Dodaj do ulubionych

Obrona czci kobiety (lub jej brak)

28.05.13, 21:05
Witam,

Znowu trochę potrolluję, ale nie mam wyjścia, skoro życie codzienne dostarcza tylu ku temu powodów. Być może dlatego, że jestem osobą dość towarzyską, podobnie jak mój mąż. Mamy szerokie grono znajomych w różnym wieku, często bywamy na tak zwanym "mieście", czyli w rozmaitych lokalach typu gastronomia, bar czy klub. Okazji do obserwacji więc nie brakuje...

Do rzeczy. Sytuacja wygląda tak: Mężczyzna 30-letni poznaje kobietę (równieśnicę) przez wspólnych znajomych. Zaczynają się spotykać i wiele wskazuje na to, że do siebie pasują, zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru. Na kolejnej (piątej) randce idą razem potańczyć do klubu. Bawią się, jak to w takich miejscach, to późnych godzin i wychodzą. Po wyjściu, na ulicy mężczyzna próbuje złapać taksówkę a kobieta zostaje zaczepiona przez 3 podpitych i dość agresywnych mężczyzn, w wieku zbliżonym do niej. Robią dość wulgarne uwagi dotyczące jej stroju, jeden z nich łapie ją za pośladki i zaczyna całować po szyi. Mężczyzna z pewnego dystansu mówi im, aby przestali, oni jednak reagują jeszcze bardziej agresywnie a jeden z nich zaczyna iść w jego kierunku z wyraźnym zamiarem bójki. Wówczas mężczyzna bardzo szybko ucieka zostawiając kobietę samą z trzema napastnikami. W efekcie kobieta zostaje, wybaczcie określenie, obmacana i zwyzywana, na szczęście nic gorszego się nie stało.

No i finał dnia następnego. Mężczyzna tłumaczy się, że gdy tylko uciekł przed napastnikami, zadzwonił na policję, co jest prawdą, chociaż oczywiście policja przyjechała już po całym zajściu, gdy napastnicy się oddalili. Poza tym twierdzi, że nie potrafi się bić i na pewno nie miałby żadnych szans z żadnym z tym napastników (nie mówiąc o wszystkich razem), a "stawiając się" mógłby jeszcze bardziej ich sprowokować i w efekcie zarówno on, jak i jego towarzyszka mogliby narazić się na naprawdę groźne konsekwencje. Kobieta ma do niego pretensje, że mimo wszystko z nią nie został. Opinie znajomych (towarzystwa) są podzielone. Np. my z mężem się różnimy w ocenie sytuacji. Ja uważam, że mimo wszystko powinien zostać, tymczasem mąż twierdzi, że w takich sytuacjach trzeba wybrać "mniejsze zło" i mierzyć siły na zamiary a nie unosić się honorem, bo konsekwencje mogą być tragiczne dla wszystkich. Sprawa jest bardzo skomplikowana, jeśli ją dokładnie przemyśleć i obejrzeć ze wszystkich stron.

Na pewno problem ten wykracza poza zasady s-v i dotyka, np. spraw związanych z racjonalnymi zachowaniami w sytuacjach zagrożenia. Niemniej jednak ważna zasada s-v mówi o tym, że mężczyzna broni czci kobiety (oraz jej samej). Co Wy myślicie o tej sytuacji i o sytuacjach zbliżonych?

Dorota

PS Dla ciekawskich jeszcze jedna informacja dotycząca opisanej sytuacji. Kobieta była obrażona przez 3 tygodnie i nie chciała mężczyzny znać, ale później sama do niego zadzwoniła, pogodzili się i nadal się spotykają.
Obserwuj wątek
    • nick_ze_hej Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 21:26
      Cóż, znak czasów. W dobie równości płci, praw i obowiązków pan zachował się racjonalnie i właściwie. W końcu gdyby ta pani była z koleżanką to raczej nie oczekiwałaby, że ta ruszy z pięściami na trzech napastnikówwink
      Za "moich czasów" natomiast taki facet byłby uznany za tchórza, kompletnego patałacha i straciłby na zawsze honor. Wsród znajomych pań i panów byłby obiektem pogardy i kpin na wieki wieków.
      • elwirowka Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 21:36
        nick_ze_hej napisał:

        > Cóż, znak czasów. W dobie równości płci, praw i obowiązków pan zachował się rac
        > jonalnie i właściwie. W końcu gdyby ta pani była z koleżanką to raczej nie ocze
        > kiwałaby, że ta ruszy z pięściami na trzech napastnikówwink
        > Za "moich czasów" natomiast taki facet byłby uznany za tchórza, kompletnego pat
        > ałacha i straciłby na zawsze honor. Wsród znajomych pań i panów byłby obiektem
        > pogardy i kpin na wieki wieków.

        Feministki i inne stwory kobietopodobne wywalczyły to, co chciały.
        Teraz facet zamiast odruchowo stanąć w obronie kobiety kalkuluje
        czy mu się to opłaca. W końcu po co ma ryzykować poszarpany
        garnitur czy obitą buźkę, skoro w razie czego, jeśli jego dama będzie
        miała do niego pretensje, łatwo sobie znajdzie inną, mniej problemową.
        Faktycznie znak czasów.

        Inna sprawa, że nawet instrukturzy sportów walki radzą swoim
        ucznion raczej uciekać niż wdawać się walkę, zwłaszcza z wieloma
        przeciwnikami, którzy dodatkowo mogą być uzbrojeni. Facet
        zachował się racjonalnie i rozsądnie, ale jak dupa. Wiedział, że
        niewiele ryzykuje, skoro jego dama sama do niego zadzwoniła
        i się pogodzili. Sama chyba już wie czego się spodziewać, w razie
        problemów może liczyć tylko na siebie.

        El.
        • bene_gesserit Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 22:03
          elwirowka napisała:

          > Feministki i inne stwory kobietopodobne wywalczyły to, co chciały.

          Po pierwsze - nie masz nawet bladego pojęcia o feminiźmie i to, co piszesz jest zwyczajnie głupie.
          Po drugie - na tym forum - przynajmniej na tym forum - zachowujemy sie kulturalnie. A ty jesteś wyjątkowo niegrzeczna.
        • angazetka Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 09:38
          > Feministki i inne stwory kobietopodobne wywalczyły to, co chciały.

          I już wiadomo, że nie warto czytać dalej.
        • madzioreck Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 31.05.13, 21:46
          > Feministki i inne stwory kobietopodobne wywalczyły to, co chciały.

          To idź, tworze niefeministyczny, wracaj do czasów, kiedy chłop mógł kobitą orać pole, bo stanowiła część zagrody. Spodobałoby Ci się.
        • a.nancy Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 02.06.13, 12:45
          > niewiele ryzykuje

          faktycznie, tylko jej życie, a nie własne, rzeczywiście sukces
      • kora3 Kolezankę też bym skreśliła, gdyby zachowała się 30.05.13, 10:15
        w analogicznej sytuacji, jak ten gośc - serio.

        Czesto zdarza mi się chodzić na imprezy z kobietami. Zwykle przyjeżdza po nas któryś z naszych mezów/partnerów życiowych i rozwozi po domach. Zasada jest prosta: przychodzimy razem, wychodzimy razem, "pilnujemy" się wzajemnie. Gdyby jakaś moja kolezanka zostawiła mnie na pastwę trzech typów ograniczając się do wezwania policji i pójscia sobie do dmu, to przestałaby być moją kolezanka (a sądze, ze tzw. towarzystwo też by ją skreśliło z listy pożadanych w nim osób).

        Nie, nie oczekiwałabym, że powali typów mieczem rycerzy "dzedaj"smile Oczekiwałabym, ze: zadzwoni po gliniarzy, narobi hałasu, zacznie głosno wzywać pomocy, sprowadzi ochroniarzy (albo pozostałą w klubie resztę towarzystwa) itd. Słowem - ZAINTERESUJE się mną w takiej sytuacji, a nie beztrosko wezwie policje i pójdzie sobie do domu! Ja bym zupełnie obcej osoby w takim połozeniu nie zostawiła ograniczając się do wezwania policji, a co dopiero kolezanki.

        Pewnie, ze nie ruszyłabym bić się z 3 typami (pewnie nawet z jednym, choć nie chwaląc się, coś tam w temacie umiemsmile), ale NA PEWNO podniosłabym alarm, krzyczałabym, starałabym się sprowadzić pomoc PRZED przyjazdem policji, która bywa powolna niestety.

        Miałyśmy kiedyś z kolezankami taka własnie sytuacje, w nocy oczekiwałysmy na przyjazd samochodu po nas i zobaczyłyśmy, że jakichś 4 gosci kopie innego. Nie znałyśmy ani ofiary, ani napastników, rzecz działa się w pewnej odległości od nas. Jedna z nas zadzwoniła po policję, druga skoczyła do klubu po ochronę, a wszystkie razem wrzeszczałyśmy "Pomocy! Biją!" . Przyjechał samochód po nas, poczekałyśmy na policję, ale było już po bójce, bo ochroniarze zatrzymali napastników. Ofiara była pobita! Młody chłopak, student, goscie zaczepili go o papierosa - nie miał, to zaczeli go bić. Trafił do szpitala.
        Mógł trafić do kostnicy. Moze nasze działanie uratowało mu życie? On tak twierdził w każdym razie.
        Nie wyobrazam sobie zostawić OBCEJ osoby w takiej sytuacji, a dopiero swej dziewczyny, kolezanki, znajomego.
    • deszcz.ryb Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 21:47
      Wg mnie facet zachował się właściwie - sam nie dałby rady trzem napastnikom, dostałby w mordę, a może by go pobili z jakimś tragicznym skutkiem. W każdym razie skończyłoby się tak, że leżałby na chodniku i nie mógłby wezwać policji. A napastnicy wtedy mogliby zrobić z tą kobietą, co by tylko chcieli.

      A tak udało mu się wezwać pomoc. Być może właśnie dlatego prawie nic się nie stało - napastnicy widząc, że jedna ofiara im się wymknęła, wywnioskowali, że pobiegła ona zawiadomić policję, i zdecydowali, że zwieją.

      Poza tym rzeczywiście - na każdych zajęciach, na których uczą "sztuk walki" trenerzy zawsze mówią, że należy mierzyć siły na zamiary i że nawet superkarateka raczej nie da rady kilku przeciwnikom. Takie rzeczy to tylko w filmach. Mądrzej jest zwiać i z bezpiecznego miejsca wezwać pomoc.

      Tak więc dla mnie sytuacja jest jednoznaczna - mężczyzna zachował się najlepiej, jak mógł w danej sytuacji i dzięki temu realnie pomógł tej kobiecie.

      Nie na miejscu widzę tu głupie uwagi o feministkach, jakie niektórzy tu wypisują. Nie wiem też, dlaczego niektórzy uważają, że gość "w obronie czci i honoru" kobiety powinien dać się skatować albo zabić; tylko dlatego, że jest innej płci? Jakby to były dwie kobiety, to chyba nie żądalibyście żeby jedna przyszła z pomocą drugiej.
      • a.nancy Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 02.06.13, 12:46
        > napastnicy widząc, że jedna ofiara im się wymknęła, wywnioskowali, że pob
        > iegła ona zawiadomić policję, i zdecydowali, że zwieją.

        pijane, agresywne bubki nie "wnioskują"
    • bene_gesserit Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 22:02
      Myślę, ze gdyby został na miejscu, to agresja tych trzech mężczyzn skupiła by się na nim. Co mogłoby być tragiczne.
      Myślę jednak też, ze kobieta miała sporo szczęścia - bo tych trzech kolesi mogło ją zapakować do samochodu, wywieźć i zgwałcić a potem potłuc, albo i jeszcze gorzej. Mogli być nie tylko pijani, ale i znarkotyzowani, a ludzie po takim miksie są kompletnie nieobliczalni.

      Więc wydaje mi się, ze facet jest głupi - zamiast zostawiać dziewczyne na pastwę ewidentnie niebezpiecznych meneli, zamiast dzwonić na policję (marne szanse, zeby przyjechali w ciągu paru minut) powinien wpaść do klubu z krzykiem, ze gwałcą, kradną samochód czy coś w tym stylu - cokolwiek, zeby spowodować natychmiastową reakcję ochroniarzy i tłumu.
      • ewa9717 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 22:21
        O, i to jest niezłe wyjście.
        Facet zachował się pewnie racjonalnie, ale - mimo wszystko - ja bym już do niego nie zadzwoniła...
      • deszcz.ryb Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 22:30
        > Myślę jednak też, ze kobieta miała sporo szczęścia - bo tych trzech kolesi mogł
        > o ją zapakować do samochodu, wywieźć i zgwałcić a potem potłuc, albo i jeszcze
        > gorzej. Mogli być nie tylko pijani, ale i znarkotyzowani, a ludzie po takim mik
        > sie są kompletnie nieobliczalni.

        Tak też się mogło zdarzyć, ale znowu - jeden facet by ich NIE powstrzymał. W niczym by jej nie pomógł, a jego próby "ratunku" tylko opóźniłyby wezwanie pomocy.

        > Więc wydaje mi się, ze facet jest głupi - zamiast zostawiać dziewczyne na pastw
        > ę ewidentnie niebezpiecznych meneli, zamiast dzwonić na policję (marne szanse,
        > zeby przyjechali w ciągu paru minut) powinien wpaść do klubu z krzykiem, ze gwa
        > łcą, kradną samochód czy coś w tym stylu - cokolwiek, zeby spowodować natychmia
        > stową reakcję ochroniarzy i tłumu.

        Jakich ochroniarzy, jakiego tłumu? Nie wiem, czy chodzisz po knajpach, klubach, i to o drugiej czy trzeciej w nocy, ale najprawdopodobniej nie uświadczysz tam żadnego ochroniarza. Gdzie go będziesz szukać? Jak przekrzyczysz muzykę [BARDZO głośną] i jak dasz znać komukolwiek, co się dzieje? Klienci takich klubów o tej godzinie już bardzo często też są całkiem pijani albo znarkotyzowani - naprawdę lepsi tacy sojusznicy niż policja? Przecież zanim ci imprezowicze się wytarabanią na ulicę, napastnicy też dawno zdążą uciec. Bardzo prawdopodobne też jest, że niewiele osób będzie ci chciało pomóc - bo kto by chciał ratować życie albo zdrowie w bójce?

        Twoja rada miałaby sens tylko w wypadku, gdyby w tym barze zostało kilku przyjaciół pary, która wyszła na ulicę, i gdyby można było do nich szybko dotrzeć. Oni zapewne nie odmówiliby pomocy, chociaż później mogłay wywiązac się regularna bójka. Też nie za dobre to rozwiązanie.
        • bene_gesserit Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 00:35
          Zwykle stoi ktoś na bramce.
          Jeśli udałoby się ściągnąc choćby paru ludzi przed klub, większe szanse, ze kolesie by odpuścili. Nie mamy pełnego obrazu sytuacji, być może klub stał w szczerym polu otoczony krzakami, a w środku nie było ani jednego trzeźwego - ale wydaje mi sie, ze w takiej sytuacji warto zainteresować tym, co sie dzieje innych ludzi - jeśli nie dałoby się gości z klubu, to przechodniów, przejeżdzających drogą, kogokolwiek. Im więcej tym lepiej. Podobno uwagę ludzi w nocy ściągają alarmy samochodowe (wystarczyło przysiąść na paru maskach), dzwięk tłuczonego szkła albo krzyki 'ludzie, pali się' czy coś w tym stylu.

          Gdyby pijani nie byli akurat w łaskawym nastroju, czekanie na interwencje policji mogłaby się dla dziewczyny skończyć tragicznie.
          • deszcz.ryb Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 08:07
            > Gdyby pijani nie byli akurat w łaskawym nastroju, czekanie na interwencje polic
            > ji mogłaby się dla dziewczyny skończyć tragicznie.

            Tak, a gdyby do tego jeszcze ten facet z nimi próbował się bić, to tragicznie mogłoby się skończyć i dla niego, i dla niej. Czyli jeszcze gorzej.
            • bene_gesserit Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 19:51
              Ale ja już to napisałam. Jakiś czas temu.
    • matylda1001 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 22:27
      No cóż...ten facet ma bardzo silny instynkt samozachowawczy, a kobieta, w miejsce ambicji wielką, czarną dziurę.
    • slotna Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 22:41
      Dobrze, ze nie probowal sie stawiac, mogloby to sie skonczyc zle nie tylko dla niego, ale i dla tej kobiety. Zrobil jedyna rozsadna rzecz i chwala mu za to.
      • annakate Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 22:49
        Zimą w Łodzi chłopak z dziewczyną wyszli w nocy z klubu w centrum miasta, dwóch panów uznało, że dziewczyna siedząc za daleko wystawiła nogi na chodnik i zwymyślali ją, czy nawet uderzyli w twarz. Chłopak stanął w jej obronie, dostał nożem, nie żyje. To nie jest wymyślona sytuacja.
        Czasami zachowanie zgodne z s-v nie jest najlepszą strategią. Aczkolwiek do dziś zastanawiam się, czego miałabym uczyć dorastającego syna, gdybym go miała - kultury czy przetrwania.
    • aga.doris Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 23:12
      często bywamy na t
      > ak zwanym "mieście", czyli w rozmaitych lokalach typu gastronomia, bar czy klub

      mąż twierdzi, że w takich sytuacjach trzeba wybrać "mniejsze
      > zło" i mierzyć siły na zamiary a nie unosić się honorem, bo konsekwencje mogą b
      > yć tragiczne dla wszystkich.


      Radziła bym ci zmienić sposób spędzania wolnego czasu albo zaopatrzyć się w gaz pieprzowy i pomysleć o kursie samoobrony. Dostałaś od męża jasny przekaz, że w razie czego na niego liczyć raczej nie możesz...
      • beata_ Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 23:46
        aga.doris napisała:


        > Radziła bym ci zmienić sposób spędzania wolnego czasu albo zaopatrzyć się w gaz
        > pieprzowy i pomysleć o kursie samoobrony. Dostałaś od męża jasny przekaz, że w
        > razie czego na niego liczyć raczej nie możesz...

        Uwaga o gazie pieprzowym słuszna, niemniej czasem warto przeczytać cały post, a nie tylko pierwszy akapit. smile
        Nie zakładałbyś wtedy bez związku, że to mąż autorki dał jej jakikolwiek przekaz...
        • aga.doris Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 28.05.13, 23:51
          Naprawdę uważasz, że nie ma związku między faktem iż mąż autorki popiera postawę owego pana czyli nogi za pas, a tym co może autorkę ewentualnie spotkać podczas późnego powrotu do domu?
          • beata_ Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 01:09
            aga.doris napisała:

            > Naprawdę uważasz, że nie ma związku między faktem iż mąż autorki popiera postawę
            > owego pana czyli nogi za pas, a tym co może autorkę ewentualnie spotkać podczas
            > późnego powrotu do domu?

            Pytanie tylko czy rzeczywiście przekonanie męża (cyt. z pierwszego postu): że w takich sytuacjach trzeba wybrać "mniejsze zło" i mierzyć siły na zamiary a nie unosić się honorem - to poparcie dla postawy pana z opowieści, czyli wzięcia nóg za pas... i czy akurat takie "mniejsze zło" zastosowałby przy własnej żonie...
            Według mnie wysnułaś zbyt daleko idące wnioski, które przełożyły się na niewczesną poradę na temat spędzania przez małżonków wolnego czasu i stosunku/oczekiwań autorki do męża.
            Ale mogę się mylić oczywiście.

          • deszcz.ryb Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 08:06
            > Naprawdę uważasz, że nie ma związku między faktem iż mąż autorki popiera postaw
            > ę owego pana czyli nogi za pas, a tym co może autorkę ewentualnie spotkać podcz
            > as późnego powrotu do domu?

            Dobrze, a jak ten mąż jest osobą słabą fizycznie i nie umie się bić [tak, jak mój]? TO CO WTEDY? Bardzo jestem ciekawa, co on może REALNIE zrobić i jak pomóc w takiej sytuacji, nie narażając się na pobicie? A jak go pobiją i może też okradną, to W JAKI sposób ma wezwać pomoc? Jak będzie leżał nieprzytomny na chodniku?

            Ja bym właśnie oczekiwała od mojego męża, żeby zwiał i wezwał pomoc. Później - jak chce - może przybiec z powrotem i samobójczo rzucać się na napastników. Ważne, że policja już będzie jechała.

            Niektórzy z was mają naprawdę dziwne poglądy. Tylko dlatego, że ktoś miał pecha/szczęście [?] urodzić się facetem, wymagają od niego wyczynów godnych Supermana. Jakbyś szła z koleżanką, to też kazałabyś koleżance się rzucać na napastników, bo CIEBIE trzeba obronić?
            • aga.doris Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 09:20
              ylko dlatego, że ktoś miał pecha
              > /szczęście [?] urodzić się facetem, wymagają od niego wyczynów godnych Superman
              > a. Jakbyś szła z koleżanką, to też kazałabyś koleżance się rzucać na napastnikó
              > w, bo CIEBIE trzeba obronić?


              Wynika z tego, że zgadzasz się z moją sugestią aby autorka nie oczekując od męża "wyczynów godnych Supermana" przeszła kurs samoobrony, zaopatrzyła się w gaz pieprzowy, a póki co unikała nocnych eskapadwink No chyba, że ma on posturę Gołoty, czarny pas i sam jego widok odstraszy hordę napastnikówwink)
    • claratrueba Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 05:27
      Niestety, dla mnie facet byłby skończony. Nie tylko dlatego, że zostawił w opałach kobietę, gdyby to był jego kolega, moje zdanie byłoby dokładnie takie samo. Jeśli się z kimś przebywa to nie tylko wtedy, gdy jest to fajna zabawa ale i wtedy, gdy fajnie jest.
      Na tym polega odwaga, która bardzo cenię. Branie nogi za pas gdy naszemu towarzyszowi dzieje się krzywda to tchórzostwo.
      Odwaga to rzadka rzecz. I doskonale wiedzą o tym atakujący- ze wystarczy przyjąć postawę sugerującą wyraźny zamiar bójki a mięczak da nogę. Wobec postawy odmiennej, na ogół sami dają nogę.
      Nie chciałabym mieć takiego "towarzysza" przy sobie.
      • angazetka Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 09:41
        Się podpisuję. Gdybym była w takiej sytuacji z koleżanką, też bym oczekiwała, że ode mnie nie zwieje, zostawiając na pastwę losu, tylko zrobi COŚ. Zacznie krzyczeć, poleci po pomoc, cokolwiek.
        • deszcz.ryb Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 09:56
          > Się podpisuję. Gdybym była w takiej sytuacji z koleżanką, też bym oczekiwała, ż
          > e ode mnie nie zwieje, zostawiając na pastwę losu, tylko zrobi COŚ. Zacznie krz
          > yczeć, poleci po pomoc, cokolwiek.

          Hej, ale facet NIE ZWIAŁ, tylko właśnie zadzwonił po pomoc. Zrobił coś. A więcej pewnie by i tak nie dał rady zrobić.
          • aga.doris Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 10:06
            Mężczyzna tłumaczy się, że gdy tylko uciekł przed napastnikami, zadzwonił na policję, co jest prawdą, chociaż oczywiście policja przyjechała już po całym zajściu, gdy napastnicy się oddalili.

            No właśnie ZWIAŁ, potem zadzwonił po policję, która przyjechała już po zajściu. Dziewczyna mogła zostać zgwałcona, pobita, zamordowana. Nie wrócił, nie zainteresował się , NIC! To, że skończyło się jak się skończyło to zasługa jedynie... napastników.
            • deszcz.ryb Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 10:15
              > No właśnie ZWIAŁ, potem zadzwonił po policję, która przyjechała już po zajściu.

              Ale nie wiemy, gdzie uciekł. Może tylko na sąsiednią ulicę? I stamtąd zadzwonił po policję? No ale tego nie wiadomo, możemy sobie gdybać. Oczywiście jakby się okazało, że zwiał do swojego bezpiecznego mieszkania, i stamtąd dzwonił, to też bym go oceniła jak najgorzej.
              • aga.doris Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 10:22
                A co to ma za znaczenie gdzie zwiał? ZWIAŁ i tyle. Nie wrócił, nie czekał za węgłem na przYJazD policji, nie odwiózł jej po wszystkim do domu, nawet nie zadzwonił potem do tej dziewczyny. Wiemy, że TŁUMACZYŁ się następnego dnia.
                • aga.doris Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 10:23
                  Pomijając już aspekt moralny, to nie jestem pewna czy w razie gdyby dziewczynę spotkało to najgorsze to z mocy prawa nie odpowiadał by za nieudzielenie pomocy.
                  • jowita771 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 31.05.13, 11:01
                    Nie odpowiadałby, obowiązek udzielenia pomocy jest tylko wtedy, gdy można to zrobić bez narażania siebie czy kogoś innego na niebezpieczeństwo. Tutaj ewidentnie wykluczyć niebezpieczeństwa nie można. Poza tym, prawo nie precyzuje "udzielania pomocy", telefon na policję też się w tym mieści.
                    Ale to nie mężczyzna. Dziwię się, że nie tylko ta konkretna dziewczyna jeszcze go chce, ale jakakolwiek, która wie o tym zdarzeniu.
                    • aga.doris Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 31.05.13, 11:17
                      Dziwię się, że nie tylko ta konkretna dziewczyna jeszcze go chce, ale jakakolwiek, która wie o tym zdarzeniu.
                      Dziewczę ma mega parcie na chłopa. Jakiegokolwiek. Tchórz, dupa - nieważne, aby tylko portki nosiłwink
                • deszcz.ryb Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 10:28
                  > A co to ma za znaczenie gdzie zwiał? ZWIAŁ i tyle. Nie wrócił, nie czekał za wę
                  > głem na przYJazD policji, nie odwiózł jej po wszystkim do domu, nawet nie zadzw
                  > onił potem do tej dziewczyny. Wiemy, że TŁUMACZYŁ się następnego dnia.

                  Tu masz w sumie rację, przyznaję. Gość stanowczo powinien gdzieś niedaleko poczekać na rozwój sytuacji, a później zaopiekować się dziewczyną. Jakoś miałam wrażenie, że to zrobił, ale widać nie doczytałam.
      • madzioreck Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 31.05.13, 21:51
        > Odwaga to rzadka rzecz. I doskonale wiedzą o tym atakujący- ze wystarczy przyją
        > ć postawę sugerującą wyraźny zamiar bójki a mięczak da nogę. Wobec postawy od
        > miennej, na ogół sami dają nogę.

        Chłopak z Łodzi, o którym pisze wyżej annakate, też tak zapewne myślał, i przypłacił to życiem.
    • kol.3 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 06:17
      Jak dla mnie facet zachował się głupio. Nie wychodzi się z klubu o 3 w nocy i nie zaczyna się szukać taksówki. Taksówkę można wydzwonić, i wsiąść do niej pod klubem bez łażenia i narażania dziewczyny i siebie. Tym bardziej, że pan nie umie się bić i nie potrafi zapewnić partnerce bezpieczeństwa.
    • bo1 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 09:17
      Każdy ma jakieś swoje standardy postępowania. Moje są inne niż opisanej pary. Postawa pana samolubna, tchórzliwa i nierokująca. Oczekiwałabym raczej, że skupi na sobie uwagę agresorów i spróbuje dać szansę towarzyszce na ucieczkę i wezwanie policji. Kobieta w takiej sytuacji ryzykuje znacznie więcej, a mianowicie tak traumatyczne przeżycie jak gwałt. Oczywiście jej ucieczka mogłaby się nie udać, ale ten pan nawet nie podjął próby.
      • aqua48 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 09:27
        Wydaje mi się, że pan mógł odbiec na jakąś rozsądną odległość (kontakt wzrokowy), wyjąć komórkę i zadzwonić po pomoc, a potem jednak wrócić do pani i starać się odstraszyć napastników. To moim zdaniem byłoby rozsądne zachowanie. Jeśli po prostu wziął nogi za pas nie zainteresowawszy się w jaką stronę ich agresja idzie i zostawiając panią choćby tylko wystraszoną, to dla mnie taki człowiek jest skreślony jako mężczyzna, towarzysz, opiekun.
        Bałabym się, że nawet gdybym będąc w jego w jego towarzystwie upadła, pokaleczyła się i np. skręciła nogę to zostawiłby mnie leżącą na chodniku twierdząc, że nie jest chirurgiem i pomóc nie może, a krwi się boi, brzydzi i obawia pobrudzić...
        • deszcz.ryb Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 09:55
          > Wydaje mi się, że pan mógł odbiec na jakąś rozsądną odległość (kontakt wzrokowy
          > ), wyjąć komórkę i zadzwonić po pomoc, a potem jednak wrócić do pani i starać s
          > ię odstraszyć napastników. To moim zdaniem byłoby rozsądne zachowanie. Jeśli po
          > prostu wziął nogi za pas nie zainteresowawszy się w jaką stronę ich agresja id
          > zie i zostawiając panią choćby tylko wystraszoną, to dla mnie taki człowiek jes
          > t skreślony jako mężczyzna, towarzysz, opiekun.

          O, i to byłoby też niezłe rozwiązanie.

          > Bałabym się, że nawet gdybym będąc w jego w jego towarzystwie upadła, pokaleczy
          > ła się i np. skręciła nogę to zostawiłby mnie leżącą na chodniku twierdząc, że
          > nie jest chirurgiem i pomóc nie może, a krwi się boi, brzydzi i obawia pobrudzi
          > ć...

          Nie, to zupełnie różne sytuacje, tego nie można porównywać. Obrona fizyczna wiąże się z niebezpieczeństwem, tu nie ma co ukrywać. Jest możliwość, że chłop, który stanie w obronie kobiety, zostanie po prostu skatowany [ktoś już napisał, że była taka sytuacja, w której facet dostał nożem pod żebro i umarł]. Natomiast pomoc po wypadku to jednak coś zupełnie innego, to się nie wiąże z niebezpieczeństwem [na ogół]. Sama bym wolała komuś opatrywać pokaleczoną nogę, i nawet cała się pokrwawić, niż włączyć się do jakiejkolwiek bójki.

          Przy czym zastanawiam się, czy nie za wiele wymaga się od mężczyzn w dzisiejszych czasach. Sporo facetów obecnie to osobniki słabe i nie jest to dziwne - bo wielu nie pracuje fizycznie, tylko są informatykami, kierowcami, pracują w biurze itp. Jak taki słabeusz wink może pomóc w wypadku ataku trzech napakowanych testosteronem bysiów? Przyznam, że jestem pewna, że ja bym potrafiła lepiej się bronić, niż mój mąż mógłby bronić mnie [bo chociaż mogłabym przy sprzyjającej okazji jednego napastnika walnąć "z bańki" i złamać mu nos]. Nic by mi to nie pomogło i wiem, że tylko rozwścieczyłabym przeciwników, ale z kolei mój mąż nie dałby rady zrobić nawet tyle. wink

          Do tego dochodzi ta mądra zasada z jakichkolwiek sztuk walki, że najlepszym wyjściem jest zawsze ucieczka, a nie walka. No i dlatego sobie myślę, że bez przesady z tym wymaganiem od facetów supersprawności i stałej gotowości do obrony. Bo czasy się zmieniły. To się może komuś nie podobać, ale tak jest.

          Zawsze zresztą można związać się z karateką posiadającym czarny pas. wink
          • aga.doris Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 10:30
            Bo czasy się zmieniły. To się może komuś nie podobać, ale tak jest.


            Owszem zmieniły się i nie dotyczy to tylko stosunków damsko-męskich. W końcu ciągle się słyszy o pobitych w autobusach pełnych ludzi, nauczycielach uciekających na widok bójki na szkolnym korytarzu, słabszych towarzyszach wspinaczki zostawionych na grani na pewną śmierć, załogach tonących statków wycieczkowych opuszczających w pierwszej kolejności pokład. Wszystko da się wytłumaczyć...i zaakceptować?
          • angazetka Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 10:52
            > Do tego dochodzi ta mądra zasada z jakichkolwiek sztuk walki, że najlepszym wyj
            > ściem jest zawsze ucieczka, a nie walka

            Ale czy ucieczka z pozostawieniem kogoś na pastwę losu?
      • deszcz.ryb Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 09:39
        >Oczekiwałabym raczej, że skup
        > i na sobie uwagę agresorów i spróbuje dać szansę towarzyszce na ucieczkę i wezw
        > anie policji.

        No chyba, że w ten sposób - o ile w ogóle to by się udało, to to rozwiązanie byłoby w miarę ok. Chyba, że kobieta ma wysokie obcasy, wówczas o jej szybkiej ucieczce raczej nie ma mowy. sad

        Ja bym się raczej skłaniała ku takiej kolejności: pan ucieka, wzywa policję i natychmiast wraca, próbując "bronić" kobietę w ramach swoich skromnych możliwości.
    • aplikantka11 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 10:59
      Pierdoła, nie facet.
    • majaa Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 11:54
      Pan usunął się napastnikom z oczu i wezwał pomoc - tylko pogratulować rozsądku i przytomności umysłu. I bez wątpienia uwierzyłabym, że pan nie tylko konkretnie wykazał się prawdziwą troską o panią, ale ogólnie budzi ogromne zaufanie, jako partner, gdyby nie "drobny szczegół": pan nie dość, że nawet nie zaczekał na rozwój wypadków (choćby i w ukryciu), to na dodatek nie pofatygował się późniejszym telefonem do pani, żeby sprawdzić, czy nic jej się nie stało. Pewnie przez delikatność, żeby jej czasem nie obudzić ze słodkiego snu, w który niewątpliwie zapadła po tak ekscytującym wieczorze.
      Podsumowując - u mnie facet miałby przechlapane.
    • kornel-1 votum separatum 29.05.13, 12:24
      Mężczyzna zachował się niewłaściwie (z punktu widzenia interesu pary). Powinien był - zamiast salwować się ucieczką - chwycić kobietę za rękę i pociągnąć ją do najbliższego bezpiecznego miejsca czyli lokalu.
      Zgadzam się z tym, co napisałem.
      Sam bym tak postąpił.

      Kornel
    • matylda1001 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 12:39
      Wiem jedno - na miejscu dziewczyny nie potrafiłabym już spotykać się z tym człowiekiem. Jako mężczyzna byłby w moich oczach skończony na zawsze. Nie potrafiłabym go poważnie traktować. Nie chciałabym mieć z nim dzieci, bo miałabym wątpliwości czy będą bezpieczne pod opieką ojca. Po prostu straciłabym do niego zaufanie.

      • kornel-1 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 14:04
        matylda1001 napisała:

        > Nie chciałabym mieć z nim dzieci, bo miałabym wątpliwości czy będą bezpieczne pod opieką ojca. Po prostu straciłabym do niego zauf
        > anie.

        Ludzkość by wymarła, gdyby wszystkie kobiety stosowały taką selekcję wink
        Na szczęście opisywana sytuacja rzadko się zdarza.

        Kornel
    • sweet_pink Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 29.05.13, 13:20
      Dla mnie już nie do przyjęcia względem s-v jest:
      - że facet będąc z kobietą łapał taksówkę na ulicy zamiast zamówić ją przed wyjściem z klubu
      - że w nocy oddalił się od kobiety, dopuszczając do sytuacji by jakieś typy do niej podeszły. Powinien być obok, trzymać ją pod rękę, być czujny i w razie ryzyka cofnąć się do klubu lub jakkolwiek zadbać o bezpieczeństwo, choćby odprowadzając ją szybkim krokiem.

      W opisanej sytuacji zachował się bardzo słabo (choć tyle dobrze, że udało mu się uniknąć groźnej konfrontacji)...jak sam się nie umie bić powinien natychmiast szukać pomocy u ochrony klubu, czy innych uczestników zabawy. Powinien doprowadzić do sytuacji gdy będzie pewien, że udało mu się dziewczynę z opresji wyratować, następnie odwieźć do domu i zadbać o jej samopoczucie (w poście nie ma napisane, czy ten facet zrobił cokolwiek z tego, z "finał dnia następnego" wynika raczej, że zawiał i z wyjątkiem zawiadomienia policji zlekceważył temat).

      Nie trzeba się umieć bić by zadbać o bezpieczeństwo i swoje i osób nam towarzyszących, można to usłyszeć na każdym treningu samoobrony/asretywności. Według mnie mężczyzna który tego nie potrafi nie zasługuje na miano dżentelmena, a klub to nie miejsce dla niego.
    • kora3 Bład od poczatku - pana oczywiscie 30.05.13, 09:37
      Taki z zakresu SV - rowniez. Niezaleznie od tego, w jakim miejscu (dzielnicy np.) się znajdowali najlepsze i najrozsądniejsze było wezwanie taksówki telefonicznie jeszcze z klubu. Chocby dla komfortu parntnerki i swojego - po co stać i zczekac, ganiac za nią skoro mozna wyjsc z klubu i zwyczajnie do tej taksi wsiąść bezkolizyjnie. Dla bezpieczeństwa też ma to spore znaczenie - niezaleznie od walecznosci pana czy jego sprawnosci w odpedzaniu ewentualnych napastników, jak to mówią parafrazujac łacińskie powiedzenie: "I Herkules d..., kiedy wrogów kupa". Paru agresywnym i podchmielonym osobnikom w pojedynkę mało kto da radę, wiec rozsadniej w takich sytuacjach zawezać taksówkę od razu.

      No, ale stało się inaczej. Wg mnie gośc zachował się nie tylko beznadziejnie, ale i nierozsądnie. Bić się z gośćmi nie było sensu - to na pewno, ale pozostawienie kobiety samej i ucieczka sa poniżej krytyki. Przecież tej kobiecie mogła się stać naprawde krzywda, nim przyjechała ta policja. Co zatem mógł zrobić? Pozostać na miejscu i głośno, tak, żeby napastnicy słyszeli zadzwonić na policję - w przypadku podpitych "zaczepiaczy" zwykle działa. Zaczepić kogokolwiek, wzywać pomocy, wezwać ochronę z klubu (jesli było to opodal). Czasem sam widok rosłych ochroniarzy odstrasza takich osobników, jak opisani.

      Nie chodzi o to, żeby gosc, jako rycerz waleczny dał się przerobić na tatara przez jakichś opryszków w imię czci swej kobiety, a o to, że jego zachowanie po prostu stwarzało zagrozenie dla tej kobiety, albo w kazdym razie nie zmniejszało zagrożenia ze strony opryszków. Nie chciałabym takiego faceta - serio.
    • gazeta_mi_placi Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 30.05.13, 20:33
      Ja bym takiego Pana skreśliła od razu. Zachowanie niedopuszczalne, skoro już teraz nie można na nim polegać w sytuacjach trudniejszych niż dobra zabawa w klubie przy piwie to co będzie później? Kiedyś mężczyzna był mężczyzną, a kobieta - kobietą. Teraz coraz więcej Panów typu "baba", chłop toto nie jest bo płaczliwe i tchórzliwe, baba też nie bo cielesność męska. Heh ....
      Zaś dla bezpieczeństwa własnego i innych osób polecam wezwanie taksówki przez telefon i wyjście z lokalu dopiero w momencie gdy taksówka już jest przed lokalem (często można zobaczyć przez przeszklone drzwi lub przez okno).
      • przystanek_tramwajowy Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 30.05.13, 21:45
        Po piątej randce miał dla niej zdrowie i życie narażać? No chyba was pogięło! Jemu by połowę organów wewnętrznych wyjęli, a pani by się za 2 tygodnie odwidziało i poszłaby do łóżka z jakimś Krzyśkiem albo Ryśkiem.
        • gazeta_mi_placi Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 31.05.13, 09:30
          A od której randki miał narażać?
          A ludzie którzy w czasie wojny ryzykowali życie dla całkiem obcych im ludzi żydowskiego pochodzenia?
          • 5kocur Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 31.05.13, 15:17
            gazeta_mi_placi napisała:


            > A ludzie którzy w czasie wojny ryzykowali życie dla całkiem obcych im ludzi żyd
            > owskiego pochodzenia?

            to żeś pojechała... tongue_out
            • gazeta_mi_placi Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 31.05.13, 15:24
              Tak, byli też i tacy co ryzykowali. Tytuł: "Sprawiedliwy wśród narodów świata" coś Ci mówi?
              Na "W ciemności" byłeś? Albo (lata wcześniejsze) "Liście Schindlera"?
    • nm.buba011 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 30.05.13, 21:52
      dorota_paz napisała:

      > PS Dla ciekawskich jeszcze jedna informacja dotycząca opisanej sytuacji. Kobiet
      > a była obrażona przez 3 tygodnie i nie chciała mężczyzny znać, ale później sama
      > do niego zadzwoniła, pogodzili się i nadal się spotykają.

      - o ile "damy" zgłaszają taki popyt na... dżentelmenów?
      Czysta ekonomia.
      Wart Pac pałaca, jak pałac Paca.

      Dżentelmen, ten z literatury, to człowiek wszechstronnie ułożony, a także uzbrojony.
      Poza znajomością komputera, języków, prawa jazdy, pozwolenia na broń, powinien znać sztuki walki, chodzić na siłownię. Kiedyś dżentelmeni w podeszłym wieku nosili laski z ukrytym ostrzem. Dziś zakazane przez prawo.

      Ktoś słusznie napisał o komórce. Dzwoniąc na 112, mógł krążyć w koło. Zawsze gdzieś byłby kamień. Ostatnio tancerz erotyczny ośmieszył na Gali KSW - Hardkorowego Koksu. Trzech, ale pijanych.
    • 5kocur Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 31.05.13, 15:18
      dorota_paz napisała:


      > na szczęście nic gorszego się nie stało.

      biedaczka tongue_out

      myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny wink big_grin big_grin


      • matylda1001 Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 31.05.13, 16:17
        5kocur napisał:

        > biedaczka tongue_out

        > myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny wink big_grin big_grin

        Szkoda, bo gdyby ją zgwałcili, to miałaby i do syta, i bez grzechu wink

        Straszne czasy nastały, każdy tylko swojego nosa pilnuje.
        • majaa Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 31.05.13, 19:03
          matylda1001 napisała:

          > Straszne czasy nastały, każdy tylko swojego nosa pilnuje.

          Raczej swoich czterech liter, bo nosy to niestety wielu naraża, wsadzając je często w nieswoje sprawywink
    • a.nancy Re: Obrona czci kobiety (lub jej brak) 02.06.13, 12:42
      zachowanie mężczyzny - dla mnie nieakceptowalne. i nie chodzi tu o żadną "obronę czci", tylko bezpieczeństwo (wszystko mogło skończyć się dużo gorzej), nie ważne, czy w grę wchodzi obmacywanie czy np. napad rabunkowy. rozumiem, że odezwał się dopiero następnego dnia, nie zainteresował się, jak sprawa się potoczyła, jak ona się czuje itp.? to już nie tylko tchórzostwo, ale bezczelność i totalny brak empatii. a przede wszystkim - sygnał, że mu na niej nie zależy (a może wylądowała w szpitalu? a może... cokolwiek. ale pan się nie zainteresował.)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka