Tyle się opisaliśmy w temacie nieproszonego gościa, a sama zdaje się takim zaistniałam

Takie miałam odczucie, bynajmniej nie ze strony gospodarza, ale no innego gościa.
Poprosiłam znajomego o pomoc w pewnej sprawie. Wymagało to spotkania, ale w zasadzie nie miało znaczenia, czy spotkać mielibyśmy się u mnie, u niego, czy na jakimś neutralnym gruncie. Kolega zaproponował swoje mieszkanie, bo jak twierdził, tak mu będzie wygodniej.
Zgodziłam się i pojechałam do niego. W trakcie rozwiązywania problemu zatelefonowała jego partnerka życiowa, że zaraz będzie (nie mieszkają razem). No i była.
Od chwili wejścia w drzwi dała mi do zrozumienia, że dziwi się bardzo moją obecnością - zdziwiona nieprzyjemnie mina, opryskliwe "cześć" itp.
Potem w podobnym stylu

Zaproponowałam koledze, ze może dokończymy sprawę później, ale on stwierdził, że ze względów praktycznych to będzie trudne (szło o problemy z komputerem, kolega już zaczął coś tam odinstalowywać i instalować, proces trwał).
Zaproponowałam, że może zostawię kompa u niego i przyjadę, jak skończy, albo podrzuci mi jadąc gdzie, jak mu wygodnie, ale dość zirytowany stwierdził, że nie, bo ON nie widzi problemu, że ma gościa w mojej postaci, a jak ktoś widzi, to tego kogos problem.
Ostatecznie po usunieciu mojego informatycznego problemu podziękowałam za naprawę i za zaproponowaną kawe i wyszłam. Jest mi b. nieprzyjemnie. Do kolegi się no poniękad "wprosiłam", ale sam zaproponował takie rozwiązanie. Zdaję sobie sprawę, że jego partnerka mogła nie być zachwycona tym, ze ma w wolnym dniu przed południem, kiedy ona właśnie wpadła, jakiegoś gościa, ale moim zdaniem zachowała się koszmarnie.
Nie znam kobiety dobrze, nie wiem jakie mają z sobą układy (ale najwyraźniej takie, że pani może przyjechać bez zapowiedzi), niemniej wydaje mi się, że nie będąc gospodynią nie powinna tak traktować gości gospodarza, nawet jeśli goście ci przybyli nie na zaproszenie wspólne, a z interesem do gospodarza, który sam to przybycie z tym interesem zaproponował.
PS. Teksty o zazdrości tej pani o mnie naprawdę można sobie darować - pani wie, że współpracujemy i znamy się dość długo, a pan jest ponad 10 lat ode mnie młodszy (pani też)