Podczytuję Wasze forum od dobrego roku, chętnie zaglądam do jego archiwum, znalazłam całkiem sporo rozsądnych rad na mniejsze i większe problemy w sytuacjach towarzyskich. Zwykle jednak mniejsze

A na poważnie, zdecydowałam się zarejestrować i poprosić o opinię, bo takiego tematu jeszcze nie widziałam.
W okolicznościach zawodowych poznałam około rok temu osobę, a raczej parę - małżeństwo , o bardzo charakterystycznym podejściu do ludzi. Tzn. mili i uprzejmi ludzie, świetni jako współpracownicy, terminowi i przykładający się do swojej pracy podwykonawcy. Współpracowaliśmy w sumie przy trzech projektach, w tym jednym nieco większym i w tym czasie wyrobiłam sobie jak najlepsze zdanie na ich temat.
Być może błędem moim była próba przeniesienia znajomości ze sfery zawodowej na prywatną. Po ostatnim projekcie zaprosiłam oboje do kawiarni na deser i wino. Przyjęli zaproszenie, bardzo podziękowali, w efekcie spędziliśmy naprawdę miło trzy godziny. Dwa tygodnie później zrewanżowali się zaproszeniem do siebie do domu, na mini przyjęcie ogrodowe. Chętnie poszłam, poznałam wtedy też kilku ich znajomych.
Znajomość bardzo obiecująco się rozwijała, ale jedna z dalszych koleżanek z pracy, gdy dowiedziała się, że z tymi ludźmi się spotykam, przestrzegła mnie przed nimi na zasadzie "oni są dziwni". Ponieważ nic takiego nie zauważyłam, a o tej koleżance najlepszego zdania nie mam, zignorowałam to, co powiedziała. Zaczęłam traktować tych ludzi jako bliskich znajomych.
I teraz główna kwestia. Nieco ponad miesiąc temu rozmawiałam luźno przez telefon z kobietą z tego małżeństwa znajomych i jakoś temat zszedł na to, że oni chcą dość pilnie pomalować parkan wokół swojego domu. Banalna sprawa. A ja akurat mam kuzyna (brata ciotecznego) z rodziny, z którą jestem blisko, który dokładnie tym się zajmuje, czyli malowaniem wnętrz i na zewnątrz. Powiedziałam więc, że mam zaufanego fachowca i może by chcieli skorzystać. Ona powiedziała, że w sumie czemu nie, ale zależy jej na naprawdę profesjonalnej i bezproblemowej osobie, że to dla nich najważniejsze, ważniejsze niż np. cena.
Zadzwoniłam do kuzyna, powiedziałam mu o możliwości, on zachwycony, bo zleceń niewiele. No i skontaktowałam ich ze sobą. Parkan duży, ponad 2500 m2, włącznie z częścią wspólną z sąsiadami. Umówili się na kwotę - niemałą, warunki (oczyszczenie starej farby, przygotowanie podłoża, kolor, właściwe malowanie itp.) za całość i przede wszystkim termin. Praca miała trwać 4 dni i zacząć się w połowie czerwca. Żeby nie wchodzić w dalsze szczegóły, kuzyn zawalił. Nie przyjechał umówionego dnia, nie odbierał telefonów, zleceniodawczyni zadzwoniła do mnie, ja również nie mogłam się z kuzynem połączyć. Następnego dnia kuzyn odebrał, przeprosił i powiedział, że zadzwoni do nich. Zadzwonił umówił się na kolejny dzień i znowu nie przyjechał. Jak się okazało miał jakieś nagłe dodatkowe zlecenia i zobowiązania. Chciał trzeci raz przyjechać, ale oni powiedzieli, że już nie musi, że znaleśli kogoś innego.
Zadzwoniłam do nich raz jeszcze, bardzo przeprosiłam za sytuację, za kuzyna, oni powiedzieli, że absolutnie nic się nie stało, że się zdarza i sobie poradzą. Pożegnaliśmy się myło. I wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że po tej rozmowie, po prostu przestali się do mnie odzywać. Sami się nie kontaktują. Gdy ja wysyłam sms, to odpowiadają grzecznie, ale bardzo krótko, lakonicznie, typowa odpowiedź zamkniętą albo nie odpowiadają wcale. Nie odbierają też połączeń. Podobnie z mailami (kontakt mieliśmy telefoniczno - mailowy). Trwa to już czwarty tydzień. Po prostu nagle urwali kontakt.
Zdezorentowana zwróciłam sie do tej koleżanki, co mnie przed nimi "ostrzegała" i powiedziała mi, że właśnie tacy są i inna jej znajoma miała podobną sytuację. Właśnie tak postępują. Są przeczuleni na punkcie solidności. Jeśli świeży znajomy "nawali", od razu skreślają go ze swojej listy kontaktów.
Jak oceniacie takie zachowanie w świetle SV? Nie piszę szerzej o swoich uczuciach, bo mam mieszane. Bardzo żal mi tej znajomości, ale z drugiej strony nie czuję się aż tak bardzo winna zaistniałej sytuacji. I co w ogóle myślicie o takim podejściu do życia tych ludzi: nie kłócą się, są zawsze mili, uprzejmi, ale jak ktoś im "podpadnie" to koniec kontaktu. Z tego, co opowiadali mi, zanim doszło do tej sytuacji, potrafią nawet narazić się na straty finansowe (np. zapłacić za nierzetelną usługę) niż wszczynać jakieś awantuty, czy dochodzić roszczeń, po prostu wolą skreślić taką osobę i nidgy więcej się z nią nie kontaktować, nie korzystać z usług. (Akurat opowiadali mi o mechaniku samochodowym, który niezbyt rzetelnie wobec nich postąpił. Zapłacili, byli grzeczni, ale więcej się u niego nie pojawili, znaleźli jakąś konkurencję. Jak sami się chwalili, dzięki takiej postawie trochę stracili finansowo, ale mają kilku sprawdzonych fachowców do różnych spraw, kilka sprawdzonych sklepów oraz kilku naprawdę sprawdzonych znajomych. Jak widać ja się nie sprawdziłam).
Jeszcze raz więc pytam: czy takie podejście i zachowanie można uznać za kulturalne i zgodne z SV? Przepraszam, jeśli się za bardzo rozpisałam, ale chciałam przedstawić właściwy kontekst.
Pozdrawiam serdecznie.
KJ