Niech się nikt za tytuł watku nie obrazi...
Kochani. SV jasno mówi, że tzw. skracanie dystansu, gdy nie jest obustronne i nie ma uzasadnienia jest niedopuszczalne. Tymczasem po wymianie myśli w kilku watkach widzę, że przynajmniej czesc z Was uważa, iż ktoś ma prawo czuć się urażony, gdy jest traktowany dokładnie zgodnie z zasadami SV, czyli zgodnie z relacją, jaką ma z daną osobą.
Np. moja daleka znajoma, którą spod moich drzwi odprawił mój kolega, który pomagał mi w domu podczas choroby - mogła się czuc urazona, bo kolegę mogłam "podjąć" w czasie choroby - a jej nie. Nic to, że z kolegą byłam umówiona, z nią nie, nic to, ze kolega jest mi bliski, a ona jest daleką znajomą. Teraz znów czytam, że daleka znajoma ojca dziecka ma prawo się obrazić, że nie jest traktowana w "dzieciowej" kwestii tak samo,. jak przyjaciółka ojca (i kolezanka matki) znająca malucha jeszcze w wersji "dwupaku" w mamie.
No to jak to jest moi mili? Jeśli skracanie dystansu jest niezgodne z SV, to oczekiwanie tego także jest na logike z SV niezgodne.
Dlaczego ktoś z kim się tylko znam, miałby oczekiwać, że ma u mnie takie "prawa", jak mój przyjaciel, czy dobry kumpel? Czy ja powinnam czuc się urażona tym, że załóżmy współpracownica mi się nie zwierza, a swojej przyjaciółce - owszem?
Przecież to oczywiste, że w relacjach międzyludzkich jest gradacja.