ozarow.jezi
21.08.17, 10:24
Czy poniższą sprawę można rozwiązać grzecznie, w sposób satysfakcjonujący obie strony i bez szkody dla poprawnych stosunków sąsiedzkich?
Niewielka miejscowość tuż przy dużym mieście, na naszej ulicy tylko 3 domy obok siebie, wszystkie niedawno wybudowane, nasz jest w środku. Sąsiedzi z obu stron bezproblemowi, uprzejmi, ale trzymający spory dystans. My jesteśmy otwarci, ale nam to nie przeszkadza. Różni są ludzie. Wszyscy około czterdziestki, wszyscy z dziećmi.
Jedni z sąsiadów mają kota. Od razu po wprowadzeniu się powiedzieli nam, że chcą zabezpieczyć swój ogród tak, aby kot z niego nie mógł wyjść i pokryją koszty zabezpieczenia ogrodzenia także od naszej strony. Zgodziliśmy się. Sami mamy psa na ogrodzie, więc może i lepiej, że w razie czego nie będzie problemów. Tak też się stało. Sąsiedzi uzupełnili ogrodzenie o dodatkowe panele wewnętrzne ze wszystkich stron i kot nie ma możliwości opuszczania ich terenu. Wygląda to trochę jak mur dookoła domu, ale z prześwitami, więc po części widzimy ogród sąsiadów. Generalnie problemu nie ma.
Jak wspomniałam u nas jest pies. Poza tym dokarmiamy ptaki, mamy dwa "stanowiska" dla większych i mniejszych, regularnie wysypujemy im pożywienie a pies ptaków nie płoszy, zresztą miejsca są zdecydowanie poza jego zasięgiem. W związku z tym przylatuje do nas bardzo wiele ptaków. I tu jest problem, bo część z tych ptaków siada także u sąsiadów z obu stron, w tym tych, u których jest kot. Muszę tu dodać, że to nie jest zwykły kot, tylko rasowy, bengalski. Ma o wiele silniejszy instynkt łowiecki niż koty typu klasycznego. Nic więc dziwnego, że poluje na ptaki znajdujące się na jego terenie. Robi to skutecznie i tygodniowo zabija kilka - kilkanaście ptaków, różnej wielkości, w tym także większe jak np. gołębie czy sroki. Sąsiedzi regularnie je usuwają ze swojej posesji.
Podnieśliśmy ten problem w rozmowie z nimi, ale sąsiedzi stwierdzili, że taka jest już natura kotów, że polują i nic się z tym nie da zrobić. Poradzili nam, żebyśmy przestali dokarmiać ptaki, wtedy będzie ich przylatywać mniej. Dla nas jest to nie do zaakceptowania. Każdy został przy swoim, tymczasem ptaki nadal giną. Nie obwiniamy o to samego kota, tylko jego właścicieli. Nie wiemy co robić, ale nie chcemy tej sytuacji tak zostawić... Co możemy zrobić, jak zaznaczyłam jednak, nie chcemy zadrażniać układów sąsiedzkich, na złej atmosferze nam na pewno nie zależy, ale nie można dopuścić przecież do niszczenia ptactwa. Co radzicie?
Aleksandra