Nie wiem czy to dobre forum dla tego co chce napisać,ale to jakoś najbardziej mi pasowało.Bo mam wielką ochotę zupełnie niezgodnie z zasadami savoir vivre kogoś opieprzyć.
Niedawno zmieniliśmy miejsce zamieszkania(300 km)Mój syn(niespełna 17 lat) zostawił tam swoich przyjaciół,harcerstwo,znajomych itp.I teraz kiedy mamy ferie pojechał tam (sam,pociągiem-gdyby pojawił sie zarzut,że nadopiekuńcza jestem

.Zatrzymał sie u swojego komendanta hufca.I oczywiście odwiedza wszystkich znajomych i róznież swojego najlepszego przyjaciela.Kiedy tam poszedł,rodzice chłopca poprosili go o pomoc z zniesieniu mebli.Oczywiście nie odmówił i znosili z 4 piętra ciężką starą meblościankę.Taki kurs wykonali 5 razy a po wszystkim dostał obiad i 10 zł.Nie miałabym nic przeciwko takiej pomocy,gdyby chodziło o jednorazowe zniesienie małego biurka itp/Czuję,że go zwyczajnie wykorzystali i mam ochotę im to powiedzieć.Nie byliśmy blisko,ot zwykli znajomi,których dzieci sie przyjaźnią.Dodam,że ludzie są dobrze sytuowani i stać ich na zapłacenie tragarzowi.Mój dzieciak jest delikatnej budowy,chudy jak szczypiorek i mówił,że bardzo się namęczył.Jestem wściekła i na nich,że go wykorzystali i na syna,że nie umiał odmówić i na siebie,że nie nauczyłam go asertywności.Proszę doradźcie,zareagować czy zostawić bo już nie cofnę faktu?