Dodaj do ulubionych

Jestem wściekła-czy słusznie?

23.02.14, 13:12
Nie wiem czy to dobre forum dla tego co chce napisać,ale to jakoś najbardziej mi pasowało.Bo mam wielką ochotę zupełnie niezgodnie z zasadami savoir vivre kogoś opieprzyć.
Niedawno zmieniliśmy miejsce zamieszkania(300 km)Mój syn(niespełna 17 lat) zostawił tam swoich przyjaciół,harcerstwo,znajomych itp.I teraz kiedy mamy ferie pojechał tam (sam,pociągiem-gdyby pojawił sie zarzut,że nadopiekuńcza jestemwink.Zatrzymał sie u swojego komendanta hufca.I oczywiście odwiedza wszystkich znajomych i róznież swojego najlepszego przyjaciela.Kiedy tam poszedł,rodzice chłopca poprosili go o pomoc z zniesieniu mebli.Oczywiście nie odmówił i znosili z 4 piętra ciężką starą meblościankę.Taki kurs wykonali 5 razy a po wszystkim dostał obiad i 10 zł.Nie miałabym nic przeciwko takiej pomocy,gdyby chodziło o jednorazowe zniesienie małego biurka itp/Czuję,że go zwyczajnie wykorzystali i mam ochotę im to powiedzieć.Nie byliśmy blisko,ot zwykli znajomi,których dzieci sie przyjaźnią.Dodam,że ludzie są dobrze sytuowani i stać ich na zapłacenie tragarzowi.Mój dzieciak jest delikatnej budowy,chudy jak szczypiorek i mówił,że bardzo się namęczył.Jestem wściekła i na nich,że go wykorzystali i na syna,że nie umiał odmówić i na siebie,że nie nauczyłam go asertywności.Proszę doradźcie,zareagować czy zostawić bo już nie cofnę faktu?
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 14:22
      babka_z_miesnego napisała:

      > Kiedy tam poszedł,rodzice chłopca
      > poprosili go o pomoc z zniesieniu mebli.
      > Mój dzieciak jest delikatnej budowy,chudy jak szczypiorek i mówił,że bardzo s
      > ię namęczył.Jestem wściekła i na nich,że go wykorzystali i na syna,że nie umiał
      > odmówić i na siebie,że nie nauczyłam go asertywności.

      Istnieje zawsze możliwość odmowy w odpowiedzi na każdą prośbę. Dla syna to dobra nauczka, jeśli znowu ktoś go poprosi o przysługę przekraczającą jego siły.

      Proszę doradźcie,zareagować czy zostawić bo już nie cofnę faktu?

      Co pomoże Twoja jakakolwiek reakcja, prócz tego, że nauczysz syna, że to mamusia ma za niego podejmować decyzje? Nawet na odległość. I urazisz znajomych.
      • laura988 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 14:38
        o matko, i co z tego, że urazi znajomych? a oni nie myśleli, że ją urażą, kiedy zagonili dzieciaka do roboty?
        moją uwagę zwróciło tu co innego - owe 10 zł, które mu zapłacili. no to dosłownie jakby dać komuś w twarz. to już lepiej, jakby nic nie zapłacili i np. zabrali chłopaka na pizzę.
        i tak, osobiście jestem za mówieniem ludziom prosto w oczy, co się na dany temat sądzi, ale to oczywiście moje zdanie
        • aqua48 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 15:23
          laura988 napisała:

          > o matko, i co z tego, że urazi znajomych? a oni nie myśleli, że ją urażą, kiedy
          > zagonili dzieciaka do roboty?

          Zagonili? Poprosili o pomoc w noszeniu ciężkich rzeczy. Siedemnastolatek zapewne ma usta na właściwym miejscu, a przynajmniej powinien nauczyć się grzecznej asertywności i dbania o siebie.
          Z mojego doświadczenia z osobami w tym wieku wynika, że baaardzo lubią się żalić na wykorzystywanie przez kogoś, i są mistrzami świata w odmawianiu jeśli coś nie jest po ich myśli, lub jest dla nich niewygodne smile
          Natomiast mamusia prawie pełnoletniego faceta, która w tej sytuacji po fakcie dzwoni do znajomych z pretensjami, że wykorzystali jej synka to coś nie tak.
        • kol.3 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 19:28
          Wszyscy się skupili raczej na braku asertywności chłopca, natomiast mało kto na cwaniactwie znajomych.
          • nchyb Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 19:42
            czy to na pewno było cwaniactwo?
            z tego co rozumiem - syn autorki wątku pojechał do kolegi z wizytą.
            U kolegi znosili meblościankę. Zapewne kolega z rodzicami. Był również ten 17-latek, to poproszono go o pomoc.
            Tu wkraczamy w strefę przypuszczeń i domysłów. Przypuszczalnie gdyby przyjaciel nie pomógł, to tamten chłopiec z rodzicami znieśliby sami tę meblościankę, nie zatrudniając wcale nikogo. I jak ten rzeczony 17-latek miał się zachować? Siedzieć w pokoju, słuchać muzy i czekać aż przyjaciel zmachany wróci po zniesieniu meblościanki i zajmie się gościem? Może jeszcze powinien narzekać, że sam siedział, a gospodarz nie powinien go zostawiać?

            Nie wiemy, czy syn autorki wątku skarżył się mamie na zmęczenie, czy też na wykorzystanie go przez znajomych. I naprawdę nie wiemy, czy rodzice przyjaciela go wykorzystali, czy zwyczajnie nie przyszło im do głowy, ze rówieśnik ich syna może mieć problemy po zniesieniu mebli. I w sumie nie wiemy, czy ten syn też nosił.
            Jeżeli nosił - to jak najbardziej pomoc przyjacielska, ta dycha była niepotrzebna.
            • kol.3 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 08:49
              Rozumiem, że chłopiec nie wpadł do znajomych przez komin, tylko wizyta była wcześniej umówiona i zapowiedziana. I akurat w czasie jego wizyty zorganizowano wynoszenie meblościanki. Sprytne.
              • yoma Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 16:09
                Naprawdę sama dezorganizujesz sobie życie i odkładasz zaplanowane wcześniej czynności, bo do twojego dziecka ma wpaść kolega?
                • kol.3 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 28.02.14, 07:18
                  Ja nie, bo nie zaganiam obcych do roboty, ale ludzie są do tego zdolni, żeby zaoszczędzić, wierz mi.
                  • nchyb Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 28.02.14, 08:29
                    naprawdę nie odróżniasz zaganiania do roboty obcych od proszenia przyjaciół o pomoc? okazuje się więc, ze i do tego ludzie są zdolni, pewnie po to by siły zaoszczędzić... wink
              • nchyb Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 25.02.14, 09:32
                mam podobne odczucie jak moja przedmówczyni Yoma, zapowiedziane wizyty kolegów moich synów nie wpływają na moje życie w sposób aż tak znaczący.
                Dodatkowo koledzy synów niejednokrotnie sami zgłaszali się do pomocy moim dzieciom, gdy te coś robiły. Podobnie synom zawsze mówiłam, by kolegom również pomagali.

                Ja kolegom za pomoc nie płaciłam (chociaż posiłkiem częstowałam), więc nie wiem, czy się potem swoim mamusiom nie skarżyli, że koledzy (i ich rodzicielka) niecnie ich wykorzystywali...
    • kora3 Słusznie 23.02.14, 14:52
      wg mnie.
      Ja bym te sprawę na razie zostawiła - nie z powodu możliwości urazenia znajomych, a dlatego, że szkoda szarpać sobie nerwów, skoro pociąg już ze tak powiem pojechał.
      Ale na przyszłość uczul syna na to, że choć pomóc komuś piekna rzecz, ale nie może być to z narażeniem jego zdrowia i nie musi, jeśli nie chce, czy nie czuje się na siłach.
    • kornel-1 Straszne 23.02.14, 15:25
      babka_z_miesnego napisała:
      >Jestem wściekła i na nich,że go wykorzystali i na syna,że nie umiał odmówić i na siebie,że nie nauczyłam go asertywności.

      Za dużo się naczytałaś o asertywności. Za mało zadbałaś o to, by syna przyzwyczaić do wysiłku fizycznego. 17-latek, który ma problem ze zniesieniem (wraz z innymi osobami) meblościanki podzielonej na 5 części, to nieszczęście.

      Ale dobrze się stało: może to wydarzenie zachęci syna do pójścia na siłownię.

      > Proszę doradźcie,zareagować czy zostawić bo już nie cofnę faktu?

      Ponieważ syn jest niepełnoletni, możesz wystąpić do znajomych o podwyższenie zapłaty za usługę do poziomu 50% stawki zawodowego tragarza.

      ROTFL.

      Kornel
      • mallard Kornel 23.02.14, 20:08
        Ty to takie drugie wcielenie Buby jesteś zdaje się...
        • kornel-1 Re: Kornel 23.02.14, 23:09
          mallard napisał:
          >Ty to takie drugie wcielenie Buby jesteś zdaje się...

          LOL, raczej moim wcieleniem są makinetka82, dwapsyikot i annthonka, które w tym wątku wypowiedziały się w podobnym duchu.

          ROTFL.

          Jeśli pozwolisz:

          Naucz się śmiać z samego siebie.

          Kornel
    • a1ma Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 15:44
      Nie, nie wypada, żebyś interweniowała w sprawie prawie dorosłego syna. Wytłumacz mu moze, czym jest asertywnosc i to wszystko.
    • makinetka82 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 18:04
      Rany... mam nadzieję, ze ten wpis to prowokacja...

      Czy Ty, Autorko postu, za każdą pomoc każesz sobie płacić? za każdą przysługę, nawet wyświadczoną znajomym, więcej nawet- rodzinie przyjaciela?Czy nie wydaje Ci się, że Twojemu dziecku nie stała się absolutnie żadna krzywda, jeśli ww meblościanka znoszona była w 5 częściach przez kilka osob? Czy nie warto byłoby uczyć dziecko, że warto pomagać innym bezinteresownie? Siedemnastolatek (sic!) wraca rozżalony, bo się biedactwo namęczył, a Ty jak kwoka trzęsiesz się z oburzenia, bo ktos tak perfidnie WYKORZYSTAŁ Twoje dziecko i zapłacił TYLKO 10 zl i obiadem... Dobre sobie. Wszystkie komentarze , które mi teraz przychodzą do głowy, nie mają z sv nic wspólnego.

      Egoistów nie znajduje się w kapuście... na egoistów się wychowuje, moi drodzy wink


      Wszystkim dogodzić się nie da, ale wszystkich wkurwić to już żaden problem big_grin
      • dwapsyikot Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 19:42
        no nareszcie, bo już myślałam, że jestem nienormalna.... Też uważam, że pomoc przy takiej pracy nie przekracza możliwości normalnego młodego człowieka, a skarżenie się mamie...... no sorry.....
      • babka_z_miesnego Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 19:53
        Nie,to nie prowokacja.Mój syn nie jest egoistą.Jest ułożonym,pomocnym chłopakiem,od wielu lat harcerzem co również go ukształtowało.To,że należy pomagać bezinteresownie miał wpajane od dziecka.Nie skarżył mi się i nie był rozżalony,poinformował mnie o fakcie,że nosił ciężką, swarzędzką meblościankę z 4 piętra mimochodem. Był zdziwiony faktem,że mnie to wkurzyło.Nie chodzi mi o 10 zł,które dostał,tylko o fakt,że został wykorzystany przez ludzi,którzy nie chcieli płacić tragarzowi,a on, w swej naiwności nawet tego nie zauważył.Jeśli tego nie rozumiesz,cóż...nie każdy jest bystry.


        • baba67 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 20:58
          Ale zaraz -on sam nie znosil tak? Znosila rodzina a on pomogl bo akurat sie pojawil, tak?
          Skad wiesz ze rodzina gdyby Twego syna tam nie bylo nie znosilaby sama , skad ten pomysl z tragarzem?
          Facet byl wynajety stal obok i czekal a Twoj syn zapindalal za niego?
          ja tu nie wiem o co kaman.
          na Twoim miejscu zaniepokoilabym sie brakiem kondycji chlopaka (no chyba ze mial jakies problemy, przepukline , to rzeczywiscie powinien stanowczo odmowic).
          Wez wiecej tego mieska skrec czy jak.
        • makinetka82 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 21:10
          Osobiście uważam, że nie powinni mu byli płacić... jeśli chcieli go nagrodzić, jak to napisał ktoś wcześniej, powinni byli załatwić to inaczej... pizza, kino, ale nie pieniądze.
          Zarzucasz mi, ze nie jestem bystra? Niby na jakiej podstawie? Bo nie rozumiem, ze drobna- tak, drobna - pomoc komuś, z kim łączą nas jakieś więzi to jeszcze nie tragedia? Czy to czyni mnie głupią, przepraszam? Bo nie jestem wyrachowana, i pomoc ludziom z którymi jestem związana jest dla mnie chlebem powszednim?

          I jeszcze pytanie do Ciebie, tak na marginesie.... gdyby dzieciak poszedł do nich, a oni nie wynosiliby akurat mebli, gdyby zaprosili go na obiad ot tak - po prostu, myślisz ze czuliby się wykorzystani, bo przyszedł akurat w porze obiadowej i nie wypadało go nie poczęstować?
          • makinetka82 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 21:27
            "bo rozumiem " miało być : )

            a tak poza wszystkim, to cieszę się, że przynajmniej dla Twojego syna pomoc innym jest czymś naturalnym .
            • annthonka Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 22:08
              No nareszcie jakieś głosy rozsądku, bo już zaczęłam tracić nadzieję.

              Czy na widok Twojego syna rodzinka szybko odprawiła wcześniej umówionego tragarza wietrząc okazję do zaoszczędzenia pieniędzy? Czy syn sam tę meblościankę z czwartego piętra na plecach dygał w rytm pokrzykiwania rodzinki?

              Nie, po prostu rodzina jego najlepszego przyjaciela poprosiła go o pomoc. Naprawdę uważasz to za tak oburzające, że jesteś gotowa robić dym?

              A swoją drogą jeżeli syn jest wątły i słabowity i nie jest to spowodowane żadną chorobą, to warto zastanowić się, jak poprawić kondycję i wzmocnić mięśnie - przyda się nie tylko do noszenia regałów.

              • margonik Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 23:02
                Ludzie, o czym Wy mówicie? Tego typu prace są nawet zakazane prawem dla młodocianych pracowników! Takie dzwiganie jest bardzo kontuzyjne, nawet dla wysportowanych osób! Co z tego, ze meblościanka była podzielona na 5 części. Taka szafa potrafi ważyć naprawdę dużo, a znoszenie jej ze schodów, to nie to samo, co ćwiczenia na siłowni, wykonywane w kontrolowany sposób i z uwzględnieniem własnych możliwości!
                Mój mąż jest silny i wysportowany, a jednak jak mieliśmy przeprowadzkę, to zatrudniliśmy tragarzy - bo kręgosłup ma się tylko jeden!
                Nie raz widziałam kontuzje po takich akcjach!
        • ach_dama_byc_z_kanady Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 23:32
          babka_z_miesnego napisała:

          . Był zdziwiony faktem,że mnie to wkurzyło.Nie chodzi mi o 10 zł,które dostał,tylko o fakt,że został wykorzystany przez ludzi,którzy nie chcieli płacić tragarzowi,a on, w swej naiwności nawet tego nie zauważył.Jeśli tego nie rozumiesz,cóż...nie każdy jest bystry.

          A dlaczego uwazasz ze zostal "wykorzystany?"

          czy to taka zbrodnia pomoc komus zniesc ciezka mebloscianke?
          nawet twoj syn sie tobie dziwi i nie widzi nic zlego w tym ze pomogl.
          dlaczego rodzice tego chlopaka mieliby placic za tragarza skoro bylo dwoch chlopakow
          w sile wieku do pomocy?
          w takiej sytuacji mieli jeszcze dzwonic po tragarza, placic mu? jak mieli syna i jego
          kolege pod reka?

          tez bym nie zatrudnila.


          Minnie
    • ortolann Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 19:13
      Też bym była wkurzona i też (jak kogoś gdzieś wyżej) by mnie zniesmaczyła ta dycha za fatygę. Jednak nie robiłabym już teraz rabanu. Synowi należałoby wytłumaczyć, że ładnie się zachował, jednak jego kosztem ktoś sobie załatwił tanią siłę roboczą. Gdyby nie Twój syn tamci państwo musieliby zapłacić tragarzom i to nie byłoby 10 zł. Trudno. Stało się, meble już na dole. Rozumiem przy tym też syna, który pewnie nie wiedział jak ma się wymigać od takiej przysługi i najpewniej głupio byłoby odmawiać. A dodatkowo, jeśli ma taką bojową mamę, która robi akcje, to wcale się nie dziwię również jego niezdecydowaniu - ale to już wtręt zupełnie na marginesie, tylko dla Ciebie pod rozwagę.
      Na pewno znasz takie powiedzonko o miękkim sercu i twardej d.upie - pasuje do tej sytuacji jak ulał.
    • kol.3 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 19:24
      Absolutnie się z Tobą zgadzam. Wg mnie znajomi postąpili niewłaściwie. Po pierwsze to nie jest drobna przysługa, to duża praca fizyczna. Przy długotrwałym dźwiganiu zawsze istnieje potencjalna możliwość nabawienia się urazu, zrobienia sobie krzywdy. Kto by wtedy płacił za leczenie? Uważam, że poproszenie o tak dużą przysługę było w ogóle nadużyciem, w ostatecznym przypadku powinni uzgodnić to z Wami. Syn ma prawie 17 lat, jest jednak niepełnoletni.
      Ja bym zadzwoniła i spokojnie wytłumaczyła jak to widzisz.
      Płacenie w sytuacji gdy prosi się zaprzyjaźnioną osobę o przysługę w ogóle uważam za niegrzeczne. Intencją znajomych było niestety załatwienie sprawy tanim kosztem.
      na marginesie - w swoim czasie media szeroko rozpisywały się że jedna z gwiazd naszej estrady osoba młoda , bardzo sprawna fizycznie pomogła sąsiadowi wnieść wózek z dzieckiem na piętro. Nabawiła się urazu kręgosłupa, nie skończyło się na jednej operacji i jak mi się wydaje będzie miała kłopot zdrowotny do końca życia.
      • hellraiserr Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 20:17
        Oczywiście ze go wykorzystali i to 10 złotych na koniec, to jak policzek. zadzwoniłbym do nich w celu wyjaśnienia stanowiska i sytuacji, i żeby więcej nie przyszlo im do glowy wykorzystywać nieletnich!!!
        • margonik Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 21:24
          Też uważam, ze to było bezczelne i niepoważne ze strony tych ludzi! Po pierwsze, to jeszcze niepełnoletni chłopak, a przy takim noszeniu mógł doznać jakiegoś urazu. Ci ludzie, jako gospodarze, którzy go gościli, powinni sie poczuwać do jakiejś odpowiedzialności i nie ryzykować takich sytuacji. Co innego, gdybys Ty go o coś takiego poprosiła, ale nie powinni tego robić obcy ludzie w stosunku do 17 letniego dziecka (bo to nadal dziecko!).
          A te 10 zł to juz w ogóle, jak ochłap... Albo powinni to potraktować, jak przysługę, albo jak prace, ale wówczas należało za to zapłacić jak za pracę!
          Czy bym zadzwoniła? Nie wiem, ale chyba tak....
          Wiem ze to duże dziecko i mozna mu narobić obciachu, ale rozwazyłabym to.

          Odnośnie siłowni, to pewnie,warto go zachęcić, aby się wzmocnił trochę, ale tak ogólnie to w ogóle nie w tym rzecz... A niektórzy są drobni i drobni pozostaną.
          • margonik Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 21:27
            Ale chłopak sam w sobie zachował sie dobrze i nie robiłabym mu wyrzutów. Co najwyżej mógł nie przyjmować tej kasy, z szacunku do własnej osoby. Jednak dobrze, że pomógł. Tyle ze taka prośba nie powinna w ogóle wyjść ze strony tych ludzi!
          • mariusz_zet Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 23.02.14, 21:30
            Kiedyś moja żona dała 10 zł napiwku dostawcy ze sklepu internetowego, który przywiózł nam zakupy i pownosił nam je do domu (mieszkamy na 3. piętrze bez windy). Mimo że przecież nie ma obowiązku dawania napiwków i człowiek ten dostaje pensję za swoją pracę, to poczuł się tak urażony, że rzucił w moją żonę tymi 10 złotymi.
            to tak dla przykładu, jak ludzie reagują na tego typu wynagrodzenie, choć w naszym przypadku sytuacja była jednak diametralnie inna
          • kwiat_w_kratke Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 00:50
            ale nie powinni tego robić obcy ludzie w stosunku d
            > o 17 letniego dziecka (bo to nadal dziecko!).


            big_grin big_grin big_grin
            Biedne, siedemnastoletnie dziecko, w dodatku chude jak szczypiorek. big_grin Na jego widok znajomi na pewno szybciutko odwołali wezwanego już tragarza, coby zaoszczędzić parę złotych. big_grin
            Myślę, że babka_z_miesnego jest trollem, trudno mi uwierzyć, w taką głupotę.
    • claratrueba Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 05:51
      Twój syn popełnił jeden błąd- powiedział matce, że zachował się jak na kolegę i harcerza przystało (pomoc ludziom jest jedna z idei harcerstwa).
      Jeśli zajmiesz stanowisko i będziesz interweniować, jedynym skutkiem będzie to, że nast. razem nie dowiesz się o niczym, co twój prawie dorosły syn robi kiedy w domu nie jest. Bo to zbyt duże ryzyko, że mamuśka poleci z interwencją ośmieszając go i robiąc z niego maminsynka przed znajomymi.
      Mam syna już 20letniego, nie szczypiorka, nabrał męskości i siły przez ciężką pracę fizyczną, bo innego sposobu nie ma. Dla Twojej informacji podam ci, że i tragarzem to był często- dniówka czyli za 8 godzin wynosi 50 złotych (rozładowywanie tirów- worki po 25 kg). Więc z tym "wykorzystaniem finansowym" to Twoja fantazja. Przy czym paru jego kolegów o tej pracy nie mówiło swoim nadopiekuńczym mamusiom. Powód -cyt.:"Bo jej nic nie można powiedzieć, bo zaraz aferę robi". Co dot. nie tylko kwestii pracy, ale życia tych młodych ludzi w ogóle- ogólna zasada "matkę trzymać z daleka od swoich spraw".
    • cetherena Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 06:47
      Nie ma jednoznacznej intrepretacji takiej sytuaacji. To zależy, jak się chce budować relacje z innymi: czy mają być ograniczone do wspólnej konsumpcji kawy i ciasta, czy można też w te relacje włączyć myślenie o pomaganiu sobie nawzajem. Tak sobie rozważam: czy Twój syn zapłacił komendantowi za nocleg? Jeśli nie, czy wykorzystał komendanta? Czy pomoc w noszeniu mebli bardzo się różni od udzielenia noclegu?
      Ja osobiście wolę relacje z innymi, w któych istnieje pomaganie sobie nawzajem (w miarę możliwości).
    • kora3 Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 08:55
      nie ukrywam wpisami tych, co uważają, ze gościa wypada "zatrudniać" do takich prac.

      Pomijam już fakt, ze ci, którzy uważają, iż tego typu noszenie jest bezpieczne dla człowieka w tym niewprawionego, bez odpowiednich akcesoriów typu pasy sa w błędzie.
      Mój kuzyn tak kiedyś pomagał nosić meble sąsiadom. Nikt go nie zmuszał, sam się zadeklarował. Był młodym 25-letnim mężczyzną, tzw. chłopem na schwał - silnym, wysportowanym. Podczas noszenia tych mebli ktoś inny niosący z drugiej strony stracił równowagę i mój kuzyn runął na schody, a na niego ciężkie meble. Doznał urazu kręgosłupa, 3 miesiące lezał unieruchomiony, rokowania były srednie. Wyszedł z tego, ale skutki tej "zabawy" odczuwa do dziś ...

      Tu na szczęście nic się nie stało, ale na Boga, ludzie - gość niepełnoletni, gość dziecka to także jest GOŚĆ. Gosci nie zatrudnia się do prac domowych - noszenia mebli, wynoszenia smieci, sprzątania. Nie wiem skad u niektórych taka "maniera".
      Ja jako nastolatka byłam kiedyś u pewnej koleżanki i na odchodne jej matka wręczyła mi worek ze smieciami "proszac" by po drodze wyrzucić. Wziełam, wyrzuciłam, ale koleżanki więcej nie odwiedzałam. O takie cos mogła mnie poprosić osoba bliska, a nawet ta kolezanka takową nie była, nie wspomnę o jej matce widzianej raz w zyciu.

      Jasne - można poprosić przyjaciela swego dziecka o pomoc - moja mam b. często korzysta z takiej pomocy ze strony mego przyjaciela, który mieszka niedaleko niej. Tylko, że to jest samotna pani po 60 -tce, a jego zna od ponad 25 lat i nie jest to nastolatek. Po tylu latach znajomości przeze mnie oni sami sa przyjaciółmi smile Mój przyjaciel sam oferuje pomoc "Będę w sklepie obok Ciebie, zrobić Ci jakieś większe zakupy?" , "Jadę dziś do CH, chcesz się zabrać? "
      Moja mama także czasem w awaryjnych sytuacjach sama dzwoni i prosi o coś, ale prosi, a nie stawia go w sytuacji takiej, ze przyjdzie na obiad, a ma trzepać dywany np.

      Chłopak przyjechał z dość daleka, mamy telefony komórkowe, zapewne nie zaszedł do kolegi w ciemno. Kolega powinien powiedzieć mu, gdy dzwonił, umawiali się "Słuchaj, mamy tu taka pilną pracę, wpadnij, ale za godzinę". Nie wypada stawiac gościa przed faktem dokonanym: a bo my tu mamy znoszenie mebli, malowanie, remont, sprzątanie, wiec się dołącz. Gośc nie ma wyboru : nie wypada mu siedzieć, gdy reszta krzata się przy robocie, wiec nawet jeśli nie jest proszony czuje się zobowiązany pomóc.
      • kol.3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 09:01
        Tak to jest, jak się wychowuje dzieci na "grzeczne, posłuszne, uczynne i szanujące starszych" bez cienia refleksji. "
        • kora3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 09:10
          ano, ale ja nie wiem też co to za maniera, ze gości dzieci traktuje się, jak ... no nie wiem jak to nazwać. oczekuje się, że pomoga w sprzątaniu, wynoszeniu mebli i śmieci. Co to jest u licha? Ciekawe, że nie zawołał sobie pan domu paru rosłych kolegów do tej pracy. Doroslych, zaprzyjaźnionych i PRZYGOTOWANYCH na to, ze nie ida pogadać, tylko nosic meble
          • aqua48 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:00
            kora3 napisała:

            > ano, ale ja nie wiem też co to za maniera, ze gości dzieci traktuje się, jak ..
            > . no nie wiem jak to nazwać. oczekuje się, że pomoga w sprzątaniu, wynoszeniu m
            > ebli i śmieci. Ciekawe, że nie zawołał sobie pan domu paru
            > rosłych kolegów do tej pracy. Doroslych, zaprzyjaźnionych i PRZYGOTOWANYCH na t
            > o, ze nie ida pogadać, tylko nosic meble

            Koro nie wiemy dokładnie jak wyglądała sytuacja, czy gość był zapowiedziany czy wpadł do przyjaciela przy okazji bytności w jego miejscowości, na zasadzie, mam chwilę czasu to wstąpię i trafił akurat na akcję znoszenia mebli. W tej drugiej sytuacji nie dziwię się i nie widzę nic złego w tym, że został poproszony o pomoc. I nie oburza mnie to. Został potraktowany jak domownik. Z mojego doświadczenia wynika, że w takich pracach bardziej się przydaje dodatkowa para rąk do przytrzymania nieporęcznych przedmiotów i manewrowania nimi, niż siła. A nastolatki są bardzo czułe na punkcie "przemęczenia" i uwielbiają kiedy się je za taką pomoc wychwala, żałuje ich i docenia.
            A odmówić mógł jak najbardziej. Zaraz na początku, jak tylko zobaczył, że pojawił się w domu przyjaciela w chwili dla wszystkich absorbującej i na wizyty nieodpowiedniej, albo w momencie kiedy poczuł się pomocą zmęczony.
            • kora3 Aquo 24.02.14, 10:10
              Jasne, ze nie wiemy dokładnie. Mnie jednakowoż drazni taka maniera, ze gości swoich dzieci traktuje się tak właśnie.
              Poza tym szczerze, to ja bałabym się (m.in. ze względu na to, ze widziałam czym się to skończyło u mego kuzyna - jak wspomniałam wówczas dorosłego, rosłego i wysportowanego) "zatrudniać" nieletniego do takich prac, nawet gdyby się rwał ...
          • annthonka Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:09
            Syn autorki wątku odwiedzał najlepszego przyjaciela, więc zapewne został potraktowany bardziej jak członek rodziny niż jak gość honorowy.

            Ja natomiast jestem zniesmaczona tekstami o wyzysku i oczekiwaniem wynagrodzenia za przysługi. Chłopak nie zaiwaniał za darmo na budowie przez tydzień, tylko pomógł znosić meble rodzicom najbliższego przyjaciela - pewnie zajęło mu to z godzinę. Idąc tym absurdalnym tropem należy zadać pytanie, czy autorka wątku zapłaciła komendantowi za nocleg, a rodzinie przyjaciela za obiad, którym został poczęstowany jej syn? No bo, skoro nie ma nic darmo...

            Ale autorka wątku uświadomiła mi przynajmniej skąd się potem na świecie biorą interesowne maminsynki.
            • kora3 Anthonko 24.02.14, 10:18
              jeśli kogoś traktuje się jak członka rodziny, to mu się za prace na rzecz tej rodziny nie płaci, wszystko jedno ile.
              Ja odniosłam wrazenie, ze watkodawczynię zniesmaczył właśnie fakt "zapłacenia".

              Dodam, ze jestem zdecydowanie przeciwna zatridnianiu gości swych dzieci do jakichś prac domowych. To jest zwyczajnie chamstwo. To tak, jakby dzieci "zatrudniło" gościa rodziców do sprzątania swego pokoju, albo odrabiania lekcji.
              Pomijam już to, ze z doświadczenia swego krewnego wiem, czym może się takie znoszenie mebli bez pasów skończyć. Bałabym się o to poprosić, czy nawet przyjąc nieproszoną pomoc dorosłego człowieka, a dopiero nieletniego - sorry
              • annthonka Re: Anthonko 24.02.14, 10:34
                Koro, ale nie mówimy tu o codziennych pracach domowych typu odkurzanie czy wyrzucenie śmieci, tylko o sytuacji wyjątkowej, kiedy pada hasło "wszystkie ręce na pokład".

                Być może uznasz mnie w takim razie za chamidło, bo nie miałabym oporów poprosić przyjaciela mojego syna o pomoc w podobnej sytuacji. O zgrozo, nie dzwoniłam również z awanturą, kiedy mój syn wspólnie ze swoim najlepszym przyjacielem przez pół dnia rąbali drewno do kominka w domu rodziców tegoż przyjaciela.
            • margonik Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:28
              Nikt nie oczekuje wynagrodzenia za przysługę. Chodzi o to, że nietaktowne było wręczenie takiego wynagrodzenia, szczególnie, że wręczono 10 zł, bo za przysługi (jak w tym przypadku) się nie płaci, a za pracę płaci się godnie!
              Ktoś tu pisał, że jego syn był tragarzem i dostawał 50zł za 8h. Może przy takiej pełnoetatowej pracy tak to wygląda, ale żaden tragarz od przeprowadzek za tyle Ci w ogóle palcem nie kiwnie, bo stawki - za zniesienie pojedynczej rzeczy, w ramach 1 kursu - zaczynają się od 30zł.

              Ale ostatecznie nie chodzi o to, czy mu zapłacono, czy nie, ale o to, że w ogóle nie powinni go o to poprosić. To jest kompletny brak wyobraźni! 16-17 letni chłopcy (bo on nawet nie miał skończonych 17 lat), to nie są "mężczyźni w pełni sił". Szczególnie jeśli chłopak jest drobny - pomijając, czy powinien ćwiczyć, czy nie, to czym innym jest ćwiczyć, żeby nabrać siły, a czym innym bez przygotowania dźwigać!

              Przeciążenie kręgosłupa podczas podnoszenia ciężarów może spowodować uszkodzenie krążka międzykręgowego. Krążek międzykręgowy spełnia rolę biologicznego łożyska, jądro miażdżyste jest niczym kulka w łożysku. Na skutek urazu jądro miażdżyste może się przemieścić ia powodować ucisk na nerwy, czego skutkiem mogą być silne bóle, zaburzenia czucia, a nawet niedowład kończyn.

              • kornel-1 Dobrze, że nie umarł 24.02.14, 13:42
                margonik napisała:

                > Przeciążenie
                > kręgosłupa podczas podnoszenia ciężarów może spowodować uszkodzenie krążka międ
                > zykręgowego. Krążek międzykręgowy spełnia rolę biologicznego łożyska, jądro mia
                > żdżyste jest niczym kulka w łożysku. Na skutek urazu jądro miażdżyste może się
                > przemieścić ia powodować ucisk na nerwy, czego skutkiem mogą być silne bóle, za
                > burzenia czucia, a nawet niedowład kończyn.


                Dobrze, że nie umarł.

                Kornel
      • baba67 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 09:58
        Nie wiedzialam ze z Ciebie taka hrabina Fiufiu.
        Matka niezbyt taktowna ale Tobie sie we glowie poprzewracalo.
        • kora3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:07
          baba67 napisała:

          > Nie wiedzialam ze z Ciebie taka hrabina Fiufiu.
          > Matka niezbyt taktowna ale Tobie sie we glowie poprzewracalo.


          Że proszę?
          Czy twoje dziecko wrecza Twoim gościom na odchodne smieci do wyrzucenia?
          >
          • baba67 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:13
            Nie wrecza, ale nie jest to naprawde nic takiego strasznego zeby sie obrazac.
            Chyba ze ktos nie ma dystansu do swojej osoby, zawsze myslalam ze masz stad moje zdziwienie.
            • kora3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:23
              baba67 napisała:

              > Nie wrecza, ale nie jest to naprawde nic takiego strasznego zeby sie obrazac.

              To może zachęć je, żeby wręczyło i poczekaj na reakcję swego gościa?smile
              Ja się nie obraziłam poniekąd, nadal odzywała się z kolezanką, spędzałam z nią czas, tylko nie odwiedzałam jej w domu.

              > Chyba ze ktos nie ma dystansu do swojej osoby, zawsze myslalam ze masz stad moj
              > e zdziwienie.


              Ależ mam, ale to nie znaczy, ze miałabym wykonywać prace domowe u moich koleżanek postawiona pod scianąsmile Ostatnio będąc u mojej mamy sama zadeklarowałam, ze umyje okna naszej sędziwej sąsiadce, bo umiem, lubię ja też lubię a sama nie dałaby rady. Tylko, że z tą sąsiaką jestem blisko, a ona w zyciu nie wreczyłaby mi płynu do mycia okien i szmatki w ramach znajomoścismile ani teraz, ani gdy miałam np. 16-17 lat.
              • baba67 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:29
                Moje dziecko ma tak ze przychodza do niego osoby naprawde zaprzyjaznione.
                Podejrzewam ze reakcja bylaby-OK, nie ma sprawy.
                • kora3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:39
                  baba67 napisała:

                  > Moje dziecko ma tak ze przychodza do niego osoby naprawde zaprzyjaznione.
                  > Podejrzewam ze reakcja bylaby-OK, nie ma sprawy.


                  ale ja nie mówiłam o gościach Twego dziecka, tylko TWOICH smile np. przychodzi do Ciebie przyjaciólka, a Twoje dzieci na odchodne wręcza jej wór śmieci i prosi o wyrzucenie "przy okazji".

                  Babo, żeby jasnośc była - ja nie mam niczego przeciw kolezenskim/przyjacielskim przysługom. Sama takie wyświadczam w zakresie, w którym mogę (nie jest to jak się domyślasz noszenie mebli) smile i sama z takowych korzystam, także w zakresie zakupow w chorobie, sprzątania (!!!), czy nawet przygotowania posiłku.
                  Nikt nikomu za to nie płaci, ani nie oczekuje zapłaty.
                  Rzecz w tym, ze ja o te przysługi proszę MOICH znajomych, a nie np. znajomych mego partnera. I to nie dlatego, że uch nie znam dobrze (czesc znam) albo nie lubię. Tylko dlatego, że wuekszosc jego mnie znanych dostępnych tu na miejscu znajomych, to sa osoby, które bezpośrednio, albo pośrednio podlegają mu służbowo. I taka osoba mogłaby obawiać się odmówić nawet gdyby totalnie jej taka pomoc nie pasowała, a ja jako kobieta przełożonego działałabym z pozycji "siły". Z takiej pozycji działają rodzice nieletniego, czy b. młodej osoby w stosunku do ich znajomych - równolatków.
                  • baba67 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:44
                    Czekaj bo ja czegos nie zrozumialam.Dziecko znajomej wreczylo Ci wor?
                    Nie no kosmos jakis. Znajoma byla przy tym i nie zareagowala?Gdyby ona mi wreczyla nie zrobiloby to na mnie zadnego wrazenia. Dziecko po prostu jest zle wychowane i nie omieszkalabym tego jakos skomentowac moze nie od razu (boby mnie zatkalo) ale pozniej na pewno.
                    • kora3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 10:53
                      baba67 napisała:

                      > Czekaj bo ja czegos nie zrozumialam.Dziecko znajomej wreczylo Ci wor?

                      Nie, MATKA koleżanki.

                      Gdyby ona mi wrecz
                      > yla nie zrobiloby to na mnie zadnego wrazenia



                      No właśnie, gdyby kolezanka mnie poprosiła, bym przy okazji wyniosła śmieci wychodząc, to na mnie także nie zrobiłoby żadnego wrazenia Babosmile


                      . Dziecko po prostu jest zle wycho
                      > wane i nie omieszkalabym tego jakos skomentowac moze nie od razu (boby mnie za
                      > tkalo) ale pozniej na pewno.


                      Nie zrozumiałaśsmile Wór ze śmieciami wreczyla mi matka koleżanki po zakończonej u kolezanki (dodam nie jakiejś bliskiej mi) wizycie.
                      Dla mnie to dokładnie tak samo absurdalna sytuacja, jakby gosciowu matki moja kolezanka wręczyła ów wór.
                      Sama piszesz, ze "dziecko źle wychowane" i "zatkałoby Cię" - mnie też smile
                      Rzecz w tym, że owa matka TEŻ była źle wychowana. Bo ja byłam gościem jej córki, a nie jej. Jeśli ona ma ze swoim tym czy innym gościem taki układ, że może wręczyć na odchodne smieci (ja mam taki z paroma ludźmi) to ok, ale ze mną takiego układu nie miała.
                      Uznała, ze można tak zrobić, bo ...jestem gościem jej dziecka, wiec może mną dysponować. a to nieprawda.

                      Podobnie - jakaś Kasia, czy Małgosia może poprosić soją kumpelę, kumpla, chłopaka o pomoc w posprzątaniu swego pokoju, ale nie smie takiej pomocy "z urzędu" wymagać matka tejże.
                      Odwrotnie - matka Małgosi może poprosić swego znajomego o pomoc w rozwiązaniu zadania Małgosi, ale Małgosia nie smie tego wymagac.
                      • baba67 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 11:08
                        Ale czekaj, kiedy to bylo, kiedy bylas dorosla?
                        • kora3 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 11:25
                          baba67 napisała:

                          > Ale czekaj, kiedy to bylo, kiedy bylas dorosla?

                          Miałam 18 lat. a jakie to ma znaczenie? Jakbym miała 17 to można było by mnie, jako cudzego gościa wysyłać ze śmieciami?
                          • baba67 Re: Przeczytalam wszystko i jestem zniesmaczona 24.02.14, 11:41
                            Jest pewna roznica miedzy 12 latka a 17 latka. Czy to takie szokujace poprosic 12 letnia kolezanke corki o drobna przysluge?Maturzystke to juz nie bardzo wypada ale nadal zadne ajwaj.
                            • kora3 Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 12:51
                              MOJEJ matce nie przyszłoby do głowy takie coś, żeby gościa swego dziecka zatrudniać do wynoszenia smieci. I ja podzielam ten pogląd
                              • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 13:04
                                Ja nie wiem czy mojej by przyszlo-mamy zsyp na pietrze.
                                Uwazam jednak ze to nic szokujacego poprosic dziecko o drobna przysluge nie wymagajaca zadnych specjalnych nakladow pracy i nakladania drogi.
                                • kora3 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 13:14
                                  baba67 napisała:

                                  > Ja nie wiem czy mojej by przyszlo-mamy zsyp na pietrze.
                                  > Uwazam jednak ze to nic szokujacego poprosic dziecko o drobna przysluge nie wym
                                  > agajaca zadnych specjalnych nakladow pracy i nakladania drogi.


                                  Jeszcze raz - dziecko - gośc jest gościem Twego dziecka i Twoje dziecko mogłoby je poprosić o te przysługę. Ty - nie.
                                  Podobnie - Ty mogłabyś o te przysługę poprosić opuszczającą Twój dom koleżankę, a Twoje dziecko - nie.

                                  No, chyba, ze "uważasz jednak ze to nic szokujacego poprosic dorosłą osobę o drobna przysluge nie wymagajaca zadnych specjalnych nakladow pracy i nakladania drogi" będąc dzieckiem gospodarza smile
                                  • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 13:26
                                    A tego nie rozumiem. Moje dziecko mieszka w moim domu. Ja jestem gospodarzem, Dziecko prawo do roznych rzeczy oczywiscie bo jest to tez jego dom, ale jego kolezanka czy kolega korzysta z gosciny w moim domu.Korona z glowy mu nie spadnie jesli wykona drobna, niewymagajaca ani czasu ani wysilku przysluge.
                                    Kiedys bylam poproszona o potrzymanie z kolezanka kilku duzych powloczek bo matka kolezanki skladala je do magla i jakos moja godnosc osobista nie ucierpiala.
                                    Nie uwazam tego za zadna fope ze strony tej matki bylo bardzo zabawnie zreszta.
                                    Zadnego tytulu doi wyzszosci Twojej matki nad matka kolezanki nie widze.
                                    • kora3 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 13:54
                                      baba67 napisała:

                                      > A tego nie rozumiem. Moje dziecko mieszka w moim domu. Ja jestem gospodarzem, D
                                      > ziecko prawo do roznych rzeczy oczywiscie bo jest to tez jego dom, ale jego ko
                                      > lezanka czy kolega korzysta z gosciny w moim domu.Korona z glowy mu nie spadnie
                                      > jesli wykona drobna, niewymagajaca ani czasu ani wysilku przysluge.


                                      Korona z glowy nie spadnie także Twojej koleżance, która korzysta z gosciny w domu Twego dziecka (zakładając, ze mieszkacie z sobą stale, nie ze dziecko do Ciebie np. przyjechało) . Nic zatem złego, gdy poprosi ją np. o pomoc w odrobieniu lekcji, albo wyniesienie śmieci z jego pokoju, bo przecież i tak wychodzi, nie?

                                      > .
                                      > Nie uwazam tego za zadna fope ze strony tej matki bylo bardzo zabawnie zreszta.
                                      > Zadnego tytulu doi wyzszosci Twojej matki nad matka kolezanki nie widze.


                                      a ja widzę Babo. Bo nie idzie o to, czy twoja godnośc osobista ucierpiała.
                                      To jest po prostu bardzo niewychowawcze wobec SWOICH dzieci pokazywać im, że mniej ważnej osobie można okazywać mniej szacunku, wyreczac się nią.
                                      Nie ma znaczenia, czy to o co prosi matka, czy ojciec gościa swego dziecka sprawi mu kłopot, czy wymagać będzie wysiłku, czy też nie.
                                      Znaczenie ma to, że relacja pomiędzy proszącym, a proszonym jest taka, że proszony praktycznie nie może bezkolizyjnie odmowić.
                                      Jeśli prosiloby dziecko swojego gościa, to ta relacja jest inna.

                                      To jest tak, jakbym ja teraz zadzwoniła sobie do któregoś podwładnego mojego partnera i "zaproponowała" mu, żeby mnie zawiózł np. gdzieś, bo nie wiem, samochód mi wysiadł, a mam gdzieś jechać.
                                      Postawiłabym człowieka w sytuacji bez wyjścia: prosi go kobieta przełożonego. Mogę poprosić kogoś o te przysługę, ale kogoś kto nie jest zmuszony spełnić te prośbę.
                                      • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 14:08
                                        Tak? to proszac kogokolwiek o przysluge pokazuje dziecku ze mozna kogos traktowac lekcewazaco i nim sie wyreczac?
                                        Jesli poprosze kogos w autobusie o skasowanie biletu to znaczy ze te osobe lekcewaze bo sie nia wyreczam?
                                        Doprowadzilas swoje rozumowanie do jakiegos absurdu, przyznam ze nie jestem dobra w absurdach, moze z buba podyskutuj ja pas
                                        • kora3 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 14:26
                                          baba67 napisała:

                                          > Tak? to proszac kogokolwiek o przysluge pokazuje dziecku ze mozna kogos traktow
                                          > ac lekcewazaco i nim sie wyreczac?


                                          Nie Babo, nie przeinaczaj - nie kogokolwiek a kogoś kto w tej sytuacji praktycznie nie może odmówić, bo stoi w hierarchii nizejsad

                                          > Doprowadzilas swoje rozumowanie do jakiegos absurdu, przyznam ze nie jestem dob
                                          > ra w absurdach, moze z buba podyskutuj ja pas


                                          Babo, pasujesz, bo brak ci argumentów, dlatego wytaczasz wlasnie takie, ja z tym biletem sad

                                          Nadal uważam, ze nie wypada pokazywać swemu dziecku, że mozna osoby stojące niżej w hioerarchii traktować lekceważąc, a liczyć się należy tylko z tymi, od których jest się zależnym. Z tak wychowywanych ludzi wyrastają potem ci, którzy są podnóżkami szefów i katami podwładnych sad
                                    • madzioreck Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 22:12
                                      Moje dziecko mieszka w moim domu. Ja jestem gospodarzem, D
                                      > ziecko prawo do roznych rzeczy oczywiscie bo jest to tez jego dom, ale jego ko
                                      > lezanka czy kolega korzysta z gosciny w moim domu.Korona z glowy mu nie spadnie
                                      > jesli wykona drobna, niewymagajaca ani czasu ani wysilku przysluge.

                                      Chyba żartujesz.
                                      • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 22:46
                                        Nie, nie zartuje.
                                        Nie znosze tylko obecnych krolewiczow i krolewien skupionych na sobie i swoichn potrzebach wychowanych bezstresowo pepkow swiata. Dobrze wychowane dziecko czerpie radosc ze moze komus pomoc , bezstresowo wychowane dziumdziom to sie w malych glowkach nie miesci.
                                        j
                                        • droch Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 24.02.14, 23:28
                                          IMHO dotyczy to nie tylko dzieci...
                                        • kora3 Hmm Babo 25.02.14, 08:42
                                          A nie przejaskrawiasz czasem?

                                          Tak mi się przypomniało, nieco OT.
                                          Otóż moja mama ma taką krewną, która bardzo lubiła (może nadal lubi) smile pomagać innym, normalnie się rwała. Szczególnie jej znajome zawsze mogły na pomoc liczyć. Można powiedzieć, ze hmm na jej pomoc.smile

                                          No, bo ciotka zawsze niemal wszystko umiała załatwić: kran ci cieknie - nie ma sprawy - mój szwagier ci to naprawi, potrzeba ci mieć pyszne ciasto na imieniny - nie ma sprawy, moja kuzynka ci upiecze, chcesz jechać do odległego sklepu - nie ma sprawy córka kuzynki cię zawiezie, nie chce ci się przepisywac dokumentów na kompie - nie ma sprawy druga córka kuzynki ci przepisze.
                                          No normalnie tak uczynna kobita, że szok. Kolezanki nachwalić się jej nie mogły, że taka życzliwa i wszystko zawsze umie załatwić ...Ta, umie - cudzymi rekomasmile

                                          Zawsze tych, których, nie bójmy się napisac prawdy, wykorzystywała stawiała przed faktem dokonanym: ale ja już obiecałam Basi, że jej upieczesz to ciasto, ale ja już powiedziałam Krysi, że jej to naprawisz itd.

                                          Moich rodziców to wqrzało, ale nie chcieli ciotki stawiać w niezręcznej sytuacji, skoro już obiecała, powiedziała ...

                                          U tak sobie to kulało - ciotka wszystkim pomagała i chodziła w glorii smile
                                          A myśmy wyświadczali przysługi dla jej koleżanek, żeby nie swieciła oczami, bo skoro już obiecała...smile

                                          I przyszedł Babo czas, że "dziumdzia" położyła temu kres smile "Dziumdzia" już dorosła była wówczas i wybierała się właśnie na wyjazd nad morze, gdy ciocia jej zadzwoniła, że trzeba pomóc jej koleżance, bo wybiera sobie jakieś firany, czy zasłony do salonu i trza ją zawieźć.
                                          Mówię ciotce centralnie, ze nie mogę pomóc, bo właśnie wyjeżdżam na urlop. Nie przejęła się, oczywiście ze mogę - z jej znajomą zejdzie mi najwyżej 2 godziny, no góra 3, pociągiem nie jadę, wiec mi nie ucieknie, a swiat się nie zawali, jeśli wyjade sobie później...No tak ogólnie to nie, a mój plan jest inny!
                                          Ciotka jeszcze pare razy usiłowała mnie przekonać prośbą i groźbąsmile, ale widząc ze nic nie wskóra "zaproponowała", żeby w takim razie sprawę załatwiła moja siostra, która właśnie na drugi dzień miała pierwszą czesc egzaminów wstępnych na studia i robila sobie u mnie w domu powtórkę z wiedzy. Powiedziałam ciotce wprost: "Chyba ciocia zartuje? Przecież ciocia wie, że K ma jutro egzamin na studia" - nie, nie zartowała - cóz to wielkiego egzamin? Firanki do salonu jej znajomej ważniejsze. No u taka "dziumdzia" ze mnie Babo, że powiedziałam jej, iż nie ma mowy i nie interesuje mnie, ze ona już obiecała. Nie powinna obiecywać bez konsultacji z nami, a poza tym robiąc te przysługi swoim znajomym nadużywa naszej uprzejmości.
                                          Ciotka się obraziła, na tyle, że o moim strasznym zachowaniu poinformowała moich przebywających na wakacjach rodziców smile
                                          Wyrazili ubolewanie, że tak się wyrodziłam i taka ze mnie egoistka, alem dorosła, to co mogą zrobić smile
                                          A mnie mój sp. ojciec powiedział, ze wreszcie się to pomaganie znajomym ciotki skończy, bo wreszcie ktoś miał odwagę powiedzieć jej wprost w czem dieło. Jak widzisz taka "dziumdzia" się czasem przydaje smile
                                        • matylda1001 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 10:55
                                          baba67 napisała:

                                          >Dobrze wychowane dziecko czerpie radosc ze moze komus pomoc , bezstresowo wychowane dziumdziom to sie w malych glowkach nie miesci.<

                                          I ja czerpałam radość z faktu, że pomagam sąsiadce, gdy ta wysyłała mnie po zakupy smile Często sie zdarzało, że gdy mając jakieś 8-10 lat bawiłam się na podwórku, sąsiadka wręczała mi torbę z kilkoma butelkami, pieniądze i prosiła o kupienie piwa w pobliskim sklepie. Gdy mama sie o tym dowiedziała, okazało się, że jej to wcale nie cieszy. Zrobiła sąsiadce coś w rodzaju awantury. Sąsiadka była alkoholiczką. W moim domu alkoholu bez okazji nie pili i nikomu nie przyszłoby do głowy posyłać mnie po piwo do sklepu. Potem, gdy ja byłam już znacznie starsza, a sąsiadka zupełnie zramolała, często robiłam jej normalne zakupy, za wiedzą i aprobatą mamy. Tak więc nie chodzi o to, żeby cudzych dzieci nie prosić o pomoc, ale żeby nie dawać im zadań nieodpowiednich, niestosownych. W opisanej przez Autorkę sytuacji też miałabym żal do tej matki, która przydzieliła mojemu dziecku niebezpieczną pracę. Nie miałabym nic przeciwko temu, żeby moje dziecko uczestniczyło np. w rozkręcaniu mebli i znoszeniu po schodach małych elementów. Oczywiście w ramach pomocy a nie za pieniądze. Z kolei te śmiecie "Kory" to zupełne przegięcie. Tego się po prostu nie robi gościom.
                                          • kora3 10/10 nt. 25.02.14, 11:06

                                          • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 11:15
                                            No dokladnie-do glowy by mi nie przyszlo zeby matka kolezanki wyslala mnie po zakupy chyba ze wyslala kolezanke i sobie poszlysmy razem dumne i blade a moze nawet jej jakas siatke pomoglam niesc , pewnie tak.
                                            Ale tu hipotetyczne oburzenie ze dziewcze powiedzmy 12 letnie jest proszone o przewiezienie na dol smieci winda , nie wiem 3 kilo wazacych obrze zawiazanych , i zrozbienie 20 dodatkowych krokow po drodze do smietnika.
                                            Prawa dziecka, lekcewazenie ciezkie ajwaj dziala do komara.
                                            • kora3 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 11:26
                                              baba67 napisała:

                                              > Prawa dziecka, lekcewazenie ciezkie ajwaj dziala do komara.

                                              Nie o prawa dziecka tu idzie, tylko o prawa GOSCIA Babo.

                                              Rodzi się pytanie, do jakiego Twoim zdaniem wieku owego gościa można się nim wyręczać w takich nietrudnych sprawach? Wiemy już, ze 12-latkiem można wg Ciebie.
                                              • baba67 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 11:39
                                                Juz bez przesady z tymi goscmi-dzieciaki wpadajace do siebie po szkole nie sa jakies wizyty, to sa dzieciaki wpadajace do siebie po szkole. Slowo gosc jest tu mocno umowne. Wychowalam sie w malym miasteczku w swiecie prawie bez TV, nie wyobrazam sobie lepszej szkoly zycia spolecznego.W domach gdzie bylo sporo rodzenstwa dzieci po szkole bylo zawsze sporo, tylko jedynacy nieliczni "podejmowali" gosci nikt do nich zreszta nie chodzil bo to zadne frajda chyba ze na imieniny.
                                                Zadnemu z rodzicow natykajacych sie na ruchliwe gromadki do glowy chyba by przyszlo slowo "gosc". Co zinnego w szkole sredniej to byl prog, wszystko bardziej formalnie choc prosby o drobna pomoc sie zdarzaly.
                                                • kora3 No wiesz Babo 25.02.14, 11:51
                                                  ja się wychowałam w wielkim miescie, ale to bez znaczenia, bo do pewnego wieku i tak "swiat" zawezał się na co dzień do kolegów i koleżanek z klasy i podwórka na swoim osiedlu - normalne.

                                                  Co do tego, że dzieci tak bardzo lubiły bawić się z tymi i u tych, co mieli kupę rodzeństwa, to jakoś nie mam przekonaniasmile Szczególnie, gdy było to młodsze rodzeństwosmile

                                                  Tak czy owak - w moim domu zasady były takie, że gościa należy podejmować w ładzie (wiec jeśli chciałam, żeby do mnie kolezanka wpadła po szkole, to miałam mieć czysto w swoim pokoju), proponuje mu się coś do picia, jedzenia co lubi, stara się, by dobrze się w moim domu czuł.
                                                  "Zaprzęganie" gościa do sprzątania, opieki nad moją młodszą siostrą, czy wynoszenia smieci nie wchodziło zatem w grę. Gośc przychodził do mnie i ja miałam, się nim zajmować.
                                                  • baba67 Re: No wiesz Babo 25.02.14, 12:31
                                                    To bylo rozne rodzenstwo-didziusie byly bardzo w cenie. Niekiedy rebiata chwile dzidziusia pilnowala wraz z kolezanka . Bywalo ze i bywala poproszona o przyniesienie pieluchy z koszyka( omygod). Twoje wywody o prawach goscia to jakis matriks dla mnie nic nie poradze.
                                                  • kora3 Wiesz co ... 25.02.14, 12:47
                                                    a dla mnie matriksem jest opowieśc o tym, że starsze rodzeństwo uwielbia zajmować się młodszym ....hehe
                                            • matylda1001 Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 11:59
                                              baba67 napisała:

                                              >Ale tu hipotetyczne oburzenie ze dziewcze powiedzmy 12 letnie jest proszone o przewiezienie na dol smieci winda , nie wiem 3 kilo wazacych obrze zawiazanych, i zrozbienie 20 dodatkowych krokow po drodze do smietnika.<

                                              Tu nie chodzi o fatygę czy ciężar ale o niestosowność takiej prośby, ogólnie. Czy chodzi o dziecko, młodzież czy osobę dorosłą, to już wszystko jedno - nie wypada, i koniec! Twój kolega, brat, szwagier dałby radę workowi pięć razy cięższemu, a czy poprosiłabyś go o wyniesienie? wątpię smile Po prostu swoje śmiecie każdy powinien wyrzucać sam. Jestem pewna, że gdyby matka koleżanki poprosiła Korę o wrzucenie listu do skrzynki, obok której będzie przechodziła w drodze do domu, to Kora spełniłaby prośbę bez problemu. Nawet by już o tym fakcie nie pamiętała.
                                              • kora3 Racja Mati 25.02.14, 12:13
                                                Mnie się nie spodobało także to, że pani SWOJEJ corki smieciami nie fatygowałasmile Gdyby powiedziała "Kasiu, odprowadź Korcię, przy okazji wyrzucisz smieci", to pewnie bym zadeklarowała, że ja te smieci mogę przecież sama, bo i tak idę smile I pewnie tego bym już nie pamiętała smile (choć mam naprawdę dobrą pamięc).
                                                Mnie uderzało to, że pani mama koleżanki uznała, że ja mam wręcz obowiązek wyrzucić smieci wychodząc, bo pewnie taki obowiązek miała jej corka. I jej się uroiło, ze ze tak powiem przenosi się on na gości córki smile

                                                Co do samych smieci - urwiesz mi głowe, ale u mnie dość często kiedyś wynosił kolegasmile Teraz rzadziej, bo smietnik jest zamykany na kluczyksmile A kluczyk mam jeden, wiec gdyby mi zabrał ...
                                                Tyko, ze z nim jestem w takiej relacji, że sam sobie u nas kolację zrobi, sam sobie ręcznik weźmie z komody, a smieci sam proponuje, ze wyrzuci "po drodze", a nie wrecza mu je np. mój partner, bo jemu się nie chce iśc ze smieciami ...
                                        • madzioreck Re: Babo, kazdy jest jakos wychowany z domu 25.02.14, 17:22
                                          Dobrze wychowane dziecko cz
                                          > erpie radosc ze moze komus pomoc , bezstresowo wychowane dziumdziom to sie w m
                                          > alych glowkach nie miesci.

                                          Mylisz pomoc z wysługiwaniem się kimś, komu w dodatku niezręcznie jest odmówić. Bo się nie chce ruszyć pupy samemu wynieść śmieci. Co to za podejście, że nie można niczego odmówić, bo jest się "bezstresowo wychowaną dziumdzią". Może to wciskacz worka jest dziumdzią, co tylko patrzy, kim się wyręczyć uncertain
                                          Dobrze wychowany dorosły nie wciska wora ze śmieciami nikomu poza domownikami, niezależnie od tego, co o tym myślisz, jest to buractwo, a nie żadna "pomoc".
      • kornel-1 Jestem zniesmaczony wypowiedzią Kory 24.02.14, 10:30
        Kora jest znana z tego, że nie chce wchodzić w niewygodne dla niej interakcje społeczne. Tam gdzie cierpi jej interes głośno protestuje. Pół biedy, gdyby się do tego ograniczała. Ale Kora chce zrobić ze swoich ocen tych sytuacji reguły savoir-vivre.

        Ludzie sobie pomagają. Czasem za pomoc nic niedostaną. Altruiści nie cierpią.
        Ludzie rozmawiają ze sobą. Czasem narażają się na krytykę. Niezakompleksieni nie cierpią.

        Nie znamy szczegółów opisywanej historii. Meblościanka (stara i ciężka, LOL) została zniesiona z 4 piętra. I co dalej z nią się stało? Czy przed budynkiem czekał wóz z tragarzami, którym nie zapłacono? Czy meblościanka trafiła do piwnicy/na śmietnik? Czy gospodarze planowali samodzielne zniesienie mebla a syn wątkodawczyni - przypadkowo im pomógł?

        Kornel
        • baba67 Re: Jestem zniesmaczony wypowiedzią Kory 24.02.14, 10:35
          Mam dokladnie takie same odczucia- byl to pomogl.A juz z tym ciezarem to bez przesady mebloscianki dziela sie na czesci z ktorych zadna nie wazy wiecej niz 30 kg.
          To ciezar porzadnie napakowanego plecaka. Fakt mniej wygodny ale niesiony przez 2 osoby.Nie yoo mowy o wersalce czy tapczanie bo do tego to i ja zatrudnilam tragarzy majac dwojch roslych chlopow w domu.
          • kora3 Babo nadal nie rozumiesz 24.02.14, 11:20
            pomijając realne niebezpieczeństwo w takiej sytuacji (wiem, bo mój kuzyn omal nie został kaleką - nie,. nikt go nie zmuszał, był dorosły, sam chciał pomóc sąsiadom).
            Mnie chodzi o to, że rodzice dzieci nie mają zadnego prawa dysponować goścmi swoich dzieci. Tak samo, jak te dzieci nie mają prawa dysponować goścmi rodziców.

            Wielce się zadziwiłaś, że poczułam się urazona, kiedy matka koleżanki na odchodne wręczyła mi wór ze smieciami do wyniesienia. A potem zrozumiawszy, ze to dziecko znajomej mi go wręczyło uznałaś, że to skandal smile
            Dlaczego? Jeśli matka kolezacki mogła wreczyc wór JJE gosciowu, to co sto na przeszkodzie, by dziecko wręczyło wór koleżance matki?smile

            No właśnie to, że o taką przysługę można poprosić (będąc z nim w takich układach ) SWOJEGO gościa, a nie CUDZEGO.
            Gdyby kolezanka mnie poprosiła o wyniesienie owych smieci - ok, nie ma sprawy. Bo nie idzie o smieci, tylko o dysponowanie kimś z pozycji osoby wyższej w hierarchii
            • znana.jako.ggigus zawsze wszędzie coś się może stać 24.02.14, 11:30
              krojąc chleb na śniadanie, możesz sobie wbić w brzuch. Krojąc u kogoś z grzeczności krojąc dla kogoś. możesz się polać wrzątkiem przy gotowaniu herbaty dla siebie i kogoś itepe, itede.
              To wynagrodzenie było raczej symboliczne.
              Ja nie wiem, czy mając 17 lat, zdawałam mojej mamie dokładnie relację z tego, co się działo, co u kogo robiłam. Tyle że poszłam do pracy w wieku lat 15 -latem - i byłam bardziej zahartowana.
              • kora3 Ta, a jak ktos ma pecha 24.02.14, 12:56
                to mu w drewnianym kościele cegłówka na głowę spadnie, nie?smile

                Tak, wrzątkiem się można poparzyć - i np. ja bym 10-letniego dziecka, szczególnie cudzego nie zapędzała do gotowania dla mnie.
                Nożem się można okaleczyć i owszem, ja bym dziecka, zwłaszcza cudzego nie zapędzała do krojenia np. warzyw dla mnie.
                • aqua48 Re: Ta, a jak ktos ma pecha 24.02.14, 14:40
                  kora3 napisała:

                  > Nożem się można okaleczyć i owszem, ja bym dziecka, zwłaszcza cudzego nie zapęd
                  > zała do krojenia np. warzyw dla mnie.

                  Ja znam osoby, które z podobnego powodu (odpowiedzialność w razie wypadku) odmawiają podwiezienia autem kolegów własnego dziecka.

                  • kora3 Re: Ta, a jak ktos ma pecha 24.02.14, 14:57
                    Wiesz, w przypadku dziecka "fotelikowego" tez bym odmówiła poza jakąś ekstremalną sytuacją. Nie mam ochoty płacić mandatu za to, a także ponosić odpowiedzialności moralnej i materialnej za ewentualne kalectwo dziecka w sytuacji wypadku.

                    Podobnie, jak pisałam w innym watku - odmówiłabym opieki nad niemowlakiem, bo nie mam stosownego doświadczenia i zwyczajnie bałabym się opiekować takim dzieckiem (nie mówię o 0,5 godz. gdyby sasiadka załóżmy chciała iśc do sklepu i prosiła mnie o taką przysługę, a ja byłabym w domu - choć w tej sytuacji wołałabym iśc sąsiadce po zakupytongue_out), a nie mam oporów zająć się 2 dni dwójka dzieci mojej koleżanki (5 i 8 l.)
                    • nchyb Re: Ta, a jak ktos ma pecha 25.02.14, 10:17
                      z tego co wyczytałam i zrozumiałam z wypowiedzi Aqua (Aquy?) -nie chodziło o dzieci fotelikowe, ani niemowlęta smile
                      • kora3 Re: Ta, a jak ktos ma pecha 25.02.14, 10:21
                        Chyba nie sprecyzowała o jakie - ja podałam konkretną sytuację - nie mam fotelika w aucie, nie chcę płacić mandatu, ani narazać dziecka na skutki ewentualnego wypadku.
                        • nchyb Re: Ta, a jak ktos ma pecha 25.02.14, 10:27
                          Koledzy moich synów, których trzeba (można) było podwieźć (bez obecności opiekujących się nimi rodziców) z reguły byli już w okresie popieluchowym, a także przedszkolnym, więc dla mnie tak to wynikało, ale oczywiście możliwe, ze Twoje dzieci już w żłobku prosiły o podrzucanie ich znajomych do domu, więc oczywiście masz rację, tych żłobkowiczów bez fotelika to ja też bym nie zabierała do auta smile
                          • kora3 ????? 25.02.14, 10:44
                            moje dzieci nie istniejąsmile, ale o ile wiem, to nakaz przewożenia dzieci w fotelikach obowiązuje dla dzieci znacznie starszych niż oseski. O ile dobrze pamiętam kiedyś ten nakaz obowiązywał bezwględnie do 12 rż dziecka. Potem wprowadzono coś takiego, że można było nie stosować fotelika dla dziecka młodszego o ile osiągnęło pewien pułap wzrostu - niestety nie pamiętam jaki to pułap. smile

                            Nie jest zatem tak, jak piszesz....
                            • nchyb Re: ????? 25.02.14, 10:50
                              >
                              > Nie jest zatem tak, jak piszesz....
                              jest tak jak piszę - dzieci zobowiązanych do przewozu w foteliku - bez fotelika nie przewożę. Ale są tacy co nie przewiozą tych niefoteikowych - na wszelki wypadek.
                              A normy to 36kg/150cm
                              mój starszy syn z wagowej normy wyszedł dopiero w liceum...
                              • kora3 Re: ????? 25.02.14, 10:58
                                nchyb napisała:

                                > jest tak jak piszę - dzieci zobowiązanych do przewozu w foteliku - bez fotelika
                                > nie przewożę. Ale są tacy co nie przewiozą tych niefoteikowych - na wszelki wy
                                > padek.
                                > A normy to 36kg/150cm
                                > mój starszy syn z wagowej normy wyszedł dopiero w liceum...


                                Nchyb - sugerowałas, że w fotelikach wozi się tylko b. małe dzieci, oseski "złobkowe"smile i nawet ze jakies moje dzieci (ki diabeł, ze ja o nich nie wiem) w niemowlęcym wieku prosiły o podrzucenie ich kolegów ze złobkasmile

                                Skoro zatem wiesz, ze dzieci znacznie starsze i mogące poprosić o powózkę swoich kolegów także muszą podrózowac w fotelikach, to po kija takie głupoty wypisywać?

                                Być może sa tacy, co z zasady żadnych cudzych dzieci nie chcą podwozić. Nie wykluczam. Nie wykluczam też, ze owa zasada wziąć się u nich mogła z przykrego doświadczenia z jakimś rodzicem, którego dziecko podwieźli a on im dymu narobił.

                                Moja kolezanka miała kiedyś nieprzyjemności, bo jej córeczka mająca urodziny wszystkie dzieci w klasie (pierwszej podstawówki) poczęstowała czekoladkami. Było to na lekcji, w obecności nauczyciela. Jedna z matek narobiła jej potem dymu, ze jej córka córce tamtej dala słodycze, a ona z zasady zabrania małej jesc słodyczy...
                                • nchyb Re: ????? 25.02.14, 11:11
                                  z reguły w fotelikach wozi się dzieci, których rodzice nie powinni zostawiać bez opieki, a skoro są przy nich/przekazują tę opiekę, to dbają, by były właściwie przewożone lub powierzają opiekę osobom, o których wiedzą (lub w to wierzą), że o właściwy przewóz zadbają...
                                  wyjątki teoretycznie potwierdzają regułę...

                                  co do tego dziecka od czekoladek, za kilka lat tamta córeczka już mamie o czekoladce nie powie smile
                                  • kora3 Re: ????? 25.02.14, 11:17
                                    nchyb napisała:
                                    >
                                    > co do tego dziecka od czekoladek, za kilka lat tamta córeczka już mamie o czeko
                                    > ladce nie powie smile


                                    I bardzo źle. Dziecko wiedziało, że matka nie życzy sobie, by jadło słodycze, a mimo to wzięło czekoladkę i powiedziało o tym matce. Prawdopodobnie dlatego, że jednocześnie z zakazem jedzenia słodyczy wpajano mu, ze jeśli ktoś ma urodziny, częstuje czymś, nie należy odmawiać.
                                    Błąd popełniła matka - nie życząc sobie, by dziecko jadło słodycze powinna była o tym uprzedzić wychowawczynię dziecka.
                                    • nchyb Re: ????? 25.02.14, 11:27
                                      źle, czy nie, za to wygodnie w życiu

                                      znam wiele dzieci, których rodzice zabraniają np. fastfoodów i są przekonani, ze ich dzieci wiedzą że nie powinny i same z nich rezygnują

                                      z reguły są to dzieci, które na wycieczkach klasowych/wyjazdach/zielonych szkołach itp - pierwsze pędzą do fastfoodu i pożerają ilości które dzieciom bez zakazów nie przyszłyby d głowy...
              • kol.3 Re: zawsze wszędzie coś się może stać 24.02.14, 15:03
                Mam niejasne podejrzenia, że w przypadku wykonywania czynności "pro domo niekoniecznie sua" to w razie urazu/wypadku może być krucho z wypłatą odszkodowania przez firmą ubezpieczeniową.
              • margonik Re: zawsze wszędzie coś się może stać 24.02.14, 16:46
                > krojąc chleb na śniadanie, możesz sobie wbić w brzuch. Krojąc u kogoś z grzeczn
                > ości krojąc dla kogoś. możesz się polać wrzątkiem przy gotowaniu herbaty dla siebie
                > i kogoś itepe, itede.

                Tylko, że jest znacznie mniejsze prawdopodobieństwo, że polejesz się wrzątkiem, niż że osoba niewytrenowana i niezbyt muskularna zrobi sobie krzywdę przy noszeniu ciężarów. Przeżyłam kilka przeprowadzek w życiu, noszenie pralki, gruzu itp. i bardzo często ktoś odchorowywał potem takie akcje. Jeśli kończy się to na bólu ramion przez kilka dni, to pół biedy, ale w rodzinie miałam też przypadek trwałego uszkodzenia kręgosłupa, który zakończył się operacją. Dlatego ja sama w swojej rodzinie unikam takich sytuacji. Owszem, poproszę czasami kogoś z rodziny, czy przyjaciół o pomoc, ale są to dobrze zbudowani faceci, a nie 16-17 letni szczypior. A jeśli się tylko da, to zatrudniam tragarzy do dźwigania, bo zdecydowanie wolę wydać 50zł niż ryzykować, że ktoś z moich bliskich będzie miał potem problemy. Dlatego mi się nie mieści w głowie zatrudnienie do takich prac kolegi mojego dziecka.
                Tak, jak napisała autorka, małe biurko - OK, ale nie szafa! Tym bardziej, że chodzi o znoszenie tego po schodach, gdzie trzeba się wykręcać na półpiętrach etc. a nie po płaskim.

                Ja nie mam nic przeciwko pomaganiu innym, ale uważam, że jeśli prosi się o taką pomoc młodego chłopaka, który wiadomo, że w takiej sytuacji nie odmówi (bo przecież też nie chce wyjść na leszcza i szczypiora), to jest to nadużycie.

                Fakt, że pewnie lepiej to zostawić w spokoju, aby dodatkowo nie zaszkodzić chłopakowi, ale uważam, że ci rodzice naprawdę przekroczyli normy!

                • kornel-1 Chwała! 24.02.14, 16:55
                  margonik napisała:

                  > Tak, jak napisała autorka, małe biurko - OK, ale nie szafa! Tym bardziej, że ch
                  > odzi o znoszenie tego po schodach, gdzie trzeba się wykręcać na półpiętrach etc
                  > . a nie po płaskim.


                  Z drugiej strony - chłopak dokonał Wielkiego Czynu! Nie tylko wyświadczył Kiepsko Opłaconą Przysługę Bliźniemu, ale stoczył Zwycięski Bój z Własnymi Słabościami.

                  Chciałbym w tym miejscu zmienić front i wyrazić słowa uznania dla Czcigodnej Matki naszego Bohatera, która potrafiła wychować Syna na Prawdziwego Mężczyznę.

                  Howgh!

                  Kornel
                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: Chwała! 24.02.14, 23:11
                    kornel-1 napisał:
                    Chciałbym w tym miejscu zmienić front i wyrazić słowa uznania dla Czcigodnej Matki naszego Bohatera, która potrafiła wychować Syna na Prawdziwego Mężczyznę.

                    Pytanie tylko, czy to aby na pewno matka wychowala czy raczej udzial w harcerstwie
                    nauczyl jak byc pomocnym w potrzebie..
                    bo oto matka wlasnie halasliwe tu prostestuje przeciwko "wykorzystywaniu jej synka"
                    i kaze tragarza zatrudnic zamiast ...

                    Minnie
                    • kora3 Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 09:24
                      jak to ujęłaś protestuje, bo pomoc w noszeniu tych mebli zwyczajnie przekraczała siły jej syna?
                      Musiało tak być, skoro chłopak o tym w ogóle mówi. Przypuszczam, że gdyby kolega poprosił go o pomoc np. w zakupach to nawet nie wspomniałby o tym fakcie.
                      • nchyb Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 09:48
                        > jak to ujęłaś protestuje, bo pomoc w noszeniu tych mebli zwyczajnie przekraczał
                        > a siły jej syna?
                        > Musiało tak być, skoro chłopak o tym w ogóle mówi.
                        a mi przyszło do głowy, że ona protestuje bo ktoś jej kiciusia zamęcza.
                        A chłopak mógł przyjść i powiedzieć o dużym zmęczeniu, ale wcale nie z żalem i prośbą o interwencję.
                        W sumie nie wiemy, czy mama skargę syna właściwie odebrała.
                        Moje dzieciątka niejeden raz wracały skądś super zmęczone, na pysk padające, ale na propozycję rzucenia danego super męczącego zadania/zajęcia odpowiadały ze zdziwieniem - mamo, no co ty...

                        a my naprawdę z opisu mamy nie wywnioskujemy, czy on z dumą opowiadał o męczącym zajęciu do którego sam się złosił, czy zwijał się na matczynym łonie z prośbą o ratunek przed krwiożerczymi harpiami, rodzicami kolegi którzy tak wykorzystali jego nastoletnią ufność, że przez sen teraz krzyczy - zabierzcie tę meblościankę ode mnie wink

                        jako dziewczę nastoletnie (młodsze niż to chucherko z wątku), wątłe i rachityczne - kilka razy w roku z podobną mi koleżanką przestawiałyśmy meble w naszych pokojach, część z nich była solidna dębowa i duża, dużo cięższa niż przeciętna meblościanka i sporo wyższa. Pot się lał z nas strumieniami, we dwie padałyśmy ze zmęczenia, ale jedna drugiej pomagała i już po kilku miesiącach brałyśmy się za to od nowa. Opowiadałyśmy o tym wszem i wobec, dumne, ze dałyśmy radę...
                        • annthonka Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 09:54
                          Ja odnoszę wrażenie, że autorka wątku nieco przesadnie trzęsie się nad synem.
                          Fajnie, że chłopak jest w harcerstwie, przynajmniej nie wyrośnie na maminsynka - egoistę.
                        • annthonka Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 09:56
                          nchyb napisała:


                          > W sumie nie wiemy, czy mama skargę syna właściwie odebrała.

                          W którymś z postów autorka pisze, że syn się nie skarżył, powiedział jej o tym mimochodem w rozmowie i był zdziwiony o co ona się wścieka.
                          • nchyb Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:01
                            aha, znalazłam, no to syn normalny, tylko mama się martwi o swojego malutkiego misia-pysia...

                            na miejscu syna, gdyby mama zadzwoniła do tych znajomych - obraziłabym się na nią śmiertelnie za robienie obciachu...
                            • babka_z_miesnego Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:15
                              Dawno się tak nie ubawiłam.Dziękuję wszystkim za cudowne poprawienie humoru i dogłębną analizę psychologiczną moją,mojego syna,naszych relacji itp.Freud by się nie powstydził.To było naprawdę wspaniałe.Udam się na terapię która pomoże mi odstawić syna od cyca,którym to osłaniam go przed czyhającą na niego swarzędzką meblościanką.Opracuję również szczegółowy cennik z podziałem na prace, w razie gdyby ktoś nieopatrznie poprosił mojego misiowatego mamisynka o pomoc.Postanowiłam nawet pod wpływem tego wątku, przestać odprowadzać go do szkoły i pozwoliłam wychodzić po 20-tej.Jesteście niezawodni!smile Tym,którzy jednak podzielają moje obawy przed noszeniem przez małoletnich ciężarów z wysokości również bardzo dziękujęwink
                              • nchyb Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:18
                                a może zamiast tak sie śmiać - zachęcisz syna do ćwiczeń siłowych? nie zaszkodzi mu...
                                • babka_z_miesnego Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:23
                                  Absolutnie wykluczone! Nie sądzisz chyba,że dopuszczę aby moje ukochane dziecko nabawiło się hernia lumbalis!
                                  • annthonka Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:31
                                    Odpowiednio wykonywane ćwiczenia nie prowadzą do powstawania żadnej przepukliny smile
                                    • babka_z_miesnego Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:47
                                      Serio?A nieumiejętne dźwiganie ciężarów z wysokości też nie?
                                • kora3 Wiesz co Nchyb 25.02.14, 10:26
                                  nchyb napisała:

                                  > a może zamiast tak sie śmiać - zachęcisz syna do ćwiczeń siłowych? nie zaszkodz
                                  > i mu...


                                  przepraszam, ale pobrzmiewasz teraz już b. złośliwie. 17-latek 17-latkowi nierówny. Ja to wiem najlepiej, bo w sredniej szkole w klasie miałam samych kolegów i miała okazję ze tak powiem obserwować ich tzw. hehe rozwój.
                                  Ale mniejsza z tym.

                                  Nie widzę naprawdę w tym, że matce nieletniego nie spodobało się, iż znajomi poprosili go o wykonanie pracy, która raz mogła być niebezpieczna, dwa - mogła przekraczać jego siły.
                                  Nie wspomnę o tej "dysze", bo to już całkiem zenada ...

                                  Co innego pomóc sąsiadce zanieść ciężkie zakupy, a co innego dźwigac meble.
                                  • babka_z_miesnego Re: Wiesz co Nchyb 25.02.14, 10:37
                                    Moja droga koro,ależ to nieważne co mnie się podoba lub nie.Ważne jest to,że jako matka DOROSŁEGO 17 latka,śmiałam bezczelnie wkroczyć w jego życie i zaopiniować coś z czym się nie zgadzam.I na tej podstawie przez stado nieumiejących czytać ze zrozumieniem znawców SV,zostałam okrzyknięta trzęsącą się kwoką,okaleczającą DOROSŁEGO syna i ograniczającą jego życie,za które to przeciez sam odpowiada.I sam w razie wypadku ponosi wszelkie konsekwencje.
                                    • nchyb Re: Wiesz co Nchyb 25.02.14, 10:53
                                      nie - po prostu przesadzasz, tak jak ja trochę przesadziłam w ocenie Ciebie
                                      i tyle...
                                    • baba67 Re: Wiesz co Nchyb 25.02.14, 11:41
                                      Co do kwoki-pelna zgoda.
                                  • nchyb Re: Wiesz co Nchyb 25.02.14, 10:47
                                    Nie Koro, to nie było złośliwe
                                    Wiem, że dzieci są różne, mam przykład w domu i u kolegów synów...

                                    Natomiast co do matki - mam wrażenie, ze niepotrzebnie robi aferę, sama siebie napędzając - jakaż to krzywda mogła spotkać jej syna i jak to je wykorzystano.

                                    Z jej wypowiedzi wynika, że syn tak tego nie odbiera, a to on wie jak było.
                                    I być może przesadzam w ocenie jej stosunku do syna, ale naprawdę sądzę, że nic złego się nie stało, syn już niedługo pełnoletni (tacy i młodsi chłopcy potrafią doskonale sobie dać radę jak muszą - przykładów sprzed lat przytaczać nie będę) pomógł rodzinie przyjaciela - czy poprosili o to rodzice, czy kolega, czy sam się zgłosił - to w sumie bez większego znaczenia. O ile jak to ktoś wspomniał - tragarze obok nie czekali, lub nie zostali odprawieni - to pewnie kolega sam z rodzicami by zniósł.
                                    A tu kolega pomógł, zmęczył się, o czym wspomniał mamie (moze chciał w ten sposób uniknąć jakiś prac domowych, a może chciał się pochwalić), ale z dalszej wypowiedzi wynika, ze nie czuł się wykorzystany. Więc o co ten lament?O odczucia mamy, nie syna...

                        • kora3 Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:15
                          nchyb napisała:

                          > A chłopak mógł przyjść i powiedzieć o dużym zmęczeniu, ale wcale nie z żalem i
                          > prośbą o interwencję.


                          Ale matka nie zainterweniowałasmile O ile sobie przypominam, to nas pytała, czy powinnasmile
                          Moim zdaniem, co napisałam poniekąd - nie.

                          >
                          > a my naprawdę z opisu mamy nie wywnioskujemy, czy on z dumą opowiadał o męczący
                          > m zajęciu do którego sam się złosił


                          wiemy, ze sam się nie zgłosiłsmile


                          , czy zwijał się na matczynym łonie z prośbą
                          > o ratunek przed krwiożerczymi harpiami, rodzicami kolegi którzy tak wykorzysta
                          > li jego nastoletnią ufność, że przez sen teraz krzyczy - zabierzcie tę meblości
                          > ankę ode mnie wink


                          Ale po co zaraz tak wykpiwać. Jak dla mnie to normalne, ze rodzice rozmawiają z dziećmi, szczególnie w sytuacji, gdy owo dziecko wróciło z wyjazdu.
                          >
                          > jako dziewczę nastoletnie (młodsze niż to chucherko z wątku), wątłe i rachitycz
                          > ne - kilka razy w roku z podobną mi koleżanką przestawiałyśmy meble w naszych p
                          > okojach, część z nich była solidna dębowa i duża, dużo cięższa niż przeciętna m
                          > eblościanka i sporo wyższa. Pot się lał z nas strumieniami, we dwie padałyśmy z
                          > e zmęczenia, ale jedna drugiej pomagała i już po kilku miesiącach brałyśmy się
                          > za to od nowa. Opowiadałyśmy o tym wszem i wobec, dumne, ze dałyśmy radę...


                          Ale pomagałaś koleżance, a ona Tobie, a nie rodzicom, którzy ciebie/ja o to prosili.
                          • nchyb Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:22

                            > wiemy, ze sam się nie zgłosiłsmile

                            nie wiemy - pamiętamy sami jak mieliśmy kilkanaście lat i opowiadaliśmy coś rodzicom, a potem okazywało sie, ze oni zrozumieli to całkiem inaczej niż my chcieliśmy to przedstawić smile
                            ale wiemy (od samej autorki), ze jednak syn był zdziwiony matczynym zrozumieniem tematu, więc jednak chyba się na temat nie do końca dogadali...

                            > Ale pomagałaś koleżance, a ona Tobie, a nie rodzicom, którzy ciebie/ja o to pro
                            > sili.
                            a on pomógł koledze, który inaczej pewnie sam z rodzicami by zaiwaniał po tych schodach, gdyby przyjaciel nie zgodził się pomóc...
                            bo raczej wątpię, by koledzy przy herbatce siedzieli i nagle do pokoju wpadli rodzice krzycząc: Krzysiu, jak to dobrze że do Michasia wpadłeś. Ty Michasiu siedź i na gościa czekaj, a ciebie Krzysiu prosimy o pomoc...
                            • kora3 Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:30
                              nchyb napisała:
                              >
                              > nie wiemy - pamiętamy sami jak mieliśmy kilkanaście lat i opowiadaliśmy coś rod
                              > zicom, a potem okazywało sie, ze oni zrozumieli to całkiem inaczej niż my chcie
                              > liśmy to przedstawić smile


                              może moi rodzice sa jacyś szczególnie inteligentnismile, ale jeśli mówiłam im, że ktoś mnie o coś poprosił to tak rozumieli smile

                              > ale wiemy (od samej autorki), ze jednak syn był zdziwiony matczynym zrozumienie
                              > m tematu, więc jednak chyba się na temat nie do końca dogadali...


                              Chłopak był zdziwiony pewnie dlatego właśnie, ze w domu i w harcerstwie wpajano mu, że innym należy pomagać, a tu matka się o to, ze pomagał - złości. Zapomniano mu wpoić najwyraźniej, że ma prawo odmówić, jeśli pomoc przerasta jego siły.

                              > a on pomógł koledze, który inaczej pewnie sam z rodzicami by zaiwaniał po tych
                              > schodach, gdyby przyjaciel nie zgodził się pomóc...
                              > bo raczej wątpię, by koledzy przy herbatce siedzieli i nagle do pokoju wpadli r
                              > odzice krzycząc: Krzysiu, jak to dobrze że do Michasia wpadłeś. Ty Michasiu sie
                              > dź i na gościa czekaj, a ciebie Krzysiu prosimy o pomoc...


                              No pewnie - nie, ale i tak rodzice kolegi nie powinni go prosić o pomoc. Mógł go poprosić kolega, a najlepiej byłoby, żeby poczekał, az syn watkodawczyni sam się z pomocą zadeklaruje
                              • nchyb Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 10:55
                                > ano mu wpoić najwyraźniej, że ma prawo odmówić, jeśli pomoc przerasta jego siły
                                a przerastało?
                                bo z tego wątku tak nie wynika, zmęczenie nie jest oznaką tego...
                                • kora3 Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 11:02
                                  nchyb napisała:

                                  > a przerastało?
                                  > bo z tego wątku tak nie wynika, zmęczenie nie jest oznaką tego...


                                  nie wiemy czy przerastało. Chodzi o to by umiał odmawiać, nawet "wyższym" w hierarchii gdy przerasta.
                                  Nie wiem, jak teraz, ale kiedyś co do prac, które mogły być wykonywane przez młodocianych były dość restrykcyjne normy, także w kwestii ciężarów, jakie mogli przenosić. Zatem ktoś wpadł już na to, że ze ogólnie do pewnego wieku więcej niż iles tam nie powinno się dźwigaćsmile_
                                  • nchyb Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 11:13

                                    > nie wiemy czy przerastało. Chodzi o to by umiał odmawiać, nawet "wyższym" w hie
                                    > rarchii gdy przerasta.

                                    nie wiemy, czy nie umie odmawiać, może uznał, ze go nie przerasta smile

                      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Damo, a przyszło ci do głowy, ze 25.02.14, 12:13
                        kora3 napisała:
                        jak to ujęłaś protestuje, bo pomoc w noszeniu tych mebli zwyczajnie przekraczała siły jej syna?
                        Musiało tak być, skoro chłopak o tym w ogóle mówi. Przypuszczam, że gdyby kolega poprosił go o pomoc np. w zakupach to nawet nie wspomniałby o tym fakcie.


                        Watpie, ze przekraczala, jakby przekraczala to by nie zniosl.
                        A ze sie nameczyl, to normalne - kazdy przeciez sie nameczyl przy znoszeniu ciezkiej
                        swarzedzkiej (?)mebloscianki (?).
                        i kolega, i jego ojciec, i kot tam jeszcze byl.

                        zauwaz co sam syn powiedzial o zdenerwowaniu matki na znoszenie przez niego szafy:
                        .Nie skarżył mi się i nie był rozżalony,poinformował mnie o fakcie,że nosił ciężką, swarzędzką meblościankę z 4 piętra mimochodem. Był zdziwiony faktem,że mnie to wkurzyło

                        a matka najbardziej sie wkurzyla nie tym ze syn sie zmeczyl, zauwaz, tylko ze
                        zostal wykorzystany.

                        oto co napisala na poczatku:

                        Nie chodzi mi o 10 zł,które dostał,tylko o fakt,że został wykorzystany przez ludzi,którzy nie chcieli płacić tragarzowi,a on, w swej naiwności nawet tego nie zauważył.Jeśli tego nie rozumiesz,cóż...nie każdy jest bystry.

                        Osobiście uważam, że nie powinni mu byli płacić... jeśli chcieli go nagrodzić, jak to napisał ktoś wcześniej, powinni byli załatwić to inaczej... pizza, kino, ale nie pieniądze.

                        protestuje bo przekraczalo jego sily? a skad, wykorzystana sie czuje za syna big_grin

                        Minnie
            • baba67 Re: Babo nadal nie rozumiesz 24.02.14, 11:33
              Nie widze wielkiego niebezpieczenstwa.Te kawalki regalow nie sa takie ciezkie.
              Co do matki kolezanki ponawiam pytanie-ile mialas lat?
              Jesli bylas dzieckiem lub nastolatka to czy Ty przypadkiem nie przesadzasz?
              Jesli bylas dorosla zachowanie dziwne i nie na miejscu ale naprawde obrazac sie nie ka o co.
              • kora3 Babo odpowiedziałam juz na to pytanie 24.02.14, 13:09
                więc wiesz ile miałam lat smile

                I raczej nie dojdziemy do wspólnego mianownikasmile
                Dla mnie gośc - dziecko, to także GOSC.
                Nie wypada gościa cudzego ile lat nie miałby wysyłać ze smieciami, czy po zakupy np.
                Swojego o ile ma się z nim taką relację - owszem smile

                To tak, jakbyś ty podejmowała w domu na babskiej kawce kolezanke, a Twój maz na odchodne wręczył jej te smieci. TY mogłabyś, o ile jesteś z nią w takiej relacji. Podobnie - u Twego męza na mezcyku jest kolega, wychodzi i TY mu wręczasz wór smieci - robisz tak?
                • claratrueba koro, ja się z Tobą zgadzam, ale.. 24.02.14, 15:34
                  Co do syt., która spotkała Ciebie- pełna zgoda. Nie wyobrażam sobie traktować gościa bez szacunku należnego gościowi bo jest młody. I dlatego, że gość to gość i dlatego, że za maniery młodych ludzi to MY starsi jesteśmy odpowiedzialni. Nie żadna instytucja, i nie "inni"- a MY- WSZYSCY DOROŚLI.
                  Ale jednocześnie doświadczyliśmy jako rodzina bardzo wiele pomocy ze strony nastolatków- kolegów syna. W bardzo podobnych sytuacjach. Kiedy młodzi ludzie DOBRZE WIEDZIELI, że jesteśmy zajęci ciężką fizyczna pracą (raczej hobby, żeby całkiem nie zamienić się w ofermy) a jednak zdecydowali się przybyć i pomagać. Zapłaty nie dostali, bo nie przyjęli, dostali gościnę (różne formy) i coś, czego niektóre mamusie nie rozumieją- ci ludzie zawsze na naszą pomoc liczyć mogą a dwóm-trzem pomocy dostarczyliśmy, co oczywiste było, po prostu.
                  Nie uważam 17 latka za dziecko, które nie jest zdolne do pomocy dorosłym.
                  Co więcej, postawa nastoletnich- nieraz młodszych znacznie osób- utwierdza mnie w przekonaniu, że młodzi ludzie lubią pomagać. Bo oni chcą się czuć partnerami dla dorosłych, imponuje im to- czyż nie tak i z nami było? To postawa matek chronienia młodego człowieka, niezauważania różnicy między 10 a 17 latkiem powoduje problemy. Te między dorosłymi czyli jakieś pretensje, że mi dziecko wykorzystali to pół biedy. Te dla owego "dziecka", któremu już się dawno wąs sypnął i sierść na klatce piersiowej są znacznie gorsze.
                  • kora3 Miła Claro ja też się z Tobą zgadzam, ale :) 25.02.14, 09:20
                    nie ma wrażenia, że wątkodwaczyni jest nadopiekuńcza wobec syna.
                    Po prostu nie spodobało się jej, że znajomi "zatrudnili" go "w gościach" do ciężkiej pracy, najprawdopodobniej ponad jego siły.

                    Wspomniałaś o chęci "partnerowania" dorosłym ze strony b. młodych ludzi. No właśnie...Dorosły facet mający np. problemy z kręgosłupem nie miałby oporów powiedzieć :"Sorry, ale nie pomogę wam tego nieśc, bo mam problem z kręgosłupem", a nastolatek, nawet jeśli nie ma siły, nie przyzna się do tego, szczególnie, że o pomoc zwracają się starsi w hierarchii.
                    Naprawdę Claro nie o to chodzi, że nie można skorzystać z pomocy znajomych swoich dzieci. Można! Moja mama z racji tego, ze tato był często poza domem na długo nierzadko de facto z takiej pomocy korzystała ze strony moich kolegów. Tylko o te pomoc do nich zwracałam się ja i UMAWIAŁAM z nimi na konkretny termin "usługi", a nie stawiałam przed faktem dokonanym w sytuacji, kiedy proszonemu nie wypada odmówić.
    • znana.jako.ggigus jeśli 17latek sam jedzie pociągiem i dla autorki 24.02.14, 11:36
      postu to czyn heroiczny. to uważam, że jednak jest nadopiekuńcza.
      Jeżli jest tak delikatnej budowy, jak pisze, to by go raczej znajomi nie brali na tragarza.
      Statystycznie takie dziecko ma za sobą w wielu przypadkach inicjację seksualną, wypaliło parę papierosąw i wypiło trochę alkoholu. I zrobiło parę innych rzeczy.
      Statystycznie.
      • nchyb Re: jeśli 17latek sam jedzie pociągiem i dla auto 25.02.14, 10:07
        > jeśli 17latek sam jedzie pociągiem i dla auto
        > postu to czyn heroiczny. to uważam, że jednak jest nadopiekuńcza.

        smile

        > Jeżli jest tak delikatnej budowy, jak pisze, to by go raczej znajomi nie brali
        > na tragarza.
        tak tylko wspomnę, ze mój starszy syn, sporo wyższy od młodszego o 6 lat brata i sporo lżejszy, (podejrzewano mnie o jego głodzenie) był i jest silny jak tur więc już jako 10-12latek nosił za mnie ciężkie siaty ze sklepu, sama budowa o sile nie świadczy i chłop postury Schwarzeneggera może mieć mniej pary w sobie (albo takiego słabeusza przy prośbie o pomoc udawać)... smile
    • yoma Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 16:15
      > Mój dzieciak jest delikatnej budowy,chudy jak szczypiorek i mówił,że bardzo się namęczył.

      Pierwsze koty za płoty. Następnym razem mniej się namęczy, bo po meblościance będzie miał lepszą kondycję. Kobieto, ty masz za zadanie bojowe wychować mężczyznę, nie zwiędłą leluję!
      • nchyb Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 25.02.14, 09:36
        > ędzie miał lepszą kondycję. Kobieto, ty masz za zadanie bojowe wychować mężczyz
        > nę, nie zwiędłą leluję!

        przy 17-latku to już za wiele nie powychowywuje. O ile chłopak sam się w garść nie weźmie, to na mamę raczej bym w tym przypadku już nie liczyła...
    • makinetka82 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 16:33
      a tak przy okazji, całkiem " z bani " pytanie... czy osobom krytykującym "zapędzenie gościa do pracy" nigdy, przenigdy nie zdarzyło wypowiedzieć takich karygodnych słów " O , czesć Marian, z nieba nam spadłeś... Józek właśnie szafę przestawia i za cholerę nie możemy jej we dwoje do ściany dosunąć.. ".Założywszy, że faktycznie gości ABSOLUTNIE nie można prosić o przysługi podczas ich pobytu... sami ocencie.. czy byłoby to aż tak wielką zbrodnią?
      • margonik Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 16:50
        > " O , cześć Marian, z nieba nam spadłeś... Józek właśnie szafę przestawia i za cholerę nie możemy jej we dwoje do ściany dosunąć.. ".

        A na koniec "dzięki! masz tu 2 zł".

        • makinetka82 Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 16:58
          Nie. Bez dwóch, pięciu, czy dziesięciu złotych. Odnośnie zapłaty za przysługę już się wypowiedziałam wcześniej, uważam że akurat tego rodzice przyjaciela nie powinni byli robić.
          Pytałam konkretnie...
          > > " O , cześć Marian, z nieba nam spadłeś... Józek właśnie szafę przestawia
          > i za cholerę nie możemy jej we dwoje do ściany dosunąć.. ".
          >

          Czy to byłoby taką wielką gafą?
          • margonik Re: Jestem wściekła-czy słusznie? 24.02.14, 20:28
            Nie, nie uważam, że ogólnie jest gafą poproszenie gościa o pomoc.
            Są sytuacje, kiedy można poprosić, a są takie w których nie wypada.
            Możesz poprosić kumpla o pomoc w przestawieniu szafy, ale raczej nie poprosisz ciotki o pomoc w myciu podłogi. Księdza po kolędzie, czy lekarza na wizycie tez nie poprosisz, żeby Ci szafę przestawił.
            W sytuacji o której pisze Kora, gdy proszacego z gościem łącza zależności hierarchiczne (jak jej męża i jego podwładnych), tez nie o wszystko juz wypada poprosić.
            Z tymi śmieciami nikomu ręce nie odpadły, ale rzeczywiście jakoś cieżko sobie wyobrazić, by córka poprosiła o coś takiego koleżankę matki. Podejrzewam, ze byłaby z tego awantura na całego i nie byłoby tłumaczenia, co komu to szkodzi.... Ale moze działa tu zasada "co wolno wojewodzie...".



            • kora3 No wlasnie Margonik 25.02.14, 08:52
              margonik napisała:
              > Z tymi śmieciami nikomu ręce nie odpadły, ale rzeczywiście jakoś cieżko sobie w
              > yobrazić, by córka poprosiła o coś takiego koleżankę matki. Podejrzewam, ze był
              > aby z tego awantura na całego i nie byłoby tłumaczenia, co komu to szkodzi....
              > Ale moze działa tu zasada "co wolno wojewodzie...".


              Ta zasada tu nie działa, ale niektórym się zdaje, ze działa.
      • kora3 No ja jestem z tych krytykujących 25.02.14, 08:50
        Nie, nie zdarzyło mi się zapędzać gości do pracy w domu, a już w szczególności CUDZYCH gości.
        Natomiast nie raz i nie dwa zdarzało mi się prosić znajomych o różne przysługi, także w zakresie domowym smile
        • nchyb Re: No ja jestem z tych krytykujących 25.02.14, 09:34
          > Nie, nie zdarzyło mi się zapędzać gości do pracy w domu, a już w szczególności
          > CUDZYCH gości.

          z opwieści nie wynika, czy to rodzice przyjaciela do pracy nahajem zapędzili, czy też kolega poprosił o pomoc, czy też rzeczony nastolatek sam się do pomocy zgłosił...
          Żadna z tych możliwości nie wyklucza późniejszego zmęczenia smile
          • kora3 Wynika Nchyb :) 25.02.14, 09:40
            nchyb napisała
            >
            > z opwieści nie wynika, czy to rodzice przyjaciela do pracy nahajem zapędzili, c
            > zy też kolega poprosił o pomoc, czy też rzeczony nastolatek sam się do pomocy z
            > głosił...
            > Żadna z tych możliwości nie wyklucza późniejszego zmęczenia smile


            W poscie założycielskim jest wyraźnie napisane, ze to rodzice przyjaciele poprosili chłopaka o pomoc w znoszeniu mebli.
            W każdym razie ja to widzę w tym poście smile
            • nchyb Re: Wynika Nchyb :) 25.02.14, 09:54
              Matki chłopca przy tym nie było, koleś kolesiowi mówi - pomożesz - rodzice dopowiadają prosimy - nie znasz takich sytuacji - a potem mama szczypiorka dopowiada sobie, ze jej syna siłą do meblościanki przyspawali...
              Ja tam widzę mamę, która pewnie sama kilogramy ze sklepu taszczy, by jej maleństwo się nie zmęczyło...
              • kora3 Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 10:10
                co było napisane w poście założycielskimsmile A tam jest , ze rodzice kolegi poprosili.
                Nikt z nas przy tym nie był, matka chłopaka też nie, ale taka jest specyfika forów, że na ogół przedstawiana jest sytuacja z jednej strony, której to sytuacji nie sposób zweryfikowaćsmile

                Można oczywiście dywagować, jak było, ale nie można twierdzić, ze nie ma informacji nt. tego, kto poprosiłsmile, bo ona jest.

                Co do relacji tej matki z synem - nie wiem, ja uważam, ze nie ma podstaw, by wnioskować tak, jak Ty. Uwazam, ze takie wnioskowanie opiera się na stereotypie - jeśli matka syna zaprotestuje - to znaczy, ze on jest maminsynkiem, a matka we wszystkim go wyręcza.
                Teraz sobie wyobraź, że pisze matka dziewczyny, która w adekwatnej sytuacji odwiedziła koleżankę i rodzice tejze poprosili ją o pomoc w przygotowaniu np. obiadu na 20 osób, które akurat podejmująsmile i dziewczę obierało pół dnia ziemniaki, albo o pomoc w myciu okien, zmywaniu podłóg itd. Dziewczę wraca do domu i opowiada to matce zaznaczając, że ją te prace zmęczyły. też uważałabyś, że z tą matką i córką cos jest nie tak?

                • nchyb Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 10:30
                  a ja się oparłam na innej wypowiedzi autorki (wskazanej przez Anthonkę), z której wynikało, ze jednak nie całkiem się mama z synem zrozumieli...
                  • kol.3 Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 11:49
                    Tym, że mama z synem jak piszesz nie całkiem się zrozumieli wynika stąd, że matka jako dorosła osoba ma większą niż siedemnastolatek wiedzę na temat negatywnych następstw podźwignięcia się - uszkodzenie kręgosłupa, uszkodzenie wzroku, przepuklina. Może to skutkować trwałym kalectwem. Pierwszy przykład z brzegu - moja 20++ letnia koleżanka, kobieta krzepka, po dźwignięciu czegoś ciężkiego przez pewien czas gorzej widziała. Stwierdzono odwarstwianie się siatkówki, po jej przyklejeniu okazało się, że skutkuje to ograniczeniami zawodowymi i nie tylko (np. niemożność otrzymania prawa jazdy). Pomijając aspekt sv, narażanie cudzego dziecka uważam za karygodną lekkomyślność i brak wyobraźni.
                    • kol.3 Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 11:54
                      popr. To
                    • nchyb Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 12:12
                      > ja 20++ letnia koleżanka, kobieta krzepka, po dźwignięciu czegoś ciężkiego prze
                      > z pewien czas gorzej widziała

                      moja znajoma szła chodnikiem, potknęła się (droga równa), źle stanęła, zerwała jakieś więzadła, ma problemy z poruszniem się na tej nodze, ale nie twierdzi, że chodzenie po ulicy jest niebezpieczne, ot miała pecha, podobnie jak Twoja koleżanka...

                      inna znajoma siadała na fotelu w pacy, fotel ergonomiczny, w pełni sprawny, przystosowany do długotrwałego siedzenia (nie tanie coś z marketu), siadła przypadkiem krzywo, spadła, pękła jej kość ogonowa. Ból odczuwa do dziś.
                      Nie twierdzi, ze siadanie na fotelu jest niebezpieczne, wypadek był pechem...
                      • kora3 Sorry, ale to czysta sofistyka 25.02.14, 12:30
                        dość często w takich dyskusjach stosowana: są wypadki drogowe, wiec zrezygnujmy z samochodów, sa wypadki na ulicy, wiec nie wychodźmy z domu ...o taka pseudo argumentacja.

                        Pewnych rzeczy nie da się przewidzieć i uniknąć, pewne się przewidywać i unikać ich - da. I o tym mówimy.
                        • nchyb Re: Sorry, ale to czysta sofistyka 25.02.14, 13:15
                          > dość często w takich dyskusjach stosowana: są wypadki drogowe, wiec zrezygnujmy
                          > z samochodów, sa wypadki na ulicy, wiec nie wychodźmy z domu ...o taka pseudo
                          > argumentacja.
                          no widzisz, a ja argumentuję inaczej - mimo że są wypadki drogowe, nie rezygnujmy z samochodów, mimo że są wypadki na ulicy, nie siedźmy w domu...

                          • kol.3 Re: Sorry, ale to czysta sofistyka 25.02.14, 21:34
                            Ale to jest demagogia.
                            • nchyb Re: Sorry, ale to czysta sofistyka 26.02.14, 08:12
                              jest czy nie - to nic to w sprawie wątku głównego nie zmienia smile
                • annthonka Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 10:36
                  Koro, ale autorka sama pisze, że syn się nie skarżył tylko napomknął mimochodem w rozmowie. I był zdziwiony, o co matka się wściekła.

                  Następnym razem po prostu będzie mądrzejszy i nic nie powie, żeby mu troskliwa mamusia obciachu nie zrobiła.

                  • kora3 Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 10:48
                    annthonka napisała:

                    > Koro, ale autorka sama pisze, że syn się nie skarżył tylko napomknął mimochodem
                    > w rozmowie. I był zdziwiony, o co matka się wściekła.


                    Wiem Anthonko, jednakowoż moim zdaniem syn się dziwi złosci matki, bo właśnie w domu i w harcerstwie wpajano mu, że pomagać należy. Wiec skoro tak, to nie rozumie o co matka się wścieka. A Matka wścieka się nie o to, ze pomagał, tylko o to, że owa pomoc przekraczała jego siły i potraktowano go jeszcze jak tanią siłę roboczą wręczając "dychacza".

                    Jak na gościa, którego nic to wszystko nie obeszło całkiem sporo szczegółów podał mamie, nie?
                    >
                    > Następnym razem po prostu będzie mądrzejszy i nic nie powie, żeby mu troskliwa
                    > mamusia obciachu nie zrobiła.

                    >
                    Następnym razem może zmilczy do matki, ale także mam nadzieję będzie bardziej asertywny.
                    • babka_z_miesnego Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 10:56
                      Dzięki koro za to,że zakumałaś,że nie chodzi o to,że pomógł,nie chodzi o 10 zł,nie o to,że jest niedojdą i mamisynkiem,nie o to,że jego matka to trzęsąca się kwoka,nie o to,czy zapisze się na siłownie czy nie,czy zapłacił druhowi za nocleg czy nie,czy to harcerstwo go wychowało czy rodzina.Bo do takich kretyńskich rozmiarów urósł ten wątek.
                      Jak dobrze,że mam świetnie wyrobiony dystans do siebie,bo inaczej kierunek tego wątku mógłby mnie nawet dotknąć,a tak jeno rozbawił.
                      • nchyb Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 10:59

                        > Dzięki koro za to,że zakumałaś,że nie chodzi o to,że pomógł,nie chodzi o 10 zł,
                        > nie o to,że jest niedojdą i mamisynkiem,nie o to,że jego matka to trzęsąca się
                        > kwoka,nie o to,czy zapisze się na siłownie czy nie,czy zapłacił druhowi za nocl
                        > eg czy nie,czy to harcerstwo go wychowało czy rodzina

                        no to możesz nam niekumatym wyjaśnić O CO CHODZI?
                        i czy zrezygnowali z tych tragarzy, czy sami chceili nosić?
                        • kora3 Sądze, ze chodzi o to, co ładnie 25.02.14, 11:07
                          w swoim poście nazwała Matylda - o proszenie o pomoc w pracach dla nieletniego nieodpowiednich, czy niestosownych.
                          • nchyb Re: Sądze, ze chodzi o to, co ładnie 25.02.14, 11:30
                            ale jak wspomniałam niżej - dla mnie akurat to nie jest ani niestosowne, ani nieodpowiednie dla prawie 17-letniego zdrowego chłopca...
                            • kora3 Re: Sądze, ze chodzi o to, co ładnie 25.02.14, 11:38
                              fajnie tylko nie ty jesteś jego matką, a babka z mięsnegosmile
                              pani sąsiadce Matyldy pewnie także nie wydawało się nieodpowiednie, ani niestosowne posyłać 10-latke po piwo, tym bardziej, że wówczas posyłanie dzieci po takie rzeczy do sklepu było powszechne. A matce Matyldy wydawało się to właśnie niestosowne ...
                              • nchyb Re: Sądze, ze chodzi o to, co ładnie 25.02.14, 11:43
                                ale to matka pytała jak zareagować, a my przedstawiamy swoje opinie nie tylko na temat reakcji przy założeniu słusznej oceny zdarzenia przez matkę, ale także w przypadku gdy uważamy, ze nie ma ona racji w ocenie stosowności bądź niestosowności tej prośby o pomoc...
                        • babka_z_miesnego Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 11:09
                          Przeczytaj to co napisała matylda.O to chodzi. Ja pier...myślenie nie boli.
                          • nchyb Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 11:16
                            no nie boli, nie boli, Twojego syna nie bolało, a Ciebie jak widać dalej boli...
                            To jednak nie chodzi o niezrozumienie, ale inne rozumienie, inne podejście do sytuacji i problemu...
                          • annthonka Re: Słuchaj, ja się oparłam na tym 25.02.14, 11:37
                            babka_z_miesnego napisała:

                            > Ja pier...myślenie nie boli.

                            Jak na osobę z dystansem do siebie, którą ten wątek rozbawił niemalże do łez, to coś strasznie nerwowa jesteś...
                      • kora3 No tych co nadal nie rozumieją 25.02.14, 11:05
                        w czem dieło odsyłam do postu Matyldysmile Fajnie napisane o tym, jak Matylda pomagała pani sąsiadce w zakupach, a jej mamy wcale to nie ucieszyło. smile
                        • nchyb Re: No tych co nadal nie rozumieją 25.02.14, 11:20
                          > w czem dieło odsyłam do postu Matyldysmile

                          porównanie posyłania dziecka po alkohol do pomocy koledze w zniesieniu mebli uważam jednak za nieporozumienie...
                          albo inne zrozumienie tematu smile
                          • kora3 Widzisz w okresie o jakim pisze Matylda 25.02.14, 11:34
                            posyłanie dziecka do sklepu po alkohol/papierosy nie było niczym dziwnymsmile
                            Teraz się to w głowie nie mieści, ale tak było. Nierzadko posyłali swoje dzieci rodzice po ww. artykuły, dodam, ze rodzice wcale nie będący alkoholikami. Po prostu wówczas ze tak powiem inne normy były powszechniejsze niż terazsmile
                            Sasiadka Matyldy pewnie zwyczajnie nie wudziała nic zlego w poproszeniu corki sąsiadki o taką przysługę, wszak ludzie posyłali wówczas gremialnie SWOJE dzieci po takie zakupy. No właśnie SWOJE! Rodzice Matyldy mieli swiete prawo nie życzyć sobie, by ich córka kupowała sąsiadce alkohol, chociaż wówczas nie było to wcale niczym dziwnym...
                            • nchyb Re: Widzisz w okresie o jakim pisze Matylda 25.02.14, 11:38

                              > posyłanie dziecka do sklepu po alkohol/papierosy nie było niczym dziwnymsmile
                              w zależności od środowiska
                              w mojej rodzinie dużo wcześniej było to nie do pomyślenia...
                              • kora3 Napisałam OGÓLNIE 25.02.14, 11:42
                                nchyb napisała:
                                > w zależności od środowiska
                                > w mojej rodzinie dużo wcześniej było to nie do pomyślenia...


                                ze w tamtym okresie nie było to niczym dziwnym, sprzedawca bez mrugniecia oka ów alkohol dziecku sprzedał, szczególnie, gdy było mu znane. Teraz najpewniej odmówiłby, a może i zawiadomił policję, ze dziecko jest wysyłane po takie zakupy.

                                A napisałam to wszystko, żeby Ci uświadomić, że pani sasiadka Matyldy pewnie uważała, że nie robi niczego złego posyłając 10-letnią córkę sąsiadów po piwo. Nie uważała tego za niewłaściwe, bo kupa ludzi posyłała także swoje dzieci po takie rzeczy wówczas.
                                • nchyb Re: Napisałam OGÓLNIE 25.02.14, 11:44
                                  a kupa nie posyłała...

                                  podobnie jak teraz kupa luda uważa, ze zdrowy, nie kaleki 17-latek może pomóc i krzywda mu się z tego powodu nie stanie, podobnie jak synowi autorki się nie stała...
                                  • kol.3 Re: Napisałam OGÓLNIE 25.02.14, 11:53
                                    Tego to jeszcze nie wiemy, bo może to wyjść po paru tygodniach lub miesiącach.
                                    • nchyb Re: Napisałam OGÓLNIE 25.02.14, 11:56
                                      lub po wielu latach (o ile to będzie od tego)...
                                      a równie dobrze moze nie wyjść, jak zdecydowanej większości nie wychodzi...
                                      • kora3 Re: Napisałam OGÓLNIE 25.02.14, 12:18
                                        nchyb napisała:

                                        > a równie dobrze moze nie wyjść, jak zdecydowanej większości nie wychodzi...
                                        wychodzi Nchyb sad
                                        pogadaj z ortopedami, to ci powiedzą, że bardzo wiele zwyrodnień kręgosłupa bierze się właśnie z nieprawidłowego noszenia ciężkich rzeczy. I nie tylko meblościanek, ale np. ciężkich toreb na ramię, waliz, czy nawet zakupów.

                                        Tragarze właśnie dlatego do znoszenia ciężkich u dużych elementów używają pasów, że sa nie tylko bezpieczniejsze w razie jakiejś "kolizji", ale niesiony na nich ciężar inaczej się rozkłada
                                        • nchyb Re: Napisałam OGÓLNIE 25.02.14, 12:34
                                          a wspominają przy okazji, ze większość z nich z siedzącego trybu życia wynika?
                                          znajomy ortopeda mówił mi nie raz, ze wiele zwyrodnień jest wynikiem zbyt małej aktywności fizycznej, długotrwałego siedzenia i jeżdżenia gdzie się da, zamiast pójścia tam na pieszo.
                                          Tylko pacjenci najczęściej sami przed sobą się do tego nie przyznają i potrafią sobie przypomnieć, ze przed laty coś tam dźwignęli i te bóle to na pewno od tego, a nie od siedzenia 16godzi na pupie... Takie podpasowywanie pod tezę uniewinniającą nas od lenistwa...
                                          • kora3 Re: Napisałam OGÓLNIE 25.02.14, 12:45
                                            nchyb napisała:

                                            > a wspominają przy okazji, ze większość z nich z siedzącego trybu życia wynika?


                                            owszem - wspomniałam i ja o tym w którymś poscie na tematsmile


                                            > Tylko pacjenci najczęściej sami przed sobą się do tego nie przyznają i potrafią
                                            > sobie przypomnieć, ze przed laty coś tam dźwignęli i te bóle to na pewno od te
                                            > go, a nie od siedzenia 16godzi na pupie... Takie podpasowywanie pod tezę uniewi
                                            > nniającą nas od lenistwa...


                                            Wiesz, z tego co mi od wspomnianych lekarzy wiadomo, dość łatwo odróżnić schorzenie wywołane niewłaściwa postawa podczas siedzenia np. przy kompie od powstałego wskutek nieprawidłowego dźwigania. ale oni mogą się rzecz jasna mylic smile

                                            Widzisz, w profesji mojego partnera każdy wcześniej czy później ma zwyrodniałą bardziej, albo mnie pewną czesc kręgosłupa. Wynika to z tego, ze czy chcesz, czy nie robiąc to, co masz robić MUSISZ siedziećsmile Trudno te grupę zawodową podejrzewać o brak ruchu, bo ten jest wręcz wymagany, niemniej jak wspomniałam, nie unikniesz tego siedzenia i to po latach wykonywania tej pracy widać po kręgosłupie, u jednych oczywiście bardziej, i innych - mniej
                                          • kol.3 Re: Napisałam OGÓLNIE 25.02.14, 21:36
                                            I znowu demagogia.
                                            • nchyb Re: Napisałam OGÓLNIE 26.02.14, 08:14
                                              tylko przez kogo stosowana? sądzisz że ortopeda w celach leczniczych zasuwa ją swoim leniwym pacjentom?... wink
                                        • ach_dama_byc_z_kanady Re: Napisałam OGÓLNIE 25.02.14, 12:39
                                          kora3 napisała:
                                          Tragarze właśnie dlatego do znoszenia ciężkich u dużych elementów używają pasów, że sa nie tylko bezpieczniejsze w razie jakiejś "kolizji", ale niesiony na nich ciężar inaczej się rozkłada

                                          Koro, masz racje, ale wez moze nie przesadzaj smile

                                          Minnie
                                          • kora3 Damo, to wyjaśnij mi może 25.02.14, 12:49
                                            dlaczego osoby zawodowo zajmujące się dźwiganiem, wspomniani tragarze, na ogół osoby silne i sprawne fizycznie używają czegoś takiego, jak pasy, skoro przecież mogą normalnie sobie bez nich ciężary nosić? Waryjaty?
                                            • ach_dama_byc_z_kanady Re: Damo, to wyjaśnij mi może 25.02.14, 12:59
                                              kora3 napisała:
                                              dlaczego osoby zawodowo zajmujące się dźwiganiem, wspomniani tragarze, na ogół osoby silne i sprawne fizycznie używają czegoś takiego, jak pasy, skoro przecież mogą normalnie sobie bez nich ciężary nosić? Waryjaty?

                                              Bo to jest ich zawod. nie mowie ze gdy sie czegos nie robi zawodowo
                                              to nie jest wskazane stosowac pasy do dzwigania - tez jest dobrze, owszem,
                                              no ale nie ma porowania gdy sie przypadkowo dzwignie cos ciezkiego kilka razy w zyciu
                                              a jak sie to robi dluzej zawodowo.

                                              jesli przestrzega sie zasad bhp przy dzwiganiu czyli dzwigasz nogami, nie kregoslupem
                                              to przy przypadkowym dzwiganiu powinno byc OK.

                                              to tak jakby proponowac komus kto ma zamiar przekopac sobie maly przydomowy ogrodek
                                              zamiast porzadna lopate - zakupic spychacz gasienicowy...

                                              Minnie
                                              • kora3 Nie zrozumiałas 25.02.14, 13:17
                                                pytałam po co te pasy silnym dorosłym chłopom, skoro dźwiganie jest takie bezpieczne nawet dla 17-latka ...
                                                • nchyb Re: Nie zrozumiałas 25.02.14, 13:38
                                                  dostrzegasz może różnicę w stałym, długotrwałym dźwiganiu, a sporadycznym dźwignięciu czegoś? jak dostrzeżesz, to będziesz wiedzieć po co te pasy smile
                                                  • kora3 Re: Nie zrozumiałas 25.02.14, 13:47
                                                    nchyb napisała:

                                                    > dostrzegasz może różnicę w stałym, długotrwałym dźwiganiu, a sporadycznym dźwig
                                                    > nięciu czegoś?


                                                    Owszem, a dostrzegasz różnicę miedzy dorosłym, silnym, wprawionym w dźwiganiu facetem mającym wiedzę, jak to najmniej niebezpiecznie i najzdrowiej robic, a przypadkowym 17-latkiem o niezbyt krzepkiej budowie?
                                                  • nchyb Re: Nie zrozumiałas 25.02.14, 13:51
                                                    a wiesz kto zazwyczaj zostaje tragarzem? to wbrew temu co mam wrażenie że chcesz przekazać - nie jest dobrze płatne zadanie dla silnych i jednocześnie myślących, którzy przewidzą każdy ruch i ustawienie ciała, więc prawdopodobieństwo wypadku często (nie zawsze) jest zbliżone.
                                                    A opłaconych tragarzy bywa zwykle znacznie mniej niż w rodzinie niezawodowych znosicieli, więc ta siła jednak inaczej się rozkłąda, trzy słabsze istotki amatorki potrafią sobie często równie dobrze poradzić co jeden płatny silny chłop ...

                                                    co do krzepkości - często ci słabsi, ale myślący lepiej to zrobią niż silne bezmózgi... wink
                                                  • kora3 Wiesz 25.02.14, 13:58
                                                    jako, ze zdarzyło mi się kilka razy w życiu przeprowadzać bardzo gruntowniesmile z doświadczenia wiem, że liczba wynajmowanych tragarzy zależy od tego ile masz do przeniesienia i także z którego/na które piętro, czy jest winda, czy jej nie ma.
                                                    Przyznam się, że nie spotkałam się, by tych tragarzy było za mało.
                                                    Przyznam tez, że miałam okazje z nimi porozmawiać przy okazji uch pracy dla mnie i nie odniosłam wrazenie, że sa to osoby upośledzone umysłowo. Nie zauważyłam też, by w tym zawodzie pracowali szczególnie watli faceci smile

                                                    Sprwa jednakowoż dla mnie jest prosta - chce ktoś zaoszczędzić na tragarzach, uważa, ze poradzi sobie sam/z sąsiadem/szwagrem/zoną - jego sprawa. Osoby nieletniej, nad którą władzę rodzicielską ma kto inny nie smie do takich czynności zatrudniać, ani nawet zapraszać
                                                  • nchyb Re: Wiesz 25.02.14, 14:08
                                                    a ja przyznam, ze z moich obserwacji osiedlowo-blokowo-kamienicowych wynika, że zazwyczaj do zniesienia jednej starej meblościanki na osiedlach ludzie nie wynajmują tragarzy, tylko w większości własnymi siłami tego dokonują...
                                                    i nie ma to nic wspólnego z chęcią oszczędności

                                                    > też, by w tym zawodzie pracowali szczególnie watli faceci smile
                                                    może mało zamawiasz dostaw do domu/pracy, ja widuję różnych (czysto zawodowo codziennie w pracy mam wiele dostaw - w tym dużo naprawdę ciężkich), od tych postury Arniego, do aż do chudszych od mojego syna - a o to naprawdę trudno smile

                                                    co do władzy rodzicielskiej - dziecko więcej niż 13-letnie jest uznawane w PL za zdolne do samodzielnego podejmowania pewnych decyzji. I taki właśnie młodzian (puszczony samopas przez matkę pociągiem 300km) został przecież przez nią uznany za zdolne do podejmowania samodzielnych decyzji. I dziecię uznało się za zdolnego do tejże - właśnie do pomocy...
                                  • kora3 Wiesz trochę manipulujesz Nchyb 25.02.14, 12:03
                                    pisząc "ze zdrowy (..) 17-latek może pomóc" - nawet kaleki pomóc może! Wszystko rozbija się o rodzaj pomocy!
                                    Znow powołam się na Matyldę - pisze ona, ze nie miałaby nic przeciwko, gdyby jej syn miał pomagać np. rozkręcać meble i znosił małe elementy. A mama Matyldy najpewniej nie miałaby nic przeciwko, gdyby sasiadka posyłała Matyldę po chleb i masło.

                                    Tu jest sedno.

                                    Co do tego, czy krzywda mu się nie stanie. No właśnie wiesz, całe szczęście się nie stała. Wspominałam tu o moim kuzynie - 25-latku, który uległ b. poważnemu urazowi kręgosłupa właśnie podczas znoszenia mebli sąsiadów, czego sam się będąc rosłym i wysportowanym dorosłym gościem podjął. On niósł po stronie "w dół", a gośc "na górze" stracił równowagę, przewrócił się i puścił komodę. Spadając staranowała mojego kuzyna, który wraz z nią spadł ze schodów. Niby tylu ludzi nosi meble bez stosownego sprzętu typu pasy i nic się nie dzieje, a tu się "podziało".
                                    Kuzyn miał uszkodzone kregi, rokowania były takie sobie, ale na szczęście z tego wyszedł, choć jak wspomniałam skutki tego odczuwa do dziś, a minęło 15 lat i pewnie im będzie starszy, będzie odczuwał bardziej.sad No, ale i tak miał szczęście, mógł skrecic kark i zostać kaleką, albo zwyczajnie się zabić ...
                                    Jakbyś sobie pogadała z ortopedami zajmującymi się na co dzień pacjentami ze schorzeniami kręgosłupa, to pewnie bys się dowiedziała, że wiele z tych schorzeń wynika z nieprawidłowego siedzenia przy kompie np. ale wiele także z niewłaściwego noszenia ciężkich rzeczy.
                                    • nchyb Re: Wiesz trochę manipulujesz Nchyb 25.02.14, 12:16
                                      moje zdanie jest inne więc twierdzisz, ze to manipulacja, nie sądzę...
                                      > pisząc "ze zdrowy (..) 17-latek może pomóc" - nawet kaleki pomóc może! W
                                      > szystko rozbija się o rodzaj pomocy!
                                      no właśnie zdrowy, sprawny może przy tym pomóc jak najbardziej...
                                      to nie ten 17-latek sam dźwigał, tylko zapewne z podobnym mu kolegą i kimś jeszcze (przypomnę, że dokładnych szczegółów noszenia, rozkładu sił nie znamy - tylko się domyślamy, opierając na zdrowym rozsądku) i on mógł i pomógł, a nie zniósł sam...

                                      co do wypadków - możesz iść ulicą i samobójca spadnie na plecy i kręgosłup złamie, zrezygnowałaś z wychodzenia na ulicę po tym wypadku?...
                                      • kora3 Re: Wiesz trochę manipulujesz Nchyb 25.02.14, 12:23
                                        nchyb napisała:

                                        > no właśnie zdrowy, sprawny może przy tym pomóc jak najbardziej...


                                        niekoniecznie, zależy czy ma siły na to ...

                                        > to nie ten 17-latek sam dźwigał, tylko zapewne z podobnym mu kolegą i kimś jesz
                                        > cze (przypomnę, że dokładnych szczegółów noszenia, rozkładu sił nie znamy - tyl
                                        > ko się domyślamy, opierając na zdrowym rozsądku) i on mógł i pomógł, a nie znió
                                        > sł sam...


                                        To nie ma znaczenia
                                        >
                                        > co do wypadków - możesz iść ulicą i samobójca spadnie na plecy i kręgosłup złam
                                        > ie, zrezygnowałaś z wychodzenia na ulicę po tym wypadku?...


                                        a to już demagogią tchnie ....
                                        Wiesz - na budowie np. pracownicy noszą kaski, żeby zminimalizować mozliwośc urazu, w razie, gdy coś spadłoby z rusztowania na głowę, prawda? Niby każdemu z nas coś może na ulicy spaść na głowę, wiec dlaczego nie chodzimy w kaskach?smile

                                        Ano dlatego, że ryzyko jest znacznie mniejsze niż na placu budowy.
                                        Mojemu kuzynowi mogły się poplątać nogi, gdy szedł po schodach niczego nie niosąc i też mógł upaść i doznac urazu, ALE to znacznie mniej prawdopodobne niż podczas niesienia komody ....
                                        • nchyb Re: Wiesz trochę manipulujesz Nchyb 25.02.14, 12:47
                                          > niekoniecznie, zależy czy ma siły na to ...
                                          z opisu wynika, ze ten konkretny miał na to siły...

                                          co do reszty - to moim zdaniem Twoje porównania nie mniej demagogiczne i twierdzenie, ze bez znaczenia jest ilu znosiło mebelki itp - jest moim zdaniem mylne. Ale Ty zapewne pozostaniesz przy swoim zdaniu. Po prostu - różne opinie i zdania i stąd różne oceny. A która prawidłowa? Ta która nam bardziej pasuje, dla Ciebie Twoja, a wg mnie moja smile
    • kornel-1 Wsciekła matka 25.02.14, 12:22
      - Och Kubusiu, tak się za tobą stęskniłam, powiedz jak było!
      - W porzo. Kacper ma super komputer, pograliśmy.
      - Cały czas graliście?
      - No nie. Jeszcze znosiliśmy meble na śmietnik.
      - Meble?
      - No taką starą meblościankę... Kacper niej wyrósł i dostał nową.
      - Ale jak to znosiliście?! Sami?
      - No nie... Pomagałem Kacprowi i jego tacie.
      - Rany boskie! Takie ciężary dźwigałeś, ty mój mały szczypiorku!
      - Spoko, mamo. Meblościanka była rozkręcona, więc pięć kursów zrobiliśmy.
      - Ale to przecież ciężkie było, jak ty sobie poradziłeś?!
      - Normalnie mamo.
      - Ale coś ci się moglo stać, przecież to niebezpieczne...
      - No wiesz, nic ci powiedzieć nie można...
      - Na pewno się umordowałeś taką robotą... Widzę, że zmizerniałeś, chodź, przytulę cię...
      - Pewnie, że się zmęczyłem, tyle biegania po schodach. I wcale nie zmizerniałem, mama Kacpra zrobiła pyszny obiad...
      - Ale mogłeś złamać kręgosłup albo dostać przepukliny! Jak oni mogli tak wykorzystać mojego małego szczypiorka!?
      - Wcale nie jestem mały! Poza tym nie robiłem tego za frajer! Tata Kacpra dał mi dychę więc poszliśmy potem na lody
      - Tylko dziesięć złotych?! Och, synuś synuś... Co za okropni ludzie, tak wykorzystywać dzieci...

      Kornel
      • kora3 Ciekawi mnie wielce jakbyś odpowiedział na taki 25.02.14, 12:39
        wątek.

        "Mój niespełna 17-letni syn został poproszony przez rodziców swego kolegi, by pomógł znosić z 4 pietra ciężkie meble. Oczywiście nie odmówił. Niestety podczas znoszenia tych mebli stał się wypadek. Mój syn spadł ze schodów i został przygnieciony ciężką szafą. Ma uszkodzone 2 kregi i złamaną nogę. Rokowania sa takie sobie, być może nie odzyska już nigdy pełnej sprawnościsad
        Czy waszym zdaniem powinnam wystąpić do rodziców kolegi o odszkodowanie dla syna?"

        Odpowiedziałbyś: "ależ skąd - normalne, że miał pomagać, a jego wypadek i kontuzja to wasza sprawa, przestań niańczyć dorosłego syna"?
        • ach_dama_byc_z_kanady Re: Ciekawi mnie wielce jakbyś odpowiedział na ta 25.02.14, 12:41
          Odpowiedziałbyś: "ależ skąd - normalne, że miał pomagać, a jego wypadek i kontuzja to wasza sprawa, przestań niańczyć dorosłego syna"?

          KORO na milosc Boska !!!!!!!

          Minnie
          • kora3 No co? 25.02.14, 12:54
            ach_dama_byc_z_kanady napisała:
            >
            > KORO na milosc Boska !!!!!!!

            Boska nie znam, ale pozdrawiam smile
            Czy mój post jest niezgodny z regulaminem?

            Damo, MOGŁO się tak zdarzyć (na szczęście się nie zdarzyło). I gdyby się zdarzyło, gwarantuję Ci, że te osoby, które teraz uważają, że matka przesadza wyrażałyby współczucie dla niej i syna i rzucałyby gromy na rodziców kolegi, ze poprosili w zasadzie bez możliwości odmowy o taką pomoc nieletniego. Po prostu zmieniłaby się im perspektywa ...
            • nchyb Re: No co? 25.02.14, 12:59
              niezgodny nie jest, ale przesada w pewnym momencie przestaje być zabawna...
              dla mnie tak zafiksowałaś się (sorry za wyraz, ale inny mi nie przychodzi w tym momencie do głowy który by oddał istotę Twojego podejścia do tematu), że nic poza tragedią przy noszeniu nie przychodzi Ci na myśl. I w moim odczuciu (mogę się mylić) o to chodziło Minnie...
            • ach_dama_byc_z_kanady Re: No co? 25.02.14, 13:03
              kora3 napisała:
              Damo, MOGŁO się tak zdarzyć (na szczęście się nie zdarzyło). I gdyby się zdarzyło, gwarantuję Ci, że te osoby, które teraz uważają, że matka przesadza wyrażałyby współczucie dla niej i syna i rzucałyby gromy na rodziców kolegi, ze poprosili w zasadzie bez możliwości odmowy o taką pomoc nieletniego. Po prostu zmieniłaby się im perspektywa ...

              owszem, ale to bylby wypadek,
              ktory moze zdarzyc sie kazdemu i w kazdej chwili.
              to moze sie zdarzyc i tragarzowi z pasami.

              np tej pani spadl na glowe jezozwierz

              UWAGA WRAZLIWI NIECH NIE OTWIERAJA- ZDJECIE!!!
              200 Igiel


              Minnie
              • kora3 Nchyb i Dama 25.02.14, 13:41
                moje panie - nie wiem czy celowo, ale kompletnie bagatelizujecie w tej historii fakt, ze idzie o osobę niepełnoletnią i sytuację, w której rzeczywiście mogła ona doznac jakiegoś uszczerbku na zdrowiu.
                Przyznam się Wam, że ja miewam osoby w podobnym do syna watkodawczyni wieku pod opieką. Wiem smile szok - opieka Korci dla dorosłych (no niemal) ludzismile
                No niestety - tak. To są uczniowie liceum, z którym w ramach zajęć pozalekcyjnych mam m.in. ja warsztaty dziennikarskie. Jeśli zajęcia mają być poza szkoła musze mieć zgodę rodziców tych uczniów na opuszczenie przez nich szkoły w ramach tych zajeć (wystarczy jednorazowa zgoda) i mam ich pod opieką, jestem za nich odpowiedzialna.

                Czasem za zgodą osób, w których sprawie np. interweniuję, zabieram tych uczniów na materiały, bo przecież mają widzieć, jak taka praca wygląda od kuchni, nie?
                No tak - ale nie zabieram ich na Boga np. na tzw. ustawki kiboli, na materiały, co do których mogę przewidzieć, że ktoś będzie agresywny, czy w miejsca, gdzie może dojść do jakichś rozruchów np. ostatnio - na Ukrainę.

                Nie zabieram, ale sama przecież robię takie materiały, robię je też ze współpracownikiem - fotografem, który jest w takim wieku, że mógłby być w zasadzie moim synem. Bo nie jestem niepełnoletnia i fotograf, choć młody także nie! Idziemy, jedziemy na swoje ryzyko, którego jesteśmy swiadomi.

      • nchyb Re: Wsciekła matka 25.02.14, 12:54
        kornel-1 napisał:

        > - Och Kubusiu, tak się za tobą stęskniłam, powiedz jak było!
        > - W porzo. Kacper ma super komputer, pograliśmy. (...)

        myślę, ze wcale to nie jest nieprawdopodobne... smile
        o tym właśnie kilka razy wspomniałam, o innym odbiorze tej samej informacji z poziomu syna i jego mamy...
        • kora3 Nchyb, a podejmiesz się 25.02.14, 12:56
          odpowiedzi na mój hipotetyczny watek?
          • nchyb Re: Nchyb, a podejmiesz się 25.02.14, 13:02
            który?
            • kora3 ten 25.02.14, 13:18
              forum.gazeta.pl/forum/w,10226,149734362,149768225,Ciekawi_mnie_wielce_jakbys_odpowiedzial_na_taki.html
              • nchyb Re: ten 25.02.14, 13:32
                odpowiedziałam niżej, uważam, że przesadzasz już...
                nie będę teoretyzować, bo różnie bym mogłą odpowiedzieć - na dziś nie wiem jak...
                pytanie np. czy kolega również był przygnieciony pewnie byłoby nie na miejscu, ale już o ubezpieczenie: i rodziców tego kolegi (OC) i tego chłopca już tak, a to podstawa przy wypadkach...
                • kora3 Re: ten 25.02.14, 13:44
                  nchyb napisała:

                  > odpowiedziałam niżej, uważam, że przesadzasz już...

                  nie odpowiedziałaś, co odpisałabyś na taki watek smile

                  > ale już o ubezpieczenie: i rodziców tego kolegi (OC) i tego chłopca już tak, a
                  > to podstawa przy wypadkach...


                  sadzisz, że ci ludzie wykupili dla syna Babki z mięsnego polisę na okoliczność noszenia przez niego ich mebli?
                  • nchyb Re: ten 25.02.14, 13:53
                    ich polisa odpowiedzialności OC to jedno źródło ewentualnego odszkodowania, polisa chłopca (dzieci i młodzież szkolna ma zdaje się obowiązek mieć takowe - obejmuje w szkole i poza nią) to drugie...
                    o takie ubezpieczenie mi chodzi...
                    • kora3 Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 14:08
                      przyznaję ...
                      ale ok - co powiesz o odpowiedzialności MORALNEJ w takiej sytuacji?
                      Ja bym sobie do końca zycia nie darowała, gdybym załóżmy wzięła niepełnoletnią osobę na ustawkę i ta dostałaby założmy cegłówką w głowę i została kaleką. No, ale cegłówką w głowę przecież mogłaby dostać także przykładowo idąc ulica, nieprawdaz?

                      Tylko, tego, że spadnie cegłowka z dachu (nie na budowie) nie mogłam przewidzieć i odpowiada za to ten, kto zaniedbał budynek, czy też zrzucił cegłówke z dachu. To, że na ustawce kibole rzucają w kogo popadnie czym popadnie mogę przewidzieć, wiec jeśli świadomie narażam na takie ryzyko osobę niepełnoletnią to ponoszę za to także moralną odpowiedzialnosć
                      • nchyb Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 14:11
                        wypadek a moralność, ciekawy temat do rozważań...
                        ciąg dalszy - zarzucałaś mi demagogię, a co sama robisz?
                        • kora3 Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 14:35
                          nchyb napisała:

                          > wypadek a moralność, ciekawy temat do rozważań...
                          > ciąg dalszy - zarzucałaś mi demagogię, a co sama robisz?


                          wypadek wypadkowi nierówny Nchyb.
                          Są sytuacje, w których ryzyko wypadku jest znikome, są takie (jak wspomniana ustawka), gdy jest duże. I o tym piszę caly czas.
                          • babka_z_miesnego Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 14:42
                            Czy może zatem ktoś z oburzonych moim oburzeniem wytłumaczyć mi łopatologicznie ,dlaczego i z jakiego powodu w wykazie prac wzbronionych młodocianym na pierwszym miejscu są prace związane z podnoszeniem i przenoszeniem ciężarów??
                            Czyżby ten wykaz tworzyło stado kwok i nadopiekuńczych ojców?A może dlatego,że nadmiernie obciązający wysiłek fizyczny jest groźny dla zdrowia?Ktoś wie?
                            • kora3 Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 14:47
                              ja o tym samym wspomniałam smile tylko, że mnie nie można zarzucić nadopiekuńczości smile
                              • nchyb Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 15:17
                                Korciu - a wspomniałaś, ze zabronione nie jako takie, a wyłącznie powyżej określonej wartości? bo to nie jest to samo smile
                                • kora3 Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 15:20
                                  nie, bo jak uczciwie napisałam, nie pamiętam starych norm, a nowymi się nie interesowałam smile

                                  PS. Poradź mi co mam robić w mojej sprawie, bo serio nie wiem
                                  • nchyb Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 15:46
                                    odpisałam Ci w tamtym wątku smile
                                    na serio nie przyprowadziłabym drugiej dziennikarki, nie raz odmówiłam w podobnej sprawie
                                    • kora3 dzięki 25.02.14, 16:10
                                      ja też już ci odpisałam.
                                      Wiesz, ty nie chodzi o "przyprowadzenie", a raczej o uzyskanie zgody także dla niej. Ale o tym - w tamtym wątku smile
                            • nchyb Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 14:58
                              przeczytaj może cały wykaz, łącznie z wartościami, przelicz - to nie boli smile
                              nie wyrywaj zdania z kontekstu tylko przeczytaj całość, jest zakazane - ale tylko powyżej określonych wartości.
                              poczytaj - przy pracy dorywczej jak najbardziej dopuszczalne jest obciążenie 20kg, przy stałej - 12kg na odległość 25m, a przy schodach - dorywczo 15kg...
                              dodatkowo polecam załącznik nr 2,

                              i już wiesz, ze zgodnie z prawem 16latem może tak dźwigać regularnie 2 godziny dziennie...
                              • babka_z_miesnego Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 15:19
                                Oczywiście,że nie boli dlatego poczytałam i policzyłam Młodociany chłopak nie może podnosić i przenosić na odległość 25 metrów, w pojedynkę ciężarów ważących więcej niż 20 kg.Jak myślisz ile jest metrów z 4 piętra do piwnicy?Oczywiście szaf nie nosił sam,ale nawet po rozłożeniu ciężarów na dwie osoby zalecana norma została znacznie przekroczona.Więc jeśli chciałaś zabłysnąć to pudło.A w ogóle to podobno znudził cię już wątek,zatem żegnam ozięble i z domieszką ironiiwink
                                • nchyb Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 15:45
                                  to źle wyliczyłaś i sprawdziłaś - nie ma zakazu przenoszenia na odległość większą niż 25m, tylko powyżej tej odległości nie może dorywczo więcej niż 20kg dźwigać i dotyczy płaskiego,

                                  przy schodach powyżej 5m wysokości dorywczo 15kg może znieść, teoretycznie ma prawo to raz czy dwa znieść nawet ze szczytu np SkyTower lub Pałacu Nauki i Kultury, czy jak on tam się zwie, o ile nie przekroczy ten czas niesienia w przypadku 16latka 2 godzin...
                                  więc to nie spudłowałam...
                                  a ten cytacik żegnam ozięble itp to chociaż wiesz z czego?
                                  • kora3 Miłe panie 25.02.14, 16:39
                                    proponuję zawieszenie broni. smile

                                    Osobiscie uważam, że matka ma prawo nie zyczyć sobie, by jej dziecko wykonywało na rzecz innych dowolną pracę, czy to dorywczo, czy stale, czy także jednorazowo. Czy odpłatnie, czy nie i w jakiej kwocie.
                                    O tym Babka powinna pomówić z synem. Natomiast interwencja jest zbedna, bo sytuacja miała miejsce raz, a syn się nie uskarżał na nią.

                                    OT - matka mojego kolegi z klasy w sr. szkole miała dom weselny. Mniej więcej w wieku 17 lat (naszych, nie jej smile) zaproponowała kilku osobom z klasy, żebyśmy popracowali czasem na tych weselach, jako obsługa kelnerska. Warunki płacowe były całkiem niezłe. Pani mama kolegi sprawę załatwiała legalnie i oczekiwała zgody rodziców na wykonywanie dla niej tej pracy.
                                    Moi rodzice zgode taka dali, a ja miałam chec czasem sobie popracować na takim weselu smile, choć nie musiałam dorabiać jako uczennica. Rodzice innego kolegi gody nie dali i chociaż on też chciał popracować, a kase b by mu się przydała - nie popracował
                                    • nchyb Re: Miłe panie 25.02.14, 17:07
                                      Koro, ja nie walczę, więc broni na kołku zawieszać nie muszę
                                      ale gdy jestem czegoś pewna to daję temu wyraz wink

                                      a co do koleg i zgody jego rodziców, ja w tym wieku regularnie w czasie wakacji pracowałam, sama załatwiałam sobie tzw OHaPy itp
                                      I przyznaję bez bicia, jako 16-17 latka informowałam moją mamę, że w czasie wakacji sobie dorobię, ale nie pytałam jej o zgodę smile
                                      Pozdrawiam
                                      • matylda1001 Re: Miłe panie 26.02.14, 00:49
                                        nchyb napisała:

                                        > a co do koleg i zgody jego rodziców, ja w tym wieku regularnie w czasie wakacji pracowałam, sama załatwiałam sobie tzw OHaPy itp I przyznaję bez bicia, jako 16-17 latka informowałam moją mamę, że w czasie wakacji sobie dorobię, ale nie pytałam jej o zgodę smile<

                                        Widocznie w Twoim przypadku ta zgoda była tylko formalnością skoro nie pamiętasz, ale zgoda rodziców na piśmie była niezbędna. W wakacje między 2 i 3 klasą liceum (z grudnia jestem więc miałam dokładnie 16 i pół roku) zachciało mi się zmywać gary w domu wczasowym w Sopocie. Sprawę załatwiała ciotka koleżanki i pół klasy się zgłosiło. Dwa miesiące wojowałam z rodzicami o tę zgodę bo nie chcieli podpisać. W końcu się zgodzili.
                                        • nchyb Re: Miłe panie 26.02.14, 08:09
                                          pisemną zgodę rodziców pamiętam jak najbardziej, ale ja po prostu nie prosiłam o jej podpisanie, bo dla mnie to była oczywistość smile
                                          to zależy od stosunków w rodzinie

                                          natomiast miałam znajomych którzy dostarczali te zgody podpisane, mimo że ich rodzice nawet na oczy ich nie widzieli. To też zależało od stosunków rodzinnych
                                          Jak ktoś chciał to mimo dezaprobaty lub braku wiedzy rodziców to sobie załatwiał...
                                          a gary kiedyś roznosiłam w ośrodku wczasowym, ale w Świnoujściu, miło wspominam te czasy smile
                                          • kora3 Wiesz Nchyb 26.02.14, 08:56
                                            stosunki w rodzinie to inna sparwa. Ja pisałam o formalnościach.
                                            Formalnie taka zgoda była i jest w przypadku nieletniego wymagana, a czy nieletni zwyczajnie poinformował i dostał, czy wypłakał, czy wykłócił ja smile to jest nieistotne.
                                            • nchyb Re: Wiesz Nchyb 26.02.14, 09:13
                                              formalności jak najbardziej są niezbędne, teoretycznie i czasem w praktyce - mają chronić małoletnich przed wykorzystywaniem. W praktyce formalności przed nim nie chronią często ani dorosłych ani dzieci.
                                              Ale w nawiązaniu do wątku głównego - tu wykorzystywania nie widzę, ani moralnego, ani prawnego, bo nawet gdyby to potraktować jako pracę obwarowaną tymi przepisami, na które powołała się autorka wątku (gdyby nie to - to by tej tu dyskusji nie było) - to wszelkie normy i tak były zachowane big_grin
                                              • kora3 Re: Wiesz Nchyb 26.02.14, 09:23
                                                nchyb napisała:
                                                bo nawet gdyby to potraktować jako pracę obwarowaną tymi przep
                                                > isami, na które powołała się autorka wątku (gdyby nie to - to by tej tu dyskusj
                                                > i nie było) - to wszelkie normy i tak były zachowane big_grin


                                                No właśnie nie były, bo brak było zgody na wykonanie tej pracy ze strony opiekuna prawnego nieletniego.
                                                • kornel-1 Jestem zniesmaczony Twoim postem, Koro 26.02.14, 10:22
                                                  kora3 napisała:

                                                  > No właśnie nie były, bo brak było zgody na wykonanie tej pracy ze strony opieku
                                                  > na prawnego nieletniego


                                                  Nawet gdyby kwalifikować w sposób nieuzasadniony pomoc w zniesieniu mebla do piwnicy jako umowę zlecenia a nie jako "drobną bieżącą sprawę życia codziennego", to:
                                                  "Zasadniczo do ważności umowy, przez którą osoba ograniczona w zdolności do czynności prawnych zaciąga zobowiązanie lub rozporządza swoim prawem, potrzebna jest zgoda jej przedstawiciela ustawowego. Wyjątkami są:
                                                  1. umowy należące do umów powszechnie zawieranych w drobnych bieżących sprawach życia codziennego,
                                                  2. czynności prawne dotyczące przedmiotów majątkowych oddanych osobie o ograniczonej zdolności do czynności prawnych przez przedstawiciela ustawowego do swobodnego używania - wyjątek stanowią czynności prawne, do których dokonania według ustawy nie wystarcza zgoda przedstawiciela ustawowego,
                                                  3. czynności prawne, przez które osoba ograniczona w zdolności do czynności prawnych rozporządza swoim zarobkiem, chyba że sąd opiekuńczy z ważnych powodów postanowi inaczej.


                                                  Ograniczoną zdolność do czynności prawnych mają osoby małoletnie, które ukończyły 13 lat
                                                  Ponadto:
                                                  Osoba ograniczona w zdolności do czynności prawnych może bez zgody przedstawiciela ustawowego nawiązać stosunek pracy oraz dokonywać czynności prawnych dotyczących tego stosunku.
                                                  Źródło

                                                  A także:
                                                  Zawarcie umowy cywilnoprawnej z małoletnim
                                                  "Przepisy prawa nie zabraniają zawierania umów cywilnoprawnych z osobami niepełnoletnimi."

                                                  Kornel
                                                • nchyb Re: Wiesz Nchyb 26.02.14, 11:10
                                                  > No właśnie nie były, bo brak było zgody na wykonanie tej pracy ze strony opieku
                                                  > na prawnego nieletniego.

                                                  Widzisz Korciu i znów nie do końca tak jest
                                                  Prawo polskie to szczwana bestia i niezwykle jest zawiła, poszczególne
                                                  przepisy wydają się proste, a tu nagle jak diabeł z pudełka wyskakuje jakiś
                                                  kodeks, który wiele zmienia smile

                                                  Przede wszystkim - rzecz w tym, że nie była to praca zarobkowa małoletniego
                                                  w rozumieniu prawa, która jest obwarowana milionem przepisów i formalności, a pomoc koledze bądź jego rodzinie

                                                  Przypomnę, że zgodnie z prawem - dziecko/młodzież małoletnia, ale ponad
                                                  13-letnia uznawane jest za osobę z większymi prawami dotyczącymi jego osoby
                                                  niż to młodsze.
                                                  Natomiast 16 lat to zmiana jeszcze większa smile

                                                  Np. powyżej 16 roku życia już nie wystarczy w wielu sytuacjach wyłącznie
                                                  zgoda opiekuna, niezbędna jest wola/zgoda samego dziecka (np. badania
                                                  lekarskie).
                                                  Wspomniany 16 latek ma prawo odmowy poddania się np. zabiegowi lekarskiemu,
                                                  nawet jeżeli zgodę wyraża jego prawny opiekun! I zgodnie z prawem lekarze
                                                  nie mogą posłużyć się wyłącznie zgodą matki, niezbędne jest wydanie opinii
                                                  przez sąd, a ona wcale nie musi pokrywać się z wolą rodziców!!!

                                                  Podobnie należy moim zdaniem podejść do prawa nastolatka o podjęciu
                                                  samodzielnej decyzji dotyczącej pomocy innym, o ile uzna, ze jej podoła. I
                                                  tu nie powinny być rozpatrywane przepisy dotyczące pracy małoletnich bo to
                                                  nie byłą praca.

                                                  Opinia ta zresztą na swój sposób jest podzielana przez osoby ustanawiające
                                                  prawo. Zezwalają one na odjęcie przez małoletniego powyżej 16 lat
                                                  samodzielnej decyzji o podjęciu pracy zarobkowej!
                                                  Zgodnie z przepisami młodzież pomiędzy 16 a 18 rokiem życia ma prawo
                                                  samodzielnie podjąć decyzję o pracy, podpisać umowę o pracę.
                                                  I jedynie w przypadku, gdy praca ta sprzeciwiałaby się dobru małoletniego -
                                                  przedstawiciel ustawowy dziecka mógłby tę pracę przerwać, ale wyłącznie za
                                                  zgodą sądu! I zmartwienie mamy zmęczeniem syna nie jest tu wystarczajacą
                                                  przesłanką do podjęcia takiej decyzji smile

                                                  Ale nawet te przepisy, na które matka chłopca się powołała - świadczą, że
                                                  krzywda chłopcu się nie stała smile
                                                  Chociaż zajęcie którego się podjął w ramach pomocy - przypomnę pod przepisy
                                                  dotyczące zatrudniania młodocianych - nie podchodzą...

                                                  Dodatkowo - matka małoletniego zezwalając mu na samodzielną podróż uznała go
                                                  za dostatecznie odpowiedzialnego by przebywać poza jej bezpośrednią opieką i
                                                  kuratelą on wykorzystał ten czas na pomoc i tu naprawdę nie ma miejsca na jakąś domniemaną zgodę wymaganą prawem smile
                                                  • kora3 Ok dzięki 26.02.14, 12:17
                                                    za wyjaśnienia. Przyjmuję do wiadomości - jak wiesz nie ma dzieci, a tym tematem nigdy się nie zajmowałam smile

                                                    Tak czy owak - nadal uważam, że matka miała prawo powiedzieć synowi, że nie zyczy sobie, by w przyszłości podejmował się takiej pomocy. czy jej posłucha - to już inna sparwa.
                                                    I nadal uważam, że rodzice kolegi nie powinni go o takie coś prosić. Raz ze względów bezpieczeństwa, dwa dlatego, ze się cudzego gościa nie prosi o przysługi. smile Własnego można, wiec jeśli już ktoś miałby poprosić, to kolega, a nie jego rodzice.
                                                  • nchyb Re: Ok dzięki 26.02.14, 12:28
                                                    ale my Korciu dalej tak naprawdę nie wiemy jak z tym proszeniem było, kto kogo i raczej już się nie dowiemy, m.in dlatego że autorka wątku się pewnie obraziła, ze nie wszyscy jej przytaknęli smile
                                                    a matka moze wspomnieć synowi, ze uważa to za niezbyt odpowiednią formę pomocy, pewnie że może... smile
                                                  • babka_z_miesnego Re: Ok dzięki 26.02.14, 12:34
                                                    Droga nchyb cóż za projekcja.Nie sądź innych według siebie bardzo proszę.Obrażanie się,zwłaszcza wirtualne nie leży w mojej naturze.Znudziło mnie to trzepanie piany,ale Ty się jak widać zregenerowałaś po nocywink
                                                  • nchyb Re: Ok dzięki 26.02.14, 12:49
                                                    bicie piany nawet wirtualne to jedno, odpowiedź na zadane przez Ciebie pytanie to drugie
                                                    zwyczajnie Ci odpowiedziałam - nie ma zakazu zarobkowego dźwigania osobom poniżej 18 lat, a właśnie o to pytałaś (zakładając że ten zakaz istnieje) - stąd ta konkretna część dyskusji, nie związana z wcześniejszymi dylematami moralnymi, które mnie znudziły smile

                                                    a tak przy okazji, czy już wiesz co cytowałaś w poprzednim meilu?...

                                                  • babka_z_miesnego Re: Ok dzięki 26.02.14, 12:54
                                                    Nie,mogłabyś mnie uświadomić?Będąc nastolatką zaczytywałam się głównie w poradnikach dla pszczelarzy.A więc...?
                                                  • nchyb Re: Ok dzięki 26.02.14, 13:02
                                                    w poradniku pszczelarza tego nie było (też czytywałam i to na serio), myślałam jednak że wiesz skoro tym cytatem się posługujesz smile
                                                  • babka_z_miesnego Re: Ok dzięki 26.02.14, 13:08
                                                    OT-nie bywałaś dawnymi czasy w Lokomotywie?Jeśli nie,wybacz,Twoja retoryka mnie zmyliławink
                                                  • nchyb Re: Ok dzięki 26.02.14, 13:13
                                                    a co to jest Lokomotywa? jakiś klub? w jakim mieście? i nie kojarzę, nie bywałam...
                                                  • babka_z_miesnego Re: Ok dzięki 26.02.14, 13:21
                                                    To takie elitarne miejsce dla oszołomów i czubków do którego wpuszczano tylko w gumiakachwink Dobra,idę na dziś obowiązki wzywają,a Wy se tu poużywajta do woli,a jakże!Możeto 300 dobijemysmilePozdrawiam.
                                                  • nchyb Re: Ok dzięki 26.02.14, 13:45
                                                    a Ty tam bywałaś, skoro wiesz, ciekawe...
                                                    również pozdrawiam
                                                  • nchyb Re: Ok dzięki 26.02.14, 12:54
                                                    poście nie meilu
                                                  • kora3 Nchyb a co powiesz na to? 26.02.14, 13:18
                                                    "Zapodałam" temat naszej dyskusji w realu i dowiedziałam się o następującej sprawie. Otóż mój kolega ma sunka (8 l.), a ten synek ma kolegę, który mieszka w kamienicy, gdzie nie ma CO, tylko piece. Mieszka na 3 piętrze.
                                                    No i podczas bytności u tego kolegi został "zaproszony" do piwnicy, po węgiel, przez ojca kolegi.
                                                    Ojciec niósł dwa wiadra wegla, a kolega i syn mego znajomego po wiaderku. Takim normalnym, standardowym.
                                                    Mały się nie pochwalił w domu tym, ale wyszło to przy okazji bólów brzucha nieznanego pochodzenia i stwierdzenia przepukliny u syna znajomego. Lekarz usiłował dociec przyczyny u wypytywał chłopca i rodziców jego, czy dziecko coś dźwigało. No i mały się przyznał, że wiadro z weglem, na 3 piętro, odpoczywając co chwila.

                                                    Reakcja mojego znajomego była gwałtowniejsza na pewno niż Babki. Tez uważasz, ze niesłuszna ? No przecież należy pomagać...
                                                  • nchyb Re: Nchyb a co powiesz na to? 26.02.14, 13:27
                                                    naprawdę nie widzisz różnicy w skali tej pomocy?
                                                    naprawdę uważasz że oba te przypadki można porównywać?

                                                    Korcia, no proszę nie burz moich złudzeń na temat Twojej inteligencji... wink

                                                  • kora3 Re: Nchyb a co powiesz na to? 26.02.14, 13:29
                                                    widze, a jakże smile
                                                    tylko ze obawiam się, że ojciec kolegi synka mego znajomego prezentuje ten sam mechanizm myslenia, co rodzice kolegi syna Babki - jest dodatkowa para rąk w postaci rąk gościa mojego dziecka, to trza wykorzystać ...
                                                  • nchyb Re: Nchyb a co powiesz na to? 26.02.14, 13:32
                                                    a ja myślę, że przesadzasz i usiłujesz udowodnić, że syna autorki tak strasznie również wykorzystano
                                                    naprawdę wiedzę różnicę pomiędzy 17-latkiem a 8-latkiem, w zakresie i możliwościach pomocy jednego a drugiego...
                                                  • kora3 Nie no jasna sprawa Nchyb 26.02.14, 14:33
                                                    ze 8-latek to co innego niż 17 -latek.
                                                    Mnie bardziej chodzi o wspomniany mechanizm - że gość dziecka jest automatycznie zaprzęgany do pomocy. Takiej czy innej - bo jakiej to nie ma tu znaczenia.
                                                    Inna sprawa, że dla ojca wspomnianego chłopca najwyraźniej normą jest noszenie przez 8-latka węgla na 3 pietro, a u jego dziecku nic się nie stało z tego powodu nigdy .
                                  • kornel-1 To jakieś chore... 25.02.14, 17:28
                                    To jakieś chore...
                                    Czcigodna Matka, oburzona początkowo na rzekome naruszenie zasad savoir-vivre przy koleżeńskiej przysłudze, teraz narzeka na złamanie przepisów prawa dotyczących młodocianych... pracowników!?

                                    Ta meblościanka waży 170 kg. Przyjmijmy, że meble ze Swarzędza ważą 300 kg. Jedna z 5 części - 60 kg.
                                    Chłopcy nie znosili części meblościanki sami lecz z ojcem kolegi (tak rozumiem sytuację). Jeśli ojciec kolegi nie jest idiotą, to meble podtrzymywał schodząc jako pierwszy. Przyjmijmy - dla uproszczenia - że ciężar między ojcem a chłopcami trzymającymi mebel z 2 strony rozkładały się jak 2:1:1. Nasz Bohater niósł więc po schodach... 15 kg.

                                    Kornel
                          • nchyb Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 25.02.14, 14:45
                            nie pogniewaj się Koro, dla mnie temat maksymalnie wyeksploatowany i zwyczajnie mnie już nudzi
                            nie jest pewnie to zgodne z SV, ale zwyczajnie mam dosyć, Ty masz swoje zdanie, ja swoje, nudzi mnie już to przerzucanie się zdaniami, Ty mnie nie przekonasz, ja Ciebie nawet nie mam zamiaru.
                            Dla mnie temat nadmiernie przez mamę rozdmuchany, wątki poboczne i teoretyczne rozważania też mnie już nudzą, więc do zobaczenia w innym wątku smile
                            pozdrawiam
                          • ach_dama_byc_z_kanady Re: Na ubezpieczeniach się nie znam 27.02.14, 23:37
                            kora3 napisała:

                            wypadek wypadkowi nierówny Nchyb.
                            Są sytuacje, w których ryzyko wypadku jest znikome, są takie (jak wspomniana ustawka), gdy jest duże. I o tym piszę caly czas.


                            i w ten sposob dochodzimy do politycznej po-absurdo-prawnosci.

                            Koro, wypadek to wypadek. Wypadkowi mogl ulec takze syn wlasciciela szafy,
                            sam wlasciciel, jego zona,
                            czy to by bylo mniej tragiczne? mniej gorzej ze to on, nie syn Baby,
                            zlamalby zalozmy reke lub noge?

                            ale, najpierw przypominam:
                            ~ Baba-z-miesnego zoladkowala sie nie dlatego
                            ze syn zostal poproszony o zniesienie szafy w trzech rundach,
                            tylko
                            bo cwanie i za frajer zostal wykorzystany jako tragarz - i zamiast zostac sowicie wynagrodzony
                            w postaci kina i/lub pizzy, dostal marny domowy obiad i nedzne 10zl.

                            Nikt nie chce aby stal sie wypadek. ale czy z tego powodu mamy zaczac odmawiac
                            sobie nawzajem zwyklej ludzkiej pomocy bo "moze stac sie wypadek"?

                            Drze na mysl co za spoleczenstwa powstana w przyszlosci wychowywane z takim nastawieniem...

                            Minnie
    • kora3 A co Wy na to? 25.02.14, 13:15
      A propos matki i syna i wykorzystywania ...

      Otóż - jeden z moich kolegów ze średniej szkoły mając latek cos koło 17 zadurzył się był w pewnej dziewczynie.
      Bywał u niej w domu, a ona miała młodszego niewiele brata. Brat ten miał problemy z przedmiotami ścisłymi. Mój kolega takich problemów nie miał. Od słowa do słowa i matka dziewczyny poprosiła go, by pomógł w nauce jej synowi.
      Oczywiście się zgodził. Oczywiście nieodpłatnie. No i ok do momentu, kiedy okazało się, że brat dziewczyny jest kompletnie zielony z matematyki (az dziw, ze doszedł jakoś do VII klasy) i pomoc mu w nauce polegac będzie na praktycznie przerobieniem z nim materiału 6 klas.
      Kolega to robił, siła rzeczy spędzając z bratem dziewczyny wiele czasu i zaniedbując własną naukę. Jego matka widząc, że syn opuścił się w nauce o zgrozo przeprowadziła z nim rozmowę ta ten temat. Wspomniała, ze za dużo czasu spedza u dziewczyny (wiem, to straszne, żeby matka cos takiego powiedziała do 17-latka...). Sądziła bowiem, ze w tym czasie kolega randkuje. Dopiero wówczas powiedział jej, że pomaga bratu dziewczyny w matematyce, idzie to opornie i zajmuje sporo czasu.
      I matka kolegi się także wsciekła.

      Uwazała bowiem, że jej syn jest wykorzystywany, konkretnie, że mamusia dziewczyny u syna - matoła znalazła sobie sposób na to, jak zaoszczędzić na korepetycjach. I miała rację. Nie szło o kasę (kolega nie był biedny), bo nawet gdyby miał płacone, to matka i tak byłaby przeciwna tym korepetycjom, gdyż przez nie zaniedbywał własną naukę. Ten kolega często pomagał nieodpłatnie różnym osobom w nauce i matka nie miała nic przeciw temu. Bo była to pomoc doraźna - ktoś jakiego zadania, zagadnienie nie rozumiał, a nie powtórka z 6 klas!

      Sama nie interweniowała, ale zażądała od kolegi, żeby zmniejszył ilośc czasu poświęcanego bratu dziewczyny i przeznaczył ten czas na własną edukację.
      No i chłopak był zmuszony zakomunikować dziewczynie i jej matce, że niestety nie będzie mógł już dalej pomagać bratu i synowi w tym wymiarze, jak dotychczas. I cóż się stało?
      Nastapiła ...obraza! No bo jak to nie będzie mógł, skoro przecież nie może, bo jak sobie matołek da dalej radę? Mamusia nie wpadła na to, że należałoby po prostu dziecku zapewnić korepetycje, skoro przez tyle lat zaniedbała matematyczną edukację syna...To znaczy może i wpadla, ale niechętna była za to płacić.

      No i tak wielka miłośc mego kolegi się skończyła ...
      Straszna ta jego matka, nie? Jak mogła wnikac w edukację niemal dorosłego syna...nic to, że przychodziła na wywiadówki zgodnie z wymogami szkoły. Powinna przestać dorosłego niańczyć i niech powtarza klasę, albo całkiem zrezygnuje ze szkoły, bo przecież musi pomóc bratu swej dziewczyny
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: A co Wy na to? 25.02.14, 13:18
        kora3 napisała:
        Dopiero wówczas powiedział jej, że pomaga bratu dziewczyny w matematyce, idzie to opornie i zajmuje sporo czasu.
        I matka kolegi się także wsciekła.


        ponownie, Koro, ciekawa historia ale bardzo nieproporcjonalna.
        zgadzam sie, ze trzeba umiec powiedziec "no to za duzo, tyle nie moge"
        ale nijak sie to ma do sprawy autorki watku.

        Minnie

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka