Wiadomo, ze dla większości z nas matka jest w życiu kimś absolutnie wyjątkowym i na specjalnych prawach. Czy jednak jest gdzieś i gdzie wg Was granica ingerencji matki w życie dorosłego dziecka?
Pytam z racji tej sytuacji: kolega (39 l.) po rozstaniu z zoną wyprowadził się do domu rodziców - tak się umówili. Dom jest spory, niekrepujący. Kolega jest normalnym gościem, pracujący, bez nałogów. Dogadał się z rodzicami co do kosztów jego pobytu w ich domu, który to pobyt z założenia ma być czasowy jedynie. No i teraz taka sytuacja jest, ze mama kolegi nie daje mu żyć. Oczekuje, że będzie jadał wspólne z rodzicami posiłki, spędzał z nimi weekendy

Tymczasem pan rodziców kocha i szanuje, ale no nie jest już dzieckiem przecie. W ciągu jego spotkania ze znajomymi jego mama potrafi zadzwonić nawet kilka razy! Po nic - pyta co robi, gdzie, z kim, kiedy wróci do domu

Ojciec zachowuje się normalnie dodam.
Najciekawsze jest to, że jak relacjonuje ów kolega, kiedy był jeszcze żonaty to nie miało miejsca. Owszem, mama się normalnie kontaktowała, ale bez takich jazd.
Nie za bardzo wiem co poradzić koledze, bo nie bylam w takiej sytuacji i sobie jej w wykonaniu mojej matki nie wyobrażam. Doradziłam spokojną rzeczową rozmowę z mamą (mama ma lat 63 i jest całkowicie sprawna tak fizycznie, jak i intelektualnie), ale jak się dowiedziałam takie rozmowy już były. I kończyły się stwierdzeniami, że przecież jest jej dzieckiem, nie poukładało mu się w zyciu (hehe) oraz martwi się. Rozmowa z ojcem dała tyle, że stwierdził, że mam się zafiksowała...
Kolega nie wie co teraz robić

Wyprowadzać się na ten moment nie chce (czeka na rozstrzygnięcie spraw związanych z podziałem majątku), ale tak dziwacznie żyć też nie chce. Raz w desperacji wyłączył sobie komórkę sądząc, że to ostudzi zapały mamy, ale skończyło się to u niej wydzwanianiem po szpitalach i na policję w poszukiwaniu być może skrzywdzonego "dziecka", histerią i czekaniem nań w progu do 1.30. Niemiły też nie chce być, ale już mu puszczają nerwy - no kto to zniósłby - 5 - krotny telefon od mamy "Gdzie jesteś? Kiedy wrócisz?" będąc dorosłym...
Czy wg Was jest jakiś grzeczny i skuteczny sposób oduczenia matki takich zachowań wobec przedorosłego dziecka? Mama ta wydaje się być w kontaktach z obcymi miła i rozsądną osoba - miałam okazję poznać przypadkiem.