kora3
02.04.16, 13:18
Wiele razy na tym forum spieraliśmy się co to tak naprawdę znaczy "znajomy" - w sensie określania jakiejś osoby, swojego stopnia relacji z nią.
No właśnie - mój kolega po fachu został oskarżony prywatnym aktem oskarżenia. Całkowicie absurdalnie dodam, no, ale akt wpłynął, sąd rozpatrywać musi. Na rozprawie pojednawczej sąd postanowił o umorzeniu sprawy, gdyż nie dopatrzył się (słusznie zresztą) znamion popełnienia przez kolegę występków mu zarzucanych.
I tu zareagował oskarżyciel prywatny, który zaczął krzyczeć, ze sąd tak postanawia, bo sa z oskarżonym znajomymi - znaczy sędzia i kolega. Pomijając niedopuszczalne zachowanie w sadzie oskarżyciela oraz pomówienie sądu o stronniczość ...
Czy Waszym zdaniem grzecznie jest w takich sytuacjach (poza salą sądowa) sugerować stronniczość, czy też nepotyzm powołując się na rzekomą "znajomość" stron, przedstawicieli instytucji itd. ?
No i jeszcze jak widzicie tego "znajomego" ? W tej sprawie wygląda to tak, że kolega i sedzia chodzili do tego samego liceum. Kiedy sędzia był w klasie IV, kolega był w I. Owszem, obaj pewnie się wzajemnie kojarzą z twarzy i nazwisk (bo w końcu obaj są osobami lokalnie jakoś tam znanymi), ale żadnych kontaktów prywatnych nie utrzymywali i nie utrzymują.
Dodam, że w przypadku niektórych zawodów i funkcji, w zasadzie z widzenia zna się pól miasta, szczególnie gdy miasto nie jest jakies wielkie i gdy się z niego jak mój kolega i sedzia - pochodzi.
Mój prawnik jest zdania, ze owszem, sędzia powinien się wyłaczyc z orzekania w takiej sprawie, ale tylko wówczas, gdy bylby autentycznym znajomym kolegi - w sensie utrzymywania jakichś relacji prywatnych. W sytuacji, gdy panowie skończylito samo liceum, pochodzą z tego samego miasta i pewnie kojarzą swe twarze i nazwiska - nie, bo z takich przyczyn w zasadzie w wielu sprawach sad musiałby się wylaczac.
A wy jak sądzicie?