lukasz.1978
19.03.11, 12:27
Czy Plac Wilsona jest dla Was miejscem bliskim czy obcym?
Żoliborzanie się swoim głównym placem wręcz zachwycają, ludzie z innych części Warszawy raczej nie podzielają tego entuzjazmu, a jak to wygląda w Waszych oczach, oczach mieszkańców Bielan? Z uwagi na bliskość geograficzną, powiązania komunikacyjne, a także (nad czym trochę boleję, ale historii nie da się już odkręcić) powiązania historyczne, pytanie jest w moim odczuciu ciekawe.
Ja przyznam uczciwie, że poczułem się tam obco. Chodziłem sobie po Bielanach, robiąc zdjęcia do fotozagadek, w pewnym momencie zgłodniałem. Akurat nadjechało 181, no to skoczę na kebaba na Plac Wilsona, myślę sobie. Dobry jest. Kebab znaczy się.
Jechałem przez Bielany, potem Żoliborz, dojechałem do celu, wysiadłem, ujrzałem... Cóż będę ściemniał, ujrzałem po prostu węzeł komunikacyjny. Ogromną przestrzen, po której hula wiatr, przetaczają się samochody, a tabuny ludzi wyskakują z autobusów, aby zniknąć zaraz w podziemiach metra. Nie, to nie było to, co widzę na codzień na Bielanach. Zero przytulności, zero kameralności. Ale typowo wielkomiejskiego rozmachu też brak! Ani w jedną ani w drugą. Znalazłem się po prostu na węźle komunikacyjnym, tylko tyle i aż tyle. Przemknąłem szybko i poszedłem zjeść.
Oczywiście mogę zrozumieć, ze dla kogoś, kto się wychował w okolicy, może to być miejsce wyjatkowe. Rozumiem, że z uwagi na różne powiązania może to być miejsce bliskie dla cześci mieszkańców Bielan, zwłaszcza bielańskiego Marymontu. Ale ja tego miejsca po prostu nie czuję, magii żadnej nie widzę. I cóż ja na to poradzę?
A Wy co sądzicie o tym miejscu? Czujecie się jak u siebie czy jednak obco?
PS. Na szczęście z Placem Wilsona pozytywnie kontrastują okoliczne żoliborskie uliczki. Aż się chce po nich spacerować.