Dodaj do ulubionych

"darmowy seks" vs. "utrzymanka"

06.12.15, 13:15
Temat nurtuje mnie mnie od dawna, bo na tym właśnie forum spotkałam się z oboma określeniami pochodzącymi od jednej osoby w zgoła tym samym temacie. Ta osoba jest Baba, co nie jest żadną tajemnicą. W kwestii psychologicznej nurtuje mnie, jak mozna miec goła całkiem odmienne zdanie na ten sam temat smile, w kwestii społecznej - jak mozna nie dostrzegać, że zycie i społeczneństwo sa roznorodne. Ale jesteśmy na forum SV, wiec tu mam zapytanie takie: czy to jest grzecznie oceniać w taki sposób życie i układy innych, gdy o ocenę nie proszą.

Miła Babo, wiesz, że Cię lubię i cenię, ale ja naprawdę nie rozumiem.
Z jednej strony piszesz, że masz takie podejscie, iż kobieta powinna rewanżować się za płacenie na randkach zaproszeniem do siebie np. na obiad, a żyjąc wspólnie z mężczuzna partycypować w kosztach utrzymania domu (wyłaczając sytuacje posiadania małych dzici i opieki nad nimi), bo inaczej jest naciagaczka lub/i utrzymanka.
A z drugiej uważasz, że w sytuacji, gdy ludzie są w zwiazku facet ma darmowy seks po prostu. Czy Ty na serio nie dostrzegasz sprzecznosci w swoich pogladach?

Pomijajac juz fakt, że w Twoich rozważaniach seks, darmowy czy nie zawsze "ma" facet. Brzmi to tak, jakby kobieta seksu nie potrzebowała, albo i był jej nawet niemiły, ale stanowił swoistą walute. Nie widzisz, ze jest to podejscie tyleż nieprawdziwe, co obraźliwe dla kobiet?

Żeby nie było, że jestem gołosłowna - kilkukrotnie w sposob mniej, albo bardziej zawoalowany dałaś mi do zrozumienia, ze uwazam mnie za utrzymankesmile Pomijam fakt, ze to jest okreslenie obraźlwe, bo tulko się usmiałam , ale uwazasz tak, bo nie partycypuje w kosztach utrzymania mieszkania i tzw. życia (to prawda, a jesli partycypuję, to w minimalnie).
Oceniasz to jako złe, chociaż nie masz prawoa do oceny czyjegoś zwiazku i w nim ukladów finansowych.
ALE gdybym była w sytuacji zblizonej do pani od mieszkania za oknem tj. mieszkała w meiszkaniu bedacym wlasnoscia partnera i płaciła na połowę opłaty za nie i tzw. "na zycie", to uwazalabyś, że on się swietnie ustawił, bo ma darmowy seks.

No to jak to w końcu Babo jest - łopatologicznie smile I co o takich ocenach dziwnych i sprzecznych sadzą inni w kontekscie SV?
Obserwuj wątek
    • matylda1001 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 14:16
      Właściwie jako pierwsza powinna się wypowiedzieć Baba, bo głównie do Niej to pytanie, ale niech będzie.

      > czy to jest grzecznie oceniać w taki sposób życie i układy innych, gdy o ocenę nie proszą. <

      I tak, i nie. Tak, bo przedstawiając tu naszą sprawę dajemy przyzwolenie na ocenianie jej przez czytających. Nie, bo nie zawsze da się to wyrazić tak, żeby tej osobie nie sprawić przykrości.

      O ile nie mam nic przeciwko związkom partnerskim ludzi 'po przejściach', o tyle sądzę, że młodzi ludzie, dla których związek jest pierwszym, zbyt pochopnie podejmują decyzję o wspólnym zamieszkaniu. Czasy się zmieniają, to prawda, ale psychika za tym nie nadąża. Nadal zdecydowana większość młodych kobiet chce małżeństwa, rodziny, dzieci, domu. Po prostu psychika kobiety jest tak skonstruowana. Mężczyźni podchodzą do tego trochę inaczej, nie spieszą się tak bardzo do wczesnego, poważnego związku, do małżeństwa. Dlatego takie wspólne mieszkanie bez zobowiązań jest dla nich wygodne. Po co maja się żenić, skoro mają wszystko to, co w małżeństwie ale bez ponoszenia odpowiedzialności. W pakiecie mają też bezpieczny, higieniczny seks na żądanie, to prawda, ale to samo ma i druga strona. Różnica polega na tym, że o ile kobieta spodziewa się po tym czegoś więcej, o tyle mężczyzna nie zawsze. Seksu w żadnym związku się nie kupuje, ani się nim nie płaci, a jeśli chodzi o finanse... mysle, że to kwestia tego, jak się umówią.
      • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 14:28
        No wiedziałam Matyldo że zrozumiesz.
        • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 14:51
          Ale co tu Babo rozumieć? Chce jakaś pani np. slubu,. to mówi prosto z mostu "Nie chcę mieszkać bez slubu" i cześć. Przecież mowa o powaznej fazie znajomosci, a nie pierwszej randce smile
          Nazwimy Babo rzeczy po imieniu - jesli taka pani GODZI się na warunki pana, które jej nie odpowiadają, to ze tak powiem idzie na własne ryzyko. Panów dotyczy to dokładnie tak samo. Opisana w innym watku 28-latka powiedziała adorujacemyu ją 33- latkowi - mogą się spotykac i miło spedzać czas, ale nie ma pan co liczyc na powazny zwiazek. Pan chce powaznego zwiazku, ale idzie na warunki pani, bo chce sie nadal z nia spotykac. Liczy ze jej sie odmieni? Moze, ale jesli się NIE ODMIENI, to przeciez nie pani wina - ona sprawę postawiła jasno.
          • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:14
            ALE nie zawsze o ślub chodzi. Czasem pannie wszystko jedno ale chce poważnego związku, wspólnych dzieci.Coraz więcej kobiet mysli jak Ty że slub niczego nie gwarantuje i trudno sie z tym nie zgodzic. Jest jakims tam sprawdzianem dobrych intencji ale nie ostatecznym. ja się zreszta zgadzam, że głupie te panny które boja sie wyartykułować swoich oczekiwan i stanowczo egzekwować obietnic.
            • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:23
              Babo, ale ślub był tylko przykladem. Na miejscu slub mozna sobie i dziecko wstawić smile
              Moja siostra dłuuugo nie miała instynktu macierzyńskiego, nawet podejrzewała, że moze się u niej nie pojawic wcale, jak u mnie. Z moim szwagrem mieszkała bez formalizacji czas jakiś. W pewnym momencie poczuła niesamowita chec posiadania dziecka, wrecz nazwałabym ja obsesyjną. Moze to i dobrze, bo to juz biologicznie był 1 z ostanich dzwonków bezpiecznych na 1 dziecko. Wczesniej na temat dzieci owszem rozmawiali, ale nie jakos konkretnie i wychodziło na to, że oboje nie widzą przeciwskazań, ale aktualnie zadne parcia nie miało. Moja siostra zaczeła miec i jakoś umiała powiedzieć do ówczesnego partnera, a obecnego szwagra "Pragnę dziecka". Fakt nie było u nich jakichs przeciwskazań obiektywnych, brak mieszkania, czy pracy.
              Szwagier dziecko tak, ale skoro tak to ślub. Siostra moja na ślub parcia nie miała, ale tez nie wykluczała go. Tak wic się dogadali smile i przystąpili do realizacji obu planów czyli rodzicielskich i slubnych. Zajść udało się wczesniej niz zorganizowac ślub, ale to nie miało znaczeniasmile
      • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 14:32
        Matyldo - ja znam Twoje zdanie i akurat Twoj sposób wyrazania go mnie nie przeszkadza, acz nie zawsze sie z Toba zgadzam.
        Przeanalizujmy jednak: piszesz, że obecnie wiele par podejmuje zbyt pochopnie decyzje o wspólnym zamieszkaniu. Byc moze tak jest, ale przecież, jak sama piszesz jest to decyzja. A takowa, w przypadku 2 osób dotyczy obydwu, nieprawdaż?
        Jak wiesz ja proslubna nie jestem i nie bylam wychodząc za maż, ale wcale się nie dziwię mojemu eksmezowi, że mając swoje na ten temat poglady przedstawiał je i forsował Matti. Bo jemu na slubach zależało! Miał takie prawo i nic dziwnego, że to wyaktykułował. Mogłam się wszak nie zgodzić! Nie rozumiem co przeszkadza takiej proślubnej pani wyartykułowac czego oczekuje. Mowa przecież nie o 1 randce, a o fazie zwiazku, gdy się gada o wspólnym zamieszkaniu. W takiej fazie nie uwazam za nic "desperackiego" powiedzieć " Wiesz, sorry, ale ja nie widzę się w zwiazku tego rodzaju bez formalizacji/sakramentu".

        Tak wiec dla mnie argument, że pani spodziewa się/oczekuje czegoś jest nieci od czapy. Jak się spodziewa i oczekuje, to dlaczego godzi się na cos innego i potem ma pretensje? I w sumie do kogo powinna miec? Bo po mojemu, do siebie.
        Moja znajoma, wówczas młoda dziewczyna spotykała się z panem, znacznie od siebie starszym bedacym w dlugoletniej separacji z zoną, z która to zona pan nie miał kontaktu, nawet nie wiedzial za bardzo gdzie ona jest konkretnie, wiadomo mu było, ze za granicą. Nie byla to zadna sciema, na bank. Ponieważ pan z zoną nie utrzymywał zadnych kontaktów, pani to w spotkaniach i seksie, ze takową ma nie przeszkadzało. Pan zaproponował wspólne mieszkanie i pani zgodziła się pod warunkiem , ze pan przeprowadzi rozwód! I słusznie, bo jednak co innego spotkac się i bzykac z gosciem, który jest w nierformalnej, ale autentycznej separacji, a co innego mieszkac i takze dorabiac się wspólnie z zonatym formalnie gosciem. Pan rozwód przeprowadził i jak sam przyznał, dopiero wówczas, bo wczesniej nie mial motywacji smile
        Da się?smile Da!
        • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 14:54
          A nie przyszło Ci do głowy że facet udaje?Mowi co pani chce usłyszeć i jakis czas musi minąć żeby dotarło że ktos tu jest wykorzystywany.Przecież nie jest tak że ludzie od razu decyduja sie na dzieci, bywa że przekładają i 2-3 lata, zatem kobieta inwestuje uczuciowo traci najlepszy czas na związek z kimś który oszczedza na paniach z agencji. Oczywiśćie MA ZDROWOTNE potrzeby zaspokojone, ale nigdy by sie na to nie zgodziła na zasadach skrzetnie ukrywanych. Głupia jest jesli nie rozmawia ale na ogol facet po prostu ja zwodzi.
          • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:16
            baba67 napisała:

            > A nie przyszło Ci do głowy że facet udaje?Mowi co pani chce usłyszeć i jakis cz
            > as musi minąć żeby dotarło że ktos tu jest wykorzystywany


            Przyszło, ale wszak mozna wskazać czas realizacji, nie?smile


            .Przecież nie jest tak
            > że ludzie od razu decyduja sie na dzieci, bywa że przekładają i 2-3 lata, zate
            > m kobieta inwestuje uczuciowo traci najlepszy czas na związek z kimś który oszc
            > zedza na paniach z agencji. Oczywiśćie MA ZDROWOTNE potrzeby zaspokojone, ale n
            > igdy by sie na to nie zgodziła na zasadach skrzetnie ukrywanych. Głupia jest je
            > sli nie rozmawia ale na ogol facet po prostu ja zwodzi.


            Babo, ale zwidzic tez mozna DO CZASU o ile druga strona potrafi to co chce wyartykułować.
            • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:37
              No zgadzam sie , ale przyznasz że w zyciu młodej kobiety nawet rok zwodzenia to krzywda, a przecież nie nazwałabyś dziewczyny która rok czeka na konkrety jakąs bardzo naiwną.A seks darmowy dla pana smile
              • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:46
                Babo, wszystko zalezy od tego, jak jej na czyms zależy i jakie przyczyny OBIEKTYWNE stanowią przeszkode do realizacji planów. Jesli przyczyną jest "widzimisię" pana, to nawet 3 miesiące uznalam za naiwnośc.
              • vilez Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 07.12.15, 21:21
                > ale przyznasz że w zyciu młodej kobiety nawet rok zwodzenia to krzywda...

                Bo celem życia młodej kobiety jest "nie być zwodzoną" w sensie- deklaracji związku na ament... Ojesu.
                Jakby samo bycie w związku było niczym istotnym.
                Skąd Ty bierzesz takie poglądy?

                No i od kiedy "młoda kobieta" poluje na męża, upps.."nie chce być zwodzona"? Bo coś mi się to przybliża do granicy staropanieństwa- w tej mentalności, którą prezentujesz, oczywiście.
                • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 08.12.15, 08:53
                  Vil miła, jakkolwiek takie poglady jak się domyslasz są mi obce smile to musze tu nieco zaprotestowac smile A to dlatego, że w zasadzie nie jest wazne czedo i także dlaczego ktos oczekuje. Wazne jest ze to artykułuje i uczciwie jest po prostu zgodnie z prawda ustosunkowac się do tego. Wowczas ten, kto czegos oczekuje, moze podjąć decyzję.
                  Jak dla mnie, osoby nie proślubnej jak wiesz, oczekiwanie formalizacji jest abstrakcyjne, choć daje komus prawo do takiego oczekiwania. Natomiast jako osoba bezdzietna z wyboru, zupełnie nieabstrakcyjnie widzę kwestię pragnienia posiadania dziecka. I tu faktycznie czas gra ze taj powiem na niekorzyść kobiety, bo jakkolwiek oczywiscie znane sa przypadki relatywnie bardzo późnego bezpiecznego dla matki i dziecka macierzyństwa, to jednak z medycznego punktu widzenia najbezpieczniej jest, gdy kobieta matka pierwszego dziecka zostanie raczej przed, niż po 35 rż. I nie jest to jakas granica mentalna, tylko zwyczajnie medyczna.
                  W tym przypadku takie "zwodzenie" czyli zaoewnianie, ze dziecko tak, jasne tylko nie w tej chwili, może doprowadzić do przekreślenia szans takiej pani na bezpieczne maceirzyństwo, a to jest przyznasz, dla ludzi chcących mieć dzieci bardzo ważna kwestia. Dlatego tu uwazsm tekst o zwodzeniu za uzasadniony.
                  ALE z drugiej strony nie za bardzo mieści mi sie w głowie, jak do takiego "zwidzenia" moze dojśc w przypadku niegłupiej kobiety. Przecież w związku nie tylko się romantycznie wzdycha i uprawia seks, ale także a moze przede wszystkim ROZMAWIA. U normalnych wg mnie ludzi kwestia czy i kiedy chcą miec dzieci jest z grubsza omówiona na pewnym etapie związku. Jesli zatem obije zadeklarowali ze chcą to ...tu molgą pojawic się przeszkody natury technicznej - brak odpowiedniego mieszkania, pracy, taka sytuacja w pracy pani, którą na ten moment ciąża bardzo by skomplikowała itd. Wowczas należy realnie popracowac nad zmianą sytuacji
                  • vilez Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 08.12.15, 12:26
                    Ja jestem ze szkoły artykulacji oczekiwań i warunków. Rozumiem, że nie na pierwszej randce się to czyni, ale i nie czeka się roku.
                    Uważam ludzi, ktorzy nie komunikują swych oczekiwań za manipulantów.
                    A tych, którzy nei stawiają swoich warunków za tchórzy,
                    Jednych i drugich mi nie żal.
                    Płeć moim zdaniem nie ma tu nic do rzeczy.
                    • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 08.12.15, 12:39
                      W pełni się zgadzam Vilez, ale my zdaje się rozatrujemy teraz sytuację w której hipotetyczna pani artykułuje chęc posiadania dziecka, a hipotetyczny pan ja jak to ujeła Baba - zwodzi. Nie mówi: ja nie chcę dzieci, ja nie chce dzieci w najblizszym czasie, tylko : tak, oczywiscie, bedziemy się starać za pół roku - na przykład rzecz jasna.
                      • vilez Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 08.12.15, 16:05
                        No to ja mu mówię: "chcę wiedzieć teraz, co i jak, bo muszę zdecydować, co dalej". Brak odpowiedzi z konkretami traktuję jako olewanie mnie i związku i podejmuję odpowiednie decyzje.

                        Szczerze mówiąc, to jest dla mnie najważniejsza realna miara zwiąku- czy partnerzy traktują serio swoje potrzeby. Tu potrzebą jest konkret w wiadomej materii. Jak ktoś to zlewa, to wiadomo, co jest grane.
                        Summa summarum: żeby być zwodzonym, to trzeba się godzić na zwodzenie. Pani się godzi.
                        • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 08.12.15, 21:41
                          Zgadzam się Vil smile
      • vilez Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 16:27
        Matyldo,
        to, co napisałaś to wielkie uogólnienie. Nadmierne. Ludzie są różni, i płeć nie ma tu wiele do rzeczy.
        Nie wiem, czy wiesz, ale w Polsce obecnie 2/3 pozwów rozwodowych składają ... kobiety, i to mężczyźni walczą o utrzymanie małżeństwa. Kobiety są pod względem rozwodów bardziej śmiałe.

        To, co napisałaś, to po prostu nie jest prawda. To są stereotypy.
        • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 06.12.15, 17:16
          Vil, ale nic nie poradzisz, jesli ktos posługuje się stereotypem smile
    • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 14:25
      Nie jestes utrzymanka bo masz wlasne żródlo utrzymania, tylko nie masz honoru bo własnego chleba nie jesz no może czasem jak jestes na mieście i nie spotkasz żadnego ze znajomych panów którzy nie daja Ci zapłacic za posiłek. Ale tak Cie wychowano nie czujesz dyskomfortu , nikogo nie okradasz, nie oszukujesz OK, Irytujące jest tylko to że uważąsz takie ustawienie się za zyciowy sukces i sie tym chwalisz. Przypomina mi się sytuacja z własnego dzieciństwa -miałam kolege pochodzącego z zamoznego domu, rodziców miał dość rozsadnych dziadków juz nie do konca-dostawał od nich za każda wizyta spore sumy (9 lat dzieciak) w tajemnicy . Dziecie było naprawde koleżeńskie lubiliśmy te wizyty dziadków kiedy to pare razy połowa klasy świetowała w cukiernismile Byłam bardzo zadowolona że zjadłam ciasteczko a moje nieduże kieszonkowe zostało w fartuszku. No i nieopatrznie pochwalilam sie babci co zakończyło imprezy .
      Co do darmowego seksu-nie ma darmowego seksu jeśli obie stron traktuja sprawe rekreacyjnie. Jest wtedy (i ma go głównie facet) kiedykobieta(mężczyzna) sie uczuciowo angażuje, liczy na prawdziwą głębsza relację a facet (kobieta-dużo rzadziej)ma wygodnie bo tak musi poderwac w klubie , postawic drinka , zaplacic za taxi ,w sumie niewiele taniej niz a agencji. Nie wiem skąd Ci przyszło do głowy że o normalnie funkcjonujących związkach myslę w tych kategoriach.Jeśli ktos tak myśli to chyba Twoj partner ktory nie chce mieć seksu za darmo i dlatego świadczy finansowo jak może. Mnie by takie traktowanie po prostu obrażało.Co innego prezenty a co innego utrzymywanie dorosłej pracującej kobiety. Jednak jesli Wam obojgu to pasuje to nic nikomu do tego przecież, nirmalne to dla mnie nie jest)
      • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 14:44
        Babo, wskaz moze gdzie się tym "chwalę"smile Przecież skoro rozmawiamy i takie tematy wychodzą, to dlaczego miałabym klamac, ze jest inaczej niz jest?
        Owszem, ja zostałam wychowana w modelu, że w domu wspólnym nie ma "moje" "twoje". Zatem nie ma tez "mojego chleba". Moj partner nie utrzymuje MNIE tylko DOM Babo. A utrzymuje, nie jak sugerujesz dlatego, że ma mi hehe płacic za seks (w takiej sytuacji i ja przeciez powinnam, bo czerpie z niego satysfakcje i radość) tylko dlatego, że uwaza, iż jesli facet zarabia sporo więcej od kobiety, to trudno oczekiwac, by to ona utrzymywała dom, albo rozliczali się do grosza 50/50.
        Zdaje się, że umkneło ci tez to, że ja takie podejscie w zwiazkach mam identyczne i nie ma znaczenia płeć. Kiedy wychodziłam za maz doskonale wiedziałam, że mój przyszły mąż zarabia niewiele - robił doktorat w trybie asystentury. Wiadomo było, że przez pewien, wcale nie tak krótki relatywnie czas jego zarobki beda groszowe Babo. Nie widziałam w tym problemu m.in. dlatego, że wówczas ja relatywnie zarabiałam bardzo dobrze i po prostu uznałam, ze NAM starczy. Moj byly maż miał pełne prawo korzystania z zarobionych przeze mnie pieniędzy, bo ja je uznawałam za nasze! De facto z nich opłacane było mieszkanie, samochody, jedzenie, cos do domu. Kwoty, jakie zarabiał moj maż szły w zasadzie na jego potrzeby -paliwo, publikacje itp.
        Kiedy byłam w zwiazku gdzie oboje z ekspartnerem zarabialismy podobnie, a nawet gdy juz w zwiazku nie byłam, ale mieszkalismy razem też nie było "moje" twoje". Nawet już z sobą nie będąc, jak które dostało np. nagrodę to kupowało z tego np. sobie kurtke zimową i drugiemu smile, jak bon na swieta to też DO DOMU, a nie DLA SIEBIE.
        Dla mnei taka wspólnota materialna w zwiazku jest oCZYWISTA.
        • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:07
          Nigdy i nigdzie nie napisałam że jesteś wyrachowana materialistka. Mało tego jestem przekonana że gdyby twoj partner potrzebował skrzętnie zaoszczędzonych przez Ciebie pieniędzy na ważny cel Tobys mu je dała.Mam o Tobie dobre zdanie.
          Chodzi o to że akceptujesz model który mnie by poniżał bo zupełne inaczej nas wychowano. W moim świecie musi być równowaga brania i dawania, nie byłoby miejsca dla męża chcącego jechać na drogą wycieczke za moja kasę. Owszem, razem tak mogłabym sfinansować,ale na swoje przyjemnosći należy zarobić samemu. Ale żebym moje zarobki odkladała na własne konto nie dokładając do niczego założywszy że w razie rozstania biore wszystko i wykopuje partnera z jego własnego prezentu to kosmos nie do pojęcia.
          • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:43
            baba67 napisała:

            > Nigdy i nigdzie nie napisałam że jesteś wyrachowana materialistka. Mało tego je
            > stem przekonana że gdyby twoj partner potrzebował skrzętnie zaoszczędzonych prz
            > ez Ciebie pieniędzy na ważny cel Tobys mu je dała.Mam o Tobie dobre zdanie.


            No wiesz, rzadko o kims o kim ma się dobre zdanie mówi się, ze jest bez honoru.

            > Chodzi o to że akceptujesz model który mnie by poniżał bo zupełne inaczej nas w
            > ychowano.


            Pewnie inaczej, masz rację. Ja Babo pochodzę ze Ślaska i jeszcze za czasów mojego dzieciństwa model tam był taki, że panie z okolic wieku mojej babci gremialnie NIE PRACOWAŁY, choć mogły. Mogły, bo panie te mialy juz jak się to mówi odchowane dzieci. Rzecz jednak w tym, że w środowisku górniczym chop mioł umiec babę, bajtle i dum utrzymieć! Gornicy wrecz nie godzili sie nierzadko, by ich zony pracowały! Jesli to było jeszcze akceptowane, to np. zona górnika mogla być lekarka, pielegniarka (jak moja babcia), nauczycielką. Ale już np. nie sprzataczką, czy kucharką. Te pierwsze wymienione zawody uznawano niejako za misyjne, prestiizowe rzecz mozna, a tamte pozostałe - nie i jesli kobieta je wykonywała to nie tak chciała, jak musiała, ergo - jeji chop był ciulok, na babe nie umioł zarobic, albo przepijał - tyle.
            Nawet jesli w tych wymienionych wczesniej zawodach kobieta pracowała, to raczej moze poza lekarzem nie miała szans zarabiac kasy porównywalnej do górnika Babo. W zwiazku z tym dysproporcja w zarobkach była OCZYWISTA. Dlatego gornik mający nawet pracujacą w tych zawodach zone, nie oczekiwał, że jej poboty beda stanowic jakas znacząca czesc budżetu domowego. Było to zwyczajnie niewykonalne. W pokoleniu moich rodziców juz było nieco inaczej, bo kobiety juz się czesciej kształciły i pracowały, ale także rzadko było tak, by kobieta zarabiała porównywalnie do meżczyzny (poza wyjatkami). Np. wowczas bardzo rzadko panowie byli nauczycielami , którzy wówczas na tle górników, czy hutników zarabiali grosze. Dlatego tez choc w mneijszym stopniu załozenie było takie, ze to na meżczyźnie spoczywa wiekszy ciezar utrzymania rodziny, nawet gdy kobieta mogła pracować i pracowała.

            W moim świecie musi być równowaga brania i dawania, nie byłoby miejsc
            > a dla męża chcącego jechać na drogą wycieczke za moja kasę. Owszem, razem tak m
            > ogłabym sfinansować,ale na swoje przyjemnosći należy zarobić samemu.


            Widzisz, a ja to widzę zupełnie inaczej. W zwiazku nie ma moje - twoje - jest nasze. Jesli mój mąz chciał jechac sobie na wycieczke, na która ja nie miałam ani czasu, ani ochoty, to mógł sobie jechac z NASZYCH pieniedzy, choc to nasz to tak naprawdę było zarobione przez mnie. Owszem - nie byłoby by to dla mnie dopuszczalne, gdyby on zarabiał podobnie, ale za nasze uznawał tylko to wypracowane przeze mnie. Ale nie zarabial.

            Ale żebym
            > moje zarobki odkladała na własne konto nie dokładając do niczego założywszy że
            > w razie rozstania biore wszystko i wykopuje partnera z jego własnego prezentu t
            > o kosmos nie do pojęcia.


            Babo, ale Ty zdaje się mierzysz mnie swoja miarąsmile Tak wnoszę, bo nigdy i nigdzie nie wspomnialam, że miałabym jakis zamiar "wykopywać" mego partnera z naszego mieszkania. Gdybyśmy się mieli rozstać mieszkanie bym mu oddała, albo kasę otrzymaną za sprzedaż.
            Pomysł zakupu mieszkania "na mnie" był jego, a nie moim pomysłem i myslę Babo, ze nie wynikał tu z zakładania rozstania, a wynikał raczej z charakteru jego pracy i hobby.
            • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:58
              Z mojego punktu widzenia nie masz honoru.Gdybyś wyrosła w takim samym środowisku jak moje tobym dobrego zdania o Tobie nie miala bo osoba wychowana tak jak ja a postepująca tak jak Ty oceniana jest w kategoriach sprytnej cwaniary żerującej na naiwniaku. To wychowanie robi róznicę.Przeciez nie powiem o Turku że jest żle wychowany bo beka po posiłku. Albo nie pomyślę o subtelnym japonskim doktorancie tego samego bo siorbie.
              • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 16:06
                Ahaaaaa a kim byłam zarabiając wiecej pare razy od mijego ówiczesnego meża ? Naiwniarą?smile
                No tak wychodzi - bo chyba nie znaczenia ze mym małżeństwie to kobieta zarabiała wiecej, niz facet?
                Powiem Ci Babo tak - NIE WIERZE, ze wsrodowisku w którym się wychowałaś nie było w otoczeniu par takich, gdzie kobieta z zalozenia nie pracowala. Nie, ze na czas posiadania malych dzieci i opieki nad nimi, tylko WCALE. Jedyne takie miejsce, które mi na ówczesne czasy przychodzi do głowy, to PGR, gdzie wszyscy zdolni do pracy pracowali.
                Dlatego nie przekonuje mnie ów wpływ srodowiska, sorry.
                Nawet jeśli nie miałas takich ludzi w otoczeniu z wyboru swego, czy rodziny np.pobije rodzice byli lekarzami i normalne ze oboje pracowali, to z racji tego, że nie było wówczas prywatnych szkoł MUSIAŁAS chodzić bodaj do szkoły z dziećmi, których matki z złozenia nie pracowały.
            • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 16:06
              Alez ja wiem że byś mu mieszkanie oddala i jakoś się rozliczyła,bo ja bym zrobila tak samo-rzeczywiście mierzę Cie swoja miara.Tylko widzisz sam układ by mi nie pasował, ja wole mieć jasnośc na papierze ze chata jest na nas oboje a ja dokladam ile moge inaczej nie byłabym w stanie czuc sie partnerką tylko wieczna dziewuszką. Takie sa moje odczucia bo tak mnie wychowano.
              • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 16:12
                Ale Babi TWOJE odczucia, jakie TY miałabys w danej sytuacji, nie uprawniają Cie do oceny, jak ja mam się czuc i kim jestem. Ja np. kiepsko bym się czuła gdybym musiała się zapozyczyć, żeby sobie sfinansować swoją czesc wspólnej z partnerem wycieczki. Po prostu bym mu powiedziala, że mnie na taka wycieczke nie stac, mozemy jechac tu i tu, tam gdzie mnie stac. Równei kiepsko bym sie czula, gdybym miala swiadomośc, że partner się musi zapozyczyć, żeby ze mna jechać. Jesli w zwiazku jest dysproporcja uposazenia, to NIE DA się literalnie razem życ "na połowe".
                • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 16:27
                  Ależ gdzie ja pisałam jak TY masz się czuć? Masz sie czuc jak sie czujesz ze swiadomościa ze dla niektorych model jest nieco egzotyczny tak jak dla Ciebie moje myslenie.
                  I czytaj uwaznie-napisałam że na WSPOLNE rozrywki bym dala więcej gdybym zarabiala więcej, ale na samotne drogie wyprawy juz napewno nie.
                  • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 16:39
                    baba67 napisała:

                    > Ależ gdzie ja pisałam jak TY masz się czuć? Masz sie czuc jak sie czujesz ze sw
                    > iadomościa ze dla niektorych model jest nieco egzotyczny tak jak dla Ciebie mo
                    > je myslenie.


                    Alez twoje myslenie nie ejst dla mnie zupełnie egzotyczne, co pokazuje chociażby model mego zwiazku z ekspartnerem. NIGDY nie zgodziłabym się na to, zeby to on pokrywał wszelkie koszty naszego utrzymania, bo zwyczjnie byłby to dla niego duzy wysiłek materialny!


                    > I czytaj uwaznie-napisałam że na WSPOLNE rozrywki bym dala więcej gdybym zarabi
                    > ala więcej, ale na samotne drogie wyprawy juz napewno nie.


                    No własnie czytalam smile I mam odmienne podejscie. Człowiek marzyl, zeby sobie pojechac w miejsce kultu religijnego, na co z jego zarobkow na pewno nie byłoby go stac. Z moich - czyli naszych współnych pieniedzy - było NAS stać, zeby spełnił swe marzenie i jechał. Nie widze powodu, dlaczego miałabym nie poóc spełnić marzenia bliskiej osobie
      • kora3 "zostawanie w fartuszku" 06.12.15, 15:12
        Wiesz Babo, ja mam wrazenie, ze ty po prostu nie mozesz pojąć, iz pewne relacje ludzkie moga byc ze tak powiem oderwane od kasy. Mam na mysli to, że dla kogos kwota, którą ktos inny uwaza za duza, moze nie stanowić powaznego wydatku. Nie wiem jak ci to prosto wytlumaczyć, ale moze na przykładzie jakos pójdzie smile Kiedyś moja kolezanka pojawiła się w redakcji z torba świeżutkich, pachnacych bułeczek, se zahaczyła o piekarnię, jak szła do pracy. Zapach tychże zwyczajnych bułek znecił kolegę, który zapytał czy może mu SPRZEDAĆ jedną. Koelzanka go poczęstowała a na próbe oddania jej za bułkę zareagowała tzw. uprzejmym oburzeniem. Sądze, że zareagowałabyś tak samo, bo juz naprawdę nie wuem jak biednym trzebaby być, żeby 50- 70 groszy w budżecie osoby pracujacej zrobiło powazną "dziure"smile

        Ostatnio mój eks był w markecie, do którego nie chodze i wypatrzyl tam jeden fajny gadżet dla kotów. Kupił mi bez konsultacji ze mną, koszt 20 złotych, zadeklarowała cheć oddania, usmiechnał się poblażliwie. Gdyby to było 200 zeta, to i tak bym mu przelała, nie baczac na głupi uśmiech, mimo, ze kupił bez konsultacji ze mna. Rozumiesz?

        Jakis czas temu, mój kolega dobry, prowadzacy dośc intratny i spory biznes wygrał w ostaniej instancji sadowej pewien cywilny proces o kasę. Jak się domyslasz bardzo go to cieszyło i zaprosił mnie na kolację w celu wspólnego poświetowania. Restauracje wybral on , nie w tym miescie, wiec jej nie znalam. No powiem ci, ze karta, zwłaszcza win zrobila na mnie spore wrazenie, takze hmmm cenowosmile Kolega tam bywa, to proponował przystawki i danie głowne uwzględniając moje preferencje oraz wino. Pyszne było wszystko, ale choc kolega mnie z rachunkiem nie zapoznawał, to liczyć umiem i na bank wyniósł sporo. Żartobliwie powiedziałam, że się zrujnował. Na co kolega mi odpowiedział "Korciu, wiesz o jaką kwotę był ten proces?" Mówie, ze no nie za bardzo smile Na co kolega mnie poinformował, że o 1,5 mln. złotych wraz z odsetkami.no to faktycznie było się o co procesowac i z czego cieszyc. Dla wiekszosci osób fizycznych to jest kwota niewyobrazalna, ale dla firmy - niekoniecznie.
        Wszystko Babo zalezy od proporcji - a ja jestem zdecydowanie przeciw zastaw się, a postaw się, czy się robi wesele, czy urodziny, czy zaprasza ot tak.

        • baba67 Re: "zostawanie w fartuszku" 06.12.15, 15:30
          Relacja ludzka oderwana od kasy to matka-dziecko. W innych to niemożliwe, a juz zwlaszcza w damsko męskich relacjach. Owszem, bywa że małzonek chory i wtedy juz nic sie nie liczy ale to nie jest relacja partnerska-to jest przeniesienie relacji matka-dziecko.
          Kolega nie postąpił taktownie zapraszając do tak drogiego lokalu.
          • kora3 Re: "zostawanie w fartuszku" 06.12.15, 15:52
            Babo, chyba się, jak nierzadko nie rozumiemy. Piszac, ze pewne relacje sa oderwane od kasy, miałam na mysli to, że koszt danego np. zaproszenia na obiad, kolację, pizze, kawe, piwo czy to tam zechcesz nie jest w ogóle przedmiotem rozważań, bo jest dla towarzystwa zwyczajnie mało znaczacy. Jesli ide np. z kolezanka na piwko, to nie ma znaczenia czy zapłaci ona za nas obie, kazda za siebie, czy ja za obie. Po prostu dla zadnej z nas kwota powiedzmy 20 zeta nie ma znaczenia.
            co do kolegi, wiesz dla mnie liczy się tez to, czy relacja miedzy ludźmi jest bliska, czy nie. Miedzy nami jest bliska i nie uwazam dlatego, że był to z jego strony nietak. Gdyby bliska nie była, tak, to byłby nietakt
            • baba67 Re: "zostawanie w fartuszku" 06.12.15, 16:13
              No jak bliska to zgoda.
              Machanie reka na takie lub inne sumy tez jest kwestia raczej bliskich relacji i to nie każdych. Mam przyjaciołke która stac na duzo więcej niz mnie nigdy bym żadnego machania reka na 20 zł nie zaakceptowała, bo dla mnie to nie jest suma na machnięcie ręką,
              • kora3 Re: "zostawanie w fartuszku" 06.12.15, 16:23
                Widzisz, ale wlasnie rzecz w tym, że jesli jest, to się nie widzi problemu. I tu jest clou tego co mówilam w temacie oderwania od kasy. Wszystko to jest kwestią proporcji, okoliczności.
                • baba67 Re: "zostawanie w fartuszku" 06.12.15, 16:28
                  No dokładnie
                  • kora3 Re: "zostawanie w fartuszku" 06.12.15, 16:48
                    Babo, ale skoro "dokładnie", to co się tak dziwisz, że dla tego czy owego pana z grona moich znajomych wydanie jakiejs tam stóweczki na obiad z kolezanka raz na czas jakiś nie ejst problemem i jest załozmy takim samym bzdetem, jak dla ciebie wydanie raz na jakis czas 15 zlotych na kawę.
      • anastazyl Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:23
        baba67 napisała:

        > Co do darmowego seksu-nie ma darmowego seksu jeśli obie stron traktuja
        > sprawe rekreacyjnie.

        Rozumiem, że to literówka / pomyłka w tekście. Chciałaś napisać: "darmowy
        seks jest wtedy, gdy obie strony traktują go rekreacyjnie". Inaczej to nie ma sensu.

        Jeśli kobieta (albo mężczyzna - bo i tak bywa, choć rzadziej) angażuje się emocjonalnie, to jednak jest jej problem, o ile nie jest oszukiwania / zwodzona.

        A w ogóle mówienie o "darmowym seksie" w kategoriach ekonomicznych (np. parafrazując powiedzenie "nie ma czegoś takiego jak darmowy obiad"), jest wyjątkowo poniżające dla kobiety. Jest wręcz wulgarne, bo sugeruje, że kobieta standardowo powinna "liczyć sobie" za seks. Nie spotkałem się nigdy chyba z bardziej obraźliwą uwagę pod adresem wszystkich kobiet.
        • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:54
          Literalnie się zgadzam Anastazylu. To ponizanie kobiet w ten sposób wyjatkowo mnie razi w postach Baby, tym bardziej, ze się powtarza.
        • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 16:19
          Dokladnie tak napisałam co chciałam napisać. Darmowe jest cos co zdobywamy podstepem bo inaczej trzeba by było to dobro nabyć droga kupna. Jesli nie ma postepu nie ma zadnego rozroznienia darmo-nie darmo.
          Dla Kory-napisałam że w sytuacji strony wykorzystywanej moga byc też panowie.Nie wiem gdzie Ty widzisz upokarzanie kobiet. Upakarza się osobe która sie wykorzystuje, a to że na własne życzenie bywa to nie zmienia faktu.
          • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 06.12.15, 16:34
            E no Babo - jako kobieta z honorem powinnaś brac na klate konsekwencje swoich wpisów. Przynajmniej dwa razy na tym forum czytalam wpisy twego autorstwa, że kobieta "daje", facet "chce zamoczyć" - pomijając juz poziom wulgarnosci tych tekstów, dośc wyraźnie widac, że traktujesz seks kobiecy i meski odmiennie. Nawet mnie w ktoryms wątku przekonywałaś, że faceci potrzebuja wiec4ej seksu niz kobiety, niestety nie byłas uprzejma zapodac żadnego linku do tych hmm rzekomych faktów.
            Byc moze nie jest to Twoja intencja, ale Twoje wypowiedzi w takich tematach tchna wrecz przekonaniem, ze seks kobiecy jest rodzajem waluty. Kobieta uzywając Twego słownictwa "daje" i ma prawo oczekiwać, ze za seks dostanie to, czego w zamian chce. Męzczyzna "se zamacza" i powinien liczyc się z tym, że za te czynnosc bedzie musiał "zapłacić" - niekoniecznie materialnie zaraz. Chcesz czy nie - tak to brzmi. Jest to naprawde bardzo, ale to bardzo obraźliwe dla kobiet, nawet jesli nie zdajesz sobie z tego sprawy.
    • monty007 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:18
      nie masz prawoa do oceny czyjegoś zwiazku

      Jakim prawem odbierasz komuś prawo do oceny czegokolwiek? Wolność opinii jest naturalnym niezbywalnym prawem każdej jednostki. Może Ci się nie podobać, że ktoś ocenia Twoje życie, ale powinnaś się z tym liczyć, skoro sama publicznie je opisujesz smile .
      • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 15:57
        Takim, że nikt nie ma prawa kogoś obrazac - obojetnie kogo. Jakis układ moze się komus nie podobac: mnie np. nie podoba sie, gdy ludzie w zwalisku wszystkie wydatki dziela na połowę, nawet gdy wystepuje raząca przepaść pomiedzy ich zarobkami. ALE moge jedynie powiedzieć, ze taki uklad uwazam za dzwony, a nie rzucac tekstami o "darmowym seksie", czy utrzymakach smile bo to jest poza SV.
    • vilez Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 06.12.15, 16:43
      Kolejny wątek, w którym ujawniło się, jak bardzo niektóre osoby są na bakier z sv. I z logiką (ale to już poza sv)
      Nie rozumiem, jak można powiedzieć coś takiego, jak Baba powiedziała Korze: "... tylko nie masz honoru bo własnego chleba nie jesz ..." i nie zapaść się ze wstydu pod ziemię.

      To jest czyste chamstwo. I brak logiki, jak już napisałam. Bo Kora na siebie zarabia, a to, w jakich proporcjach wydają z partnerem czy kimkolwiek innym, z kim pozostają w relacji, pieniądze, to jest li i jedynie ich sprawa, i nie może to byc w żadnym razie podstwą do ferowania ocen przez kogokolwiek spoza tych relacji.

      Np. mój mąż zarabia wielokrotność tego, co ja. I co z tego? Czy o mnie też napiszesz, że jem jego chleb?

      Wiele razy uderzyło mnie Babo, że sprowadzasz związek do kwestii pieniężnych. Kora ma rację, i wypunktowała to celnie, gdy napisała, że patrzysz często na związki przez pryzmat tego, "kto kogo utrzymuje", stąd masz skłonność do nazywania kogoś "utrzymanką".

      Chcę zwrócić Ci uwagę, choć to powinnaś wiedzieć sama z siebie, że pieniądze to zaledwie część związku. Nienajważniejsza. Ludzie dają sobie wiele ważnych rzeczy: uczucie, współpracę, wsparcie, lojalność... Może być tak, że jedno daje więcej pieniędzy, a drugie więcej czegoś innego, np. pracy. Może być tak, że pieniądze są wspólne, bez względu na to, kto ile wkłada do wspólnej kasy.Podobnie jest z innymi wymiarami wspólnoty. Tego nei da się wymierzyć linijką, i tylko sami zainteresowani, ich satysfakcja ze związku, jest jedyną miarą rzeczy.

      Sumując: uważam, że obraziłaś Korę. Uważam też, że Twoje poglądy świadczą tylko o Tobie- o Twojej ścieśnionej do wymiaru pieniędzy wizji związku.

      Dla mnie Twoje wywody są porażające.
      • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 06.12.15, 16:57
        Wiesz Vilez - igolnie masz rację i ja też Babie to powtarzam - patrzy tylko przez pryzmat kasy oraz "dawania" przez kobiete i "zamaczania" przez mezczyzne sad
        • vilez Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 06.12.15, 17:15
          > "dawania" przez kobiete i "zamaczania" przez mezczyzne sad

          A to jest wyraz silnie uwewnętrznionego mizoginizmu. W dodatku prostacko wyrażanego.
          • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 06.12.15, 17:18
            Wiesz, ja rozumiem, ale przecież osoba obyta, obracająca się, ze tak powiem w swiecie, jest w stanie weryfikować nawet zakorzenione poglady, gdy widzi przecież, że mają się nijak do rzeczywistosci.
          • kora3 Mam ptranie Vil 06.12.15, 17:40
            Jesli można - całkiem serio. Powiedz mi, czy Ty rzecz jasna w kontaktach zazyłych i prywatnych masz okazje słyszeć takie wyrażanie się w temacie seksu? Bo ja się przyznam, ze nie. Owszem "bzykać się" zamiast "kochac się/uprawiac seks/ iść do łozka" zdarza sie, ale "dawać de", "zamoczyć sobie" - nie. Nie znma literalnie nikogo takiego, kto by się tak wyrazał nt. seksu. Wyłączyć stąd nalezy ludzi z półswiatka, ale ci nie sa mymi prywatnymi znajomymi i jesli rozmawiam to ws. zawodowych.
            • baba67 Re: Mam ptranie Vil 06.12.15, 18:45
              Ja nie znam.i sama nie uzywam,Procz dawania na boku ale to nie jest to samo co dawac de (roznica taka jak miedzu wujem a hoojem) i oznacza zdradzac a nie tylko sensu stricto spolkowac wiec jesli szukasz tu Korciu sojusznikow przeciw wulgarnej babie ktora mówi niekoniecznie co Ci sie podoba to zdecydowanie postepujesz nie fair.
              • vilez Re: Mam ptranie Vil 06.12.15, 19:00
                > Procz dawania na boku...

                No i to jest właśnie ów język, który zdradza Twoją mentalność, Babo.
                Także w stosunku do "zdrady". Która dla CIebie jest, a jakże "dawaniem na boku"...
                • kora3 Re: Mam ptranie Vil 07.12.15, 08:10
                  Ale ja własnie nie rozumiem Vil - albo ktos uzywa danego słownictwa, albo - nie. Naprawde nie pojmuje jakim jest problemem uzywac słownictwa normalnego, niewulgarnego, nieeufemicznego by określić zjawiska/czynnosci/ rzeczy, ktore przy pomocy takiego słownictwa dają się precyzyjnie określić.
                  Co pcha kogoś do mówienia/pisania "dawać na boku" skoro mozna grzecznie i precyzyjnie "zdradzać". po co pisać/mówic "chciał zamoczyć" skoro mozna "chciał seksu", czy juz bardziej kolokwialnie 'chciał się przespać" (polski idiom zrozumiały dla kazdego, kolokwialny, ale nie wulgarny).

                  Powtórzę - nie wierzę , ze baba tak nie mówi w realu smile Nie wierzę, ze takie chamskie i wulgarne określenia pozostawia sobie na .... forum SV smile Predzej mozna uwierzyć, że ktoś kto uzywa wulgarnych okresleń, czy też wulgaryzmow na takim forum się powstrzymuje.
                  Ja nie ukrywam, moje zawodowe środowisko od wulgaryzmów nie stroni. smile Nie sa to wulgaryzmy skierowane do kogoś w stylu "ty ...", ani wulgaryzmy w temacie seksu, ale takie "w przestrzeń" typu "noż k... co za dzień". Jajkolwiek zdarza mi się takze uzywac w okreslonym gronie smile, to nie musze się jakoś kontrolowac, żeby tak nie pisać, w ogóle, czy na forum tym. smile
                  Dlatego wnosze, że osoba, która tak pisze na forum i to SV, na co dzień musi tak mówic. Pewnie nie w każdym środowisku, ale w typowym dla siebie, na pewno
              • kora3 Re: Mam ptranie Vil 07.12.15, 06:51
                Nie szukam żadnych Babo "sojuszników" zwyczajnie pytam, bo dla mnie jest niepojęte, że ktoś, w tym przypadku Ty nie uzywając takiego słownictwa na co dzień, radośnie używa go na forum i to na forum SV!
                I nie ściemniaj smile, ze chdzi tylko o "dawanie na boku" i tylko o sytuację zdrady, bo nie dalej jak wczoraj czytałam o tym , ze pan "sobie zamoczył" na 99 proc. Twego autorstwa.
            • vilez Re: Mam ptranie Vil 06.12.15, 18:58
              Nie mam. Towarzystwo, w którym się obracam, jest innego sortu. A osobiście, gdybym usłyszała taki język, to jego deponent przestałby być moim znajomym.
              Nie słyszę takiego języka nawet w dalszym kręgu.
              • kora3 Re: Mam ptranie Vil 07.12.15, 06:52
                A ja w dalszym - tak. Mam sporo informatorów z tzw. półswiatka.
      • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 06.12.15, 18:36
        Przepraszam Kore za to że żle sie wyraziłam ale sama zaczęła temat. I nie zamierzam przepraszać za moje poglądy oraz za to jak mnie wychowano.

        Jesli masz męża i zarabiasz i macie wspolnote majątkowa nie ma chyba takiej możliwośći żebys jego chleb jadła.Możęsz jeść jego ostrygi ale to już na kwestie honoru nie wchodzi. Kora nie ma wspolnoty ,ma własne konto na które odkłada swoja pensje bo wszystko inne pokrywa partner. Zatem nie je swojego chleba utrzymuje ja partner.I nie wychowuje jego dzieci ani nie prowadzi domu co rownoważyloby jakos ten fakt. Mnie uczono ze to niehonorowe, ja że normalne-cała historia do której sobie kazdy dopisuje co mu tam pasuje a na co ja nie mam wplywu , nie będe sie pod ziemie zapadac i udowadniac że nie jestem wielblądem. I nie napisalam ze jest utrzymanka- nie przeinaczaj.
        Skoro znalazlas sobie dobrze zarabiajacego faceta to znaczy ze wiesz dobrze gdzie sa schowane konfiturki i nie udawaj takiej idealistki. Uczucie wsparcie i lojalnosc ludzie daja sobie WZAJEMNIE i nie widze powodu dla ktorego jedno mialoby sie wieszac na drugim skoro bozia raczki dala.
        • vilez Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 06.12.15, 19:12
          > Jesli masz męża i zarabiasz i macie wspolnote majątkowa ...

          A co ma mieć do rzeczy, że jesteśmy małżeństwem? Bez małżeństwa też moglibyśmy tworzyć wspólnotę. Każdy związek- małżeński czy niemałżeński- tworzy jakąś wspólnotę. Nikomu nic do tego, w jakim zakresie i stopniu. Tego nie pojmujesz. Że są różne wspólnoty, i że to nie jest kwestia wychowania.

          > Kora nie ma wspolnoty ,ma własne konto na które odkłada swoja pensje bo wszystko inne pokrywa partner

          Ja też mam swoje konto. I mąż. I jeszcze mamy wspólne.
          Kolejny raz pytam: jakim prawem oceniasz zasady, wedle których inni ludzie tworzą swoje wspólnoty?
          I dlaczego na plan pierwszy wychodzi u Ciebie- kasa.

          > Mnie uczono ze to niehonorowe..
          Wygląda na to, że nauczono Cię kołtuństwa. Bo tym właśnie jest zaglądanie do portfela innych ludzi.

          > Skoro znalazlas sobie dobrze zarabiajacego faceta to znaczy ze wiesz dobrze gdzie sa schowane
          > konfiturki i nie udawaj takiej idealistki

          I tu się wysypałaś ze swoją mentalnością. Przypisując mi określoną intecję w "znajdywaniu partnera" napisałaś o tym, czym naprawdę Ty sama się w życiu kierujesz. Kierowaniem się kasą- także w "znajdywaniu partnera".To się nazywa- PROJEKCJA.
          A że się kierujesz tym, czym się kierujesz, to ...cóż. Smutne. Współczuję.

          > Uczucie wsparcie i lojalnosc ludzie daja sobie WZAJEMNIE i nie widze powodu dla ktorego jedno mialoby > sie wieszac na drugim skoro bozia raczki dala.

          Właśnie, dają sobie wzajem wiele rzeczy, i w różnej konfiguracji te rzeczy występują. Ciekawe, że znowu do tego zaplątała się u Ciebie...kasa.

          Sumując: masz problem, Babo- z patrzeniem na związek w perspektywie kasy. To u Ciebie wychodzi ciągle i ciągle.
        • basiastel Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 06.12.15, 20:07
          Wsiadłam kiedyś do tramwaju bez biletu i jakaś kobieta zgodziła się mi bilet odsprzedać. Ale nie miałam wyliczonych pieniędzy, a ona nie miała wydać mi reszty. Prosiłam, by mi nie wydawała, ale absolutnie nie chciała się zgodzić i zrobiła mi wykład o swoim wychowaniu i swoich niezłomnych zasadach, które jej nie pozwalały na takie zachowanie. Sytuacja stała się kłopotliwa, a nawet nieprzyjemna. I wtedy podszedł uśmiechnięty młody człowiek. Stwierdził, że on zasad nie ma i podarował mi bilet, nawet nie chcąc słyszeć o zapłacie. A ja byłam niehonorowa i ten bilet przyjęłam.
          Babo, nie byłaś przypadkiem tą panią, która niczego nie da i niczego nie weźmie?
          • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 06.12.15, 20:34
            Pani przesadziła.Wykład nie na miejscu, choć z takiej szkoły sie wywodze . Nic co jest doprowadzone do absurdu nie jest atrakcyjne i latwo to osmieszyć. Ja bym tez bilet przyjęła, potem komus w potrzebie bym oddała. Nie wiem jak sie to ma do utrzymywania niezle zarabiajacych partnerek ale pytasz to odpowiadam.
            • basiastel Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 06.12.15, 21:14
              Bo Twoje oceny są pochodną szkoły, z jakiej się wywodzisz.
              • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 07:30
                Ale Baba wywodzi się właśnei ze szkoły ... ambiwalentnej smile Jesli jest para, która dzieli się 50/50 to pan nie ma zobowiazań i pani mu "daje" darmowy seks. Jesli facet ma wiecej i wiecej daje na DOM to panią utrzymuje, chyba, ze pani mu wychowuje dzieci smile
              • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 11:21
                Ale nie oznacza to że mozna doprowadzac moje zasady do absurdu i to mi się podoba. Dowolne zasady można ośmieszyć-Twoje też.
                • basiastel Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 13:03
                  Nikt tego nie robi. To Ty oceniasz korę nieuczciwie. Przypisujesz jej skrajne pasożytnictwo i próbujesz bez żadnej potrzeby rozdzielać ludziom role w związkach.
                  Prawdopodobnie nigdy nie zaznałaś prawdziwej troski mężczyzny i kieruje Tobą paskudne uczucie na literę "z".
                  • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 13:26
                    Wiesz Basiastel - ja Babę znam dluuugo (forumowo jedynie) i widzę, że u niej kasa jest rzeczą pierwszoplanową. Wszystko, zawsze i wszędzie zwiazane jest z kasą smile Ponadto bywa jak juz pisałam ambiwalentna, a także jesli z czyms się nie zetknęła, albo czegosi nie pojmuje, to sama sobie dośpiewuje szczegóły, których nie ma smile
                    Nie odnieś wrazenia, że ja babę teraz obgaduję, bo wszystko to pisałam tu do niej wiele razy. Nie wiem, z czego wynika jej postawa. Baba pisze, że z wychowania - no owszem, ale przecież obserwujemy swiat, niejako uczymy się go, mamy mozliwosc weryfikacji naszych pogladów, nawet jesli wynikają z wychowania, czy utrwalonych stereotypow.

                    Dla Baby wszystko jest rodzajem transakcji, takze relacja oparta przeceiż na uczuciach, jak zwiazek.
                    Ciekawe jakby zareagowała na takie "zjawisko", jak dziewczyna na wózku, bez szans na odzyskanie sprawnosci, ktora na jakis czas przed slubem wprowadziła się do swego ówczesnego narzeczonego, a obecnie meza. Dziewczyna nie pracuje i nie bedzie pracowała (jej niepełnosprawnosc wynika z powaznej wady serca), nie chodzi i nie bedzie chodziła, nie sprzata, nie pierze, nie gotuje i nie bedzie tego robiła. Sama to ona sobie moze herbatę, kanapke zrobić, wziąc napój albo owoc z lodówki. Jej mąz pracuje, sprzata, pierze, pomaga żonie się umyć/ubrać, gotuje, robi zakupy. W tym zwiazku technicznie, czyli po babowemu rzecz ujmując ta dziewczyna nie daje nic, ani kasy, ani minimalnego wkładu w dom. Owszem nie daje, bo nie moze, ale to jest fakt i tak też zostanie. Dzieci też wychowywac nie bedzie, bo w jej stanie zdrowia ciąza to śmierć, a osobie tak niepełnosprawnej nikt do adopcji dziecka nie da. Zatem ten jej mąż wg baby nie ma z niej literalnie nic. Tylko, że ...on ją po prostu kocha smile
                  • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 13:47
                    Zazdrości sie wtedy gdy sie czegos pragnie a nie można tego mieć . Wielokrotnie podkreslalam że w takim układzie czułabym sie fatalnie. Twoja sprawa co się Tobie wydaje. Nie zaznałam prawdziwej troski mężczyzny-jakby miał mnie traktować jako dziewusię ktorej trzeba wszystko zapewnic to niespecjalnie mnie do takiej troski ciagnie, potrafię troszczyć się o siebie.Pasożyt to nie jest dobre słowo raczej właśnie dziewusia.
                    • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 13:59
                      O jeszcze łaniej Babo smile Moze znajdziesz jeszcza jakiś wulgaryzm.
                      Teraz, po tylu latach od ślubu moich rodziców i po ponad dwóch uświadomilaś mi, ze moj tata traktował moja mamę, jak dziewusię (ciesze się wszelako, ze innego wyrazu nie uzyłas).
                      Bo moja mama w zasadzie przeciez chłopu nie dawała nic smile Czasem go nie było w domu przez 1,5 - 2 lata! W tym czasie matka mu nie gotowała, nie prała no i nie współzyła z nim, bo i jak smile A on kase przysyłał, na utrzymanie jej i dzieci, z których zadne nie było jego, bo z tego co zarabiała moja matka i z tego co miała na nas - mnie i siostre to naprawdę mogła sobie wiesz ...smile
                      Ciesze się wszelako, że moja matka była taką "dziewusią", a nie harowała na dwóch etatach zaniedbujac nas, nie byłysmy głodne, chłodne i zaniedbane tylko kochane, tak samo jak ona smile Cieszę się, ze ojciec jej nie kazał płacic za samolot, jak do niego leciała, ani czekaj no ile? 2/3 za mieszkanie, a jak go nie było to calośc, przecież go nie ma, to nie korzysta - to niech se żona sama płaci smile
        • matylda1001 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 00:33
          baba67 napisała:

          > Skoro znalazlas sobie dobrze zarabiajacego faceta to znaczy ze wiesz dobrze gdzie sa schowane konfiturki i nie udawaj takiej idealistki<

          Babo... Jak wychodziłam za mąż to dopiero zaczynałam studia, mąż właśnie kończył. Tak zwana komuna miała się doskonale, i chyba nawet Wałęsa nie przypuszczał, że padnie tak prędko stwarzając pewne możliwości. Powiedz mi, jak w takich warunkach można przewidzieć, czy ukochany okaże się górą złota, czy raczej będzie trzeba do niego dokładać? Tak się złożyło, że mąż zawsze zarabiał dużo więcej niż ja, nawet wtedy gdy jeszcze nie miał firmy. Przez wiele lat nie tyle dlatego, że on zarabiał tak dużo, ale dlatego, że ja zarabiałam tak mało. Wiesz przecież jakie były zarobki w moim zawodzie. Poza tym pogoń za pieniędzmi nigdy nie stanowiła mojego hobby, za to praca - tak. Przez całe życie pracowałam na jednym etacie plus najwyżej 2-4 dodatkowe godziny w tygodniu - a to raczej w celu rozwoju, niż zdobywania kasy. Obecnie mąż też zarabia duuużo więcej niż ja, ale żadnemu z nas nie przyszłoby do głowy kontrolować co kupujemy i za czyje, i naprawdę nie dostaję wysypki na sumieniu, gdy wydaję dużą sumę tylko na siebie, skoro mam taką potrzebę to wydaję. Mam honor czy nie? jak to oceniasz?
          • baba67 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 11:16
            Alez ja nie pisałam o Tobie Matyldo. Nie jest tak że jeśli się szuka przyzwoicie zarabiającego gościa to sie jest materialistką nie jest sie idealistka po prostu tylko zdrowo myślącą o życiu kobietą która szuka tez mocno stapającego po ziemi partnera. Absolutnie nic złego w tym nie ma wręcz przeciwnie.
            Pracujesz całe życie, wspierasz męża który specjalnie domem i dziecmi się nie zajmował bo był zajety praca, dlaczego nie miałabys korzystać z pieniędzy które zdobył -on korzystał z Twojej pracy w domu i wciąz korzysta.To jest wspólnota na tm właśnie polega. Co to ma wspolnego z sytuacja kiedy wspolnoty nie ma , jedno wszystko finansuje a drugie odkłada sobie całe dochody na swoje własne konto nie prowadząc domu ani nie wychowując dzieci. czy dobrze bys się czuła w takim układzie?Bo ja okropnie. Nie znaczy to ze kobieta inaczej wychowana ma się zle czuć. Tylko niechze ma swiadomość że nie wszędzie będzie dobrze postrzegana.
            • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 11:29
              Babo - a kto u mnie prowadzi dom? Z ciekawosci pytamsmile Bo tyle o mnie wiesz, to moze mi powieszsmile
            • vilez Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 12:01
              > Alez ja nie pisałam o Tobie Matyldo.

              Napisałaś o mnie. Pytam- na jakiej podstawie? I czy nie czujesz, że przekroczyłaś granice- rozsądku i grzeczności?
              • kora3 Hmm Vil 07.12.15, 12:17
                Mnie nurtuje teraz coś innego, bo napisała, że ja nie prowadzę domu. I tak sobie teraz mysle, że jak to jest, ze ktoś prowadzi i ja go nie widze, mało tego, nie widzę też efektów tego prowadzenia przez tajemniczego "kogoś".
                No chyba, że Baba pod pojęciem "prowadzić dom" rozumie coś innego niż ja. Bo ja rozumiem przez to: utrzymywanie porządku, gotowanie, opieka na dziećmi/zwierzętami (jesli są), pranie, zakupy spożywcze i do domu inne itd.
                Wszystkie te czynności wykonuje obecnie cały roboczy tydzień ja, bo przecież kto inny smile
                Fakt, że tzw. grubsze sprzątanie raz na ok. 10 dni robi u nas pani wynajęta do tego, ale to są raczej czynnosci, których jak widzę wiekszosc ludzi nie wykonuje tak czesto, gdy nie ma takiej koniecznosci. Gdyby mi to przyszło robić raz na kilka miesięcy, a nie raz na 10 dni, to nie stanowiłoby to dla nas problemu, by te prace wykonac samodzielnie.
                Oczywiscie - obecne prowadzenie domu w wykonaniu w zasadzie tylko moim wyglada inaczej, niż wygladało, kiedy mój partner pracował na miejscu. Odpada mi co prawda gotowanie dwoch róznych potraw (jemu odpada gotowanie jakichkolwiek w domu), ale za to mam wiecej obowiazków, bo sama muszę dbac o porządek, sama załatwiać zakupy, sama dbac o zwierzęta,
                • vilez Re: Hmm Vil 07.12.15, 14:01
                  U nas dom prowadzi w sporej mierze...mąż. Nie dość, że więcej zarabia, to jeszcze gotuje, robi domowe zakupy, prowadzi rachunki, dba o roślinki, ogarnia balkon. Ja piorę, sprzątam i jestem od planowania.
                  Ciekawe, jak Baba to wyliczy i obliczy. I czy takie coś mieści się w jej "modelu wychowania" wink
                  • kora3 Re: Hmm Vil 07.12.15, 14:06
                    smile - Baba Ci odpuści jesli masz dzieci smile
                    U nas to wczesniej było tak ze kto ma czas to ograniał - ani ja ani mój partner nie mieliśmy pracy od do. Teraz kiedy pracuje tak daleko od domu technicznie nie ma mozliwosci, zeby się bieżacymi obowiazkmi domowymi dzielić.
                    • basiastel Re: Hmm Vil 07.12.15, 16:05
                      Mam jeszcze jedno skojarzenie z babą. Moja koleżanka ze studiów jest bardzo zasadnicza w sprawach finansowych, ale nie tylko. Jej kochanek opowiadał mi, że kiedyś, że na wakacjach jedli jajecznicę prosto z patelni. Przed podaniem koleżanka zrobiła solidną krechę przez środek, co by było po równo i nikt na nikim nie pasożytował.
                      • kora3 Re: Hmm Vil 07.12.15, 16:17
                        Ło matkosmile hehe
                        • beata_ Re: Hmm Vil 07.12.15, 16:32
                          kora3 napisała:

                          > Ło matkosmile hehe
                          >

                          No cooooo? A jeżeli facet był "żerty" i obawiała się, że nie nadąży za nim i zostanie głodna? wink
                          • kora3 Re: Hmm Vil 07.12.15, 16:55
                            hehe a może była w ciązy, jak moja siostra kiedy przed własnym męzem schowała sałatkę smile
                            • basiastel Re: Hmm Vil 07.12.15, 17:12
                              Nie ciąża i nie lęk przed głodem. Ten typ tak ma, swojego nie da.
                              • kora3 Re: Hmm Vil 07.12.15, 17:15
                                Nie, no mysle, że Beata, jako i ja żartowała smile
                              • kora3 Basiastel 07.12.15, 17:28
                                Mam taką koleżankę w rodzaju pani od Twego biletu. Otoż jakoś panicznie obawia się ona "miec długi". Nieco to dziwne, ale o tym za chwilę ...Np. kolezanka do mnie się wybiera, zahacza przy okazji o sklep i pyta, czy coś mi kupić. Mówię, że o dzięki, jesli moze to taki a taki sok. Ona sok przynosi i teraz uwaga przedstawia PARAGON smile, choc doskonale wie, że ja tego nie oczekuje! Ale to jeszcze nicsmile - jesli sok np. kosztował 4,90 zł, a ja dam 5, to oddaje 10 groszy, mimo, że wręcz nalegam, by tego nie robila. jeśli nie biore, to zostawia na stoliku, albo komodzie. Jesli aktualnie nie ma 10 groszy, to teraz znów uwaga smile zapisuje sobie w komórce "Oddać Korze 10 groszy" i przy najblizszej okazji ODDAJE powołując się na wpis.
                                Uwazam to u niej za smieszną obsesję, bo poza tym jest miła, fajna, bardzo uczunna i nieskąpa wcale smile
                      • kora3 Re: Hmm Vil 07.12.15, 16:25
                        Znałam takiego typa, który się potrafił upomnieć o 50 groszy i to nie uwierzysz, ale od swojej narzeczonej (obecnie żony) i to w towarzystwiesmile Bylismy w 3 pary w knajpie i wiadomo było, ze każda paea płaci za siebie. Za nas zapłacił moj partner, za przyjaciólke i jej męża przyjaciółka, a ta para robiła "składkę" starannie studiujac rachunek. Pan połozył odliczone przez siebie pieniadze, pani też. Pan kwotę przeliczył i zwrócił uwagę narzeczonej, że musiała źle policzyć, bo brakuje 50 groszy. Czułam się po prostu zażenowana tą sytuacją, choc poza nami nie było przy stoliku nikogo, np. kelnera
                        • kora3 :) Basiastel 07.12.15, 16:40
                          Przypomniała mi się taka historia z moją siostrą. Otóż kiedy była w ciąży miała rózne smaki i raz napaliła się strasznie na sałatke mojej roboty. Ja byłam u rodziców i tam sałatke zrobiłam, po czym wziełam jej do słoja. Moja siostra jest raczej miesozercą smile ale w ciązy tak jej smak na te sałate serowo - porową przyszedł, że szok. Jak tylko przywiozłam, to zaraz sobie sporo nałozyla i spałaszowała. Następnie rzuciła się do lodowki i zaczeła tam przestawiać goraczkowo wiktualy. Pytam się kobiety CO ONA ROBI, a ona, że kombinuje, jak UKRYĆ sałatkęsmile ŻE jak? No ukryc sałatkę (uwaga teraz) przed M. - czyli jej mezem smile Zatkało mnie normalnie smile Pytam dlaczego. Popatrzyla na mnie, jak na skrzyzowanie osła z baranem i wyjasniła, ze dlatego, że może ja zjeść. No to dobrze przecież - mówię. Na co ona, że wrecz przeciwnie, bo ONA chce calą zjesćsmile Mało się nie posmarkalam ze smiechu smile - serio. Tymczasem ona wzięła mniejszy słoik, przełozyła resztę sałatki i starannie UKRYŁA za jakimś pojemnikiem! Nadmieniam, ze nie jest to standardowe zachowanie mojej siostry. smile Za to jej maz nazajutrz mówil mi, że wstała w nocy i jadła te sałatkę smile
        • kora3 Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka 07.12.15, 07:21
          baba67 napisała:

          > Przepraszam Kore za to że żle sie wyraziłam ale sama zaczęła temat. I nie zamie
          > rzam przepraszać za moje poglądy oraz za to jak mnie wychowano.


          Babo - jakkolwiek Vil ma rację, nie oczekiwałam przeprosin, tylko raczej hmmm refleksji. Nie musimy przepraszać za swoje poglądy, ale generalnie powinniśmy ogólnie - wyrażać je grzecznie i niepejoratywnie.
          >
          > Jesli masz męża i zarabiasz i macie wspolnote majątkowa nie ma chyba takiej moż
          > liwośći żebys jego chleb jadła.Możęsz jeść jego ostrygi ale to już na kwestie h
          > onoru nie wchodzi.


          Aha - przedmiotem honoru jest tylko pieczywosmile Towary ze tak powiem z wyzszej półki - już nie smile

          Kora nie ma wspolnoty ,ma własne konto na które odkłada swoj
          > a pensje bo wszystko inne pokrywa partner.


          Masz bardzo ciekawe informacje na mój temat Babo, tak ciekawe, że nawet ja ich nie mam. smile Muszę czesciej się informowac na swój temat u Ciebie smile
          Własne, w sensie oddzielne konto Babo ma 99 proc. małzonków Babo, którzy wstąpili w wz. małzeńskie nie 40, czy 30 lat temu Babo. A to dlatego Babo, że kiedyś nie byo wymogu posiadania konta w banku, ludzie dostawali pensję "do ręki", a w banku mieli tylko lokaty, konta oszczędnościowe, albo walutowe (to ostanie z oczywistych przyczyn). Dość krótko po 89 roku posiadanie konta w banku stało się powszechne - pracowawcom przestało opłacac się zatrudniac kasjerkę i konwojentów do wypłat kasy i jej ochrony - łatwiej, prosciej, bezpieczniej i taniej było wysyłać kasę przelewem. Zwykle tak jest, ze teraz jak kobieta pracująca wychodzi za maż, to ma juz swoje konto i zwykle go nie likwiduje, podobnie jest z facetem. Czasem tworzą sobie dodatkowo jeszcze jedno wspólne, jesli chca.
          Ja mam naturalnie swoje konto i mój partner ma swoje. Oboje mamy pełny dostęp do swoich kont wzajemnie.
          Ale niezmiernie mnie zaskoczyło, że ja swoje pobory "odkładam"smile i wszystko finansuje mi partner smile a zaskoczyło, bo ...tak nie jest. Moj partnera, jak juz pisałam Ci z 10 x utrzymuje DOM, a nie MNIE. Być moze nie widzisz róznicysmile, ale ona jest. DOM to dla mnie - oplaty za mieszkanie/media itd., jedzenie do domu, zwierzaki, srodki czystosci, samochody (przeglady ubezpieczenie) itd. A JA Babo to: moje ubrania, moje buty, moje kosmetyki, mój fryzjer, moja kosmetyczka, mój telefon, moje paliwo, moje solowe (bez partnera) wyjścia (np. do kawiarni, reatsuracji, na impreze) itd. Jesli Tobie się zdaje, ze to nic nie kosztuje, to musze Cie niestety wyprowadzić z błedu hehe smile
          Jasne, gdyby mi brakło, to moge sobie wziąć z konta partnera na powyższe - dzięki Bogu przez 8 lat ponad nie zdarzyło się to.
          Mogę Cię Babo zapewnić, ze mojemu partnerowi po zabezpieczeniu DOMU oraz ogarnięciu siebie więcej zostaje miesiecznie niż mniesmile Zostawałoby mu jeszcze wiecej, gdyby nie miał kosztownego hobby, ale ma i ma do tego prawo, zeby mieć. Dzieje się tak z oczywistej przyczyny: zarabia więcej i wydaje na takie rzeczy jak fryzjer (do kosmetyczki nie lazi), czy ubrania/kosmetyki mniej niż ja.
          Jesli on MNIE utrzymuje, to ja Cie krece smile

          Zatem nie je swojego chleba utrzymuj
          > e ja partner.I nie wychowuje jego dzieci ani nie prowadzi domu co rownoważyloby
          > jakos ten fakt.


          hehe - czyli chleb za wychowanie dzieci, dobre smile


          > Skoro znalazlas sobie dobrze zarabiajacego faceta to znaczy ze wiesz dobrze gdz
          > ie sa schowane konfiturki i nie udawaj takiej idealistki.


          Widzisz Babo i to pokazuje Twój ohydny przepraszam stosunek do zwiazków i ludzi. Skąd pomysł, ze "sobie znalazła" ta Vilez i skąd pomysł, ze "szukała". Pewnie, jak kazda z nas - ZAKOCHAŁA SIĘ po prostu w tym facecie, a on w niej! Jakby była wspomniana przez Ciebie idealistką, to powinna kazac mu rozdac wszystko co ma buiednym jak św. Franciszek i klepać z num biedę, bo inaczej jest pozbawiona ideałów? Ja mam Babo ponownie wrazenie, ze jesteś ambiwalentnasmile - jak kobieta ma zaradnego meza/partnera, to "poszukała se bogatego", a jak niezaradnego, albo takiego co zawsze 50/50 to darmowy seks daje smile
          Ty faktycznie masz obsesję na punkcie tej kasy ...
    • claratrueba przecież tego nie da się ocenić... 06.12.15, 20:27
      ... w żadnym związku. No chyba, że w związku dwojga księgowych dla pasji sporządzających "bilanse domu". A i tu byłby problem z wyceną wartości niematerialnych typu "dobre słowo" dla partnera lub przytulenie kiedy smutny.
      Kto jest dla mnie utrzymanką/utrzymankiem? Osoba, która jest z kimś od niej zamożniejszy właśnie (czy tylko) z powodu tej kasy. A bez niej nie byłby to partner. Za co rewanżuje się darmowym seksem albo darmowym praniem i to za swój "wkład w związek" uważa a wkładu materialnego w ogóle nie bierze pod uwagę.
      Czyli nierzadka syt. (akurat znam i takie panie i panów) kiedy to swoje zarobki traktują jako wyłącznie swoje a zarobki partnera/małżonka to już są "nasze". Albo "nie będę pracować bo po co, skoro kasa, którą partner zarabia wystarczy na nas oboje". To jest stos. pasożytniczy do drugiej osoby. Absolutnie nie ma zastosowania do syt. kiedy jedno z pary 'siedzi w domu i zajmuje się dzieckiem lub dziećmi" bo to akurat najcięższa robota i na pewno nie jest to praca siedząca.
      Nie da się wycenić tego, co w związku robią ludzie dla siebie NAWZAJEM.
      Tylko, że o to "nawzajem" właśnie chodzi. Żeby to, co robi partner było ze zgledu wspólne dobro a nie "bo to dla mnie dobre".
      Akurat kwestia seksu jest tu kompletnie drugorzędna. To jest coś co robią ludzie bo sprawia im przyjemność a wiązanie faktu uprawiania seksu z zobowiązaniem do bycia z w życiu z kimś z kim było się w łóżku to niestety nie uwzględnia, że uczucie przemija. I chęć związania się z tą osobą też.


      • kora3 Re: przecież tego nie da się ocenić... 07.12.15, 07:54
        Wiesz Claro ... tak mi się teraz przypomniało ...Moj kolega ze studiów miał i ma dośc tradycyjne slaskie podejscie do tematu związku. Nie jest to podejscie z mojej bajki, ale nic mi do tego, bo przeciez nie ze mną tworzy zwiazek. Ozenił się tuz po obronie, z dziewczyną jeszcze studiującą. Obije marzyli o duzej rodzinie i co naturalne planowali od poczatku, że pani pracowała nie będzie. Pani skończyła studia, ale w ich koncówce zaszła w ciąże. Urodził się synek - zdrowy, megaradość. Mój kolega szybko awansował w pracy, zarabiał lepiej coraz, wiazało się to z wyjazdami, ale niech tam... Zaczeli budowę domu ...Synek miał trzy lata, gdy prawie budowa była juz na ukończeniu, a pani zaszła w kolejną ciąże. Radość, plany i ...pani ze szpitala przyszła już do nowego pięknego domu z dzieckiem, niestety poważnie chorym. Lekarze nadziei na czesciowe wyzdrowienie nie przekreślali: operacje, rehabilitacja i bedzie lepiej, ale okazało się, że choroba ma podłoze genetyczne, więc nie zalecali, by się dalej rozmnażac, bo moze być róznie. Gość zasuwał heszcze wiecej na utrzymanie domu i dwojki już dzieci. Zona nie pracowała zawodowo, ale naprawdę miała w cholerę roboty - jeden przedszkolak, drugie niewolę chore, do ogarniecia cały dom, spory. Mineło kilka lat. Przedszkolak poszedł do szkoły, chora córeczka przeszła 2 operacje, była rehabilitowana , było lepiej, ale dla panstwa nic się nie zmieniło - pan zasuwał w pracy, pani w domu.
        Kilka lat temu, gdy pierwszy syn już był nastolatkiem, a córeczka młodszym, ale już zdrowym pani zapragnela iśc do pracy smile
        Jakiejkolwiek dodam smile Kolega szok - po jakie licho? Mają na wzystko co potrzeba, wszak PO TO on pracuje, a ilez ta zona zarobi - bez doswiadczenia - grosze, na przejazdy pewnie więcej wyda. Ale tu nie o pieniadze szło - tlumaczyłam mu: człowieku ty zasuwałeś cięzko, ja to wiem, ale między ludźmi, we świecie bywaleś, a ona co? Była uziemiona w domu tyle lat! Dajże jej pozyc, niechże wyjdzie z tego domu, pieknego i zadbanego, ale przecież ograniczającego przestrzeń, gdy nie możesz wyjśc, a potem nie masz gdzie. No doobra ...ale tak by dzieci na tym nie ucierpiały ...
        Moja kolezanka z podstawowki prowadzi taka fundację pomomy rodzicom dzieci chorych, niepełnosprawnych. Napisałam do nuej, czy by nie zwieła na pare godzin tygodniowo babki bez doswiadczenai w takiej pracy, ale z doswiadczeniem z chorym dzieckiem. Wzięła smile Do dzis z ta fundacją zona kolegi współpracuje ...

        Wg Baby ta pani pewnie pasożytem nie była, nie pracowała bo tak sie z mezem umówili, bo mieli chore dziecko. No, ale potem zaczeła pracowac to chyba powinna się hehe dokładac smile
        • claratrueba Re: przecież tego nie da się ocenić... 07.12.15, 10:24
          Koro, problem kasy w związku to istnieje tylko wtedy gdy 1. kasy nie ma, 2. jest "mojość" i "twojośc" 3. obie te kwestie.
          To jest to:" Boże jak umrę zginę to nie pozwól moje starej sprzedać tych felg i innego speju za tyle ile powiedziałem, że kupiłem" i "nie powiem mojemu staremu ile ta sukienka kosztowała". I generalnie rywalizacja ile kto "z tego związku wyciągnie dla siebie".
          I obawiam się, że takie właśnie podejście powoduje, że młodym osobom trudno w związek wejść. Bo znają takie związki i swoich rodziców i swoich znajomych.
          I tylko wtedy jest, abstrakcyjna dla mnie, kwestia "dokładania się". Abstrakcyjna, bo przez to, że mój stary przelewa pieniądze na konto "nasze" do którego nie zna hasła, z konta "naszego" do kŧorego ja nie znam hasła bo to "nasze", do którego znam hasło służy głownie opłatom domowym, samochodowym, zakupom internetowym, to znaczy, że on dokłada do mnie? A jak ja kupuję rzeczy do wspólnego użytku, jedzenie czy pralkę do dokładam do niego? A jak on kupi sobie marynarkę to to jest jakieś "wykroczenie przeciwko wspólności" i powinien mnie pytać o łaskawą zgodę a ja o łaskawą zgodę na żakiet? Przecież to jest chore i tak nie da się żyć!To, że są potrzeby wspólne nie oznacza, że każdy nie ma własnych. I rozliczanie z tego, ile kto wydał na swoje a ile na wspólne to jest jakiś koszmar.
          I podobnie, traktowanie pracy tego drugiego albo swojej w związku tylko jako czegoś związanego z pieniędzmi.
          ta pani z Twojego przykładu chciała podjąć pracę z potrzeby pracy, nie z konieczności "dokładania się" . Niektórzy tak mają. Ja też. Choć, oczywiście, obiektywnie matematycznie jak dwie osoby pracują za pieniądze to tych pieniędzy jest więcej, a to raczej nie szkodzi, a czasem nawet się przydaje. I nierozumienie czyjejś potrzeby pracy bo ma się tradycyjną wizję domu jest egoizmem. Nawet jeśli to egoizm, za którym idzie wola utrzymywania tej drugiej osoby. Podobnie, egoizmem jest oczekiwanie, że ktoś weźmie pracę za większe pieniądze ale taką, która mu nie odpowiada, tylko to po byśmy mieli więcej. To jest traktowanie drugiej strony jak "zarobasa" a nie partnera.
          Ale to są problemy, które wynikają albo z faktycznego niedoboru pieniędzy albo z wygórowanych ambicji materialnych.
          • kora3 Re: przecież tego nie da się ocenić... 07.12.15, 10:48
            Claro - zgadzam się w 100 proc. smile
      • baba67 Re: przecież tego nie da się ocenić... 07.12.15, 11:27
        Dla mnie termin jest bardziej zwiazany z mentalnościa niz praktyką choć praktyczny jest element nie posiadania żródeł dochodu . Utrzymanek lub utrzymanka maja sposób na życie polegający na żerowaniu na kimś.Bez żeru nie ma relacji Nie odnosi się do osób które nie mogą pracować z powodu sytuacji zdrowotnej lub rynkowej (bezrobocie).
        • kora3 :) 07.12.15, 11:36
          I twoim zdaniem Babo ja mam taką mentalność? No szczególnie to widac po moim eksmałżeństwie, nieprawdaż? po moim byłym zwiazku, takze poniekąd. A mogłabyś mi przybliżyć skad masz wiedzę, że gdyby mój facet nie utrzymywał DOMU (bo MNIE wbrew temu, co usilujesz wmówic nie utrzymuje), to nie byłoby relacji? Tak Ci powiedzial, ze tak czuje? Dawno się znacie?
          • claratrueba Re: :) 07.12.15, 13:24
            Koro, pytanie nie do mnie ale myślę, że zawsze jest problem z oceną "związku nietypowego" kiedy próbuje się to zrobić poprzez analogie do jakiejś typowości.
            Najlepiej nie oceniać, bo i po co.
            Podejrzewam, że Twój obecny związek przypomina związek pary, którą znam. Który ja uważam za fajną relację ludzi, z których każde ma w nim to, co chce. A jak któremuś się odechce, to jest wolny z dnia na dzień. I dokładnie o to obojgu chodzi. Oboje są ludźmi bardzo niezależnymi, oboje mają związkowstręt uzasadniony. Pani mieszka u pana, bo on ma dom. Pan żadnej kasy od niej nie chce bo ta stówa za wodę, prąd i śmieci, którą dodatkowa osoba wygeneruje to nie jest dla niego suma znacząca. A inne opłaty to są takie same czy sam by mieszkał czy z kimś. A ponieważ żadnego "wspólnego majątku" nie planują każde ma w nosie, co drugie swoja kasą robi. "Po pół" płacą za wspólne wakacje, w czym pani pomaga fakt, że jej mieszkanie jest wynajęte.
            Oczywiście, są osoby, które "poczuwają się do oceniania". A właściwie sa to tylko kobiety, i dzielą się na te, które uważają "że świetnie się urządziła" (dom jest duży i fajny) i na te, które uważają, że "biedna, bo on ją zostawi" (jak te, które chciały małżeństwa).
            A ja po prostu widzę ludzi, którzy trafili na swój odpowiednik płci przeciwnej. Nie każdy potrzebuje związku zgodnego z jakimś "wzorcem ogólnym".
            I nikomu nic do tego.
            • kora3 Re: :) 07.12.15, 13:40
              Hmm no mój zwiazek wyglada nieco inaczej. Fakt - nie mamy zobowiąań w postaci dzieci o kredytu (dla mnie to sa realne zobowiązania - wzw. wolnym, jak i formalnym). W mieszkaniu mieszkamy moim, ale kupione mi zostało przez partnera. To znaczy - jestem wg aktu notarialnego właścicielką, tylko ja. Po tym, jak razem zamieszkaliśmy podarował mi też dwie nieruchomości ze swego majątku. Jestem dysponentką jego polis na życie - jednej w całości, drugiej - w części. On jest w czesci dysponentem mojej polisy, jednej, bo tylko jedna mam smile Każde z nas jest włascielem mieszkania swego i tylko swego, w innych miastach. Ja swoje wynajmuje, mój partner aktualnie swego nie. Oboje mamy pełny dostep do naszych kont bankowych oraz lokat. Samochód kazde ma swój. Wg Baby mój partner mnie utrzymuje, wg nas on utrzymuje nasz DOM. W sensie - opłaty, jedzenie, grubsze sprzęty (typu meble), zwierzaki itd. Natomiast ja swoje ubrania, buty, kosmetyki, fryzjera kupuja sobie za swoja kasę, ze swojej też finansuję solowe wyjścia na imprezy, czy też wyjazdy solowe, tyle ze te ostatnie to nie sa wczasy czy wycieczki, tylko na ogół wyjazdy związane z zawodem, no i także wyjazdy w rodzinne strony bez niego - w sensie paliwo, czy prezenty dla rodziny TYLKO ode mnie. Ale to oczywiste wg mnie.
              Nie prosiłam swego partnera o żaden cenny prezent (mieszkanie, czy te działki), nie prosiłam o dostep do konta, nie prosiłam o to, by w calosci pokrywał koszty mieszkania. To była jego inicjatywa.
    • sid.le.niwiec Re: "darmowy seks" vs. "utrzymanka" 10.12.15, 18:02
      > seks, darmowy czy nie zawsze "ma" facet. Brzmi to tak, jakby kobieta seksu nie
      > potrzebowała, albo i był jej nawet niemiły, ale stanowił swoistą walute.

      Niestety, tego typu podejście ma całkiem sporo kobiet.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka