Jak wiecie, mój Tata niedawno zmarł

Nie mieszkał tutaj, gdzie my, zmarł i pochowany został w moim rodzinnym regionie. Z racji tego, na Jego pogrzebie poza moim partnerem z bliskich mi tu osób były tylko dwie (broń Boże nie mam o to do żadnej z pozostałych bliskich mi tu osób żalu, żeby jasnośc była).
Zmarł także nagle, nie chorował terminalnie.
Wiadomo, że kiedy wróciłam do domu, to tutejsi bliżsi i dalsi znajomi spotkawszy mnie składają mi kondolencje, pocieszają. Niektórzy też pytają o to w jakich okolicznościach Tato zmarł. Nie jest to dla mnie przyjemne, ale nie jest też przykre. Chodzi o pytania w rodzaju "A ile Tato miał lat? Na co chorował? Na co zmarł?". Ja tych pytań nie odbieram jako przejaw wścibstwa, a jako okazanie zainteresowania zwyczajnie.
Mój bardzo bliski kolega, konkretnie mój ekspartner (zaraz mi się dostanie) odbiera je właśnie jako przejaw wścibstwa i b. go oburzają.
Żeby jasnośc była - ja pomimo tego, że niejako nadal wciąż zyję śmiercią Taty i nie uświadamiam sobie jej jednocześnie jej do końca, nie zanudzam towarzystwa opowieściami i moim dramacie. Na te pytania odpowiadam ogólnie, bez szczegółów.
Padają też pytania dotyczące pogrzebu. Mój Tato życzył sobie zostać po śmierci skremowany. I tak się stało. Choć coraz więcej ludzi deklaruje taką wolę, nie jest to jednak najpopularniejszy u nas sposób pochówku i niektórzy pytają o techniczne szczegóły pogrzebu: jak to jest z nabożeństwami przy kremacji, jak wygląda złożenie urny w grobie, a nawet o ceny poszczególnych usług, czy akcesoriów niezbędnych przy tego rodzaju pochówku.
I znów - ja nie uważam tych pytań za jakieś strasznie osobiste (rzecz dzieje się w gronie znajomych bliskich), natomiast mój kolega określił je mianem "obrzydliwych". Nie ze jego obrzydza sam obrzęd pogrzebowy, tylko zapytywanie osoby bliskiej zmarłemu o takie rzeczy, żeby jasność była.
Ja tego tak nie odbieram. Pytania, jak pytania - pewnie częściowo wynikają z zainteresowania pytających w temacie własnego w taki sposób pochówku, albo bliskich. On jednak okazuje niezadowolenie, gdy padają.
Jesteśmy blisko, szanuję jego zdanie, także gdy dotyczy pytań zadawanych mnie. Niemniej uważam, że zbyt krytycznie ocenia tych pytających. Głowe dam, ze gdybym powiedziała "nie chcę o tym mówić", to nikt by już nie zapytał, albo gdyby widziano, ze jestem w stanie, który jest kompletnym dołem. Jestem, ale jestem też opanowaną osobą, a te pytania nie sprawiają mi bólu, ani mnie nie zniesmaczają.
Jak sadzicie, czy w gronie bliskich znajomych rozmawiając o tym, że ktoś stracił kogos bliskiego wypada pytać o powyższe, czy nie?