Dodaj do ulubionych

Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb

14.09.13, 21:32
Jak wiecie, mój Tata niedawno zmarłsad Nie mieszkał tutaj, gdzie my, zmarł i pochowany został w moim rodzinnym regionie. Z racji tego, na Jego pogrzebie poza moim partnerem z bliskich mi tu osób były tylko dwie (broń Boże nie mam o to do żadnej z pozostałych bliskich mi tu osób żalu, żeby jasnośc była).
Zmarł także nagle, nie chorował terminalnie.
Wiadomo, że kiedy wróciłam do domu, to tutejsi bliżsi i dalsi znajomi spotkawszy mnie składają mi kondolencje, pocieszają. Niektórzy też pytają o to w jakich okolicznościach Tato zmarł. Nie jest to dla mnie przyjemne, ale nie jest też przykre. Chodzi o pytania w rodzaju "A ile Tato miał lat? Na co chorował? Na co zmarł?". Ja tych pytań nie odbieram jako przejaw wścibstwa, a jako okazanie zainteresowania zwyczajnie.
Mój bardzo bliski kolega, konkretnie mój ekspartner (zaraz mi się dostanie) odbiera je właśnie jako przejaw wścibstwa i b. go oburzają.

Żeby jasnośc była - ja pomimo tego, że niejako nadal wciąż zyję śmiercią Taty i nie uświadamiam sobie jej jednocześnie jej do końca, nie zanudzam towarzystwa opowieściami i moim dramacie. Na te pytania odpowiadam ogólnie, bez szczegółów.

Padają też pytania dotyczące pogrzebu. Mój Tato życzył sobie zostać po śmierci skremowany. I tak się stało. Choć coraz więcej ludzi deklaruje taką wolę, nie jest to jednak najpopularniejszy u nas sposób pochówku i niektórzy pytają o techniczne szczegóły pogrzebu: jak to jest z nabożeństwami przy kremacji, jak wygląda złożenie urny w grobie, a nawet o ceny poszczególnych usług, czy akcesoriów niezbędnych przy tego rodzaju pochówku.
I znów - ja nie uważam tych pytań za jakieś strasznie osobiste (rzecz dzieje się w gronie znajomych bliskich), natomiast mój kolega określił je mianem "obrzydliwych". Nie ze jego obrzydza sam obrzęd pogrzebowy, tylko zapytywanie osoby bliskiej zmarłemu o takie rzeczy, żeby jasność była.

Ja tego tak nie odbieram. Pytania, jak pytania - pewnie częściowo wynikają z zainteresowania pytających w temacie własnego w taki sposób pochówku, albo bliskich. On jednak okazuje niezadowolenie, gdy padają.
Jesteśmy blisko, szanuję jego zdanie, także gdy dotyczy pytań zadawanych mnie. Niemniej uważam, że zbyt krytycznie ocenia tych pytających. Głowe dam, ze gdybym powiedziała "nie chcę o tym mówić", to nikt by już nie zapytał, albo gdyby widziano, ze jestem w stanie, który jest kompletnym dołem. Jestem, ale jestem też opanowaną osobą, a te pytania nie sprawiają mi bólu, ani mnie nie zniesmaczają.

Jak sadzicie, czy w gronie bliskich znajomych rozmawiając o tym, że ktoś stracił kogos bliskiego wypada pytać o powyższe, czy nie?

Obserwuj wątek
    • baba67 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 14.09.13, 22:05
      To zalezy od czlowieka-niektorym takie pytania sprawiaja przykrosc innym nie.Osobiscie sie powstrzymuje chyba ze widze ze osoba w zalobue chce rozmawiac i zmarlym czy tez o szczegolach pogrzebu(niektorym sprawia to ulge-nie koncentruja sie na stracie).
      Nie moge pojac natomiast czego ten Wedrujacy Wacus wcina sie o cudzej zaloby. Moze bardziej by to pasowalo do Twojego obecnego partnera, facet uzurpuje sobie prawa ktorych nie posiada(to troche jak z ta siostra czestujaca brata w knajpie) .
      • kora3 Babo, mam taką prośbę 14.09.13, 22:18
        poza "konkursem": o ile to możliwe, top prosiłabym Cię, żebyś nie nadawała pseudonimów moim kolegom, bez względu na to, jakie masz o nich zdanie. Nie gniewaj się, ale we mnie to budzi b. niemiłe uczuciasad

        Mój wspomniany kolega b. mnie wspiera w tych dniach, wspierał także podczas pogrzebu (naturalnie był obecny), a podczas naszej nieobecności opiekował się naszymi zwierzakami i domem. Niezaleznie od tego co Ty o nim myślisz, to jest dobra i empatyczna osoba, której, jak wielu z nas zdarzyło się zrobić coś złego. Dla mnie tamta sprawa już nie istnieje - zrozum. Zważ też na to, że ten człowiek zrozumiał swój błąd i chciał szczerze wszystko naprawić - to ja uznałam, że naprawić się już nie da.

        Jeśli chodzi o mego partnera to nie wiem jak zareagowałby na takie pytania, bo nie jest z obiektywnych przyczyn świadkiem takowych.
        Natomiast wspomniany pan jest, a ja osobiście uznaję go za osobę, która w temacie pytań mnie zadwanych MOZE mieć zdanie, tylko, ze tu akurat tego zdania nie podzielam
        • baba67 Re: Babo, mam taką prośbę 14.09.13, 22:30
          A dlaczego Twoj partner Cie nie wspiera? Moze czlowiek szuka drugiej szansy i dlatego uzurpuje sobie jakies prawa?
          Zreszta wspiera nie wspiera, nie jest jego rzecza oceniac ludzi ktorzy z Toba rozmawiaja,
          W sumie nie wiem dlaczego zalozylas ten watek .
          • kora3 Re: Babo, mam taką prośbę 14.09.13, 22:46
            baba67 napisała:

            > A dlaczego Twoj partner Cie nie wspiera?

            a ja gdzies napisałam, że nie wspiera Babo? To głownie on zajmował się organizacją pogrzebu poniekąd. Zwyczajnie, z racji pracy, nie może być tu na miejscu. Wziął urlop, ale jako i mój ma on swe granice (urlop oczywiście)

            Moze czlowiek szuka drugiej szansy i d
            > latego uzurpuje sobie jakies prawa?


            Nie, nie szuka. Nie uzurpuje sobie, JA mu takie prawa przyznaję smile

            > Zreszta wspiera nie wspiera, nie jest jego rzecza oceniac ludzi ktorzy z Toba r
            > ozmawiaja,
            > W sumie nie wiem dlaczego zalozylas ten watek .


            Babo, a ja nie wiem dlaczego skupiasz się na jego osobie. Ja zapytałam czy Waszym zdaniem takie pytania sa na miejscu, bo moim zdaniem sa, a jego nie i ciekawa jestem Waszego zdania - po prostu.
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            >
        • baba67 Tez mam prosbe 14.09.13, 22:38
          Absolutnie nie wierze zeby ktos podobny byl dobra i empatyczna osoba. Moze rozumiec blad, moze zalowac, tak to sie zdarza, ale dobroc i empatia to sa okreslenia z innej bajki.
          Oszukujesz sie i prosze zebys nie oczekiwala ze uwierze w Twoje szlachetne iluzje.
          • kora3 Re: Tez mam prosbe 14.09.13, 22:49
            baba67 napisała:

            > Absolutnie nie wierze zeby ktos podobny byl dobra i empatyczna osoba. Moze rozu
            > miec blad, moze zalowac, tak to sie zdarza, ale dobroc i empatia to sa okreslen
            > ia z innej bajki.


            To nie wierz Babo, co to zmieniasmile Ty masz wiarę, czy niewiarę, ja ponad 15-letnie doświadczenie z ta osobą, wiec ...

            > Oszukujesz sie i prosze zebys nie oczekiwala ze uwierze w Twoje szlachetne iluz
            > je.


            Ale, ze co, ze tak po młodzieżowemu zapytam? A PO CO ja miałabym się się oszukiwać? Niby co mi to dawałoby? Ja się opieram na faktach i doswiadczeniach, a nie na emocjach.
            • baba67 Off topic 15.09.13, 07:27
              A po nic. Ludzie robia rozne rzeczy bez logicznego uzasadnienia. Lepiej Ci sie zyje ze swiadomoscia ze Twoj byly jest dobry i szlachetny?
              No to dobrze,nic w tym zlego, to ze ja czy ktokolwiek w to nie wierze nie zmienia niczego.
              Mialam kiedys do czynienia z podobnym typem tylko ze jednako z drugiej strony-to ja mialam byc ta druga nie majaca pojecia o istnieniu pierwszej (byla to tzw powazna znajomosc czyli z bzykaniem,bo wtedy konkubinaty byly rzadkie tj z ta pierwsza ). Na szczescie KOCHAM PLOTY no i mialam przyjaciol lubiacych informowac.
              Pozniej spotykalam sie z nim na gruncie towarzyskim, czlowiek byl ciekawy intelektualnie,moge powiedziec ze darzylam go jakas sympatia ale nigdy przenigdy nie nazwalabym go dobra i empatyczna osoba.
              • kora3 Ciekawe, ale to zupełnie inna sytuacja Babo 16.09.13, 11:19
                i nie przekonuj mnie, ze nie.
                • baba67 Re: Ciekawe, ale to zupełnie inna sytuacja Babo 16.09.13, 11:37
                  No pewnie ze inna, wcale nie zamierzam Cie przekonywac. To ja mialam byc podrywka, ale tylko mialam. Tlumacze tylko dlaczego mam alergie na kretaczy.
                  • kora3 Mój of Babo 16.09.13, 14:58
                    Pozornie OT, a przypomniało mi się przy okazji smutnej okoliczności podczas której spotkałam znów mego kuzyna, nazwijmy go G.

                    Otóż kuzyn ten jest synem nieżyjącej już siostry mego Taty. Jako, ze między nim, a siostrą była spora róznica wieku, kuzyn ten jest młodszy od mego śp. Taty mniej, niż zwykle są siostrzeńcy od swoich wujków, bo ok. 10 lat.

                    Przed bardzo wielu laty mój Tato będący jeszcze kawalerem wówczas przyjechał do swej siostry i dał jej dość sporą sumę pieniędzy z przeznaczeniem na grobowiec rodziców. Ciotka z rodziną mieszkała w miejscu pochodzenia mego Taty, a on daleko, wiec ustalili, że ciocia się tym zajmie. Mój kuzyn G. był wówczas 17-latkiem, który ogólnie rzecz biorąc sprawiał ciotce- wdowie sporo kłopotów. Widział, ze wujek dał matce dużo kasy. Po jakims tygodniu ciotka stwierdziła, że pieniądze zniknęły. Zawiadomiła o tym mego Tatę, który nadal był w odwiedzinach w rodzinnych stronach. Okazało się, że kasę swisnął kuzynek. mój Tato tylko ze względu na siostrę nie doniósł nań na milicję, choć uważał, że powinien.

                    Po ty wyczynie syn siostry przestał dlań istnieć, nawet o niego nie pytał telefonując do siostry. Tymczasem G. skończył szkołę, poszedł na studia i nie narzucał się obrażonemu wujkowi z kontaktami. Zadzwonił, gdy jego matka ciężko zachorowała. Mój Tato oczywiście pojechał w rodzinne strony. I cóż zobaczył, a raczej kogóż: młodego, wykształconego człowieka, który z całym oddaniem zajmował się śmiertelnie chorą matka i wspierał (także finansowo) młodszą siostrę. Dopiero wówczas wybaczył mu wyczyn z kasą na pomnik dziadków. ale wybaczył, dostrzegł, ze chłopak się zmienił z młodego chuliganka i złodziejaszka w porządnego człowieka. To właśnie jemu posłał pieniądze na leczenie ciotki, to jemu powierzył kasę, gdy ciocia zmarła i teraz dla niej miano zrobić grobowiec. Ale przecież nie powinien tego robić, bo ten chłopak 10 lat wcześniej UKRADŁ.Więc mój tato powinien wiedzieć, że znów ukradnie. Tylko, że tak się NIE stało.
                    • baba67 Re: Mój of Babo 16.09.13, 15:21
                      To bardzo ciekawa historia. Moge Ci opowiedziec tez o moim 9 letnim synu ktory podebral kaske ze swinki 5 letniego kuzyna. Teraz daje mu kase na zakupy i wylicza sie co do grosza choc ja tak bardzo reszty nie przeliczam.
                      Twoj byly konkubent byl nieletnim mlodziencem ?
                      • kora3 Może Cię to zdziwi Babo, ale 16.09.13, 15:55
                        Nawet kodeks karny "widzi" różnicę pomiędzy 9 -latkiem, a 17-latkiem i ten ostatni za niektóre czyny może być i zwykle jest sądzony, jak dorosły.
                        Widzi też róznice w tym, kradzieży jakiej kwoty ktoś się dopuszcza. albo znasz b. bogate 5-latki, które maja w skarbonkach kasę rzedu kilku tysięcy złotych, albo nie miałas okazji nigdy załatwiać takich spraw z kamieniarzem i płacić za to.
                        • baba67 Re: Może Cię to zdziwi Babo, ale 16.09.13, 16:04
                          A to wiem, ze widzi .
                          Ale nie o sume tu chodzi .
                          W wersji damsko-meskiej jest roznica miedzy 17 latkiem a dwudziestoparolatkiem.
                          Nadal uwazam ze Twoj przyjaciel bedzie mial bardzo silna pokuse w przyszlosci uciekania od problemow za pomoca nowego zwiazku. Moze jej ulegnie, a moze nie .
                          Tu nie chcialas ryzykowac, ja bym tez nie zaryzykowala.
                          • kora3 Re: Może Cię to zdziwi Babo, ale 17.09.13, 12:38
                            baba67 napisała:

                            u
                            > ciekania od problemow za pomoca nowego zwiazku. Moze jej ulegnie, a moze nie ..


                            możliwe, na razie nic na to od chyba 5 lat nie wzkazuje (tyle sa z sobą). ale nawet jeśli - to nie moja sprawa jest, nie? Mogę mu jedynie doradzić
                            >
    • vi_san Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 14.09.13, 23:28
      Pytania o Tatę [jego wiek, powód zgonu itp], nawet jeśli wynikają z serdeczności - są niedelikatne. Tobie nie zadają dodatkowego bólu, ale są osoby, dla których byłyby bardzo przykre - i tego znajomi nie są w stanie ocenić, gdyż nawet będąc blisko nie wie się, jak dana osoba reaguje na tak wielką osobistą stratę. Zwłaszcza, że strata jest niedawna, świeża...
      Nieco inaczej JA odbieram pytania o "techniczną" stronę pogrzebu - to już w obliczu [podkreślmy] NIEDAWNEJ straty - spory nietakt. Ceny można sobie sprawdzić samemu i dowiedzieć się "u źródła" a nie wypytywać o detale najbliższą rodzinę niedawno zmarłego!
      Co do "w ogóle" rozmów, wśród bliskich znajomych, o śmierci w rodzinie - wiele zależy od formy pytań, ale przede wszystkim - od tego ile czasu upłynęło od pogrzebu. Bo, oczywiście, za dwa czy trzy lata nie zmniejszy się strata, ale też i inaczej podchodzi się do całej sprawy. W czasie tuż po śmierci i pochówku - należy raczej darować sobie pytania o cennik usług czy akcesoriów, komentarze na temat kremacji czy tradycyjnego pogrzebu itp.
    • matylda1001 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 14.09.13, 23:31
      Nienawidzę kondolencji. Sama ich nigdy nie składam, ani na pogrzebie, ani potem. Gdy półtora roku temu zmarła moja Mama to już mąż i córki zadbali o to, żeby mi nikt na pogrzebie (ani potem) głowy nie zawracał. W prasie podobno ukazały się jakieś (grzecznościowe) "wyrazy współczucia", ale ja ich nawet nie widziałam, nie czułam takiej potrzeby. Kondolencje są bardziej potrzebne składającym, bo wydaje im się, że inaczej nie wypada, że osoba pogrążona w żałobie wymaga jej od całego otoczenia. Jakieś dwa tygodnie po śmierci Mamy, zmarła nagle teściowa mojego ciotecznego brata. Zadzwonił do mnie (jako do świeżo doświadczonej) prosząc o rady w kwestii organizacji pogrzebu i konsolacji. Oczywiście padły pytania - co, gdzie, kiedy, jak, za ile... ale to były właśnie pytania natury technicznej, i jako takie nie budziły mojego sprzeciwu. Oczywiście rozmawialiśmy wtedy również na tematy bardziej osobiste związane ze śmiercią bliskich osób, ale to uznałam za uzasadnione. Oczywiście zdarzało się, że ktoś zupełnie niezorientowany próbował mi te kondolencje składać, ale natychmiast po chłodnym "dziękuję" zmieniałam temat i okazji do dalszych pytań nie dawałam. Tak więc rozumiem Twojego Ekspartnera, widocznie mamy podobny próg wrażliwości. W tym temacie nie można przecież określić co wypada, a co nie wypada, każdy człowiek odczuwa inaczej.
    • lady-z-gaga Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 15.09.13, 09:23
      >Jak sadzicie, czy w gronie bliskich znajomych rozmawiając o tym, że ktoś stracił kogos bliskiego wypada pytać o powyższe, czy nie?

      A ja, czytając starter, miałam nadzieję, ze padnie pytanie: jak sadzicie, czy moj ekspartner powinien wcinać się w moje relacje z innymi ludźmi i komentować rozmowy, ktore go w żaden sposob nie dotyczą? okazywać niezadowolenie? to też byłoby pytanie z gatunku s-v, a odpowiedź oczywiście brzmi NIE.

      Ja tych pytań nie odbieram jako przejaw wścibstwa, a jako okazanie zain
      > teresowania zwyczajnie.

      I tego się trzymaj. Lepiej ufać swoim odczuciom, a nie komuś, kto ma najwyraźniej duży problem ze sobą.
      • kora3 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 11:07
        lady-z-gaga napisała:
        >
        > A ja, czytając starter, miałam nadzieję, ze padnie pytanie: jak sadzicie, czy m
        > oj ekspartner powinien wcinać się w moje relacje z innymi ludźmi i komentować r
        > ozmowy, ktore go w żaden sposob nie dotyczą? okazywać niezadowolenie? to
        > też byłoby pytanie z gatunku s-v, a odpowiedź oczywiście brzmi NIE.


        A moim zdaniem - TAK Lady i wynika to z mej relacji z ekspartnerem. To czy ktoś ma prawo, jak to ujęłas "wcisnąć się" zależy od tego, czy sami mu takie prawo przyznaliśmy. Ja jemu TAK i wzajemnie.
        >
        > I tego się trzymaj. Lepiej ufać swoim odczuciom, a nie komuś, kto ma najwyraźni
        > ej duży problem ze sobą.

        Nie sadze, by miał on problem z sobą. Podobnie, jak kilka osób tutaj uważa, ze takie pytania sa nie na miejscu, on też tak uważa. Te wspomniane osoby mają problem z sobą Twoim zdaniem?
        • baba67 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 11:19
          Nie wiem po co zalozylas ten watek.Nie wiem czego chcesz sie od nas dowiedziec skoro wiesz ze twoj cudowny eks ma racje, przyznajesz mu takie prawa jak najblizszemu czlonkowi rodziny, czego zatem oczekujesz od nas.
          Na miejscu Twojego faceta tobym sie tej dziwnej relacji mocno przyjrzala, ale skoro mu to wisi to nic nikomu o tego. Ludzie maja rozne uklady.
          • kora3 Babo litości :) 16.09.13, 15:26
            baba67 napisała:

            > Nie wiem po co zalozylas ten watek.Nie wiem czego chcesz sie od nas dowiedziec
            > skoro wiesz ze twoj cudowny eks ma racje
            ,

            No właśnie uznaję, że NIE MA RACJI. Nie ma jej uznając ze takie pytania sa nie na miejscu z założenia. Uwazam, że w gronie bliskich znajomych są, o ile nie sprawiają one bólu czy nawet przykrości osobie bliskiej zmarłemu i chce ona na nie odpowiedzieć.
            A to czy sprawiają, po jakim czasie od śmierci i pogrzebu jest sprawą indywidualną każdego z nas. Moje pytanie dotyczyło tego, czy Waszym zdaniem takie pytania są zawsze, bez względu na reakcję zapytanego niestosowne, czy też zależy od tego, jak działają na zapytanego.

            przyznajesz mu takie prawa jak najbl
            > izszemu czlonkowi rodziny,


            Owszem, a nie uważasz, ze mam do tego prawo, natomiast Ty w kontekście SV popełniasz gruby nietakt komentując moje decyzje w tej sprawie. To moja sprawa jakie mam relacje czy to z członkami rodziny, czy ludźmi spoza niej, nieprawdaż? I nawet gdyby to Cię bardzo dziwiło, nie powinnas tego jako osoba kulturalna komentować.

            czego zatem oczekujesz od nas.

            Jak wyżej - opinii czy takie pytania sa niezależnie od postawy pytanego zawsze niestosowne.

            > Na miejscu Twojego faceta tobym sie tej dziwnej relacji mocno przyjrzala, ale s
            > koro mu to wisi to nic nikomu o tego. Ludzie maja rozne uklady.
            >


            Powyższa uwaga była także niekulturalna Babo i mam nadzieję, że o tym wieszsmile Skoro jak piszesz ludzie mają różne układy i mój układ z eksem nie budzi zdziwienia ani niepokoju mego partnera, to tym bardziej TWEGO nie powinien budzić, a jeśli już nawet budzi, bo takie masz poglądy, to powinnas to zachować dla siebie, bo temat wątku nijak tych układów nie dotyczy przecież. A nie stawiac się "na miejscu mojego faceta", bo i dlaczego, a szczególnie - bo on lepiej zna mą relację z eksem i samego eksa, niż Ty, co oczywistesmile
            • baba67 Re: Babo litości :) 16.09.13, 15:34
              Masz prawo go traktowac jak brata ,zone i kochanka tylko nie pisz na litosc ZE TO KOLEGA.
              • kora3 No a KTO? 16.09.13, 15:47
                znam gościa pozazawodowo? znam (od kilkunastu lat)
                pozostaję z nim w relacji damsko-męskiej - od 9 blisko lat - nie.
                spokrewniona ani spowinowacona z nim jestem? Nie, to KTO to jest?
                • baba67 Re: No a KTO? 16.09.13, 15:49
                  Przyjaciel
                  • kora3 Re: No a KTO? 17.09.13, 12:39
                    no tak można powiedzieć, fakt. Ale nadal nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. Mój najstarszy stażem przyjaciel, to także facet i przez większą czesc mego zycia raczej miałam towarzystwo koleżeńsko-przyjacielskie meskie.
                    • baba67 Re: No a KTO? 17.09.13, 12:56
                      Ja tez nie.Gdybys od razu uzyla tego slowa, sprawa bylaby klarowna.Przyjaciel to mniej niz partner ale swoje prawa ma.A kogo chcesz miec za przyjaciela to niczyjej babci interes.
                • aqua48 Koro zdecyduj się.. 16.09.13, 16:18
                  kora3 napisała:

                  > znam gościa pozazawodowo? znam (od kilkunastu lat)
                  > pozostaję z nim w relacji damsko-męskiej - od 9 blisko lat - nie.


                  W sytuacji, którą na wstępie opisujesz NIE MA żadnego znaczenia czy i od ilu lat jesteś lub nie jesteś z tym panem związana erotycznie. To Twoja sprawa. Ma znaczenie tylko to czy pozwalasz mu na tego typu, bardzo zdecydowane komentarze w osobistej sytuacji oraz czy się z nimi zgadzasz.
                  Moim zdaniem obojętne kto to jest dla Ciebie nie powinien sobie na taki komentarz pozwalać. Mógł ewentualnie tylko zapytać Cię, czy Ci to nie przeszkadza. Wtedy byłby to wyraz troski o Twe uczucia, a nie narzucanie swoich.
                  • kora3 Aquo 17.09.13, 13:29
                    aqua48 napisała:
                    >
                    >
                    > W sytuacji, którą na wstępie opisujesz NIE MA żadnego znaczenia czy i od ilu la
                    > t jesteś lub nie jesteś z tym panem związana erotycznie.

                    W tej sytuacji, owszem - nie. Chodziło o tekst Baby, ze to nie jest kolega. smile

                    Ma z
                    > naczenie tylko to czy pozwalasz mu na tego typu, bardzo zdecydowane komentarze
                    > w osobistej sytuacji oraz czy się z nimi zgadzasz.



                    Pozwalam na komentarze, ale z tym akurat się nie zgadzam i o to chodziło w kwestii pytania na forum SVsmile

                    > Moim zdaniem obojętne kto to jest dla Ciebie nie powinien sobie na taki komenta
                    > rz pozwalać.


                    Tu się nie zgodzę, ode mnie zależy komu na to pozwalam.

                    Wte
                    > dy byłby to wyraz troski o Twe uczucia, a nie narzucanie swoich.


                    alez on nie narzucał, skomentował tylko, że wg niego te osoby nie powinny zadawać takich pytań.
        • lady-z-gaga Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 12:12
          To czy kto
          > ś ma prawo, jak to ujęłas "wcisnąć się" zależy od tego, czy sami mu takie prawo
          > przyznaliśmy. Ja jemu TAK i wzajemnie.

          Tyle zdołałam wyczytać. Wyraziłam swoje zdumienie taką sytuacją, i nie ja jedna w tym wątku.
          Nie życzyłabym sobie (ani żadnej bliskiej mi kobiecie), bycia w dziwnej relacją z eksią w tle - gdzie EKS pełni rolę ni to starszej siostry, ni to tesciowej....recenzuje życie swojego byłego partnera, wtrąca się w najbardziej osobiste sprawy, a wszystko za zgodą mojego faceta, ktory jej się zwierza....

          > Nie sadze, by miał on problem z sobą. Podobnie, jak kilka osób tutaj uważa, ze
          > takie pytania sa nie na miejscu, on też tak uważa. Te wspomniane osoby mają pro
          > blem z sobą Twoim zdaniem?

          Nie chodziło mi o poglądy, ale o zachowanie. Dla mnie człowiek, ktory nie pozbył się poczucia własności wobec byłej partnerki, ma problem ze sobą. Ty oczywiście widzisz to inaczej smile
          • kora3 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 14:43
            lady-z-gaga napisała:
            >
            > Tyle zdołałam wyczytać. Wyraziłam swoje zdumienie taką sytuacją, i nie ja jedn
            > a w tym wątku.


            Alez masz prawo się dziwić, ale nie uważać, że masz prawo mówić mi, iż przyznanie eksowi prawa do miejscu w moim zyciu jest niezgodne z SV, bo ...nie jest smile
            e
            > Nie życzyłabym sobie (ani żadnej bliskiej mi kobiecie), bycia w dziwnej relacją
            > z eksią w tle - gdzie EKS pełni rolę ni to starszej siostry, ni to tesciowej..


            Ależ moja drogasmile mój eks jest ode mnie poniekad (bardzo niewiele - fakt) młodszy. A pełni role nie teściowej, czy starszej siostey, tylko dobrego kolegismile Mój partner o tym wie o naszego poznania się, panowie znają się i dość lubią. Natomiast jego relacja z jego partnerką i jej stosunek do jego relacji ze mna to jest ich sprawa wg mnie. Nie mam sygnałow o tym, by były z tym jakieś problemy.

            > ..recenzuje życie swojego byłego partnera, wtrąca się w najbardziej osobiste sp
            > rawy, a wszystko za zgodą mojego faceta, ktory jej się zwierza....


            Powtarzam - jego relacje z partnerka i jej stosunek do naszej relacji to jest ICH sprawa, nie?
            Nie recenzuje on mego zycia, a wsparcia w sytuacji śmierci bliskiej mi osoby, którą to znał i lubił nie uważam bynajmniej za wtrącanie się. Wyraził do mnie opinię, iż jemu takie pytania wydają się nie na miejscu. Ma do tego prawo i miałaby do tego prawo także kazda inna isiba, nawet nie tak bliska. Czesc z Was też wyraziła taką opinię.
            >
            > Nie chodziło mi o poglądy, ale o zachowanie. Dla mnie człowiek, ktory nie pozby
            > ł się poczucia własności wobec byłej partnerki, ma problem ze sobą. Ty oczywiśc
            > ie widzisz to inaczej smile


            Nawet kiedy byliśmy razem nie czułam, by traktował mnie jak własnośc (to raczej mój były mąż), a co dopiero teraz. Jeśli ja do mej przyjaciółki powiedziałam, że uważam za niegrzeczne pytanie jej przez kogoś ile zarabia, to traktuję ją jak własnośc?
            • baba67 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 15:30
              My odpowiedzialysmy BO PYTALAS (albo nam sie wydawalo ze pytasz zakladajac ten watek, ale chyba jednak nie). Ten pan ocenil zachowanie cudzej rodziny i znajomych niepytany z tego co zrozumialam.
              Takie uwagi ze strony kolegi sa nie na miejscu.Ty uwazasz ze sa na miejscu i przedstawiasz faceta jako powiernika Twej duszy. Wez sie moze zdecyduj kim on jest dla Ciebie , a nie oburzasz sie na ludzi usilujacych dociec o co kaman.
    • aqua48 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 15.09.13, 11:47
      kora3 napisała:


      > Mój bardzo bliski kolega, konkretnie mój ekspartner odb
      > iera je właśnie jako przejaw wścibstwa i b. go oburzają.

      Ale te pytania nie są zadawane jemu, jak rozumiem tylko TOBIE? I wobec tego jego komentarze na ten temat są niegrzeczne. A pytania, cóż, o wiek i powód śmierci wydaja się najzupełniej neutralne, wręcz są wyrazem pewnej naturalnej reakcji, jak i złożenie kondolencji, przynajmniej w formie: "bardzo mi przykro".. Dopytywanie się natomiast o cenę usług pogrzebowych już nie.
      A jeśli takie pytania sprawiają komuś przykrość, to cóż przeszkadza powiedzieć: nie chcę o tym rozmawiać i uciąć je. Taka informacja szybko się rozchodzi wśród znajomych.
      • baba67 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 15.09.13, 11:52
        Chociaz ja sie wcale nie dziwie ze on je odbiera jako przejaw wscibstwa.Ten typ czlowieka ma alergie na wscibstwo smile
        • matylda1001 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 15.09.13, 13:12
          baba67 napisała:

          > Chociaz ja sie wcale nie dziwie ze on je odbiera jako przejaw wscibstwa.Ten typ czlowieka ma alergie na wscibstwo smile <

          Babo, dlaczego za wszelką cenę starasz się zdyskredytować człowieka, którego przeciez nie znasz, i wiesz o nim tylko tyle, ile Kora zechciała napisać? Uważam, że jeśli jedyna zainteresowana - Kora, nie ma do niego żalu, to i Ty nie powinnaś mieć. Zresztą wydaje mi się, że alergia na wścibstwo, to akurat bardzo dobra cecha, lubię ludzi dyskretnych, ale sądzę też, że nie o wścibstwo czy dyskrecję tu chodzi, ale o prawo Kory do niegrzebania w jej świeżych ranach. Jemu takie pytania sprawiłyby ból, więc chciałby go również Korze zaoszczędzić, na zasadzie "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe". Ale ludzie różnie przeżywają żałobę, jedni duszą ból w sobie, inni chcą się nim podzielić z otoczeniem. Pytania o wiek zmarłego, przyczynę śmierci, to wyjście naprzeciw oczekiwaniom tych, którzy tego potrzebują. To takie zagajenie rozmowy, na wypadek, gdyby okazała się potrzebna. Pytania o sprawy organizacyjne, ceny to już przesada, bo zadane tuż po pogrzebie spłycają całą sprawę.
          • baba67 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 15.09.13, 13:26
            Alez ja to rozumiem i moje zdanie nie rozni sie od Twojego jesli wpadla Ci w oko moja pierwsza wypowiedz.
            Stanowczo jednak uwazam ze nie jest rzecza osoby ktorej te pytania nie dotycza krytycznie je oceniac tym bardziej osoby ktora nie jest najblizsza zalobnikowi(bo to mimo ze niektaktowne jest zrozumiale). Gdyby robil to partner Kory moj odbior sytuacji bylby nieco inny.
            Nie musze znac tego goscia wystarczy mi informacja ze zdradzal KONKUBINE. To jest jego imie,nazwisko i pesel.Tacy ludzie kazde pytanie uwazaja za wcisbstwo bo zawsze maja cos o ukrycia.
            • kora3 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 11:16
              baba67 napisała:
              > Stanowczo jednak uwazam ze nie jest rzecza osoby ktorej te pytania nie dotycza
              > krytycznie je oceniac tym bardziej osoby ktora nie jest najblizsza zalobnikow
              > i


              Owszem, nie jest najbliższa, ale jest b. bliska.

              (bo to mimo ze niektaktowne jest zrozumiale). Gdyby robil to partner Kory moj
              > odbior sytuacji bylby nieco inny.


              A gdyby na miejscu eksa była moja przyjaciółka, przyjaciel (taki, z którym nie mam epizodu "związkowego"), kuzynka/kuzyn, wujek/ciotka to Twój odbiór sytuacji byłby jaki?

              To też b. bliskie mi oosoby, ale ni nie najbliższe bo tymi są w tej chwili mama, partner, siostra i siostrzeniec.

              Mam wrazenie Bababo, ze tobie właśnie o tego człowieka chodzi, a nie o sytuację i ocenę bliskości wypowiadającego się na ten temat ze mną.
              Nie bierzesz pod uwagę, że to jest człowiek, któremu także zmarły był bliski. Znali się lubili, rozmawiali z sobą, także po moim i eksa rozstaniu. Dla niego śmierć mego Taty także była stratą, nie wspoółmierna oczywiście do mojej, ale stratą.

              > Nie musze znac tego goscia wystarczy mi informacja ze zdradzal KONKUBINE. To je
              > st jego imie,nazwisko i pesel.Tacy ludzie kazde pytanie uwazaja za wcisbstwo bo
              > zawsze maja cos o ukrycia.


              Naukowo to KOHABITANTKĘsmile I owszem - racja, zdradzał. Kiedyś stwierdziłaś, ze nie można zdradzać konkubiny (jak się domyślam także kohabitantki), ale widzę, ze już zmieniłaś zdanie.
              Zrozum Babo, że ja rozpatruję kazdą sytuację indywidualnie, także gdy mnie ona dotyczy. Pisała to już pirdylion razy: nie oceniam człowieka po jakimś jednym zachowaniu nie biorac pod uwagę całej reszty, nie oceniam tak też sytuacji.
              • baba67 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 11:32
                ??????? Jasne zona Janowskiego jest super uczciwa tylko raz jej sie futerko do lapek przykleilo-tak tylko indywidualnie rozpatruje...
                Mnie to sie wydaje ze cale jestestwo z hormonami na czele ciagnie Cie do tego faceta, ale w zyciu kierujesz sie rozumem i wiedz ze koorwiarz zawsze bedzie koorwiarzem tak jak zlodziej zawsze ma skaze.Poniewaz jedynym sposobem zeby byc z nim blisko jest przyjazn to idealizujesz go i uwazasz za najblizsza osobe. Dziwne akle sie zdarza.

                • kora3 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 11:46
                  baba67 napisała:

                  > ??????? Jasne zona Janowskiego jest super uczciwa tylko raz jej sie futerko do
                  > lapek przykleilo-tak tylko indywidualnie rozpatruje...


                  No wlasnie problem polega na tym, że NIE raz Babo. Gdyby ta pani cierpiała np. na kleptomanię, albo za pieniądze skradzione w procederze chciała zrobić operację swemu umierającemu dziecku inaczej sprawa by wyglądała, nie?

                  > Mnie to sie wydaje ze cale jestestwo z hormonami na czele ciagnie Cie do tego f
                  > aceta,


                  Babo, nie gniewaj się, ale większej głupoty w życiu nie słyszałam. Przede wszystkim gość mnie kompletnie nie pociąga damsko-meskosmile od baaardzo dawna (przyznasz, ze około 9 lat to długo), poza tym nie spotykamy się tak często, a jeśli to przy okazji wykonywania tego samego zawodu.

                  ale w zyciu kierujesz sie rozumem

                  owszem, ale nie na tyle, by być z gościem którego nie kocham np.

                  i wiedz ze koorwiarz zawsze bedzie koo
                  > rwiarzem tak jak zlodziej zawsze ma skaze.


                  No, tylko daruj, ale u kolegi mi nie przeszkadza czy jest smile bo mnie to nie dotyczy. Nawiasem mówiąc - nic nie wiem o tym, żeby zdradzał swą aktualną partnerkę, wiec..


                  Poniewaz jedynym sposobem zeby byc z
                  > nim blisko jest przyjazn to idealizujesz go i uwazasz za najblizsza osobe. Dziw
                  > ne akle sie zdarza.


                  Ty Babo przenieś się na forum może nie psychologia, a wróżenie z fusówsmile Bzdury jakies opowiadasz. Jakbym chciała być z jakims gościem poza moim, to bym zwyczajnie była, wierz mi smile
                  >
                  • matylda1001 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 12:03
                    Zaczyna być coraz ciekawiej wink
                    • kora3 No coraz ciekawiej, fakt :) 16.09.13, 13:19
                      matylda1001 napisała:

                      > Zaczyna być coraz ciekawiej wink


                      takie analizy netowe hehe to w ogóle są dość "ciekawe". Ja rozumiem, że gadając netowo nie da się podac wszystkich szczegółów, ale Baba to już za daleko się posunęła w tej "analizie". Nie, zebym się o to na nią pogniewała, tylko rozbawiła mnie do łez.

                      Ale tak na serio, to smiąc się nie ma z czego - baba to życiowa, niegłupia kobieta i właśnie dlatego jej posługiwanie się stereotypami oraz widzenie wszystkiego przez swój pryzmat po prostu rozwala.
                      Domyślam się, że baba nigdy z nikim w takiej relacji nie była. I dlatego uważa ją za jakąś niepojętą i szuka w niej 2 dna. Ja w zasadzie z każdym z moich byłych chłopaków pozostawałam w kontakcie dobrym. Nie byłam z nimi na wojennych ścieżkach.
                      Doskonale rozumiem, ze nie zawsze można/chce się z obu stron, czy jednej pozostawać po rozstaniu w dobrych stosunkach, ale na Boga - zgroza żeby taki pseudopsychologiczny wywód do tego dorabiać. smile

                      Swoją drogą - na tym panu nie sprawdza się bynajmniej teoria Baby, jakoś nic nie wiem o tym, by robił rogi kobiecie z którą jest smile - a na bank wiedziałabym, od niego, ale też pewnie od znajomychsmile to dość hermetyczne środowisko mimo wszystko i nie tak wielkie.

                      Nie ma co gościa pochwalić za to, że zdradzał mnie, nawet gdyby na moim miejscu był ktoś inny, ale można pochwalić go za wiele innych sparw, a ja jak wspomniałam - rozgraniczam.
                      Zostawiłam go, pomimo wysiłków z jego strony, nie w ramach kary dlań, ani nie dlatego, ze podejrzewałam, ze sytuacja się powtórzy. Pomimo tego, ze go wtedy jeszcze kochałam, zostawiłam go, bo nie umiałam już z nim być. I pomimo tego, ze dostrzegałam i jego wysiłki w kierunku bycia dalej razem i swój udział w naszym kryzysie, którego pokłosiem była zdrada. po prostu nie umiałam i nigdy już nie umiałabym. To było zaskoczenie dla mnie, bo wydawało mi się zawsze teoretycznie, że gdybym została zdradzona przez kochaną osobę i ra osoba chciałaby naprawić, to potrafiłabym. Okazało się w praktyce, ze nie.

                      W żaden sposób nie idealizuje tego człowieka, ani tym bardziej nie usprawiedliwiam jego zdrady. Pomimo dostrzegania mej niebagatelnej roli w naszym kryzysie ówczesnym. Zdrada to jest zdrada. Skoro nie było mu dobrze w związku, to trzeba było ze mną o tym porozmawiać, pokazać mi to, a nie zdradzać. To tak jak ktoś prowadzi po pijaku i powoduje wypadek, a ten, kto w nim ucierpi jedzie bez pasów. To, ze jechał bez pasów jest złe i na złe pewnie wyszło temu poszkodowanemu, ale sprawcą wypadku jest nadal pijany kierowca, a ten kto jechał bez pasów najwyżej powiększył sobie szkode, której doznał w związku z wypadkiem, niemniej nie spowodował jej.

                      Ale dla mnie to przeszłość i jeśli powracam do mniej na forum, to by dać jakiś życiowy przykład, tak jak z mym byłym mezem, a nie dlatego, ze b. to nadal przezywam, czy zależy mi na eksie w sposób, jaki podejrzewa Baba.

                      Zwyczajnie i po prostu - ja tamtem rozdział zycia z udziałem tego pana zamknęłam. Co nie oznacza dla mnie, że ma on z mego życia znikać. Jest dobrym i lojalnym kolegą, a u kolegi mi to np. że był niewierny komuś kiedyś nie przeszkadza. Gdyby aktualnie był niewierny, to bym z nim o tym pewnie porozmawiała przedstawiając swe zdanie.
                      • baba67 Re: No coraz ciekawiej, fakt :) 16.09.13, 13:31
                        Dobry i lojalny kolega? To rozumiem.Akurat jestem w stanie sobie wyobrazic jakiegos WW ktory w ogole potrafi byc pomocny i towarzysko zabawny.Nie jest to dobroc, ale ujdzie.
                        Zadziwie Cie bo wlasciwie ze wszystkimi eksami z wyjatkiem jednego (bo wyjechal) sie kumplowalam.Fakt, zaden nie krecil z inna pania.
                        Tyle tylko ze Ty przedstawiasz faceta jako najblizszego Twemu sercu po partnerze.Takiego co dajesz mu prawo do oceniania Twojej rodziny, przy nim sie wyplakujesz w zalobie.
                        Dobry i lojalny KOLEGA? Cos przeoczylam, zmienila sie definicja kolegi?
                        • kora3 Re: No coraz ciekawiej, fakt :) 16.09.13, 13:49
                          baba67 napisała:

                          > Dobry i lojalny kolega? To rozumiem.Akurat jestem w stanie sobie wyobrazic jaki
                          > egos WW ktory w ogole potrafi byc pomocny i towarzysko zabawny.Nie jest to dobr
                          > oc, ale ujdzie.


                          Prosiłam Cię o coś, ale widać to ponad Twe możliwości. Aha, czyli jeśli ktoś nieodpłatnie zajmuje się Twoimi zwierzakami i mieszkaniem podczas twej nieobecności, pomaga ci, gdy jesteś np. chora, czy masz jakiś problem i robi to bezinteresownie to nie jest dobry? A przepraszam JAKI jest? Towarzysko mój eks jest akurat tak sobie zabawny - może nie tule tak sobie zabawny, co tak sobie się udzielający, ale to inna bajka.

                          > Zadziwie Cie bo wlasciwie ze wszystkimi eksami z wyjatkiem jednego (bo wyjechal
                          > ) sie kumplowalam.Fakt, zaden nie krecil z inna pania.


                          Podczas kumplowania, czy wcześniej?

                          > Tyle tylko ze Ty przedstawiasz faceta jako najblizszego Twemu sercu po partnerz
                          > e


                          No bo tutaj, mam na myśli miejsce, gdzie teraz mieszkam on JEST najbliższą mi po partnerze osobą. Na pewno nie bliższą mi niż matka, czy siostra, czy mój najlepszy przyjaciel, ale żadna z tych osób nie jest tu blisko i nie uczestniczy w moim zyciu codziennym. on tak - nie ze spotykamy się codziennie, ale siła rzeczy jest on blisko wydarzeń prywatnych i zawodowych w moim zyciu.

                          .Takiego co dajesz mu prawo do oceniania Twojej rodziny, przy nim sie wyplakuj
                          > esz w zalobie.


                          Możesz mi z grubsza przybliżyć ten mój tekst, który mówi, ze daję mu prawo do oceniania mojej rodziny? Bo ja naprawdę nie wiem skad to wzięłaś! O powyższe rzeczy pytali ludzie będący moimi z reguły dość bliskimi znajomymi, z którymi spotkałam się po powrocvie TUTAJ i ja to w załozycielskim poście NAPISALAM Babo. To sa osoby, które on także zna.

                          Na konsolacji, na której była moja rodzina i mój eks także takie pytania nie padały.

                          > Dobry i lojalny KOLEGA? Cos przeoczylam, zmienila sie definicja kolegi?

                          A kim jest kolega z definicji? Bo dla mnie to meżczyzna, którego znam pozazawodowo, z którym niełączy mnie żadna relacja damsko-meska. Mój ekspartner całkowicie odpowiada tej definicji. smile
                          • baba67 Re: No coraz ciekawiej, fakt :) 16.09.13, 15:40
                            A ja Cie prosilam zebys nie mieszala nam w glowach.
                            Napisalam i hipotetycznej sytuacji . Ten typ faceta nazywam tak a nie inaczej uwazasz ze on do tego typu nie nalezy to o co chodzi? Czlowiek ktory jest kretaczem nie moze byc dobry-ja ma taka definicje, Ty inna, ja Ci swojej nie narzucam.
                            • kora3 Re: No coraz ciekawiej, fakt :) 17.09.13, 13:34
                              baba67 napisała:

                              > A ja Cie prosilam zebys nie mieszala nam w glowach.
                              > Napisalam i hipotetycznej sytuacji . Ten typ faceta nazywam tak a nie inaczej
                              > uwazasz ze on do tego typu nie nalezy to o co chodzi? Czlowiek ktory jest kreta
                              > czem nie moze byc dobry-ja ma taka definicje, Ty inna, ja Ci swojej nie narzuc
                              > am.


                              Babo, nie ocenia się książki po okładce, a człowieka po jednym epizodzie z życia.
                  • baba67 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 13:19
                    A tego nie rozumiem-albo miedzy ludzmi jest chemia albo nie. To sobie tak nie przechodzi. Miedzy Wami byla to i teraz jest. A to ze Cie nie pociaga, no moze mozna sobie wszystko przyblokowac i to potrzebne tu jest.Kontakty czeste chemie zreszta oslabiaja o ile nie sa na poczatku znajomosci .
                    Ma kobite i jej nie zdradza, no no. Widac jeszcze wiekszych kryzysow nie ma.
                    Co do tego dziecka umierajacego to dotknelas sedna- co innego desperacja (ja w desperacji moglabym zabic) a co innego ot tak ukrasc se futerko.
                    Zdradzac konkubine (a po to sie ma konkubine zeby sobie moc powedrowac w sine dal kiedy cos sie przestanie podobac) to takie kradzenie futerka-ot, sobie ukradne bo mi sie podoba a kaski nie ma .Ot wezme sobie przygrucham druga doopcie -co jest mile jedno jeszcze milsze podwojnie.To jest skaza.I Ty o tym wiesz bo inaczej byc mu wybaczyla i zylibyscie dlugo i szczesliwie(?).
                    Co nie zmienia faktu ze nadal nie wiem PO CO TEN WATEK.Pochwalic sie jaki eks cudowny or what?Nie kupuje,sorry Winetu.
                    • kora3 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 13:36
                      baba67 napisała:

                      > A tego nie rozumiem-albo miedzy ludzmi jest chemia albo nie. To sobie tak nie p
                      > rzechodzi.


                      Babo, racja - TAK SOBIE nie przechodzi. I była kiedy się rozstawaliśmy, ale od tego czasu minęło niemal 9 LAT!

                      Miedzy Wami byla to i teraz jest.

                      Nie, gdyby tak było, zawsze pzoostawałaby chemia między ludźmi, miedzy którymi kiedyś była. Nigdy by się nie przestawali kochac i pociągać, a przecież przestają. I wcale nie musza się zaraz nienawidzić, by przestać.


                      A to ze Cie nie pociaga, no moze m
                      > ozna sobie wszystko przyblokowac i to potrzebne tu jest.Kontakty czeste chemie
                      > zreszta oslabiaja o ile nie sa na poczatku znajomosci .



                      Babo, ja na serio nie wiem skad Ty bierzesz te wnioski, ale sa naprawdę do bani smile
                      Nic sobie nie musiałam przyblokowywać. myśmy jeszcze po rozstaniu dość długi czas mieszkali w 1 mieszkaniu i prowadzili tzw. wspólne gospodarstwo smile Tak nam było po prostu taniej i wygodniejsmile

                      > Ma kobite i jej nie zdradza, no no. Widac jeszcze wiekszych kryzysow nie ma.


                      No z tego co wiem to nie zdradza. O kryzysach nic nie wiem, nie mówi, ja nie pytam.

                      > Co do tego dziecka umierajacego to dotknelas sedna- co innego desperacja (ja w
                      > desperacji moglabym zabic) a co innego ot tak ukrasc se futerko.


                      No właśnie, zatem liczy się motyw, okoliczności...

                      > Zdradzac konkubine (a po to sie ma konkubine zeby sobie moc powedrowac w sine d
                      > al kiedy cos sie przestanie podobac)


                      No właśnie, jak widać - NIE. Jest się w wolnym związku, bo tak oboje w nim chcą, ale jak widzisz nie jest takie proste iśc sobie w siną dal ...

                      to takie kradzenie futerka-ot, sobie ukra
                      > dne bo mi sie podoba a kaski nie ma .


                      To raczej to pasowałoby do zdradzania żonysmile Bo kaski nie ma. Tu kaska (mozliwośc pójścia w siną dal wg twej teorii) byłasmile


                      Ot wezme sobie przygrucham druga doopcie -
                      > co jest mile jedno jeszcze milsze podwojnie.


                      Zupełnie Babo nie tak to było. Doopcia wcale nie była doopcią i inne takie sprawy, ale nie będę szczegółów wywlekać na forum. Dośc jeśli napiszę, że tamta kobieta, która była w nim zresztą zakochana po uszy nim ja jako kobieta w jego zyciu się pojawiłam (rozumiem ją zważywszy na jej małżeństwo) dawała mu to, czego u mnie wówczas nie miał i nie szło o seks bynajmniej.

                      To jest skaza.I Ty o tym wiesz bo i
                      > naczej byc mu wybaczyla i zylibyscie dlugo i szczesliwie(?).


                      Nie raczej, a mu całkiem mu wybaczyłam Babo. I co więcej, z obu stron były starania do dalszego życia razemsmile (zmiast z punktu jako wolni iść w siną dal). Rzecz w tym, że ja nie umiałam mu już jako kobieta zaufać. Nie wiem czy to pojmiesz, ale może (może, bo w takiej sytuacji nie byłam, teoretyzuję, jak poprzednio), gdyby właśnie wyrwał sobie doopcię jakąs niemozebna na kilka nocy w delegacji, to może umiałabym się z tym pogodzić. Ale tak nie było i po tym co wiedziałam o jego romansie już nie umiałam.

                      > Co nie zmienia faktu ze nadal nie wiem PO CO TEN WATEK. Pochwalic sie jaki eks c
                      > udowny or what?Nie kupuje,sorry Winetu.

                      >
                      Ło matkosmile Tak oczywiście i pochwalić się też chciałam, ze jakas baba na oczy mnie nigdy nie widząca napisała mi, ze narzucam się jej mezowi, ok?
                      Wątek po co napisałam - żeby poznac wasze zdanie - zdania sa jak widzę nt. zapyrań o zgon i pogrzeb podzielo9ne. tak jak moje i eksa sa podzielone.
                      • baba67 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 15:15
                        To co piszesz jest ciekawe i pouczajace.Bo naprawde myslalam ze albo chemia jest albo nie. Jesli bylo tak jak piszesz to dla mnie cos nowego.
                        Mnie sie wydaje ze trauma moze chemie skutecznie zmniejszyc., tak samo jak zaangazowanie uczuciowe gdzie indziej, codzienne kontakty.
                        A konkubinat jest bez sensu kiedy nie mozna sobie isc w sina dal-to jest najcenniejsza i najwazniejsza przewaga konkubinatu nad malzenstwem.
                        Wybaczylas oczywiscie -to wiem, ale napisalam wybaczylas w sensie ze byscie sobie dalej razem zyli. Ale Ty nie moglas i ja to bardzo dobrze rozumiem.Doopcie w delegacji tez rozumiem i bym wybaczyla-Tobie chodzilo o to ze ie zwodzil i oszukiwal.
                        Wlasnie zdrada w malzenstwie to jest niekiedy desperacja-faceta czekalyby formalniosci rozwodowe, szarpanie sie o majatek i dzieci, a tu ...moze jasno postawic sprawe ale wygodniej bzykac dwie panie zamiast jednej-nic nowego. Oprocz bzykania oczywiscie uwielbienie ,harem, ego samiec alfa te klimaty.
                        • kora3 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 15:42
                          baba67 napisała:

                          > To co piszesz jest ciekawe i pouczajace.Bo naprawde myslalam ze albo chemia jes
                          > t albo nie. Jesli bylo tak jak piszesz to dla mnie cos nowego.


                          Babo, tak naprawdę tylko tak Ci się zdaje. Zwyczajnie nie bylaś w podobnej sytuacji i stąd wydaje Ci się ona jakaś "podejrzana". Zapewne w otoczeniu jednak masz pary, które się rozstały i zachowują normalne, albo ciepłe relacje. To sa właśnie ludzie, pomiędzy którymi tzw. chemia wygasła (z dowolnej przyczyny), ale pozostała sympatia, życzliwość, szacunek.

                          > Mnie sie wydaje ze trauma moze chemie skutecznie zmniejszyc., tak samo jak zaan
                          > gazowanie uczuciowe gdzie indziej, codzienne kontakty.


                          No czy codzienne kontakty, to nie wiem. Jeśli się jest bardzo zaangażowanym uczuciowo w kims, z kim się już nie chce/nie może być, to psychologia raczej radzi kontakty ograniczać, niż twierdzi, że czeste zmniejszają "chemię". Szczerze to nie pamiętam jak to było ze mną i chemią po rozstaniu, ale wspólnym mieszkaniu nadal z eksem. Chyba normalnie, skoro w jakiś czas potem weszłam w nowy związek z uczucia, a przed tym czułam się norlalnie i spędzając czas z eksem i bez niego.

                          > A konkubinat jest bez sensu kiedy nie mozna sobie isc w sina dal-to jest najcen
                          > niejsza i najwazniejsza przewaga konkubinatu nad malzenstwem.


                          Babo, rzecz w tym, że nie masz (znów) doświadczenia z wolnymi związkami i dlatego uważasz, że ludzie są w nich, bo nie mają zadnych zobowiązań i to ejst smaczek wolnego związku. Tak nie jest, bo to jaki wzajemnie do zobowiazań wobec siebie mają stosunek ludzie, zależy od tych ludzi, a nie o papieru, albo jego braku.
                          Gdyby było jak mówisz - mój eks mogł łatwo się wymiksować z układu ze mną, a nawet wyprosić mnie z mieszkania, bo nalezało do JEGO krewnej. Tylko, ze jak to bywa także w małżeństwach, nie tyle ktoś nie może się wymiksować (są rozwody), co zwyczajnie NIE CHCE. I nie chce nie z powodów materialnych, dzieciowych, prestiżowych, tylko dlatego, że ...nie chce.

                          > Wybaczylas oczywiscie -to wiem, ale napisalam wybaczylas w sensie ze byscie sob
                          > ie dalej razem zyli.


                          Jak pisałam - usiłowałam Babo, naprawdę. Ale widocznie jestem takiej natury, która nie umie.

                          Ale Ty nie moglas i ja to bardzo dobrze rozumiem.Doopcie w
                          > delegacji tez rozumiem i bym wybaczyla-Tobie chodzilo o to ze ie zwodzil i osz
                          > ukiwal.


                          Zwodzić mnie nie zwodził - on z ta kobietą nie zamierzał być i zostawiać mnie. Oszukiwał - owszem.

                          > Wlasnie zdrada w malzenstwie to jest niekiedy desperacja-faceta czekalyby forma
                          > lniosci rozwodowe, szarpanie sie o majatek i dzieci,


                          Hmmm no ale nierzadkie są przypadki zdecydowania się na takie coś, gdy się tę drugą panią naprawdę kocha (nie mówię o sytuacji, gdy zona się dowie i ona wniesie o rozwód)

                          a tu ...moze jasno postawi
                          > c sprawe ale wygodniej bzykac dwie panie zamiast jednej-nic nowego. Oprocz bzyk
                          > ania oczywiscie uwielbienie ,harem, ego samiec alfa te klimaty.


                          ale właśnie nie było wygodniej, bo ja w tamtym okresie nie byłam zupełnie osobą wygodną do bycia razem - zrozumsmile
                          Haremy i samce alfa to zupełnie nie klimaty tego człowieka. Jemu raczej szło o mój brak zainteresowania nim. Poza tym z układu z panią usiłował się wymiksować klika razy nim ja się dowiedziałam (widziałam dowody na to w postaci maili) ale pani na to nie pozwalała (tez widziałam dowody) posuwając się nawet do szantażu. W końcu kiedy stwierdził, ze to definitywnie koniec i bez powrotu to uraczyła mnie (i jeszcze inne osoby) ich miłosną korespondecją. Niestety dla siebie posłała wszystko łącznie z tymi mailami dotyczącymi prób wymiskowania.
                          • baba67 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 20:36
                            Nie rozumiem dlaczego nie zagrozil ze powie mezowi tej pani o ich romansie.
                            Myslalas kiedys o pisaniu czytadel typu Harlekin-toz to gotowa fabula...przyznam ze sie wciagnelam.
                            I naprawde myslalam ze idea konkubinatu jest wolnosc. odejscia kiedy sie chce. Tewraz nie widze w tym zadnego sensu.
                            • baba67 Przepraszam Cie Korciu 17.09.13, 08:51
                              Bo moje niektore wypowiedzi, zartobliwe z zalozenia zabrzmialy rzeczywiscie obcesowo i chamsko. Te literki na ekraniku sa zwodnicze.Ogolnie rzecz biorac czaje baze choc sama sie w takiej roli nie widze.
                              • kora3 Spoko Babo, naprawdę 17.09.13, 13:33
                                Nie brzmiałas mi obcesowo, ani chamsko, tylko jakby właśnie, ze nie czaisz bazy. Nie przejmuj się - nie stało się nic, a jeśli ja gdzies niechcący zabrzmiałam nie tak, to także b. przepraszam
                            • kora3 Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 17.09.13, 13:31
                              baba67 napisała:

                              > Nie rozumiem dlaczego nie zagrozil ze powie mezowi tej pani o ich romansie.

                              Nie wiem. Może dlatego, ze ów mąz mnie znał? Może dlatego, ze mąż podziękowałby pani (takoż uczynił) i miałby większy kłopot.

                              > Myslalas kiedys o pisaniu czytadel typu Harlekin-toz to gotowa fabula...przyzna
                              > m ze sie wciagnelam.


                              Nie i nie czytuje sama takiej hmmm literatury. Nie obrażaj mnie smile Żadne czytadło, z życia wziętesmile

                              > I naprawde myslalam ze idea konkubinatu jest wolnosc. odejscia kiedy sie chce.
                              > Tewraz nie widze w tym zadnego sensu.


                              Ja widze taki, ze mogę nie mieć slubu. To ma dla mnie wazny i głęboki sens, dla Ciebie może nie mieć żadnego smile
    • angazetka Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 15.09.13, 16:57
      Skoro te pytania nie sprawiają przykrości TOBIE, to w ogóle nie ma o czym mówić. To Ty się tu liczysz i Twoje odczucia. Jeśli eks ma inne zdanie - cóż, będziesz wiedziała, że jeśli będzie taka smutna okoliczność u niego, nie powinnaś mu ich zadawać i powstrzymywać innych.
      To jest tak delikatna materia, że nijak się nie da przyłożyć jednolitej miary nawet nie do różnych osób, ale do reakcji na śmierć różnych bliskich danej osoby.
    • claratrueba Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 16.09.13, 06:10
      Jak sadzicie, czy w gronie bliskich znajomych rozmawiając o tym, że ktoś stracił kogos bliskiego wypada pytać o powyższe, czy nie?

      Nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
      Ale skoro są to "bliscy znajomi" to zwykle raczej wiadomo kto należy do tych, którym pomaga 'wygadanie się" a kto raczej przeżywa stratę w samotności. I wtedy bądź pytamy, dając szansę by osoba poczuła ulgę mogąc opowiedzieć o swoich przeżyciach, bądź ograniczając się do wyrazów współczucia i deklaracji pomocy.
      Dla mnie takie pytania po śmierci mojego ojca (byłam jeszcze nastolatką) były straszne, nie potrafilam rozmawiać. Choć na pewno nie były wyrazem żadnego wścibstwa a życzliwości.
      Kiedy "sądząc po sobie" nie zadawałam żadnych pytań koleżance, która straciła matkę zarzuciła mi obojętność i brak zainteresowania. Była to osoba odczuwająca potrzebę zwierzania się innym ze swoich wszelkich problemów i przynosiło jej to jakąś ulgę, więc faktycznie- zawiodłam.
    • vilez Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 17.09.13, 18:57
      Dwa miesiące temu pochowałam mamę- też kremacja, świecki pogrzeb. Niektórzy wypytują o szczegóły (bo taki pogrzeb to jednak nadal w Polsce rzadkość), ale to ci dalsi, bo bliżsi wiedzą, że ja jestem skryta i za bardzo na temat śmierci i moich (czy też naszych) decyzji dyskutować nie lubię.
      Tak, to jest wścibstwo za dużo, warto ludzi uczyć dystansu- nie odpowiadać szczegółowo, tylko np. "tak postanowiliśmy", "taka była nasza decyzja" i wsio.
      • vilez Re: Delikatna sprawa - śmierć i pogrzeb 17.09.13, 18:59
        Przepraszam, wypadło mi: "o te pytania za dużo".
      • kora3 Vilez miła 17.09.13, 22:42
        mój Tato akurat został pochowany po katolicku. Pytania nie dotyczyły zatem tego "dlaczego tak (mam na myśli pytania o swiecki pogrzeb, czy tez w innym wyznaniu), a były bardziej techniczne z punktu widzenia katolickiego właśnie. Tzn. jak wygląda nabożeństwo nad ciałem (jeszcze nie skremowanym), a jak sam pogrzeb urny, czy sa jakies trudności ze strony Kościoła, czy trzeba przedstawić Kosciołowi jakies argumenty obiektywne za kremacją (np. przewóz urny daleko) itp. Nie pamiętam, by padło pytanie "dlaczego kremacja?", ale nie mam oporów, by odpowiedzieć zgodnie z prawdą: mój Tato sobie tego zyczył (podobnie, jak ja, Mama. siostra, mój partner, jego Matka) i to zyczenie wyrazał na długo przed śmiercią. Gdyby miał pogrzeb świecki to tez nie miałabym oporów powiedzieć "Bo tak sobie życzył".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka