Dodaj do ulubionych

Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ?

22.04.16, 20:03
Gratulować , (chyba już byłym wieloletnim) znajomym zawarcia związku małżeńskiego ?
Ja twierdzę, że nie , mąż ma inne zdanie... smile
Wiedzieliśmy o zamiarach pary od innych znajomych. Wiedzieliśmy też, że szykują kameralne przyjecie i z pewnością uszanowalibyśmy to, że nie ma nas w gronie gości weselnych. Podczas b. częstych odwiedzin u nas nie wspomnieli ani słowem ...no coś próbował kolega, ale został spacyfikowany kopniakiem pod stołem, przez przyszłą pannę młodą ;p No ale żeby, nie zaprosić na ślub do USC ? Tego nie mogę zrozumieć...
Cóż trzeba stanowczo zweryfikować swoje znajomości i czas na asertywność w stosunku do ich częstych, niezapowiedzianych wizytsmile Ech ludzie są dziwni ... Co wy na to? Byliście w takiej sytuacji ?
ps. Był już upatrzony prezent dla nich... smile
Obserwuj wątek
    • the_kami Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 22.04.16, 20:20
      Yyyyy... a czemu mieli obowiązek zaprosić na ślub do USC?
      Bez najmniejszego problemu jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której - z jakichś przyczyn - para bierze ślub TYLKO ze świadkami, bez gości...
      • horpyna4 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 22.04.16, 20:43
        Nie ma takiego obowiązku. Jak ktoś chce wziąć tzw. cichy ślub, to należy uszanować jego wybór.

        I nie ma znaczenia, czy ślub odbywa się w USC, czy w kościele. W obu tych miejscach poza osobą udzielającą ślubu (urzędnik lub ksiądz) wymagana jest tylko obecność dwóch świadków.

        Jeżeli ktoś wziął właśnie taki cichy ślub, to można mu pogratulować tylko wtedy, jeżeli sam o tym powie. Nie należy wciskać się z gratulacjami po informacji wyłącznie od osób trzecich.
    • vi_san Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 22.04.16, 20:33
      Obrażać się nie ma powodów. Gratulować też. Wszak "oficjalnie" nic nie wiecie o zmianie stanu cywilnego...
      Natomiast zdecydowanie [nie z tego powodu, a dla własnego komfortu!] ukrócić zwyczaj niezapowiedzianych wizyt.
    • genny1 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 22.04.16, 20:56
      Zrozumiałam, że nie był to cichy ślub, byli inni goście, tylko Was nie zaproszono. Jeśli tak, to trudno tu chyba mówić o nietakcie, ale o dalszej bliskiej znajomości też chyba nie
    • alabard Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 22.04.16, 21:33
      lati7 napisał(a):

      > Gratulować , (chyba już byłym wieloletnim) znajomym zawarcia związku małżeńskie
      > go ?
      > Ja twierdzę, że nie , mąż ma inne zdanie... smile

      I mąż ma rację.

      • salsa.lover Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 23.04.16, 13:01
        Jeśli nowożeńcy Was nie poinformowali o ślubie to uważam, że nie gratulować.

        Na uroczystość nie mieli obowiązku zapraszać, no ale skoro zaprosili innych a Was nie, to dla Was chyba jest to jakiś sygnał o tym, jak traktują Waszą relację. Skoro inni znajomi o ślubie wiedzą a Wy nie? Dla mnie to w ogóle jakieś dziwne trzymanie takiej wiadomości w sekrecie.
        • alabard Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 23.04.16, 13:40
          Przeczytałem twoją opinię.
          Podtrzymuję moje zdanie - małżeństwa należy pogratulować.

          Mąż bohaterki tego wątku ma rację.
          • alabard Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 23.04.16, 13:41
            nie twoją - lecz swoją przepraszam za taki błąd
          • salsa.lover Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 24.04.16, 00:55
            alabard napisał:

            > Przeczytałem twoją opinię.
            > Podtrzymuję moje zdanie - małżeństwa należy pogratulować.
            >
            > Mąż bohaterki tego wątku ma rację.


            Ale przecież oficjalnie oni o ślubie nie wiedzą, bo znajomi się z tym kryją...
            • alabard Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 24.04.16, 10:02
              Toteż gratulacje powinny być...
              Dyskretne?
    • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 23.04.16, 14:41
      Zdecydowanie czas na asertywnośc wobec częstych niezapowiedzianych wizyt ludzi dla których nie jesteście na tyle ważni żeby Was poinformować o tak istotnym wydarzeniu w ich życiu. No bo brak zaproszenia na wesele -zrozumiały, brak zaproszenia na ślub ? dziwny ale skoro inni znajomi tez nie zostali zaproszeni to takie dziwactwo można jakoś przełknąć bo ślub nie był początkiem wspólnego życia jak mniemam tylko pewną formalnością. Brak informacji jednakowoż jest znamienny zdecydowanie żle świadczący o tych ludziach i ich stosunku do Was. ja bym sobie te znajomośc odpuściła bo nie lubię niezapowiedzianych gości ani braku równowagi w relacjach.
    • vilez Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 23.04.16, 15:48
      Dlaczego mieliby Was zapraszam na ślub? Nawet bliskich znajomych nie muszą zapraszać. Albo zapraszać jednych, a nie zapraszać drugich. Z różnych względów. Nie należy tego moim zdaniem odbierać jako nietaktu albo dzielenia znajomych na lepszych i gorszych.

      Pogratulować i tyle. I się przestać burmuszyć i dopowiadać bógwico.
      • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 23.04.16, 17:38
        Tu nie chodzi o zapraszanie tylko o INFORMACJE o ślubie. Nie wiemy w sumie kogo na śłub zaprosili ale inni znajomi wiedzieli i slubie i przygotowaniach a ludzie u którch para często bywała z niezapowiedzianymi wizytami o slubie nie została powiadomiona. Bynajmniej nie przez przeoczenie.Ciekawe jak byś potraktowała serdeczna niby przyjaciółkę która by nie poinformowała Cie o swoich zaręczynach a wszystkie inne koleżanki tak?
        • vilez Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 24.04.16, 08:49
          Chyba jednak chodzi o zapraszanie, Babo:
          > No ale żeby, nie zaprosić na ślub do USC ?

          Powiadomienie o ślubie to dla mnie ma sens, jeśli się kogoś nie zaprasza, a ślub już się odbył. "Powiadamiamy Państwa, że tydzień temu wzięliśmy ślub...". No bo chyba nie udają przed nią, że nie są po ślubie?

          > Ciekawe jak byś potraktowała serdeczna niby przyjaciółkę która by nie poinformowała Cie o swoich zaręczynach a wszystkie inne koleżanki tak?

          To zależy, czy chodzi o zaproszenie czy powiadomienie. Brak zaproszenia potraktowałabym normalnie. Brak powiadomienia, że wzięli ślub chyba bym przyjęła z lekką zadumą wink
          • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 24.04.16, 13:45
            Toteż własnie post jest o tej zadumie...
          • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 24.04.16, 13:49
            No i włąśnie tak zrozumiałam, że oni udają że zadnego takiego faktu nie było. To dlatego Wątkodawczyni nie wie czy gratulować czy nie.
            • vilez Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 24.04.16, 15:42
              aaa...ok. No to dziwne, faktycznie. Chyba bym jakoś nawiązała - dla własnego komfortu - coś w rodzaju: "doszły mnie słuchy, że jesteście po ślubie..." i czekałabym na potwierdzenie. I potem wedle tego, co powiedzą.
        • yoma Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 24.04.16, 16:53
          > jak byś potraktowała serdeczna niby przyjaciółkę która by nie poinformowała Cie o swoich zaręczynach a wszystkie inne koleżanki tak?

          Widocznie młodzi się bali, że z wszystkich poinformowanych znajomych jedynie Lati7 obrazi się z powodu braku zaproszenia.
          • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 14:41
            To co szkodzilo tuz po slubie powiedzieć o nim na zasadzie "AAAA zaskoczyliśmy was?"
            • azm2 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 15:35
              Widocznie jesteście traktowani na zasadzie "nimi nie musimy się przejmować, bo i tak robimy na nich dobre wrażenie i zawsze można do nich wpaść, nawet bez uprzedzenia". Tak przypuszczam, mogę się mylić.

              A naprawdę z jakiego powodu naprawdę akurat was nie zaprosili na ślub ani nawet jeszcze nie poinformowali, to już pytaj ich.
    • azm2 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 23.04.16, 22:47
      ''...i czas na asertywność w stosunku do ich częstych, niezapowiedzianych wizyt"

      Właśnie. Przy najbliższej takiej okazji otworzyć drzwi, spojrzeć ze zdziwieniem i poinformować na przykład: "Oooo, to wy???? Jaka szkoda, bo my za 10 minut wychodzimy do znajomych, a jeszcze musimy się przygotować. Przepraszam, ale nie możemy was przyjąć. Dlaczego nie daliście znać, że jedziecie do nas? Zapraszamy na kiedy indziej, ale najpierw zadzwońcie, to się umówimy, OK?"
      • minniemouse Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 24.04.16, 02:07
        Mysle ze trzymanie zawarcia zwiazku w tajemnicy tym przypadku bierze sie z nieznajomosci zasad slubnego/weselnego SV.
        co naturalnie prowadzi do dalszych gaf i to z obu stron.

        Para ktora sie pobiera a z roznych powodow nie zamierza wyprawiac wesela na 150 osob nie wie jak sie zachowac w stosunku do znajomych ktorych nie zaprosila, bo pewnie czuje sie przez to glupio, wiec milczy.
        A powinna wyslac po fakcie jak najszybciej uprzejme zawiadomienia w stylu "z radoscia zawiadamiamy o zawarciu ..." itd. taka jest etykieta.

        Nie da sie ukryc ze o slubie kazdy juz wie droga pantoflowa.
        i doprawdy nie rozumiem jaki sens ma udawanie ze sie nie wie o oficjalnym przeciez bo u rz e d o w y m zwiazku? ani ukrywanie go?
        Para przeciez musi swoj status w legalnych dokumentach podawac, nie rozumiem wiec tego tajniaczenia sie.
        Nie wiem czy ukrywa sie do tego stopnia ze zdejmuje obraczki czy nie, jesli nie to przeciez tego jakze widocznego symbolu tez nie da sie ukryc?
        dla mnie to tak jakby ktos cale zycie brunet przefarbowal sie na blond, i zaklinal "tylko nie mow Ewie" ktora przeciez moze go w kazdej chwili spotkac na ulicy.. uncertain

        zaproszeni goscie doskonale moga w stosownym momencie serdecznie pogratulowac mlodej parze
        mowiac "wlasnie nam ptaszki wycwierkaly ekscytujaca nowine, gratulujemy, gratulujemy, zyczymy udanej nowej drogi zycia" cmok cmok
        i sprawa elegancko rozladowana. oczywscie ani mru mru dlaczego nic dotad nie mowili, a wszelkie usprawiedliwienia zbywalabym alez nic nie szkodzi, rozumiem, rozumiem i zmienila temat jak sie udalo wesele, co planujecie na podroz poslubna itd.

        Minnie
    • malwa51 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 25.04.16, 00:58
      Szczerze mowiac, nie bardzo rozumiem (ale to moja osobista opinia) problemu. A to dlatego, ze nie wiem, co konkretnie w relacji ze znajomymi - rozumiem, ze niezbyt bliskimi - daje mi wiedza (lub jej brak) o ich slubie - bez wzgledu, czy o nim wiedzialam przed faktem i czy mnie nan zaproszono, czy tylko poinformowano (lub nie) po fakcie.
      Z tego tez powodu nie dopytywalabym sie i nie gratulowala, wybiegajac przed szereg.
    • claratrueba Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 25.04.16, 05:47
      W kwestii ślubu- to Wy uważacie to za ważne wydarzenie a dla całkiem wielu osób jest to obecnie sformalizowanie związku dla świętego spokoju czyli uproszczenia kwestii związanych z majątkiem albo załapanie się na program Mieszkanie dla Młodych. I najchętniej wzięliby go w dżinsach i swetrze ale nie chcą urazić rodziców, rodzeństwa, dziadków więc jakąś tam małą uroczystość organizują dla tych najbliższych. Którymi Wy nie jesteście.
      Dla samych nowożeńców jest to nudna formalność "do odpękania" i i ich prawo nie robić z tego towarzyskiej okazji.
      Czy gratulować dokonania nudnej formalności? Jakoś przy okazji może, bez prezentu i nadawania ważności.
      Natomiast w kwestii niezapowiedzianych wizyt. Nie są dowodem bliskości waszych relacji a uznania Was za ludzi, którym takie wizyty pasują. Bo są ludzie, którym pasują. Ze strony bliskich i niebliskich po prostu bardzo lubią jak ktoś wpadnie. Bez zapowiedzi- tym lepiej - niespodzianka miła. Mam takich znajomych "niebliskich" i fakt, że do nich nie wpadam przy okazji bycia przejazdem uważają za bezsensowne certolenie się.
      Ludzie, którym niezapowiedziane wizyty nie odpowiadają po prostu to mówią.
      I z reguły nikt się nie obraża, a jeśli ktoś się obraża to znaczy, że nie potrafi uszanować czyjeś prywatności i nie widzę sensu utrzymywać kontaktów, w których brak szacunku.
      To jest kwestia pewnego sygnału- s-v wyklucza niezapowiedziane wizyty ale jeśli gospodarze demonstrują, że im takie wizyty odpowiadają to gość może przyjąć, że gospodarze nie hołdują przyjętym regułom a preferują luz domu otwartego.
    • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... ? 25.04.16, 07:35
      Moim zdaniem należy tu rozgraniczyć dwie rzeczy - czeste i niezapowiedziane wizyty i ów ślub.
      Z tego co napisałaś nie zostaliście jakoś "wyróżnieni" brakiem informacji o slubie, a zwyczajnie ci ludzie nie robili z tego slubu - hallo. Jak napisała chyba Clara - nie każdy owo "hallo" robi - dla niektórych ludzi slub to formalnośc, którą muszą z dowolnej przyczyny "odbębnić" i wcale ich to nie kreci, nie wzrusza itd. smile i dlatego nie chcą z tej sprawy czynic rozgłosu.
      Skoro nie chcą, wypada uszanować i na ten temat nie wspominać, także dowiedziawszy się z drugiej reki.

      Co do tych wizyt - znajomi tak czynia najpewniej przekonani, ze Wam to odpowiada. Jeśli nie odpowiada - to zwyczajnie to powiedzcie. - Ooooooo Kasia i Karol. No przykro nam, wlasnie wyjeżdżamy do teściów, idziemy do kina, na zakupy, na piknik, do znajomych itd. Przykro nam, ale nie uprzedziliście, ze się do nas wybieracie ...
      • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 11:30
        Jesli ktos mnie CZĘSTO odwiedza (to juz obojetnie zapowiedziany czy nie) jest to a wlaściwie powinno byc jakims wskażnikiem relacji.Nie ma potrzeby zapraszania nawet na ślub jeśli to jest formalnośc z obiadem dla rodziny. Wypada jednak poinformowac . Sąsiadka której mówię dziendobry w windzie nie musi mnie informowac o tym że wychodzi za mąż, sasiadka wpadająca co kilka dni na kawkę i ploteczki dziwne by była gdyby nie powiedziała.
        • majaa Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 12:16
          Mam takie samo zdanie, Babo. Na miejscu autorki nie miałabym więc absolutnie pretensji o brak zaproszenia, brak jakiejkolwiek informacji natomiast dość niemile by mnie zdziwił.
          • claratrueba Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 14:02
            Babo, Maju
            mam pytanie i nie chodzi o żadną prowokację, autentycznie jestem ciekawa: dlaczego byłoby Wam nieprzyjemnie, że znajomi nie poinformowali o ślubie?
            Pytam, bo o takich ślubach paru moich znajomych w sumie dość bliskich, w tym dwóch dla czystej formalności, dowiedziałam się długo po fakcie, całkiem przypadkiem i nie dotknęło mnie to wcale. Bo imprezy miały czysto rodzinny charakter a mnie przecież ich zmiana stanu cywilnego kompletnie nie dotyczy.
            Przy czym jeden z tych ślubów wzbudził podobną dyskusję bo ludzie, którzy go zawarli są naszymi wieloletnimi przyjaciółmi ale dla mnie wcale to nie oznacza, że mam uczestniczyć w imprezie dla krewnych pierwszego stopnia, którą nie jestem i nawet tych krewnych nie znam.
            Natomiast nie wiem czy zwróciłyście uwagę na to "kopnięcie na wzmiankę" i na "prezent już wybrany". To mi przypomina syt. kiedy to wygadała się świadkowa ślubu, który miał być "cichy" bo zawierany dla świętego spokoju z ZUS-em a był pełen gości- kolegów i koleżanek, którzy sobie wymyślili, że "nowożeńcy się ucieszą". Tylko, że tak nie było a relacje z osobami, które im się wprosiły stały się trudne. Może i ci ludzie chcieli uniknąć podobnej syt.?
            • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 14:34
              Odpowiedz jest prosta-bo poinformowali innych znajomych a mnie nie.Gdyby po prostu załatwili sprawe po cichu nikogo procz rodziny nie informowali tez nie czułabym się dotknieta.Wszyscy wiedzieli a do mnie , często odwiedzanej starej znajomej buzka na kłodkę i to bynajmniej nie przez przeoczenie. Mam paskudna alergie na brak balansu w stosunkach międzyludzkich. I wcale nie chodzi o zaproszenie bo innych znajomych tez nie zapraszali tylko właśnie to "specjalne" traktowanie.
            • lati7 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 15:53
              No nie ukrywam iż pomijając s-v i inne "takie" zrobiło mi się zwyczajnie przykro sad
              Owszem , mieli prawo nic nam mówić... Na ślubie były dwie znajome pary , świadkową była nasza wspólna koleżanka i brat pana młodego smile Wesele na ok 45 osób.
              Nie "czepiałabym się" , gdyby opisana para nowożeńców nie zwierzała się nam z niczego, a wypite kawki i grille, alkohol oraz częste wizyty ich nie wiązałyby się ze zwierzaniem się z rożnych problemów , wpadaniem do nas niezapowiedzianie z butelką wina aby opić zakup samochodu, czy kupno mieszkania smile U nas... Roszczenie sobie prawa do przerywania nam prac remontowych na które specjalnie zrobiliśmy sobie urlop... ( bo wg nich DG) , to można robić co się chce i ma się mnóstwo czasu... (Nie przeszkadzając sobie , dalej kontynuowaliśmy malowanie) , znajomi zabawili u nas prawie 3 godziny .. ;p Z asertywnością nie mam problemów, bo już wcześniej "podobnych" przerabialiśmy.
              Ktoś z was napisał o podroży poślubnej opisywanej pary. Żartobliwie i ze śmiechem skwitowaliśmy z M sprawę , ponieważ przyszło nam do głowy że oni najchętniej scedzili by tą podróż u nas w ogrodzie z serwisem w naszym domu...
              Owszem, pojawili się w weekend.."Bo tak sobie pomyśleli, że tak sobie zajadą do nas..." Pracowałam w ogrodzie , sezon porozpoczyna się na dobre i dużo pracy.Pies wypuszczony z kojca , aby "wylatał się" Szkoda było mi go zamykać znowu smile Więc podeszłam do furtki, nie otwierając w rękawiczkach ogrodowych z pazurkami na chwasty smile Pierwszym pleceniem panny młodej było to abym zamknęła psa, zanim oni wejdą , bo zostanie pobrudzona... Zaznaczę że nie zostali zaproszeni, ani nie uchyliłam furtki .Odpowiedziałam , że nie zamknę psa , bo dopiero co został wypuszczony , a ja jak widać mam pracę , którą muszę skończyć przed zachodem słońca... Chyba dalej nie zrozumieli do końca ..kolega zaczął z innej beczki , próbując wywołać mojego męża. Mąż zajęty był pracą przy kompie , kosztorysowaniem. zgodnie z prawdą poinformowałam go, że mąż nie ma czasu i ma prace na przedwczoraj, oraz że mogli wcześniej zadzwonić , to dowiedzieliby się że nie dysponujemy wolnym czasem. Zresztą czas zimowej laby skończył się i teraz będziemy mocno zajęci przez najbliższe tygodnie.. smile Zrobili okrągłe oczy ( jak ich obrączki, których nie dało się nie zauważyć ). Bąknęli pod nosem cześć i stwierdzili , że pojadą do Krzyska i Sylwii... I wiecie co? Już mnie nie interesuje czy przyjechali do nas opić swój ślub , czy nie , bo swoje rocznice i wesela opija się u siebie a nie w gościach , których nawet sie nie poinformowało o tak radosnej nowinie. Zwierzanie z kłopotów i oczekiwanie pomocy to tak , podzielenie się radosną nowiną , już nie.
              Odebrałam to jako fałsz i tyle...
              • minniemouse Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 21:37
                Cos cie to jakos wyjatkowo ubodlo Lati ze nie poinformowali was o slubie..
                az do tego stopnia ze wyrzucilas ich z ogrodka smile

                obawiam sie ze sprawa wybiega poza zwykle zasady SV..

                Minnie
                • lati7 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 21:58
                  minniemouse napisała:

                  > Cos cie to jakos wyjatkowo ubodlo Lati ze nie poinformowali was o slubie..
                  > az do tego stopnia ze wyrzucilas ich z ogrodka smile
                  >
                  > obawiam sie ze sprawa wybiega poza zwykle zasady SV..
                  >

                  Cóż Minnie, nie lubię fałszywych ludzi, nie lubię też niezapowiedzianych wizyt. Tak już mam...
                  Nie wyrzuciłam ich z ogrodu , ponieważ nie zrobili nawet kroku za furtkę i nasza posesję. Nie spodziewałam się wizyty, wiec zamieniłam kilka słów grzecznościowo - informacyjne. O tyle.
                  Minnie , jakby mnie nie ubodło, to bym o tym nie pisała. Ludzka rzecz.
                  • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 07:37
                    W świetle tego co lati napisała(że wesele wcale nie było na zasadzie ceremonia plus obiad dla rodziny) to ja sie wcale jej nie dziwie. Nie upieram się ze powinni zapraszac na obiad ale na slub zdecydowanie powinni.
                    A jesli ktos kogos traktuje jak właściciela darmowej kawiarni z ogródkiem który ma czas gawędzic z goścmi a udaje przyjażn to jest to osoba fałszywa.
                    Inna kwestia -poza ta sytuacja- jest że jeśli ktos niezapowiedzianych wizyt nie lubi a nijak tego nie okazuje (a można przeciez prosto i grzecznie) to nie powinien miec pretensji do kogoś kto tak wpada(sama nigdy bym nie wpadła ). Dziwny tez wydaje mi sie układ że gości tylko jedna strona, nie ma rewanzu. Oczywiście nie zawsze sa warunki rewanżu w domu ale przeciez ci ludzie maja mieszkanie .
                    Falsz-to dobre podsumowanie tej sytuacji -ktos udaje jakies uczucia w celu osiągnięcia korzyści a szydło z worka wychodzi kiedy trzeba okazac troche serca i szacunku.
                    Nie ma kogo żałować, tych ludzi nic nie usprawiedliwia.
                    • vilez Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 13:39
                      Czyli jednak chodziło o zaproszenie na ślub , a nie o poinformowanie po ślubie...
                      Czemu powinni zaprosić na ślub?
                      • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 14:01
                        hmmm no wiesz Vil - mysle, ze wszystkim tak się kojarzy - że osoby, które sa z nami na tyle blisko, że wpadają bez uprzedzenia powinny zawiadomić o swym ślubie jednak przed nim, a co do zapraszania ...No jeśli planowali kameralną uroczystość, to wypadałoby wyjaśnić - zapraszamy na ślub tylko najbliższych krewnych i czesć.
                        Jasne, nie ma obowiązku zapraszania na ślub i zawiadamiania o ślubie (poza krewnymi), ALE tu wszystko wskazuje na to, że relacja ze znajomymi była na tyle bliska, iż WYPADAŁOBY z ich strony nie ukrywać faktu zaślubin przed Lati i jej mezem.
                        Jakkolwiek ja nie lubię chadzać na śluby smile bez wesela (co to w sumie za atrakcja), to poczułabym się głupio, gdyby moja kolezaka bliska, z którą mam kontakt na bieżąco wyszła za mąz i nie powiedziała mi o tym. I nie dlatego, ze chciałabym się "wpraszać" na ślub, czy wesele ...
                        Dlatego rozumiem podejście Lati. inna rzecz, że ci jej znajomi jawią mi się jako osoby delikatnie mówiąc źle wychowane ogólnie.
                        • vilez Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 17:19
                          Hm.. krewnych też nie ma obowiązku (nawet grzecznościowego) zapraszania ani powiadamiania. Nigdy nie było. Jedynym grzecznościowym "obowiązkiem" jest powiadomienie "po".
                          Ludzie maja prawo mieć cichy ślub. Nie ma to nic wspólnego z relacjami. Za to sporo z wolnością i nie wiszeniem na kimś "bo jestem z nim blisko". Gdy się jest blisko, to się nie przywiązuje wagi do takich spraw, moim zdaniem.

                          Oczywiście, moja odpowiedź nie dotyczy wyjściowej sytuacji, bo tu nie poinformowano post factum i to jest dziwne.
                          • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 20:36
                            Tylko że nie był to cichy ślub.
                          • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 27.04.16, 09:25
                            Vil - nie idzie o wiszenie na kimś. Każdy ma prawo mieć ślub cichy, ale owa "cichość" nie oznacza przecież tajemnicy, prawda? - W sobotę się pobieraliśmy. Chcieliśmy mieć cichy, kameralny ślub tylko ze świadkami, dlatego mówimy wam teraz, po fakcie" "W przyszłą sobotę się pobieramy. Nie chcemy urządzać dużej uroczystości, tylko my i świadkowie."
                            • vilez Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 03.05.16, 12:31
                              Tu się zgadzamy. Nie rozumiem opóźniania powiadomienia PO.
                      • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 14:03
                        No i dziwisz się? Był ślub a na nim całkiem sporo gości skoro przyjęcie bylo na 45. To nie była cicha uroczystość z najbliższa rodzina i obiadem w domu jak pierwotnie domniemywałam (w takim wypadku info po byłoby na miejscu ). Bycie z kims na takiej a nie innej stopie-tu dośc poufałej do czegoś zobowiązuje.
                        • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 14:12
                          Babo, jak się 3mamy faktów, to się 3majmy. smile Na ślubie były DWIE znajome pary, kolezanka (jak sadze jedna z dwóch z tych par) była świadkiem.
                          Co do 45 osob - wcale nie jest to dużo Babo. Zależy ilu naprawdę najbliższych mają państwo młodzi. Wyobraź sobie, że moja przyjaciółka ma 6 rodzeństwasmile Najmłodsza jest, to i jak wychodziła za mąz jej bracia i siostry już mieli swoje rodziny. Policz sobie - rodzice - 2, dziadkowie -4, chrzestni -4, rodzeństwo 12 - nie licząc dzieci!!! Masz 22 najbliższe osoby po tylko jednej stronie - panny młodej. Mąż jej też jest z licznej rodziny - ma rodzeństwa 5. Licząc jak u niej - 20 osob smile Masz 42 - NAJBLIZSZYCH - literalnie. Plus mloda para - masz 44smile
                          • pavvka Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 15:48
                            > Co do 45 osob - wcale nie jest to dużo Babo. Zależy ilu naprawdę najbliższych m
                            > ają państwo młodzi. Wyobraź sobie, że moja przyjaciółka ma 6 rodzeństwasmile Najmł
                            > odsza jest, to i jak wychodziła za mąz jej bracia i siostry już mieli swoje rod
                            > ziny. Policz sobie - rodzice - 2, dziadkowie -4, chrzestni -4, rodzeństwo 12 -
                            > nie licząc dzieci!!! Masz 22 najbliższe osoby po tylko jednej stronie - panny m
                            > łodej. Mąż jej też jest z licznej rodziny - ma rodzeństwa 5. Licząc jak u niej
                            > - 20 osob smile Masz 42 - NAJBLIZSZYCH - literalnie. Plus mloda para - masz 44smile

                            Zdarza się, ale jednak mało kto ma tak liczną najbliższą rodzinę. 45 osób to nie jest wielkie wesele, ale też nie takie zupełnie mini.
              • claratrueba Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 05:13
                Czyli to nie był żaden cichy ślub a wesele wcale nie takie kameralne.
                A to włączanie Was w swoje problemy ZOBOWIĄZUJE do wprowadzania Was i w inne sprawy. Ale uznali, że tak jesteście mili, takie pierdoły serdeczne, tacy są dla Was ważni, że nie trzeba zachowywać żadnych form bo i tak będziecie ich gościć.
                Wiesz, to nie jest fałsz, a egoizm. Traktowanie relacji z ludźmi na zasadzie "bo mi potrzeba" czy to wygadać się ze swoich problemów, czy w cudzym ładnym ogródku posiedzieć.
                I problem owego ogródka. I domu, który z zasady jest większy niż mieszkanie czyli fajne miejsce do posiedzenia. A gospodarze? A cóż tam gospodarze, grunt, żeby mi było miło posiedzieć w fajnym miejscu. Oj, znam problem. "Jesteście w domu? To wpadniemy!'Albo "czy moglibyście poświecić nam chwilkę bo mamy problem" a potem problem rozwiązany w 15 min ale posiedzieć można ile się chce bo ciepło, ptaki śpiewają. W przyp. ludzi, którzy nas zapraszają do siebie, pomagają nie mamy z tym problemów- niech sobie posiedzą, my robimy swoje. W przypadku takich, którym potrzeba kontaktów z nami rośnie wraz z temperaturą i nasłonecznieniem- "jesteśmy bardzo zajęci i bardzo źle się czuję". Pierwsze jest prawdą zawsze, drugie jest prawdą w momencie kiedy ktoś mi się wprasza.
              • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 08:30
                Dobrze zrobiłaś Lati - nikogo wbrew temu co napisała Minnie nie wyrzucałaś z ogródka, zwyczajnie odprawilaś spod furtki ludzi nachalnych i nieumówionych.
                • minniemouse Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 22:32
                  uzylam metaforycznie "wyrzucic z ogrodka" - oczywscie ze doslownie nie wyrzucala nikogo.

                  Minnie
                  • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 27.04.16, 10:35
                    Wiem, ze uzylaś metaforycznie smile
            • majaa Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 15:57
              Tak, jak napisała Baba - skoro ktoś ma ochotę wpadać do mnie często w celach towarzyskich, to mniemam, że obdarza mnie trochę większym niż minimalny stopniem sympatii i zaufania. Jeśli więc potem okazuje się, że jednak "nie jestem wystarczająco godna", że innych uznał za stosowne powiadomić, a akurat mnie już nie, to coś mi tu zgrzyta.
        • vilez Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 13:54
          Babo, jeszcze raz uściślijmy: poinformować o ślubie - przed ślubem czy po ślubie?
          Bo moim zdaniem przed ślubem nie ma potrzeby.
          • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 14:39
            Alez oni nie poinformowali i PO ŚLUBIE. A innych znajomych informowali przed, jakoś nic nie wiadomo o tym żeby ktos coś wypaplał bo w ogóle to miało być szyto kryto.Ja bym nie miała nic przeciwko żeby poinformowali po skoro i tak zapraszać nie będą.Przyjełabym na zasadzie "chcieli nas zaskoczyć ale sie nie udało bo dobry wywiad mamy".Nie pojmuje tej dziwnej relacji.
            • vilez Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 25.04.16, 15:53
              Moje pytanie było ogólne. Bo piszesz, że się odwiedza kogoś, to należałoby powiadomić o ślubie.
              • kora3 Vil 26.04.16, 15:41
                Pamiętasz może taki watek, w którym pojawiła się postac niejakiej Beatki?smile Beatka owa nie wspomniała o tym, ze wybiera się za mąż swej koleżance z biurowego pokoju. Kolezanka owa dowiedziała się, jak wszyscy pozistali, gdy Beatka zaprosiła na ślub przed nim, czy powiadomiła po nim - już nie kojarzę.
                Zachowanie Beatki wzbudziło oburzenie niektórychsmile, ze jak mogła nie wspomnieć o matrymonialnych planach KOZEZANCE, z którą 8 godzin siedziała w pokoju od iluś tam miesięcy???? Ja awansowałam hehe na obrończynię owej Beatki smile Bo moim zdaniem NORMALNIE mogła nie wspomnieć. smile Spędzanie z kimś dużej ilości czasu W PRACY nie buduje automatycznie bliższej relacji, choć może jej sprzyjać. Ze betka rozmawiała z kolezanką ? No rozmawiała, nie każdy jest taki jak ten pan niekontaktowy tu opisany. Ale to, ze się chwilkę pogada ze współpracownica o pogodzie, zakupach, korkach, czy trendach w modzie to nie oznacza bliskiej relacji. Być może występ[owała tu także tzw. przyjaźń jednostronna - to znaczy współpracownicy relacja z Beatką wydawała się dalece blizsza, niż odwrotnie. Tak czy owak MNIE wcale nie wydawało się zachowanie Beatki nie na miejscu, acz wspomniałam, że za dziwne uważałabym, gdyby UKRYWAŁA fakt ślubu (co miejsca nie miało) przed współpracownicą.

                Tu jednak mam inne zdanie - zapraszać nie musieli absolutnie, ale z uwagi na to, że utrzymywali z Lati i jej mezem relacje PRYWATNE, to wypadało o slubie powiedzieć. Tymczasem wygląda na to, że ci znajomi ukrywali to przed Lati i jej mezem.
                No, może paść argument, ze tu też mogła być tzw. przyjaźń jednostronna - owszem, ale przy niej nie inicjuje się spotkań ze strony tych, którzy nie czują w drugiej stronie przyjaciela.
                • vilez Re: Vil 26.04.16, 17:26
                  Nie pamiętam wątku Beatki smile (czytam z doskoku)

                  Mogli mieć powody, by nie powiadamiać. I to niekoniecznie powody personalne- w sensie związane z nimi akurat.
                  Powinni natomiast powiadomić po ślubie, to dla mnie oczywiste.

                  Ślub naprawdę jest dziś formalnością. Ważniejsze jest np. zamieszkanie ze sobą, a przecież nie powiadamy znajomych że "zamieszkamy razem".

                  Ludzie mogą mieć mnóstwo powodów, by w kwestii ślubu robić coś tak a nie inaczej. I nikomu nic do tego. Mnie zadziwa to przywiązywanie się ludzi do takich rzeczy. To już nie te czasy, że ślub oznaczał coś ważnego dla całej społeczności. Ale nawet kiedyś była swoboda materii (czytam sporo pamiętników XIX w., początki XX). To, co się potem w tej materii stało, to jakiś obłęd.
                  • kora3 Re: Vil 27.04.16, 09:29
                    Vil - sama przyznajesz, że powinni powiadomić o slubie po nim. Nie, żeby to było ważne dla Lati i jej meza, jak mają obecnie stan cywilny.
                    • vilez Re: Vil 27.04.16, 10:18
                      PO tak, ale PRZED- nie musieli. Dyskutuję tylko z tym "przed".
                      • kora3 Re: Vil 27.04.16, 10:39
                        Wiesz, tak naprawdę, gdy jak tutaj kontakty sa czeste i niewymuszone bynajmniej ze strony Lati i jej meza, a rzekłabym wręcz przeciwnie, moim zdaniem zręczniej byłoby powiadomić przed jednak. Bo sytuacja, gdy dowiedzieli się pokatnie i czuja się pominięci w informacji o slubie jest niezreczna. Było powiadomić przed zaznaczając, ze z uwagi na osobiste sprawy nie chcą urządzać dużej uroczystości, co byłoby równoznacznez tym, że nie oczekują Lati i jej meza na slubie.
                • baba67 Re: Vil 26.04.16, 20:32
                  Alez tam wcale nie chodzilo o to że ukrywała fakt przygotowan do ślubu! Zreszta rzeczona Beatka zaprosila na ten ślub. Ona przez pol roku nie zajaknęla sie w ciągu codziennych kontaktów z jedyna koleżanką z pokoju że W OGÓLE MA CHŁOPAKA-NARZECZONEGO !!! To bylo szokujące. Panie rozmawialy o normalnych sprawach -jak spedzily weekend, co kupily itp. To co wykonała Beatka nie wynikało z tego że 'się nie zgadało" Nie zgadać to się może o cioci w Kanadzie i złamanej nodze X lat temu. dziewczyna cenzurowala swoje wypowiedzi na zasadzie "bylam w kinie" zamiast "byliśmy" pojechałam zamiast "pojechaliśmy" itp. staranne i swiadomie unikając w spomnienia o bylo nie było narzeczonym.Kompletnie nie pamietasz tego watku.
                  A na slubie były dwie znajome pary na litość jak one musialy byc mo9cno znajome zeby dostapic zaszczytu bycia zaproszonymi na slub ? Swingersi?
                  • kora3 Re: Vil 27.04.16, 09:56
                    Babo, obgadalyśmy to chyba w tamtym watku smile Dla mnie to nic szokującego, że się ktoś z osobistych rzeczy nie opowiada współpracownikowi, z którym poza pracą nie ma towarzyskich kontaktów - naprawdę. Jak wspomniałam - współpraca, także w jednym pokoju biurowym i także z jedna tylko w nim osobą nie musi wcale rodzić automatycznie bliskiej relacji. Współpracownika człowiek nie wybiera, z roznych przyczyn może on nam nie odpowiadać pod różnymi względami prywatnie.
                    Nic nie trzeba cenzurować Babo, ani się pilnować - znam wiele osób, które w niezbyt bliskich kontaktach nie mówią "my", a "ja" szczególnie, gdy osoba z którą się rozmawia nie zna partnera/współmałżonka rozmówcy. Sama tak mam smile Jak się np. ktoś usiłuje ze mna umówic na termin, którym mam już zajęty na wyjazd z partnerem, to mówię "Sorrki, nie mogę wtedy, wyjezdzaM" Nie "wyjeżdżamy" smile Nie widze najmniejszego powodu, by mówić ze "my wyjeżdżamy" komuś, kto nie zna mego partnera, nie czuję też takiej potrzeby. Inna sprawa byłaby, gdyby ktoś zapraszał NAS.
                    Nie zebym się nabijała, ale znam taką panią z gatunku "przyspawana" do męza. Która zawsze o sobie mówi "my" poza wyjątkami smile Jest to specyficzna osoba, która w moim odczuciu nie ma swego zdania smile - wszystko ze zmianą fryzury i zakupem sukienki konsultuje z męzem - wiem bo sama o tym mówi. Dla mnie to rodzaj ułomności.

                    Co do tej sytuacji Babo. Uwazam, że z uwagi na kontakty prywatne - bliskie z opisu, czeste - przedmiotowa para powinna Lati i jej meza o slubie zawiadomić. Moim zdaniem najlepiej przed nim, wspominając, że z osobistych przyczyn nie zapraszają na ślub licznego grona. To, co zrobili wyglądało na wręcz UKRYWANIE przed Lati i jej mezem ze ten ślub ma się odbyć.

                    Co natomiast do zaproszenia tych dwóch par - może nie szło o to, jak bardzo są znajome, a np. o zobowiązanie w postaci tego, że na ICH slubach i przyjęciach po nich para gościła?
                    Tak czy owak - nie wypada kogoś rozliczać z zaproszeń Babo. Zaproszenia bym się nie czepiala, braku informacji o ślubie - owszem.

                    Jest jeszcze taka kwestia... Sama brałam ślub cywilny najpierw i na te okolicznośc przewidziane było małe przyjęcie w gronie naprawdę najbliższych
                    ; rodzice, dziadkowie, chrzestni, rodzeństwo i tyle. No tu był wyjątek jeszcze - para serdecznych sąsiadów moich rodziców, która ze względu na zdrowie pani nie mogła gościc u nas na wyjazdowym weselu po kościelnym, ale gdyby tak nie było, to lista gości na przyjecie po cywilnym nie obejmowałaby ich. NIE zapraszałam na slub cywilny krewnych, przyjaciół i znajomych, których nie zapraszałam na przyjecie. Dlaczego? Bo wg mnie byłoby to niezręczne - jedna siostra mojej mamy idzie na przyjecie jako moja chrzestna, a druga co? - Dziękujemy ciociu i nara>? No wlasnie - dlatego poza kluczem NAJBLIŻSZA rodzina NIKT nie był zapraszany (z wyj. tych sąsiadów) i wypadło to naturalnie wg mnie.
                    • baba67 Re: Vil 27.04.16, 11:17
                      Codzienne spędzanie ośmiu godzin w jednym pokoju z codziennymi pogawędkami nazywasz niezbyt bliskimi kontaktami? Oczywiście zgadzam sie sa osoby które mówia ja nie przyspawując się do rodziny gramatycznie, pewnie że jeśli widzisz kogos od czasu do czasu to ta osoba może nie mieć pojęcia czy jesteś singielka czy tez nie bo i po co ma wiedzieć?
                      Wyobrażasz sobie siebie siedzacą 8 godzin przez pół roku z kims , gawędzacą towarzysko z ta osobą codziennie i przy założeniu że nie czynisz żadnego świadomego wysiłku i ta osoba nie wie że masz partnera? No pliiiz
                      • kora3 Re: Vil 27.04.16, 11:43
                        baba67 napisała:

                        > Codzienne spędzanie ośmiu godzin w jednym pokoju z codziennymi pogawędkami nazy
                        > wasz niezbyt bliskimi kontaktami?


                        Tak Babo, właśnie tak smile Taka sytuacja może sprzyjać zazyłosci, ale NIE MUSI. Jak wspomniałam - współpracownika się na ogół NIE WYBIERA Babo. I może się nam trafić taki zupełnie nie z naszej mentalnej bajki smile I uprzedzają smile - nie ze takiej osoby nie luoisz, w sensie wzbudza Twą antypatię, tylko zwyczajnie nie czujesz potrzeby zacisniania z ni a kontaktów. I co za tym idzie wprowadzania tej osoby w swe osobiste sprawy. Ograniczasz się do rozmow o niczym - pogodzie, modzie, gotowaniu, cenach itd. Być może to dla Ciebie niepojęte, bo jesteś jednak, nie obrazaj się, specyficzną osobą z tego co sama o sobie piszesz. Naprawdę ludzi, którzy niemal wszystkich wprowadzają w swe osobiste sprawy nie ma tak wielu. i znow uprzedzając - nie chodzi zaraz o jakieś "mroczne" czy wstydliwe tajemnice. Ot po prostu - nie ma się ochoty komus postronnemu opowiadać o swoich osobistych sprawach, nawet takich zwyczajnych. Ja mam mnóstwo takich znajomych, którzy nawet nie wiedzą, ze jestem z kims związana - akurat nie z pracy, bo nasze grono jest sobą blisko także POZA pracą. Są to osoby, których wcale nie darże antypatią. Ot znamy się, lubimy spotykamy dość często, ale faktycznie blisko nie jesteśmy. Mój partner pracuje daleko cały tydzień, wiec jak jest tu na miejscu to spędzam czas z nim, a nie w gronie dalszych znajomych, więc go nie znają. Ostatnio jedna z takich osob wyraziła zdziwienie, ze on hehe istnieje. A ja wszak nie ukrywałam faktu istnienia- zwyczajnie nie było okazji Babo.
                        No i ostatnio bliska mi osoba w sensie towarzyskim zaproszona przez mego partnera na impreze z okazji awansu zapytala mnie w obecności innej osoby co wypada na takie coś kupić na prezent, bo nie wie. Tamta druga osoba zainteresowała się skąd pierwsza na imprezie z racji mundurowego awansu. - A bo X, facet Kory mnie zaprosił, a ja kompletnie nie wiem co kupić...- Facet Kory????? Nigdy o nim nie słyszałam! - A musiałaś? Pewnie nie było okazji ...Tak to działa Babo ...

                        Oczywiście zgadzam sie sa osoby które mówia j
                        > a nie przyspawując się do rodziny gramatycznie, pewnie że jeśli widzisz kogos o
                        > d czasu do czasu to ta osoba może nie mieć pojęcia czy jesteś singielka czy tez
                        > nie bo i po co ma wiedzieć?


                        Wcale niekoniecznie od czasu do czasu, jak pokazuje przykład powyżej ...\

                        > Wyobrażasz sobie siebie siedzacą 8 godzin przez pół roku z kims , gawędzacą to
                        > warzysko z ta osobą codziennie i przy założeniu że nie czynisz żadnego świadom
                        > ego wysiłku i ta osoba nie wie że masz partnera? No pliiiz
                        >


                        Tak, wyobrazam sobie Babo. Pracowałam w wielu miejscach już stosunkowo i miewałam współpracowników, którzy nie wiedzieli, że mam meża, gdy miałam, partnera, siostrę ... Dla mnie to nic nadzwyczajnego, jeśli z taką osobą nie ma się kontaktów poza pracą, a w pracy właśnie tylko takie luźne
                        • baba67 Re: Vil 27.04.16, 13:55
                          Napisala wyraznie-stosunki byly przyjazne, polączone z pogawedkami. Nic absolutnie wskazywalo na jakakolwiek uraze . Korciu Ciebie przyznanie komus racji w sporze bo prostu fizycznie boli. Poniewaz te straszna traume mialas niedawno za soba to Co zaoszczedze dalszej dyskusji.
                          Tylko jedno pytanie.
                          Czy z tymi wspopracownikami siedzialas 8 godzin CODZIENNIE przez pol roku w pokoju DWUOSOBOWYM i ucinalas sobie codzienne sila rzeczy pogawedki, czy byl to raczej openspace na 20 osob gdzie pojawialas sie na pare godzin dziennie albo i wcale?
                          jesli byl to pierwszy przypadek to Ci zwyczajnie NIE WIERZĘ i nic z tym nie zrobisz, po prostu naginasz rzeczywistość.
                          • kora3 Re: Vil 27.04.16, 14:33
                            baba67 napisała:

                            > Napisala wyraznie-stosunki byly przyjazne, polączone z pogawedkami. Nic absolut
                            > nie wskazywalo na jakakolwiek uraze .


                            Ależ Ci wlasnie tyumaczyłam Babo, że nie trza zadnej urazy, czy antypatii, żeby nie zawiazaywać zażyłych relacji z osobą, z którą się pracuje w jednym pokoju.

                            Korciu Ciebie przyznanie komus racji w sp
                            > orze bo prostu fizycznie boli. Poniewaz te straszna traume mialas niedawno za
                            > soba to Co zaoszczedze dalszej dyskusji


                            Babo, dyskredytowanie w tak głupi sposób adwersarza naprawdę nie jest na Twoim poziomie - wg mnie. Nie przyznaje Ci racji, bo w mym odczuciu jej zwyczajnie nie masz. Dla mnie nie ma NIC nadzwyczajnego w tym, że się ktoś nie opowiada koleżance, z która tylko pracuje w jednym pokoju, ze ma chłopaka, czy narzeczonego, zmienia mieszkanie itd.
                            .
                            > Tylko jedno pytanie.
                            > Czy z tymi wspopracownikami siedzialas 8 godzin CODZIENNIE przez pol roku w pok
                            > oju DWUOSOBOWYM i ucinalas sobie codzienne sila rzeczy pogawedki, czy byl to ra
                            > czej openspace na 20 osob gdzie pojawialas sie na pare godzin dziennie albo i w
                            > cale?


                            Tak Babo - miałam nawet w poprzednim zawodzie pracując, o czym wspomniałam takiego współpracownika w pokoju, jedynego dodam, który przypominał z opisu jako zywo tego pana w wątku o nie kontaktowym współpracowniku. W zasadzie z gościem wymieniałam "cześć" i uwagi TYLKO w tematach zawodowych. Nie byłam z panem pognoewana, ani nie było z zadnej ze stron antypatii - zwyczajnie gośc taki był, ze nawet o pogodzie nie zagadywał, a mnie to kompletnie nie przeszkadzało smile. No, ale można uznac, ze ci panowie dwaj - zz wątku i "mój" to ekstrema. Natomiast zdarzało mi się także pracować w jednym pokoju z osobami, z którymi poza pracą nie utrzymywałam kontaktów - w sensie np. wspólne wyjścia na kawe czy drinka. I z tymi osobami owszem gawędziłam - o pogodzie, modzie, samochodach, korkach itd. Wcale nie odczuwałam potrzeby dowiedzenia się czegoś o ich prywatnym życiu, ani wprowadzania ich we własne.

                            > jesli byl to pierwszy przypadek to Ci zwyczajnie NIE WIERZĘ i nic z tym nie zro
                            > bisz, po prostu naginasz rzeczywistość.


                            Nie wiem o jakim przypadku piszesz
                            • baba67 Re: Vil 27.04.16, 15:02
                              No wlasnie-NIGDY nie bylas w takiej sytuacji jak ta kobieta od Beatki. Pan z ktorym siedzialas byl malo komunikatywny. Z innymi osobami nie siedzialas sama i na pewno nie z kazdym pol roku. Czy oni naprawde nic nie wiedzieli o istnieniu partnera? Bo nie trzeba wprowadzac we wlasne prywatne zycie. Po prostu o ile czlowiek przebywajacy codziennie przez wiele godzin z kims sie nie pilnuje (a Ty do mruczkow nie nalezysz) zawsze sie cos tam wymsknie . Naprawde te osoby z ktorymi pracowalas w jednym pokoju i sobie czesto pogadywalas nie mialy pojęcia ze jestes zajeta? W to nie wierze.To jest technicznie niewykonalne o ile sie bardzo nie pilnujesz.
                              • kora3 Re: Vil 27.04.16, 15:31
                                baba67 napisała:

                                > No wlasnie-NIGDY nie bylas w takiej sytuacji jak ta kobieta od Beatki. Pan z kt
                                > orym siedzialas byl malo komunikatywny. Z innymi osobami nie siedzialas sama i
                                > na pewno nie z kazdym pol roku


                                Ja w ogóle nie "siedziałam" Babo, nie jestemosobą karaną smile
                                Przepraszam, ale skojarzyło mi się to z opowiadaniem jednego pana, który opowiadał jak "siedział pod cela" z lokalnie znanym politykiem smile

                                . Czy oni naprawde nic nie wiedzieli o istnieniu
                                > partnera?


                                Babo, masz teraz na mysli moich współpracowników? Bo pani, która nie wiedziała to nie współpracownica była/jest, tylko dalsza znajoma, którą mam okazje jednakowoż spotykać dość często i gadać z nią o niczym.
                                Moi współpracownicy wszyscy wiedzą o istnieniu mego partnera, ba wszyscy go w różnym stopniu nawet znają. Ale to wynika z tego, że utrzymujemy z sobą kontakty w tym małym zespole także POZA pracą! Na różnych stopniach zażyłości - od odwiedzania się wzajemnie w domach, po wypady całym zespołem na piwko po pracy, albo na sparowana imprezę w weekend. Stąd NATURALNE jest, że wzajemnie znamy swoje połówki.


                                Naprawde te osoby z kt
                                > orymi pracowalas w jednym pokoju i sobie czesto pogadywalas nie mialy pojęcia z
                                > e jestes zajeta?


                                Babo, nie wiem czy miały czy nie miały, wszak zawsze mogły się dowiedzieć od koleżeństwa z firmy, z którym miałam zażyłe i prywatne kontakty. Wówczas miałam meza- nie partnera - gwoli scisłosci smile Obrączki nie nosiłam, mąż mnie w firmie nie odwiedzał, nie przypominam sobie, by ktoś pytał, czy jestem zajeta, a imprez integracyjnych tam się nie urządzało.
                                Czy pilnowałam się Babo, by nie wspominać o mezu? No nie, po prostu już wówczas miałam z nim kłopoty i w pracy mogłam sobie odeń odpocząć, a z uwagi na powierzchowność tych naszych rozmów nie było okazji chyba, bym o nim wspominała.


                                W to nie wierze.To jest technicznie niewykonalne o ile sie bar
                                > dzo nie pilnujesz.
                                >
                                • baba67 Re: Vil 27.04.16, 16:40
                                  A teraz wyobraz sobie uczciwie-siedzisz z nimi w pokoju pol roku dzien w dzien , stosunki sa mile, nic nie zgrzyta, pogawędki czeste, partner kochany zatem jakos obecny w myslach . Nie spotykacie się poza pracą. Czy mozesz sobie wyobrazic taka sytuacje ze oni nie maja pojęcia że partnera masz w ogóle? Tu nie chodzi o szczegóły typu co robi czy jakiej używa wody po goleniu tylko czy ISTNIEJE. Przy zalożeniu czysto teoretycznym oczywiście że jeden z tych wspólpracowników niezwykle Cię pociąga i zwyczajnie NIE CHCESZ żeby wiedzieli? Ja sobie tego absolutnie nie mogę wyobrazić -jeśli Ty mozesz to gratuluje wyobrażni. Autorka watku z Beatka zaznawała że panna nie była mrukliwa i niekontaktowa zatem casus pana milczka nie moze być brany pod uwage.
                                  • kora3 Re: Vil 28.04.16, 06:54
                                    Babo - szczerze - nie wiemsmile Bardzo możliwe, że wspomniałabym o nim przy jakiejś okazji, gdyby takowa była. Możliwe także, ze nie gdyby nie było. Ta pani nie wiedzaca o moim partnerze, ta z towarzystwa nie wiedziała, bo okazji do gadania o nim dotychczas nie było przy niej/z nią.
                                    Poza tym nie bierzesz Babo pod uwagę jeszcze jednej rzeczy w przypadku tej Beatki - mogła NIE CHCIEĆ świadomie rozmawiać o tym, ze ma narzeczonego, czy sposobi się do ślubu ...Bo mogla mieć jakąś nietypową sytuację, o której jak ja o kłopotach małżeńskich mówić nie chciała. Może nie chciała slubu, a narzeczony i rodzina naciskali? Może nie chciała takiego jaki miał byś? Może były nieporozumienia? Wszystko jedno - każdy z nas ma prawo nie mówić osobom postronnym o tym, co ich nie dotyczy. ta Beatka postąpiła zgodnie z SV - w normalnym przewidzianym SV terminie zaprosiła na ślub, czy powiadomiła o nim - już nie pamiętam.
                                    • baba67 Re: Vil 28.04.16, 13:14
                                      Mogla nie chciec mowic o przygotowaniach do slubu-ja to calkowicie rozumiem i nie o to chodzilo Watkodawczyni. Jesli nie chciala mowic o narzeczonym , no nie chciala celowo zatajala informacje i to bylo do udowodnienia.
                                      Nie w porzadku bylo to że nie miala nic przeciwko wysluchiwaniu rodzinnych opowieści nie zdystansowala się od tej serdecznej w zamierzeniu relacji. A powinna . Nie uwazam ludzi za falszywych bo nie chca mowić o sobie-potrafie to uszanowac, nie lubie takich co to chetnie sluchaja choc nie musza o innych a o sobie nic nie powiedza. Nie jest zreszta wykluczone ze Watkodawczyni sama sobie winna -znalazla sluchaczke ktora sie milo usmiechala, dopytywala ale sama nic o sobie specjalnie nie mowila bo nie chciala. Innego wyjscia nie miala bo nie chciala sie narazic na niechęć, tak tez moglo być.
                                      • kora3 Re: Vil 28.04.16, 14:25
                                        Babo, już o tym rozmawiałyśmy, jak pamiętam smile Niektórzy ludzie lubia gadać o sobie, w swoich sprawach - niekoniecznie zaraz jakichś osobistych, po prostu ot tak. Zwykle babo jest tak, że otoczenie zmuszone do tego wykazuje kurtuazyjne zainteresowanie z grzeczności smile Glupio jest powiedzieć:- Ale mnie to nie interesuje. Były tu watki o tym, jak np., ktoś zamecza ludzi pokazywaniem pierdyliona zdjęć swego wnuka czy domu. Jeśli na taka osobę trafi ktoś zajmujący z nią jeden biurowy pokój, to wlasnie z grzeczności, nie chcąc kwasów wykazuje udawane zainteresowanie. I potem "zyskuje" miano takiego co to "chętnie słucha"
                                        • notting_hill Re: Vil 03.05.16, 12:18
                                          Jako właścicielka "wątku Beatki" dopiszę się, chociaż nie wiem czy aktualny układ drzewka mnie nie przerasta smile.
                                          Swoją drogą zdziwiło mnie, że ktoś jeszcze ten wątek pamięta...
                                          Cała sprawa miała się około 25 lat temu, a więc w zamierzchłych dla wielu czasach, i w sumie dlatego wtedy o tym wspomniałam, że pierwszy raz z czymś podobnym się spotkałam, a młoda byłam, to i niedoświadczona, zatem ta sytuacja nauczyła mnie czegoś na całe życie. I nie chodzi chyba o to, żem niespołeczny typ, który nie zna się na zasadach panujących w pracy, zamęczający ludzi swoim gadulstwem, jak Kora była to uprzejma w swoim stylu zasugerować. Bo z innymi ludźmi w tamtej pracy miałam dobre relacje, o zgrozo mnie nawet ktoś na wieczór do domu zaprosił i dowiedziałam się gdzie mieszka, z kim i że ma dziecko! smile
                                          Po prostu były to początki moich doświadczeń zawodowych, zaczęłam pracę w nowej firmie, Beatka była osobą mnie wprowadzającą (nie była ode mnie starsza, tylko raptem rok dłużej pracowała), w dodatku byłam w obcym mieście. Nie zamierzałam się z nią zaprzyjaźniać, tylko budować pomału relację. Jeśli wyszłoby z tego coś, to dobrze. Jeśli nie, zatrzymałybyśmy się na etapie dla obu nas wygodnym. A tak- powstało coś w rodzaju nierównowagi, w dodatku bez mojej świadomości, bo ja jakoś tak zakładałam, że ludzie są szczerzy, otwarci i myślą, to co mówią. To była pierwsza lekcja, że niekoniecznie tak jest, również relacjach odczuwanych jako bliskie. I będę, podobnie jak Baba67 bronić prawa do jednoznacznej oceny takich zachowań do upadłego, ponieważ chcę móc mieć "proste" relacje z ludźmi, a fałsz jest jedną z rzeczy, które mnie odrzucają. I owszem, Baba przyszpiliła sedno sprawy- samocenzurowanie się. Następna i naturalna myśl jest mianowicie taka- czego JESZCZE się od tej osoby nie dowiem, bo uzna że ta informacja jest nie dla mnie. I w związku z tym, jakie informacje ja mam uznać za "tajne".
                                          Piszę o tym tutaj, bo w początkowym wątku Autorki odnalazłam tamto poczucie, że ktoś tutaj oszukuje... I zgadzam się, że Autorka słusznie wyraziła swój gniew, ja bym tylko ujęła to mniej dyplomatycznie... Bo tamta para prawdopodobnie teraz uważa, że gościnni gospodarze obrazili się na nich za brak zaproszenia na ślub/wesele, a należałoby powiedzieć im raczej prawdę, że poczuliście się zlekceważeni.
                                          Jest w "Lekarzach" taka scena, gdzie postać grana przez Magdalenę Różdżkę mówi do postaci Szymona Bobrowskiego (kiedy okazuje się, że ma on żonę) coś w rodzaju: Co takiego w naszej relacji przegapiłam, że nie powiedziałeś mi o tym?
                                          I to jest moim zdaniem sedno tego problemu. Poczucie zawodu, że zostało się zlekceważonym. I jest ono tym mocniejsze, im więcej się w tę rację włożyło- w przypadku założycielki tego wątku włożyła ona w tę relację ich czas, czasami również stłumione poczucie zniecierpliwienia, no i jakieś inne ważne emocje.
                                          • kora3 Notting 03.05.16, 14:09
                                            Niepotrzebnie wzięłaś do siebie to, co ja napisałam do Baby sad Nie mam przekonania, ze Ty należysz, czy należałaś do ludzi zamęczających. Odniosłam się do tego o czym pisała Baba, że taka osoba - jakaś hipotetyczna, nie ta Beatka 0 chętnie slucha o innych, a o sobie nie mówi. tymczasem jest tak właśnie - że ktoś nie tyle chętnie slucha - w sensie chce się dowiedzieć, tylko mówiący doń mowi i z GRZECZNOSCI wykazuje KURTUAZYJNE zainteresowanie.

                                            Co do tej Beatki natomiast. Nie rozumiem zarzutu wobec niej o brak szczerości Notting. Może w istocie była to osoba mało otwarta, ale w niczym ta jej cecha nie była groźna czy niekorzystna dla innych. To była tylko kolezanka z pracy, z która dzieliłaś pokój i która wprowadzala Cie w obowiązki. Kompletnie nie rozumiem dlaczego obligatoryjnie miała Ci się zwierzać z tego, ze ma narzeczonego i sposobi się do slubu. Sprawa Cię nijak nie dotyczyła, więc argument "nieszczera była, zastanawiałam się czego jeszcze mi nie powie" jest moim zdaniem dziwny. Bo ta informacja Tobie, jako jedynie współpracownicy nie byłą do niczego potrzebna!

                                            tu sprawa wygląda inaczej, ta z watku. Tu relacje były prywatne i na tyle zażyłe, ze para obecnych nowożeńców wpadała bez zapowiedzi do domu Lati. Tu w dodatku wygląda na celowe ukrywanie przyszłego slubu przed nią i przed jej męzem.
                                            • kora3 Tak mi się przypomniało - ślubnie. 03.05.16, 14:52
                                              Mój kolega miał współpracownice, która nie tylko nie odmówiła sobie wspominania o tym ze ma narzeczonego, ale także dość szczegółowo informowała swoich współpracowników najbliższych - czyli dwójkę z tego samego pokoju o przygotowaniach do ślubu. Wiadomo więc, że data tego ślubu byłą im znana. Warto dodac, że współpracownicy ci nie utrzymywali wzajemnie z sobą bliższych kontaktów poza pracą. Ot raz na jakiś czas wyskakiwali wspólnie na drinka wraz z pracownikami tego samego działu. Dlatego było dla pozostałej dwójki zaskoczeniem, gdy współpracownica - w terminie właściwym wg SV - zaprosiła kolegę i koleżankę z pokoju biurowego na swe wesele. Ale nie było to bynajmniej zaskoczenie niemiłe. Kolezanka je przyjęła, a kolega - ten mój znajomy - nie, bo jak zgodnie z prawda zresztą powiedział w tym samym terminie za mąz wychodzi jego siostra, a on ma być świadkiem, więc sama współpracownica rozumie, że musi odmówić. I tu zonk - bo pani się nafoszyla. Nie, żeby nie wierzyła, że tak jest, jak mówił, ale jej zdaniem to dziwne, że nie wie nawet, iż on ma siostrę! A jeszcze bardziej dziwne, że nie wie, iż ta siostra bierze ślub w tym samym co ona terminie! Wg tej pani kolega to UKRYWAŁ! Tymczasem nic bardziej mylnego. Siostra kolegi mieszkała w zupełnie innym mieście niż on mieszkał i pracował i kontakt mieli sporadyczny, głownie telefoniczny (były to czasy przed komunikatorami netowymi). Nie było okazji wspominać biurowym koleżankom - obu dodam - o siostrze.
                                              Ślub tejze siostry wypadł w dodatku znacznie bardziej nieoczekiwanie, niż współpracownicy i jako cywilny nie wymagał tyle zachodu, czy przygotować, a że przewidziano tylko przyjęcie po nim dla najbliższych, a nie wesele, to i nie wymagało ono także tylu przygotowań. Owszem, mógł wspomnieć, że "a wiesz co? moja siostra też bierze slub wtedy co ty" współpracownicy, ale czy NAPRAWDE musiał? Ta pani mówiła obficie, bo zyła swoim ślubem i weselem, on zaś.ubinami siostry - nie. W zasadzie poza datą, osobą pana młodego oraz miejscem przyjęcia NIE ZNAŁ nawet szczegółów. Zaproszenia na wesele koleżanki z pracy się nie spodziewał, więc ...Tymczasem pani ta uznała go za także nieszczerego, bo ukrywał, że ma siostrę, że ta za mąz wychodzi i to w tym samym dniu co ONA. smile
                                              • baba67 Re: Tak mi się przypomniało - ślubnie. 03.05.16, 15:06
                                                Tu pani przegięła. Facet nie jest zainteresowany tak bardzo uroczystościami rodzinnymi bo jest facetem to raz. Potrafi zapomnieć np o dokładnej dacie ślubu brata wcale nie mieszkającego daleko i umówic sie tym terminie na piwo (moj bliski znajomy). Ze nie wspomnial że ma siostrę ? Po prostu siostra to inny świat jeszcze daleko mieszkająca w dodatku. Na pewno byloby dziwne gdyby nie wspomnial o bracie mieszkającym niedaleko ale w sumie czy ja wiem ? Faceci sa jacyś inni.
                                                • kora3 Re: Tak mi się przypomniało - ślubnie. 03.05.16, 15:24
                                                  Babo smile wiesz co? Jak wychodziła za mąz moja siostra, która także mieszka daleko ode mnie, to niektórzy z moich współpracowników dopiero po moim obwieszczeniu "w piątek i w poniedziałek mam urlop, bo jade na ślub siostry) - dowiedzieli się, ze ja mam siostręsmile I nic w tym nadzwyczajnego, choć jestem kobietą smile
                                                  • baba67 Re: Tak mi się przypomniało - ślubnie. 03.05.16, 16:01
                                                    Bo mieszkała daleko. Gdyby mieszkała blisko i mialybyście co weekendowe niemal kontakty to musiałabyś się mocno pilnować żeby o niej nie wspomniec.O ile bylyby jakieś prywatne pogawędki.
                                                  • kora3 Re: Tak mi się przypomniało - ślubnie. 04.05.16, 06:40
                                                    Babo, ale ja wówczas pracowałam z tymi ludźmi już ze 4 lata czy 5. Na kazde swieta z wyjątkiem 2 razów jechałam do rodzinnego domu o czym ci ludzie wiedzieli, bo urlop brałam przecież. Na każdym z tych wyjazdów spotykałam się z siostrą. Pogawedki były, owszem, ale w stylu - co tam na swiatecznym wyjeździe ? A fajnie, tylko czasu mało i tyle. GDYBY moja siostra na kolacji wigilijnej zalozmy złamała nogę, to pewnie bym wspomniała o tym wypadku, ale tak - nie było okazji gadać o siostrze - nikt jej wówczas tu nie znał z moich współpracowników to i co gadać? Że siostra zrobiła sałatkę? Że bluzkę miała jakaś?
                                                    TY tez na forum wspomnialas o siostrze w jakimś kontekście Babo, ja także smile nie ot tak, ze mamy po siostrze. Inne osoby o swoich członkach rodziny TEŻ wspominają w kontekcie forum, a nie ot tak ...
                                          • baba67 Re: Vil 03.05.16, 14:56
                                            W swietle tego co piszesz jednoznacznie wynika ze owa Beatka była falszywa. Przez chwilę pomyślalam że może to Ty byłaś starszą pracownica(w watku nic o tym nie ma a wiek Beatki mógłby na to wskazywać) a Beatka nowa no to była uprzejma,sluchała czasem o cos z uprzejmosci zapytała ale tak ogólnie za duzo o sobie nie mówiła. Ciebie tez nie znam więc obraz osoby bardzo rozmownej majacej przewagę wieku i stażu wylewającej potoki informacji na nieśmiała potakującą pracownicę -introwertyczkę tez sie mógl wyłonić ponieważ nie jest on taki rzadki wcale. Tubym ja usprawiedliwiła.Tymczasem panna mogła i powinna była -bo była na takiej pozycji- zdystansować się od serdeczniejszych rozmów poprzestać na pogodzie korkach i ostatnio kupionej kiecce.Na pewno byś zrozumiała o co chodzi ii na takim stopniu zażyłości się zatrzymała. Tak, to jest typ który chętnie nadstawia ucha ale sam ie cenzuruje. informacje uważa za wartość taka jak pieniądze. jednoznacznie fałszywy.
                                            • kora3 Re: Vil 03.05.16, 15:18
                                              baba67 napisała:

                                              > W swietle tego co piszesz jednoznacznie wynika ze owa Beatka była falszywa.


                                              Dlaczego Babo? Proszę wyjasnij mi dlaczego niepoinformowanie współpracownicy PRZED innymi pracownikami, że ma się narzeczonego i sposobi do slubu świadczy o byciu fałszywym. Bo ja NAPRAWDĘ nie wiem co miała ta informacja dla Notting za znaczenie.

                                              Tymczasem panna mogła i powinna była -bo była na takie
                                              > j pozycji- zdystansować się od serdeczniejszych rozmów poprzestać na pogodzie k
                                              > orkach i ostatnio kupionej kiecce.Na pewno byś zrozumiała o co chodzi ii na tak
                                              > im stopniu zażyłości się zatrzymała. Tak, to jest typ który chętnie nadstawia u
                                              > cha ale sam ie cenzuruje. informacje uważa za wartość taka jak pieniądze. jedno
                                              > znacznie fałszywy.


                                              Babo, nie wiemy jak przebiegały te rozmowy Beatki i Notting. Skoro Notting nie wiedziała , że ta ma narzeczonego, to musiały te opowieści ze strony Beatki nie być takie osobiste, nie uważasz?
                                              Być może zwyczajnie Nottinng tego nie dostrzegała patrząc na ową Beatke przez pryzmat wlasny oraz być może jak zrozumiałam z jej wyjaśnień - innych współpracowników.
                                              Kompletnie nie pojmuję dlaczego wobec współpracownika li tylko człowiek jest zobligowany do zwierzeń ze swoich osobistych spraw, czy nawet tylko INFORMACJI o nich. Bo się razem pracuje? Bo współpracownik mówi o sobie osobiste rzeczy? CHCE to mowi Babo! Jeśli tylko druga strona nie wypytuje o nie, a zwyczajnie słucha to nie ma mowy o nadstawianiu uszu.
                                              Mam taką znajomą, która naprawdę o niemal wszystkim o sobie informuje otoczenie - samorzutnie, nie pytana. Jakkolwiek mnie te informacje sa zbędne, to rzec można ze słucham, bo i co mam robić?smile A pani wygadawszy swoje oczekuje rewanżu. I tu zonk Babo, bo ja się rewanżować nie mam zamiaru - nie pytałam pani ile zarabia - SAMA mówiła, nie pytałam gdzie mieszka SAMA powiedziała, nie pytałam czy ma mieszkanie w kredycie, ile tego kredytu, w jakich ratach i w jakim banku SAMA gadała!!! Chciała - gadała, nie są to w końcu dla informowanego jakieś krepujące informacje nawet od niebliskiej osoby, wiec nic zlego, ze gadała, ale źle, ze oczekuje REWANZU. A wiesz dlaczego oczekuje? Bo tej pani się zdaje, że jest z nami blisko. Tymczasem TYLKO tak się ZDAJE. To, ze chodzi do tego samego zaprzyjaźnionego pubu co np. ja i mój eksio i nie widzimy przeciwskazań, by się do naszego stołu dosiadłą, to nie znaczy automatycznie, że jest z nami blisko. NIGDY żadne z nas nie inicjowało spotkań z nią - umawiania się. Jak się spotkamy, to przypadkowo i tyle. No i gadamy - o pierdołach, bo jakbyśmy chcieli pogadać o poważanych sprawach, to idziemy w miejsce, gdzie nie otoczy nas tłumek znajomków - do mojego, albo jego domu.
                                              • baba67 Re: Vil 03.05.16, 15:58
                                                To niech się sama Notting sie wypowie jak wygladaly te rozmowy. Nie sądze żeby debiutująca pracownica robiła za maszynke do świerkania wobec kogos kto najwyrażniej nie życzy sobie osobistych tematów a zajmuje nieco wyższe miejsce w hierarchii. tak mi się wydaje-jak było nie wiem. A Beatka była falszywa w moim rozumieniu i z takimi osobami unikam kontaktów,
                                                • baba67 Re: Vil 03.05.16, 16:07
                                                  Opowieści Beatki mogly byc osobiste wybiórczo-tzn powiedziala że ma siostre i brata na przyklad , opowiadala jak kupowala samochod (choc kupowała z narzeczonym o nim ani mru mru), mogła stwarzać atmosferę szczerości i otwartości konsekwentnie cenzurując swoje wypowiedzi. Oczywiście mogla cenzurowac brata w wiezieniu to zrozumiałe ale tak pozatym byla nieszczera.
                                                  • madzioreck Re: Vil 04.05.16, 02:11
                                                    Babo, jak bardzo, Twoim zdaniem, trzeba się w pracy odsłonić, żeby nie zostać uznanym za "nieszczerego"?
                                                    To, co Ty tu piszesz, to jakiś kosmos dla mnie. Nieszczera, fałszywa (!), bo nie miała ochoty opowiadać o swoich osobistych sprawach? Dla Ciebie naprawdę tylko "wszystko albo nic"? W pracy!?
                                                  • kora3 Re: Vil 04.05.16, 06:31
                                                    Dokladnie ..Dla mnie też to kosmos. Jase, są zespoły takie jak mój aktualny - ludzie pracujący z sobą po dobrych kilka lat, często spotykający się POZA pracą w parach i nie naturalne jest, ze znamy połówki swych współpracowników. Ale są takie zespoly, dzide ludzie poza pracą nie utrzymują kontaktów albo też utrzymują bardzo ograniczone - np. wyjścia na niesparowane imprezy firmowe i wówczas nic dziwnego, ze nie znaja, nie wiedzą...
                                                    Poza tym - własnei dobre Twe pytanie - CO trzeba już poowiedzieć, żeby nie wyjść na fałszywą hehe.
                                                  • kora3 Re: Vil 04.05.16, 06:25
                                                    Babo - zapytam jeszcze raz: DLACZEGo dla współpracownicy, z którą Beatka nie utrzymuje kontaktu poza pracą - ergo nie są koleżankami poza praca informacja o tym, ze ma narzeczonego jest tak wazna, że uwaa za fałszywą osobę, która jej o tym nie powiedziała ???
                                                    Ja tego zwyczajnie nie pojmuję. Owszem w bliskiej relacji prywatnej byłoby to dziwne. Tak samo jak dziwne jest, że w tym wątku para w bliskiej relacji prywatnej nie wspomniała o swoim ślubie. Ale zwyczajna współpracownica?
                                                  • baba67 Re: Vil 04.05.16, 11:11
                                                    Dlatego że dawala sprzeczne sygnaly jak osobista ma byc ta relacja. Gdyby ograniczala się tylko do pogody , wyprzedazy i korków, druga osoba ( w tym wypadku nieco czasowo niżej w hierarchii ) by sie do tego tonu dostosowała. Ale ona OPOWIADALA o osobistych sprawach świadomie cenzurujac swoje wypowiedzi (wycinając z nich ważna dla siebie osobę) czyli udawala że osoba nie istnieje.Udawała wobec kogos kogo zdawała się traktowac jak bliska koleżankę bo o innych osobistych sprawach jej mówiła. I Notting napisala wyrażnie -gdyby Beatka chciala miec tylko stosunki biurowe toby je miala.Nie umiem juz jaśniej -nie rozumiesz-trudno.
                                                  • kora3 Re: Vil 04.05.16, 11:29
                                                    Babo, mylisz się - z tego co Notting napisała wcale nie wynika, że owa Beatka miała z nią kontakty pozabiurowe. Wrecz przeciwnie, wynika raczej, że miała TYLKO biurowe. Powiadasz, ze opowiadala o osobistych sprawach? A wiesz może o JAKICH? - Jak tam po weekendzie? - A dziękuję, dobrze, byłam z przyjaciółmi na grillu. A u Ciebie? - A ja z moim chłopakiem pojechałam na wycieczkę do X, fajne miejsce, polecam. To jest o osobistych sprawach? No jest smile
                                                    Zresztą Babo, nawet jeśli tak było, jak mówisz - ta Beatka swiadomie wycinala jak to określiłaś z tych rozmow wazną dlań osobę, to pewnie miała jakiś do tego powód U LICHA. I normalna osoba, której to WCALE a WCALE nie dotyczy nie robiłaby problemu z tego, że "wycinala", bo w czym jej to tak przeszkadzało, ze nie wiedziała o narzeczonym aż do czasu, gdy ta Beatka zaprosiła na swój slub ludzi z biura.
                                                    Ja tego po prostu nie rozumiem Babo. Co to za problem, że nie wiedziałabym, iż kolezanka z biura ma narzeczonego?
                                                  • kora3 Coś dla Baby :) 04.05.16, 11:48
                                                    Teraz sobie uświadomiłam pewną rzecz smile Mianowicie to, ze w typie Beatki jest moja serdeczna kolezanka - B. (nie Beatkasmile).
                                                    B. poznałam kilka lat temu przez inną znajomą. Bardzo sobie przypadłyśmy do gustu podczas spotkania i po nim pojawiły się następne z inicjatywy stron obu już bez tej znajomej, bo jest ona z innego miasta. od tamtego czasu regularnie widzimy się z B. na ogół nierzadziej niż raz w tygodniu. Co ja wiem o B.? Jak ma na imię, gdzie mieszka (bywamy u siebie wzajemnie), że nosi dwa nazwiska (nie pamiętam ich smile), że mieszka sama, że jej rodzice nie żyją, że ojciec był wojskowym, że jest rozwiedziona i ma 1 dorosłe dziecko - córkę i że kiedyś pracował w instytucji. Nie wiem ile lat ma B. (podejrzewam, ze deczko jest starsza ode mnie), nie wiem gdzie mieszka jej córka i czy jest z kimś, nie wiem dlaczego B. się rozwiodła i nie wiem gdzie teraz pracuje oraz nie wiem czy spotyka się z jakimś mężczyzną. smile I normalnie Babo żyję i nie przeszkadza mi to w tym, by B. byłą moją serdeczna i jak się przekonałam kilka razy bardzo lojalną kolezanką. To co o niej wiem wyszło, ze tak powiem w rozmowach, ale jakby nie wyszło, to też by nie było problemu, bo w sumie do czego mi potrzebne kim był nieżyjący tata B.? do niczego mi nie jest potrzebna wiedza gdzie B. pracuje - naprawdę. Podejrzewam, że jakbym zapytała, to by mi powiedziała, ale w zasadzie ja dopiero teraz, podczas naszej wymiany poglądów zdałam sobie sprawę ze nie wiem o B. rzeczy, które na ogół się o bliskich znajomych wie. Wcześniej nie zwracałam na to najmniejszej uwagi i nadal - nie zamierzamsmile
                                                  • baba67 Re: Coś dla Baby :) 04.05.16, 12:33
                                                    Bardzo fajna opowieść, milo się czytała, ale zabij mnie ZADNEJ analogii nie widzę.
                                                  • kora3 Re: Coś dla Baby :) 04.05.16, 13:22
                                                    Nie widzisz? Znam parę lat kobitkę spotykamy się regularnie, a ja nie wiem np. gdzie ona pracuje. I do niczego tej wiedzy nie potrzebujęsmile
                                                  • baba67 Re: Vil 04.05.16, 12:31
                                                    Opowiadala o osobistych sprawach W BIURZE. Zatem rozmowy wychodzily oza bezosobowy kanon biurowy. To chcialam napisac.
                                                  • madzioreck Re: Vil 04.05.16, 13:00
                                                    No to co, że wychodziły? To już według Ciebie Tworzy jakąś bliższą więź i człowiek nie prawa mówić o sobie tego, co chce? Bo dostanie łatkę "fałszywego"?
                                                  • kora3 Re: Vil 04.05.16, 13:25
                                                    No i co z tego, że wychodziły? Co???? Ja z moją B. rozmawiam na dalece bardziej osobiste tematy niż te współpracownice, a NIE WIEM gdzie pracuje - wiem ze pracuje, bo czasem wspomina, że wyjeżdża służbowosmile Ona wie gdzie ja pracuje, ba nawet w redakcji u mnie była, po mnie konkretnie. I co? I strasznie jest "fałszywa", bo mi nie powiedziała dotychczas gdzie pracuje? smile
                                                    A na kija mi ta informacja?
                                                  • baba67 Re: Vil 04.05.16, 13:46
                                                    A rozmawialyście o pracy ? Specjalnie przemilcza gdzie pracuje ? Chyba nie. To gdzie analogia?
                                                  • kora3 Re: Vil 04.05.16, 14:13
                                                    No o mojej czasem - tak. Jak się poznałyśmy, to ta wspólna znajoma od razu jej powiedziała co robię, przy okazji tego, jak mówiła, jak my się z ta znajomą poznałyśmy. Nie wiem babo czy specjalnie przemilcza - jeśli tak, to ma jakiś powód na pewno związany nie ze mną.
                        • baba67 Re: Vil 27.04.16, 14:01
                          A tak poza tym to szkoda mi by bylo zwyczajnie czasu na spotykanie się CZĘSTO z osobami ktore nawet nie wiedza, czy jestem meżatka czy sigielka . mam go za malo na bzdety, jesli to ma byc moja specyficznośc to dziekuje za komplement chociaz uważam ze takich dziwnych jest więcej.
                          • kora3 Re: Vil 27.04.16, 14:43
                            Babo, spotykanie dużej liczby ludzi, których znam luźno poniekąd należy do części mego zawodu. A poza tym - różnimy się jak sądzę z Twego opisu w paru kwestiach, tak usposobienia, jak i trybu życia.
                            Ja nie jestem domatorką i generalnie wolę spotkać się w celu towarzyskim poza domem - czy to własnym, czy cudzym. Inna sprawa, że ja na takie czeste spotkania mogę sobie pozwolić po prostu logistycznie. Nie muszę gotować codziennie obiadu np. dla dziecka, a mojego partnera w roboczy tydzień nie ma zwyczajnie, więc też nie ma jak pobyć z nim w domu. Nie mam tu także rodziny, którą odwidziałabym. Mam parę ulubionych miejsc w mieście, gdzie lubię zjeść, albo pobyć z bliskimi znajomymi. Przez znajomych poznaje się innych znajomych i z niektórymi zawizuje się blizsza relacja, a z innymi nie. Ale nie wynika to z niechęci, więc nic nie stoi na przeszkodzie, że taki ktoś np. dosiadzie się do mnie, eksa i mojej przyjaciółki - przykładowo. I mogę taką osobe widywać nawet co 2 dzień nie umawiając się z nią wcale i nie nawiązując relacji podobnej do tej z eksem i z przyjaciółką. Nie wiem jak Ci to prosto wyjaśnić, bo najwyraźniej sam taki tryb życia jest ci obcy
                            • baba67 Re: Vil 27.04.16, 15:07
                              To Ty jestes specyficzna a nie ja. Wiekszosc ludzi jednak spedza czas w domu ze swoimi rodzinami a ich zycie zawodowe nie polega na spedzaniu towarzysko czasu z ludzmi ktorzy nas (ani my ich) specjalnie nie obchodza.
                              • kora3 Re: Vil 27.04.16, 15:37
                                babo, specyficzna jesteś nie dlatego, ze masz inny trub zycia niż ja a i pewnie także sytuację domową - przyznaje, że moja jest tu bardziej specyficzna, niż Twoja, która jak się domyślam jest dość typowa. Wg mnie jesteś specyficzna, bo lubisz o wszystkich wszystko wiedzieć - sama to kiedyś opowiadałaś wspominając, że takie podejście pozwala Ci na unikanie gaf. Wg mnie jesteś także specyficzna dlatego, że nie masz nigdy problemów z opowiadaniem postronnym o swoim życiu, w sensie - bo nie masz tajemnic. Ja też tajemnic nie mam , bo i jakie, ale jednak nie czuję potrzeby opowiadania wszystkim jak leci, szczególnie zaś o sprawach takich np. które były dla mnie przykre - jak np. choroba mego eksmęża.
                                Pod tym względem obie jesteśmy osobami bardzo otwartymi - bo większość ludzi jednak różniste "tajemnice" ma. I bywają one dla nas absurdalne, ale dla takiego kogoś - nie i wypada to uszanować.
                                • baba67 Re: Vil 27.04.16, 16:29
                                  A to tak, masz rację tu jestem specyficzna smile
                                  • kora3 Re: Vil 28.04.16, 06:58
                                    No widzisz, nie ma się zaraz co denerwować ...Ale Babo, znow - nie można innych mierzyć swoją miarą i uznawać, ze skoro "ja nie mam problemu z mówieniem o sobie", to a priori druga osoba też nie powinna mieć.
        • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 08:23
          Babo, masz poniekąd część racji- z dwóch powodów. Choć teraz już slub nie ma takiego jak dawniej wymiaru publiczności, to nadal jest wydarzeniem publicznym i dość dziwne jest przemilczanie go szczególnie do osob, z którymi utrzymuje się czeste i liczne kontakty prywatne.
          I racja Babo- fajnie, ze w tym watku to jaskrawiej widać- stopień zazyłosci ma znaczenie we wzajemnej relacji. Tyle tylko, że dziwić się można, ale obrazać - nie.
          • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 08:38
            Ja nie pisze o obrażaniu się, chodzi tu raczej o przewartościowanie relacji. Dotąd Lati i jej mąz uważali tę parę za bardzo bliskich znajomych, teraz będą to znajomi duzo dalsi. Zatem kontakty będa poprawne będa sobie mówić dziendobry i rozmawiać o pogodzie, o żadnym obrażaniu się mowy byc nie może. niemniej dalszych znajomych nie przyjmuje sie u siebie często a juz na pewno nie niespodziewanie. I jeśłi sie ich zaprosi razem z innymi znajomymi na grilla to oczekuje się jakiegoś rewanzu bo takie sa zasady równowagi w relacjach. Z drugiej strony dalsi znajomi nie musza informowac o swoich planach wakacyjnych, matrymonialnych, jakikolwiek właśnie dlatego że sa to DALSI znajomi.
          • claratrueba Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 08:56
            A co, koro, rozumiesz pod pojęciem "obrażania"? I czy chodzi o "obrażanie się" czy "obrażanie kogoś"?
            Bo to bardzo łatwo i wygodnie powiedzieć, że "ktoś się obraził" (czyli jest obrażalski) i tak sobie sprawę załatwić.
            Moim zdaniem zachowanie lati nie jest żadnym wyraz "obrażenia się" ale prostą odpowiedzią na brak zaproszenia na swoja prywatną imprezę- poprzez brak zaproszenia na swoja prywatną posesję.
            Jak chce się pozwierzać z problemów bez zobowiązań towarzyskich to idzie się do doradcy, psychoanalityka czy innego mędrca, jak sie chce bez zobowiązań towarzyskich posiedzieć wśród zieleni to od tego są parki i miejsca na piknik.
            • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 09:05
              Claro OFF topic-nowe moje odkrycie może znasz-Winnifred Foley w stylu naszej kochanej Call the Midwife ale nie o porodach tylko m. in. sluzbie domowej.
              • claratrueba Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 09:27
                Dzięki, babo. przed chwilą kupiłam dzięki Twojej rekomendacji.
                • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 09:41
                  Miłej lektury smile
            • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 10:04
              Spokojnie Claro smile Ja tak kolokwialnie odniosłam się do ogółu, a nie do Lati konkretnie.

              W tym przypadku natomiast -napisałam Latii wcześniej, by skoro wizyty znajomych -niezapowiedziane - sa jej niemiłe, to należy je ukrocić. I to bynajmniej nie w ramach "kary" za brak info o slubie tylko dlatego, że są zwyczajnie dyskomfortowe. Jak doczytałam - tak zrobiła. Oczywiście zachowanie wcześniejsze znajomych - to wpadanie jak do siebie, brak rewanżu itd. to zachowanie bardzo niegrzeczne. Ale w myśl zasady, że chcącemu nie dzieje się krzywda ....
              • minniemouse Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 26.04.16, 22:49
                Lati, piszac "wyrzucilas ich z ogrodka" mialam na mysli "za kare ich odprawilas" poniewaz czulas do nich uraze za ten brak zaproszenia na slub, badz za samo niezawiadomienie.
                Podejrzewam ze gdyby nie to, to i plewiloby ci sie milo w ich obecnosci, i maz by zrobil przerwe w pracy wink
                Na pewno czujesz sie w jakis sposob niemile i negatywnie wyrozniona takim zachowaniem,
                i wcale sie nie dziwie, ja tez bym sie tak czula.

                Nie wiem czemu tak sie zachowali, z pewnoscia nie jest to zgodne z SV.
                nawet jesli z jakis powodow nie mogli was zaprosic ani na slub ani na wesele to przynajmniej po slubie wysyla sie zawiadomienia o fakcie. brak tego mowi o wychowaniu tej pary.

                Jak inni uwazam iz takie potraktowanie was jest wyrazem jak was szanuja,
                i skoro uznaliscie ze ich towarzystwo wam nie odpowiada, dopisuje sie do reszty - ukroccie
                do minimum albo zrezygnujcie z kontaktow z ta para.
                Z pewnoscia macie lepszych przyjaciol.

                Minnie
                • claratrueba Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 27.04.16, 03:42
                  > Nie wiem czemu tak sie zachowali, z pewnoscia nie jest to zgodne z SV.

                  Też nie wiem ale mam pewne przypuszczenie wynikające z obserwacji pewnego rodzaju ludzi.
                  Otóż są osoby, dla których zasady dobrego wychowania nie są oczywistymi zasadami a pozą, która się przyjmuje jeśli się musi, jeśli nie zachowywanie form skutkowałoby jakąś nieprzyjemną sytuacją. Czyli jeśli nie spotka mnie jakaś "kara" za pewne zachowanie to znaczy, że jest OK.
                  Skąd się to bierze? Ano pewnie z czegoś takiego- "podziękuj cioci bo się pogniewa i nie da ci prezentu następnym razem" zamiast "za prezent trzeba zawsze podziękować". Czy "powiedz dzień dobry pani bo ci będzie pały stawiać" a nie uczenie, że "dzień dobry po prostu się mówi".
                  Żyje wokół nas mnóstwo ludzi, którzy tak funkcjonują- zachowują się zgodnie z s-v kiedy to "się im opłaca". Czyli kiedy ktoś wymusi na nich zachowanie zgodne z normami s-v. Coś jak obecność patrolu policji wymusza przepisową jazdę.
                  I jeśli ktoś jest delikatny, nie daje odczuć, albo daje zbyt słabo by pozer pojął, że nie akceptuje np. wpadania bez zaproszenia albo gadania przez telefon podczas spotkania to staje się "takim, dla którego nie warto się wysilać na jakieś tam formy". Ale dla kogoś innego to "warto" bo albo zakończy kontakty albo coś powie.
                  Albo "jest kimś, kto może mi coś załatwić- trzeba się starać, to się może opłacać".
                  I nie ma to nic wspólnego z sympatią lub jej brakiem- czego boją się ci, którzy w imię "nie bycia sztywniakiem, starą ciotką, obrażalską itd" nie zwracają uwagi na zachowania, które im nie odpowiadają. Po prostu jeśli ktoś zasad nie ma wpojonych to przyjmie, że "te nasze" to jest to, co w kontaktach z nami "się opłaca". Czy warto z takimi niewychowanymi ludźmi się w ogóle zadawać? Zależy na ile są inteligentni, dowcipni, ciekawi. Bo bywają chociaż z manierami krucho. Podobnie jak bywają ludzie bardzo dobrze wychowani a nudni jak flaki z olejem.
                • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 27.04.16, 11:08
                  Być może to przeoczyłaś Minnie, ale Lati wspomniała, że NIE LUBI niezapowiedzianych wizyt. Skoro nie lubi, to fakt iż znajomi wcześniej wpadali bez uprzedzenia musial być dla niej dyskomfortowy (wcale się nie dziwię). Z jakichś przyczyn jednak nie dala im jasno do zrozumienia dotychczas, ze taki ich zwyczaj jej nie pasuje. A powinna. Nie odbieram jej zachowania po tym slubie, jako kary za brak zaproszenia/powiadomienia. Raczej jako zwolnienie z udawania, że te niezapowiedziane wizyty jej pasują. Dlaczego wcześniej udawala? Może jest mniej asertywna niż przeciętnie może też miała takie poczucie, że tamci b. ich lubia, lgną do nich po prostu ...
                  Ja to znam z własnego domu Minnie. Moja mama miał kiedyś taką koleżankę, która pracowala bardzo blisko naszego domu. Mama spotkała ją przypadkowo po latach niewidzenia się po studiach i spontanicznie zaprosila do nas. Wkrótce wizyty tej pani staly się regułą - niemal codziennie po pracy przychodziła do nas na obiad i podwieczorek, czasem zostawala do wieczora. Tak było niemal codziennie poza niedzielami. I jakoś tak hehe utarło się, ze tak właśnie jest. Pani ta mojej mamy nigdy do siebie nie zapraszała, nie przyniosła też nigdy najdrobniejszego upominku ani dla niej, ani dla dzieci czyli mnie i siostry. Nie żeby ktoś oczekiwal, ale wręcz wypadało ...Mojej mamie tak czeste wizyty tej pani nie pasowały. Bo wiadomo, że miło jest powiedzieć przy kawie i powspominać stare czasy, ale wszak pracowała zawodowo i miała pod opieką dwoje dzieci, a w ipiece tej nikt jej nie pomagał, bo tato był przecież poza domem. były to czasy głębokiego PRK-u, więc dochodził jeszcze ten aspekt, że trudno było kupić większość produktów żywnościowych, a gościa nie wypada podejmować zalewajką i makaronem z serem. Taka sytuacja trwała z ponad ROK.
                  I była dla mojej matki dyskomfortowa, ALE mama widziala to tak, że kolezanka do niej lgnie, bo nie ma za wieku znajomych tutaj i jest samotna, więc mojej mamie głupio było dac jej jasno do zrozumienia, iż te wizyty są za często po prostu. A tymczasem baba zwyczajnie oszczędzała Minnie smile Odpadało jej latanie za zakupami żywnościowymi i gotowanie obiadów, zaraz po procy szla do nas, jak na abonamentowy posiłek smile Odpadało zmywanie naczyń, sprzątnie kuchni - no życ a nie umierać.
                  • baba67 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 27.04.16, 13:46
                    W moim domu juz trzecia wizyta pani bez rewizyty skonczylaby sie zdziwionym spojrzeniem i obludnym ubolewaniem ze wlasnie się wybieramy gdzies a jutro cale popoludnie w pracy . Kolejne namolne proby nachodzenia zakonczylyby sie propozycja wspolnego gotowania/pielenia ogródka/ niesienia prania do magla itp.Ciekawa jestem jak sie to przemieszkiwanie w Twoim domu skonczylo.
                    • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 27.04.16, 14:21
                      Wiesz, moja mama była w tej niezręcznej sytuacjo, że pani wiedziała, iż zaraz po pracy pędzi do domu, wychodzi niewiele (tak było w tamtym okresie), a pracuje od do. Wiec wyjściem czy pracą trudno się matce było wyłgać. No i moja mama nie należała wówczas do osób asertywnych. Jak się skończyło? Ano wzięłam sprawy w swoje ręce. smile To było w czasie, kiedy już coś tam umiałam upichcić i mogłam zrobić jedzenie wcześniej i podać siostrze i sobie, nim mama wrociła z pracy. Akuratnie trzeba było trafu, że zachorowała nagle ciotka- siostra mamy. Trafił do szpitala i wujek zadzwonił do mojej mamy, by z nim do ciotki pojechala po pracy. Mama dala nam znać, że tak będzie. Ale pani nie, bo nie miała jak. Tymczasem ja przygotowałam moją popisową wegetariańską lasagne smile Zapodałam mojej siostrze i sobie i odłożyłam porcję dla mamy. kończyłyśmy jesc, gdy u drzwi pojawiła się owa pani. Wpuściłam ją, zrobiłam kawy i przeprosiłam, że mamy nie ma, bo u chorej cioci. Pani patrzyła na nasze talerze, to wspomniałam, ze przykro mi, iż nie mogę jej poczęstować tą pyszną lasagne, ale zrobiłam wg przepisu na trzy osobysmile Pani się musiała obejść smakiem, ale wytrwale siedziała, dałam jej jeszcze herbatników smile i wspomniałam, że ciocia poważnie zachorowała i mama pewnie będzie ją odwiedzać codziennie po pracy, bo są z sobą bardzo związane. To akurat prawda była. Pani kawe wypila, herbatniki zjadła i poszła. Następnego dnia nie wiem czy przyszła, bo mama znow pojechała do ciotki, a ja nakarmiwszy siostrę zabrałam ja na podwórko smile I tak przez pare dni. No i pani przestała przychodzić. Widocznie jej się nie opłacało, bo nie wiedziała kiedy moja matka wróci od ciotki,. a skumała, ze ja jej skarmiać nie mam zamiaru smile
                • azm2 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 27.04.16, 11:27
                  "nawet jesli z jakis powodow nie mogli was zaprosic ani na slub ani na wesele to przynajmniej po slubie wysyla sie zawiadomienia o fakcie. brak tego mowi o wychowaniu tej pary."

                  A może właśnie chcieli poinformować w trakcie ostatniej wizyty, ale nie zostali wpuszczeni do ogródka, wiec nie poinformowali? Tergo już się nie dowiemy, niestety. sad

                  Możliwe, że w Kanadzie istnieje obowiązek wysyłania informacji do znajomych o szczęśliwie zawartym ślubie, ale w Polsce chyba jeszcze nie ma takiego przepisu. wink
                  • madzioreck Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 27.04.16, 14:17
                    azm2 napisał:

                    > A może właśnie chcieli poinformować w trakcie ostatniej wizyty, ale nie zostali
                    > wpuszczeni do ogródka, wiec nie poinformowali? Tergo już się nie dowiemy, nies
                    > tety. sad

                    Po akcji przed ślubem związanej z kopaniem pod stołem pana młodego, żeby się nie wygadał, mnie by już nie zależało, aby się tego dowiedzieć.

                    • azm2 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 27.04.16, 14:47
                      Ja mam nadzieję, że w tym wątku przeczytam jeszcze co najmniej pięć mrożących krew żyłach opisów przypadków krewnych, znajomych i znajomych znajomych kory3, np. kobiety, która do mamy kory3 przychodziła jak na stołówkę. Czekam z wielkim zainteresowaniem. Kora3 ma szalenie interesujące i bogate w zdarzenia życie.
                      smile
                      • kora3 Re: Gratulacje "przemilczanego" ślubu ... 27.04.16, 15:01
                        No mam smile żal ci sciska w związku z tym jakąs cześć ciała? smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka