fugitive
05.06.16, 16:29
Pracuję z bardzo specyficzną osobą. Koleżanka pracuje w terenie, do centrali przyjeżdża raz w miesiącu czasem rzadziej. Jej specyfika polega na tym, że jest to osoba, która bardzo łatwo się obraża, jak się już obrazi, to nigdy nie mówi co się stało, ale strzela klasycznego focha. Gdy jej coś nie gra przestaje się odzywać, przyjeżdża, ledwie odpowie na powitanie, sama raczej się nie kłania, siada za biurkiem i milczy. Z koleżanką pracujemy już 15 lat, wiemy, że wszelkie próby pytania co się stało nic nie dają. Ignoruje to, albo rzuca coś w stylu, " no ciekawe, że nikt nic nie wie, prawda?" potem koleżanka przyjeżdża i odzywa się zupełnie normalnie, nie tylko nie ignoruje pytań, ale sama zagaduje, śmieje się, żartuje itp. Czasem się zdarza, że obraża się na kilka miesięcy i wtedy stara się do centralami w ogóle nie przyjeżdżać, da się to zorganizować, choć wymaga nieco zachodu.
Osoba ta, takim zachowaniem doprowadza mnie do szału, mało kogo tak nie lubię, właśnie z powodu tych jej fochów. Reszta zespołu przyzwyczaiła się, i jak tylko Zosia zjawi się w nastroju do rozmów, wszyscy rozmawiają z nią zupełnie normalnie, "zapominają" o temacie, są bardzo mili. Oczywiście poza plecami Zosi wszyscy mają o niej wyrobione , odpowiedńio negatywne zdanie, czego między sobą nie kryją.
Mnie to drażnie, uważam, że takiej osobie powinno się dać jasno do zrozumienia co się o tym myśli. Błąd popełniono dawno temu. IMO już po pierwszym fochu, jak tylko wróciła w normalnym nastroju, należało się zapytać, " zaraz, zaraz, ale może wyjaśnij najpierw o co byłaś obrażona, gdy byłaś tu ostatni razem , czemu się nie odzywałaś, co miały znaczyć te aluzje". Jeśli nie zechce wyjaśnić to ignorować ją, tzn. Być lodowate uprzejmym, ale nie mówić nic ponad to co konieczne, żadnych prywatnych rozmów , uśmiechów itp.
Koleżanki są temu jednak przeciwne, mówią, że skoro jej przeszło nie ma co wracać do tego, trzeba się cieszyć spokojną atmosferą w pracy.
Zupełnie się z tym nie zgadzam, a co Wy uważacie?