Dodaj do ulubionych

"rozdwojenie jaźni" w ramach SV?

22.03.14, 14:20
Niech się nikt za tytuł watku nie obrazi...

Kochani. SV jasno mówi, że tzw. skracanie dystansu, gdy nie jest obustronne i nie ma uzasadnienia jest niedopuszczalne. Tymczasem po wymianie myśli w kilku watkach widzę, że przynajmniej czesc z Was uważa, iż ktoś ma prawo czuć się urażony, gdy jest traktowany dokładnie zgodnie z zasadami SV, czyli zgodnie z relacją, jaką ma z daną osobą.
Np. moja daleka znajoma, którą spod moich drzwi odprawił mój kolega, który pomagał mi w domu podczas choroby - mogła się czuc urazona, bo kolegę mogłam "podjąć" w czasie choroby - a jej nie. Nic to, że z kolegą byłam umówiona, z nią nie, nic to, ze kolega jest mi bliski, a ona jest daleką znajomą. Teraz znów czytam, że daleka znajoma ojca dziecka ma prawo się obrazić, że nie jest traktowana w "dzieciowej" kwestii tak samo,. jak przyjaciółka ojca (i kolezanka matki) znająca malucha jeszcze w wersji "dwupaku" w mamie. smile


No to jak to jest moi mili? Jeśli skracanie dystansu jest niezgodne z SV, to oczekiwanie tego także jest na logike z SV niezgodne.

Dlaczego ktoś z kim się tylko znam, miałby oczekiwać, że ma u mnie takie "prawa", jak mój przyjaciel, czy dobry kumpel? Czy ja powinnam czuc się urażona tym, że załóżmy współpracownica mi się nie zwierza, a swojej przyjaciółce - owszem?
Przecież to oczywiste, że w relacjach międzyludzkich jest gradacja.
Obserwuj wątek
    • baba67 Re: "rozdwojenie jaźni" w ramach SV? 22.03.14, 15:11
      To sa dwie zupelnie rozne sytuacje. Wspolnego mianownika nie widze.
      Zreszta nie wiem-teraz sobie uswiadomilam ze ta przyjcaiolka ojca dziecka ktora oktrelilas jako w calym tego slowa znaczeniu ( a ja odczytalam kobieta ktora jest przyjacielem) to po prostu partnerka tego pana(taka z bzykaniem ale jeszcze bez mieszkania) ktora bedzie dziecka macocha w niedalekiej przyszlosci. Co zmienia postac rzeczy.
      • kora3 Dlaczego zaraz wszystko się musi kojarzyć ? 22.03.14, 15:21
        Przyjaciółka pana to jego przyjaciel,. który jest kobietą. Jest to kobieta dodam od wielu lat szczęśliwie zameżna, ma dwoje dzieci (młodsze jest dwa miechy cos starsze od najmłodszego syna przyjaciela).
        Przyjaźnią się "od zawsze"= wychowali się na jednym podwórku, w tej samej ławce siedzieli w podstawówce, w tej samej w liceum. Dopiero studia ich "rozdzieliły" - różne kierunki, ale w tym samym mieście.

        przyjaciółka jest chrzestną małego, jej przyjaciel jej starszego dziecka. Ina nijak nie zareagowała na te sytuację, choć zna zasady wychowania w tym temacie przyjęte przez ro9dziców dziecka. Dlaczego miałaby? Był z dzieckiem jego ojciec. Gdyby to ona zabrała to dziecko na spacer, to ona powinna zareagować, ale tak ...
        • baba67 Re: Dlaczego zaraz wszystko się musi kojarzyć ? 22.03.14, 15:25
          Acha, to dobrze zrozumialam. Ale tak wolalam sie upewnic odkad przyjaciela nazwalas kolega to mozemy miec rozne nazewnictwo.
    • kora3 Babo, mam pytanie takie konkretne 22.03.14, 15:37
      Wczoraj byłam na imprezie towarzyskiej. Mój partner właśnie wracał do domu, wiec po mnie przyjechał i wpadł na nią na chwile.
      Byłam tam po wcześniejszym umówieniu się z: moim dobrym kolegą i z moją dobrą koleżanką - nikt nikogo nie zapraszał - zwyczajnie umówiliśmy się, ze razem ta idziemy. Przy stole siedziałam z tymiż oraz 2 dalszymi koleżankami spotkanymi tam przypadkowo, które zaprosiliśmy do naszego stolika z rezerwacja, gdy się pojawiły.
      W tym lokalu mam zwyczaj otwierania sobie rachunku - zamawiam, ale nie płace zaraz po realizacji zamówienia tylko wychodząc.
      Mój partner wpadłszy po mnie (zabierał też koleżankę i kolegę do ich domów) zamówił sobie cos tam i uregulował rachunek za mnie, koleżankę i kolegę. Nie musiał za nich, ale mniejsza o to. NIE uregulował za dwie pozostałe znane muz z widzenia koleżanki. czy popełnił nietakt? Czy one mogą czuć się urażone? No chyba wg Ciebie - mogą.
      Siedziały z nami przy stoliku, a gość za nie nie zapłacił, za to zapłacił za siebie i pozostałą trójkę.Dlaczego? Bo jedna z tej trójki to jego kobieta, druga - dobra kolezanka, trzeci - dobry kolega, który zwykle płaci za jego kobietę. Ale nic to - ONE SA ZNAJOMe, wiec powinien zapłacić?
      • znana.jako.ggigus znowu dwie inne rzeczy 22.03.14, 16:00
        co innego płacenie, w końcu to są pieniądze i zapewne niemało, za dwie osoby w knajpie, a co innego gest przytulenia dziecka i wykluczenie z tego jednej osoby na zasadzie - bo ciebie znam gorzej/mniej lubię.
        Tu chodzi badziej o wykluczenie kogoś, robienie różnic wśród znajomych i jak zauważyła słusznie baba - ti jest nietaktowne. Podkreślanie właśsnej zażyłości z kimś w kontekście - ale ty nie należysz do naszego, ścisłego grona.
        • matylda1001 Re: znowu dwie inne rzeczy 22.03.14, 16:42
          znana.jako.ggigus napisała:

          > Tu chodzi badziej o wykluczenie kogoś, robienie różnic wśród znajomych i jak zauważyła słusznie baba - ti jest nietaktowne. Podkreślanie właśsnej zażyłości z kimś w kontekście - ale ty nie należysz do naszego, ścisłego grona. <

          Właśnie o to chodzi.
          • kora3 a przepraszam, czy 22.03.14, 22:35
            mój partner płacąc za moich bliskich znajomych (swoich też) i odwożąc ich w tej sytuacji NIE WSKAZAL przypadkiem na bliższa z nimi zazyłosc niż z tymi dwiema znajomymi? No - wskazał. Za nie nie płacił i nie zapraszał ich do auta - ergo powinny się poczuć potraktowane GORZEJ niż ja i pozostała dwojka. Mnie jeszcze można zrozumieć - partnerka zyciowa gościa, ale pozostała dwojka?
            Noale właśnie się nie poczuły, bo sa NORMALNE i nie oczekują, ze znany im z widzenia gość będzie traktował je tak samo, jak bliskich znajomych swoich i swej partnerki.
            • matylda1001 Re: a przepraszam, czy 22.03.14, 23:38
              kora3 napisała:

              >> mój partner płacąc za moich bliskich znajomych (swoich też) i odwożąc ich w tej
              > sytuacji NIE WSKAZAL przypadkiem na bliższa z nimi zazyłosc niż z tymi dwiema
              > znajomymi?<

              Zdecydowanie, NIE! Z kilku powodów, ale gdyby Twój partner przyniósł ze sobą, powiedzmy... trzy smaczne cukierki. Poczęstowałby Ciebie i dwoje bliskich znajomych, widząc, że przy stoliku siedzą równiez te dwie, mniej znane mu osoby? Jestem przekonana, że prędzej zjadłby sam. Jak mi nie wierzysz, to Go zapytaj smile
              • kora3 Re: a przepraszam, czy 22.03.14, 23:51
                nie musze pytać, ale trudno Matyldo porównywać dziecko do cukierków smile

                Psa też trudno porównywać, ale przypominam sobie sytuację, kiedy pewien pan zwrócił uwagę pani, żeby nie głaskała jego psa, bo wychowuje go tak, żeby nie był ufny wobec obcych. Pani przeprosiła i nawet wdali się w rozmowę o wychowywaniu psów - słyszałam, bo rzecz działa się w przedziale kolejowym i nie szeptalismile

                Niech nikt nie szuka podtekstów, ale percepcja takiego pieska i tak małego dziecka jest zblizona - OBCA osoba to taka, z którą to zwierzę albo dziecko NIE obcuje.
                co b. ciekawe o dziwne - częściej słyszy się zapytanie ze strony kogoś znajomego, czy można pogłaskać psa, niż zapytanie, czy można dotykać dzieckasad

                Może dlatego, że pies może kogoś ugryźć po prostu, a dziecko wszak nie. ktoś zatem pyta nie dla komfortu właściciela i psa, ale dla swego bezpieczeństwa.
                • matylda1001 Re: a przepraszam, czy 23.03.14, 00:14
                  kora3 napisała:

                  > nie musze pytać, ale trudno Matyldo porównywać dziecko do cukierków smile<

                  smile Akurat nie dziecka do cukierków, ale cukierki do tego rachunku.

                  >Może dlatego, że pies może kogoś ugryźć po prostu, a dziecko wszak nie. ktoś zatem pyta nie dla komfortu właściciela i psa, ale dla swego bezpieczeństwa. <

                  Otóż właśnie. Psy gryzą, a dzieci znacznie rzadziej (co nie znaczy, że wcale smile)

                  >Niech nikt nie szuka podtekstów, ale percepcja takiego pieska i tak małego dziecka jest zblizona - OBCA osoba to taka, z którą to zwierzę albo dziecko NIE obcuje. <

                  Ależ to doskonałe porównanie smile I tu są dwa sposoby wychowania, zależne od tego, jaki efekt chcemy uzyskać. Jeżeli chcemy mieć ostrego psa, to nie pozwalamy mu na przyjacielskie kontakty tak z człowiekiem, jak i z drugim psem. Jeżeli ktoś chce mieć "ostre" dziecko, to jego sprawa, ale niekoniecznie jest to dobre dla dziecka. Można też nauczyć psa, żeby był przyjaźnie nastawiony do otoczenia. Z dzieckiem podobnie.
                  • kora3 Re: a przepraszam, czy 23.03.14, 00:30
                    matylda1001 napisała:
                    >
                    > smile Akurat nie dziecka do cukierków, ale cukierki do tego rachunku.

                    Akurat - nie. Normalnym jest, że jeśli się czymś czestuje to wszystkich przy stoliku, a jeśli się cos zamawia, to niekoniecznie dla wszystkich przy nim, prawda?

                    > Otóż właśnie. Psy gryzą, a dzieci znacznie rzadziej (co nie znaczy, że wcale smile
                    > )


                    co nie znaczy, że można pchac się z rekami do cudzego dziecka i psa bez zachęty, czy zapytania.
                    >
                    > Ależ to doskonałe porównanie smile I tu są dwa sposoby wychowania, zależne od tego
                    > , jaki efekt chcemy uzyskać. Jeżeli chcemy mieć ostrego psa, to nie pozwalamy m
                    > u na przyjacielskie kontakty tak z człowiekiem, jak i z drugim psem.


                    Niekoniecznie wcale Matyldo - nie chodzi o to by pies był "ostry", na "ostro" inaczej wychowuje się psa. Ale jeśli nie chcemy, żeby naszego pieska ktoś np. otruł, to uczymy go, żeby nie bral zżarcia od OBCYCH.

                    Jeżeli kto
                    > ś chce mieć "ostre" dziecko, to jego sprawa, ale niekoniecznie jest to dobre dl
                    > a dziecka. Można też nauczyć psa, żeby był przyjaźnie nastawiony do otoczenia.
                    > Z dzieckiem podobnie.


                    Matyldo miła, dlaczego posługujesz się stereotypami? Przepraszam, ale tak robisz. Dobrze wiesz, że nie chodzi o toby dziecko było nieprzyjazne wobec otoczenia, a o to by było OSTROZNE z obcymi. Czyli - zupełnie kochana NORMALNE. Każdy z nas inaczej traktuje obcą osobę, niż bliską - prawda?
                    Czy Ty z każdym witasz się serdecznym uściskiem? No nie. To wyjasnij mi dlaczego dziecko każdy miałby brać na ręce, albo każdy całować, albo przytulać?
                    Ostatnio rzucił mi się na szyję 5-letni synek mej koleżanki - dziecko mi b. dobrze znane, a do mojego kolegi z którym szłam, a którego nie zna powiedział "dzień dobry". Dziwnie się zachowało to dziecko? moim zdaniem - całkowicie NORMALNIE. W niczym nie obraziło kolegi, ani nie dalo do zrozumienia, że jest dlań nieprzyjazne, czy szczególnie nieufne. Nie zna gościa, to tak jak nauczyli ojciec z matką - mowi grzecznie "dzień dobry", a nie rzuca się na szyję, jak dobrze znanej i kochanej, choć "przyszywanej" cioci.

                    Dlaczego miano by inaczej traktować dziecko 5 -letnie, niż 10-miesieczne w tym względzie? bo 5-latek sam już wie komu się rzucac na szyję, a komu mowić tylko "dzień dobry"? a taki maluch nie ma wyboru, kro go weźmie na rece, wiec trzeba dawac każdemu, komu się zachce?
        • kora3 Wazne uwagi Ggigus 22.03.14, 22:30
          znana.jako.ggigus napisała:

          > co innego płacenie, w końcu to są pieniądze i zapewne niemało, za dwie osoby w
          > knajpie, a co innego gest przytulenia dziecka i wykluczenie z tego jednej osoby
          > na zasadzie - bo ciebie znam gorzej/mniej lubię.


          Po pierwsze, nie szło o duże, jak sugerujesz pieniądze. Po drugie - pan nie argumentował, ze ON zna mnie/mniej lubi panią znajomą, niż swą przyjaciółkę, tylko, że oboje z matka dziecka uczą dziecko, żeby nie było zbyt ufne w stos. do obcych (dziecku) ludzi.
          Gdzie tu jakiś nietakt - ta kobieta JEST dla dziecka OBCA.


          > Tu chodzi badziej o wykluczenie kogoś, robienie różnic wśród znajomych i jak za
          > uważyła słusznie baba - ti jest nietaktowne. Podkreślanie właśsnej zażyłości z
          > kimś w kontekście - ale ty nie należysz do naszego, ścisłego grona.


          Ale to chyba normalne dla każdego, ze bedac zaledwie czyimś znajomym na "czesc" nie należy się do grona jego przyjaciół?
          Mój partner nie poczuwał się do płacenia za dwie znajome siedzące z nami przy stoliku, bo to sa właśnie tylko takie znajome, a nie moje przyjaciółki, bliskie koleżanki, które dobrze zna, czy adekwatne osoby płci męskiej. Podobnie - nie poczuwał się do tego, by je odwozić i im tego nie proponował. (inna sprawa, ze jakby poprosiły - pewnie by odwózł, tyle, ze one zostawały, a gdyby chciały wyjść byłby problem techniczny tego rodzaju, że w samochodzie ma 4 miejsca dla pasażerów, a nie 5)
          • znana.jako.ggigus no dobrze pieniądze nie były duże, ale zawsze 23.03.14, 00:43
            jakiś tam wydatek.
            A tutaj dziecko ma być uczone do nieufności w stos. do obcych, pomijam sens takiego podejścia, to osoba rozmawiająca z ojcem i jego przyjaciółką - jeśli ma być traktowamna z nieufnością jako obca - dla mnie to trochę dzowne. To wykluczenie kogoś z pokazaniem na nią palcem: TA PANI jest obca!
            • kora3 Re: no dobrze pieniądze nie były duże, ale zawsze 23.03.14, 00:55
              znana.jako.ggigus napisała:

              > jakiś tam wydatek.

              Bez przesadysmile

              > A tutaj dziecko ma być uczone do nieufności w stos. do obcych, pomijam sens tak
              > iego podejścia, to osoba rozmawiająca z ojcem i jego przyjaciółką - jeśli ma b
              > yć traktowamna z nieufnością jako obca - dla mnie to trochę dzowne. To wyklucze
              > nie kogoś z pokazaniem na nią palcem: TA PANI jest obca!


              widzisz, nie chodzi o to, ze ma być uczone NIRUFNOSCI, a raczej o to, ze nie ma być uczone szczególnej UFNOŚCI - wbrew pozorom jest to różnica i to spora.

              Nie, zebym się Tobą szczególnie zajmowała, ale zapewne Ty TEŻ nie traktujesz tak samo obcych sobie osób, jak bliskich. I zapewne nie uchodzisz w związku z tym za kogoś szczególnie nieufnego, tylko przeciwnie - za kogoś NORMALNEGO.
              Dlaczego zatem niemowlaka należy wtykać w rece każdemu, kto ma na to ochotę? Przecież mnie, Ciebie, także nie obejmuje, nie przytula każdy komu się zachce to robić, prawda?

              poza tym zupełnie wypaczylaś sens wypowiedzi gościa. Byłby taki, jak mówisz, gdyby powiedział "Nie bierz go na ręce, bo JESTEŚ obca" - tymczasem on powiedział co innego, zupełnie wobec pani neutralne zdanie, że starają się z matką dziecka nie uczyć go zbytniej ufności wobec obcych. ta kobieta jest dla dziecka taką właśnie osobą - obcą, wiec nie rozumiem CZYM poczula się urazona.
              • znana.jako.ggigus Re: no dobrze pieniądze nie były duże, ale zawsze 23.03.14, 01:01
                dla ciebie bez przesady wydatek, dla kogoś to pieniądze.
                Musisz zrozumieć, że są ludzie niechętnei wydający na innych np., skąpi albo biedni.
                Mniejsza, bo ten wątek knajpiany nie ma nic wspólnego.
                Oczywiście że nikt nikomu nie powiedział wprost - proszę nie brać dziecka, bo jest pani obca i nie bierz dosłownie tego, bez przesady.
                Czasem kiedy piszesz takie rzeczy, mam nwrażenie, że się nabijasz - biorąc niektóre rzeczy tak sosłownie, no ale mniejsza.
                On jej obcość pokazał, a kobieta być może z rozlewności chciała objąć to dzeicko. Nie rzuciłaby się na dziecko, to by wyszła na zimną sukę, poznabiowną ludzkich uczuć - np. A może rzuciła się na dziecko, ujęta nastrojem chwili - oto dzidzia i się nią zachwycimy. Nieważne, w tej sytuacji nie można wykluczać ludzi, z którymi ma się akurat do czynienia, bo to niegrzeczne. Ktoś podał sluszny przykład z cukierkami - mam za mało, zjem sama, aby uniknąć wykluczenia.
                Proste.
                • kora3 Re: no dobrze pieniądze nie były duże, ale zawsze 23.03.14, 01:14
                  znana.jako.ggigus napisała:

                  > dla ciebie bez przesady wydatek, dla kogoś to pieniądze.

                  ale mówimy o kims konkretnym - moim partnerze wszak, wiec WIEM, czy byłby to dlań wydatek czy nie ....

                  > Musisz zrozumieć, że są ludzie niechętnei wydający na innych np., skąpi albo bi
                  > edni.


                  jak wyżej - przecież nie rozmawiamy o kimś hipotetycznym, tylko o człowieku, z którym żyję i znam jego dochody oraz wiem, ze nie jest skąpy smile

                  > Mniejsza, bo ten wątek knajpiany nie ma nic wspólnego.

                  ma - bo rozmawiamy tu zdaje się o tym, ze ludzie mają RÓZNE relacje miedzy sobą.
                  Ale smile podobno nie wolno tego ujawniać, bo ten z kim ma się relację mniej bliską, poczuje się wyalienowany.

                  > On jej obcość pokazał, a kobieta być może z rozlewności

                  z rozlewności? A cóż to takiego? smile Rozumiem, ze szło o wylewność...No, może jest wylewna, ale co z tego? Czy gdyby Ciebie chciał przytulać obcy facet bo jest taki wylewny i w dodatku mu się spodobałaś, to pozwalasz?

                  chciała objąć to dzeick
                  > o. Nie rzuciłaby się na dziecko, to by wyszła na zimną sukę, poznabiowną ludzki
                  > ch uczuć


                  - np. A może rzuciła się na dziecko, ujęta nastrojem chwili - oto dzid
                  > zia i się nią zachwycimy


                  To już mega naciągane - sorry. Można bez trudu wyrazić zainteresowanie kimś, w tym dzieckiem, bez konieczności bramia go na rece, calowania, przytulania.

                  . Nieważne, w tej sytuacji nie można wykluczać ludzi, z
                  > którymi ma się akurat do czynienia, bo to niegrzeczne.


                  Acha - czyli rozumiem, ze jeśli witasz się serdecznym uściskiem z przyjacielem, a on jest ze swoim kolegą, którego ledwo znasz, to z tym kolegą też się ściskasz, żeby nie wykluczać, albo z przyjacielem witasz się chłodno?
                  • znana.jako.ggigus Re: no dobrze pieniądze nie były duże, ale zawsze 23.03.14, 01:31
                    mówimy o Twoim partnerze, zgoda, ale staram się podać różne motywacje niepłacenia za kogoś, czyli nie tylko motywacje Twojego partnera.
                    Motywacje tej kobiety - to też seria moich przypuszczeń.
                    Nie wiem, co nią kierowało.
                    I nie będę odpowiadać na Twój kolejny przykład ad absurdum, zawarty w ostatnim akapicie Twojej wypowiedzi. Nie chce mi się na tę nutę, bo to wg mnie nie ma sensu.
                    • kora3 Re: no dobrze pieniądze nie były duże, ale zawsze 23.03.14, 01:46
                      znana.jako.ggigus napisała:

                      > mówimy o Twoim partnerze, zgoda, ale staram się podać różne motywacje niepłacen
                      > ia za kogoś, czyli nie tylko motywacje Twojego partnera.


                      Alez to oczywiste ze mogą to być różne motywacje. My wszelako mówimy o konkretnej sytuacji i konkretnej osobie. Mój partner nie zapłacił za te panie nie z biedy, ani ze skąpstwa, tylko zwyczajnie dlatego, ze nie widział powodu, dla którego powinien zapłacić. Ja go także nie widzę smile

                      > Motywacje tej kobiety - to też seria moich przypuszczeń.
                      > Nie wiem, co nią kierowało.


                      Alez zupełnie nieważne właśnie co nią kierowało Ggigus.
                      Wazne, ze rodzice dziecka nie chcą, by brały je na ręce obce osoby.
                      Jedno z rodziców powiedziało jej to w sposób neutralny i w niczym jej nie obrażający.
                      • znana.jako.ggigus skoro podajesz przykład Twojego parnera, 23.03.14, 01:49
                        niestety padną osobiste interperacje tego zachowania w ogóle.
                        Czy ten gest był neutralny - mam na myśli dziecko - nie wiem, enta osoba Ci tutaj pisze, że nie był.
                        Jak to mówi przysłowie angielskie- jeśli ci trzy osoby na ulicy mówią, żeś pijany, idź do domu i wytrzeźwiej.
                        • kora3 Chce wiedzieć dlaczego nie był 23.03.14, 01:51
                          np. twoim zdaniem neutralny.
                          • znana.jako.ggigus wyjaśniałam to. Zacytuj mi, których 23.03.14, 23:10
                            wypowiedzi nie rozumiesz.
                            • kora3 Re: wyjaśniałam to. Zacytuj mi, których 24.03.14, 09:13
                              nie rozumiem dlaczego neutralne stwierdzenie faktu jest nietaktowne.
                              • znana.jako.ggigus wyjaśniałam to już. Podaj cytaty moich 24.03.14, 13:33
                                wypowiedzi, których nie rozumiesz.
                                • kora3 Ale wyjaśnienie mnie nie przekonuje po prostu 24.03.14, 13:46
                                  ergo - nie rozumiem dlaczego osoba niebliska miałaby się czuc urażona tym, że nie jest traktowana, jak bliska.
                                  • znana.jako.ggigus wyjaśniałam Ci to wykluczeniem kogoś, 24.03.14, 13:53
                                    to że Ty nie czułabyś się wykluczona, nie znaczy że inni - wszyscy??!! - mają tak samo.
                                    SV to także empatia, a więc przewidzenie możliwych reakcji - a jeśli urażę kogoś tym gestem? i unikanie takiej sytuacji.
                                    Mnie np. nie urażają dyskusje na tematy polityczno-religijne, a mimo to nie zaczynam ich pierwsza i ostrożnie formułuję poglądy, jeśli wiem, że rozmawiam z osobą głęboko wierzącą.
                                    • kora3 Re: wyjaśniałam Ci to wykluczeniem kogoś, 24.03.14, 14:14
                                      znana.jako.ggigus napisała:

                                      > to że Ty nie czułabyś się wykluczona, nie znaczy że inni - wszyscy??!! - mają t
                                      > ak samo.


                                      Wracamy do punktu wyjścia, Ggigus - osoba przewrażliwiona może uznać, ze skoro sąsiad nie zaprosił jej na wesele, a codziennie się jej kłania, to ją "wykluczył". Bo tych z naprzeciwka zaprosił i tych z 3 piętra - też. Nic to, że ze tymi sąsiadami on się przyjaźni od lat, a "wykluczonej" tylko się kłania, prawda?

                                      > SV to także empatia, a więc przewidzenie możliwych reakcji - a jeśli urażę kogo
                                      > ś tym gestem? i unikanie takiej sytuacji.


                                      Oczywiście, tylko ze musi to być oparte na jakichś rozsądnych przesłankach.
                                      Wiadomo, ze nie powiesz komuś "Ło matko, ale ohydny masz płaszcz, nie znoszę tego koloru", nawet jeśli naprawdę nie znosisz i naprawdę uważasz płaszcz za ohydny. Raczej, o ile nie chcesz całkiem fałszywie czegoś komplementować, to na zapytanie właściciela płaszcza o ocenę powiesz: "Fajny i na Tobie bardzo ładnie się prezentuje, jednakże ja się nie widzę w takim kolorze".
                                      Teraz cała sprawa polega na tym, że pierwsza uwaga JEST nieprzyjemna i właścicielowi płaszcza ma prawo być przykro, natomiast jeśli się obraza, czy czuje urażony uwagą drugą, to jest przewrażliwiony.

                                      > Mnie np. nie urażają dyskusje na tematy polityczno-religijne, a mimo to nie zac
                                      > zynam ich pierwsza i ostrożnie formułuję poglądy, jeśli wiem, że rozmawiam z os
                                      > obą głęboko wierzącą.


                                      Ależ to całkowicie zrozumiałe. Załóżmy zatem, że rozmawiasz z taką osobą właśnie i formułujesz następującą myśl (na przykład - oczywiście): "Szanuję poglądy ludzi wierzących, ale sama jestem ateistką", a Twój głęboko wierzący rozmówca obraża się za to, ze jesteś ateistką. smile Bo tak ma - samo to, ze ktoś nie wierzy go uraża, obraza, wykluczasmile.
                                      Czy teraz rozumiesz o co mi chodzi?
                                      • znana.jako.ggigus przesłanki moje podałam i 24.03.14, 14:17
                                        napisz, co w nich jest nierozsądnego.
                                        Przykład z kimś, kto się obraża na drugą osobę za deklarację: jestem ateistką jest idoityczny.
                                        Nie można się obrażać ani czuć wykluczonym przez poglądy innych. Nie dyskutuję na bazie przykładów idiotycznych.
                                        • kora3 Re: przesłanki moje podałam i 24.03.14, 14:24
                                          znana.jako.ggigus napisała:

                                          > napisz, co w nich jest nierozsądnego.
                                          > Przykład z kimś, kto się obraża na drugą osobę za deklarację: jestem ateistką j
                                          > est idoityczny.


                                          jest on z życia wzięty - są takie osobysmile

                                          > Nie można się obrażać ani czuć wykluczonym przez poglądy innych. Nie dyskutuję
                                          > na bazie przykładów idiotycznych.


                                          Jeśli ktoś się czuje, to można się czuć .
                                          Chcesz zabronić komuś jakoś się czuć? To jest jego subiektywne odczucie i właśnie tak to odbiera. TYLKO, że jest to absurdalne, prawda? Bo dlaczego ktoś miałby się czuć urażony czyimś ateizmem? No właśnie nie wiadomo dlaczego, ale mimo to tak się czuje.

                                          Podobnie - ta pani czuje się urażona tym, że rodzice nie czują dziecka zbytniej ufności do obcych, a ona jest obca. smile
                                          • kora3 nie uczą, a nie nie czują nt. 24.03.14, 14:25

                                            • znana.jako.ggigus powtarzam - jeśli komuś mówię, 24.03.14, 14:28
                                              że jestem ateistką, a on się czje obrażony i wykluczony, to jego sprawa.
                                              Ale dla mnie to zachowanie idiotyczyne, nie mające nic wspólnego z postem inicjującym dyskusję i nie mam zamiaru w jakikolwiek spsoób tego komentować.
                                              Nie muszę się odnosić do każdego idiotyzmu, wyrażonego przez innych. Nawet jeśli są to przykłady autentyczne.
                                              • kora3 Re: powtarzam - jeśli komuś mówię, 24.03.14, 14:32
                                                znana.jako.ggigus napisała:

                                                > że jestem ateistką, a on się czje obrażony i wykluczony, to jego sprawa.

                                                No dokładnie, a jeśli ojciec dziecka mówi, że starają się wraz z jego matką nie uczyc dziecka zbytniej ufności do obcych ludzi, a ktoś się czuje tym obrażony i wykluczony, to także jego sprawa, nie?smile

                                                > Ale dla mnie to zachowanie idiotyczyne,

                                                Pełna zgodasmile

                                                > Nie muszę się odnosić do każdego idiotyzmu, wyrażonego przez innych. Nawet jeśl
                                                > i są to przykłady autentyczne.


                                                Tu nie idzie o odniesienie się do przykładu, a zrozumienie, ze ktoś może czuć się urażony czymś, co wcale nie powinno go na logikę urażać.
                                                • znana.jako.ggigus dwa różne konteksty sytuacyjne 24.03.14, 14:36
                                                  - nie można tego samego wniosku wyciągnąć, niestety, chociaż by się b., ale to b. chciało.
                                                  • kora3 Re: dwa różne konteksty sytuacyjne 24.03.14, 15:00
                                                    a moim zdaniem - można smile

                                                    Dla mnie obrażenie się na kogoś, ze nie chce, aby jego dziecko było zbyt ufne wobec obcych i dlatego nie daje go obcym na rece jest tak samo absurdalne, jak obrażanie się na kogoś, ze nie chce się z kimś pomodlić, bo jest ateistą (np.).
                                                  • znana.jako.ggigus momencik - przed chwilą było o tym, 24.03.14, 15:05
                                                    że ktoś się obraził o samą deklarację, że druga strona to ateistka i poczucie wykluczenia. Teraz piszesz o wspólnej modlitwie.
                                                    Sensu dyskusji nie widzę, bo ciężko sprecyzować, o co Ci chodzi.
                                                    Deklarację kogoś jako wykluczenie innej osoby? Deklarację jako niemożność wspólnej modlitwy??
                                                    Pytania, pytania...
                                                  • kora3 Re: momencik - przed chwilą było o tym, 24.03.14, 15:37
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > że ktoś się obraził o samą deklarację, że druga strona to ateistka i poczucie w
                                                    > ykluczenia. Teraz piszesz o wspólnej modlitwie.


                                                    Znalam i takich co się obrazali za brak checi na wspólna modlitwę ateisty z nimi, jak i za ro, ze ktoś w ogóle "śmie" być ateistą smile

                                                    > Sensu dyskusji nie widzę, bo ciężko sprecyzować, o co Ci chodzi.

                                                    ło matko o to, że kto się może czuć urazony czymś, co wcale go nie dotyczy i nie powinno być przedmiotem jego urazy, ale jest, bo ten ktoś "tak ma" .

                                                    > Deklarację kogoś jako wykluczenie innej osoby? Deklarację jako niemożność wspól
                                                    > nej modlitwy??


                                                    jak wyżej - zastanówmy się czy to normalne, że ktoś czuje się urażony, gdy ktoś odmawia wspólnej modlitwy z nim podając jako powód swój ateizm? No nie. czy to normalne, ze ktoś czuje się urazony samą deklaracją czyjąś, ze jest ateistą? No też nie.
                                                    A czy normalne jest, że jakaś kobieta czuje się urazona tym, że jacys ludzie tak wychowują dziecko, że nie dają go na rece obcym osobom? Moim zdaniem to także nie jest normalne.
                                                  • znana.jako.ggigus czyli obrazić się można o wszystko jako 24.03.14, 15:41
                                                    konkluzja?
                                                    Oki, ale nie na temat.
                                                  • kora3 No własnie - na temat, bo wspominnalaś 24.03.14, 15:58
                                                    ze SV to także empatia i należy zważać, żeby kogoś czymś nie urazić.
                                                    I to prawda, należy, tylko jak sama zauważasz, obrazić się może ktoś o ...wszystko. Także o to o co obiektywnie nie powinien się obrazać. Nie powinien, ale może .
                                                    Zatem skoro może, to ateista rozmawiając z wierzącym powinien nie chcąc urazić nie zdradzać się ze swoim ateizmem, nie odmawiać wierzącemu, który prosi, by się z nim pomodlić, rodzic, który nie chce dawac obcym dziecka na ręce, jednak je dać.

                                                    Oraz cały szereg innych rzeczy: powinno się wpuścić do domu niezapowiedzianą osobę nie mając na to ochoty, pożyczyć komuś swoje buty, choć z zasady się tego nie robi, zgodzić się kilkudniowy "najazd" wpraszających się, bo wszyscy którym czegokolwiek odmówisz w myśl swoich zasad, w myśl zdrowego rozsądku albo po prostu bo ci nie pasuje - mogą się poczuć urażeni.
                                                  • znana.jako.ggigus obrażać - zależy o co? 24.03.14, 16:00
                                                    o deklarację - jestem ateistką czy o wspólną modlitwę? czy o pomiśkowanie dziecka w gronie trzyosobowym? czy o zajrzenie do świeżo odebranego hermesa? czy o coś zupełnie innego?
                                                  • kora3 To o co zalezy od obrazonego 24.03.14, 16:42
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > o deklarację - jestem ateistką czy o wspólną modlitwę? czy o pomiśkowanie dziec
                                                    > ka w gronie trzyosobowym? czy o zajrzenie do świeżo odebranego hermesa? czy o c
                                                    > oś zupełnie innego?


                                                    Myślałam, ze już to ustaliłyśmy wspólnie poniekądsmile

                                                    Domyslam się, że termin "pomiskowanie dziecka" oznacza branie go na ręce i pieszczenie. Czy tak? O ile tak, to owszem jeśli ktoś tak robi bez zgody na to rodzica/opiekuna, to można się obrazić. Podobnie, jak można o grzebanie w swojej torebce, jeśli ktoś nie uzyskał na to zgody.
                                                  • znana.jako.ggigus niestety nie da się niczego ustalić, co 24.03.14, 17:07
                                                    już wskazałam na przykładzie deklaracji bycia ateistką.
                                                    Pomiśkowanie odnosiło się do opisywanej przez Ciebie w bodajże dwu wątkach sytuacji.
                                                  • kora3 Da, tylko udajesz, ze nie wiesz o co chodzi:) 24.03.14, 17:44
                                                    Twoje zdanie: należy być empatycznym i zważać, żeby kogoś nie urazić wyrażając swoje zdanie zdanie/pogląd, także wówczas, gdy owo zdanie/ów pogląd dotyczą tylko nas/naszych spraw

                                                    Moje zdanie: Pełna zgoda. Zdarzyć się jednak może, ze ktoś poczuje się urażony nie mając wcale do tego podstaw.

                                                    Twoje zdanie: No tak, obrazić się każdy może o wszystko, ale jeśli obraza się nie mając do tego podstaw, to już jego sprawa.

                                                    Moje zdanie: Zgadzam się w pełni. Jeśli ktoś obraza się nie mając do tego podstaw, to nie trzeba się tym przejmować, najwyraźniej "tak ma".

                                                    Mniej więcej tak wyglądają nasze wspólnie wymieniane wnioski, czyż nie?
                                                  • znana.jako.ggigus no ale jak z tym ateistą jest? 25.03.14, 11:28
                                                    modlenie się czy wykluczenie przez deklarację - jestem ateistką, co obraża wierzących. I jednocześnie lądujemy w Absurdystanie.
                                                    Ze streszczeniami moich poglądów w Twoim ujęciu nie zgadzam się, dodam.
                                                    Twoich nie streszczam, wolę dopytywać i nadal nie mam odp-
                                                  • kora3 czego nie rozumiesz? 25.03.14, 11:49
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > modlenie się czy wykluczenie przez deklarację - jestem ateistką, co obraża wier
                                                    > zących.


                                                    bo na serio nie wiem. Nikt nie twierdzi, że sama deklaracja, iż się jest ateistą, albo odmowa wspólnej modlitwy z powodu swego ateizmu obraza wszystkich wierzących, czy też powoduje uczucie "wykluczenia" u wszystkich wierzacych.

                                                    Usiłuję Ci wytłumaczyć, na takich przykładach, ze są ludzie, którzy czują się urażeni, albo odrzuceni nie mając do tego podstaw. To z jakiego powodu tak się czują, to jest sprawać drugorzedna. Ważne, ze obiektywnie nie powinni się tak czuć, ale mimo to się tak czują i nic na to nie poradzisz.

                                                    To tak, jak sasiadka, która czuje się urażona i "wykluczona" tym, że sąsiad jej nie zaprosił na wesele (imieniny, urodziny, rocznicę slubu), a innych sąsiadów zaprosił. Czuje się tak, pomimo, ze wie, iż z tamtymi sąsiadami, których zaprosił nie tylko sąsiaduje, ale także się przyjaźni, a ją jedynie zna i się jej kłania.
                                                    Nie ma obiektywnych przesłanek do tego, żeby się czuła w tej sytuacji urazona i "wykluczona", ale tak się właśnie czuje, bo ...taka jest.

                                                    Nie ma technicznej możliwości nieurażenia takiej osoby, choćby się było nie wiem jak empatycznym i nie wiem jak kulturalnym. Bo nie jesteś w stanie na logikę przewidzieć czym taka osoba może poczuć się urażona, albo "wykluczona", bo to logiczne po prostu nie jest.

                                                    I dla mnie nie jest logiczne dlaczego obcą dziecku panią uraziło potraktowanie jej przez rodzica dziecka dokładnie tak samo, jak kazdą inną obcą dziecku osobę w adekwatnej sytuacji.
                                                  • znana.jako.ggigus nie rozumiem naprawdę! 25.03.14, 11:59
                                                    najpierw piszesz:
                                                    Ależ to całkowicie zrozumiałe. Załóżmy zatem, że rozmawiasz z taką osobą właśnie i formułujesz następującą myśl (na przykład - oczywiście): "Szanuję poglądy ludzi wierzących, ale sama jestem ateistką", a Twój głęboko wierzący rozmówca obraża się za to, ze jesteś ateistką. smile Bo tak ma - samo to, ze ktoś nie wierzy go uraża, obraza, wykluczasmile.

                                                    a teraz napisałaś:
                                                    Nikt nie twierdzi, że sama deklaracja, iż się jest ateist
                                                    > ą, albo odmowa wspólnej modlitwy z powodu swego ateizmu obraza [b]wszystkich [/
                                                    > b]wierzących, czy też powoduje uczucie "wykluczenia" u wszystkich wierza
                                                    > cych.
                                                  • znana.jako.ggigus Ps nie będę dyskutować o odrzuconych, niezapraszan 25.03.14, 12:02
                                                    ych sąsiadkach. Parę postów wcześniej pisałaś o mnie jako o takiej sąsiadce i zupełnie nie wiem, na jakiej podstawie.
                                                    Nie będę pisała o kolejnych przykładach, które wysypujesz z rękawa.
                                                    Raz piszesz że deklaracja bycia ateistą wyklucza wierzących, potem okazuje się, że chodziło w wspólną modlitwę (pomijam okoliczności, jak by do czegoś takiego mogło dojść), a teaz okazuje się, że bycie ateistą nikogo nie wyklucza.
                                                    aha i jeszcze mamy wykluczone sąsiadki, w tym mnie.
                                                  • kora3 Re: Ps nie będę dyskutować o odrzuconych, niezapr 25.03.14, 12:16
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > ych sąsiadkach. Parę postów wcześniej pisałaś o mnie jako o takiej sąsiadce i z
                                                    > upełnie nie wiem, na jakiej podstawie.


                                                    Że co?

                                                    > aha i jeszcze mamy wykluczone sąsiadki, w tym mnie.

                                                    że co?

                                                    Wiesz, albo naprawdę nie pojmujesz, ze sa ludzie, którzy roszczą sobie prawa do statusu jaki im nie przysługuje oraz tacy, którzy obrażają się o całkiem ich nie dotyczące sprawy, albo udajesz.
                                                  • znana.jako.ggigus sorry nie byłam jednak wykluczoną sąsiadką 25.03.14, 12:22
                                                    Twój myżlnik na pierwszy rzut oka można było źle zinterpretować.
                                                    Ale co do ateistów, zacytowałam dwie Twoje wypowiedzi wskazujące na hm rozwdojenie jaźni i chętnie bym chciała wiezdieć, jak to z tym wykluczeniem ateistów wg Ciebie jest.

                                                    Oto jeszcze raz dwie Twoje, sprzeczne ze sobą wypowiedzi:
                                                    najpierw piszesz:
                                                    Ależ to całkowicie zrozumiałe. Załóżmy zatem, że rozmawiasz z taką osobą właśnie i formułujesz następującą myśl (na przykład - oczywiście): "Szanuję poglądy ludzi wierzących, ale sama jestem ateistką", a Twój głęboko wierzący rozmówca obraża się za to, ze jesteś ateistką. smile Bo tak ma - samo to, ze ktoś nie wierzy go uraża, obraza, wykluczasmile.

                                                    a potem napisałaś:
                                                    Nikt nie twierdzi, że sama deklaracja, iż się jest ateistą, albo odmowa wspólnej modlitwy z powodu swego ateizmu obraza [b]wszystkich [/ b]wierzących, czy też powoduje uczucie "wykluczenia" u wszystkich wierzacych.

                                                    Czyli jak to jest???
                                                  • kora3 Re: sorry nie byłam jednak wykluczoną sąsiadką 25.03.14, 12:31
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > Twój myżlnik na pierwszy rzut oka można było źle zinterpretować.

                                                    zdarza się smile

                                                    > Ale co do ateistów, zacytowałam dwie Twoje wypowiedzi wskazujące na hm rozwdoje
                                                    > nie jaźni i chętnie bym chciała wiezdieć, jak to z tym wykluczeniem ateistów wg
                                                    > Ciebie jest.


                                                    Nijak - nie ma mowy o zadnym wykluczeniu ani ateistów, ani wierzącychsmile
                                                    Chciałam Ci tylko uzmysłowić, że sa ludzie, którzy czuja się urazeni czyimiś poglądami, które ich NIE DOTYCZĄ.

                                                    >
                                                    > Czyli jak to jest???


                                                    Ggigus - tak to jest, ze niektórych ludzi uraza coś, co wcale nie powinno na logike ich urazać - rozumiesz? Jesli masz okazje spotkać kogoś takiego, to nie ma technicznie szans go tym nie urazić.
                                                    Rodzi się wszelko pytanie, czy należy się przejmować takimi ludźmi i ich absurdalnymi odczuciami urazy, czy "wykluczenia".
                                                  • znana.jako.ggigus tyle że Ty o wykluczeniu w kontekście 25.03.14, 12:57
                                                    ateistów pisałaś dwa razy dwie zupełnie inne rzeczy. Oczywiście możesz reprezentoać każdy pogląd w dyskusji i zmieniać co chwilę oblicze.
                                                    Poza tym post wyjściwoy nie dotyczył ateistów, a dziecka.
                                                    A owszem źle postawiony myślnik zdarza się każdemu, to fakt.
                                                  • kora3 Re: tyle że Ty o wykluczeniu w kontekście 25.03.14, 13:42
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > ateistów pisałaś dwa razy dwie zupełnie inne rzeczy. Oczywiście możesz reprezen
                                                    > toać każdy pogląd w dyskusji i zmieniać co chwilę oblicze.


                                                    Nie - po prosru nie zrozumiałaś. O WYKLUCZENIU - o tym, ze tak się może poczuć osoba wierząca, pisałam w kontekście ODMOWY przez ateistę/ateistów uczestniczenia we wspólnej modlitwie z nią.

                                                    Natomiast o tym, że wierzący -oszołom, może się poczuć URAZONY samym tym, że ktoś jest niewierzący pisałam w kontekście nieuzasadnionego odczuwania urazy.


                                                    > A owszem źle postawiony myślnik zdarza się każdemu, to fakt.

                                                    Pewnie, tylko niby dlaczego miałabym o tobie pisać, jako o jakiejś sąsiadce?smile
                                                  • znana.jako.ggigus podałam Ci cytat i pisałaś dwa razy 25.03.14, 14:10
                                                    dwie zupełnie inne rzeczy w tej samej kwestii.
                                                    Raz bycie ateistką wyklucza wierzących, a drugi raz nie. Pomijam fakt, że nie ateiści są tematem tego wątku.
                                                    A co do myślnika - koro, skoro podajesz non stop kolejne przykłady, myślałam, że zostałam Twoją hipotetyczną sąsiadką.
                                                  • kora3 Re: podałam Ci cytat i pisałaś dwa razy 25.03.14, 14:21
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > dwie zupełnie inne rzeczy w tej samej kwestii.
                                                    > Raz bycie ateistką wyklucza wierzących, a drugi raz nie. Pomijam fakt, że nie a
                                                    > teiści są tematem tego wątku.


                                                    Matko, Ggigus - ja pasuje smile
                                                  • znana.jako.ggigus ja też, niestety, bo dwa razy 25.03.14, 14:22
                                                    w tej samej sytuacji piszesz dwie zupełnie inne rzeczy.
                                                  • kora3 Re: ja też, niestety, bo dwa razy 25.03.14, 14:32
                                                    Sorry, ale nie rozumiem Ciebie - nie o to chodzi czy się ktoś czuje urazony, obrażony, wykluczony, czy wyklęty smile - tylko o to, że nie ma obiektywnie podstaw do tego poczucia
                                                  • znana.jako.ggigus nie o to mi chodzi 25.03.14, 14:35
                                                    dwa razy podałaś tę samą sytuację i raz podałaś ją jako przykład wykluczenia, a drugi raz -wręcz przeciwnie. Sytuacja nie ma nic wspólnego z tematem i jest jednym z Twoich setki przykładów, to mniejsza.
                                                    Ale nie możesz argumentować jedną sytuacją jak chorągiewką i jak zawieje wiatr.
                                                  • kora3 Re: nie o to mi chodzi 25.03.14, 14:41
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > dwa razy podałaś tę samą sytuację i raz podałaś ją jako przykład wykluczenia, a
                                                    > drugi raz -wręcz przeciwnie


                                                    To nie był przykład żadnego wykluczenia, tylko przykład na to, że masz ograniczony wpływ na to, jak się ktoś poczuje nie mając do tego podstaw.

                                                    . Sytuacja nie ma nic wspólnego z tematem i jest j
                                                    > ednym z Twoich setki przykładów, to mniejsza.


                                                    Ma wiele wspólnego, bo jak sama wspomniałaś - należy być empatycznym i liczyć się z odczuciami/uczuciami innych.
                                                    To prawda, ale w granicach rozsądku!

                                                    > Ale nie możesz argumentować jedną sytuacją jak chorągiewką i jak zawieje wiatr.

                                                    Ależ cały czas Ci piszę, ze to sa przykłady sytuacji, kiedy coś kogoś "dotyka", choć obiektywnie nie powinno.
                                                  • znana.jako.ggigus ale przyjście bez terminu do fryzjera i 25.03.14, 14:52
                                                    deklaracja bycia ateistką (i jej skutki wykluczenia, które raz są, raz ich nie ma wg Ciebie), to nie to samo co w pościec wyjściowym.
                                                    Równie dobrze mogę pisać o wykluczeniu, bo mi kierowca przed nosem zamnkął drzwi autobusu, a wdiział, że biegłam.
                                                    To absurd.
                                                  • kora3 Re: ale przyjście bez terminu do fryzjera i 25.03.14, 14:59
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > deklaracja bycia ateistką (i jej skutki wykluczenia, które raz są, raz ich nie
                                                    > ma wg Ciebie),


                                                    Nie WG MNIE wcale ich nie ma, nigdy!
                                                    Obiektywnie nikt nie ma powodu czuć się urażonym/obrażonym/ wykluczonym/ jakim tak jeszcze z powodu czyjegoś ateizmu, czy z powodu tego, że ktoś się nie chce z nim pomodlić. Rzecz w tym, ze są ludzie, którzy nie mając powodów obiektywnie, tak się czują, bo zwyczajnie tacy są.

                                                    to nie to samo co w pościec wyjściowym.
                                                    > Równie dobrze mogę pisać o wykluczeniu, bo mi kierowca przed nosem zamnkął drzw
                                                    > i autobusu, a wdiział, że biegłam.
                                                    > To absurd.


                                                    Przykład z autobusem jakoś nie wydaje mi się analogiczny.
                                                    A właśnie absurdem jest oczekiwanie, ze się zostanie potraktowanym inaczej, niż zgodnie z zasadami i swoim statusem.
                                                    Cały czas o to właśnie mi chodzi.
                                                  • znana.jako.ggigus Reno ale z tym ateizmem chocby - 27.03.14, 10:53
                                                    czy sama deklaracja czy chec pomodlenia sie? Pomijając fakt jak to pomodlenie się ma wyglądać - przechodzę z Tobą obok kościoła i Ty rzucasz hasło - pomódlmy się. (??)
                                                    W sytuacji u fryzjera nikt nie ma prawa czuć się odrzucony, osoba nieumówiona musi czekać.
                                                    A kierowca to grzeczność - są tacy, ktąrzy widzą, że biegniesz i zamykają Ci drzwi, a są tacy, że poczekają. Można też tego nie widzieć.
                                                    Tyle że ww przykłady nie mają za wiele wspólnego z przykładem wyjściowym, bo tam byli znajomi, a tutaj obcy ludzie (poza ateizmem rzecz jasna, no ale tu z kolei chcesz wmówić, że czyjeś przekonania wykluczają innych).
                                                    Reasumując - ww przyklady nie mają nic wspąlnego z przykładem wyjściowym i bijemy pianę.
                                                  • kora3 Re: Reno ale z tym ateizmem chocby - 30.03.14, 17:23
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > czy sama deklaracja czy chec pomodlenia sie? Pomijając fakt jak to pomodlenie s
                                                    > ię ma wyglądać - przechodzę z Tobą obok kościoła i Ty rzucasz hasło - pomódlmy
                                                    > się. (??)


                                                    No np. albo jest południe, "Anioł Pański" i współpracownik proponuje Ci wspólna modlitwę.

                                                    > W sytuacji u fryzjera nikt nie ma prawa czuć się odrzucony, osoba nieumówiona m
                                                    > usi czekać.


                                                    W tym przypadku osoba nieumówiona nie zostaje obsłużona wcale. ale nie w tym rzecz, a w tym, że osoba nieumówiona nie ma obiektywnie powodu czuć się źle potraktowana, niemniej - tak się czuje.

                                                    > A kierowca to grzeczność - są tacy, ktąrzy widzą, że biegniesz i zamykają Ci dr
                                                    > zwi, a są tacy, że poczekają. Można też tego nie widzieć.


                                                    Ja rzadko korzystam z autobusy, ale w opisanej sytuacji stawiałabym właśnie na to, ze mnie nie widział kierowca.

                                                    > Reasumując - ww przyklady nie mają nic wspąlnego z przykładem wyjściowym i bije
                                                    > my pianę.


                                                    Bijemysmile bo zwyczajnie nie rozumiesz chyba, że znajomość znajomości nierówna oraz, że oczekiwanie, iż będzie się traktowanym niezgodnie ze swoim statusem jest niepoważne i nietaktowne.
                                                  • znana.jako.ggigus ależ ja nigdy nie pisałam, że 31.03.14, 12:17

                                                  • kora3 zatem skoro nie każdą tak samo, to 31.03.14, 13:32
                                                    zrozumiałe jest, ze nie każdego znajomego - tak samo, czy tak?

                                                    Teraz powrócmy do sytuacji z dzieckiem.
                                                    Pani przyjaciółka ojca jest osobą znaną dziecku, bliską (notabene znajoma o tym wie), pani znajoma jest dziecku obca (też pewnie o tym sama wie).
                                                    Rodzice mają zasadę, że nie uczą dziecka zbytniej ufności wobec obcych. Zgodnie z tą zasadą traktują obie panie INACZEJ w kwestii dawania im dziecka na ręce. Dlaczego mieliby traktować tak samo?

                                                    Czy pani klientka nieumówiona miała prawo poczuć się odrzucona - na logike - nie. Natomiast MOGŁA, bo ludzie czasem są nielogicznismile

                                                    Jeśli chodzi o "urazy" na tle religijnym to miałam osobiście taki przypadek, kiedy pewna pani, pewnie w dobrej wierze, dowiedziawszy się, że jestem w związku niesakramentalnym zapragnęła zaprosić mnie na spotkanie duszpasterstwa takich związków. A ja uprzejmie odmówiłam, jako powód podając, że z przyczyn światopoglądowych nie interesują mnie takie spotkania i nie mam potrzeby uczestnictwa w nich.
                                                    Pani zrobiło się przykro i wspomniała, ze odmówiłam jej niemile. Ja uważam, że odmówiłam normalnie i uprzejmie, a pani mimo to poczuła się przykro.
                                                  • znana.jako.ggigus klientka i fryzjer to nie jest 31.03.14, 13:43
                                                    znajomosc to raz. A sytuacje pani z dzeickiem wyjasnialam tak ze sto razy. Z mojego punktu widzenia, rzecz jasna i czytalam Twoje wyjasnienia i odpowiadalam na nie.
                                                    No ale ciesze sie, ze ateizm znikl jak sen zloty.
                                                  • urko70 Re: zatem skoro nie każdą tak samo, to 31.03.14, 13:45
                                                    kora3 napisała:

                                                    > Pani zrobiło się przykro i wspomniała, ze odmówiłam jej niemile. Ja uważam, że
                                                    > odmówiłam normalnie i uprzejmie, a pani mimo to poczuła się przykro.

                                                    A umiesz sobie wyobrazić, że Twoje uważanie nie jest wyrocznią?
                                                    A wiesz skąd się wzięło: "Jesteśmy tacy, jakimi widzą nas inni" ?

                                                  • kora3 Re: zatem skoro nie każdą tak samo, to 31.03.14, 14:41
                                                    urko70 napisał:
                                                    > A umiesz sobie wyobrazić, że Twoje uważanie nie jest wyrocznią?
                                                    > A wiesz skąd się wzięło: "Jesteśmy tacy, jakimi widzą nas inni" ?


                                                    Umiem sobie wyobrazić, tyle, że są pewne przesłanki OBIEKTYWNE w każdej takiej sytuacji.
                                                    Wskaż mi CO byłoby niemiłego (np. wg Ciebie) w powiedzeniu, że ze względu na swój światopogląd nie jestem zainteresowana takimi spotkaniami i nie czuje potrzeby uczestniczenia w nich.

                                                    Wskaz, bo ja naprawdę nie wiem smile
                                                    To raczej zachowanie pani było nietaktowne, bo mało mnie znając (gdyby znała, to wiedziałaby, że nie będę uczestniczyła) zaproponowała mi coś bądź co bądź osobistego.
                                                    Ale pal to licho - nic mi się wszak nie stało. smile Tylko nadal nie wiem, co można w takiej odpowiedzi odebrać, jako niemiłe?
                                                    To, ze mam jakiś światopogląd (najpewniej odmienny od światopoglądu tej pani)? To,ze nie jestem zainteresowana takimi spotkaniami? czy to, ze nie czuję potrzeby uczestniczenia w nich?
                                                    Gdybym zwróciła pani uwagę, ze zachowała się nietaktownie, albo skomentowała w ogóle takie pomysły, jak te spotkania - to owszem mogłaby się poczuć niemiło.
                                                    ale w tej sytuacji - obiektywnie nie było do tego podstaw.
                                                  • urko70 Re: zatem skoro nie każdą tak samo, to 31.03.14, 15:30
                                                    kora3 napisała:

                                                    > > A umiesz sobie wyobrazić, że Twoje uważanie nie jest wyrocznią?
                                                    > > A wiesz skąd się wzięło: "Jesteśmy tacy, jakimi widzą nas inni" ?

                                                    >
                                                    > Umiem sobie wyobrazić, tyle, że są pewne przesłanki OBIEKTYWNE w każdej takiej
                                                    > sytuacji.

                                                    Nie należą do takich: "Ja uważam, że odmówiłam normalnie i uprzejmie".


                                                    > Wskaż mi CO byłoby niemiłego (np. wg Ciebie) w powiedzeniu, że ze względu na sw
                                                    > ój światopogląd nie jestem zainteresowana takimi spotkaniami i nie czuje potrze
                                                    > by uczestniczenia w nich.
                                                    >
                                                    > Wskaz, bo ja naprawdę nie wiem smile

                                                    Mogę wskazać co najmniej dwa powody tyle tylko, że nie mam pojęcia po co
                                                    i dlaczego miałbym to robić.
                                                    Po co - bo Ty i tak zawsze wiesz lepiej
                                                    Dlaczego - skoro ja Cie proszę po kilka razy a ty ignorujesz moje prośby to
                                                    czemu ja mam traktować Twoje prośby inaczej...

                                                  • kora3 Nie wkazesz zadnych obiektywnych powodów :) 31.03.14, 15:32
                                                    bo ich nie ma zwyczajnie.
                                                    Nie jest nieuprzejme odmówienie w taki sposób i dobrze o tym wiesz.
                                                  • urko70 Re: Nie wkazesz zadnych obiektywnych powodów :) 01.04.14, 10:12
                                                    kora3 napisała:

                                                    > bo ich nie ma zwyczajnie.
                                                    > Nie jest nieuprzejme odmówienie w taki sposób i dobrze o tym wiesz.

                                                    Ty zawsze wiesz lepiej (czy wskażę czy nie, czy i co wiem etc).

                                                    Nie odpowiedziałaś na drugie pytanie. smile
      • baba67 Re: Babo, mam pytanie takie konkretne 22.03.14, 16:12
        Wciaz mnie nie przestajesz zaskakiwac...to juz i wrozeniem dorabiasz?
        Jak moglam sie wypowiedziec na temat historii ktorej nie znam?
        Twoj partner mogl uregulowac za Ciebie bo wiadomo, mogl uregulowac za Twoich przyjaciol bo mial z nimi jakies rozliczenia z innych pobytow w knajpie o ktorym reszta nie wiedziala bo i po co.Obrazac sie ze ktos za mnie nie placi- zakladamy nowa edycje Ksiegi Absurdow?
        Nie rozumiem analogii, nie widze wspolnego mianownika.
        Tu facet z IQ inteligencji emocjonalnej cos 90 robi przykrosc moze niezbyt taktownej, ale majacej dobre intencje kobiecie, tu rozliczenia knajpiane.
        • kora3 Alez nie było jakichś rozliczeń 22.03.14, 22:39
          Babo - po prostu to moi i jego też - bliscy znajomi, wiec ...
          A te dwie panie sa znane na "czesc" wiec ani on nie uważał, ze tapada za nie płacić oraz odwozić je z impry, ani one tego nie oczekiwały , bo tamtą dwójkę odwoził i zapłacił.
          Ale wg tego co Ty uważasz - powinien - bo przecież nietaktownie wskazał na to, że zazyłośc jego i moja z tymi paniami jest znacznie mniejsza niż z pozostałą dwójką.
          • baba67 Re: Alez nie było jakichś rozliczeń 23.03.14, 08:36
            Akle co tego ze nie bylo-MOGLY BYC-rozliczenia,dlugi wdziecznosci itp o ktorych luzne znajome nie mialy pojecia. Nie uwazam zeby sie Twoj partner popisal taktem, ale osoby za ktore nie zaplacil musialyby miec cos z glowa zeby sie czuc urazone.
            Knajpa to takie specyficzne miejsce gdzie spotykaja sie ludzie na roznych poziomach relacji i wiecej rzeczy tak uchodzi.
            • kora3 Re: Alez nie było jakichś rozliczeń 23.03.14, 12:12
              a dlaczego nie zachował się taktownie, wyjasnij mi?
              czy naprawdę te znajome miałyby oczekiwać, ze OBCY facet za nie zapłaci, bo płaci za swoją kobietę i dobrych znajomych? Toż to absurdalne, żeby uważać takie coś za nietakt.
              • baba67 Re: Alez nie było jakichś rozliczeń 23.03.14, 13:23
                No nie nietakt, niezrecznosc towarzyska.Takie cos pomiedzy. Nie zachowal sie elegancko (elegancko byloby zaplacic za Ciebie no bo to jasne) ale nietaktownie tez nie.
                • ach_dama_byc_z_kanady Re: Alez nie było jakichś rozliczeń 23.03.14, 13:26
                  Hmmm Koro, ale wlasciwie to co bys chciala, abysmy wszyscy pod rzad i we wszystkim
                  zgodzili sie z twoim punktem widzenia ? smile
                  bo argumentujesz jakby tak wlasnie mialo byc... : )

                  Minnie
                  • kora3 Nie, tylko chcialabym logicznej 23.03.14, 13:41
                    argumentacji, a nie takiej, ze ktoś się "poczuje" - mnie interesuje, czu i dlaczego miałby podstawy się "poczuć" - jakoś.
                    • znana.jako.ggigus tłumaczyłam Ci jeden przykład, 23.03.14, 23:32
                      a Ty w odp. podajesz siódmy, a potem piszesz, że Ci nie tłumaczę.
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Babo, mam pytanie takie konkretne 22.03.14, 23:37
        kora3 napisała:
        Mój partner wpadłszy po mnie (zabierał też koleżankę i kolegę do ich domów) zamówił sobie cos tam i uregulował rachunek za mnie, koleżankę i kolegę. Nie musiał za nich, ale mniejsza o to. NIE uregulował za dwie pozostałe znane muz z widzenia koleżanki. czy popełnił nietakt? Czy one mogą czuć się urażone? No chyba wg Ciebie - mogą.

        moim zdaniem 'elegancko' - to potem nie trzeba sie tlumaczyc ani slowkiem co i jak.

        partner powinien byl albo:
        a/ zaplacic tylko za ciebie
        b/ za wszystkich
        c/ za nikogo


        skad widac ze postapil niezgodne z sv?
        z gestego teraz tlumaczenia
        - "no bo on dobrze zna te i te, a te nie, .. a ja jestem jego.. a one... "
        niestety, jak widac sv jest czasami kosztowny, po prostu.

        Minnie
        • kora3 A moim zdaniem postąpił b. normalnie 22.03.14, 23:56
          a panie nie poczuły się urażone, bo też sa normalne. Nie oczekiwały, ze znany im na "czesc" gość zapłaci za nie, bo płaci za swoją partnerkę i bliskich znajomych.
          Nikt normalny by nie oczekiwał, że słabo znany gość ureguluje zań rachunek, bo siedziało się z nim przy jednym stole.
          • kora3 a tłumaczenie Damo jest na potrzeby forum:) 23.03.14, 00:05
            a nie tamtych pańsmile Im , jak wspomniałam, nie przyszłoby do głowy oczekiwanie, żeby za nie regulować w takiej sytuacji.

            Najad nie pojmuje dlaczego przyjmujecie, że normalne, zgodne z relacją zachowanie wobec różnych ludzi w tym samym miejscu może być odczytywane jako nietakt, albo sprawiać przykrośc.
            Zwyczajnie nie rozumiem, dlaczego normalnie myslący człowiek mialby mieć komuś za złe, że nie traktuje go na równi z bliskimi, jeśli bliskim nie jest. Dla mnie to wręcz absurdalne
            • znana.jako.ggigus bo takie wyróżnianie to pokazywanie - 23.03.14, 00:41
              ale TY nie należysz do naszej paczki. Tylko o to chodzi, bo wiadomo że ludzie znają się na różnym stopinu, jedni zjedli beczkę soli, a inni mają o sobie (póki co) dobre zdaniesmile)
              Ale to wyróżnianie - Kasię znam lepiej niż Ciebie, dłużej i w ogóle fajniej, jest wykluczeniem Ciebie.
              Nie wiem, jak to lepiej wytłumaczyć.
              • kora3 Nawet gdyby tak było 23.03.14, 01:00
                jak piszesz, to nadal nie pojmuje dlaczego to miałoby urazać osoby z którymi się jest dalej niż z ową Kasią.
                Za chwilę dojdziemy do absurdu, że mąż do żony nie może zwrócić się w towarzystwie "kochanie", bo inne panie poczują się źle z tym, ze z nimi nie jest tak blisko, jak z zoną smile

                No litości smile - to właśnie osoba, która oczekuje, że będzie się ja traktować tak samo jak bliską sobie, podczas, gdy takową nie jest, jest nietaktowna.

                Nikt zresztą nie mówi "nie należysz do naszej paczki", ale to się rozumie samo przez się, gdy się do niej nie należy i nietaktem jest oczekiwanie, że będzie się ją traktować, tak, jakby należała.
                • znana.jako.ggigus nadal żiszesz nie na temat 23.03.14, 01:08
                  samo zwrócenie się do kogoś per kochanie, czy jak pisze dama do mnie per złotko to oznaka zażyłości, ba sympatii i samo w sobie nie jest to nic złego.
                  Nie pisałam o tym, nie wiem, skąd bierzesz takie wiadmości.
                  Czynności wykluczające owszem są nietaktowne - jeśli małżeństwo nagle pół godziny będzie w towarzystwie osoby trzeciej omawiać sprawy, nie zwracając uwagi na nikogo. Jeśli w jakikolwiek sposób okazuje isę komuś - ty nie należysz do nas, ale jakikolwiek sposób to nie jest od razu słowo: złotko albo kochanie.
                  Enty raz powtarzam - nie pisaałam o mówieniu - ty do nas nie należysz, nikt rozsądny tak nie mówi wprost, a o OKAZYWANIU tego. To spora różnica.
                  Jeśli się spotkam z Tobą i moją kumpelą na kawie i będę z kumpelą omawiać dzieje licealne i od czasu do czasu Ci wyjaśnię, że Kazik to nasz wychowawca, a wuefistka była straszną babą, to Ci okażę WYKLUCZENIE bez mówienia o tym wprost.
                  • znana.jako.ggigus errata nagłówka: nadal piszesz nie na temat 23.03.14, 01:08
                    proszę o wybaczenie
                  • kora3 Re: nadal żiszesz nie na temat 23.03.14, 01:26
                    znana.jako.ggigus napisała:

                    > samo zwrócenie się do kogoś per kochanie, czy jak pisze dama do mnie per złotko
                    > to oznaka zażyłości, ba sympatii i samo w sobie nie jest to nic złego.


                    ale oni mogą się poczuć "wykluczeni", bo nie są w tak zażyłych stosunkach z Damąsmile

                    Jeśli w jakikolwiek sposób okazuje isę komuś - ty nie należysz do nas,
                    > ale jakikolwiek sposób to nie jest od razu słowo: złotko albo kochanie.
                    > Enty raz powtarzam - nie pisaałam o mówieniu - ty do nas nie należysz, nikt roz
                    > sądny tak nie mówi wprost, a o OKAZYWANIU tego. To spora różnica.


                    Ale jeśli zwracasz się do kogos bardziej poufale, niż do kogos innego, jeśli opowiadacie jakąś wspólna zabawną historię w której taki ktoś nie występuje to dajesz/dajecie do zrozumienia " Ty do nas nie należysz" siłą rzeczy. Tylko nikt z mózgiem, jeśli nie jest z Tobą/ z Wami w bliskiej relacji nie odczywa tego niemile, bo jest to NORMALNE.

                    > Jeśli się spotkam z Tobą i moją kumpelą na kawie i będę z kumpelą omawiać dziej
                    > e licealne i od czasu do czasu Ci wyjaśnię, że Kazik to nasz wychowawca, a wuef
                    > istka była straszną babą, to Ci okażę WYKLUCZENIE bez mówienia o tym wprost.


                    Widzisz, a ja bym się wcale nie pogniewała, ani nie poczula urazona. No może za wyjątkiem sytuacji, w której umawiam się z Tobą, by omówic jakies wspólne sprawy, albo swoją z Toba, a Ty przypadkowo spotykasz kumpelę z licka i zapominasz po co się ze mną umowilaś.
                    Natomiast na takim luźnym spotkaniu chętnie posłucham o Waszych szkolnych historiach smile

                    ale wiem o co Ci chodzi, nietaktowne byłoby nie próbować mnie wciągnąć w rozmowę.
                    Tyle, ze teraz mowa o czym innym - o tym, ze ludzie mają z sobą różne relacje i to jest NORMALNE.
                    Nadal nie pojmuję, dlaczego osoba, z którą ktoś ma je mniej bliskie, ma się czuć źle z tym, że z kimś innym ten ktoś ma relacje bliższe.

                    • znana.jako.ggigus zrozum, że nie 23.03.14, 01:35
                      o JEDNO zwracanie się chodzi, a o KONTEKST SYTUACJI.
                      Gdybyś pół godziny/godzinę/dadzieścia minut siedziała jak na tureckim kazaniu z dwiema osobami, świetnie zajętymi sobą - nie czułabyś się urażona? Gdyby pewien czas wykluczono Cię z rozmowy, a wystarczyłaby zmiana tematu?
                      Nie wierzę, serio.
                      • kora3 przeciez napisałam 23.03.14, 01:50
                        ze takie zachowanie byłoby niekulturalne.

                        ale nie o takim zachowaniu chciałam mówic. Wiadomo, że nie wypada w towarzystwie zajmować się rozmowa tylko z jedna osobą, choćby to była ukochana, albo własna matka smile
                        • znana.jako.ggigus no to po co dyskutujesz o wykluczaniu 23.03.14, 23:08
                          cały czas??
                          • kora3 Re: no to po co dyskutujesz o wykluczaniu 24.03.14, 09:14
                            bo Wy piszecie o tym "wykluczaniu"
                            • znana.jako.ggigus wyjaśniamy Ci - każdy trochę inaczej - 24.03.14, 13:34
                              jak to rozumie, a Ty nie reagujesz na wyjaśnienia, podając za to kolejne przyklady.
                • matylda1001 Re: Nawet gdyby tak było 23.03.14, 02:09
                  Dwie moje koleżanki z pracy, Krystyny, niedawno obchodziły imieniny. Pierwszy raz postanowiły wyprawić je razem, w kawiarni, dla grona wspólnych znajomych. Jedna z nich to moja bliska kolezanka a druga to raczej znajoma. Każda dostała ode mnie bukiet kwiatów, taki sam. Dla "mojej" Kryśki miałam jeszcze upominek ale wręczyłam go jej dyskretnie, żeby ta druga nie widziała. Zresztą nikt nie widział. Mogłam kupić i dla tamtej, żaden problem, ale nie chciałam, żeby czuła się zobowiązana do rewanżu. Kwiaty są neutralne. Pomyślałam sobie, że tak będzie dobrze. Potraktowałam je równo.
                  • kora3 potraktowałaś je rowno, bo one 23.03.14, 02:27
                    RAZEM urządzały wspomniane imieniny. To jest b. istotny szczegół kochana.

                    Poniżej pytam Ggigus o ocenę sytuacji adekwatnej do tej z dzieckiem. Chciałabym poznac także Twoją opinię ja jej temat.

                    Załozmy, że przez kolegę poznaję na imprezie jego kolegę. Mój kolega pyta mnie czego się napiję, mowię, kolega przynosi napitek. Kiedy ma się on ku końcowi nowo poznany pan pyta czego się napiję. Odpowiadam "Wybacz, ale mam taką zasadę, że nie przyjmuję drinków od nowo poznanych, także bardzo sympatycznych, panów" .
                    Niewazne teraz Matyldo czy ta zasada jest madra wg np. Ciebie, czy głupia. smile Jest moja i mnie dotyczy. NA PEWNO nie traktuję pana nowo poznanego tak samo, jak kolegę, bo wszak od kolegi napitek przyjęłam.
                    Czy w takiej sytuacji postąpiłabym niegrzecznie i "wykluczająco" wobec nowo poznanego pana? Czy moje uzasadnienie odmowy jego jakoś obraza, bo stwierdzam w nim fakt, ze jest on nowo poznanym przeze mnie panem? Czy powinnam odstąpić od swej zasady dla jego dobrego samopoczucia? Czy też może już nic nie pić, żeby się nie obraził?
                    • baba67 Re: potraktowałaś je rowno, bo one 23.03.14, 08:42
                      Oczywiscie ze mozesz miec taka zasade. Nie zmienia to faktu ze postepujesz wykluczajaco i nietaktownie. Mozna bylo powiedziec-przepraszam, ale chyba juz mam dosc.
                      • kora3 Kolejny absurd 23.03.14, 12:24
                        baba67 napisała:

                        > Oczywiscie ze mozesz miec taka zasade. Nie zmienia to faktu ze postepujesz wykl
                        > uczajaco i nietaktownie. Mozna bylo powiedziec-przepraszam, ale chyba juz mam d
                        > osc.


                        i zupełnie niepotrzebne kłamstwo, w dodatku takie z "krótkimi nogami".
                        No bo w takiej sytuacji ma do wyboru - zawijać się z imprezy, na której dobrze się bawię, albo siedzieć o suchym pysku - skoro mam już dość...
                        Albo kryć się przed gościem z tym, że zamówię sobie/pozwolę zamówić sobie przez kolegę kolejnego drinka.
                        Jaki tu sens Babo, bo nie widzę?

                        Jak wiesz, jestem za "białymi kłamstwami", żeby nie ranić/nie urazać, ale wówczas, gdy prawda może zranic/urazić naprawdę.
                        Ta prawda NIE POWINNA nikogo z z mózgiem urażać, bo ona nie ma nic wspólnego z tą osobą nowo poznaną - to jest MOJA ZASADA, na miejscu tego pana mógłby być każdy inny, którego dopiero poznałam.

                        Kompletnie nie pojmuję CO w mojej zasadzie jest osobiście urażającego i "wykluczającego" TEGO pana.
                        • matylda1001 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 13:06
                          kora3 napisała:

                          >Kompletnie nie pojmuję CO w mojej zasadzie jest osobiście urażającego i "wykluczającego" TEGO pana. <

                          Tu nie chodzi o urażanie i wykluczanie ale czy to jest naprawdę potrzebne? Znowu odpowiem pytaniem - co złego jest w tym, ze przyjmiesz drinka od świeżo poznanego faceta, wcale nie obcego, bo to znajomy znajomych? Czy przyjmując poczęstunek zaprzedajesz mu duszę? Jeśli to Cie do czegoś zobowiązuje, to ewentualnie do rewanżu, jak to w towarzystwie. Tak jakos mi sie skojarzyło... w czasach, gdy chodziłam do liceum, dziewczyny podrywane na ulicy przez chłopaków z sąsiedniego liceum, podnosiły dumnie głowę i z godnością wypowiadały zdanie "nie zawieram znajomości na ulicy" smile Nigdy mi się to nie podobało.
                          • kora3 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 13:26
                            matylda1001 napisała:
                            >
                            > Tu nie chodzi o urażanie i wykluczanie

                            Matyldo, zauważ, ze ja pytałam Babę, która sama napisała o tym wykluczeniusmile

                            ale czy to jest naprawdę potrzebne?

                            Tak, w celu wyjaśnienia sytuacji Matyldo.

                            Znow
                            > u odpowiem pytaniem - co złego jest w tym, ze przyjmiesz drinka od świeżo pozna
                            > nego faceta, wcale nie obcego, bo to znajomy znajomych? Czy przyjmując poczęstu
                            > nek zaprzedajesz mu duszę?


                            Matyldo, to był PRZYKLAD - chodzi o zasadę. Czyjąś zasadę, która dla nikogo nie jest obraźliwa. Rozumiesz? Gdy czyjas zasada jest dyskryminująca, to zwykle taka osoba unika podawania przyczyny prawdziwej. Np. "Dziękuję, ale nie tańczę z Romami" - żadna kulturalna osoba tak nie powie, raczej będzie się wykręcać, że teraz nie ma ochoty, albo, ze nie może, bo ma b. zazdrosną druga połowe itd. A to właśnie dlatego, ze podanie prawdy o niechęci (do której to niechęci każdy z nas ma prawo - nie do Romów - tylko do tańca z kimkolwiek, z kim się ochoty tańczyć nie ma) jest/może być b. nieprzyjemne dla proszącego o taniec.
                            natomiast stwierdzenie, ze się z zasady nie przyjmuje drinków od nowo poznanych osób taką przykrą prawda nie jest, bo nie ma nic wspólnego z osobą, która jest nowo poznana.

                            Idąc tropem Twego rozumowania, w zasadzie nic by się nie stało, gdybym dała się zaprosić nowo poznanemu panu na kontynuację spotkania do jego domu np. solo. No bo co? Korona by mi z głowy spadla? Przecież to znajomy znajomegosmile
                            I tak moznaby - ze wszystkim, bo dlaczego nie? No właśnie - NIE.
                            Tylko, ze zasada, iż nie daję się zapraszać nowo poznanym męzczuznom do ich domów nikogo, w tym Ciebie pewnie nie dziwismile A to jest taka sama MOJA zasada, jak nieprzyjmowanie od nowo poznanych panów drinków, a także taka sama jak tamtych rodziców, ze nie dają swego dziecka na ręce obcym.



                            Jeśli to Cie do czegoś zobowiązuje, to ewentualnie d
                            > o rewanżu, jak to w towarzystwie. Tak jakos mi sie skojarzyło... w czasach, gdy
                            > chodziłam do liceum, dziewczyny podrywane na ulicy przez chłopaków z sąsiednie
                            > go liceum, podnosiły dumnie głowę i z godnością wypowiadały zdanie "nie zawiera
                            > m znajomości na ulicy" smile Nigdy mi się to nie podobało.


                            Matyldo, pozwolę sobie zapytać. A TY zawierasz znajomości tego rodzaju na ulicy? Bo ja nie.
                            Kiedyś pewien pan zagadnął mnie na ulicy właśnie w temacie knajpki z dobrym regionalnym jedzeniem, bo nietutejszy. Oczywiście udzieliłam mu informacji, ale na jego propozycję, że może bym mu potowarzyszyła w posiłku odpowiedziałam chłodnym zdziwieniem i oczywiście odmową. Odmową bez kłamstw, ze wielka szkoda, ale nie bo mi dzieci w domu płaczą, powiedziałam wprost, ze nie mam zwyczaju tak zawierać znajomości. Bo taka propozycja niezależnie od intencji pana była b. nietaktowna.
                            • baba67 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 13:40
                              Nie musisz godzic sie na propozycje ktore sa bardzo nie na miejscu,a w przypadku pana proponujacego ogladanie znaczkow wrecz obrazliwe. Propozycja drinka nie byla raczej standardowa.Moglas sie odwzajemnic w nastepnej kolejce i tyle.
                              Chec wziecia dziecka na rece na fali klimaciku rodzinnego jaki dwojka przyjaciol stworzyla nie wydaje sie szokujaca ani obrazliwa.
                              • kora3 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 13:49
                                baba67 napisała:

                                > Nie musisz godzic sie na propozycje ktore sa bardzo nie na miejscu,a w przypadk
                                > u pana proponujacego ogladanie znaczkow wrecz obrazliwe. Propozycja drinka nie
                                > byla raczej standardowa.Moglas sie odwzajemnic w nastepnej kolejce i tyle.


                                Babo- raz jeszcze - to był PRZYKLAD! I ptranie, czy pan miał prawo czuc się urazony, ze jest traktowany, jak WSZYSCY nowo poznani panowie, SKORP on nowo poznanym jest!
                                Moim zdaniem - nie miał prawa czuc się urazony traktowaniem jak każdy inny nowo poznany, tak samo jak obca dla dziecka kobieta nie powinna czuc się obrazona w potraktowaniu jej tak samo, jak każdej innej obcej temu dziecku osoby.

                                Pamiętasz mój watek o pożyczaniu ubrań. No właśnie. sama stałaś na stanowisku o ile paniętam, że nic obraźliwego, czy nieprzyjemnego koleżance nie powiedziałam, a powiedziała, ze Z ZASADY ubrań "blisko ciała" i butów nie pożyczam.

                                > Chec wziecia dziecka na rece na fali klimaciku rodzinnego jaki dwojka przyjacio
                                > l stworzyla nie wydaje sie szokujaca ani obrazliwa.


                                Obraźliwa - nie? Natomiast niepotrzebna i drażliwa. A to dlatego, że większość rodzicow niechętnie daje na rece (daje przytulać, całować) swoje dzieci niebliskim osobom. Dlatego o ile rodzic do tego nie zachęca, to nie należy się z tym wyrywać, także wówczas, gdy dziecko gości na rękach, jest pieszczone przez osobę mu bliską.
                                • baba67 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 14:35
                                  No jak Ty po stawiamym drinku z kazdym panem chodzisz ogladac do niego znaczki to frustracja pana odrzuconego moze byc bolesna smile
                                  Rozumiem ze mozesz sie niekomfortowo czuc przyjmujac drinka od ledwo poznanego pana ale naprawde MOZNA odmowic ladniej z rownie skutecznie.
                                  • kora3 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 14:39
                                    baba67 napisała:

                                    > No jak Ty po stawiamym drinku z kazdym panem chodzisz ogladac do niego znaczki
                                    > to frustracja pana odrzuconego moze byc bolesna smile


                                    Babo, nie pogniewaj się, ale uważam to za mało dowcipne i czuje się b. nieprzyjemnie

                                    > Rozumiem ze mozesz sie niekomfortowo czuc przyjmujac drinka od ledwo poznanego
                                    > pana ale naprawde MOZNA odmowic ladniej z rownie skutecznie.


                                    Jak? I dlaczego tak jest nieładnie?
                                    • baba67 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 15:00
                                      Przeciez rozmawiamy o hipotetycznej sytuacji.
                                      Ten pan ktory chcial byc po prostu uprzejmy zostalby potraktowany jak potencjalny uwodziciel ktory te znaczki zaraz bedzie proponowac. Po niby DLACZEGO masz taka zasade? Wlasnie dlatego ze niektorzy panowie uwazaja ze jak kupia kobiecie drinka to zaraz maja prawo do bogwiczego.I to jest prawda.Zasada jest dobra, oszczedza roznych nieprzyjemnych sytuacji.
                                      Tyle tylko ze mozna sie z nia nie obnosic, bo pan z dobrymi intencjami poczuje sie posadzony. Jest Ci nieprzyjemnie bo nakreslilam hipotetyczna sytuacje, choc wiesz ze Cie nie posadzam. Temu panu tez bedzie nieprzyjemnie. Rozumiesz?
                                      • kora3 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 15:14
                                        baba67 napisała:

                                        > Przeciez rozmawiamy o hipotetycznej sytuacji.
                                        > Ten pan ktory chcial byc po prostu uprzejmy zostalby potraktowany jak potencja
                                        > lny uwodziciel ktory te znaczki zaraz bedzie proponowac.


                                        Wcale nie. Skad taki pomysł?

                                        Po niby DLACZEGO masz
                                        > taka zasade?


                                        Bo mi się tak podoba babo, dlatego. Podobnie mam zasadę, ze podczas spoykań zawodowych za posiłki, kute zjadam płace sama zawsze i bezwglednie, natomiast nie upieram się, ze zawsze tak mam być w przypadku kawy.

                                        Wlasnie dlatego ze niektorzy panowie uwazaja ze jak kupia kobiecie
                                        > drinka to zaraz maja prawo do bogwiczego.I to jest prawda.Zasada jest dobra, o
                                        > szczedza roznych nieprzyjemnych sytuacji.


                                        ale ja się wcale nie obawiam takowych sytuacji i nie spotykam też panów, którzy tak odczytują postawienie drinka - wiem to z relacji koleżanek, które takich zasad nie mają.
                                        Poza tym nie bywam na imprezach nigdy bez męskiej asysty w postaci partnera, eksa, przyjaciela, kolegów, wiec nawet gdyby taki cham się zdarzył, to zostałby skutecznie pogoniony. smile

                                        > Tyle tylko ze mozna sie z nia nie obnosic, bo pan z dobrymi intencjami poczuje
                                        > sie posadzony. Jest Ci nieprzyjemnie bo nakreslilam hipotetyczna sytuacje, choc
                                        > wiesz ze Cie nie posadzam. Temu panu tez bedzie nieprzyjemnie. Rozumiesz?


                                        Nie, bo to inna sytuacja babo. Byłaby taka sama, gdybym argumentując podała takie argumenty, jakich TY używasz. "Nie dziękuję, ale nie przyjmuję (...) bo taki pan może sobie pomyśleć Bóg wieco, chcieć Bóg wie czego..." Ja mówię, ze "z zasady", albo "taką mam zasadę". A zasade mogę mieć z wielu powodów: np. tak jestem z domu wychowana, tak mi nakazuje jakaś egzotyczna religia, albo ideolo, która wyznaje.
                                        tya zasada nie ma nic wspólnego z tym konkretnym panem - dotyczy wszystkich w adekwatnej sytuacji
                                        >
                                        • baba67 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 15:22
                                          Skoro sama placisz to nie rozumiem dlaczego przyjmujesz drinki od znajomych a od tych ledwo poznanych nie.
                                          Jestes niekonsekwentna i Twoje tlumaczenie jest metne.
                                          Niemniej masz prawo miec takie zasady chocbys sama nie wiedziala dlaczego je masz.
                                          Tyle tylko ze moga byc odczytane jednoinacznie i sprawic przykrosc. Odczytane wlasnie tak jak podalam. naprawde nie jest szczegolnie taktowne powiewanie swymi trudnymi do zinterpretowania zasadami zawsze i wszedzie.
                                          Co innego jasne, proste-zawsze place za siebie, dziekuje.
                                          Nikogo nie ma szansy urazic.
                                          • kora3 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 15:31
                                            baba67 napisała:

                                            > Skoro sama placisz to nie rozumiem dlaczego przyjmujesz drinki od znajomych a o
                                            > d tych ledwo poznanych nie.


                                            No toz Ci tłumaczę., bo taką mam zasadę Babo.
                                            Sama płacę w sytuacjach zawodowych i to jest akurat b. zrozumiałe, bo osoba mego zawodu nie powinna stwarzać bodaj cienia podejrzenia, że ma jakieś zobowiązania wobec rozmówcy, a ja za takowe zobowiązanie uważam zapłacenie za moją dobrą kolację w porządnej restauracji. Natomiast zapłacenia za kawę, czy wode mineralna, albo sok za takie zobowiązanie NIE uważam, dlatego też nie upieram się przy płaceniu za siebie, gdy idzie o takie groszowe sprawy.


                                            > Jestes niekonsekwentna i Twoje tlumaczenie jest metne.


                                            W którym miejscu? Wieszkosc z nas odróznia sytuację zawodową od prywatnej Babosmile

                                            > Niemniej masz prawo miec takie zasady chocbys sama nie wiedziala dlaczego je ma
                                            > sz.


                                            Święta racja, swieta ...

                                            > Tyle tylko ze moga byc odczytane jednoinacznie i sprawic przykrosc. Odczytane w
                                            > lasnie tak jak podalam. naprawde nie jest szczegolnie taktowne powiewanie swymi
                                            > trudnymi do zinterpretowania zasadami zawsze i wszedzie.


                                            Ta zasada może sprawić przykrość tylko jakiemuś kompletnie odjechanemu komuś z rozbuchanym ego ...

                                            > Co innego jasne, proste-zawsze place za siebie, dziekuje.
                                            > Nikogo nie ma szansy urazic.


                                            Ale ja mam kłamać? Nie zawsze płace za siebie, w sytuacjach prywatnych - raczej rzadko, chyba, że chodzi o spotkanie z kobietą, albo chodzi o zaproszenie kogoś przez mnie, to płace za siebie i za zaproszonego.

                                            Poza tym z tego co widzę, moje jak to określiłaś mętne zasady wyznaje sporo ludzi - mało kto godzi się na to, by mu "stawiała" osoba tyle co poznana, nawet jeśli obie są tej samej płci i hetero.
                                            • baba67 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 15:39
                                              No to jak zasada jest powszechna to o co ten halas? Jesli zasada jest powszechna to sie nikt nie ma prawa obrazac. ja w pubach nie bywam nie wiem jakie sa teraz zasady, myslalam ze jak jestescie w towarzystwie znajomy znaomego proponuje to nie jest to samo ze facet nie wiadomo skad ktory sie przysiadl.
                                              • kora3 Re: Kolejny absurd 23.03.14, 15:41
                                                facet nie wiadomo skąd raczej by się nie przysiadł do naszego stolika, bo nikt by go nie zaprosił doń, chyba, ze w wyjątkowej sytuacji
          • ach_dama_byc_z_kanady Re: A moim zdaniem postąpił b. normalnie 23.03.14, 03:09
            kora3 napisała:
            a panie nie poczuły się urażone, bo też sa normalne. Nie oczekiwały, ze znany im na "czesc" gość zapłaci za nie, bo płaci za swoją partnerkę i bliskich znajomych.
            Nikt normalny by nie oczekiwał, że słabo znany gość ureguluje zań rachunek, bo siedziało się z nim przy jednym stole.


            jasne, ale nie w tym rzecz Koro.

            Minnie
            • ach_dama_byc_z_kanady Re: A moim zdaniem postąpił b. normalnie 23.03.14, 03:15
              jasne, ale nie w tym rzecz Koro.

              oops nie ten guzik.

              wiec Koro nie w tym rzecz. przeciez panie nie siedzialy przypadkowo bo akurat bylo wolne miejsce przy stoliku, prawda? czy moze sie myle, moze to byla stolowka i wlasnie sie przysiadly
              bo akurat byly dwa wolne miejsca? wink

              te "mniej znajome" moze i nie poczuly sie urazone bo - tu bez obrazy bo po prostu chce wyjasnic tlo zajscia - sa na takim samym poziomie jak i cale towarzystwo.
              nie mowie ze cale towarzystwo to zaraz banda lachmytow, bo nie o to chodzi.
              wszyscy sa po prostu na tej samej fali,
              ALE... to wcale nie znaczy ze i wszyscy wiedzieli ze ich zachowanie jest tak calkiem poprawne
              jesli chodzi o zasady SV. no.

              Minnie
              • kora3 Miła Damo 23.03.14, 03:33
                panie się przesiadły do naszego stolika, który my wybierając się tam zarezerwowaliśmy sobie. Zabronowaliśmy im to, znamy je wszyscy luźno.
                Nie wydaje mi się, by propozycja ta miała się zaraz wiązać z regulowaniem za panie rachunku, przez kogokolwiek z naszego towarzystwa.
                • ach_dama_byc_z_kanady Re: Miła Damo 23.03.14, 06:30
                  kora3 napisała:
                  panie się przesiadły do naszego stolika, który my wybierając się tam zarezerwow
                  > aliśmy sobie. Zabronowaliśmy im to, znamy je wszyscy luźno.


                  Byłam tam po wcześniejszym umówieniu się z: moim dobrym kolegą i z moją dobrą koleżanką - nikt nikogo nie zapraszał - zwyczajnie umówiliśmy się, ze razem ta idziemy. Przy stole siedziałam z tymiż oraz 2 dalszymi koleżankami spotkanymi tam przypadkowo, które zaprosiliśmy do naszego stolika z rezerwacja, gdy się pojawiły.

                  przepraszam, ale w koncu dalej nie rozumiem - czy te dwie panie przysiadly sie do was
                  gdy juz tam byliscie i siedzieliscie jakis czas,
                  czy wy na raz wszyscy spotkaliscie sie 'w wejsciu', i wlasnie kierowaliscie sie w strone waszego zarezerwowanego stolika?

                  Jesli panie przysiadly sie jakos pozniej no to OK, dopuszczam wersje pominiecia ich przy placeniu rachunku. jesli jednak zasiedliscie razem, to mimo wszystko uwazam ze
                  wypadalo pokryc wszystkie panie wink

                  Minnie
                  • matylda1001 Re: Miła Damo 23.03.14, 12:40
                    ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                    >wypadalo pokryc wszystkie panie wink <

                    Minnie, miejże litość dla człowieka smile WSZYSTKIE? Toż to nocy by nie starczyło smile
                  • kora3 Re: Miła Damo 23.03.14, 12:46
                    ach_dama_byc_z_kanady napisała:
                    >
                    > przepraszam, ale w koncu dalej nie rozumiem - czy te dwie panie przysiadly sie
                    > do was
                    > gdy juz tam byliscie i siedzieliscie jakis czas,
                    > czy wy na raz wszyscy spotkaliscie sie 'w wejsciu', i wlasnie kierowaliscie si
                    > e w strone waszego zarezerwowanego stolika?


                    opcja nr 2 Damo. Tam dość trudno o miejsce bez rezerwacji, dlatego zarezerwowaliśmy. Stoliki sa jednakowe na ok. 6 osób - nas byłą 3, miał dojechać 4 osobniksmile, mój partner.
                    Kiedy te panie się zjawiły nie było wolnych stolików, dostrzegliśmy je i kolega podszedł i zaproponował miejsca przy naszym stoliku. Panie się b. ucieszyły i podziękowały, bo gdyby nie nasze "zaproszenie" musiałyby stać, albo prosić jakieś nieznajome sobie towarzystwo o możliwość zajęcia wolnych miejsc przy jego stoliku.

                    >
                    > Jesli panie przysiadly sie jakos pozniej no to OK, dopuszczam wersje pominieci
                    > a ich przy placeniu rachunku. jesli jednak zasiedliscie razem, to mimo wszystko
                    > uwazam ze
                    > wypadalo pokryc wszystkie panie wink
                    >


                    Jak wyżej Damo.
                    Niezależnie od tego, że jednak uznałaś, iż w tej sytuacji było ok, ja uważam, że nawet gdybyśmy owe panie spotkali u wejścia i zaproponowali wówczas im te miejsca, to nadal mój partner nie popełniłby nietaktu nie płacąc za nie. On poniekąd wcale nie wiedział, kiedy one się do nas dosiadły, bo skąd, skoro przyszedł kilka godzin potem. Wiedział na pewno jednak, że ja się z nimi na te impreze NIE umówiłam, ponieważ pytał z kim się wybieram i powiedziałam z kim, a on te osoby dobrze zna.

                    Równie dobrze mogły się do nas przysiąść od razu, albo potem zupełnie nam obce osoby, którym po prostu oddalibyśmy nasze wolne miejsca i co? Mój partner płacąc za nas TEŻ powinien "je pokryć"?
                    Dla mnie to hmmm dziwne - płacić mogę sobie za kogo mi się podoba, za wyjątkiem sytuacji, gdy kogoś ZAPRASZAM (nie na wolne miejsce przy stoliku, tylko na konsumpcję). jeśli ktoś nie jest przeze mnie zaproszony, to nie ma prawa oczekiwać, że zań zapłacę, a to czy i w jakiej konfiguracji płacę za kogoś innego oraz dlaczego WCALE tego kogoś nie powinno interesować, nie uważasz?
                    • kora3 omyłka Damo 23.03.14, 12:47
                      opcja nr 1 oczywiście
    • kora3 "Podkreślanie" zazyłości 22.03.14, 23:00
      proszę bardzo o wyjaśnienie łopatologicznie dlaczego i kiedy jest nietaktowne.

      czy jeśli moja przyjaciółka powie np. na imprezie "dziś spię u Korci" to popełnia nietakt w stosunku do tych, którym nie zaproponowałam noclegu i siebie? Powinnam w tej sytuacji im także zaproponować?
      Ludzie - co jest nietaktownego w tym, że ludzie maja różne relacje z sobą?
      Moim zdaniem nietaktowne byłoby uwidacznianie tego w sytuacji zawodowej - ale w prywatnej?
      Dla mnie całkiem naturalne jest, ze inaczej witam się z przyjacielem, a inaczej ze zwykłym znajomym, że z pierwszym rozmawiam na tematy osobiste, a z drugim - nie, ze pierwszego przenocuję, a drugiego - nie, że pierwszemu zostawię klucze od mieszkania, żeby mi nakarmił koty, jak mnie nie ma - a drugiemu nie.

      Nie miesci mi się w glowie, że ktoś miałby się poczuć urażony tym, że jest traktowany zgodnie ze swoim statusem. To właśnie osoba tego oczekujaca robi źle stawiając innych w niezręcznej sytuacji.
      • znana.jako.ggigus prowadzisz dyskusję ad absurdum 23.03.14, 01:12
        wyjaśnia Ci się w postach, co to znaczy wykluczanie kogoś. A Ty o tym, że nikt nikomu nie powiedział, że jest to obca osoba, albo jak teraz - bezsensowne zastanawianie się, czy można pokazać zażyłość, mówić o noclegu u kogoś.
        I tak w kółko, stosujesz metodę odwracania kota ogonem.
        Szkoda kota.
        • kora3 Usiłuję dociec dlaczego 23.03.14, 01:40
          osoba, z którą nie jest się w bliskiej relacji oczekuje takiego samego traktowania jej, jak osobe bliską. Dlaczego czuje się wykluczona nie bedac tak traktowaną.

          Dla mnie to jest absurd Ggigus. po prostu tego nie pojmuję. i nie chodzi tu bynajmniej o sytuacje, kiedy ktoś umówiwszy się z kilkoma osobami rozmawia tylko z jedną z nich i tylko na tematy związane z sobą i tą osobą, bo to jest faktycznie niekulturalne.

          Mam spore grono znajomych i co jest całkiem zrozumiałe, różne z nimi relacje. Czy jeśli ide do pubu załóżmy z moim dobrym kumplem i co jest zgodne ze zwyczajem tego miejsca dosiadamy się do znajomych do stolika albo oni do nas to "wykluczaniem" ich będzie:
          1. Jeśli kolega będzie chodził do baru po napoje dla mnie i siebie i płacił za nie, a reszcie towarzystwa nie będzie zamawiał i fundował?
          2. MNIE zaproponuje "idziemy do domu? (nie,ze jego, tylko w sensie opuszczenia razem pubu), a reszty nie będzie pytał jakie ma plany?
          3. MNIE odprowadzi do domu/taksówki, a reszty towarzystwa - nie?

          moim zdaniem to calkiem normalne zachowanie nikogo nie wykluczające, zgodne z jego relacją ze mną i resztą. dla mnie wykluczeniem byłoby takie zachowanie jego wobec kogoś z kim ma podobną relacje do swojej ze mną, a z racji, ze przyszedł ze mną traktuje te osobę jakby nie była mu bliska. ale jeśli ktoś mu bliski nie jest, to dlaczego miałby go traktować jak bliską osobę?
          • znana.jako.ggigus i znowu to samo - ja o kontekście 23.03.14, 01:46
            a Ty o jednym zdaniu czy jednym geście.
            Nie da się traktować wszystkich tak samo i nie o tym jest mowa w tej dyskusji. Mam wrażenie, że nie czytasz tego, co Ci piszą tutaj.
            • kora3 A ja ma wrazenie, że 23.03.14, 02:00
              nie chcesz mi udzielić konkretnej odpowiedzismile
              skoro nie da się wszystkich traktować tak samo, to dlaczego osoba dla dziecka obca obraza się za to, że ktoś stwierdził pośrednio poniekąd ten oczywisty fakt.? I dlaczego uważasz, że jest to "wykluczanie" skoro to fakt - znany przede wszystkim zainteresowanej.

              Czy jeśli ja na propozycję postawienia mi drinka przez nowo poznanego przeze mnie mężczyznę odpowiem "Wybacz, ale z zasady nie przyjmuję takich propozycji od NOWO POZNANYCH osób" to ja go "wykluczam", bo piję drinka postawionego mi przez dobrego kolegę?
              Przecież to FAKT, ze on jest nowo poznaną przeze mnie osobą, wiec to, ze przyjmuje drinka od dobrego kolegi, a od niego nie, bo taką mam zasadę, nie jest w żaden sposób dlań uwłaczające. Byłoby, gdybym odmówila jemu tak to argumentując, a następnie przyjęła napitek od innego nowo poznanego mężczyzny. tak, czy nie?
              • znana.jako.ggigus do kory3 - udzielałam konkretnej odp. wiele 23.03.14, 23:13
                razy, tyle tylko że Ty odpowiadasz kolejnym przykładem.
                Ale baba ma rację - trzeba w porę uciąć, niestety, bo dyskusja jest niemośliwa w ten sposób.
            • baba67 Re: i znowu to samo - ja o kontekście 23.03.14, 08:45
              Bo nie czyta. Trzeba wyczuc kiedy Korcia zaczyna tokowac i grzecznie uciac dyskusje.
              • kora3 Re: i znowu to samo - ja o kontekście 23.03.14, 12:49
                Czytam, tylko nadal nie pojmuje Babo smile
          • ach_dama_byc_z_kanady Re: Usiłuję dociec dlaczego 23.03.14, 03:18
            kora3 napisała:
            Czy jeśli ide do pubu załóżmy z moim dobrym kumplem i co jest zgodne ze zwyczajem tego miejsca dosiadamy się do znajomych do stolika albo oni do nas to "wykluczaniem" ich będzie:
            1. Jeśli kolega będzie chodził do baru po napoje dla mnie i siebie i płacił za nie, a reszcie towarzystwa nie będzie zamawiał i fundował?
            2. MNIE zaproponuje "idziemy do domu? (nie,ze jego, tylko w sensie opuszczenia razem pubu), a reszty nie będzie pytał jakie ma plany?
            3. MNIE odprowadzi do domu/taksówki, a reszty towarzystwa - nie?


            jesli idziecie to pubu to juz przed pubem ustalacie kto jak placi, czy dzielicie sie calym rachunkiem czy kazdy za siebie i czy razem wracacie czy nie, i jak i co.
            wtedy ty juz z najmilszym miedzy soba co i jak.
            i wtedy, stosownie pkt 1.2.3.

            Minnie
            • kora3 Ale my nie ustalamy z tym kolegą 23.03.14, 03:39
              takich rzeczy, bo dla nas to jest OCZYWISTE Damo.
              Zresztą nie chodzi o nasze ustalenia, tylko o to rzekome "wykluczanie" innych, z którymi mamy inne relacje niż z sobą. O tym poniekąd jest ten wątek, w którym bezskutecznie usiłuję się dowiedzieć, dlaczego traktowanie kogoś zgodnie z jego statusem niezbyt bliskiej osoby miałoby być wspomnianym "wykluczaniem".

              Po prostu tego nie rozumiem.
              • kora3 Dla mnie jest wręcz absurdalne 23.03.14, 03:46
                żeby oczekiwać traktowania, jak osobę bliską, gdy się takową nie jest. I - uprzedzając - nie chodzi tu o podkreślanie, że z kims jest się w serdeczniejszej relacji, czy ignorowanie kogoś z kimś się w niej nie jest, a o normalne zachowania.
                Dla mnie całkiem normalne jest, że ludzie mają z sobą różne relacje i w związku z tym róznie się wobec siebie zachowują.
              • baba67 Re: Ale my nie ustalamy z tym kolegą 23.03.14, 08:52
                Wszystko zalezy od miejsca i liczebnosci towarzystwa. sa sytuacje kiedy roznice po prostu w sposob naturalny wychodza i sie ich nie podkresla-w takich sytuacjach nikt sie nie obraza.Powiedzenie komus jestes obca nie dam ci dziecka obojetnie jak ubrane w slowa jest raniace.Rozmawianie w gronie trzyosobowym tylko z jedna osoba jest wykluczeniem, jesli osob jest 10-nie jest, choc nadal zachowaniem niezbyt taktownym.Na imprezie 30 osobowej nie jest to juz nawet nietaktem.
                Trzeba umiec grac ze sluchu.
                • kora3 Re: Ale my nie ustalamy z tym kolegą 23.03.14, 12:28
                  Babo, a nie wydaje ci się, że NORMALNA osoba, wie jakie są jej relacje z kims/danym towarzystwem? A skoro WIE, to dlaczego miałoby ja urazać, że nikt jej nie ukrywa?

                  Z tego co piszesz, to wygląda tak, ze jeśli ze swoją paczką gdzieś pójdziesz i spotkasz koleżankę z pracy, to masz się wobec niej zachowywać, jak do starej przyjaciółki, bo się poczuje wykluczona.
                  • baba67 Re: Ale my nie ustalamy z tym kolegą 23.03.14, 13:33
                    To zalezy gdzie ja spotkalam, ile czasu takie spotkanie trwa, za malo danych zeby sie wypowiadac.
                    Hipotetycznie w knajpie jesli kolezanka z pracy dosiadla sie do Waszej paczki w knajpie bo czekala na swoje towarzystwo to moglabys jej poswiecic troche uwagi , zapoznac z reszta, chwile pogadac i tyle.
                    • kora3 ależ poznanie z innymi to oczywistość 23.03.14, 13:58
                      tak samo, jak zachęcenie jej/ umożliwienie jej włączenia się do rozmowy.
                      Czy jednak mam obowiązek traktować ją tak samo jak przyjaciółkę?

                      Weźmy taki przykład - zapomniałam z domu jednej komórki, druga mi się wyładowała. Jestem na spotkaniu towarzyskim z kims mi bliskim: moim partnerem, moim eksem, moją przyjaciółka, moim dobrym kumplem. W naszych relacjach przyjęte jest, ze w takiej sytuacji siegam po komórkę któregoś z nich i dzwonię np. do matki, powiedzieć jej, ze mi się zapomniało, wyładowało i niech się nie zamartwia, ze nie odbieram.
                      Czy tak samo może zachować się osoba niebliska wobec nich? Po prostu sobie wziąć z tekstem "Zadzwonię do matki, ok?"? Czy takiej osobie raczej wypada POPROSIĆ o taką mozliwośc, wyjaśniając, że się znalazło w sytuacji "bezkomórkowej" i ktoś bliski będzie się teraz zamartwiał...

                      Sądze, ze na pewno uznasz, ze wypada POPROSIĆ i wyjaśnić. I to jest przykład na taktowne zachowanie osoby niebliskiej - nie zachowuje się w takiej sytuacji, jak bliska, tylko zgodnie ze swoją relacją z nimi.
                      • baba67 Re: ależ poznanie z innymi to oczywistość 23.03.14, 14:31
                        Alez to jest oczywiste, gdzie tu wykluczenie ?
                        Przeciez to nie o to chodzi zeby WSZYSTKICH TRAKTOWAC JEDNAKOWO tylko unikac podkreslania roznic.
                        Przyklad -towarzystwo ok 10 osob swietujace urodziny w knajpie . wszystkie sie znaja od dawna ale nie wszyscy ze wszystkimi sa na jednej stopie. Jedna z par przeprowadzila sie do nowego domu i serdecznie zapraszaja . Oczywiscie wszystkich a nie tylko tych ktorzy rzeczywiscie tam maja szanse sie znalezc choc sa tacy i tacy.
                        Wszyscy grzecznie dziekuja, korzystaja niektorzy. Naprawde mozna nie odstawiac szopek typ"my z Kasia to nawet ostatnia podpaska sie podzielimy) albo algosia to dla dziecka jak matka, a pani jest obca to won lapami.
                        • kora3 chwila 23.03.14, 14:48
                          Ty opisujesz sytuację, w której WSZYSCY są taktowni i jakby to rzec - znają swoje miejsce. Wspomniana para zaprasza na parapetówkę "wszystkich", ale kulturalne osoby, które znają ja ledwo co z zaproszenia nie korzystają.

                          Sytuacja z dzieckiem jest zupełnie INNA. Z zasady nie powinno się pchac z łapami do obcych dzieci, chyba, ze zachęcają do tego rodzice. Kurtuazyjne, a także całkiem szczere zainteresowanie dzieckiem można wyrazić słownie: "O, jaki sliczny? Jak ma na imię" i teraz może, ale nie musi nastąpić "zaproszenie" "dziękuję bardzo. Ma na imię Piotruś. Chcesz go potrzymać?"

                          I widzisz w takiej sytuacji osoba zapytana TEŻ może taktownie odmówić. Ja tak robiłam wiele razy, gdy pytał mnie rodzic bardzo małego dziecka. Bo ja nie mam doświadczenia z b. małymi dziećmi i zwyczajnie boję się wziąć na ręce dziecko miesięczne np. Nie brałam w tym wieku nawet mego siostrzeńca. Żaden rodzic się nie obraził, gdy powiedziałam prawdę. "dzięki za zaufanie, ale ja nie mam doświadczenia z takimi maluchami i boje się, ze mogłabym go upuścić, albo zrobić mu inna krzywdę". Twoim zdaniem powinnam brać rakie dzieciatko trzęsącymi się ze stresu rekoma? Po co, skoro się boję?
                          • baba67 Re: chwila 23.03.14, 15:08
                            To ze wziala go na rece znajoma to byla jakas zacheta, rodzinny klimacik,bierzemy dzidziusia. Twoja znajoma nie zachowala sie w porzadku WIEDZAC ze zasady sa takie a nie inne , znajoma drazliwa, a tatus hm...bezposredni.W tym rzecz. Nie bylo naprawde zadnej potrzeby zeby w czasie przypadkowego spotkania na ulicy dziecko w ogole na rece brac.
                            • kora3 Re: chwila 23.03.14, 15:23
                              baba67 napisała:

                              > To ze wziala go na rece znajoma to byla jakas zacheta, rodzinny klimacik,bierze
                              > my dzidziusia.


                              Nie Babo, nie bierzemy, nikt jej do brania nie zachęcał tej babki obcej dziecku. to nie jest zabawka, ani cos do wzięcia sobie, jak brelok.

                              Twoja znajoma nie zachowala sie w porzadku WIEDZAC ze zasady sa
                              > takie a nie inne , znajoma drazliwa, a tatus hm...bezposredni.W tym rzecz. Nie
                              > bylo naprawde zadnej potrzeby zeby w czasie przypadkowego spotkania na ulicy dz
                              > iecko w ogole na rece brac.


                              Dziecko samo do niej wyciągało raczki gaworząc. No tak - miała zignorować ukochanego chrześniaka, bo jakaś baba durna może też będzie chciała se go potrzymać - masz rację...Zaiste bardzo "mądre" to byłoby.

                              Zaywazam, ze tu jest jakiś dziwny trend - sporo ludzi w opisywanych sytuacjach skupia się na odczuciach tych, którzy usiłowali innych zmusić do złamania ICH ZASAD łamiąc przy tym zasady SV. a to moja znajoma miała prawo się zbliwersowac, ze odprawił ja niezapowiedzianą spod drzwi nie domownik, a to baba jakas obca rwąca się z
                              łapami do dziecka tak mogła, bo ciotka je brała na rece, a obraziło ją, ze jest obca, chociaż jest obca...
                              • baba67 Re: chwila 23.03.14, 15:33
                                No nie rozumiesz , nic nie poradze.
                                Widze ze strasznie sie czujesz jesli ktos mysli inaczej niz Ty
                                NIGDY sie z Toba nie zgodze,
                                Facet jest nietaktowny , zasada glupia(choc zgadzam sie zeby dziecka byle komu nie dawac bo zarazki), dziecko raczki wyciaga to go mozna przytulic w wozeczku,nie robic scenki rodzajowej przy obcej kobiecie na ulicy.Znajoma zareagowala przesadnie ale ja ja rozumiem.
                                Takze doszlysmy do sciany i najlepiej zakonczmy te dyskusje.
                                • kora3 Re: chwila 23.03.14, 15:39
                                  baba67 napisała:

                                  > No nie rozumiesz , nic nie poradze.
                                  > Widze ze strasznie sie czujesz jesli ktos mysli inaczej niz Ty


                                  ależ skąd, przecież tylko dyskuyujemy, a Twoje argumenty mnie nie przekonują po prostu.


                                  > Facet jest nietaktowny , zasada glupia

                                  Sama wspomniałaś, ze można mieć własne zasady, nawet głupie i nikomu nic do nich


                                  .Znajoma zareagowala pr
                                  > zesadnie ale ja ja rozumiem.


                                  Ja nie rozumiem dlaczego chciała brac na rece obce dziecko bez zachęty rodzica przede wszystkim. Nie rozumiesz babo, ze to jest gruby nietakt?
                                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: chwila 23.03.14, 22:56
                                    kora3 napisała:
                                    Ja nie rozumiem dlaczego chciała brac na rece obce dziecko bez zachęty rodzica przede wszystkim. Nie rozumiesz babo, ze to jest gruby nietakt?

                                    Eee, to akurat zrozumiec nietrudno : )
                                    bobaski potrafia byc takie slodkie ze rece same sie po nie wyciagaja. moze kobiecina nie mogla sie oprzec, poczula silny przyplyw uczuc macierzynskich (lub babcinskich) no wprost
                                    nie do przezwyciezenia smile


                                    Zreszta, tak naprawde, jeszcze nia tak dawno niemowleta wedrowaly od przytulnej, zacisznej piersi jednej matrony do drugiej. czy to w parku na lawce, czy to w salonie przy kobiecej herbatce,
                                    i nikt nie robil krzyku ze to obce kobiety i zeby nie dawac bo juz bobasy trzeba uczyc nieufnosci
                                    do gatunku homo sapiens. ta, uoj.

                                    Minnie
                                    • matylda1001 Re: chwila 23.03.14, 23:27
                                      ach_dama_byc_z_kanady napisała:

                                      >Eee, to akurat zrozumiec nietrudno : )
                                      > bobaski potrafia byc takie slodkie ze rece same sie po nie wyciagaja. moze kob
                                      > iecina nie mogla sie oprzec, poczula silny przyplyw uczuc macierzynskich (lub b
                                      > abcinskich) no wprost
                                      > nie do przezwyciezenia smile

                                      Albo wręcz przeciwnie smile Nie przepada za małymi dziećmi, szczerze mówiąc nawet się ich trochę brzydzi (niektórzy tak mają) a temu na dodatek ślinka cieknie z buzi bo właśnie ząbkuje... ale tatuś taki dumny, i zachwycony progeniturą, ciocia wniebowzięta, dzieciątko wyciąga do niej rączki (no, wprawdzie obca, ale ma fajne okulary i błyszczące kolczyki)... Nie wypada nie okazać zainteresowania. To nic, że z zasady nie bierze cudzych dzieci na ręce. No, czasami tylko dziecko przyjaciółki... Ten jeden raz trzeba zasadę zawiesić na kołku, żeby sprawić radość znajomemu. Ten znajomy to taki dalszy, ale cóż, siła wyższa, niech się cieszy. No i za poświęcenie taaaka nagroda wink
                                      • kora3 Wielka ściema Matii 24.03.14, 09:35
                                        dziecko nie wyciągało do niej rączek - pytałam - przyznaję, ze specjalnie na potrzeby tego watku.
                                        A poza tym - nie chcąc brać dzieciaka na ręce będąc do tego zachęcanym zawsze można się od tego wymówić nie mówiąc wprost, ze się nie lubi dzieci, ani ze się ich np. brzydzi.
                                        w przypadku maleńkiego dziecka zawsze można powiedzieć, tak jak ja mówię (akurat prawdę), że się nie ma doświadczenia z maleńkimi dziećmi i się obawia zwyczajnie je brać. I nie trzeba wcale być do tego bezdzietnym - jak ktoś ma dorosłe dzieci to już od dawna takiego noworodka na rekach mógł nie miećsmile
                                        A w przypadku starszego - "Śliczny jest, ale wiesz - mam problem z kręgosłupem" - np. , albo "Przepraszam, chyba jestem lekko przeziębiona, bo jakiś katar mi się przyplątał, nie chciałabym go zarazić".

                                        Zrozum Matyldo, ze naprawdę większość ludzi mających dzieci nie chce, żeby przypadkowe osoby brały je na ręce, a tym bardziej przytulały,, czy całowały! Owszem, dumni rodzice lubią, gdy się człowiek dzieckiem pozytywnie zainteresuje, że ładne, zapyta o imię, wiek, ale wcale nie są zachwyceni, gdy obca osoba chce je brac na ręce.
                                        • matylda1001 Re: Wielka ściema Matii 24.03.14, 11:17
                                          kora3 napisała:

                                          >Wielka ściema Matii <

                                          Ściema? zapewne, ale jak było naprawdę? żadna z nas przy tym nie była, Ty też nie.

                                          > Zrozum Matyldo, ze naprawdę większość ludzi mających dzieci nie chce, żeby przypadkowe osoby brały je na ręce, a tym bardziej przytulały, czy całowały!<

                                          Mają do tego prawo (czy to zachowanie jest racjonalne, o to mniejsza) ale nie to w gruncie rzeczy jest przedmiotem naszych rozważań. Na początku zapytałaś, czy znajoma miała powód do tego, by sie obrazić. Ja odpowiedziałam, że obrazić się nie powinna, ale że zrobiło jej sie przykro, to pewne. Już nawet nie z powodu odmowy, ale ze sposobu, w jaki tej odmowy udzielono. Oba wątki kwitną, omówiono już chyba wszytko, a ja nadal twierdzę, że facet zachował się bez wyczucia.

                                          • kora3 Re: Wielka ściema Matii 24.03.14, 11:41
                                            matylda1001 napisała:
                                            >
                                            > Mają do tego prawo (czy to zachowanie jest racjonalne, o to mniejsza) ale nie t
                                            > o w gruncie rzeczy jest przedmiotem naszych rozważań.


                                            To jest zachowanie nawet b. racjonalne. Po pierwsze - dziecko to nie zabawka. po drugie - ludzie chorują na różne choroby, także zakaźne nie zdając sobie z tego sprawy, np. na popularną niestety w dzisiejszych czasach gruźlicę. Po trzecie - dziecka nie należy uczyć, ze do każdego nieznajomego ma chętnie iśc na ręce, pozwalać się przytulać, czy całować.

                                            Dla mnie osobiście to pozwalanie rodziców na "obmacywanie" dziecka, gdy jest małe i następnie uczenie go, żeby było ostrożne z obcymi, gdy jest starsze to jakaś mega niekonsekwencja. I uważam to zupełnie abstrahując teraz od tej konkretnej sytuacji.
                                            Nie chodzi o to, by wzbudzać w dziecku lęk przed obcymi, a o to, by go po prostu nie przyzwyczajać do tego, że każdy może je dotykać, kiedy mu się zachce.

                                            Przypomniał mi się teraz synek mej koleżanki. Kiedy był maleńki często przywalał małą piąstką to mamie, to tacie, to babci - wszystkich to smieszyło, jak taki malec "bił" dorosłych. Nikogo to naprawdę nie bolało, bo przecież to był malec. dziecko widziało, że takie zachowanie powoduje wesołość i aprobatę otoczenia, wiec nadal tak robiło. Tylko, ze gdy, malec podrósł zaczęło to być uciążliwe, a ciosy dziecka już jednak odczuwalne. Przestało to okładanych smieszyc i zaczeli dziecku tego zabraniać wzbudzając w nim zdumienie i oburzenie. Bo przecież ono było nauczone, ze ro jest fajne, wzbudza aprobatę i smiech, a nie złośc i ganienie. Udało się malucha tego oduczyć, ale wcale nie było to łatwe. Bo jak 3-letniemu dziecku wyjaśnić, że jak miało roczek, to jego ciosy nie bolały a zachowanie śmieszyło, ale teraz bolą, a zachowanie jest nie do przyjęcia?

                                            Podobna zasada działa także z tym braniem na rece, obściskiwaniem. Skoro jeszcze nie tak dawno można było do każdego wedrowac na rece i być obściskiwanym, to dlaczego teraz, gdy już sam chodze to nie jest dobre i fajne?

                                            Wiem, zaraz się dowiem, ze takie małę dziecko nic nie kuma. Otóż kuma. Kuma nawet nie zdając sobie do pewnego momentu sprawy, ze jest odrębnym bytem.
                                            Synek mojej kuzynki jako maleńkie dziecko bardzo zachorował. Kuzynka, co całkiem zrozumiałe reagowała na kazde zakwilenie dziecka z łóżeczka, bo owo mogło być zapowiedzią ataku choroby. Potem dziecko szczęśliwie wyzdrowiało, ale dłuższy czas, gdy już było zdrowe, jeśli nie pojawił się ktoś natychmiast po tym, jak zakwiliło, czy zagaworzyło po przebudzeniu darło się w niebogłosy. Dlaczego? Dlatego, ze tak było przyzwyczajone, ze jak tylko się odezwie zaraz ktoś się pojawia.

                                            Na początku zapytałaś, cz
                                            > y znajoma miała powód do tego, by sie obrazić. Ja odpowiedziałam, że obrazić si
                                            > ę nie powinna, ale że zrobiło jej sie przykro, to pewne. Już nawet nie z powodu
                                            > odmowy, ale ze sposobu, w jaki tej odmowy udzielono. Oba wątki kwitną, omówion
                                            > o już chyba wszytko, a ja nadal twierdzę, że facet zachował się bez wyczucia.


                                            Bo powiedział "obcych osób" zamiast "nieznajomych dziecku" smile
                                            • matylda1001 Re: Wielka ściema Matii 24.03.14, 21:57
                                              kora3 napisała:

                                              >Po trzecie - dziecka nie należy uczyć, ze do każdego nieznajomego ma chętnie iśc na ręce, pozwalać się przytulać, czy całować.
                                              Dla mnie osobiście to pozwalanie rodziców na "obmacywanie" dziecka,Nie chodzi o to, by wzbudzać w dziecku lęk przed obcymi, a o to, by go po prostu nie przyzwyczajać do tego, że każdy może je dotykać, kiedy mu się zachce. <

                                              Litości, Koro... Czy my tu mówimy o normalnym wzięciu na ręce małego dziecka, na dodatek w obecności rodzica, czy o zachowaniach pedofilskich?
                                              • kora3 Litości :) 25.03.14, 05:19
                                                matylda1001 napisała:
                                                >
                                                > Litości, Koro... Czy my tu mówimy o normalnym wzięciu na ręce małego dziecka, n
                                                > a dodatek w obecności rodzica, czy o zachowaniach pedofilskich?


                                                Mówimy Matyldo o PRZYZWYCZAJANIU dziecka, albo NIE do pewnych sytuacji.
                                                Czy naprawdę tak trudno to pojąć? Pytam, bo mam wrażenie, ze ten absurd o zachowaniach pedofilskich wstawiłaś celowo...NIE, nikt TEJ pani najpewniej o zachowania pedofilskie NIE podejrzewał kochana.
                                                Najprościej rzecz ujmując - rodzice są zdania, że aby dziecko w przyszłości (gdy zacznie samo już chodzić np.) nie było nazbyt ufne wobec obcych dorosłych, NIE należy teraz przyzwyczajać go do tego, że obcy mogą brać je na ręce (pieścić, całować). Co tu jest niezrozumiałe dla Ciebie? Dla mnie to proste jak drut!

                                                To nie jest żadne, jak sugerujecie wzbudzanie szczególnej nieufności wobec ludzi, także obcych, tylko uczenie zwyczajnych, przyjętych w naszej kulturze zachowań!
                                                Zdecydowana większość dzieci nie pcha się na kolana, nie rzuca na szyję całkiem nieznajomym ludziom, nieprawdaż? !
                                                Niech mnie nikt źle nie zrozumie teraz, ale właśnie tego rodzaju zachowanie występuje najczęściej u dzieci niepełnosprawnych intelektualnie. Nie tylko zresztą u dzieci takich, ale u dorosłych cierpiących na takie upośledzenie także. To jest zachowanie POZA normą.
                                                Norma jest właśnie to, że dziecko wobec obcych jest powściągliwe w okazywaniu im uczuć.

                                                Powiedz mi, jaki jest sens logiczny tego, żeby np. roczniaka pozwalać każdemu kto ma chęć brać na ręce i przyzwyczajać do tego dziecko, a następnie np. za 2 lata uczyć je, żeby pod żadnym pozorem nie szło nigdzie z kimś obcym, choćby był b. miły i wabił je cukierkami?
                                                Przecież to straszna niekonsekwencja.
                                                Nie można uczyć dziecka, ze coś jednocześnie jest dobre i złe, bo mówiąc kolokwialnie robi mu się wodę z mózgu.
                                                • znana.jako.ggigus nie ma mowy o każdym, kto 25.03.14, 11:47
                                                  chce - aby ta osoba mogła wziąć czyjekolwiek dziecko na ręce. Litości, koro! Litości!
                                                  • kora3 Ło matko 25.03.14, 12:11
                                                    skoro ktoś wyciąga po dziecko rece (jak ta pani), albo pyta, czy może je wziąć na ręce - to najwyraźniej CHCE je wziąć na ręce. Tymczasem rodzice nie chcą przyzwyczajać dziecka do tego, żeby obce mu osoby braly je na rece, wiec obcym dziecku osobom odmawiają tego - co jest niezrozumiałe?

                                                    Rozumiem, ze cały czas idzie o to, że jedna z pań - bliska i znana dziecku wzięła je na ręce, a drugiej niebliskiej i obcej dziecku ojciec tegoz powiedział, że starają się nie uczyć dziecka zbytniej ufności wobec obcych osób.
                                                    I ta pani miała prawo poczuć się urażona oraz "wykluczona".

                                                    A ja właśnie tego nie pojmujęsmile Ta pani "z urzedu" JEST wykluczona z grona osób bliskich/znanych dziecku, bo ona mu bliska/znana nie jest. Zatem nie rozumiem dlaczego miałaby być potraktowana jako bliska/znana.

                                                    To tak, jakby np. do fryzjera weszły 2 panie.

                                                    pani nr 1: "Czy można do strzyżenia?"
                                                    fryzjerka: "A na którą była pani umówiona?"
                                                    p nr 1: "Nie umawiałam się"
                                                    f: "Zatem bardzo mi przykro, ale nie mogę pani przyjąć. Przyjmujemy tylko klientki wcześniej umówione"
                                                    pani nr 2: "Można? Byłam zapisana na 14"
                                                    f: "Proszę bardzo"
                                                    pani nr 2 "Czuję się wykluczoooooona"
                                                    smile
                                                  • znana.jako.ggigus chodzi o znane osoby, a nie o każdego 25.03.14, 14:12
                                                    to diametralnie zmienia kontekst sytuacji.
                                                    Przykład z fryzjerką nie ma nic wspólnego z ww sytuacją.
                                                    Ale cieszę się, że używasz słowa wykluczona w co drugim pościesmile)
                                                  • kora3 Re: chodzi o znane osoby, a nie o każdego 25.03.14, 14:28
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > to diametralnie zmienia kontekst sytuacji.

                                                    Ggigus, ale RODZICOM chodzi o osoby znane lub nieznane DZIECKU, a nie IM.

                                                    > Przykład z fryzjerką nie ma nic wspólnego z ww sytuacją.
                                                    > Ale cieszę się, że używasz słowa wykluczona w co drugim pościesmile)



                                                    Ma wiele wspólnego - pani nieumówiona ma problem z tym, ze potraktowano ją jak nieumówioną, a nie jak umowiioną. smile
                                                  • znana.jako.ggigus Re: chodzi o znane osoby, a nie o każdego 25.03.14, 14:33
                                                    na tym etapie rozwoju dziecko jeszcze nie ma własnych znajomych. I nie chodzi to, że permanentnie wszyscy się rzucają na dziecko, także wszyscy znajomi, ale chodzi i o dość konkretną sytuację i nastrój chwili. O tym już było tak z 75 postów.
                                                    oczywiście że chodzi o osobę nieumówioną, ale to a)przykład czysto hipotetyczny i b)wg mnie niepasujący, więc nie rozwijam.
                                                  • kora3 Re: chodzi o znane osoby, a nie o każdego 25.03.14, 14:49
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > na tym etapie rozwoju dziecko jeszcze nie ma własnych znajomych


                                                    To jest oczywistość Ggigus smile - nie chodzi przecież o znajomych dziecka, tylko o osoby znane dziecku.

                                                    . I nie chodzi t
                                                    > o, że permanentnie wszyscy się rzucają na dziecko, także wszyscy znajomi, ale
                                                    > chodzi i o dość konkretną sytuację i nastrój chwili. O tym już było tak z 75 po
                                                    > stów.


                                                    No i wlasnie mnie nie przekonuje, że nastrój chwili ma być ważniejszy dla rodzica, niż jego zasady wychowania dziecka oraz to, że osoba majaca jakiś status czuje się tym statusem urazona.

                                                    > oczywiście że chodzi o osobę nieumówioną, ale to a)przykład czysto hipotetyczny
                                                    > i b)wg mnie niepasujący, więc nie rozwijam.


                                                    Ale wyjaśnij dlaczego niepasujący? Jedna pani zostaje tak potraktowana, a druga - inaczej.
                                                    Obie są traktowane zgodnie z zasadami panującymi w tym salonie. Każda zgodnie ze swoim statusem. Pani nieumówiona czuje się "wykluczona".

                                                    To jest sytuacja analogiczna do tej z dzieckiem. Jedna pani może brać dziecko na ręce, druga - nie. Obie są traktowane zgodnie z zasadami, jakie ustalili rodzice. Każda zgodnie ze swoim statusem. Pani obca dziecku czuje się obrażona i potraktowana, jak "trędowata".
                                                  • znana.jako.ggigus to po co piszesz o obcych osobach - cytat 27.03.14, 11:54
                                                    z Twojej wypowiedzi:
                                                    Tymczasem rodzice nie chcą przyzwyczajać dziecka do tego, żeby obce mu osoby braly je na rece, wiec obcym dziecku osobom odmawiają tego - co jest niezrozumiałe?

                                                    skoro chodzi o znajomych dziecka??
                                                    przyklad z fryzjerem jest niepasujacy, bo nie bylo terminu, ergo nie bylo zobowiazan.
                                                    Tutaj byl nastroj chwili, troje znajomych doroslych i jedno dziecko
                                                  • baba67 Re: Ło matko 27.03.14, 07:45
                                                    Korcia po prostu nie ma dzieci i problem ich wychowania widzi przez szybke. Co bywa dosc ciekawe i ubogacajace.
                                                    Dla mnie ci panstwo dziwni sa zatem ich zasady sa dziwaczne.nic w tym niezwyklego. To ze jakies dziwactwo nie zaszkodzilo ich dzieciom to czysty przypadek i nie znaczy za cudzymi aberracjami mozna usprawiedliwic nietaktowne zachowania.
                                                    Proba przekonania Korci jest bez sensu dzieci nie ma i nie bedzie miala zatem zadnych dziwow wprowadzac nie bedzie.
                                                    Zeby byla jasnosc-nie jestem fanka dawnia dziecka na rece kazdemu znajomemu ktory ew chce ale na pewno nie w imie jakichs nowomodnych wyjatkowo niesympatycznych wymyslow.
                                                  • znana.jako.ggigus babo, ale ja nie chce przekonywać 27.03.14, 12:26
                                                    Kory do niczego, tylko pytam o koordynaty. Raz jest mowa o spotkaniu trójki znajomych w różnym stopniu sobie bliskim, nastrojowi chwili i pokazywania sobie dziecka, a potem o obcych ludziach na ulicy.
                                                    Od Annasza do Kajfasza.
                                                  • baba67 Re: babo, ale ja nie chce przekonywać 27.03.14, 13:28
                                                    Ja tak ogolnie napisalam.
                                                  • ach_dama_byc_z_kanady Re: babo, ale ja nie chce przekonywać 28.03.14, 12:11
                                                    znana.jako.ggigus napisała:
                                                    Raz jest mowa o spotkaniu trójki znajomych w różnym stopniu sobie bliskim, nastrojowi chwili i pokazywania sobie dziecka, a potem o obcych ludziach na ulicy.
                                                    Od Annasza do Kajfasza.


                                                    No to co? jak masz z tym problem to nie musisz brac udzialu.
                                                    chaotyczny charakter dyskusji - skakanie z tematu na temat - widoczny byl juz na samym poczatku. teraz sie zdziwilas?

                                                    Minnie
                                                  • znana.jako.ggigus co innego chaos dyskusji, a co innego 28.03.14, 21:45
                                                    dyskusja o konretnej sytuacji. Tyle zeta sytuacja sie ciagle zmienia w relacji jednej z uczestiniczek dyskusji.
                                                  • kora3 Każdy ma jakieś doświadczenie 30.03.14, 10:42
                                                    w temacie "dzieciowym" Babo, bo każdy z nas BYŁ dzieckiemsmile i teraz z perspektywy dorosłego może sobie oceniać np. metody wychowawcze swoich rodziców.

                                                    Szczerze Ci powiem, ze ja mam już dość tego "wytykania" mi przez Ciebie braku dzieci. To brzmi niezwykle protekcjonalnie i pisałam Ci to już.

                                                    Jasne, że perspektywa bycia dzieckiem (obecnie dorosłym), a perspektywa bycia rodzicem jest inna i nikt temu nie zaprzecza. Natomiast sam fakt, ze ktoś ma dzieci, albo ich nie ma nie jest żadnym kryterium do możliwości wypowiadania się na temat.

                                                    Zresztą - to nie jest forum o dzieciach, tylko SV. Nie chodzi o ocenę metod wychowawczych tych rodzicow, a sytuacji związanej z obrażeniem się znajomej.
                                                    Dla mnie sprawa jest prosta: dzieci wychowują rodzice i jeśli nie chcą dawać go każdemu chętnemu na ręce, nie chcą by było częstowane przez kogokolwiek słodyczami, nie chcą by ktoś dawał mu zabawki militarne (np.), nie chcą by ktoś pozwalał dziecku w swoim domu, czy wobec siebie na coś, na co dziecku ONI nie pozwalają -to mają do tego święte prawo, nawet jeśli ktoś uważa, że to dziwne.
                                                    To, ze ktoś ma inne podejście do wychowania swoich dzieci , czy też ogólnie do wychowania dzieci mając je, czy ich nie mając nie ma tu znaczenia i naprawdę nie umiem pojąc, że to komuś trudno zrozumieć.
                                                  • urko70 Re: Każdy ma jakieś doświadczenie 31.03.14, 11:59
                                                    kora3 napisała:

                                                    > w temacie "dzieciowym" Babo, bo każdy z nas BYŁ dzieckiemsmile i teraz z perspekty
                                                    > wy dorosłego może sobie oceniać np. metody wychowawcze swoich rodziców.

                                                    Każdy z nas był kiedyś w brzuchu matki ale to nie sprawia że każdy ma
                                                    doświadczenie ginekologiczno położnicze czy też chorób wewnętrznych.


                                                    > Szczerze Ci powiem, ze ja mam już dość tego "wytykania" mi przez Ciebie braku d
                                                    > zieci. To brzmi niezwykle protekcjonalnie i pisałam Ci to już.

                                                    Ja nie odebrałem tego jako wytykanie, tylko jako wskazanie, że G wiesz, a
                                                    wymądrzasz się.
                                                    Epatujesz swoimi osobistymi sprawami, a potem masz pretensje, że czytający
                                                    używają tych informacji.


                                                    > Jasne, że perspektywa bycia dzieckiem (obecnie dorosłym), a perspektywa bycia r
                                                    > odzicem jest inna i nikt temu nie zaprzecza. Natomiast sam fakt, ze ktoś ma dzi
                                                    > eci, albo ich nie ma nie jest żadnym kryterium do możliwości wypowiadania się n
                                                    > a temat.

                                                    Masz pełna możliwość wypowiadania się, narzędzia forum nie weryfikują tego,
                                                    a to że te wypowiedzi są często nieprzystające do rzeczywistości to już inna sprawa.
                                                • matylda1001 Re: Litości :) 26.03.14, 01:38
                                                  kora3 napisała:

                                                  >Mówimy Matyldo o PRZYZWYCZAJANIU dziecka, albo NIE do pewnych sytuacji.
                                                  Czy naprawdę tak trudno to pojąć? Pytam, bo mam wrażenie, ze ten absurd o zachowaniach pedofilskich wstawiłaś celowo<

                                                  Jasne, że celowo, wszak nic się nie dzieje bez przyczyny.

                                                  >Najprościej rzecz ujmując - rodzice są zdania, że aby dziecko w przyszłości (gdy zacznie samo już chodzić np.) nie było nazbyt ufne wobec obcych dorosłych, NIE należy teraz przyzwyczajać go do tego, że obcy mogą brać je na ręce (pieścić, całować). Co tu jest niezrozumiałe dla Ciebie? Dla mnie to proste jak drut! <

                                                  Rozumiem o co chodzi tym rodzicom, ale nie zgadzam się że takie zachowanie jest prawidłowe. Dziecku należy przekazywać odpowiednią wiedzę w odpowiednim czasie, wtedy, gdy jest w stanie zrozumieć. Dziecko wcale nie musi być nieufne w stosunku do obcych (nawet nie powinno), ale musi się nauczyć odróżniać dobrych ludzi, od złych ludzi. Będzie się stykało z obcymi od chwili pójścia do żłobka/przedszkola. Będzie zawierało znajomości na które nie zawsze rodzice będą mieli wpływ. Dziecko MUSI nauczyć się radzić sobie SAMO. W kontekście dziecka tak małego, w ogóle nie ma o czym mówić bo nie jest w stanie przyswoić wiedzy i zawsze jest pod opieką rodziców/opiekunów. Dopiero dziecko w wieku powyżej 3 lat jest w stanie coś zrozumieć. Podział na znajomych i obcych nie zapewni dziecku bezpieczeństwa. Szacunkowo - 70% dramatów na tle pedofilskim zdarza się w rodzinie, często najbliższej. Reszta zboków to znajomi - sąsiedzi, przyjaciele rodziny, nauczyciele, wychowawcy, czasem księża. Tylko niewielki odsetek to osoby obce, ale wtedy wpojona ostrożność wobec obcych dziecku i tak nie pomoże. Dziecku należy wytłumaczyć na jakie zachowania dorosłych nie powinny się godzić, czym jest "zły dotyk" i gdzie się zgłosić po pomoc. To wszystko.

                                                  > Zdecydowana większość dzieci nie pcha się na kolana, nie rzuca na szyję całkiem
                                                  nieznajomym ludziom, nieprawdaż? ! <

                                                  Prawdaż, ale nie chcesz chyba przez to powiedzieć, że dlatego, iż większość ludzi preferuje model wychowania jaki prezentują Twoi znajomi?

                                                  >> Niech mnie nikt źle nie zrozumie teraz, ale właśnie tego rodzaju zachowanie występuje najczęściej u dzieci niepełnosprawnych intelektualnie. Nie tylko zresztą u dzieci takich, ale u dorosłych cierpiących na takie upośledzenie także. To jest zachowanie POZA normą. <

                                                  To zrozumiałe.

                                                  > Norma jest właśnie to, że dziecko wobec obcych jest powściągliwe w okazywaniu im uczuć.<

                                                  To też zrozumiałe, a z czego ta norma wynika? ano z instynktu. Dziecka wcale nie potrzeba tego uczyć, samo wie jak się zachować.

                                                  > Powiedz mi, jaki jest sens logiczny tego, żeby np. roczniaka pozwalać każdemu kto ma chęć brać na ręce i przyzwyczajać do tego dziecko, a następnie np. za 2 lata uczyć je, żeby pod żadnym pozorem nie szło nigdzie z kimś obcym, choćby był b. miły i wabił je cukierkami? <

                                                  Nie każdemu, kto ma ochotę, ale chyba rzadko się zdarza, żeby np. jakiś obcy człowiek mijany na ulicy chciał wziąc dziecko na ręce? Dziecko w tym wieku nie ma osobistych znajomych, więc znajomi rodziców są jego znajomymi. Kontakt z tymi osobami jest dla dziecka bardzo ważny - poznaje nowych ludzi, ich twarze, zachowania, emocje - dzięki temu się rozwija. Dlaczego czas na ostrzeżenia przyjdzie za dwa lata już napisałam. I nie ma w tym żadnej niekonsekwencji.

                                                  > Nie można uczyć dziecka, ze coś jednocześnie jest dobre i złe, bo mówiąc kolokwialnie robi mu się wodę z mózgu. <

                                                  Wodę z mózgu robi mu się wtedy, gdy ogranicza mu się kontakty z ludzmi, a potem zaprowadza się je do przedszkola i każe zostać z OBCĄ panią.

                                                  • kora3 Matyldo kochana :) 26.03.14, 06:43
                                                    Moim zdaniem odwracasz kota ogonem ...

                                                    Przede wszystkim podkreślając, że "dziecko uczy się nieufności" - właśnie NIE. Uczy się je prawidłowej i naturalnej postawy, która jest normalna dla człowieka dorosłego i dziecka, co sama przyznałaś. smile

                                                    Nie wchodzimy od razu z nieznajomymi w komitywę, a jeśli to coś jest nie tak - np. pijani ludzie są "przyjaciółmi" całego świata nierzadko - każdego by zapraszali do domu, pożyczali kasę itp. smile

                                                    Piszesz, ze "znajomi" dziecka to znajomi jego rodziców. No nie. I w dorosłym ztciu tez tak nie jest. Czy znajomi mego partnera, to także moi znajomi? NIEKTÓRZY - tak, a niektórzy - wcale nie.
                                                    Ma przecież znajomych z obecnego miejsca pracy, o których słyszałam od niego, ale na oczy ich nie widziałamsmile No i? Czy ja się tak samo zachowałabym poznając ich, jak w stosunku do tych z poprzedniego miejsca jego pracy, których jednych znam dobrze, innych mniej dobrze, ale ZNAM? Nie i to całkiem zrozumiałe.

                                                    Co do przedszkola - bardzo wiele dzieci ma problemy z pozostawaniem w nim na początku, a wcale nie wszystkie dzieci sa wychowywane tak, jak ten chłopczyk. A to dlatego, że dziecko jest właśnie w obcym otoczeniu. Dlatego teraz wiele przedszkoli przyjaznych dziecku pozwala na to, żeby dziecko mogło je poznac NIM będzie już przedszkolakiem. Przyjść tam z mamą, tatą, babcią, dziadkiem, obejrzeć, zobaczyć jak się bawią dzieci, poznac panią przedszkolankę, która będzie "jego panią".

                                                    Masz rację - wiele sytuacji z pedofilia w tle dzieje się w bliskim otoczeniu dziecka. Ale to wcale nie znaczy, ze w dalszym się nie zdarzają. Dlatego wcale nie jest od rzeczy nie uczyć dzieci zbytniej ufności wobec obcych, a równolegle także uczyć czym jest zły dotyk ze strony obojętnie kogo.

                                                    Zresztą - nie przekonam Cię pewnie, ani Ty mnie. Dla mnie niepozwalanie na branie dziecka na rece przez przypadkowe osoby jest całkiem naturalne, choćby ze względów higienicznych, a niegodzenie się, także mentalne na to tychże przypadkowych ludzi - jak ta pani - nietaktowne.
                                                  • matylda1001 Re: Matyldo kochana :) 26.03.14, 23:56
                                                    kora3 napisała:

                                                    >Piszesz, ze "znajomi" dziecka to znajomi jego rodziców<

                                                    Wyłącznie! Dziecko 10 miesięczne, na osobiste znajomości, powiedzmy, z placu zabaw, przedszkola, musi poczekać jeszcze ze dwa lata. Teraz ma kontakt jedynie z osobami znanymi rodzicom.

                                                    .> No nie. I w dorosłym ztciu tez tak nie jest. Czy znajomi mego partnera, to także moi znajomi? NIEKTÓRZY - tak, a niektórzy - wcale nie. <

                                                    Koro, Ty chyba sobie ze mnie żartujesz smile

                                                    >Ma przecież znajomych z obecnego miejsca pracy, o których słyszałam od niego, ale na oczy ich nie widziałamsmile No i? Czy ja się tak samo zachowałabym poznając ich, jak w stosunku do tych z poprzedniego miejsca jego pracy, których jednych znam dobrze, innych mniej dobrze, ale ZNAM? Nie i to całkiem zrozumiałe. <

                                                    Przecież ci, których nie znasz są dla Ciebie osobami obcymi. Przestaną nimi być w chwili, gdy partner Ci ich przedstawi. Staną się wspólnymi znajomymi. Może nie będą Ci tak bliscy jak partnerowi, ale już nie powiesz o nich - obcy, prawda?

                                                    > Co do przedszkola - bardzo wiele dzieci ma problemy z pozostawaniem w nim na początku, a wcale nie wszystkie dzieci sa wychowywane tak, jak ten chłopczyk. A to dlatego, że dziecko jest właśnie w obcym otoczeniu.<

                                                    Tak dzieje się za sprawą tego instynktu, o którym wspomniałam. Wcale nie potrzeba uczyć dziecka ostrożności w stosunku do obcych, żeby nie wskakiwało obcemu na kolana. Każde dziecko ma wrodzony dystans, ale nie należy tego w nim potęgować. Jeśli już, to raczej należy oswajać. Te spotkania w przedszkolu, zanim dziecko zostanie przedszkolakiem, temu właśnie służą.

                                                    >> Masz rację - wiele sytuacji z pedofilia w tle dzieje się w bliskim otoczeniu dziecka. Ale to wcale nie znaczy, ze w dalszym się nie zdarzają. Dlatego wcale nie jest od rzeczy nie uczyć dzieci zbytniej ufności wobec obcych, a równolegle także uczyć czym jest zły dotyk ze strony obojętnie kogo.<

                                                    Dziecko należy uczyć ostrożności, ale nie w wieku niemowlęcym, tylko wtedy, gdy zagrożenie staje się realne. Co ciekawe - im dziecko starsze, tym zagrożenie staje się bardziej realne. Większe zagrożenie czyha na 7-8 latka, niż na 1-6 latka, dlatego, że dziecko w wieku przedszkolnym przez cały czas pozostaje pod czujnym okiem rodziców/opiekunów. Oczywiście zdarzają się przypadki porwań, ale dzieje się to niezależnie od nastawienia dziecka. Przeważnie zawodzą opiekunowie.

                                                    > Zresztą - nie przekonam Cię pewnie, ani Ty mnie<

                                                    Nie tracę nadziei smile

                                                    >Dla mnie niepozwalanie na branie dziecka na rece przez przypadkowe osoby jest całkiem naturalne, choćby ze względów higienicznych<

                                                    Rodzone ciotki też miewają katar smile

                                                    > a niegodzenie się, także mentalne na to tychże przypadkowych ludzi - jak ta pani - nietaktowne. <

                                                    Tu należałoby omówić wszystko od początku smile

                                                    A tak na marginesie - średnio na temat. Jakieś dwa tygodnie temu trafił na oddział facet z rozległym zawałem serca, nieprzytomny. Udało się, człowiek żyje. Jak tylko odzyskał przytomność, zaczął mówić o wnuczce. Wnuczka, co z wnuczką... Jaka wnuczka do licha? Gdyby został przywieziony z ulicy, mogłoby byc tak, że miał pod opieką dziecko, ale nie, człowieka przywieźli z domu, a on wnuczka i wnuczka. No i wyjaśniło się gdy odwiedziła go rodzina. Było tak - kochający dziadziuś, który za ukochaną wnuczkę dałby się porąbać, wymyślił zabawę. Wziął roczną dziewczynkę na ręce i podrzucał ją do góry. Dziecko było zachwycone, bo dzieci to uwielbiają. Za którymś razem dziadek zamiast chwycić dziecko, chwycił się za serce, bo właśnie złapał go ostry ból. Dziewczynka spadła spod sufitu na podłogę. Została przebadana, na szczęście nic jej się nie stało, ale mogło się to skończyć tragicznie. Nie muszę chyba zapewniać Cię, że nikt obcy czegoś podobnego by nie zrobił.
                                                  • kora3 Re: Matyldo kochana :) 30.03.14, 15:23
                                                    matylda1001 napisała:
                                                    >
                                                    ] Teraz ma kontakt jedynie z
                                                    > osobami znanymi rodzicom


                                                    O matko, Matyldo - jasne, ale to nie działa w dwie strony. Każda osoba znana dziecku jest znana jego rodzicom, ALE nie każda osoba znana rodzicom jest znana także dziecku.
                                                    I cały czas o to chodzi.
                                                    >
                                                    > Koro, Ty chyba sobie ze mnie żartujesz smile

                                                    Nie, nie żartuję.

                                                    Przestaną nimi być
                                                    > w chwili, gdy partner Ci ich przedstawi.


                                                    Nie, nie przestaną. Przestaną być dla mnie anonimowymi niezjajomymi, ale nie staną się z automatu znajomymi, tylko znanymi. Może n
                                                    > ie będą Ci tak bliscy jak partnerowi, ale już nie powiesz o nich - obcy, prawda
                                                    > ?


                                                    Powiem kochana smile Bo to sa obcy ludzie, dopóki nie powstanie miedzy nami jakaś relacja.
                                                    I dziwię się, ze Ciebie to dziwi smile

                                                    W wielu sytuacjach mam okazję rozgraniczać takie sprawy, jak znajomość, a "znanie" kogoś.
                                                    Nawet dziś mnie kolega zapytał, czy znam pewnego pana. Powiedziałam: "Tak, wiem o kogo chodzi, ten pan jest mi znany zawodowo, ale nie jesteśmy jakimiś znajomymi"

                                                    Dla mnie to zupełnie normalne rozgraniczanie.

                                                    Każde dziecko ma wrodzony dystans, ale nie należy tego w nim potęgowa
                                                    > ć.


                                                    Moim zdaniem nie należy go też specjalnie tępicsmile

                                                    Te spotkania w przedszkolu, zanim dziec
                                                    > ko zostanie przedszkolakiem, temu właśnie służą.


                                                    Wlaśnie służą temu, żeby dziecko nie znalazło się nagle w OBCYM dlań zupełnie otoczeniu.

                                                    Nie muszę chyba zapewniać Cię, że nikt obcy czegoś podobne
                                                    > go by nie zrobił.


                                                    Historyjka ciekawa, ale nie na temat Matti.
                                                    W zasadzie nasze rozważania, czy to własciwa met. wychowawcza, żeby nie uczyć dziecka nadmiernej ufności wobec obcych też są nie na temat.
                                                    Dla mnie sprawa jest prosta - dzieci wychowują rodzice (na ogół) i mają swiete prawo nie chcieć by każdy brał je na rece, by częstował cikeirkami, albo czymkolwiek, by pozwalał dziecku w swoim domu, wobec siebie na to, na co rodzice nie pozwalają. Nie należt się obrażać o to, tylko uszanować wole rodziców i czesc
                                    • kora3 Smytna konkluzjka moje panie 24.03.14, 09:11
                                      Panie - bo chyba same panie wypowiadają się w tym wątku

                                      Ale najpierw do Damy - Damo, mój kolega ma piekną żonę, eskmodelkę, naprawdę przepiękna kobieta. Jak to mówią nie ma gościa, co się za nią na ulicy nie obejrzy, pewnie wielu chciałoby ja objąć przytulić, pocałować smile ale się jakos powstrzymują, wiesz?
                                      Także ci znajomi smile

                                      a całkiem poważnie moje panie - po lekturze tego watku doszłam do wniosku, że u nas dziecko jest mentalnie gorzej traktowane niż ciuch, kosmetyk, czy ksiązka, o samochodzie, czy komórce nie wspomnę.
                                      Nie zdarza się bowiem, by ktoś mieniący się kulturalnym bez pytania, czy zachęty ze strony właściciela sięgał po cudzą rzecz, ot tak, bo mu się spodobała i chce zobaczyć.
                                      Ostatnio kupiłam bluzke i pokazałam ją w kawiarni koleżance. W trakcie, gdy oglądała, przyszła inna. "O, jaka fajna bluzka, mogę zobaczyć? - zapytała. na co ogladająca kolezanka: "To nie moja, tylko Korci", na co Korciasmile "Jasne, proszę bardzo".
                                      Okazuje się, że o możliwość obejrzenia, brania do ręki cudzej rzeczy wypada zapytać, ale o mozliwośc brania na rece, dotykania cudzego DZIECKA - nie.

                                      Przecież to straszne takie podejście, nie widzicie tego? Naprawdę?
                                      • znana.jako.ggigus konkluzja nie na temat 24.03.14, 13:50
                                        w opisywnej sytuacji - i wiele razy Ci to wyjśniała np. Matylda - nie było sytuacji - obca osoba rzuca się, żeby wyjąć dziecko i objąć je. Dziecko było pokazywane i obejmowane najpierw przez innych.
                                        kKedy pokazujesz w towarzystwie nową torebkę - np. odebrałaś swojego hermesa - wszyscy zebrani po kolei okazują zainteresowanie, zaglądają. Jeśli ktoś tego nie zrobi, można przypisać mu np. zawiść.
                                        • kora3 Re: konkluzja nie na temat 24.03.14, 14:00
                                          znana.jako.ggigus napisała:

                                          > w opisywnej sytuacji - i wiele razy Ci to wyjśniała np. Matylda - nie było sytu
                                          > acji - obca osoba rzuca się, żeby wyjąć dziecko i objąć je. Dziecko było pokazy
                                          > wane i obejmowane najpierw przez innych.


                                          Dziecko nie było pokazywane, to nie była jakaś wystawa dzieci, tylko spacer. Owszem natomiast, było brane na ręce - najpierw przez OJCA, a potem przez CIOCIĘ - bliskie osoby.

                                          > kKedy pokazujesz w towarzystwie nową torebkę - np. odebrałaś swojego hermesa -
                                          > wszyscy zebrani po kolei okazują zainteresowanie, zaglądają. Jeśli ktoś tego n
                                          > ie zrobi, można przypisać mu np. zawiść.


                                          Wiesz, z całym szacunkiem, ale nie przyszłoby mi do głowy porównanie dziecka do ...torebki.
                                          Może jakaś dziwna jestemsmile
                                          A poza tym, jest różnica pomiędzy sytuacją, kiedy ktoś PREZENTUJE swoją nową rzecz pytając o opinię wszystkich, a sytuacją, gdy ktoś u kogoś dostrzega jakąś interesującą go rzecz i chce obejrzeć.

                                          W pierwszym przypadku taki ktoś "z urzędu" pozwala na oglądanie i ocenę, w drugim - należy spytać o pozwolenie na bliższe przyjrzenie się przedmiotowi.
                                          Przykład: X pokazuje swój nowy aparat komórkowy: "Patrzcie, taki kupiłem. Fajny?" - pierwsza wersja.
                                          Aparat telefoniczny X leży na jego biurku, przychodzi Y. "O masz nowy aparat. MOGE zobaczyć?"
                                          • znana.jako.ggigus Re: konkluzja nie na temat 24.03.14, 14:13
                                            czyli jak już pisałaś - była to chwila zbiorowej koncentracji na dziecku, jak i na telefonie czy torebce.
                                            Ergo - Twoja konkluzja jest chybiona.
                                            Uwagi dot. moich skojarzeń pomijam, bo nie jestem ani tematem wątku, ani tematem konkluzji.
                                            • kora3 Re: konkluzja nie na temat 24.03.14, 14:19
                                              znana.jako.ggigus napisała:

                                              > czyli jak już pisałaś - była to chwila zbiorowej koncentracji na dziecku, jak i
                                              > na telefonie czy torebce.


                                              Owszem, ale to nadal właściciel torebki, czy telefonu ma prawo decydować komu i dlaczego pozwala na branie ww. przedmiotów do ręki, albo nie.

                                              > Ergo - Twoja konkluzja jest chybiona.


                                              Nie wydaje mi się. Większość z nas nie sięga bez pytania po cudze komórki i torebki, szczególnie gdy należą do niebliskich nam osób, nawet gdy ktoś sam coś prezentuje. po prostu "Czy mogę zobaczyć?" - w sensie wziąć do rąk, większość z nas ma wkodowane smile

                                              > Uwagi dot. moich skojarzeń pomijam, bo nie jestem ani tematem wątku, ani temate
                                              > m konkluzji.
                                              >


                                              Nic nie pisałam o Twoich skojarzeniach smile
                                              • znana.jako.ggigus nie było mowy o sięganiu po cokolwiek i 24.03.14, 14:23
                                                kogokolwiek bez powodu, że przypomnę.
                                                chyba że dyskutujesz na jakiś inny przykład.
                                                Konkluzja i następne posty w temacie konkluzji są nadal nie na temat.

                                                Owszem, jako odp. na mój post napsiałaś:
                                                Wiesz, z całym szacunkiem, ale nie przyszłoby mi do głowy porównanie dziecka do ...torebki.
                                                Może jakaś dziwna jestemsmile
                                                Ale jak już wspomniałam, to nie na temat - moje skojarzenia i moja osoba.
                                                • kora3 Re: nie było mowy o sięganiu po cokolwiek i 24.03.14, 14:29
                                                  znana.jako.ggigus napisała:

                                                  > kogokolwiek bez powodu, że przypomnę.

                                                  Ale to zupełnie nieważne - powodem chęci obejrzenia czegoś może być ciekawość, zainteresowanie tym przedmiotem, zachwyt nim. Mimo to na ogół wypada zapytać właściciela "czy można" i przyjąć do wiadomości odpowiedź, także odmowną.

                                                  > Ale jak już wspomniałam, to nie na temat - moje skojarzenia i moja osoba.

                                                  Ale ja pisałam, ze mnie by ro do głowy nie przyszło, bo jestem dziwna, a nie o czyichkolwiek skojarzeniach, jakichkolwiek osób smile
                                                  • znana.jako.ggigus Re: nie było mowy o sięganiu po cokolwiek i 24.03.14, 14:34
                                                    1)nie było mowy o sięganiu bez powodu
                                                    2)jeżli na mój post o torebce tak piszesz, to piszesz do mnie, a nie do kogolwiek innego, więC reaguję na Twoje uwagi na mój temat. Ale moja osoba nie jest, nie była i nie będzie przedmiotej żadnej dykusji.
                                                    I
                                                  • kora3 Re: nie było mowy o sięganiu po cokolwiek i 24.03.14, 15:03
                                                    znana.jako.ggigus napisała:

                                                    > 1)nie było mowy o sięganiu bez powodu

                                                    Dobra, posłużę się twoim przykładem z innego watku. Ty u wspomnianej starszej pani zachowywałaś się mniej więcej, jak u siebie w domu (za jej zgodą, wręcz oczekiwaniem). Czy to jest powód , dla którego osoba nie będąca z nią w zażyłości ma się zachowywać tak samo?

                                                    > 2)jeżli na mój post o torebce tak piszesz, to piszesz do mnie, a nie do kogolwi
                                                    > ek innego, więC reaguję na Twoje uwagi na mój temat. Ale moja osoba nie jest, n
                                                    > ie była i nie będzie przedmiotej żadnej dykusji.
                                                    > I


                                                    No mam nadzieję, ze nie poczulas się urazona (ani twoja osoba rzecz jasnasmile) wspomnieniem Twego przykładu z innego watku, wszak sama go podałas.
                                      • ach_dama_byc_z_kanady Re: Smytna konkluzjka moje panie 24.03.14, 21:36
                                        kora3 napisała:
                                        Okazuje się, że o możliwość obejrzenia, brania do ręki cudzej rzeczy wypada zapytać, ale o mozliwośc brania na rece, dotykania cudzego DZIECKA - nie.

                                        Moim zdaniem tu sie mylisz Koro.
                                        Ktos napisal ze dziecko to nie rrecz, i dobrze, zgoda.
                                        Ale nie zeby "nie brac bez pytania".
                                        Nie brnijmy w kolejny absurd w imie dopasowywania argumentow do dyskysji o zasadch sv -
                                        bo to tworzenie kolejnych absurdow.


                                        Umowmy moze sie ze nie mozna brac na rece dzieci osob obcych
                                        zeby nie wiem jak sie nam podobaly - np na spacerze w parku przysiadamy zmeczeni
                                        na laweczce i patrzymy - o jaki sliczny dzidzius? - czy mozna? nie mozna! przecz z lapami!
                                        tudziez w kolejce w sklepie na ten przyklad.
                                        rodzice przeciez nie wiedza czy my tak naprawde nie jestesmy
                                        niewinnie wygladajacymi umyslowo chorymi niebezpiecznymi porywaczami
                                        i byloby to wprost nierozsadne z ich strony dac komus kompletnie obcemu
                                        ich dziecko na rece.

                                        Ale bez przesady z tym "nie wolno pytac czy mozna wziac na rece" w stosunku do znajomych,
                                        tych bliskich i tych niebliskich. ZAPYTAC mozna,
                                        a kwestia lezy nie w tym czy mozna czy nie mozna brac cudze znajome dziecko na rece
                                        a w kulturalnej odmowie na owe pytanie.

                                        I, Koro - eks-modelka to nie malenkie dziecko,
                                        sadze ze potrafi utrzymac wlasna glowke w pionie bez cudzej pomocy ? wink

                                        Minnie
                                        • kora3 A gdzie ja napisałam, ze zapytać nie mozna Damo? 25.03.14, 05:29
                                          ach_dama_byc_z_kanady napisała:
                                          >
                                          > Ale bez przesady z tym "nie wolno pytac czy mozna wziac na rece" w stosunku do
                                          > znajomych,
                                          > tych bliskich i tych niebliskich. ZAPYTAC mozna,


                                          Właśnie napisałam przecie, że cudzej RZECZY nie bierzemy na ogół do rak BEZ pytania, z zatem TYM bardziej nie powinno się brać tak cudzego dziecka.
                                          Zapytać jak najbardziej można, ale należy liczyć się z odpowiedzią odmowną i przyjąć ją bez urazy. Tyle

                                          > a kwestia lezy nie w tym czy mozna czy nie mozna brac cudze znajome dziecko na
                                          > rece
                                          > a w kulturalnej odmowie na owe pytanie.


                                          Tu pełna zgoda, tylko ja nadal nie pojmuję, dlaczego odmowa wyrazona neutralnie miałaby kogoś obrażać. Dlaczego należy kłamać, ze dziecko boi się nieznajomych osób, bo nie wypada powiedzieć, że rodzice tak sobie ustalili, ze obcym dziecka na ręce nie dają, żeby nie uczyć dziecka zbytniej do obcych ufności.
                                          >
                                          > I, Koro - eks-modelka to nie malenkie dziecko,
                                          > sadze ze potrafi utrzymac wlasna glowke w pionie bez cudzej pomocy ? wink

                                          1,5 roczne dziecko też umie smile np. i co?

                                          tu nie chodzi o to, że mamy realne podejrzenie, iż ktoś jest nieodpowiedzialny, niedoświadczony z dziećmi, niebezpieczny - tu chodzi o ZASADE, w myśl której nie uczymy dziecka, że każdy kto ma chęć, może je brać na rece (całować, pieścić) - rozumiesz?
    • claratrueba Re: "rozdwojenie jaźni" w ramach SV? 23.03.14, 07:25
      Koro, opisujesz tu bardzo wiele dość różnych sytuacji. A sprawa jest w sumie dość prosta. Ludziom, którzy roszczą pretensje "jego przyjęłaś a mnie nie" odpowiadamy: "bo my jesteśmy baaardzo zaprzyjaźnieni" (ew. dodając "X jest mi bliski jak rodzina"). Tego można użyć w syt. z dzieckiem, nieużywając niezbyt miłego określenia "obcy" w stos. do osoby, która chce wziąć dziecko na ręce.
      Natomiast w syt. kiedy wytworzyła się jakaś grupa w knajpie różnicowanie ludzi poprzez czy to płacenie za część a za część nie, czy to zapraszanie wybiórczo jest niedelikatne i zupełnie niepotrzebne. Bo jest bardzo wyraźnym określeniem kto jest nam bliski w obecności innych osób. Wystarczy zapłacić za siebie, partnera a płacenie za bliskich zostawić sobie na okazję kiedy będzie się w gronie tylko tych bliskich. Tym bardziej, że rodzi to dalsze niepotrzebne pytania "a za mnie zapłaciłeś?' czy wątpliwości czy trzeba uregulować za siebie czy nie. Bezsensowne tworzenie problemów tam, gdzie nie musi ich być.
      • kora3 Claro, ale z takich sytuacji składa się zycie 23.03.14, 13:00
        claratrueba napisała:
        . Bo jest bardzo wyraźnym określeniem k
        > to jest nam bliski w obecności innych osób.


        No i właśnie pytam - CO W TYM ZŁEGO i dlaczego osobe, która nie jest nam bliska miałoby to urażać?
        ostatnio miałam okazję słyszeć wspomnienia z pewnego, niedawnego jubileuszu pewnej pary, którą to parę luźno znam. Opowiadały o nim (nie non stop, tylko przez chwilę) dwie koleżanki, a byłyśmy tylko we 3. One były zaproszone na te imprezę, a ja - nie. I wcale nijak się wykluczona nie poczułam, bo dlaczego? Nie mam z ta parą takich relacji, jak one i nie widze niczego dziwnego w tym, że nie znalazłam się na liscie gości. Raczej byłabym zaskoczona zaproszeniem mnie na te uch kameralną impreze w gronie bliskich znajomych i przyjaciół, bo ja nie mam "u nich" żadnego z tych statusów! Absurdalna zatem byłaby z mojej strony jakaś przykrośc , czy uraza, prawda?

        Wystarczy zapłacić za siebie, partn
        > era a płacenie za bliskich zostawić sobie na okazję kiedy będzie się w gronie t
        > ylko tych bliskich.


        Ale dlaczego? Dlaczego nie można zapłacić za kogo się CHCE, jeśli się nikogo nie zapraszało (bo jeśli zapraszało, to niezależnie od stopnia zażyłości za zaproszonego należy zapłacić). Dlaczego osoby niezaproszone, które się przysiadły w ogóle miałyby mieć jakieś zdanie na temat tego, kto za kogo płaci w INNYM umówionym z sobą towarzystwie, obok którego znalazły się PRZYPADKIEM?


        Tym bardziej, że rodzi to dalsze niepotrzebne pytania "a za
        > mnie zapłaciłeś?' czy wątpliwości czy trzeba uregulować za siebie czy nie. Bez
        > sensowne tworzenie problemów tam, gdzie nie musi ich być.


        Nikt nie pytał, czy mój partner zań zapłacił. Po prostu zaczęliśmy się zbierać (nasza 4 - panie zostawały) i kolega powiedział "To ja skoczę do baru" , a mój partner "Nie skacz, płaciłem" - ot i tyle.
    • kora3 Moi mili - podsumuję delikatnie 23.03.14, 14:16
      Przekonaliście mnie, że może wspomniany ojciec niekoniecznie fortunnie użyl słowa "obca", które może wydać się nieprzyjemne skrajnie przewrażliwionej osobie, która faktycznie obcca jest.

      NIE przekonuje mnie natomiast, ze należy rezygnować ze swoich zasad w imię nieurazenia czyjegoś ego oraz nietaktowne jest zachowanie zgodne z relacją, jaką się z kims ma w obecności osoby, z którą ma się mniej ciepłą.
      • annthonka Re: Moi mili - podsumuję delikatnie 23.03.14, 18:16
        Koro, nie trzeba rezygnować ze swoich zasad, ale można je stosować z taktem i wyczuciem.

        Sama przyznasz, że jest różnica pomiędzy stwierdzeniem "wezmę Pawełka, bo on się boi nieznajomych osób" a stwierdzeniem "wezmę Pawełka, bo nie chcę, żeby nabierał zaufania do obcych". Wystarczyło użyć tego pierwszego, żeby uzyskać ten sam efekt jednocześnie nie sprawiając nikomu przykrości.

        Jak ktoś ładnie w tym wątku napisał - trzeba umieć grać ze słuchu smile
    • kora3 taktownie, czy nie? 23.03.14, 14:35
      Znajoma mojej ciotki wyjechała za granicę do dzieci. Znajoma ta ma męza, który moją ciotkę zna, ale b. pobieżnie. Ów mąż zatelefonował do ciotki, która jest samotną wdową i poprosił o pomoc w pewnej sprawie (z zakresu zawodowego mojej ciotki) proponując spotkanie w swoim domu. Ciotka nie wyraziła świetego oburzenia, ale wprost powiedziała, że czułaby się w takiej sytuacji niezręcznie - odwiedzając dom znajomej i jej meza pod nieobecnośc znajomej, czy też podejmując jego u siebie bez niej, wiec proponuje spotkanie na neutralnym gruncie.
      Ciotka nie ma podejrzeń, ze ów pan chciałby ją poderwać, ani, ze znajoma natychmiast podejrzewałaby ja o romans ze swoim mezem., Po prostu ciotka takie ma zasady, że mezów swoich koleżanek nie odwiedza pod nieoecnośc tycże, ani nie zaprasza solo ich mezów.
      Czy ciotka wprost mówiąc o swojej zasadzie zachowała się nietaktownie?
      • baba67 Re: taktownie, czy nie? 23.03.14, 14:52
        Nie.Wsrod ludzi starszej daty takie zasady sa. Moja tesciowa miala takie same.
        • kora3 No ale przecież 23.03.14, 14:58
          baba67 napisała:

          > Nie.Wsrod ludzi starszej daty takie zasady sa. Moja tesciowa miala takie same.
          >


          Pan może pomimo zbliżonego do ciotki wieku (nie jakiś sędziwy, bo 50+) mieć INNE zasady i poczuc się argumentacją cioci urażony. Po pierwsze dlatego, ze może ona wskazywać na to, iż ciocia podejrzewa, ze pan czyniłby jej awanse, po drugie dlatego, ze obrażać go może sama myśl, iż koleżanka żony go o to podejrzewa, po trzecie dlatego, ze żona ma doń zaufanie i np. sama podsunęła mu myśl. żeby poprosił o pomoc ciotkę i zaprosił ja do ich domu.

          Z kolei propozycja pana mogła być przez ciotkę odczytana, jako b. nietaktowna.

          A przecież oni się mogą tylko różnić w zasadach. Dlatego dobrze, ze ciotka jasno powiedziała, ze takie ma zasady - stosowane do wszystkich, a nie tylko do tego pana
          • baba67 Re: No ale przecież 23.03.14, 15:12
            Nic na to nie poradzimy ze zyjemy w czasach przelomu kiedy mlode pokolenie rozni sie od starszego TAK BARDZO. Chyba tylko po 1 wojnie cos takiego mialo miejsce, taka rewolucja obyczajowa jak teraz.
            Pewne tarcia sa nieuniknione, choc oczywiscie jesli ktos jest straszej daty to mlodsi raczej sie podsmiechuja(jak ja z Tesciowej) niz obrazaja)
      • aqua48 Re: taktownie, czy nie? 23.03.14, 21:41
        kora3 napisała:

        > Czy ciotka wprost mówiąc o swojej zasadzie zachowała się nietaktownie?

        Zachowała się szczerze. Taktownie doprowadziłaby do spotkania się z tym panem na neutralnym gruncie i załatwienia jego problemu nie opowiadając mu wprost o swych zasadach zarówno jak i nie łamiąc ich.
      • ach_dama_byc_z_kanady Re: taktownie, czy nie? 23.03.14, 22:43
        kora3 napisała:
        Po prostu ciotka takie ma zasady, że mezów swoich koleżanek nie odwiedza pod nieoecnośc tycże, ani nie zaprasza solo ich mezów.
        Czy ciotka wprost mówiąc o swojej zasadzie zachowała się nietaktownie?


        Nie, nie zachowala sie nietaktownie. troche staroswiecko, ale nie nietaktownie,
        a nawet w sumie rozumnie, bo nigdy nic nie wiadomo ( "co sasiedzi powiedza").
        Wlasnie taktownie, bo 'wine' wziela na siebie nie na znajomego
        ona czulaby sie niezrecznie, wiec ona prosi o spotkanie gdzie indziej.

        czyli przeciwnie niz twoj znajomy ktory 'wina' za nie-branie na rece obarczyl znajoma
        "obcym nie dajemy, akurat jestes jakas taka" zamiast " dziecko nie czuje sie komfortowo u malo jej znanych osob...".
        ja bym nawet nie wspominala o tej nauce wybiorczosci w kontaktach z ludzmi,
        no bo dlaczego padlo akurat na 'nia'? terrorystka jakas?

        Minnie
    • kora3 Kolejne pytanie 23.03.14, 15:36
      Dwójka przyjaciół jest w sali dla palących w pubie/kawiarni. Wraz z nimi przy stole siedzi jeszcze 5 palaczy. Przyjacielowi A kończą się papierosy, przyjaciel B. proponuje zatem swoje. Czy w związku z tym, że zaproponował swoje papierosy A powinien je także zaproponować reszcie palaczy, którzy mają jeszcze swoje papierosy?
      A czy jeśli tak, to czy czasem ci palacze nie powinni nie skorzystać z tej propozycji?
      • baba67 Re: Kolejne pytanie 23.03.14, 15:42
        A po co? Ci palacze to znajomi? Tez im sie papierosy skonczyly? Jesli to znajomi i tez im sie skonczyly to powinien zaproponowac, oczywiscie, SV palaczy to akurat pamietam.
        • kora3 Re: Kolejne pytanie 23.03.14, 15:46
          baba67 napisała:

          > A po co? Ci palacze to znajomi?

          Znajomi, ale nie tak bliscy, jak A i B dla siebie

          Tez im sie papierosy skonczyly?


          No właśnie - nie, ale skoro się czyms co wszyscy jedzą/palą częstuje w towarzystwie, to wypada wszystkich poczestowac, nie?
          • baba67 Re: Kolejne pytanie 23.03.14, 17:19
            Ale ci palacze wlasnie palili czy nie palili? Jesli nie palili to jak najbardziej sie czestuje.
            Czestowanie tylko jednej osoby przy stoliku to gafa ewidentna. Inna rzecz ze osoby palace cudzesy nazywano sepami.Obowiazywaly zasady wzajemnosci.
            • matylda1001 Re: Kolejne pytanie 23.03.14, 21:28
              baba67 napisała:

              > Ale ci palacze wlasnie palili czy nie palili? Jesli nie palili to jak najbardziej sie czestuje.
              > Czestowanie tylko jednej osoby przy stoliku to gafa ewidentna. Inna rzecz ze os
              > oby palace cudzesy nazywano sepami.Obowiazywaly zasady wzajemnosci.

              Te zasady się nie zmieniły. Wypada poczęstować wszystkich. Nie wszyscy przyjmą, bo ludzie są przywiązani do swojego gatunku, ale zaproponować bezwzględnie należy. No a potem wkracza zasada wzajemności smile
    • urko70 Re: "rozdwojenie jaźni" w ramach SV? 27.03.14, 09:22
      kora3 napisała:

      > Niech się nikt za tytuł watku nie obrazi...
      >
      > Kochani. SV jasno mówi, że tzw. skracanie dystansu, gdy nie jest obustronne
      > i nie ma uzasadnienia jest niedopuszczalne.

      Więc czemu zwracasz się do wszystkich per "kochani" ?


      > Tymczasem po wymianie myśli w kilku wa
      > tkach widzę, że przynajmniej czesc z Was uważa, iż ktoś ma prawo czuć się urażo
      > ny, gdy jest traktowany dokładnie zgodnie z zasadami SV, czyli zgodnie z relacj
      > ą, jaką ma z daną osobą.

      Dość często diabeł tkwi w szczegółach, których nie każdy zauważa.
      Czasem to zwykłe nieporozumienie, a czasem nagłe inne niż do tej pory traktowanie.


      > Np. moja daleka znajoma, którą spod moich drzwi odprawił mój kolega, który poma
      > gał mi w domu podczas choroby - mogła się czuc urazona, bo kolegę mogłam "podją
      > ć" w czasie choroby - a jej nie. Nic to, że z kolegą byłam umówiona, z nią nie,
      > nic to, ze kolega jest mi bliski, a ona jest daleką znajomą.

      Kwestia w jaki sposób kolega zakomunikował tej znajomej. Zupełnie inaczej brzmi:
      " - cześć, soryy Gocha ale Kora nie może dziś Cię przyjąć.. cześć"
      a inaczej
      " cześć, wiesz Gocha... Kora jest mocno chora, poprosiła o pomoc w drobnych
      sprawach i robię tu za pomoc smile, niestety Kora prosiła aby nikogo nie przyjmować, no wiesz... gorączka i takie tam, napewno oddzwoni do Ciebie"

      Dwa zupełnie różne komunikaty, dwa zupełnie różne potraktowania.


      > Dlaczego ktoś z kim się tylko znam, miałby oczekiwać, że ma u mnie takie "prawa
      > ", jak mój przyjaciel, czy dobry kumpel? Czy ja powinnam czuc się urażona tym,
      > że załóżmy współpracownica mi się nie zwierza, a swojej przyjaciółce - owszem?
      > Przecież to oczywiste, że w relacjach międzyludzkich jest gradacja.

      No właśnie... dlaczego uważasz, ze możesz zwracać się do wszystkich per "Kochani"? smile

      Moim zdaniem przyczyna tkwi w luźnym podejściu do sv - dość często widzę tu
      oczekiwanie sporej swobodności w stosowaniu zasad sv ale również może to być za
      sprawą otrzymywanych komunikatów od drugiej strony: zwracasz się do innych per
      "Kochani" to ci inni czują, że skracasz dystans i również robią kolejny krok w skracaniu
      ale wtedy już się obruszasz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka