Moja siostra bliźniaczka siedem lat temu wyszła za mąż. Dziś jest już mamą trójki dzieci. Mieszkamy w tym samym mieście, gdzie się urodziłyśmy, chociaż na jego dwóch różnych brzegach

Kontakt mamy bardzo dobry - jak to bliźniaczki. Z jej mężem zaś wszystko układa mi się dobrze, chociaż ani on nie szuka mojego towarzystwa, ani ja jego. Po prostu taka obojętna życzliwość i dłuższe spotkania 3-4 razy do roku (w tym święta jedne i drugie). Ponieważ siostra mieszka z mężem w domku jednorodzinnym a ja w bloku, to częściej ja przyjeżdżam do niej niż odwrotnie. Ona nie pracuje, zajmuje się domem, jej mąż prowadzi duży sklep, otwiera o 11:00 a zamyka o 21:00, w domu jest koło 22:00. Nie widujemy się więc, bo gdy ja ją odwiedzam, to przyjeżdżam po mojej pracy koło 17:00 i zostaję najwyżej do 21:00, bo rano muszę iść do pracy. Z takiego układu wszyscy są zadowoleni. Ja jej męża widuję rzadko a jeśli już to na chwilkę, mam czas dla siostry, no i mogę spędzić trochę czasu z siostrzeńcami.
Najstarszy siostrzeniec ma już 7 lat, jego brat jest rok młodszy i obaj interesują się komputerami i grami - jak chyba większość chłopców w tym wieku. Mają w domu zarówno różne konsole do gier, jak i dwa komputery. Chciałam im zrobić prezent i kupiłam dla nich grę za 150 zł. Bez okazji, po prostu prezent. Zanim im ją wręczyłam, pokazałam siostrze i zapytałam czy będzie odpowiednia dla jej dzieci. Ona spojrzała, powiedziała, że tak, podziękowała, ale powiedziała mi, że chłopcy już dawno temu w tę grę grali i im się znudziła. OK, nie ma problemu, nie znam się na tym, grę nierozpięczotowaną mogę zwrócić lub wymienić na innym. Zapytałam więc jaką powinnam im kupić, żeby byli zadowoleni. Albo jak nie grę to film, program czy muzykę. Ona mi odpowiedziała, że raz jeszcze mi dziękuję za troskę, ale nie ma sensu, abym kupowała im jakiekolwiek gry, programy czy filmy, ponieważ ojciec i tak od zawsze wszystko ściąga im i sobie z internetu.
Nie zdziwiłam się, że jej mąż ściąga wszystko, co się tylko da, bo jest praktyczny a w naszym kraju jest powszechne przyzwolenie na piractwo - nie ma co się oszukiwać. Jednak zaskoczyło mnie, że on od małego przyzwyczaja dzieci do postępowania wbrew prawo, a jeszcze bardziej, że ona to całkowicie akceptuje i mówi o tym, jako o czymś zupełnie normalnym. Tak się składa, że pracuję w instytucji, w której ochrana własności intelektualnej jest jednym z głównych celów, więc jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Nie wiedziałam co odpowiedzieć na to siostrze. Ograniczyłam się do krótkiego potępienia piractwa jako zjawiska i prośby, aby przemyślała swoje postępowanie wobec dzieci. Ona się uśmiechnęła i odpowiedziała mi bardzo ironicznie "Dziękuję ci siostro za zwrócenie mi uwagi na ten ważki problem. Na pewno zwrócę na niego uwagę i spróbuję zastosować się do twojej rady, bez wątpienia jesteś bowiem ekspertką w sprawie wychowania dzieci".
Bardzo, ale to bardzo mnie to dotknęło. Uśmiechnęłam się sztucznie, jakby to był nasz zwykły siostrzany dowcip, ale strasznie mnie to zabolało. Mamy po 35 lat. Ja jestem singielką, nie ułożyły mi się do tej pory związki, o czym ona dobrze wie. Na razie na rodzinę u mnie się nie zanosi. Ona o tym wie. I tu moje pytania. Uważam, że siostra zachowała się bardzo niegrzecznie i niedelikatnie w stosunku do mnie. Czy mam rację? Czy mam prawo powiedzieć jej o tym i oczekiwać przeprosin? Ale czy i ja nie jestem bez winy? Czy miałam rację czepiając się tak w sumie trzeciorzędnej w naszym kraju sprawy, jaką jest piractwo? Czy poruszyć z nią jeszcze ten temat, czy po prostu zapomnieć i nigdy do tego nie wracać? Nie chcę żeby nasze stosunki się zepsuły.
Karolina