straw-berry
10.12.15, 09:42
Jakiś czas temu założyłam na form wątek o tym jak to rodzice faceta mnie "tykają" sami oczekując "panowania". Forumowicze odpisywali, że jestem drętwa, roszczeniowa, kij połknęłam i że taka synowa to największe zło.
A teraz dalszy ciąg tej historii.
Zostaliśmy z narzeczonym (teraz już byłym) zaproszeni na imprezę rodzinną, na której byli również sąsiedzi. Zostałam im przedstawiona "to jest dziewczyna naszego syna" - mnie nikogo nie przedstawiono. Wódka się leje, toczy się rozmowa, wraz jeden z tych sąsiadów - robotnik w średnim wieku - odezwał się do mnie słowami "czy ty cośtam..." Zapytałam kiedy przeszliśmy na "ty"? Facet rechocząc głupkowato: "ty jesteś przecież dziewczyną X", na to ja "że dziewczyny to _ty_ możesz spotkać w gimnazjum i proszę grzeczniej. Na to jaśnie pan robotnik się zapienił, że nie będzie "jakaśtam go tykała i dalej coś o niewychowanych dziewuchach". Powiedziałam tylko "telefon mi dzwoni" i zmyłam się po angielsku.
Chociaż to zbędne dodam, że nie jestem żadną dziewuchą (dziewuchom również szacunek się należy) tylko kobietą 30+ z własnym mieszkaniem, karierą, o statusie społecznym wyższym, niż tych wiejskich robotników bez matury. Mój były już narzeczony także daleko od nich odpłynął, jednak i w jego przypadku aktualne okazało się porzekadło "chłop ze wsi wyjdzie, wieś z chłopa nigdy".
Dykteryjka ku przestrodze dla tych, którzy obronę swoich granic i egzekwowanie szacunku, mają za fanaberie nadętych lalek. Kiedy raz pozwolicie naruszyć te granice to spodziewajcie się lawiny.
forum.gazeta.pl/forum/w,10226,158246308,158246308,ja_do_nich_pan_pani_oni_do_mnie_ty_.html