Następująca sytuacja: na sesji rady miasta procedowany jest projekt uchwały. Dotyczy rozwiązania typowo technicznego. Przedstawia go i uzasadnia współautor projektu - radny z wykształcenia i wieloletniego doświadczenia inżynier obeznany z tematem. Potem jest otwarta dyskusja i zgłasza się radny z innego klubu. Jest to świeży rzec mozna radny, pierwsza jego kadencja i stosunkowo młody człowiek. Jak mozna zaobserwować oglądając kolejne transmisje z sesji i czytając jego interpelacje - bardzo zaangazowany i aktywny radny, co się chwali. Natomiast co też daje sie zaobserwować i co się już chwali mniej

nie zawsze zorientowany w tematach, w których zabiera głos ...No i zaczyna mówić, ze rozwiazanie jest złe, bo to i to i trzeba to zrobić tak i tak. Nawet osoba taka jak ja, czyli w temacie zorientowana tylko od strony pisania o tym problemie łatwo mogła sie zorientować, że pan aktywny radny kolokwialnie mówiac - bzdury plótł

To co proponował nie byłoby mozliwe technicznie, a i też byłoby niezgodne z obowiązującymi przepisami. Radny współautor projektu odpowiadając "ad vocem" zwyczajnie to aktywnemu młodzianowi powiedział powołując się na konkretny przepis. Ten jednak upierał się, ze jego pomysł jest lepszy i on uwaza, że trzeba tak zrobić, jak on proponuje, bo tak będzie dobrze

Współautor projektu powiedział takie zdanie "Z całym szacunkiem panie radny, ale nie jest pan autorytetem w tej dziedzinie i nie tylko nie zna pan podstawowych przepisów dotyczących tej materii oraz nie orientuje się w technicznych rozwiązaniach tego typu, ale w dodatku nie przygotowywał się pan do tej dyskusji. Dlatego uwazam, że nie ma sensu jej kontynuować z panem".
Co do meritum radny inzynier miał 100 proc. racji - gośc nie zna się na tym nawet w stopniu zainteresowanego tematem laika w tej dziedzinie, jakim np. ja jestem. Zatem za nijaki autorytet "robić" nie moze. Prawdą jest też, że się nie przygotował do dyskusji

a przecież mógł.
Takie są fakty, jednak czy radny przedstawiający projekt nie posunął się za daleko mówiac, jak mówił? radny aktywny uwaza, ze tak czemu dał wyraz mówiac na te słowa, że ludzie go wybrali, ma prawo zabierać głos i nie ma powodu go obrazać.
Wiadomo, ze z cudzymi uczuciami nie dyskutujemy, z odczuciami też - skoro pan sie poczuł obrazony to sie poczuł i kwita. Ale chyba mozna zaqpytać czy Waszym zdaniem radny referujący projekt go faktycznie obraził, czy też nie?