tregina
28.01.13, 17:20
Witam, dziś rano byliśmy z mężem na rozmowie u prokuratora (taka rodzinna sprawa), i niestety wróciliśmy z niej wkurzeni i zniesmaczeni. Po pierwsze, szanowny pan prokurator był wyraźnie "wczorajszy", tłumacząc się jakimś całonocnym dyżurem (pierwszy raz słyszę o jakichś dyżurach prokuratorów...!), co prawda nie było czuć alkoholu ale wymiętolony garnitur sprawiał fatalne wrażenie. Po drugie, widząc że czekamy i się spieszymy, poprosił żebyśmy mu dali chwilę bo musi wypić kawę - no ok, gdzieś wyszedł, i wrócił... za pół godziny! I jeszcze rozbrajająco przyznał, że jadł śniadanie... akurat wtedy, gdy wiedział, że na niego czekamy... razem z rozmową i czekaniem straciliśmy prawie dwie godziny, mąż się spóźnił do pracy. Nie wiem, czy mam rację, ale odebrałam to całe spotkanie jako brak szacunku do "petenta". Oj przydałyby się jakieś szkolenia SV dla urzędników...