z nimi
          dogadac...
          to juz jednak inna historia smile))
    • rasta69 Re: Rozkręćmy to Forum 05.07.05, 10:11
      popieram sluszna idee rokrecania forum wiec pozwole sobie na male oszustwo i
      wklejenie tekstu, ktory napisalem na forum Krajow Arabskich. Mam nadzieje, ze
      beduinka mnie nie wytropi...

      tekst byl odpowiedzia na pytanie o wizy syryjskie a ja "troche" rozwinalem temat
      smile))

      > Zapewne w Stambule moznaby dostac wize Syryjska ale to węcej zachodu ...

      oj nawet nie wyobrazasz sobie ile zachodu. Syryjczycy w Stambule wymagaja list
      polecajacy od naszego konsula. Uzyskanie takiego listu to wg nich formalnosc, co
      potwierdzil spotkany tam Meksykanin, ktory w swoim konsulacie dostal wize od
      reki. No ale oczywiscie Polska to nie byle Meksyk, a nasz (owczesny) konsul
      Piszczakowski roztoczyl przed nami wizje Syrii, jako ziemii piekielnej z ktorej
      jesli wraca sie, to tylko w opakowaniu. Czeczenia przy Syrii jawila sie jako
      kraj milujacy pokoj, spokoj i porzadek. Obywatele Syryjscy mieli trudnic sie
      porywaniem obcokrajowcow w celch konsumpcyjnych, a ceny miesa bialych Giaurow
      osiagaly ceny barylki brent po kursie londynskim...
      W skrocie konsul pokazal nam fige bynajmniej nie jadalną. Kilka tygodni pozniej
      do konsulatu doszla kartka z Damaszku, nadana przez trzech studentow, raczej
      calych niz strawionych.
      Granice przekraczalismy na wariackich papierach na poludnie od Gaziantep w
      Turcji(dokladniej Kilis), na polnoc od Aleppo (a dokladniej A'zaz). Wiekszosc
      bialych przekracza granice na wschod od Aleppo (przejscie w Reyhanli), ale my
      oprocz mapy wschodniej Turcji nie mielismy nic wiecej. Zadnego przewodnika
      czy mapy Syrii. Za to mielismy duzy zapas glupoty oraz blade pojecie o krajach
      arabskich. Juz w pasie zony przy granicy mocno zrzedly nam miny. Z jednej strony
      wysokiego nasypu pole minowe, z drugiej drut kolczasty z uzbrojonymi
      wiezyczkami. Stosunki miedzy tymi krajami nie sa zbyt wesole, turecki
      pogranicznik dlugo dopytywal sie czego wlasciwie szukamy (oraz nasze dolary) w
      Syrii .
      Za to syryjscy pograniczycy ochlonawszy z pierwszego szoku(bialego tam pewnie
      dawno nie widziano), bardzo nam chcieli pomoc. Za kazdym razem inny urzednik
      podchodzil, machajac naszymi paszportami, z pytaniem: "wiza, yes?", co mialo byc
      pytaniem o to czy mamy wizy. Niezmennie odpowiadalismy "no" i za kazdym razem
      ogladalismy frasunek malujacy sie na obliczu rozmowcy, podkreslany niezmienna
      sentencja "no wiza, problem!".
      Po jakichs 3 godzinach zaprosil nas do siebie komendant posterunku. Miniaturka
      Saddama z obowiazkowym wasem i marsowa mina. Prawie od razu wniesiono jakies
      arabskie zarcie. Od dwoch tygodni jechalismy na ekonomicznym ekmeku i
      pomidorach, wiec z miejsca, calkiem dostojnie, rzucilismy sie na jedzenie.
      Poniewaz byl to nasz pierwszy kontakt z kuchnia arabska, co chwila spozieralismy
      na gospodarza czy przypadkiem konsumujemy potrawy w odpowiedni sposob. Ogolnie
      maczalismy wszystko we wszystkim, przegryzajac co chwla listkami miety.
      Obslugiwal nas dwumetrowy sluzacy w taki sposob jakbysmy cofneli sie do czasow
      niewolnictwa.
      Kiedy juz nasycilismy nasze zoladki, przyszla kolej na zaspokojenie ciekawosci
      komendtanta. Dla naszego gospodarza Polska to w gruncie rzeczy ZSRR. Nie
      prostowalismy niescislosci, zwlaszcza, ze jego brat studiowal w Kijowie.
      Skorzystalismy tez z okazji zeby poznac troche realia syryjskie. Wypytalismy o
      ceny noclegow, przejazdow i miejsc wartych zobaczenia. Zdobylismy tez namiary na
      hoteliki i hostele w Aleppo, uczylismy sie liczb i podstawowych zwrotow. Kiedy
      ten temat zostal wyczerpany zaczelismy bawic sie w gre "Panstwa i stolice". My
      mowilismy kraj europejski a komendant glowil sie nad stolica. Z kolei gospodarz
      rzucal nazwe kraju arabskiego a my zadziwialismy go znajomoscia stolic(i tu
      docenilem obowiazkowe wkuwanie na geografie, nazw stolic, krajow, gor i rzek).
      Krotko mowiac pobilismy go na calej linii.
      Cala rozmowa trwala ponad 3 godziny. Poniewaz w zab nie kumalismy arabskiego, a
      gospodarz poslugiwal sie lamana angielszcyzna, z rozbawieniem ogladalem caly
      cyrk przewracania oczami, nadymania sie i wzdychania podczas poszukiwania
      odpowiedniego slowka. Jedyny zgrzyt pojawil sie, gdy rozmowa zeszla na 11
      wrzesnia, ale przezornie udalismy idiotow a gospodarz nie drazyl tematu.
      Cala historia zakonczyla sie po 10 godzinach. Podobno przefaksowali nasze
      paszporty do Damaszku, tam Big General przyklepal sprawe, a my zaplacilismy 22
      dolce za wize 2 tygodniowa.
      Troche sie rozpisalem bo chyba bardziej o ta ostatnia informacje chodzilo smile))

      pozdrawiam smile
      • milena72 Re: Rozkręćmy to Forum 05.07.05, 19:31
        Hej Rasta!
        Swietnie sie czyta Twoje opowiesci...smile Jakis talent pisarski tu sie
        objawia...smile
        Poglowkuj jeszcze troszke i napisz cos ciekawego.Nawet pozwolimy sie Waszmosci
        rozpisac...smile
      • beduinka Re: Rozkręćmy to Forum 07.07.05, 18:03
        rasta69 napisał:

        > popieram sluszna idee rokrecania forum wiec pozwole sobie na male oszustwo i
        > wklejenie tekstu, ktory napisalem na forum Krajow Arabskich. Mam nadzieje, ze
        > beduinka mnie nie wytropi...
        >

        beduinka nawet z Maroka potrafi ciebie wytropic tongue_out
Inne wątki na temat:
Pełna wersja