gbezto
30.03.15, 18:49
Znalazłem się w niezręcznej sytuacji rodzinnej. Bardzo proszę chętne osoby o przyjrzenie się tej sprawie z boku i jej ocenę z punktu widzenia zasad dobrego wychowania - być może sam mam za mało dystansu, aby ją dobrze zinterpretować. Spróbuję przedstawić wszystko dość szczegółowo, ponieważ tylko wtedy kontekst stanie się jasny.
Mam o 10 lat starszą siostrę: ja 30, ona 40. Ona jest mężatką z dwójką dzieci w wieku przedszkolnym, ja mieszkam z narzeczoną i na przyszły rok planujemy ślub. Stosunki między nami są od zawsze bardzo poprawne. Poza świętami, na które się odwiedzamy, wizytujemy się w urodziny, imieniny nasze oraz naszych bliskich, czasami nawet bez okazji. Przynajmniej raz w tygodniu dzwonimy do siebie. Nasi rodzice nie żyją od dość dawna, 8 lat temu zginęli w wypadku komunikacyjnym. W lutym była okrągła 40-ta rocznica urodzin siostry. Z tej okazji dostała ode mnie 2 karty podarunkowe za 200 (w sumie 400 zł) do jej ulubionego sklepu z butami, ulubione wino za 80 zł i kwiatki za nieco ponad 20 zł. Ogółem prezent za 500 zł. I tu powstał problem.
W jaki sposób stałem się posiadaczem tych kart podarunkowych? W sklepie, gdzie moja siostra kupuje obuwie była jakaś większa promocja we wrześniu na męskie buty. Zakupiłem dla siebie parę butów jesiennych ze sporą zniżką, którą i tak miałem zresztą kupić w tym roku i okazało się, że była organizowana jakaś loteria paragonów. Mój wygrał a prezentem właśnie były 2 karty podarunkowe za 200 zł do wykorzystania w ciągu 2 lat. Ucieszyłem się oczywiście i pomyślałem, że to będzie dobry prezent dla siostry na jej okrągłe urodziny. Do tego kupiłem kwiaty i wino, które wiem, że bardzo lubi. Wino nieco lepsze niż przeciętne, właśnie za 80 zł.
Mój prezent został przyjęty bardzo miło. Siostra cieszyła się winem i kwiatami, ale zachwycona była kartami podarunkowymi. Tydzień później kupiła sobie w tym sklepie buty za 800 zł, o których jak mi powiedziała marzyła od dłuższego czasu a szkoda jej było pieniędzy, no ale dzięki moim kartom mogła sobie na nie pozwolić. Raz jeszcze mi bardzo podziękowała.
Sprawa wróciła na samym początku marca, gdy siostra i jej mąż dowiedzieli się przypadkiem od mojej narzeczonej, że ja karty podarunkowe wygrałem na loterii paragonów, podczas gdy oni myśleli, że je kupiłem. Nie mówiłem o tym, bo uważałem, że to nie ma nic do rzeczy, ale tajemnicy też nie robiłem: narzeczona oraz nasi znajomi oraz ludzie w mojej pracy o tym wiedzieli. Gdy zatem siostra z mężem się dowiedzieli, zadzwonili do mnie i z wyrzutem powiedzieli, że dużo mnie ten prezent nie kosztował, tyle co za wino i kwiaty, bo resztę wygrałem w sklepie. I że nie powinienem dawać takiego prezentu, że lepiej abym sam kupił kartę nawet za 100 zł, niż dawał droższe, za które sam nie zapłaciłem. Odpowiedziałem zimno, ale spokojnie, że to nie ma znaczenia skąd ja mam karty, ważne że je dałem i że nie jest rolą obdarowanego wypominanie darczyńcy skąd ma prezent. Oni zareagowali na ten komentarz negatywnie twierdząc, że widocznie inne mamy standardy. Powiedziałem na to, że jeśli nie rozumieją, jak niegrzecznie się zachowują, to powinni sprawę przemyśleć na spokojnie i że oczekuję na przeprosiny. Siostra powiedziała do słuchawki "to sobie poczekasz" i rozłączyła się.
Od tamtej pory nie mamy żadnego kontaktu ze sobą. Ja oczywiście nie dzwonię i nie mam zamiaru. Narzeczona również lojalnie nie podejmuje żadnych prób nawiązywania kontaktu. Podobnie jak mąż siostry. Czuję się obrażony i uważam, że zachowali się wobec mnie źle. Nie będę ustępował w tak oczywistej, w moim mniemaniu, sprawie. Dlatego jestem zdecydowany po miesiącu milczenia z ich strony całkowicie zerwać stosunki.
Jak oceniacie całą tę sprawę?