Dodaj do ulubionych

"Skrzywdzony" przestał się odkłaniać

08.06.14, 10:10
Cudzysłow przy "skrzywdzonym" przemyślany, ale może Wy będziecie mieć inne zdanie.

Sprawa wygląda tak: mój kolega po fachu został przez prywatne i zainteresowane osoby poinformowany o nieprawidłowości, która tych zainteresowanych dotykała. Rodzaj owej nieprawdłowosci wskazywał na konkretną instytucję - ze w niej do niej doszło.
Zadał wiec oficjalne pytanie instytucji i otrzymał zapewnienie ze sprawa zostanie zbadana.
W jakiś tydzień później dostal odp., że kontrola wykazała, iż istotnie do nieprawidłowości doszło tam właśnie, osoba która się jej dopuscila przyznała się i sama zwolniła z pracy.

Mój kolega nie miał pojęcia kto mogłby być tą osobą, nie zalezało i też na ustaleniu jej personaliów. W kilka dni po tej sprawie był uczestnikiem pewnego spotkania, na którym spotkał gościa znanego mu z widzenia, z którym "od zawsze" wymieniali ukłony. Jako, ze gość ten jest starszy od kolegi, to kolega zawsze pierwszy się kłaniał i nie inaczej było tym razem.
Gosc ostentacyjnie zignorował ukłon i jego odwracając się na pięcie. Kolega nie wiedział o co chodzi...Na tym spotkaniu od kogoś znajomego dowiedział się, że to właśnie ten gość przyznał się do nieprawidłowości i zwolnił z pracy. Na kolegę jest obrażony, twierdzi, ze został przezeń "skrzywdzony", a to, że ten mu się ukłonił "po tym co mu zrobił" uznał za przejaw wyjątkowego tupetu.

Moim zdaniem człowiek ten skrzywdził się sami nie powinien mieć pretensji o to, że człowiek którego rolą jest interweniowanie w takich sprawach zainterweniował. Można po ludzku zrozumieć, że nie ma ochoty na bliższe kontakty (ale bliższych nigdy nie było) z kolegą, ale ostentacyjnie nieodklanianie się i opowiadanie, jak go kolega "skrzywdził" jest bezczelne. Dodam, ze kolega naprawdę nie miał pojęcia kto stoi za nieprawidłowoscią, ani czym zajmuje się ten gość - znali się z widzenia.
Moja kolezanka twierdzi, że kolega powinien wyjasnic to wszystko gościowi. Ja - ze nic nie powinien wyjaśniać, bo nic złego nie zrobił, kłaniać się powinien dalej i z godnoscią przyjmować ignorowanie. A Wasze zdanie?
Obserwuj wątek
    • ach_dama_byc_z_kanady Re: "Skrzywdzony" przestał się odkłaniać 08.06.14, 11:44
      hmm...
      na chlopski rozum - jest jak mowisz - kolega nic zlego nie zrobil.
      wykonal swoja robote czyli zaalarmowal, reszta czyli kto i jak go nie interesowala
      i slusznie, bo to do niego nie nalezalo.
      Wiec nie mial pojecia kto, zrozumiale.

      Nie ma wiec najmniejszych powodow do wyjasniania sprawy. dlaczego?

      Zwolniony gosc z kolei, jak piszesz Koro sam napytal sobie biedy, sam wiec sobie jest winien.
      pretensje moze wiec miec - do kogo? do siebie.

      A z uklonami to tak - gdy ktos komus sie grzecznie klania, dobre maniery mowia iz
      grzecznie jest sie odklonic.
      W przypadku gdy kogos bardzo nie lubimy, mozemy odklonic sie chlodno.
      nawet bardzo chlodno. wrecz mroznie chlodno.

      Do nie-odklonienia sie, potrzeba naprawde powaznego afrontu.
      Ten pan myslal ze ma, ale sie mylil. tu lezy jego problem.

      W zasadzie na niegrzecznosc nie powinno odpowiadac sie niegrzecznoscia, ale..
      nie widze sensu klaniac sie osobie ktora najwyrazniej sobie tego nie zyczy?

      Minnie
    • chris1970 Re: "Skrzywdzony" przestał się odkłaniać 09.06.14, 12:37
      Myślę, że warto sprawę wyjaśnić, ponieważ kolega został pomówiony o "skrzywdzenie".
      Do tego ten człowiek zwolniony z pracy opowiada ludziom nieprawdę i stawia kolegę w złym świetle pezpodstawnie, być może sam jest przekonany o swojej krzywdzie, bo nie zna całej sprawy od początku do końca.
      • kora3 Hmm Chrisie 09.06.14, 12:59
        A moim zdaniem nie ma tu czego wyjaśniać.
        Rolą kolegi jest reagować na takie informacje, jakie mu przekazały osoby, w których interesy uderzyła owa nieprawidłowość. Zareagował całkowicie standardowo: zwrócił się oficjalnie do instytucji dając jej znać, że taka sprawa ma miejsce i pytając co ona na to. Ona na to też - standardowo- zaczęła zgodnie z procedurami sprawdzać co i jak. Kontrolujący doszli do osoby odpowiedzialnej za nią, ta się przyznała i sama zwolniła z pracy.
        Jeśli owemu gościowi ktoś zrobił krzywdę, to on sam sobie.
    • znana.jako.ggigus skoro kolega jest niewinny i nikogo nie 09.06.14, 12:40
      zadenuncjował, to nie ma nad czym się zastanawiać. Skoro ma się czyste sumienie, to można iść dalej przez życie z podniesionym czołem.
      • kornel-1 Re: skoro kolega jest niewinny i nikogo nie 09.06.14, 12:45
        znana.jako.ggigus napisała:

        > zadenuncjował, to nie ma nad czym się zastanawiać. Skoro ma się czyste sumienie
        > , to można iść dalej przez życie z podniesionym czołem.


        Oczywiście. Czasem człowiek nie ma wyboru i musi iść na rękę znajomym...

        Kornel
        • znana.jako.ggigus przyznam że nie rozumiem 09.06.14, 12:46

          • kora3 ja się też przyznam, że ja również:) nt 09.06.14, 12:54

          • kornel-1 Re: przyznam że nie rozumiem 09.06.14, 13:21
            Do dziennikarza (lub innego człowieka z branży) zgłaszają się prywatnie osoby z prośbą o załatwienie sprawy polegającej na przesłaniu oficjalnego pisma do jakiejś instytucji.

            To samo pismo zainteresowani mogliby wysłać sami. Zmieniając podpisy, oczywiście.

            Dziennikarz może spełnić prośbę znajomych lub odmówić.

            Spełnił.

            Spawa załatwiona.

            Kornel
            • kora3 Re: przyznam że nie rozumiem 09.06.14, 13:55
              kornel-1 napisał:

              > Do dziennikarza (lub innego człowieka z branży) zgłaszają się prywatnie osoby z
              > prośbą o załatwienie sprawy polegającej na przesłaniu oficjalnego pisma do jak
              > iejś instytucji.


              Tak, to bardzo częsta sytuacja - ludzie nie tyle zwracają się z prośbą o wysłanie pisma do jakiejś instytucji, co z prośbą o interwencje, wyjaśnienie ich sprawy, którą wg nich instytucja źle załawiła. Dziennikarz sprawdza jak było - normalne. Masz jakieś wątpliwości?
              >
              > To samo pismo zainteresowani mogliby wysłać sami. Zmieniając podpisy, oczywiści
              > e.


              Ze co? Pismo ze skargą - owszem, mogliby sobie posłać ludzie sami, tylko być może nie wiesz, ale sporo jest ludzi prostych, nieobeznanych z przepisami itp. Nie wiadomo dlaczego mieliby podpisywać się zmienionymi nazwiskami.
              Poniekąd w tekście kolegi wystąpili i zgodzili się na podanie personaliów do publicznej wiadomości oraz zdjęcia.
              >
              > Dziennikarz może spełnić prośbę znajomych lub odmówić.

              A skąd masz taką informację, jakoby wspomniane osoby były znajomymi dziennikarza. Pytam, bo ja jego znam dobrze i dość długo i nie zauważyłam, by te osoby były z kręgu jego znajomych. smile Nie wskazuje na to także miejsce zamieszkania tych osob, ani też ze tak powiem srodowisko z jakiego pochodzą, ale ty najwyraźniej masz lepsze info smile

              >
              > Spełnił.


              Owszem, spełni prośbę prywatnych osób (niereprezentujących żadnej instytucji, związku wyznaniowego, stowarzyszenia itd. tylko siebie) i zajął się wyjaśnieniem sprawy.
              Wg Ciebie zrobił cos nie tak - możesz łopatologicznie wyjasnic CO ?smile
              >
              > Spawa załatwiona.

              Tak u to b. dobrze!
              • znana.jako.ggigus dziennikrz niczego nie sprawdzał, a poinformował 09.06.14, 13:59
                o nieprawidłowościach, jakie być może miały miejsce, jak pisałaś.
                A potem poleciała czyjaś głowa, więc to nie była mała sprawa.
                • kora3 Re: dziennikrz niczego nie sprawdzał, a poinformo 09.06.14, 14:05
                  znana.jako.ggigus napisała:

                  > o nieprawidłowościach, jakie być może miały miejsce, jak pisałaś.
                  > A potem poleciała czyjaś głowa, więc to nie była mała sprawa.


                  Chyba się nie rozumiemy - dziennikarz właśnie sprawdzał - zapytał, czy w tej konkretnej sprawie takie a nie inne postępowanie instytucji jest zgodne z obowiązującymi przepisami i jakimi.
                  Równolegle oczywiście sprawdził przepisy z prawnikiem. Normalna procedura.
                  • znana.jako.ggigus wybacz ale nie wierzę, że jakieś postępowanie 09.06.14, 14:08
                    urzędowe budzi na tyle wątpliwości, że po sprawdzeniu - i to szybkim - ktoś wylatuje.
                    Nie wylatuje się z pracy za byle co.
                    Dziennikarz został - być może użyty - jako informator, nie przeprowadzał śledztwa, nie pisał artykułu i nie prowadził miesiłcam ibadań. Złożył zapytanie, po czym ktoś wyleciał z pracy.
                    • kora3 To nie jest kwestia wiary :) 09.06.14, 15:02
                      znana.jako.ggigus napisała:

                      > urzędowe budzi na tyle wątpliwości, że po sprawdzeniu - i to szybkim - ktoś wy
                      > latuje.


                      Postepowanie wyjaśniające jest konsekwencją przedstawienia sprawy od strony zainteresowanych przez dziennikarza/zainteresowanych. Jest to dość czesta procedura. Wcale nie zawsze doprowadza ona do jakichkolwiek konsekwencji dla pracownika danej instytucji. Zdarza się, że to zainteresowani nie znając przepisów uznali jego działania za nieprawidłowe/niezgodne z prawem/ niekompetentne.
                      Wówczas dziennikarz dostaje również odpowiedź na swe zapytanie: np., że pracownik działał prawidłowo "podkladka" do czego jest taki, a taki przepis.

                      > Nie wylatuje się z pracy za byle co.

                      Ano nie, bo to tez byle co - nie byłosmile

                      > Dziennikarz został - być może użyty - jako informator, nie przeprowadzał śledz
                      > twa, nie pisał artykułu i nie prowadził miesiłcam ibadań. Złożył zapytanie, po
                      > czym ktoś wyleciał z pracy.


                      A przepraszam skąd masz informacje, że NIE pisał artykułu?smile
                      Bo zdaje się napisałam wyraźnie, że proszący go interwencję wystąpili w jego materiale zgadzając się na ujawnienie swoich personaliów, a także publikację swoich wizerunków.
                      Własnie PISAŁ o tym i postąpił zgodnie z zasadami sztuki dziennikarskiej. Ludzie się doń zgłosili i opisali sytuację podkreślając, ze czuja się przez instytucję skrzywdzeni.
                      Normalnym działaniem w takiej sytuacji jest przedstawienie stanowiska obu stron - w tym przypadku stanowiska tych ludzi oraz instytucji. Ta ostatnia, jeśli nie umie na dany moment odpowiedzieć od razu, to zapowiada wyjaśnienie sprawy. I tak właśnie było w tym przypadku. sprawa była na tyle gruba, że rzecznik instytucji od razu poinformował, iż wszczęto kontrolę i kolega to w swoim pierwszym na ten temat kontrolę i kolega to napisał w swoim tekście.

                      A później, gdy opublikowano wynik kontroli napisał jezcze raz, któtko przypominając o co szło i dodając, że sprawa tak a tak się zakończyła. To całkiem standardowe działanie
                      • znana.jako.ggigus nie ma małych nadużyć, za które się 09.06.14, 15:05
                        wylatuje. A duże nadużycia wymagają "tolerancji" otoczenia.
                        To kwestia zdrowego rozsądku.
                        • aqua48 Re: nie ma małych nadużyć, za które się 09.06.14, 15:16
                          znana.jako.ggigus napisała:

                          > wylatuje. A duże nadużycia wymagają "tolerancji" otoczenia.
                          > To kwestia zdrowego rozsądku.

                          Eee, nawołujesz do łamania prawa, lub przyzwolenia na takie praktyki w imię "zdrowego rozsądku"???
                          • znana.jako.ggigus źle mnie zrozumiałaś 09.06.14, 15:32
                            takie spore nadużycia, w wyniku których wylatuje się z prac,y najczęściej wymagają tzw. tolerancji otoczenia. W każdej instytucji nikt nie działa sam.
                            • kora3 Ggigus - uogólniasz 10.06.14, 18:04
                              prawdopodobnie z niewiedzy.
                              Wcale nie jest tak, raz jeszcze podkreślę, że trzeba zrobić Bóg wie co, żeby wylecieć z pracy smile
                              Ludzie z niej wylatują z dyscyplinarką za naprawdę dużo mniejsze i mniej dla innych szkodliwe zachowania, niż postępowanie tego pana, który NIE WYLECIAŁ, tylko się sam zwolnił.
                              Fakt, że pewnie dano mu wybór: sam odchodzi, albo dyscyplinarka. Pracodawca poszedł mu nie ukrywajmy na rękę. Owszem, ta sprawa była grubsza, ale za dużo mniejsze ludzie wylatują. Czasem słusznie, a czasem - nie.
                              W praktyce jeśli pracodawca chce się pracownika pozbyć, to za byle co - pomyłkę, niedopatrzenie udzieli mu nagany, potem drugiej i po zawodach...

                              Mnie się także zdarzyło parę osób "zwolnić" z pracy - na zasadzie podobnej jak u tego kolegi - czyli interweniowałam, gdy instytucja zawiniła. Tylko, ze w tej instytucji przecież zawinił konkretny człowiek. I owszem, było 2 razy tak, ze za pracownika odpowiedział nie tylko on sam, ale i jego przełożony. Ale nie zawsze tak jest ...
                              Pierwszy z brzegu przykład: starszy, schorowany człowiek pozostawał bez opieki i przymierał głodem. Rzecz działa się na wsi, a nas o tym zawiadomili sąsiedzi. Staruszek twierdził, że nie dostaje żadnej pomocy z miejscowego GOPS-u - niewyobrażalne!
                              W GOPS-ach na ogół nie ma rzecznikówsmile, wiec z dziennikarzem rozmawia na ogół kierownik. No i pani kierownik pokazuje dokumenty - pan ma zasiłek, kwituje jego odbiór, kwituje każdorazową wizytę pracownicy placówki w jego domu - czyli w papierach wszystko się zgadza. Pani kierownik sugeruje, że może ów pan ma problem z percepcją, dlatego twierdzi, ze nie otrzymuje zasiłku, ani nie bywa u niego pracownica GOPS.
                              No jakby nie patrzeć - to jest możliwie. Ale ja mam jeszcze "zeznania" sąsiadów, przed którymi na wsi niewiele się ukryjesmile, którzy zarzekają się, że nikt z "opieki" u staruszka nie bywa. No coś tu nie gra...Pani kierowniczka sprawdza sprawę osobiście - rozmawia z sąsiadami, pyta o dzień, który pracownica wpisała w papiery, jako ostatnią wizytę u staruszka. Nie, nie było na pewno nikogo u niego w tym dniu, w ogóle nikt taki nie bywa.
                              Okazuje się, że pani pracownicy nie chciało się jeździć do odległej wsi do podopiecznego, wiec skorzystała z tego, że zna przez kogoś tam jego córke, która rzekomo miała się nim opiekować i to jej wypłacała zasiłek staruszka, którego przyjęcie podrabiając podpis ojca kwitowała corka, podobnie jak podpisywała pracownicy potwierdzenia rzekomych wizyt u niego. Na czas, kiedy miała tam bywać po prostu sobie wychodziła, wiec ani przełozona, ani współpracownicy nie mieli podstaw do wątpliwości, że wypełnia obowiązki
                              Pracownika wyleciała z pracy - kierowniczka - nie. I moim zdaniem słusznie. Kierownik nie może stać nad każdym pracownikiem, albo każdego śledzić. Więc dopóki nie ma powodów do jakichś podejrzeń, wszystko w dokumentacji się zgadza, nikt nie zgłasza zadnych nieprawidłowości, nie ma powodów, by pracownicy zarzucać niewywiązywanie się z obowiązków, czy nawet to podejrzewać.

                              Uprzedzając - sąsiedzi starszego pana to także ludzie niemłodzi, do tego prości. Jest spore ryzyko, że gdyby to oni sami, bez interwencji dziennikarza zgłosili sprawę w GOPS-ie, to pani kierowniczka moglaby niestety nie potraktować ich i ich słow tak poważnie, jak interwencję dziennikarską
                        • kora3 ale nikt temu nie zaprzecza:) nt 09.06.14, 15:44

                          • znana.jako.ggigus więc skoro nikt niczemu nie zaprzecza, 09.06.14, 15:48
                            to warto przed przystąpieniem do interwencji na dużą skalę, pomyśleć o jej konsekwencjach.
                            • aqua48 Re: więc skoro nikt niczemu nie zaprzecza, 09.06.14, 18:12
                              znana.jako.ggigus napisała:

                              > to warto przed przystąpieniem do interwencji na dużą skalę, pomyśleć o jej kons
                              > ekwencjach.

                              A moim zdaniem warto przed rozpoczęciem nieuczciwego działania pomyśleć o konsekwencjach. Niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa w którym rzecz się dzieje i stanowiska na którym dopuszcza się takich praktyk..
                              • ach_dama_byc_z_kanady Re: więc skoro nikt niczemu nie zaprzecza, 09.06.14, 23:17
                                znana.jako.ggigus napisała:
                                Musiała to być wysoko postawiona osoba, powtarzam. Nikt szeregowy nie wylatuje z pracy.
                                I dziennikarz musiał sobie zdawać sprawę, w co się pakuje.


                                aqua48 napisała:
                                A moim zdaniem warto przed rozpoczęciem nieuczciwego działania pomyśleć o konsekwencjach. Niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa w którym rzecz się dzieje i stanowiska na którym dopuszcza się takich praktyk..

                                chociaz raz sie z Aqua w calosci zgadzam...
                                to podstawowa rzecz.

                                po co te wywody i dywagacje Ggigus gdy byc uczciwym to jest podstawa? dzinnikarz zachowal sie uczciwie.
                                przystapil do pracy nie wiedzac kto-kiedy-jak-gdzie i dlaczego na prosbe kilku prywatnych osob.
                                taka jest rola dziennikarza.
                                tak ze o zadnej denuncjacji mowy byc nie moze.

                                A pytanie, co ma teraz robic kolega - klaniac sie czy tez zaniechac tej czynnosci wobec
                                ostentacyjnego nieodklania sie,
                                bylo tylko w zakresie sv.
                                Jak rowniez wiekszosc raczej zgodna jest co do kwestii ze tu nie ma co wyjasniac.

                                Minnie
                                • znana.jako.ggigus uczciwość jest waąna, ale nie o tym 10.06.14, 10:01
                                  był wątek.
                                  Wątek był o reakcji na to, że ktoś przyczynił się do odsłonienia czyjejś nieuczciwości, że przypomnę.
                            • kora3 Wiesz co? Jakby tak myśleli dziennikarze 10.06.14, 15:55
                              znana.jako.ggigus napisała:

                              > to warto przed przystąpieniem do interwencji na dużą skalę, pomyśleć o jej kons
                              > ekwencjach
                              .

                              interwencyjni, to właśnie interwencyjna rola dziennikarstwa by się skończyła smile
                              o konsekwencjach należy myśleć - jasne. Np. o tym, by sprawę zbadać porządnie, nie oskarżać nikogo personalnie nie majac pewności itd. Jeżeli ja bym miała traktować jako poważną konsekwencję, ze jakiś typ przestanie mi się kłaniać, to chyba
                              bym pozostała na poziomie i w tematyce praktykantów smile
                              • znana.jako.ggigus to po zakladasz o tak niewaznej reakcji watek? 10.06.14, 18:10

                                • ach_dama_byc_z_kanady Re: to po zakladasz o tak niewaznej reakcji watek 11.06.14, 03:16
                                  znana.jako.ggigus napisała:
                                  to po zakladasz o tak niewaznej reakcji watek

                                  Z calym szacunkiem Ggigus, ale nikt sie ciebie nie musi pytac jaki watek - malo wazny, bardzo wazny moze zakladac.

                                  wystarczy, ze ma dotyczyc zasad sv. a ten dotyczy.

                                  Minnie
                                  • znana.jako.ggigus dlaczego nie? 12.06.14, 13:01
                                    mozna zadac kazde pytanie, gorzej z odp.
                                • kora3 No to jewst forum SV:) 11.06.14, 08:04
                                  i wątek jest w jego kontekście.
                                  Jeśli uważasz, ze jest bezsensowny to po co czytasz i jeszcze się udzielaszsmile
                                  ?
                                  • znana.jako.ggigus nie rozumiem szczegółów Twej story 12.06.14, 13:15
                                    kiedy dopytuję o nie, piszesz kolejną story.
                                    To też ciekawa forma wyjaśnienia.
                                    • kora3 Czego konkretnie nie pojmujesz? 13.06.14, 05:54
                                      No ja zrozumiałam, ze nie rozumiesz dlaczego ci ludzie sami sobie nie poradzili z sytuacją i poszli do prasy oraz dlaczego dziennikarz nie poinformował anonimowo instytucji tylko zadał oficjalne pytanie na potrzeby swego tekstu.
                                      Odp. na 1 jest oczywista - bo tak bywa, ze ludzie sobie nie radzą i prosza media o pomoc
                                      Odp. na 2 też jest oczywista - bo dziennikarze nie są od informowania instytucji, tylko od informowania opinii publicznej, a żeby to rzetelnie zrobić w takiej sytuacji musza poznać zarówno jednej jak i drugiej strony.
                                      Co jest niezrozumiałe?
                                      • znana.jako.ggigus pisalam, co sie wg mnie nie trzyma kupy - 13.06.14, 14:49
                                        a)ktos nie jest w stanie sklecic zrozumialego pisma i b)ta sama osoba znajduje kompetentengo dziennikarza i c)naduzycia sa na tyle duze, ze informuje o tym instytucja na stronie.
                                        Ludzie, ktorzy nie skleca pisma (bo ludzie wyksztalceni, np. architekci tez nie napisza pisma zrozumialego dla wszystkich, ale nie maja oporow przed pisaniem) - nie musza zauwazyc ze cos zle dzieje w instytucji. No i niekoniecznie odtra do wlasciwej osoby.
                                        Pisalam juz o tym szczegolowo pare tazy.
                                        My mamy chyba obydwie inne spojrzenie na swiat, ergo porozumienie jest niemozliwe.
                                        • kora3 Re: pisalam, co sie wg mnie nie trzyma kupy - 14.06.14, 07:19
                                          znana.jako.ggigus napisała:

                                          > a)ktos nie jest w stanie sklecic zrozumialego pisma

                                          Nie wiem czy nie jest w stanie sklecić zrozumiałego - pewnie nie jest w stanie sklecić SKUTECZNEGO pisma - to znaczy takiego, które spowodowałoby, ze instytucja wzięłaby pod uwagę jego argumentysmile
                                          Wcale nie jest tak, że do dziennikarzy zgłaszają się wyłącznie ludzie, którzy sa b. prości - dałam ci na to liczne przykłady. Na ogół zgłaszają się po prostu ci których samodzielne starania nie przyniosły żadnych rezultatów.

                                          i b)ta sama osoba znajduje
                                          > kompetentengo dziennikarza


                                          Nie ma zadnego problemu z dotarciem do dziennikarza Ggigus. Nie wspomninając o możliwości napisania doń maila a adres zwykle jest na stronie internetowej gazety/radia/stacji tv itp., zawsze można zadzwonic pod numer podany w stopce albo po prostu przyjść do redakcji. W każdej rozsądnej trudnego tematu podejmuje się ktoś, kto czuje się na siłach go realizować.

                                          i c)naduzycia sa na tyle duze, ze informuje o tym in
                                          > stytucja na stronie.


                                          Wyjaśniałam ci to już - informacja na stronie była pokłosiem wcześniej opublikowanego (także w Internecie) tekstu kolegi. Jest to zwyczajna procedura wielu instytucji - jeśli ukazuje się w mediach coś na ich temat, to bardzo często odpowiadają na to właśnie na stronie, albo zwołują konferencję prasową.

                                          > Ludzie, ktorzy nie skleca pisma (bo ludzie wyksztalceni, np. architekci tez nie
                                          > napisza pisma zrozumialego dla wszystkich, ale nie maja oporow przed pisaniem)
                                          > - nie musza zauwazyc ze cos zle dzieje w instytucji. No i niekoniecznie odtra
                                          > do wlasciwej osoby.
                                          > Pisalam juz o tym szczegolowo pare tazy.


                                          Ggigus, Ty piszesz o swoich wyobrażeniach na ten temat, a ja piszę o praktyce.

                                          > My mamy chyba obydwie inne spojrzenie na swiat, ergo porozumienie jest niemozli
                                          > we.


                                          Ale to nie jest kwestia "spojrzenia na świat" tylko wiedzy w temacie ...Tobie się zdaje, to co się zdaje i na tym opierasz swe wnioski. ja wiem, jak jest i opieram na tej wiedzy.
                                          • znana.jako.ggigus teraz pismo ma byc skuteczne, a 14.06.14, 12:22
                                            wczesniej mialo byc tylko zrozumiale.
                                            Co bedzie dalej...?
                                            Pismo dzialajace?
                                            No idac tym tropem, to mozna wiele.
                                            Zapewniam Cie, ze nawet pisma zle sklecone sa czytane. Zawsze ew. mozna dopytac.
                                            • kora3 No chyba po to się pisze coś, by 14.06.14, 12:39
                                              sprawę załatwić, a nie sobie a muzom? Prawda?
                                              To, ze pismo zostanie przeczytane smile wcale nie oznacza, że sprawa zostanie pomyślnie załatwiona.
                                              Dalam Ci przykład sytuacji, gdy jasne było, że kupujący auto w niczym nie zawinił, pisma pisał i dostawał na nie nawet odpowiedzi - odmowne w kwestii zwrócenia mu jego legalnie nabytej własnoścismile
                                              Zatem pisma tego człowieka, napisane jak najbardziej poprawnie były NIESKUTECZNE, pomimo, ze miał on 100 proc. racji smile

                                              Czyli prosto mówiąc - pisanie całkiem poprawnych pism panu nic nie dawałosmile
                                              • znana.jako.ggigus ale wczesniej byla mowa o niemoznosci 14.06.14, 13:03
                                                sklecenia pisma.
                                                Kolejnej story nie komentuje.
                                                • kora3 Re: ale wczesniej byla mowa o niemoznosci 14.06.14, 13:51
                                                  nie, niemoznosc - w sensie najwyraźniej dla Ciebie literalnym - sama sobie "dośpiewałaś".
                                                  Napisać i wysłać pismo pewnie ci ludzie mogli - z pewnością umieją czytać i pisać. Myślę, że gorzej mogłoby być u nich z powołaniem się na konkretny przepis.
                                                  Tyle tylko, że istnieje spore ryzyko, iż za 30 dni dostaliby pismo dla nich niezrozumiałe, z jakąś podstawą prawną, która dla nich stanowiłaby "czarną magię" i cześć.
                                                  Osobiście słyszałam, jak pani urzędniczka człowiekowi, po którym na oko widać, że jest w dolnej granicy normy intelektualnej odczytała rozporządzenie ministra. smile Człowiek wysłuchał i przy tej pani pyta się mnie co to znaczy...Mówię: nie dostał pan tego zasiłku, bo razem z zony pensją macie za duży o 2,5 złotego dochód na osobę w rodzinie. A chłopina na to : "Achaaaa, a to nie szkło tego normalnie powiedzieć od razu?" no "szło", tylko pani się chyba popisać chciała smile

                                                  Kolejnej story smile nie skomentujesz, bo musiałabyś przyznać mi rację - gość nic złego nie zrobił, od początku jasne było, że zawinił jakiś organ państwa, ale to pomimo "klecenia" przezeń całkiem zgrabnie i z sensem pism, nie było poprawy jego sytuacji.
                                                  Tak właśnie nierzadko w PL bywa (pewnie gdzie indziej też się zdarza, może w cywilizowanym świecie na mniejszą skalę).
                    • ach_dama_byc_z_kanady Re: wybacz ale nie wierzę, że jakieś postępowanie 09.06.14, 22:48
                      znana.jako.ggigus napisała:
                      Nie wylatuje się z pracy za byle co.

                      Otoz to. i to ci nic nie mowi?

                      Minnie
                      • znana.jako.ggigus powtarzam - uczciowość jest ważna, ale 10.06.14, 10:02
                        to nie był temat tego wątku.
              • kornel-1 Re: przyznam że nie rozumiem 09.06.14, 14:15
                kora3 napisała:
                > > To samo pismo zainteresowani mogliby wysłać sami. Zmieniając podpisy,
                > oczywiście.

                >
                > Ze co? Pismo ze skargą - owszem, mogliby sobie posłać ludzie sami, tylko być mo
                > że nie wiesz, ale sporo jest ludzi prostych, nieobeznanych z przepisami itp. Ni
                > e wiadomo dlaczego mieliby podpisywać się zmienionymi nazwiskami.


                Gdyby zainteresowani sami wysłali pismo, podpisaliby się swoimi nazwiskami, nie dziennikarza.

                > > Dziennikarz może spełnić prośbę znajomych lub odmówić.

                > A skąd masz taką informację, jakoby wspomniane osoby były znajomymi dziennikarz
                > a. Pytam, bo ja jego znam dobrze i dość długo i nie zauważyłam, by te osoby był
                > y z kręgu jego znajomych. smile


                Przyjmuję do wiadomości, że zainteresowani nie znali dziennikarza a dziennikarz ich nigdy nie widział na oczy. Aczkolwiek ja, gdybym był dziennikarzem, spotkałbym się z zainteresowanymi.

                > Owszem, spełni prośbę prywatnych osób (niereprezentujących żadnej instytucji, z
                > wiązku wyznaniowego, stowarzyszenia itd. tylko siebie) i zajął się wyjaśnieniem
                > sprawy.
                > Wg Ciebie zrobił cos nie tak - możesz łopatologicznie wyjasnic CO ?smile


                Wszystko w porządku. Pomagamy sobie wzajemnie.

                Kornel
                • kora3 Re: przyznam że nie rozumiem 09.06.14, 15:42
                  kornel-1 napisał:

                  > Gdyby zainteresowani sami wysłali pismo, podpisaliby się swoimi nazwiskami, nie
                  > dziennikarza


                  Ale dziennikarz pytał jako dziennikarz smile na potrzeby swego tekstu, wiec dlaczego miałby się nie podpisywać swoim nazwiskiem? Nawiasem mówiąc to takie pytania na ogól zadaje się mailem, na ogół dziennikarze posługują się w służbowych sprawach - służbowym mailem i naprawdę nie jest to nic dziwnego smile
                  A nazwiska tych ludzi i tak podać musiał (za ich zgodą), bo jak inaczej instutucja miałaby odpowiedzieć na pytanie dot. konkretnej sprawy.

                  >
                  > Przyjmuję do wiadomości, że zainteresowani nie znali dziennikarza a dziennikarz
                  > ich nigdy nie widział na oczy. Aczkolwiek ja, gdybym był dziennikarzem, spotka
                  > łbym się z zainteresowanymi.


                  Nie udawaj Greka smile Sugerowałeś, że gośc zajmował się sprawą swoich ZNAJOMYCH, a to jest sprzeczne z etyka tego zawodu! Wiadomo, że się człowiek spotyka z ludźmi na interwencjach, ale to nie sa znajomi tylko z braku lepszego słowa - interesanci.
                  Gdyby interpretować to słowo tak, jak Ty usiłujesz wmawiać, to prokurator też "załatwia sprawy" swoim znajomym - przychodzą doń ludzie z doniesieniem, albo na słychanie, to ich widzi, nie? smile

                  >
                  >
                  > Wszystko w porządku. Pomagamy sobie wzajemnie.

                  >

                  To jest ROLA dziennikarza (nie jedyna, ale jedna z ważniejszych)
                  • kornel-1 Re: przyznam że nie rozumiem 09.06.14, 16:36
                    kora3 napisała:
                    > Ale dziennikarz pytał jako dziennikarz smile na potrzeby swego tekstu, wiec dlacze
                    > go miałby się nie podpisywać swoim nazwiskiem?

                    Boszsz...Nie załapałaś drobnego żartu na początku a teraz mieszasz sad

                    > Nie udawaj Greka smile Sugerowałeś, że gośc zajmował się sprawą swoich ZNAJOMYCH,
                    > a to jest sprzeczne z etyka tego zawodu! Wiadomo, że się człowiek spotyka z lud
                    > źmi na interwencjach, ale to nie sa znajomi tylko z braku lepszego słowa - inte
                    > resanci.


                    Zgadza się; tak zasugerowałem. Interesanci, znajomi... czasem to wymienne słowa. Jeśli mają interes. A każdy ma jakiś interes.

                    Jeśli zaś chodzi o etykę zawodową dziennikarzy, to lepiej spuśćmy zasłonę milczenia na ten wstydliwy temat.

                    Kornel
                    • kora3 Re: przyznam że nie rozumiem 10.06.14, 16:20
                      kornel-1 napisał:

                      > Boszsz...Nie załapałaś drobnego żartu na początku a teraz mieszasz sad

                      Ty takie coś nazywasz żartem?
                      ]
                      >
                      > Zgadza się; tak zasugerowałem. Interesanci, znajomi... czasem to wymienne słowa
                      > . Jeśli mają interes. A każdy ma jakiś interes.


                      Ponownie insynuujesz
                      >
                      > Jeśli zaś chodzi o etykę zawodową dziennikarzy, to lepiej spuśćmy zasłonę milcz
                      > enia na ten wstydliwy temat.


                      Możesz podać konkretne przykłady na to, ze dziennikarze sa szczególnie pozbawioną etyki zawodowej grupą, czy tak sobie tylko skrzeczysz?smile
                      • kornel-1 Re: przyznam że nie rozumiem 10.06.14, 16:54
                        kora3 napisała:

                        > kornel-1 napisał:
                        > > Boszsz...Nie załapałaś drobnego żartu na początku a teraz mieszasz sad

                        > Ty takie coś nazywasz żartem?

                        Spoko. Żart, którego się nie rozumie nie jest żartem.


                        > > Zgadza się; tak zasugerowałem. Interesanci, znajomi... czasem to wymie
                        > nne słowa
                        > > . Jeśli mają interes. A każdy ma jakiś interes.

                        >
                        > Ponownie insynuujesz

                        Napisałem to samo, a zarzuty rosną wink Następnym razem napisz, że oskarżam. LOL

                        > > Jeśli zaś chodzi o etykę zawodową dziennikarzy, to lepiej spuśćmy zasł
                        > onę milczenia na ten wstydliwy temat.

                        >
                        > Możesz podać konkretne przykłady na to, ze dziennikarze sa szczególnie pozbawio
                        > ną etyki zawodowej grupą, czy tak sobie tylko skrzeczysz?smile


                        Dziennikarzy, wg kodeksu etyki dziennikarskiej, obowiązuje obiektywne podejście do tematu i dbałość przy sprawdzaniu źródeł. Na temat rażących naruszeń kodeksu dziennikarskiego niejednokrotnie pisałem na forum Gazety, w szczególności na forum Nauka w odniesieniu, do pożal się boże, dziennikarzy naukowych. Zainteresowanych odsyłam do archiwum.
                        Tutejsze forum ani ten wątek nie jest przeznaczone do rozwijania tych tematów. Powinnaś pamiętać, co mówi netykieta i regulamin forum.

                        Kornel
                        • kora3 Re: przyznam że nie rozumiem 10.06.14, 17:33
                          nie mam teraz czasu szukać Twoich wynurzeń, ale mnie chodziło o jakieś konkretne sprawy - dziennikarzy skazanych za łapówkastwo np. wywalonych za nieetyczne postępowanie itd.
                          • kornel-1 Re: przyznam że nie rozumiem 10.06.14, 22:03
                            Śmieszne są Twoje określenia:
                            - skrzeczysz
                            - wynurzenia
                            To chyba szczyty Twojego "dziennikarstwa"? Mniejsza z tym.

                            kora3 napisała:

                            > nie mam teraz czasu szukać Twoich wynurzeń, ale mnie chodziło o jakieś konkretn
                            > e sprawy - dziennikarzy skazanych za łapówkastwo np. wywalonych za nieetyczne p
                            > ostępowanie itd.


                            Ach! Tobie chodziło!? Poszukaj sobie sama przykładów łamania etyki dziennikarskiej na swoim podwórku w tym zakresie.

                            Ja wypowiadałem się na temat naruszania etyki dziennikarskiej w punktach opisanych w poprzednim poście. Być może dla Ciebie nierzetelność w przedstawianiu faktów, niestaranność w doborze źródeł to błahostka, ale to raczej świadczy o Tobie.

                            Kornel
      • angazetka Re: skoro kolega jest niewinny i nikogo nie 09.06.14, 13:11
        Zadenuncjował, takie ładne słowo, wcale nienacechowanie. Jakby nie było różnicy między poinformowaniem o nieprawidłowościach a donosem.
        • kora3 Re: skoro kolega jest niewinny i nikogo nie 09.06.14, 13:14
          angazetka napisała:

          > Zadenuncjował, takie ładne słowo, wcale nienacechowanie. Jakby nie było różnicy
          > między poinformowaniem o nieprawidłowościach a donosem.


          No tak Angazetko, tak smile - inna znana mi z branzy osoba napisała, że pewnien sędzia jechał po pijaku i potrącił dziecko - wstrętny donosicielsmile
    • kora3 Gwoli wyjaśnienia 09.06.14, 12:52
      1. osobnik winny nieprawidłowości SAM zwolnił się z pracy (choć tak naprawdę powinien wylecieć dyscyplinarnie).
      2. osobnik nie ma prawa mieć poczucia krzywdy - ani ze strony swego pracodawcy, który poszedł mu na rękę i pozwolił na rozwiązanie umowy za porozimieniem stron, ani ze strony kolegi, którego obowiązkiem było zajęcie się sprawą.
      Zajmując się nią nie wiedział ani kto jest winny nieprawidłowości, ani że może być nim ten pan.
      Gdyby wiedział ...hmmm - no w takiej sytuacji, gdyby byli dobrymi znajomymi etyla zawodowa zabraniałaby mu osobistego zajmowania się tą sprawą i powinien ją przekazać komuś z branży, kto zażyłych kontaktów z tym panem nie ma.
      Tu jednak to nie zachodziłoby, bo panowie przed tym zdarzeniem znali się tylko z widzenia i na "dzień dobry".
      Nie można też byłoby mówić o żadnym denuncjowaniu, nawet gdyby kolega wiedział kto jest nieprawidłowości winny i wskazał tego winnego jego pracodawcy. Tu nie szło o jakieś osobiste sprawy, czy nawet stosunek do pracy, a działanie szkodliwe i godzące w interesy ludzi, którzy na tę instytucję są skazani.
      • znana.jako.ggigus znasz wszystko z relacji jednej strony i 09.06.14, 12:58
        przypuszczam, że nie znasz okoliczności zwolnienia z instytucji.
        To wspaniale, że od razu przyjmujesz wersję jednej strony do wiadomości.
        Ja powtarzam - jak ktoś ma czyste sumienie, to wzrusza ramionami na to, że ktoś mu się nie kłania. Oczywiżcie to jest nieprzyjemne, ale to w końcu sprawa niekłaniającego się.
        Natomiast roztrząsanie sprawy i przedstawianie jej tak, aby się samemu pokazać w dobrym świetle, to co innego.
        • kora3 Nie, no z dwóch:) 09.06.14, 13:07
          znana.jako.ggigus napisała:

          > przypuszczam, że nie znasz okoliczności zwolnienia z instytucji.


          No wiesz, być przy tym nie bylam, niemniej okoliczności owe - znaczy czas, tryb są podane na oficjalnej stronie tej instytucji. Sadzisz, że podano tam nieprawdę?

          > To wspaniale, że od razu przyjmujesz wersję jednej strony do wiadomości.

          Nie bardzo rozumiem: dziennikarz opisał sprawę nieprawidłowosci i napisał oficjalnie, ze zwrócił się do instytucji z zapytaniem praz otrzymał zapewnienie, że sprawa będzie zbadana.
          Następnie po jakims czasie na oficjalnej stronie instytucji podano, że kontrola potwierdziła, iż nieprawidłowości dopuścił się pracownik instytucji, który się do tego przyznał i sam złożył wypowiedzenie.
          Instytucja nie podała personaliów pracownika.
          ]
          > Ja powtarzam - jak ktoś ma czyste sumienie, to wzrusza ramionami na to, że ktoś
          > mu się nie kłania. Oczywiżcie to jest nieprzyjemne, ale to w końcu sprawa niek
          > łaniającego się.


          Stwierdzenie, ze się uważa takie coś za niekulturalne jest objawem nieczystego sumienia?smile

          > Natomiast roztrząsanie sprawy i przedstawianie jej tak, aby się samemu pokazać
          > w dobrym świetle, to co innego.


          A kogos konkretnego masz na myśli? Kolega nie musiał stawiac się w żadnym swietle, bo ja sprawę poznałam, gdy jeszcze nie było w niej nic wiadomo - kto, gdzie dopuścił się nieprawidłowości. Zajął się nią całkowicie standardowo - gdyby to na mnie padło, tak samo bym się nią zajęła. Pana tego owszem i ja znam - także z widzenia i na "dzień diobry"
          • aqua48 Re: Nie, no z dwóch:) 09.06.14, 13:16
            Koro, Ggiguś ma o tyle rację, że nad takim zdarzeniem nie warto się zastawiać, ktoś poczuł się skrzywdzony (ma do tego prawo nawet jeśli w konsekwencji swoich własnych działań sprzecznych z prawem, bo żal i poczucie skrzywdzenia są uczuciami subiektywnymi) i w wyniku uczuć nie odkłania się innemu. Trudno, jego niekulturalne zachowanie to jego problem. Choć szczerze mówiąc w połączeniu z łamaniem prawa daje pewien obraz osoby.
            Ja po paru próbach uznałabym to zapewne za zakończenie znajomości i nie inicjowała powitań. A już tym bardziej jakichkolwiek tłumaczeń, wyjaśniań powodów wskazania i opisania nieprawidłowości w instytucji z której pan się zwolnił. To powinno być oczywiste.
            • kornel-1 Re: Nie, no z dwóch:) 09.06.14, 13:27
              aqua48 napisała:
              > Choć szczerze mówiąc w połączeniu z łamaniem prawa daje pewien obraz osoby.

              Było łamane prawo? Jeśli tak, to proszę Korę o napisanie pisma do prokuratury z zapytaniem, czy nie było nieprawidłowości polegającej na ukręceniu sprawy. Nie może być tak, że osoba, która złamała prawo, ot tak sobie, odchodzi z pracy bez prawnych konsekwencji.

              Kornel
              • kora3 A dlaczego ja ma to zrobić, skoro 10.06.14, 16:35
                kornel-1 napisał:
                >
                > Było łamane prawo? Jeśli tak, to proszę Korę o napisanie pisma do prokuratury z
                > zapytaniem, czy nie było nieprawidłowości polegającej na ukręceniu sprawy. Nie
                > może być tak, że osoba, która złamała prawo, ot tak sobie, odchodzi z pracy be
                > z prawnych konsekwencji.


                jak wynika z oficjalnej informacji na oficjalnej stronie instytucji jej szefostwo powiadomiło już prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa?
                Co prokuratura zrobi z tym doniesieniem, do którego szefostwo instytucji było zobowiązane prawnie, a nie tylko jak każdy z nas - moralnie, nie wiadomo.
                To do niej należy czy uzna, ze zajmie się sprawą czy nie.
            • kora3 Re: Nie, no z dwóch:) 09.06.14, 13:33
              Calkowicie podzielam Twój pogląd Aquo.
              Ja uważam, ze kolega niczego nie powinien tłumaczyć, bo tu wszystko jest oczywiste.
              Natomiast jestem zdania, że powinien ponowić jeszcze ukłon, bo być może zachowanie pana "na swiezo" jest jakie jest, ale jest nadzieja, że rozum mu wróci smile
              • znana.jako.ggigus pan wyleciaż z pracy, oczywiście 09.06.14, 13:36
                ponosi winę. Ale chyba nie można oczekiwać, że ten "skrzywdzony" (już sam cudzysłów, zastosowany w tytule, może zdradzać intencje) stanie się Chrystusem i rzuci w siebie kamieniem.
                • kora3 Re: pan wyleciaż z pracy, oczywiście 09.06.14, 13:46
                  intencje są oczywiste - jeśli jest skrzywdzony, to tylko przez samego siebie Ggigus.
                  Dodam, nie wdając się w szczegóły, ze postępowanie pana nie było wynikiem błędu, pomyłki, czy nawet zaniedbania obowiązków, tylko świadomego działania, które poważnie zaszkodziło innym, zależnym odeń ludziom.
                  Znaczy - wiedział co robi i komu.
                  Po prostu liczył na to, że ludzie prości i biedni nie zorientują się, ze to nie tak ma wyglądać i tyle. Tymczasem ci ludzie poszli po pomoc do kolegi - tyle.

                  Nie przypominam sobie z Nowego Testamentu fragmentu o tym, jak Chrystus rzuca w siebie kamieniem (technicznie to chyba raczej trudne, ale dla Boga nie ma wszak rzeczy niemożliwych smile), ale nie jestem az takim znawcą, wiec gdybyś była uprzejma podlinkować go, to będę wdzięczna, bo ja kojarzę tylko ten o nadstawianiu drugiego policzka...

                  A poważnie smile - nikt od gościa nie wymaga, żeby się kajał, czy tłumaczył (tłumaczył się pewnie szefowstwu), ale po mojemu obwinianie kogoś za to, że bronił biednych ludzi przed jego złym działaniem i nazywanie to "skrzywdzeniem" jest bezczelne smile
                  • znana.jako.ggigus parafrazowałam: kto jest bez winy.. 09.06.14, 13:48

                    • kora3 acha - ciekawa interpretacja :) nt 09.06.14, 13:57

                      • znana.jako.ggigus ten pan skrzywdzony sam w siebie 09.06.14, 14:01
                        kamieniem rzucić by nie mógł, bo już wyleciał z pracy za nieprawidłowości, dodam.
                        Ale trudno w jego przypadku oczekiwać miłości do tego bliźniego, któremu zawdzięcza utratę pracy, nie sądzisz?.
                        • kora3 Re: ten pan skrzywdzony sam w siebie 09.06.14, 14:46
                          znana.jako.ggigus napisała:

                          > kamieniem rzucić by nie mógł, bo już wyleciał z pracy za nieprawidłowości, doda
                          > m.


                          Sam się zwolnił - a POWINIEN wyleciećsmile

                          > Ale trudno w jego przypadku oczekiwać miłości do tego bliźniego, któremu zawdzi
                          > ęcza utratę pracy, nie sądzisz?.


                          Czyli do siebie samegosmile Bo wszak sobie, swemu postępowaniu utratę tej pracy zawdzięcza.
                          Mnie się nie podoba ogólnie takie odwracanie ról. Mam na myśli to, że tego, kto postąpił źle przedstawia się jako ofiarę tego, kto to wykrył. To tak, jakby się litować nad złodziejem, którego ktoś złapał na gorącym i "złamał mu życie", bo teraz będzie mieć wyrok
                          • znana.jako.ggigus nie odwracam ról i nie piszę o niewinnej, pokrzy 09.06.14, 14:53
                            wdzonej osobe ze zniszczoną egzystencją.
                            Ale rozumiem, że jak się wyleciało z pracy, bo ktoś interweniował w mojej sprawie, to się tego człowieka omija wzrokiem.
                            Jak pisałam - to jest duża sprawa, dziennikarz pisał o kimś wysoko postawionym, i ta znajomość wcześniej mogła mu sprawiać przyjemność, nawet jeśli to były tylko ukłony. Tym bardziej teraz dziwne uczucie, że tak wysoko postawiona, (była!) osoba ignoruje. Można się obawiać, czy ta osoba nie zechce użyć wpływów, bo je zapewne ma.
                            Musiała to być wysoko postawiona osoba, powtarzam. Nikt szeregowy nie wylatuje z pracy.
                            I dziennikarz musiał sobie zdawać sprawę, w co się pakuje.
                            • aqua48 Re: nie odwracam ról i nie piszę o niewinnej, pok 09.06.14, 14:59
                              znana.jako.ggigus napisała:


                              > Ale rozumiem, że jak się wyleciało z pracy, bo ktoś interweniował w mojej spra
                              > wie, to się tego człowieka omija wzrokiem.

                              A dla mnie to jest niezrozumiałe i niekulturalne zachowanie.

                              > I dziennikarz musiał sobie zdawać sprawę, w co się pakuje.

                              Rolą dziennikarza jest wskazanie i opisanie nieprawidłowości, to jego PRACA, na dodatek wykrywanie łamania przepisów nie jest niczym nagannym, naganne i warte napiętnowania jest łamanie tychże, a także wiedza o tym i udawanie, ze wszystko jest w porzadku, tak, że nie wiem co masz na myśli pisząc "wiedział w co się pakuje".
                              • znana.jako.ggigus nie każdy jest kuturalny 09.06.14, 15:03
                                dziennikarz napiętnował i zrobił, co do niego należy. A ktoś zaregował na pracę dziennikarza.
                            • kora3 mam wrażenie, że nie masz pojęcia o tej pracy :) 10.06.14, 15:49
                              sorry smile
                              Ten "wyleciany" gość to żadna persona - ot kierownik jakiegoś wydziału w tej instytucji. Jeśli to jest dla dzienniakrza z ponad 15 letnim stażem (jak ten kolega) ktoś "wysoko postawiony" to ja chyba jestem z innej planety, albo w każdym razie branzy smile
                              To naprawdę nie jest nikt wazny dla nas w sensie "postawienia" smile Tak miedzy Bogiem, a prawdą to mało kto w ogóle kimś takim w oczach większości dziennikarzy z jakimś stażem jest.

                              Mylisz się też sądząc, że nikt szeregowy nie wylatuje z pracy za przewinienia. Własnie niestety wręcz przeciwnie moja droga. Na ogół bowiem w takich sytuacjach robi się z kogoś szeregowego kozła ofiarnego. sad, żeby chronić zadek kogoś wyżej postawionego. tu się tego zrobić nie dało najwyraźniej i tyle.

                              Piszesz, że ów ekskierownik może użyć swoich wpływów ;D no i np. Co może takiemu dziennikarzowi zrobić?smile
                              Tak przykładowo - jakieś pomysły?

                              Nie pogniewaj się, ale jak w tytule, zapewne niewiele wiesz o tej pracy od praktycznej strony. Wnioskuję z tego bo napisałaś i nie obvraza to w niczym "twojej osoby"smile
                              • znana.jako.ggigus oczywiscie ze nie mam pojecia. 10.06.14, 18:10
                                A pisalam kiedykolwiek cokolwiek innego?
                                • kora3 Re: oczywiscie ze nie mam pojecia. 11.06.14, 08:08
                                  no dość tak w tonie autorytatywnym się wypoiadasz w tym temacie. smile
                                  No, ale czekam na przykłady co może zrobić koledze wpływowy ekskierownik smile?
                • aqua48 Człowiek honoru 09.06.14, 14:08
                  znana.jako.ggigus napisała:

                  > ponosi winę. Ale chyba nie można oczekiwać, że ten "skrzywdzony" rzu
                  > ci w siebie kamieniem.

                  Człowiek honoru przyzna uczciwie: zawaliłem, nie dopilnowałem, przeoczyłem, nie sprawdziłem, zostało naruszone prawo, lub przepisy, moja wina, trudno podaję się do dymisji, i NIE OBARCZAM nikogo innego moimi błędami, ani tym, że wyszły one na jaw. Tylko i aż tyle.
                  • znana.jako.ggigus oczywiście, ale ja pisałam o czymś innym 09.06.14, 14:11
                    chodzi mi o to, że jeśli straciłabym pracę, bo ktoś poinformował, że działałam na szkodę, to nie jestem człowiekiem honoru i sama jestem sobie winna. Oki.
                    Ale nie można ode mnie oczekiwać uczuć chrześcijańskich i kochania tego bliźniego, któremu zawdzięczam wyrzucenie z pracy.
                    • aqua48 Re: oczywiście, ale ja pisałam o czymś innym 09.06.14, 14:13
                      znana.jako.ggigus napisała:

                      > chodzi mi o to, że jeśli straciłabym pracę, bo ktoś poinformował, że działałam
                      > na szkodę, to nie jestem człowiekiem honoru i sama jestem sobie winna. Oki.
                      > Ale nie można ode mnie oczekiwać uczuć chrześcijańskich i kochania tego bliźni
                      > ego, któremu zawdzięczam wyrzucenie z pracy.

                      Nikt w takiej sytuacji nie nakazuje odczuwania chrześcijańskich uczuć, ani miłości, natomiast zwykłej grzeczności, owszem można po kulturalnym człowieku oczekiwać. Nie odkłanianie się jest brakiem tejże.

                      • znana.jako.ggigus z drugiej strony kora3 pisała tylko o 09.06.14, 14:17
                        ukłonach i to zdawkowych, więc aż tak dużego afrontu nie ma. To było znanie się z widzenia. Jeden wysoko postawiony człowiek, znany wielu z widzenia, wyleciał z pracy. Musiał byś wysoko postawiony, inaczej by nie dokonał poważnych nadużyć.
                        Nie usprawiedliwiam tej osoby, ale ją rozumiem.
                        Natomiast nie rozumiem, że ktoś, któ sprawę nagłośnił, dziwi się, że nie każdy reaguje na nagłośnienie z zachwytem.
                        • aqua48 Re: z drugiej strony kora3 pisała tylko o 09.06.14, 14:53
                          znana.jako.ggigus napisała:

                          > ukłonach i to zdawkowych, więc aż tak dużego afrontu nie ma.

                          Afront może nie tak wielki, ale brak kultury owszem.

                          > Nie usprawiedliwiam tej osoby, ale ją rozumiem.
                          > Natomiast nie rozumiem, że ktoś, któ sprawę nagłośnił, dziwi się, że nie każdy
                          > reaguje na nagłośnienie z zachwytem.

                          Ggigusiu, kolejny raz piszesz nie wiem czemu o miłości, zachwycie, i tym podobnych, a nie o to chodzi. Nie chodzi o reagowanie z entuzjazmem, tylko grzeczne, bo żaden afront nie nastąpił, tylko zwrócenie uwagi na ZŁAMANIE PRZEPISÓW i konsekwencje tegoż.
                          Ja byłam w podobnej sytuacji kiedy w wyniku mojej interwencji sąsiedzi łamiący przepisy stracili nieco finansów i mieli zapewne kłopoty w pracy (szczególne wymagania). Ale nie tylko nie przestaliśmy się sobie grzecznie kłaniać, ale i zdarza się, że ci "pokrzywdzeni" proponują mi pomoc we wniesieniu ciężkich zakupów. Normalne, da się.
                        • kora3 Powtarzam - mylisz się :) 10.06.14, 16:17
                          Żadna to "wysoko postawiona osoba" - oczywscie jak dla kogo, dla tych co ich skrzywdził -pewnie tak, ale dla dziennikarza jakiś kierownik wydziału na pewno nie.

                          Mylisz się także co do tego, że "niewysoko postawiona osoba" nie może dokonać poważnych nadużyć - może. Np. nie tak dawno skazano najzwyklejszą pracownicę firmy finansowej, która wyłudziła od klientów tejże łącznie kulka milionów złotych. Żadnych szczególnych kompetencji nie miała - takei same, jak cała gromada innych - nie była ani prezesem tej firmy, ani kierownikiem żadnym smile

                          Powtórzę raz jeszcze - mylisz się także co do tego, że z pracy nie wylatują za nadużycia szeregowi pracownicy. Wylatują i to znacznie częściej, niż naprawdę wysoko postawione osoby smile
                          • znana.jako.ggigus nie trzyma sie kupy, co piszesz 10.06.14, 18:22
                            o szeregowych naduzyciach nie informuje firma na stronie int., szeregowe naduzycia nie wymagaja interwencji dziennkarza.
                            Po co ja w ogole pisze o tym, ze Twoja kolejan historia ma kolejne, ente dno, ale tym razem jest to dno.
                            • kora3 Dziwne - sama przyznajesz, że pojęcia nie masz 11.06.14, 08:21
                              a za moment twierdzisz, że o "szeregowych" sprawach instytucje nie informują na stronach, a takowe nie wymagają interwencji dziennikarza. smile
                              Skad wiesz, skoro jak sama przyznajesz, nie znasz się na tym?smile

                              Owszem - celnicy nierzadko na swoich stronach informują o tym, że jakiś funkcjonariusz przyjął korzyśc materialną i został wywalony. To są "wziątki" na poziomie czasem 10 euro, a celnik "pasowy" to jest naprawdę nikt. Zatem informują o zasadniczo nic nie znaczącym wydarzeniu: nikt ważny dostał od nikogo ważnego niewielką kwotę i wyleciał za to ze służby.
                              Jednak polityka SC jest taka, żeby ujawniać i piętnować takie zachowania wśród celników, nawet jeśli dotyczą one najzwyklejszego pasowego szaraka i b. niewielkiej kwoty pieniędzy.

                              Mylisz się także co do tego, że niewielkie w sumie uchybienia, których dopuszcza się szary pracownik nie wymagają interwencji dzinnikarskiej. Czasem - wymagają. Bo ludzie nie orientują się w gąszczu przepisów, a urzędnicy nierzadko wykazują sporą solidarnosc zawodową.
                              Poza tym - powiem wprost: inaczej urzędnik rozmawia z dziennikarzem, a inaczej z petentem - wierz mi. smile
                              • znana.jako.ggigus zwracam uagę na nieścisłości w Twoej story 12.06.14, 13:03
                                tylko to. I nie widzę potrzeby poszerzania wątku o Urząd Celny, jego politykę, Twoje doświadczenia.
                                • kora3 Nieścisłosci?:) 13.06.14, 05:47
                                  Nie, to nie sa nieścisłości, tylko jest taki problem, ze dla kogoś kto się tym zajmuje na co dzień, pewne rzeczy sa oczywiste i nie pisze o nich, bo ...są oczywiste.
                                  I tak np. dla mnie oczywisty jest pewien schemat postępowania w sprawach interwencji w instytucjach.
                                  tymczasem Ty się opierasz na wyobrażeniach w te kwestii: że w prostych sprawach nikt nie zwraca się do dziennikarzy, że nikt mało wazny z powodu swych uchybień nie wylatuje z pracy itp.

                                  A najśmieszniejsze jest to, że człowiek wypowiadający się w takim tonie na ogół, co potwierdza Twoja reakcja nie chce się niczego o tym, o czym się wypowiada dowiedziećsmile ani też niczego nie uczy się, nie poszerza swoich wiadomości korzystając z tego, co napisze ktoś na rzeczy się znający.
                                  Przykład sama dalaś doskonały: piszesz jakieś bzdury o jakims UC i jego polityce (najpewniej informacyjnej) a tymczasem żaden UC takiej samodzielnie nie prowadzi smile
                                  Urząd Celny to mała jednostka podlegla danej Izbie Celnej smile, która to Izba realizuje politykę informacyjną "celniczej" części Ministerstwa Finansów. O tej polityce decyduje szef Służby Celnej, gość w ministerstwie w randzie wiceministra . UC może sobie hmmm w temacie jakiejkolwiek polityki, wiec ..
                                  Tak, zaraz napiszes, ze dla Ciebie to wszystko jednosmile Możliwe, ale skoro chce komentować...
                                  A poza tym Twoja wypowiedz jest żywym przykładem na to, że ludzie niekoniecznie prości, niekoniecznie słabo wyksztalceni nie mają o czymś pojęcia, najczesciej dlatego, ze dotychczas nigdy do niczego nie było im to potrzebne.
                                  czasem jednak w zyciu zdarzają się przypadki, gdy nagle potrzebne się staje i wówczas taka osoba nie mając kompletnie pojęcia do kogo, jakiej instytucji się zwrócić - prosu dziennikarza o pomoc. smile
                                  • znana.jako.ggigus dla mnie sa to niescislosci i 14.06.14, 12:18
                                    przy mojej wersji pozostane. Albo ktos jest glupi i n ie skleci pisma, albo madry, skleci dziwne pismo.
                                    I tak dalej, powatzac sie nie bedesmile)
                                    Watek o UC zaczelas sama, wiec bzdury o UC sama tez piszesz, jak przypuszczam.
                                    • kora3 To nie są niescisłosci 14.06.14, 12:45
                                      tylko dla mnie pewne rzeczy są oczywiste, a dla Ciebie - nie.
                                      Dla Ciebie z kolei jest chyba oczywiste, że jak ktoś napisze pismo, to jego sprawa zostanie pozytywnie rozwiązanasmile
                                      Otóż MYLISZ się, bo bardzo często jest tak, że ludzie zwracają się do mediów o pomoc, gdy już wyczerpali wszelkie inne możliwości.

                                      Co do reszty - ja wspomniałam o Służbie Celnej i jej polityce informowania, a Ty piszesz coś o Urzędzie Celnym, jakoby miał jakąś politykę stosować smile
                                      • znana.jako.ggigus skuteczne czy zrozumiale pismo...? 14.06.14, 13:02
                                        to nadal pozostaje pytaniem.
                                        Bo najpierw byla mowa o tym, ze ci ludzie nie dadza rady pisemnie.
                                        Wiec w koncu o co chodzi - czy ktos nie potrafi napisac, czy ktos ktos nie potafi napisac tak, zeby dzialalo? To chyba nie bylo az tak trudne, skoro kontrola wykazala naduzycia i ktos polecial z pracy. I to tak duze naduzycia, ze instytucja informowala o tym.
                                        Tak przypuszczam, ze osoba widzada naudzycia, jest w stanie przelac swoje wrazenia na papier. Mnjei lub lepiej poprawnie.
                                        Czy kazde pismo jest rozpatrzone pozytywnie - tego tez nie pisalam. To Twoja interpretacja mojej osoby. Pozostawiam ja Tobie, oczywiscie nie moja osobe, a Twoje zabawy w dociekania.
                                        Wywody o UC pomijam milczeniem, bo nie naleza do tematu.
                                        • kora3 Re: skuteczne czy zrozumiale pismo...? 14.06.14, 14:06
                                          znana.jako.ggigus napisała:
                                          .
                                          > Wiec w koncu o co chodzi - czy ktos nie potrafi napisac, czy ktos ktos nie pota
                                          > fi napisac tak, zeby dzialalo?


                                          No przecież oczywiste, że chodzi o napisanie tak, by miało szanse zadziałaćsmile

                                          To chyba nie bylo az tak trudne, skoro kontrola
                                          > wykazala naduzycia i ktos polecial z pracy. I to tak duze naduzycia, ze instytu
                                          > cja informowala o tym.


                                          Będę z Tobą szczera Ggigus - błyskawiczna kontrola i jej spektakularny skutek to nie są niestety przejawy rzetelności instytucji (choć tak powinno być), tylko efekt interwencji mediów w tej sprawie. Jest to bardzo smutne i niepokojące, ale z mojego doświadczenia wiem, że tak jestsad
                                          Publiczne poinformowanie było pokłosiem publicznego przedstawienia tej przyznaję bulwersującej sprawy w mediach.

                                          > Tak przypuszczam, ze osoba widzada naudzycia, jest w stanie przelac swoje wraze
                                          > nia na papier. Mnjei lub lepiej poprawnie.


                                          Nie zawsze i niekoniecznie, ale na ogół - tak. Tylko to niestety często nic nie daje sad

                                          > Czy kazde pismo jest rozpatrzone pozytywnie - tego tez nie pisalam.

                                          No widzisz, nie pisałaś, ale wydawało się, iż zakładasz, że jeśli ktoś pismo napisze to jakaś reakcja ze strony drugiej być musi. Otóż - nie. Tak powinno być, ale niestety nierzadko zdarza się, że takie pisma nawet napisane zupełnie poprawnie pozostają bez echa, choć wg przepisów na każde pismo powinna być odpowiedź w ustawowym terminiesmile Nawet taka, że sprawa nie leży w kompetencjach danej instytucji np.
                                          A tymczasem zdarza się, że żadnej odpowiedzi nie ma, albo jest niezrozumiała.
                                          Spotkałam się z sytuacją, gdzie do urzędu napisał nieprosty wcale i podający podstawę prawną przedsiębiorca. Nie dostał odp. po 30 dniach, wiec poszedł z tym do prasy. Okazało się, że pismo rzekomo miał przyjąć naczelnik wydziału, a tego teraz nie ma, bo ...jest na urlopie. smile co tam ustawowy termin, urlop jest wiec ....smile
                                          Dziennikarz napisał w komentarzu, że dobrze iż pan naczelnik tylko na wolnym jest, a np. nie zwolnił się, albo nie umarł, bo wówczas przedsiębiorca już żadnych szans na odp. z URZEDU by nie miał smile

                                          To Twoja in
                                          > terpretacja mojej osoby. Pozostawiam ja Tobie, oczywiscie nie moja osobe, a Two
                                          > je zabawy w dociekania.
                                          > Wywody o UC pomijam milczeniem, bo nie naleza do tematu.


                                          Ja przepraszam, ale pogubiłam się już z Twoimi osobami smile
          • znana.jako.ggigus dziennikarz zgłasza nieprawidłowości 09.06.14, 13:26
            tak duże, że dochodzi do zwolnień, o których informuje instytucja.
            Trzeba było może siedzieć cicho, bo osoba zgłaszająca musiała przynajmniej przypuszczać, że to nie jest mała rzecz.
            To jest konsekwencja zawodu dziennikarza.
            • kora3 że co? 09.06.14, 13:39
              znana.jako.ggigus napisała:

              > tak duże, że dochodzi do zwolnień, o których informuje instytucja.
              > Trzeba było może siedzieć cicho, bo osoba zgłaszająca musiała przynajmniej przy
              > puszczać, że to nie jest mała rzecz.
              > To jest konsekwencja zawodu dziennikarza.


              Nie bardzo rozumiem - takich spraw jest całkiem sporo - owszem dziennikarz od tego jest,że jak przychodzą doń z interwencja ludzie, którzy czują się skrzywdzeni przez jakąś instytucję, to bada sprawę. Owo badanie polega m.in. na zwróceniu się do instytucji o wyjaśnienia, co jest równoznaczne z poinformowaniem tejże, ze MOGŁO u nich dojść do nieprawidłowości.
              Jest to jak wpomniałam standardowa procedura. A to, że dziennikarzy nie wszyscy "kochają" jest owszem wpisany w ten zawód, jak w wiele innych zresztą. Prawdę mówić, to dziennikarzom na tej "miłość" nie zależy smile
              Ja to opisałam w ramach dyskusji o SVsmile
              • znana.jako.ggigus konsekwencja uprawiania zawodu - 09.06.14, 13:47
                nie rozumiem, co to jest ciężko zrozumieć, przyznamsmile
                Dziennikarz to takie lustro - jeden odkrywa rzeczy mało przyjemne i opisuje je. Kolega musiał przypuszczać, że sprawa jest duża, nie zwalnia się nikogo za małą rzecz. Więc skoro przypuszczał, że zgłasza dużą rzecz, to mógł to zrobić naprawdę anonimowo i teraz nie powstał by wątek o tym, że ktoś przestał mu się kłaniać. Albo zgłaszać i brać rzecz na klatę jako dziennikarz interwencyjny, jak Elżbieta Jaworowicz.
                Albo trzeba było cierpieć w milczeniu.
                Jak mówił Słonimski o młodym krytyku, zaprzyjaźnionym z literatami. "Pan nie jest krytykiem. Jak pan będziesz skłócony z połową, a druga połowa będzie na pana widok zmieniała stronę ulicy, to wówczas będziesz pan krytykiem".
                Słowem - trzeba ponosić konsekwencje wyboru zawodu.
                • kora3 Re: konsekwencja uprawiania zawodu - 09.06.14, 14:01
                  znana.jako.ggigus napisała:

                  > nie rozumiem, co to jest ciężko zrozumieć, przyznamsmile
                  > Dziennikarz to takie lustro - jeden odkrywa rzeczy mało przyjemne i opisuje je
                  > . Kolega musiał przypuszczać, że sprawa jest duża, nie zwalnia się nikogo za ma
                  > łą rzecz. Więc skoro przypuszczał, że zgłasza dużą rzecz, to mógł to zrobić nap
                  > rawdę anonimowo i teraz nie powstał by wątek o tym, że ktoś przestał mu się kła
                  > niać. Albo zgłaszać i brać rzecz na klatę jako dziennikarz interwencyjny, jak E
                  > lżbieta Jaworowicz.


                  Ale dla niego było oczywiste, ze sprawa jest duza i poważna. Przecie on szat nie rozdziera, ani nie płaczesmile tylko mi powiedział, ze typ mu się nie odkłonił, raczej w formie anegdotkismile
                  Jeśli chodzi o wspomnianą panią redaktor - no cóż - miałam okazję kilka razy współpracować i uczucia mam mieszane, ale to inna sprawa.
                  I żeby jasność była, mam mieszane nie z powodu "brania/niebrania na klatę" , a z powodu traktowania tych, którym ma pomóc.
                  • znana.jako.ggigus a komu pomógł dziennikarz? 09.06.14, 14:03
                    Może i nie rozdziera szat, ale czuje dykomofrot, że ktoś mu isę nie kłania. Albo Ty odczuwasz ten dyskomfrot niejako zastępczosmile
                    • kora3 ludziom, którzy się doń zwrócili, 09.06.14, 14:07
                      innym, którym swoim postępowaniem mógł jeszcze zaszkodzić pracownik instytucji, gdyby nadal nim pozostawał oraz samej instytucji, która ze swego "gniazda" pozbyła się kogoś, kto działał na jej szkodę poprzez psucie jej wizerunku.
                      • znana.jako.ggigus a dlaczego ci ludzie nie zrobili tego sami? 09.06.14, 14:08
                        anonimowo np.?
                        nadużycia były, jak widać spore.
                        • kora3 A dlatego moja droga, że 10.06.14, 16:04
                          znana.jako.ggigus napisała:

                          > anonimowo np.?
                          > nadużycia były, jak widać spore.


                          są prości, biedni i zapewne jak to się mówi kolokwialnie spuszczono by ich po brzytwie tzn. wmawiano by im, ze wszystko jest ok.
                          Anonimy w moim odczuciu piszą tylko tchórze i z zasady nie interweniuje się, gdy informator nie chce podac swojego nazwiska. Można go nie ujawniać na łamach, w materiale, nie ujawniać wizerunku, zmienić głos ale jeśli interweniuje się w sparwie kogoś konkretnego, to nie da się tego zrobić nie ujawniając jego nazwiska w zapytaniu do danej instytucji, bo jak u licha ma ona sprawdzić jak z tą sprawą, skoro nie wie o jaką chodzi? Jak się poda nt sprawy, sygnature akt. to TEŻ będą wiedzieli o kogo/czyją sprawę chodzi, nie?

                          Więc wyjasnij mi, jak ci ;udzioe mieli napisać skarge w swojej konkretnej sprawie nie podając swoich danych instytucji? W formie: "jedni tacy zwracali się do was z tym i tak ich potraktowano"?
                          • znana.jako.ggigus na tyle prosci, ze nie potrafia sklecic pisma? 10.06.14, 18:12
                            anafalbeci wtorni...?
                            do dziennikarza dotarli. Jakos i to nie byl ich znajomy, sama pisalas o tym.
                            • aqua48 Re: na tyle prosci, ze nie potrafia sklecic pisma 10.06.14, 21:07
                              znana.jako.ggigus napisała:

                              > anafalbeci wtorni...?
                              > do dziennikarza dotarli.

                              Zdziwiłabyś się ilu ludzi nie potrafi napisać poprawnie pisma, podania, prośby..nawet po studiach, czyli takich, którzy teoretycznie mają za sobą napisanie co najmniej jednej pracy naukowej.
                              • znana.jako.ggigus sklecic pismo to nie jest to samo 10.06.14, 21:25
                                co nieprawidlowe pismo. Bo ze wielu ludzi nie potrafi porzadnie sformulowac mysli, umozliwialo i umozliwia mi zycie. Ale co innego napisane nieco dziwnym jezykiem pismo, a co innego analfabeci(?), ale nie na tyle ograniczeni, aby nie zauwazyc, ze cos nie tak w jakiejs instytucji, no ale na szczeblu podstawowym. Na tyle podstawowym, ze zwolnienie jest oglaszane.
                                Nie trzyma sie kupy.
                                • aqua48 Re: sklecic pismo to nie jest to samo 10.06.14, 22:06
                                  znana.jako.ggigus napisała:

                                  > co nieprawidlowe pismo. Bo ze wielu ludzi nie potrafi porzadnie sformulowac mys
                                  > li, umozliwialo i umozliwia mi zycie. Ale co innego napisane nieco dziwnym jezy
                                  > kiem pismo, a co innego analfabeci(?), ale nie na tyle ograniczeni, aby nie zau
                                  > wazyc, ze cos nie tak w jakiejs instytucji, no ale na szczeblu podstawowym. Na
                                  > tyle podstawowym, ze zwolnienie jest oglaszane.
                                  > Nie trzyma sie kupy.

                                  Analfabeta to ktoś kto w ogóle nie umie pisać. Osób, które zdają sobie sprawę z nieumiejętności napisania poprawnego, a zatem skutecznego pisma jest jak wspomniałam wyżej wiele. I spośród nich wiele jest jednak na tyle sprytnych aby nieprawidłowości w funkcjonowaniu instytucji zauważyć, zwłaszcza jeśli padają ich ofiarą, oraz potrafić zwrócić się z prośbą do osoby, która może je obronić. Sama spotkałam się z sytuacją, że kiedy ktoś nie potrafi czegoś załatwić skutecznie, spotyka się z odmowami lub jego prośby i podania po prostu są ignorowane, to zgłasza do gazety i jakoś wtedy znajdują się środki, możliwości i winni zaniedbań.
                                  • znana.jako.ggigus dzięki za wyjaśnienie słowa analfabeta. 10.06.14, 22:13
                                    Jeli ktoś nie potrafi czegoś załatwić, to raczej też nie potrafi zwrócić się do właściwej osoby, np. dziennikarza, którego wg autorki wątku nie znał osobiście. Tym bardziej.
                                    Pisanie o niemożności załatwienia czegoż to przejście ruczem konika szachowego od anaflabety, co nie skleci pisma do osoby, któta nie potrafi dobrze wyrazić myśli. Od ogółu do szczegółu i z powrotem.
                                    Nie na temat.
                                    • aqua48 Re: dzięki za wyjaśnienie słowa analfabeta. 10.06.14, 22:33
                                      znana.jako.ggigus napisała:

                                      > Jeli ktoś nie potrafi czegoś załatwić, to raczej też nie potrafi zwrócić się do
                                      > właściwej osoby, np. dziennikarza, którego wg autorki wątku nie znał osobiście

                                      Stąd taka popularność na przykład telewizyjnych programów interwencyjnych typu "Uwaga" itp., No chyba, że sądzisz, iż zwracają się tam z problemami wyłącznie ludzie radzący sobie z nimi doskonale, lub sami dobrzy znajomi prowadzących interwencje smile smile

                                      > Pisanie o niemożności załatwienia czegoż to przejście ruczem konika szachowego
                                      > od anaflabety, co nie skleci pisma do osoby, któta nie potrafi dobrze wyrazić m
                                      > yśli.

                                      Proszę?
                                      • znana.jako.ggigus nie widzę związku programów tele z tematem tutaj 10.06.14, 22:36
                                        w akapicie, którego nie rozumiesz, podałam Twoją argumentancję z mojego punktu widzenia - skakanie od ogółu do szczegółu, że się powtórzę.
                                        • aqua48 Pokrętne tłumaczenia? 11.06.14, 08:57
                                          znana.jako.ggigus napisała:

                                          > w akapicie, którego nie rozumiesz, podałam Twoją argumentancję z mojego punktu
                                          > widzenia -

                                          To nie jest moja argumentacja.
                                          • znana.jako.ggigus errata: poodałam PRZEBIEG Twojej 12.06.14, 13:04
                                            arg. z mojego punktu widzenia.
                                            Skakanie.
                                    • kora3 I smieszno i straszno - specjalnie dla Ggigus:) 11.06.14, 11:14
                                      Masz miła Ggigus wątpliwości jak bardzo ktoś może być w jakims temacie "ciemny", to ci coś opiszę.
                                      Od razu dodam, że gdybym sama nie uczestniczyła w tych hmm wydarzeniach, to trudno byłoby mi w takie coś uwierzyć słysząc to od kogoś. smile

                                      Kilka lat temu przyszła do nas z interwencją ok. 40 -letnia kobieta. Ze sposobu wyrażania się tej pani można było wywnioskować, że nie jest to jakaś n. prosta osoba. I nie była - z zawodu połozna, zatem musiała mieć skończony minimum licencjat.
                                      Pani przyszła, bo jej zdaniem oszukała ją firma ubezpieczeniowa, która dodatkowo jej samej oszustwo zarzuca.
                                      Sprawa wyglądała tak: pani skuszona ofertą ubezpieczyciela postanowiła nową polisę na samochód zawrzeć z tą wlasnie firma, gdy kończyła się jej waznosc zawartej z inną. Na tę okolicznośc wypełniła i podpisała stosowny protokół stwierdzając w nim, że w ostatnim roku ubezpieczeniowym nie korzystała z ubezpieczenia AC. Naliczono jej składkę, zapłaciła i dosłownie w kilka dni potem sama sobie uszkodziła swój samochód zahaczając na parkingu o jakąś barierkę. Zgłosiła to ubezpieczycielowi i była pewna, że otrzyma pełny zwrot kosztów usuniecia uszkodzenia. Niestety, ubezpieczyciel rychło poinformował ją, że nie ma takiej opcji, ponieważ skłamała w swoim oświadczeniu - miała nie korzystać z AC, a korzystała.
                                      Kobieta zarzeka się, ze nie korzystała, a jej zdaniem forma chce ją oszukać.

                                      Wzięłam jej pisemną zgodę na ujawnienie mi przez ubezpieczyciela szczegółów i ide do nich.
                                      Miły pan pokazuje mi dokumenty: oświadczenie pani, że nie korzystała z AC w ostanim roku oraz kwity przesłane przez poprzedniego ubezpieczyciela. W tych ostatnich jak wół stoi, ze pani szkodę z AC w omawianym okresie miała usuwaną.
                                      Zatem oświadczyła nieprawdę i ubezpieczający ma pełne prawo nie wypłacić jej tyle, ile wynosi obecna szkoda.
                                      Kobieta mi nie wyglądała na oszustkęsmile, no ale dokumenty są.

                                      Rozmawiam zatem z panią, mówię, ze miała jednak szkodę i usuwała ja z ACV wtedy a wtedy. Pani robi wielkie oczy i mówi, że owszem, szkodę to miała, ale przecież z AC się korzysta, gdy sprawca szkody jest nieznany, albo sprawcą jest uprawniony do korzystania z auta kierowca. No tak.
                                      Pytam zatem kto był sprawca tamtej szkody.
                                      No bo skoro nie była jej zdaniem naprawiona z AC, to musiał być znany. Pani mówi, że sprawcą szkody był zając. Myślałam, że to czyjeś nazwisko smile Ale nie - pani mówi, że jechała sobie drogą, na droge wybiegł zając, nie chciała zwierzątka przejechać, wiec manerwowała kierownica, zima była wpadła w poślizg i wyladowała w rowie. Nic wielkiego się nie stało, ale ze wjechała w jakieś chaszcze, to auto było porysowane. Zgłosiła sprawę swemu ubezpieczycielowi i jak wyjaśniła oni załatwili sprawę. No tak - z polisy AC bezgotówkowo poddano auto naprawie. Pani zdziwiona - jak z polisy AC? Przecie sprawca znany był - był nim zając! Ta kobieta autentycznie była przekonana, że szkoda została naprawiona z pieniędzy, które jej ubezpieczyciel "ściągnął" z ...Lasów Państwowych. smile

                                      Trudno w to uwierzyć, ale ta pani naprawdę nie rozumiała, że zając, który w dodatku uszedł bez szwanku to nie jest sprawca znanysmile
                                      Udało się jej pomóc - nowa firma ubezpieczeniowa dała wiarę, ze ktoś może być z przeproszeniem tak "ciemny" w temacie i nie wyciągnęła konsekwencji w związku z oświadczeniem przez te panią nieprawdy.

                                      Sama wiec widzisz, że ktoś kto wcale nie jest jakoś specjalnie ograniczony może nie pojmować czegos, co jest dla nas np. - oczywiste smile
                                      I jak się tu dziwić, że prości biedni ludzie nie potrafią napisać pisma ...
                                • kora3 Twoje wypowiedzi świadczą o tym, że 11.06.14, 10:36
                                  w niewielkim stopniu znasz ludzi spoza swego środowiska. I żeby jasność była - to nie jest żaden przytyk. Wielu ludzi "tak ma" i nic w tym nadzwyczajnego, ale ludzie ci na ogół nie zdają sobie sprawy, jak bardzo rzeczy dlań trywialne i proste sa dla innych czymś niebotycznie trudnym.
                                  Wystarczy pogadać z pierwszym lepszym lekarzem, prawnikiem, dziennikarzem - żeby się przekonać o tym.
                                  Bo ci ludzie mają na co dzień do czynienia z osobami, które niekoniecznie reprezentują podobny do nich poziom wiedzy (ogólnej), czy percepcję.

                                  Wydaje się, że każdy potrafi sklecić pozew np. rozwodowy. Mało tego, w necie dostępne są wzory takich pozwów, do których wystarczy wpisac swoje i pozwanego dane i dodać parę szczegółów w miejscu, gdzie widnieją kropki. I co? A nic - poza tym, ze owszem są ludzie, którzy takiego czegoś nie umieją sklecić.

                                  Jeśli chodzi o sprawy związane z najrózniejszymi urzędami, to niestety urzędnicy mają taką manierę nierzadko, że to co można człowiekowi wyjaśnić w prostych słowach możliwie jak najbardziej gmatwają podając mu np. podstawe prawną, której nie rozumie. Nierzadko też widząc, że taki ktoś nie radzi sobie ze zrozumieniem przepisów zwyczajnie go spławiają. Jest to smutna prawda, ale tak bywa.

                                  Co do informacji o przeprowadzonej w opisanej instytucji kontroli i zwolnieniu SIE wunnego nadużyć. Znów widać, że po prostu nie wiesz, jak to działa. Otóż - gdyby ta instytucja sama sobie wpadła na to, że coś jest nie tak, albo otrzymala informację na ten temat i wszczęła kontrolę a następnie osobnik ów by się zwolnił, to najpewniej żadnej wzmianki na jej stronie by nie było. Pojawiła się ona, bo OPUBLIKOWANY został tekst opisujący sytuację, w którym to tekście przytoczono słowa rzecznika instytucji, ze wszczyna ona kontrolę i wkrótce poinformuje o jej wynikach. Ponieważ sprawa zostałą przedstawiona publicznie, bo na łamach prasy, także publicznie instytucja poinformowała o wynikach kontroli - logiczne chyba.

                                  Jak wspomniałam w innym poscie do ciebie - są takie instytucje, które informują o wyjrytych i siebie nadużyciach także, gdy są one z punktu widzenia opinii publicznej niewielkie i także, gdy nikt ich o to nie pytasmile Robi tak np. służba celna. a robi, bo z racji korupcjogennego charakteru tej służby jest ona postrzegana jak jest i szefostwu tejże zależy na transparentności szczególnie. Dlatego nierzadko przez nikogo nie zapytywana o jakiś przypadek korupcji, sama podaje do publicznej wiadomości takei informacje.

                                  Nie jest to jednak standard.
                                  • znana.jako.ggigus wybacz koro3, ale nie masz 12.06.14, 13:05
                                    żadnego pjęcia w jakim środowisku się obracam i czy znam ludzi spoza mego środowiska.
                                    Samo w sobie jest ciekawym logicznie zdaniem, ale że znowu uciekasz się do mojej osoby, to daję sobie spokój.
                                    • ach_dama_byc_z_kanady Re: wybacz koro3, ale nie masz 13.06.14, 01:33

                                      znana.jako.ggigus napisala:

                                      wybacz koro3, ale nie masz żadnego pjęcia w jakim środowisku się obracam i czy znam ludzi spoza mego środowiska.

                                      a jednak...
                                      ja tez Ggigus ani nie jestem toba, ani nie znam cie osobiscie wiec podobnie jak Kora
                                      nie mam pojecia w jakim srodowisku sie obracasz,
                                      mimo to gdyby rozmowa zeszla na temat migreny o ktorej wiem doslownie wszystko co jest mozliwe,
                                      to o ile ty sama nie jestes w tym temacie rownie dobrze zorientowana,
                                      bardzo szybko dla mnie staloby sie jasne co tak naprawde wiesz o migrenie
                                      a co za tym idzie, czy obracasz sie w srodowisku ludzi z migrena
                                      lub chocby majacych do czynienia z migrena.
                                      to chyba logiczne?

                                      Tak samo Kora - ona nie musi o tobie nic wiedziec, wystarczy, ze czyta twoje wypowiedzi
                                      i one daja jej rozeznanie na ile orientujesz sie w jej (Korze) doskonale znanym temacie.

                                      Tak wiec, powiedzenie komus ze (tu troche zmienie Kory wypowiedz, wybacz Koro)
                                      "w niewielkim stopniu zna ludzi spoza swego środowiska" dokonane zostalo
                                      nie na podstawie analizy tej osoby,
                                      a wylacznie jej wypowiedzi, a to wielka roznica.

                                      Poszlabym nawet dalej, powiedzialabym ze w tym momencie jakbys uciekla
                                      od skomentowania tejze wypowiedzi, Ggigus,
                                      zaslaniajac sie Kory argumentem rzekomo - ad persona, przeciwko tobie.


                                      Minnie
                                      • znana.jako.ggigus wsz co czytasz o mnie, filtrujesz 13.06.14, 14:52
                                        . i nie wiesz, czym ialam do czynienia z osobami z migrena. Co w tamtej sprawie zreszta - obcowanie z chorym na jedna przypadlosc - bylo NIEWAZNE. Tam byly dwie przypadlosci, a Ty chcialas wspolczucia dla siebie, bo Ty cierpisz na mirgene.
                                        Tez filrtowalas swoja wiede o mnie i myslisz, ze jestes obiektywna. NIE MA obiektywnego zdania o kimkolwiek.
                                        • ach_dama_byc_z_kanady Re: wsz co czytasz o mnie, filtrujesz 14.06.14, 01:08
                                          znana.jako.ggigus napisała:

                                          wsz co czytasz o mnie, filtrujesz i nie wiesz, czym ialam do czynienia z osobami z migrena.

                                          kazdy filtruje to co czyta. i na podstawie tego co wyczyta/l, ocenia co dana osoba moze wiedziec o dyskutowanym temacie.
                                          wbrew temu co uparcie twierdzisz, raczej szybko mozna sie zorientowac rozmawiajac
                                          z kims o migrenie (czymkolwiek) jakie ma o niej (czymkolwiek) pojecie,
                                          niezaleznie od tego czy ma/mial do czynienia z osobami z migrena (czy z czymkolwiek).

                                          przy czym musze wyjasnic ze piszac poprzednio "osoby majace do czynienia z migrena" mialam na mysli osoby zajmujace sie zawodowo migrena a wiec lekarzy, pielegniarki,
                                          ktorzy z z racji zawodu posiadaja jakas podstawowa wiedze
                                          o objawach i leczeniu ( choc, przyznam, roznie z tym czasem bywa).

                                          Sami migrenicy natomiast, zwykle maja pojecie przynajmniej o objawach, gorzej z leczeniem,
                                          no bo trudno nie zauwazyc gdy ci w bani napieprza z jednej strony jak mlot pneumatyczny,
                                          oczy chca wypasc z orbit,
                                          i masz wrazenie ze zaraz puscisz pawia stad do Kanady, a w ogole to porazenia jakies dostalas jakby ci w zyly wlali pancuronium, a do tego sie z lekka toba telepie...

                                          Tam byly dwie przypadlosci, a Ty chcialas wspolczucia dla siebie, bo Ty cierpisz na mirgene

                                          mozesz sobie miec taka opinie, z tym ze tutaj to nie ma kompletnie nic do rzeczy.


                                          Minnie
                                          • znana.jako.ggigus no wiec masz jakis obraz mojej osoby 14.06.14, 12:20
                                            Twoja sprawa.
                                            Mialam do czynienia b. blisko z osoba cierpiaca na migrene w todzinie, wiec wiem co nieco.
                                            Z Twoich postow, o czym pisali tez inni, bila chec wspolczucia tylko dla cierpiacych na migreny.
                                            Na fobie nie cierpie, ale np. boje sie pajakow., wiec rozumiem OBIE STRONY. Ty niestety nie, a w dodatku konfabulujesz na temat piszacych.
                                            • ach_dama_byc_z_kanady Re: no wiec masz jakis obraz mojej osoby 14.06.14, 23:47
                                              znana.jako.ggigus napisała:

                                              Mialam do czynienia b. blisko z osoba cierpiaca na migrene w todzinie, wiec wiem co nieco.


                                              no wlasnie - "co nieco". jak ktos wie tylko "co nieco", to widac.

                                              Z Twoich postow, o czym pisali tez inni, bila chec wspolczucia tylko dla cierpiacych na migreny.
                                              Na fobie nie cierpie, ale np. boje sie pajakow., wiec rozumiem OBIE STRONY.
                                              Ty niestety nie, a w dodatku konfabulujesz na temat piszacych.


                                              A ja boje sie os tak bardzo ze prawie mam fobie na ich punkcie, no i co?
                                              nie potrafie sie wczuc w role osoby z fobia?
                                              juz ci takze mowilam ze tamten watek nie ma zadnego zwiazku z tym,
                                              niepotrzebnie go wyciagnelas, i kontynuujesz.
                                              teraz musze wyjasniac iz opinia jakobym chciala "tylko wspolczucia dla siebie" jest nieprawda.
                                              moja intencja bylo wylacznie wyjasnienie co przezywa osoba cierpiaca na migrene
                                              i co jej szkodzi i w zwiazku z czym dlaczego ...... ,
                                              nie zadne "wspolczucie dla mnie".
                                              nie wszyscy to zrozumieli, ale coz maja prawo.
                                              teraz ty konfabulujesz.

                                              Minnie
                                              • znana.jako.ggigus drgoa damo, moja siostra 16.06.14, 22:00
                                                cierpiała na migreny długie lata. Potme jej usunęli zęby mądrości, więc daruj sobie ocenianie intensywności "co nieco".
                                                O Twoim stosunku do osób z fobią nie będę pisać. To nie należy do tematu.
                                                • ach_dama_byc_z_kanady Re: drgoa damo, moja siostra 17.06.14, 00:41
                                                  znana.jako.ggigus napisała:
                                                  drgoa damo, moja siostra cierpiała na migreny długie lata. Potme jej usunęli zęby mądrości, więc daruj sobie ocenianie intensywności "co nieco".

                                                  i na przykladzie siostry i usuniecia u niej zebow madrosci uwazasz,
                                                  ze juz jestes ekspertem od migreny? a w kazdym wiesz b. duzo?

                                                  Minnie
                                    • kora3 to nie ma nic współnego z 13.06.14, 05:59
                                      "twoją osobą" smile jako taką, tylko z tym, o czym świadczą Twoje wypowiedzi.
                                      Jeśli ktoś ma doświadczenie np. z ludźmi b. prostymi, którzy nie są w stanie poprawnie napisac np. pozwu rozwodowego (pisze o takim, bo pozwy w zawiłych sprawach to naprawdę czasem kłopot dla osoby nie będącej prawnikiem), to mu się WYDAJE, ze niemożliwe, by ktoś tego nie potrafił.
                                      • znana.jako.ggigus kwestia prostoty tych ludzi jest dla 14.06.14, 17:04
                                        mnie niejednoznaczna. Już pisałam o tym, że tak prości ludzie niekoniecznie muszą cokolwiek zauważyć - naużycia - albo niekoniecznie trafią do dziennikarza właściwego. Przecież ci prości ldzie tego człowieka nie znali.
                                        Tyle że ja piszę, jakie widzę nieścisłości w Twojej stroyry, a Ty mi uprzejmie fundujesz nowe story.
                                        Albo przechodzisz od sklecenia pisma jako przeszkody do napisanai pisma skutecznego.
                                        Zapewniam Cię i wiem to z wł. doświadczenia, że np. sklecone pisma do prokuratury, zawierające opis rzekomego przestępstwa, są poważnie traktowane.Tak, wiem to.
                                        Ale fakt, moje ww wynurzenia nie należą do story głównej, czyli zaniku ukłonu.
                                        • kora3 Re: kwestia prostoty tych ludzi jest dla 14.06.14, 17:41
                                          znana.jako.ggigus napisała:

                                          > mnie niejednoznaczna. Już pisałam o tym, że tak prości ludzie niekoniecznie mus
                                          > zą cokolwiek zauważyć - naużycia - albo niekoniecznie trafią do dziennikarza w
                                          > łaściwego. Przecież ci prości ldzie tego człowieka nie znali.


                                          w innym poście - na samym dole watku napisałam Ci więcej szczegółów tej sprawy.
                                          Ci ludzie ze tak powiem dostrzegli nieprawidłowości, bo one sprawy dla nich ważnej bezpośrednio dotyczyły. Nie wiedzieli jednak, czy mają rację, ze chodzi o nieprawidłowości, czy też może tak stanowi prawo, a dokumenty które mają sa już nieważne.
                                          Jak trafili do właściwego dziennikarza? No przyszli ludzie do redakcji, zapytali pewnie kto by się mógł zając ich sprawą. W każdej red. jest przynajmniej jeden dziennikarz od "spraw trudnych i beznadziejnych"smile, który się takich z zasady podejmuje. Czy kolega był przy tym i się zgłosił, czy pokierowali tych ludzi doń wspołpracoiwnicy jego, to nie wiem. Zapytam z ciekawości przy okazjismile

                                          > Tyle że ja piszę, jakie widzę nieścisłości w Twojej stroyry, a Ty mi uprzejmie
                                          > fundujesz nowe story.
                                          > Albo przechodzisz od sklecenia pisma jako przeszkody do napisanai pisma skutecz
                                          > nego.


                                          Usiłuję ci na przykładach pokazac, ze masz fałszywy obraz tej pracy i ze tak powiem celu. Stad uważasz oczywiste rzeczy za jakieś niescisłosci.

                                          > Zapewniam Cię i wiem to z wł. doświadczenia, że np. sklecone pisma do prokuratu
                                          > ry, zawierające opis rzekomego przestępstwa, są poważnie traktowane.Tak, wiem t
                                          > o.
                                          > Ale fakt, moje ww wynurzenia nie należą do story głównej, czyli zaniku ukłonu


                                          Ggigus - policja, prokuratura i sąd to sa instytucje, które rzeczywiście sprawdzają kazdą zgłoszoną do nich sprawę - od tego sąsmile To nie znaczy, ze tam nie ma naduzyc, bo bywają, ale mają one zupełnie inną specyfikę, niż urzędy np.
                                          tu mamy jednak sytuację inną niż taka, ze ktoś donosi o możliwości popełnienia przestępstwa
                            • kora3 ło matko - a to tak trudno dotrzeć do dziennikarza 11.06.14, 08:25
                              ?

                              Przecież w stopce gazety jest adres redakcji, telefon do niej smile i naprawdę nie trzeba mieć znajomości w branży, żeby odwiedzić redakcję, albo do niej zadzwonić.
                              • znana.jako.ggigus no tak ale piszesz o ludziach, którzy 12.06.14, 13:07
                                nie są w stanie sklecić pisma. Mogą więc czytać stopki redakcyjne: "Claudii", "Przeglądu Wędkarskiego", "Faktu".
                                Np.
                                • kora3 Udajesz, czy co? 13.06.14, 06:04
                                  Sorry, ale mam wrazenie, ze udajesz, iż nie rozumiesz...
                                  • znana.jako.ggigus nie udaje. Przeciez pisalas, 13.06.14, 14:53
                                    ze ci ludzie nie sa w stanie sklecic pisma.
                                    dlaczego zatem maja nie czytac Claudii i Wedkarza?
                                    • kora3 Re: nie udaje. Przeciez pisalas, 14.06.14, 07:36
                                      znana.jako.ggigus napisała:

                                      > ze ci ludzie nie sa w stanie sklecic pisma.
                                      > dlaczego zatem maja nie czytac Claudii i Wedkarza?


                                      Nie, nie pisałam, ze nie są wstanie sklecić pisma, tylko, ze są prosci. Z mojego doświadczenia wynika, ze w PL takich ludzi urzędnicy na ogół spławiają, nie tylko takich zresztą.
                                      Być może masz niewielką styczność z polskimi urzędami, a tak gdzie mieszkasz działają one inaczej - wystarczy, że człowiek, którego sprawę rozpatrzono nieprawidłowo napisze pismo i już ktoś się tym rzetelnie zajmie.
                                      W PL niestety tak nie jest, albo jest b. rzadko. A poza tym czas rozpatrywania takiej skargi jest maksymalnie wydłużany zgodnie z pozwalającymi na to przepisami. Dla urzędnika to po prosyu kolejna "sprawa", a dla kogoś kogo to dotyczy, być może jak to mówią sprawa "zycia i śmierci".
                                      Opisałam Ci tu szczegółowo przykład gościa, który kupił używane auto - wcale nie był to człowiek prosty, pisma pisał, a jakże - tylko nic to nie dawałosmile Wszystko niby było jasne - pomyłka państwa, niewinność gościa, ale co z tego? Każda z instytucji zastawiała się swoimi procedurami, banalna sprawa się ciągnęła, a człowiek w tym wszystkim był najmniej ważny - rozumiesz?
                                      Jak gośc sam prosil, żeby mu oddali auto w swoich pismach, to dostawał z policji odp. , ze nie może, bo jest to dowód w sprawie. jak dziennikarz opisał tę sprawę to się jednak udało to auto wydać właścicielowi, choć procedura nadal trwała. Cud?smile
                          • aqua48 Re: A dlatego moja droga, że 10.06.14, 20:26
                            kora3 napisała:

                            > Anonimy w moim odczuciu piszą tylko tchórze i z zasady nie interweniuje się, gd
                            > y informator nie chce podac swojego nazwiska.

                            Taka właśnie jest zasada - anonimy wrzuca się do kosza. Wg savoir-vivre nie uznaje się anonimowych informacji za wiarygodne, a tworzenie ich pozostawia tchórzom.
    • claratrueba ad rem 11.06.14, 05:54
      Zachowanie osoby, która ma żal do Twojego kolegi jest dość typowe i psychologia społeczna doskonale je zanalizowała. To przerzucanie SWOJEJ winy na osobę, przez której działanie wina stała się znana i ukarana. Bo bardzo trudno człowiek znosi poczucie winy.
      Tak samo mandatowi winny jest radar, który zdjęcie zrobił a nie kierowca, który za szybko jechał. Tyle, że radarowi się nie kłaniamy, z człowiekiem jest problem.
      Twój kolega może albo przestać się kłaniać, bo brak odkłonienia od tego zwalnia.
      Może również, podkreślam- MOŻE, podejść do owego "skrzywdzonego" i powiedzieć "słuchaj, nie miałem pojęcia, że ciebie to dotyczyło, nie miej żalu". To jest wskazanie braku działania przeciwko tej osobie. Który jest dla postronnych oczywisty, ale dla psychiki osoby, która poniosła konsekwencje- nie jest.
      S-v oczywiście nie wymaga takiego tłumaczenia, nie jest ono też obiektywnie uzasadnione faktami, to jedynie działanie psychologiczne by "skrzywdzony" nie był wrogiem, bo teraz jest- bestia mózg tak to odbiera. To jest tylko kwestia czy Twojemu koledze przeszkadza czy nie przeszkadza posiadanie wroga.
      • kora3 Re: ad rem 11.06.14, 08:31
        dzięki Claro za merytoryczną wypowiedź.
        Jeśli chodzi o kolegę - nie, nie sądze, by mu przeszkadzało posiadanie wroga smile Jak wiekszosc z nas przeszedł już dawno inicjację w postaci otrzymywania maili z pogróżkami, czytania bluzgów pod swoim adresem na forach itd. smile To jest wpisane w ten zawód - ze jedni sa ci bardzo wdzięczni za pomoc i wychwalają pod niebiosa, a inni - wręcz przeciwniesmile
        sądzę też ze zdaje sobie sprawę z podejścia pana nieodkłaniającego się, czylu tego o czym Ty napisałaś.
        On to opowiedział mi w tonie zdziwienia tym, że ponad 50-letni, wykształcony i dotychczas zawsze kulturalny człowiek tak reaguje na tę sytuację. I tylko tyle
        • claratrueba Re: ad rem 11.06.14, 09:54
          > On to opowiedział mi w tonie zdziwienia tym, że ponad 50-letni, wykształcony i
          > dotychczas zawsze kulturalny człowiek tak reaguje na tę sytuację. I tylko tyle

          Ano "dotychczas". Trudna psychologicznie sytuacja zawsze pokazuje na ile kultura, zasady, które wyznajemy są trwała i silną częścią naszej osobowości. W łatwych sytuacjach zachować się właściwie jest łatwo.
    • kora3 Jakbyś sobie poradziła Ggigus?:) 13.06.14, 07:02
      Skoro uważasz, ze każdy ze wszystkim sobie poradzi sam...
      Od razu powiem, że zagadka oparta jest na fakciesmile

      Wyobraźmy sobie, że jest rok 2005 i masz w otoczeniu ok. 60 -letniego człowieka (sąsiad, wujek, znajomy), który kupuje używany samochód. Samochodem tym jeździ czasem także poza granice UE, ale nie robi nic nielegalnego w związku z tym. Pewnego dnia na kierunku wyjazdowym jego auto zostaje zatrzymane przez straż graniczną po kontroli, bo figuruje w bazach jako kradzione w innym kraju UE. Straż samochód zatrzymuje u sprawę przekazuje policji. Ta auto zatrzymuje na parkingu policyjnym, a właściciela czeka postępowanie wyjaśniające ws. paserstwa (nabywanie i zbywanie rzeczy pochodzących z nielegalnego źródla).
      Co Ty jemu radzisz w takiej sytuacji?
      No ja bym poradziła - odszukać poprzedniego właściciela!
      A tenże jest - nie ukrywa się wcale! śmiało idzie na policję i zeznaje - auto sprzedał 60-latkowi legalnie, a wcześniej kupił calkiem legalnie. Ba on je kupił od ...izby celnej! Ma na to stosowne papiery, a izba celna zbycie samochodu na jego rzecz potwierdza.

      A no to w porzo, nie? Sprawy nie powinno być! Ale ...nadal jest smile
      Samochód jako kradziony figuruje w bazach? Tak! zatem straż graniczna słusznie go zatrzymała i przekazała sprawę policji, a ta postępuje zgodnie z procedurą - zatrzymała auto i wszczęła postępowanie. Samochód stoi na policyjnym parkingu, gość nie ma czym jeździć do chorej zony do odległego szpitala, jest podejrzany o paserstwo i wszystko to na legalu.
      Co mu radzisz? No poczekać ... sprawa się przecie wyjasni ....kiedyś. właśnie - kiedyś - nie wiadomo kiedy, a gosciowi auto potrzebne. Nic nikomu nie ukradł, na legalu kupił i co? A nicsmile procedura trwa...

      Żeby śmieszniej było - wychodzi na to, że najpierwsza paserstwem to się trudni instytucja pt. izba celna smile To wszak ona zbyła auto figurujące w bazach, jako kradzione w innym kraju.
      Poprzedni wlasciciel oraz obecny mogą się IC zapytać (pisemnie), jak do tego doszło - instytucja ma na odp. 30 dni smile Policja też może i powinna zapytać, także jest niekrótki termin na odp.
      Sytuacja jest absurdalna :, ale wszystko toczy się zgodnie z procedurami smile

      Co radzisz? No czekać pewnie, pisać pisma ... Guzik pomagasz gosciowi, bo nadal nie ma tego auta i w kółko biega na policje wyjaśniać, ze z przeproszeniem nie jest wielbłądem ...

      Co się dzieje, gdy interwencję podejmują media?

      A to już inaczej się dzieje. Pierwsza rzecz: skoro auto figurowało w bazach, to dlaczego straz nie zatrzymywała go wcześniej? A bo właśnie przyłączano PL do baz Schengen (w którym jeszcze nie byliśmy) i robiono to cyklicznie, a nie na raz, wiec taka sytuacja, ze 5 x auto przejechało, a za 6 nie - mogła się zdarzyć.
      No ok - jak to możliwe, że kradzione auto miała IC i je sprzedała?
      I tu jest wymagana znajomość pewnych procedur. Otóż - jeśli jakiś samochód zostanie skradziony np. w Niemczech i zatrzymany w PL, to o ile jego niemiecki właściciel już otrzymał za nie odszkodowanie ulega on przepadkowi na rzecz Polskiego Skarbu państwa. Dzieje się to postanowieniem sadu z urzędu, a sąd decyduje jaka instytucja otrzyma taki samochód i co może z nim zrobić. W tym przypadku otrzymała IC i mogła sprzedać w przetargu - to i sprzedałasmile
      Tylko, że w momencie gdy sąd (zgodnie z przepisami - z drugiego końca PL) wydał takie postanowienie i auto przekazano IC jego dane powinny zniknąć z schengenowskich baz tzw. pojazdów utraconych. Niestety nie zniknęły, bo sad nie przekazał stronie zagranicznej tych informacji, a taki miał obowiązek.
      IC nie miała ani obowiązku, ani plenipotencji do sprawdzania czy dane auta zniknęły z baz - dostała auto legalnie i legalnie je sprzedala. Kupujący od tej instytucji samochód tym bardziej nie miał żadnych praw do sprawdzania baz danych, ba on nie wiedział skąd IC w ogóle miała ten samochód smile
      Kupował od instytucji, to i logiczne, ze nie podejrzewał nawet, że z autem coś nie tak ...
      Potem legalnie sprzedał ...

      Wszystko jasne i klarowne, ale przecie chodzi o gościa, żeby mu oddali potrzebne mu auto! Niech sobie powyjaśniają resztę później...
      aaaaa nie, nie ... są procedury! Policja ma swoją - auto zostało zatrzymane na podstawie wpisu w bazach! Policji nic więcej na razie nie interesuje - do czasu wyjaśnienia sprawy samochód jest zatrzymany ...
      IC nic nie interesuje - ma kwity ze samochód legalnie dostała i legalnie sprzedała smile
      Sąd, który wydał postanowienie na razie sprawdza, jak doszło do tego, ze samochód z baz nie zniknął, a powinien, jak sprawdzi - to odpiszesmile
      A w tym wszystkim jest człowiek, który niczemu nie zawinił! Nie ma auta, zestresował się na maksa na granicy i jeszcze non stop po policji go ciągają ...

      A teraz odpowiedz szczerze: byłabyś w stanie coś poradzić gościowi? Byłabyś w stanie wydobyć dlan to auto z policyjnego parkingu przed zakończeniem procedur?

      Sądze, ze nie i nawet gdybys była prawnikiem - to też nie. Procedury bowiem przewiduja terminy na pisma na ogół 30 dni, wiec przy obiegu miedzy kilkoma instytucjami potrwałoby to z pół roku - calkiem zgodnie z prawemsmile
      tymczasem dziennikarzowi udało się to w 2 tyg. smile - bo wprost napisał, że to państwo jest winne i się ośmieszyło, a kazac człowiekowi czekac na swą własnośc no nie umie szybko wyjaśnić sprawy osmiesza się radośnie dalej ...
      A Ty się pytasz po co ludzie zwracają się do dziennikarzy, jeśli umieją czytac i pisaćsmile n
      • znana.jako.ggigus nie pisalam, ze kazdy poradzi sobie sam 14.06.14, 13:08
        tylko nie wiem, o czym mowa - o prostych ludziach, co nie skleca pisma czy o ludziach, co nie skleca pisma skutecznego.
        To jest roznica. Moj szef klecil pisma, ktore przerabialam na polski i to skutecznie. Ale moj szef mial studia i nie uwazal, ze nie potrafi napisac po polsku. Potrafil.
        Ale o tym juz byla mowa.

        Sprawa, ktora opisujesz jest skomplikowana. Nie mam ochoty na wczytwywanie sie w szczegoly, nie znam sie na tym, wiec nie bede zabierac zdania, udzielac porad.
        Nie wchodze w obszary nowych story, wybacz.
        • kora3 ta sprawa nie jest wcale skomplikowana Ggigus 14.06.14, 15:06
          w tym właśnie rzecz - to w tej sprawie jest straszne i smieszne, że jest ona jak to mówią prosta jak drut!
          Gośc kupił samochód, który wcześniej legalnie dostała i sprzedała instytucja. Po tym, jak je dostała dane auta powinny zniknąć z baz pojazdów utraconych. NIE zniknęły, wiec chłopa zatrzymała na granicy straż graniczna.
          Od momentu kiedy jasne się stało, że auto jest w bazach nadal przez niedopatrzenie PAŃSTWA należało panu samochód zwrócić, grzecznie go przeprosić za kłopoty i oczyścić z wszelkich podejrzeń o paserstwo! Jednocześnie nalezało zawiadomić straż graniczną i inne służby, że auto omyłkowo figuruje w bazach, a do administratora bazy wysłać notę z prośbą o usunięcie danych. Wszelkie procedury zmierzające do ustalenia jaka instytucja odpowiada za nieusunięcie danych, kto w niej konkretnie za to odpowiada powinny się odbywać poza tym panem i nie stanowic dlań jakiegokolwiek utrudnienia!

          Tymczasem gość przez 2 miesiące nie miał samochodu, za to miał zarzut o paserstwo! wszelkie jego prośby, by zmienić te sytuację załatwiano odmownie zastawiając się rzekomo niemożliwymi do obejścia proceduramismile Po interwencji dziennikarskiej okazało się, że owe procedury są jednak do "obejścia" i po 14 dniach od podjęcia interwencji gość zabrał swoje auto z policyjnego parkingu.

          Opisałam Ci to, żeby zobrazować, że nie zawsze człowiek nawet tzw. "kumaty", który u pismo umie napisać i wie, gdzie je kierowac itd. jest poważnie i z szacunkiem traktowany przez różne instytucje. I dlatego zwraca się do dziennikarzy. Nie o napisanie jakeigoś pisma bynajmniej, tylko o pomoc w "walce" z niestety instytucjami państwa.
          • znana.jako.ggigus sprawa jest skomplikowana i nie jest 14.06.14, 15:56
            Jakie rozwiazanie sie szybko znalazlo. Jednak.
            Niesamowite.
            • kora3 Niestety "znalazło sie" dlatego 14.06.14, 16:40
              znana.jako.ggigus napisała:

              > Jakie rozwiazanie sie szybko znalazlo. Jednak.
              > Niesamowite.


              ze zajął się nią dziennikarz i ośmieszył tych, co mieli obowiązek jak najszybciej oddac niewinnemu gościowi jego własność i oczyscic go z zarzutów.
              Nie jest to niesamowite - dodam, ze niestety nie jestsad Po prostu z tzw. zwyczajnych ludzi instytucje często nic sobie nie robią nawet gdy ci mają 100-procentową rację sad

              Powiedz mi uleż to czasu trzeba było policji na zweryfikowanie prawdziwości zeznań poprzedniego właściciela auta i prawdziwości dokumentu zakupu go od IC? W dobie telefonów, maili i faksów - góra 1 dzień z dużym zapasem. Wystarczyło zadzwonić, zapytać kto się zajmuje tam sprawami sprzedaży rzeczy, które przeszły na Skarb Państwa i wysłać do tej osoby mail z zapytaniem czy takie i takie auto takiej osobie wtedy i wtedy zostało sprzedane oraz jak znalazło się w posiadaniu IC.
              Po otrzymaniu odpowiedzi także mailowej ze skanami dokumentacji można było gościowi samochód już oddac - wiadomo, ze obaj panowie kupujący na legalu kupili i nikt tu paserem nie jest. A papierowe wersje dokumentów już by sobie poszły pocztą, żeby trafić do akt sprawy.
              po prostu brak tu było dobrej woli! Bo najfajniej zastawić się przepisem i terminem ustawowym na odp. smile Okazało się, ze nie ma przepisów, które realnie nie pozwalały by na oddanie temu panu samochodusmile a to wiadomo stąd, że gdy policja zawiadomiła gościa ze może go zabrać, ten zawiadomił o tym dziennikarza, a dziennikarz zapytał jakie przepisy łamie policja wydając je teraz gościowi? No bo skoro wcześniej z powodu tychże nie mogla, to teraz musi je złamać. Padłą odp. ze nie łamie zadnych .... Przepusy zmienili na potrzeby tej sprawy? smile
              >
              >
              • znana.jako.ggigus niesamowite. A jaki ww ma związek z 14.06.14, 17:00
                nadużyciami w jakiejś instytucji i z pismem, w których nadużycia zostaną dokładnie opisane/naszkicowane aluzjnie.
                • kora3 A taki, że przekonywałaś 14.06.14, 17:27
                  znana.jako.ggigus napisała:

                  > nadużyciami w jakiejś instytucji i z pismem, w których nadużycia zostaną dokład
                  > nie opisane/naszkicowane aluzjnie.


                  iż pismo każdy napisać umie, to i nie potrzeba mu pomocy dziennikarzy. smile W pisaniu pisma - zwykle nie, tylko pokazałam Ci, ze napisanie starannie wielu pism może nic nie dać w ewidentnej sprawie!
                  Nie za bardzo pojmuję, jak można pisać oficjalną skargę na działanie jakiegoś pionu instytucji opisując sytuacje aluzyjnie?smile


                  Poza tym - no dobra, skoro tak drążysz, to ...Tu sytuacja nie była taka prosta smile jak z gościem od auta. Otóż - sprawa tych ludzi została niepomyślnie dla nich rozstrzygnięta w zupełnie innej instytucji, niż ta, z której zwolnił się wspomniany pan. Powodem dla którego tak się stało były braki w dokumentacji. Dokumentacją tą dysponowała właśnie ta od pana co się zwolnił. Ta pierwsza zapytana przez dziennikarza - potwierdziła: tak im wynika z dokumentów przekazanych przez drugą. Ci ludzie nie mieli bezpośrednio kontaktu ani z tym gościem, ani nawet z instytucja, gdzie pracował. Jak więc mogli aluzyjniesmile, czy nie napisac jakąś skargę? Mogli napisać prosbe o wyjaśnienie, bo ich zdaniem nie powinno być braków w tej dokumentacji. Mogli to zrobić, bo dysponowali kopiami stosunkowo starych, ale możliwych do odczytania dokumentów swiadczacych za ich słowami.
                  Tylko zapewne nie wiedzieli, jak do kogo...

                  Kolega dokumenty te obejrzał, przekonsultował z prawnikiem...I zadał instytucji pytanie, czy takowe nie są przy współpracy z tamtą brane pod uwagę, a jeśli to na podstawie jakiego przepisu. Żeby coś móc odpowiedzieć, rzecznik - który niekoniecznie musi się znac na tym, zadał pytanie zapewne radcy prawnemu instytucji, a ten poszedł sprawdzić, jak wygląda u nich dokumentacja. Okazało się, że tych dokumentów u nich po prostu ...nie ma.
                  Mogły albo wyparować, albo sobie same gdzieś iśc, albo musiał ktoś je usunąć. Przyjęto, że najbardziej prawdopodobna jest wersja nr 3.
                  Zaczęto zatem sprawdzać, kto miał dostęp do tych dokumentów i kto miałby ewentualnie interes w usuwaniu ich. No i doszli, że ten gość i dostęp miał i mógł mieć interes. Wzięto go na spytki i się przyznał.
                  • znana.jako.ggigus wcześniej byąa mowa o tym, że nie potrafią 14.06.14, 18:11
                    sklecić pisma ci ludzie, teraz jest mowa o piśmie skutecznym.
                    Pojawiają się coraz nowe wymiary... Wybacz, ale to nie ma sensu, dyskusja.
                    • kora3 Ło matko 14.06.14, 18:22
                      nie, nie potrafili napisac o "nieprawidłowościach" nawet nie mając pojęcia do kogo to kierować oraz czy do nich doszło w ogóle. Pewnie nie są tuzami prawa w tym zakresie. Poszli do dziennikarza prosić o pomoc. Co złego zrobili? Co w tym podejrzanego?

                      Mnie kompletnie nie dziwi, ze łatwiej znaleźć adres redakcji w stopce gazety, niż stosowny przepis w takiej sprawie. Sądzę, ze prawnik musiał tegoz poszukać bo "w głowie" nie miał, a dopiero par starszych ludzi z wioski.
                      • znana.jako.ggigus nie piszę o niczym złym czy podejrzanym 14.06.14, 19:40
                        tylko otym, co się wg mnie nie trzyma kupy.
                        Nie trzeba pisać elaboratów o nieprawidłowościach i popierać każde zdanie przepisem.
                        Skoro ktoś nieprawidłowości widzi, to je może opisać. W końcu na tyle zna realia i przepisy, że widzi, co się dzieje.
                        • ach_dama_byc_z_kanady Re: nie piszę o niczym złym czy podejrzanym 15.06.14, 00:37
                          znana.jako.ggigus napisała:
                          Skoro ktoś nieprawidłowości widzi, to je może opisać. W końcu na tyle zna realia i przepisy, że widzi, co się dzieje.

                          To ja ci Ggigus podam przyklad gdzie nieprawidlowosc byla tak widoczna ze bila po oczach kazdego, nie tylko osobe poszkodowana, nie tylko urzednikow w to wmieszanych
                          a nawet przypadkowego przechodnia, przechodzacego kotka przelatujacego ptaszka,
                          a mimo to dopiero zwrocenie sie do dziennikarza pomoglo.

                          Otoz pewien wlasciciel domu w North Vancouver kupil dom, w ktorym poprzedni
                          dobudowal sobie piwnice, na skutek czego licznik do pomiaru elektrycznosci znalazl sie
                          dosc wysoko, i nigdy nie przemontowano go nizej.
                          Przez dlugi czas nie bylo z tym problemu.

                          Az pewnego razu BC Hydro (urzad zajmujacy sie 'pradem' itp)
                          zaczelo wymieniac stare liczniki, do ktorych pomiaru
                          trzeba bylo wysylac umyslnego=zatrudniac ludzi= pensja= $$$
                          na nowe, tzw smart meter (madre liczniki) wysylajace pomiar wprost do BC Hydro,
                          (z pominieciem umyslnego) na dodatek tak czułe ze pobierajace dokladniejsze (czyt- w wiekszosci wyzsze) pomiary.

                          I tu zaczela sie kolomyja.
                          Pierwszy (inny) budowlaniec wyslany przez BC Hydro do wymiany licznika orzekl, iz licznik jest za wysoko a on nie ma drabiny (!!), poza tym deski (fasada) ktorymi dom jest obity sa za blisko licznika wiec instalacji nie da sie skonczyc (deski przeszkadzaja -" nie da sie" przyciac wink ) (!!)
                          BC Hydro obiecalo wyslac innego budowlanca.
                          Minal tydzien, minal miesiac, minelo pol roku, minal rok..

                          Mozesz sobie wyobrazic niemile zdziwienie wlasciciela gdy pewnego pieknego dnia
                          (a moze niepieknego?) dostal pismo od BC Hydro lacznie z kara w wysokosci $35
                          do zaplacenia, i pogrozka ze tak bedzie za kazdy miesiac za ODMOWE POZWOLENIA na zainstalowanie nowego, "madrego licznika" ??

                          Wlasciciel sfrustrowany co miesiac dzwonil do BC Hydro dopytywac co i jak, i kiedy??.
                          Za kazdym razem zapewniali ze za miesiac juz na pewno ktos przyjdzie wymienic licznik.
                          Pelen otuchy, wlasciciel we wrzesniu zdjal fasade wokol licznika, wystawil wlasna drabine
                          i tesknie wyczekiwal obiecywanego budowlanca.

                          Minelo nastepne 18 miesiecy i... nic.

                          Wlasciciel sie wkurzyl, zadzwonil do pewnej dziennikarki ktora prowadzi w dzienniku
                          segment zajmujacy sie wlasnie takimi sprawami (nabijaniem uczciwych ludzi
                          w butelke przez instytucje, sklepy itp)

                          i nagle okazalo sie ze placic nic nie musi bo niczego nie odmawial,
                          przez BC Hydro zostal przeproszony,
                          a smart meter da sie zainstalowac w dwa dni smile


                          Minnie
                        • kora3 no i gośc od auta opisywał, a jakże 16.06.14, 10:27
                          szczegółowo, starannie, wiele razy, załączając dokumenty .. no i co? No i guzik mu to dało niestety.
                          A sprawa była prosta jak drut smile
                          Ta o której jest wątek była znacznie trudniejsza, wymagała znajomości pewnych procedur i przepisów, konsulracji z prawnikiem.
                          • znana.jako.ggigus do Was obu powyżej:) 16.06.14, 22:01
                            nowe story, nawet takie b. dramatyczne, nie mają sensu.
                            • ach_dama_byc_z_kanady Re: do Was obu powyżej:) 17.06.14, 00:42
                              znana.jako.ggigus napisała:
                              nowe story, nawet takie b. dramatyczne, nie mają sensu.

                              piekny argument, brawo smile

                              Minnie
                              • kora3 Zauste Damo 17.06.14, 10:20
                                szczególnie "w ustach" kogoś, kto sam się przyznał, że się nie zna na czymś smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka