Taka sytuacja - wracajac od lekarza, gdzie wizyta czasowo no jednak trochę zeszła (ok 45 min),
jadąc i tracąc znowu sporo czasu (ok 15), po drodze zgodnie z obietnica wstępujecie do Dobrej Znajomej.
Już od progu wołacie: "kochana błagam!!, zrób mi proszę szybko kawy, strasznie mnie suszy a do tego głowa mnie rozbolała!"
Dobra Znajoma: "już stawiam, kochana już stawiam, chodź ci tylko najpierw pokażę moje nowe gniazdko, bo jeszcze nie widziałaś (no, fakt..)..." - łapie was za łokieć raźnie rusza w stronę pokojów : )
Was skręca, bo wam okropnie zimno, naprawdę strasznie ale to strasznie chce się wam pić, głowa młotkiem pulsuje, marzycie o kubku gorącej kawy a Znajoma nawet nie spojrzała w kierunku czajnika tylko was taka zmarzniętą, zbolałą i spragniona zamierza oprowadzać (ze szczegółowym komentarzem, a jakże!) po lokalu o powierzchni blisko 300m kwadratowych na trzech pietrach
Co byście zrobili na moim miejscu? poszli potulnie zwiedzać? czy też piętami dziko zaparli w miejscu iż bez kawy mowy i ruchu nie ma?
Ja poszłam na kompromis i poprosiłam o szklankę wody podgrzana w mikrofali, wypiłam duszkiem lolol
Minnie