kingusia1974
04.06.14, 21:38
Mam mieszane uczucia do pewnej sprawy. Otoz moja corka uczestniczy co tydzien w zajeciach terapeutycznych. Jest bardzo ruchliwa, co zreszta jest jednym z powodow tych zajec. Po zajeciach czesto ozostaje chwile na korytarzu i bawi sie tam w kaciku zabawowym, biega tez po korytarzu. Nigdy nie bylo problemow. Ja zreszta tez nie uwazalam tego za problem, bo w koncu jest to specjalistyczna placowka przznaczona wlasnie dla takich dzieci.
Ostatnio jednak jedna z pan terapeutek wyszla na korytarz i nas zbesztala.
Poczulam sie dziwnie, przeprosilam i zmusialam dziecko do powrotu do kacika zabaw.
Zastanawiam sie ktora z nas postapila nie zgodnie z ogolnie przyjetymi zasadami.
Ja ktora w placowce przeznaczonej dla dzieci m.in nadpopudliwych nie przymuszalam malej do pozostania w kaciku zabawowym (3metry na 3) czy pani terapeutka.
Wiem tez (sprawdzilam), ze odglosy do sali z korytarza nie dochodza. Sale sa szklane i ona nas po prostu widziala i jej sie nasza obecnosc nie spodobala.
Jak myslicie?