Kiedyś przy okazji rozmów o telefonach na forum miałam okazję przeczytać wiele opinii, ze absolutnie nie wypada rozmawiać przez tel. gdy istnieje możliwość, że ktoś sie do nas zwróci. Np. w pociągu gdy konduktor przyjdzie sprawdzić bilety, czy też w kawiarni, gdy może podejść l kelner itd. Nie zgadzałam sie z tak radykalnym podejściem, ale jakoś tam rozumiałam tok myslenia tych, ktorzy wyrazali takie zdanie.
Przypomniało mi sie to wszystko w zwiazku z sytuacją, która zaistniała dziś rano. Otóż wczoraj udało mi się umówić mailowo na telefon dziś rano z pewnym panem posłem. Piszę, ze aż udało, bo chodzi o posła raz mocno zajętego, co można sobie zobaczyć w TV, a dwa - zupełnie mi nieznanego. Zależało mi na tym, by z nim porozmawiać i miło z jego strony, że sie zgodził, mimo naprawdę zapiętego grafiku. Napisał, żebym zadzwoniła o 9.30. No fajnie.
Z racji pandemii pracuję teraz w domu, byłam w nim sama. Podczas rozmowy telefonicznej z panem posłem usłyszałam dzwonek do drzwi, wyjrzałam przez wizjer - listonosz. No i co powinnam Waszym zdaniem zrobić teraz? Wg tego, co wcześniej pisali niektórzy ZAKOŃCZYĆ rozmowę z posłem, skoro mam porozmawiać z listonoszem. Problem w tym, że - co oczywiste - jeszcze nie skończyłam posła pytać o to, co mi potrzebne, a po drugie nie jest to dla mnie osoba, której mogę powiedzieć "sorry, listonosz, zdzwońmy sie za 5 min." Mogłam też listonoszowi nie otwierać, zostawiłby nie zastawszy nikogo awizo. Ale to z kolei - przyznaję - dla mnie kłopot, bo musiałabym zasuwać na pocztę. Zatem otworzyłam panu listonoszowi i bezgłośnie pokazałam na tel. starając się mimiką przekazać, że przykro mi, ale nie mogę przerwać rozmowy. W lot zrozumiał, wyciągnął polecony, pokazał gdzie podpisac. Na moje skinięcie głową w podzięce uśmiechnął się i przyłożył dwa palce do czapki

Nie wyglądał na specjalnie poniżonego - ale może ten akurat ma tak, że jak go ktoś poniża to się wesoło uśmiecha i "salutuje" - nie wiem, nie znam pana.
A Wy jak zachowalibyście sie w opisanej sytuacji?