dorota_paz
28.05.13, 21:05
Witam,
Znowu trochę potrolluję, ale nie mam wyjścia, skoro życie codzienne dostarcza tylu ku temu powodów. Być może dlatego, że jestem osobą dość towarzyską, podobnie jak mój mąż. Mamy szerokie grono znajomych w różnym wieku, często bywamy na tak zwanym "mieście", czyli w rozmaitych lokalach typu gastronomia, bar czy klub. Okazji do obserwacji więc nie brakuje...
Do rzeczy. Sytuacja wygląda tak: Mężczyzna 30-letni poznaje kobietę (równieśnicę) przez wspólnych znajomych. Zaczynają się spotykać i wiele wskazuje na to, że do siebie pasują, zarówno pod względem wyglądu, jak i charakteru. Na kolejnej (piątej) randce idą razem potańczyć do klubu. Bawią się, jak to w takich miejscach, to późnych godzin i wychodzą. Po wyjściu, na ulicy mężczyzna próbuje złapać taksówkę a kobieta zostaje zaczepiona przez 3 podpitych i dość agresywnych mężczyzn, w wieku zbliżonym do niej. Robią dość wulgarne uwagi dotyczące jej stroju, jeden z nich łapie ją za pośladki i zaczyna całować po szyi. Mężczyzna z pewnego dystansu mówi im, aby przestali, oni jednak reagują jeszcze bardziej agresywnie a jeden z nich zaczyna iść w jego kierunku z wyraźnym zamiarem bójki. Wówczas mężczyzna bardzo szybko ucieka zostawiając kobietę samą z trzema napastnikami. W efekcie kobieta zostaje, wybaczcie określenie, obmacana i zwyzywana, na szczęście nic gorszego się nie stało.
No i finał dnia następnego. Mężczyzna tłumaczy się, że gdy tylko uciekł przed napastnikami, zadzwonił na policję, co jest prawdą, chociaż oczywiście policja przyjechała już po całym zajściu, gdy napastnicy się oddalili. Poza tym twierdzi, że nie potrafi się bić i na pewno nie miałby żadnych szans z żadnym z tym napastników (nie mówiąc o wszystkich razem), a "stawiając się" mógłby jeszcze bardziej ich sprowokować i w efekcie zarówno on, jak i jego towarzyszka mogliby narazić się na naprawdę groźne konsekwencje. Kobieta ma do niego pretensje, że mimo wszystko z nią nie został. Opinie znajomych (towarzystwa) są podzielone. Np. my z mężem się różnimy w ocenie sytuacji. Ja uważam, że mimo wszystko powinien zostać, tymczasem mąż twierdzi, że w takich sytuacjach trzeba wybrać "mniejsze zło" i mierzyć siły na zamiary a nie unosić się honorem, bo konsekwencje mogą być tragiczne dla wszystkich. Sprawa jest bardzo skomplikowana, jeśli ją dokładnie przemyśleć i obejrzeć ze wszystkich stron.
Na pewno problem ten wykracza poza zasady s-v i dotyka, np. spraw związanych z racjonalnymi zachowaniami w sytuacjach zagrożenia. Niemniej jednak ważna zasada s-v mówi o tym, że mężczyzna broni czci kobiety (oraz jej samej). Co Wy myślicie o tej sytuacji i o sytuacjach zbliżonych?
Dorota
PS Dla ciekawskich jeszcze jedna informacja dotycząca opisanej sytuacji. Kobieta była obrażona przez 3 tygodnie i nie chciała mężczyzny znać, ale później sama do niego zadzwoniła, pogodzili się i nadal się spotykają.