Dodaj do ulubionych

Psina na stole

26.08.16, 11:50
Zachowałam się niekulturalnie, jestem przewrażliwiona i przesadzam czy na moim miejscu również puściłyby wam nerwy? Mój narzeczony dostał pracę w dużej koreańskiej firmie. Bardzo o tę pracę zabiegał, zaczął uczyć się języka i kultury Korei Płd., w końcu się udało. Po półrocznym okresie próbnym dostał angaż na stałe a miesiąc później po raz pierwszy wyjechał służbowo na tydzień do Seulu. Tam pierwszy raz spróbował potrawy z psa. Bardzo mu to mięso posmakowało. Pół roku później znowu wyjechał na tydzień i tym razem jadł już wyłącznie ten specjał. O wszystkim mi opowiadał, pokazywał zdjęcia, niezbyt to estetyczne, no ale wzruszałam ramionami. W końcu w te wakacje pojechaliśmy we dwójkę na urlop do Korei Płd. On jak zwykle żywił się psiną, ale ja nie mogłam się przemóc. Zrobił mi wykład o tym, że powinnam przynajmniej próbować, w końcu to typowe dla kultury tego państwa, ale nie dałam rady. Po prostu obrzydza mnie świadomość, że to z psa. Zaznaczam, że nie jestem jakąś histeryczną wegetarianką czy tym bardziej nawiedzoną weganką, po prostu czuję niechęć do takiego mięsa, podobnie jak nie spróbowałabym pieczonych owadów, które tam sprzedają i on również je jadł czy mięsa, np. ze szczura. Po powrocie do Polski, na powyjazdowym spotkaniu ze znajomymi i wspólnych oglądaniu zdjęć, narzeczony skrytykował mnie publicznie w obecności kilkunastu osób, że mam irracjonalne uprzedzenia i nie potrafię doświadczyć kultury innego kraju. Z kolei wtedy ja wybuchłam twierdząc, że może i irracjonalne, ale nie będę jadła takich świństw i już. Faktycznie moja reakcja była gwałtowna, podniosłam głos, nakrzyczałam na niego i wyszłam z mieszkania. Zrobiłam klasyczną scenę. Znajomi są raczej po jego stronie, chociaż rozumieją moją odmowę jedzenia ze względów estetycznych. Narzeczony jest na mnie obrażony twierdząc, że moja reakcja była niewspółmierna do sytuacji. Kto tutaj bardziej zawinił, jeśli o winie w ogóle można powiedzieć? Kto wykazał się mniejszą kulturą?
Obserwuj wątek
    • kora3 Re: Psina na stole 26.08.16, 11:56
      Bez wątpienia zawinił Twój narzeczony. I to parę razy. Po pierwsze - nie powinien na wyjeździe namawiać Cię do jedzenia, którego jeść nie chciałaś ani komentować Twojej odmowy.
      A na spotkaniu nie powinien wcale poruszać tematu tego, że Ty nie jadłaś tego samego co on i krytykować Cię za to.
      Twoja wina jest tylko w tym, że zareagowałaś gwałtownie. Nie powinno się tak reagować nawet na czyjeś niegrzeczne zachowanie, a tym bardziej będąc gospodynią ....
    • baba67 Re: Psina na stole 26.08.16, 12:00
      Fajne opowiadanko. No i realny problem.
      Narzeczony bardzo zamożny skoro zywi się psina-to drogi sposób odzywiania, ja bym awantur nie robiła bo dobra partia pójdzie sie bujac i żaaal.
      W kadej nacji kulturalni ludzie rozumieja uprzedzenia jedzeniowe, ja rozumiem że mi Szwed nie zje flaków, Szwed rozumie że do kiszonego śledzia nawet nie podejdę choc śledzie uwielbiam.
      Problem możemy mieć na przyjęciu w prywatnym domu jeśli gospodarze zmuszają do spróbowania ale Azjaci to dośc grzeczni gospodarze zatem mało prawdopodobne. Co do innych bardziej bezpośrednich nacji (Hiszpania-bycze jądra, Włosi-ser z larwami) to rzeczywiśćie może byc problem, może jakieś pomysły?
      • vezbetka Re: Psina na stole 26.08.16, 12:16
        baba67 napisała:

        > Narzeczony bardzo zamożny skoro zywi się psina-to drogi sposób odzywiania,

        W Chinach i Wietnamie psina jest bardzo tanio. Byłam. W Korei nie wiem.
        • baba67 Re: Psina na stole 26.08.16, 13:43
          Ja słyszałam że to specjalna rasa psa i relatywnie w stosunku innych potraw wcale tania nie jest. Jednak nie byłam tam, znajomy był w ciekawości zapytał bo sam jeść nie zamierzał.
      • bene_gesserit Re: Psina na stole 26.08.16, 12:19
        E tam, słabo to wymyślone.
        Raczej podejrzewałabym reakcję w stylu 'biedne pieski, a Puszka też byś zjadł, morderco?' niż jakieś niejasne aluzje o 'obrzydlistwie' i 'względach estetycznych'.
        Psinę jada się też we Szwajcarii, zdaje się. Jadało w Paryżu i w ogóle w całej Europie wielokrotnie - podczas wojen i klęsk głodowych. Jada się obecnie i w Polsce (ach, te tajemnice Wólki Kosowskiej...).

        Tak czy siak - ktoś się nudzi przed rozpoczęciem szkoły, albo ta agencja marketingowa-od-wymyślonych-problemów wzięła się na sposób i już nie oznacza swoich postów dziwnymi wyrazami w tytule tylko radzi sobie inaczej.
    • vezbetka Re: Psina na stole 26.08.16, 12:14
      Winę ponosicie oboje, Twój narzeczony większą. Nie zmuszamy, ani nawet nachalnie nie namawiamy innych do jedzenia tego, czego nie chcą z dowolnych powodów. To pierwsza jego wina w Korei. Druga: nie krytykujemy się za odmowę zjedzenia czegoś. Trzecia: publicznie nie krytykujemy. Ty zawiniłaś mniej, niepotrzebnie dałaś się wyprowadzić z równowagi. To on powinien Cię przeprosić, przemyśleć swoje zachowanie a nie się obrażać, bo to on sprowokował całą sytuację.
      Prywatnie jestem bliższa jego poglądowi niż Twojemu, bo pewnie na siłę bym zjadła kawałek psa czy owada w kraju, gdzie jest to popularne, chociażby dla eksperymentu, ale na pewno nikomu nie czyniłabym wyrzutów, że tego nie zrobił. Nie każdy lubi eksperymentować.
    • sweet_pink Re: Psina na stole 26.08.16, 12:43
      Najprostszy sposób na stworzenie sobie wroga - skrytykuj publicznie.
      Generalnie nie ma znaczenia temat, zwyczajnie nie krytykuje się partnera nawet żartobliwie publicznie. Po prostu nie. To czy druga strona zrobi dobry uśmiech do złej gry (cierpiąc w środku), czy odbije piłeczkę ciętą ripostą czy zrobi scenę, czy wyjdzie z opresji z mistrzowskim taktem - owszem kwestia charakteru, ale mleko tak czy inaczej jest wylane.
      Na chwilę obecną ja bym przeprosiła za wybuch tych obecnych co nie zawinili, a byli odbiorcami tej sceny. Zwyczajnie bez jakichś kajań się.
      A Pan jak nie rozumie, że "zaczął" to niech się obraża nawet i do świętego nigdy.

      Czy on przypadkiem nie ma jakiejś manii wychowywania Cię? Nie dało się wykładem, to to publiczne "stawianie w kącie"? Może Twój wybuch to efekt, że jesteś co chwilę wychowywana? Jak tak, to już poza s-v rada, ale dobrze byłby panu skutecznie "dać po nosie", bo później z takim nie idzie żyć.
    • ann.38 Re: Psina na stole 26.08.16, 14:02
      "O wszystkim mi opowiadał, pokazywał zdjęcia, niezbyt to estetyczne, no ale wzruszałam ramionami."

      Pokazywal zdjęcia gotowych potrw? Fotogrfował mięso na talerzu? Czy proces przygotowywania? Naprawdę trzeba przemyśleć takie opowiadanie i dopracować szczegóły. No i trudno uwierzyć, że ktoś robi narzeczonej wyrzuty, że ta nie je określonego (kontrowersyjnego) gatunku mięsa (i argumentuje że to mialoby być drogą do poznania kultury kraju) zwłaszcza, kiedy jest to w sytuacji, zupełnej dostępności innego jedzenia.
      • ann.38 Re: Psina na stole 26.08.16, 14:05
        Swoją drogą to, kiedy zobaczyłam tytuł wątku pomyślałam o jakimś sympatycznym piesku, poczciwej psinie, co się lubi wylegiwać w kontrowersyjnych (dla niektórych) miejscach, bo u mnie w tej chwili leży (śpi) na stole (nie kuchennym) kocina, całkiem żywa.
        • kora3 Re: Psina na stole 26.08.16, 14:09
          Też myślałam o tym smile
          Moja kocina - też całkiem żywa leży teraz na moim łóżkusmile
        • kiwas Re: Psina na stole 26.08.16, 14:40
          ann.38 napisał(a):

          > Swoją drogą to, kiedy zobaczyłam tytuł wątku pomyślałam o jakimś sympatycznym p
          > iesku, poczciwej psinie, co się lubi wylegiwać w kontrowersyjnych (dla niektóry
          > ch) miejscach, bo u mnie w tej chwili leży (śpi) na stole (nie kuchennym) kocin
          > a, całkiem żywa.

          Ja tak samo, i już miałem nawiązac do problemu, opisując moich sąsiadów, których kot wyleguje się na stołach, blatach kuchennych, między talerzami, a nawet na nich smile

          • kiwas Re: Psina na stole 26.08.16, 14:43
            kiwas napisał:

            > Ja tak samo, i już miałem nawiązac do problemu, opisując moich sąsiadów, któryc
            > h kot wyleguje się na stołach, blatach kuchennych, między talerzami, a nawet na
            > nich smile
            ... ja nie mam nic przeciwko, ale moja dziewczyna niczego u nich nie zje, choćby umierała z głodusmile Kiedyś zresztą był chyba wątek o psie czy kocie na stole w jakimś kulinarnym programie.
            Dla mnie spoko - lepsza żywa psina czy kocina na stole, niż martwa, przerobiona i spożywana.
            A wątek zmyślony, jak nic.
            Ale ciekawy.
            Profesor mojej narzeczonej jadł w Seulu psinę, i chwalił się tym publicznie ("nawet smaczna, ale nieco twarda"), co przysparzało mu wszędzie wrogów.
        • rikol Re: Psina na stole 29.08.16, 18:04
          Dokładnie to samo przyszło mi do głowy. Mały piesek, którego pańcia kładzie na stole (a pewnie na miejsce był przyniesiony w torebce.

          Nie wyobrażam sobie zjedzenia psa.
          • bene_gesserit Re: Psina na stole 29.08.16, 18:57
            > Nie wyobrażam sobie zjedzenia psa.

            Kwestia okoliczności, myślę.
          • vezbetka Re: Psina na stole 30.08.16, 14:43
            rikol napisała:

            > Nie wyobrażam sobie zjedzenia psa.

            Masz płytką wyobraźnię.
          • kora3 Re: Psina na stole 30.08.16, 17:01
            Dziwię się, że jeszcze nie dostałaś/łeś pytania czy zjadłbyś/zjadłabyś psa umierając z głodu.
            A czy człowieka? Pytanie wcale nie oderwane od rzeczywistości: w czasie Wielkiego Głodu na Ukrainie ludzie jedli swoje dzieci uprzednio je osobiście zabijając. Robili to, żeby przeżyć, a gdyby nie przeżyli ktoś inny zabiłby i zjadł ich dzieci. W karcerach KL -ów więźniowie jedli mięso ze zmarłych współwięźniów.
            Tylko, że to są wszystko sytuacje EKSTREMALNE, a w tym watku jest mowa o próbowaniu z ciekawości potrawy ze zwierzęcia, którego jedzenie w naszej kulturze jest niewyobrażalne dla większości.
    • milamala Re: Psina na stole 28.08.16, 21:20
      Narzeczony nie powinien cie krytykowac z powodu niejedzenie czegos tam.
      Ja tez psa bym do ust nie wziela, tak jak mdli mnie na widok zabich udek, choc juz udka kurczaka mniam mniam, kazdy ma jakiegos bzika i to jego sprawa nie podlegajaca krytyce, narzeczony powienien to wiedziec i uszanowac. Nie powinien robic ci wymowek czy niestosownych zartow. Sprowokowal cie do nadmiernej reakcji. Wiec tak czy owak gdyby nie jego niestosowne zachowanie, to twoje nadpobudliwe by nie nastapilo.
    • jesienna.nuta Re: Psina na stole 29.08.16, 12:25
      Zmień narzeczonego. Dobrze radzę.
    • matylda1001 Re: Psina na stole 30.08.16, 01:52
      Zadajesz się z barbarzyńcą, Henrietto. Gdyby mój mąż był zdolny do podobnych eksperymentów kulinarnych to nie dostałby buzi do czasu, aż by sobie gębę wyparzył wrzątkiem.
    • anna_maria_taka_jak_inne Re: Psina na stole 30.08.16, 16:37
      Jesteście siebie oboje warci. Twój narzeczony jest pretensjonalnym neofitą a Ty w swoich rekacjach na sytuację nie jesteś wcale lepsza od tak pogardzanych prze Ciebie "histerycznych wegetarian czy tym bardziej nawiedzonych wegan".
      • vezbetka Re: Psina na stole 30.08.16, 17:53
        anna_maria_taka_jak_inne napisała:

        > Jesteście siebie oboje warci. Twój narzeczony jest pretensjonalnym neofitą a Ty
        > w swoich rekacjach na sytuację nie jesteś wcale lepsza od tak pogardzanych prz
        > e Ciebie "histerycznych wegetarian czy tym bardziej nawiedzonych wegan".

        Uderz w stół... I właśnie dlatego na ogół nie lubi się wegan/wegetarian.
        • robeenek Re: Psina na stole 30.08.16, 19:16
          Twoja odpowiedź jest wybitnie do bani. Prawda w oczy kole, co nie? Potrawy z psa nie zjesz z powodów estetycznych, a nie sentymentalnych, boś ty przecież nie jakaś "histeryczna wegetarianka" czy "tym bardziej nawiedzona weganka". Powtarzam za anna_maria, jesteś warta swojego narzeczonego, oboje wybitnie bucowaci.
          • robeenek Re: Psina na stole 30.08.16, 19:21
            Ups, uznałam że vezbetka jest założycielką wątku. Ale i tak mój post odnosi się i do jednej i do drugiej pani.
            • kora3 Re: Psina na stole 31.08.16, 10:53
              Wiesz, ja sądzę od początku, ze ten watek jest prowokacjąsmile Wątkodawczyni po prostu sprawdzała, jak się zachowają ludzie prawiący o SV w obliczu tak rażącego naruszania naszych norm kulturowych. Na ten sam efekt były obliczone niby poboczne uwagi o wegesmile Liczyła, że uda się nas sprowokować. Przeliczyła się, bo większość wypowiedzi była merytoryczna i tyczyła się zachowania państwa a nie jedzenia psiny, dokładnie tak samo, jakby na miejscu mięsa z psa było cokolwiek mniej kontrowersyjnego do zjedzenia.
              Można powiedzieć, że tym razem stanęliśmy na wysokości zadania smile - dużo gorzej nam idzie gdy watek traktuje o czym związanym z seksualnością i relacjami damsko-męskimi.

              Abstrahując od tego, że wątkodawczyni prowokacja się nie udała. Jestem wegetarianką "od zawsze", ale przyznaję, że mnie irytują niektórzy wegetarianie i weganie. Głownie tacy, którzy nie potrafią pogadać o niczym innym niż o swoim wege. Że bywają odjechani - prawda. Od kiedy przeczytałam w necie o dorosłym weganinie, który chciał na weganizm "przekabacać" swego ...kota uznałam, że musi być anormalny. Dorosły człowiek chcący uczynić weganinem całkowicie mięsożerne zwierzę, które nie trawi roślinnego jedzenia, bo taki ma układ pokarmowy, zwyczajnie się nad tym zwierzęciem znęca!
              • robeenek Re: Psina na stole 01.09.16, 10:37
                Tak poza tematem... Tak, niektórzy wege potrafią być odjechani, ale sami też doświadczają dziwnego traktowania. Nie jestem stricte wegetarianką, bo i rybkę czasami zjem a jako gość coś tam mięsnego też skubnę bez wybrzydzania, ale bywało że kiedy wybierałam bezmięsne potrawy to udzielano mi surowych pouczeń nt szkodliwości diety wegetariańskiej. Raz była to nawet koleżanka z pracy, osoba młoda i wykształcona, bywała w świecie i na "ty" z wieloma znanymi osobami z kręgów artystyczno-prezenterskich (więc, z założenia, bardziej otwarta na różne dietetyczne nowinki, tak mi się wydawało). Dla kontrastu, w tym samym okresie wyjechałam do rodziny w małym miasteczku. Obawiałam się krytyki ze strony bardzo tradycyjnych krewnych. I proszę, nikt nie okazał zdziwienia tylko troskę, czy aby na pewno się najem (bez obaw, jedzenia różnorodnego było w bród i objadłam się unikając mięsa). Ba, starsza osoba stwierdziła, że sama chętnie by zrezygnowała z mięsa bo teraz tyle dobrych rzeczy bezmięsnych jest dostępnych, ale nie może z powodu męża, zagorzałego mięsożercy.
                • kora3 Re: Psina na stole 01.09.16, 11:00
                  Ja też sporadycznie jadam ryby, mięsa - nie. W zasadzie jest tak od moich wczesno nastoletnich lat smile Przyznam się, ze barrrrrrrdzo dawni nie spotkałam się ze zdziwieniem na tym tle, czy pouczeniami, a bywam często w środowisku ludzi prostych, na imprezach, gdzie z założenia serwuje się jedzenie, także w zakresie oceny jego smaku smile Po prostu mówie, że nie jem miesa i jest to przyjmowane z obojętnym zrozumieniem, bez komenty.
                  Ostatnio z komentarzami na ten temat miałam okazje się zetknąć obcując z konieczności z ludźmi odjechanymi na tle religijnym - katolikami, ale nietypowymi. Im wegetarianizm kojarzył się podejrzanie, znaczy z jakim pogański m kultem smile
            • vezbetka Re: Psina na stole 31.08.16, 12:52
              robeenek napisała:

              > Ups, uznałam że vezbetka jest założycielką wątku. Ale i tak mój post odnosi się
              > i do jednej i do drugiej pani.

              Kulą w płot. Jadłam psa kilka razy w Wietnamie i w Chinach.
              • robeenek Re: Psina na stole 31.08.16, 14:37
                No to jaką kulą, nie rozumiem... Trochę więcej pomyślunku jak już coś zaczynasz wystukiwać na tej klawiaturze, he he. I gratuluję doświadczeń kulinarnych. smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka