Dodaj do ulubionych

Taki "dylemacik"

07.02.09, 14:17
dot. os. tow. i nie tylko.

O osobach towarzyszących napisano juz na tym frum tysiace znakówsmile
ale chciałabym poznac Wasza opinie nt. pewnej nie o końca typowej
sytuacji.

Otóz - bliska osoba, przyjaciółka miała pewna dziecięca ze tak
powiem imprze rodzinną. Z tej okazji zaprosiła bardzo male grono
gosci - w zaadzie najblizsze osoby spoza rodziny jedna.

Impreza odbywała się w domu, wiec siła rzeczy liczba miejsc była
graniczona.
Poniewaz dwoje ludzi - małzeństwo poniekąd smile byli oficjalnie
świadkami na uroczystosci dla dwójki dzieci - zostali zaproszeni
oboje wraz ze swoimi dziećmi. Poza tym dziadkowie, rodzice rzecz
jasna, brat zaintersowanej i ja.
zeby była jasnosc mja znajomosc z dziecmi nie ogranicza sie do
znajomosci z ich rodzicami - znam je od dawna i "bywam" przy
oakzjach i bez nich w ich towarzystwie.
Tak się kłada, ze ja przyjaciółka, jej maz i brat zresztą też znaja
się z moim patnerem, brat w zasadzie tylko tak oficjanie,
przyjaciółka i jej mąż - b. dobrze, acz ie tak intensywnie i długo
jak ze mna.

Przyjaciólka zaprosiła nas oboje. Mój parner nie mógł iśc na impreze
z obiektywnych przyczyn (sądze, ze gdyby ich nie było, to by sam je
sobie stworzył poekąd), uczestniczył tylko w uoczystosci koscielnej.

Rzecz w tym, że brat przyjaciółki też jest z kms zwiazany. Poczuł
się urazony faktem, ze siostra nie zaposiła tej osoby na imprezę.
Impreza nie była typu "sparowanego" po prostu tak wyszła, ze para
swiadków była małżeństwem, a mój partner,m który zresztą nie poszedł
także dobrym znajomkiem rodziców i dzieci. Tymczasem owej pani
siostra nie miała okazji poznac dotychczas, poniekad wynika to z
braku inicjatywy do tego ze strony jej brata. Wiem,z e kikakrotnie
próbowała go zachecic do zapoznania jej z ta pania, ale brat ja
zawsze zbywał.
Tym razem, rzeczywiscie nie próbowała zapraszać jej takze, cyba, jak
sadze ze względu na to, ze impreza była ograniczona "miejscowo", w
domu.

Wiem natomiast,z e zapraszała na wiekszą i w swoboniejszej
przestrzeni, naturalnie pzez brata, bo nie zna. Ale brat z góry
zapowiedział, ze przyjdzie sam. Nie ało tez rezultatu proponowanie
spotkania z nią i z mezem brata i jego partnerki na neuralnym
gruncie - wsplólna pizza, kawa, czy piwko poza domem.
Zawsze spotykało sie to z odmową.

Dodam, ze ja sama znajduje sie w dosc niezrecznej sytuacji. Znam
partnerke brata przyjaciółki, ale za nia nie przepadam i co tu duzo
gadać - nie rozmawiamy z sobą. Zdarzyło nam sie wszelako znaleźć na
wiekszej imprezie nie tak dawno obu, żadna nie była gospodynia -
obie goscmi byłysmy i nie było żadnych kwasów.
Pewnie, że przy małym stole w kilkuosobowym towarzystwie trudno o
taki komfort, niz na impreze z udziałem kilkudzisieciu osób i kilku
odzielnych stołach. Niemniej nic nie wskazuje na to, bysmy mogły sie
pobicsmile

Ta czy owak - niezaleznie od tego, czy ja mam sie gdzieś pokawic ,
czy nie - brat w widoczny sposób unika zapoznania swej partnerki z
siostą i rodzicami. Pzrynajmniej dla niej to tak wyglada, bo jak
pisałam wyzej - nie chce spokac się na neutralnym gruncie z nią i
jej mezem tylko w 4.

Teraz ma zal do siostry, ze mnie zaprasza z kims kogo zna, a jego
samego. siostra uwaza, ze nic w tym dziwnego skoro kohoś nie zna i w
dodatku usiłowała bezskutecznie poznac.
Ja sie zcuję mocno niezrecznie, bo lubię i przyjaciółę i jej brat
tez. Rozmawiamy normalnie i probowałam zwyczajnie wyjasnić dlaczego
dąsa sie na przyjaciółke z mojego powodu, a sam nie chce poznać jej
ze swą patnerka, ale bez rezultatusad

Niby nie ejst urazony, ale jest - sama nie wiem, jak wybrnąc z tej
sytuacji ow wiem,z ebedzie sie powtarzała. Nie chciałaby rezygnować
z uzestnictwa w zyciu uroczystym, ze tak pwoeim mojej przyjaciółki,
ale nie chce też byc koscią niezgody.
Obserwuj wątek
    • nm.buba011 Re: Taki "dylemacik" 07.02.09, 16:19
      > wiec siła rzeczy liczba miejsc była graniczona.

      - czy nie powinno się wpierw ustalić listę gości, a następnie
      pomyśleć o doborze odpowiedniego miejsca(sv - jak żyć?)?

      analogicznie, każdej dorosłej osobie nalewamy alkohol, o ile
      wyraźnie nie widzimy... protestu. Pamiętajmy, że dzieci dorośleją a
      dotychczasowi abstynęci, nie muszą publicznie ogłaszać
      zmiany "światopoglądu".
      • kora3 Re: Taki "dylemacik" 07.02.09, 16:44
        nm.buba011 napisał:

        > > wiec siła rzeczy liczba miejsc była graniczona.
        >
        > - czy nie powinno się wpierw ustalić listę gości, a następnie
        > pomyśleć o doborze odpowiedniego miejsca(sv - jak żyć?)?



        Wiesz Bubo smile Ty zyjesz w wielim świecie Hollywood'u i dla ciebie
        zaproszenie 40 osób z okazji bierzmowania dzieci do Hiltona to
        zapewne nie jest wielki wydatek. Rozumiem, ale wiesz sa ludzie,
        którzy np. robią takie cos na kilka osób w domu. I załozenie było
        take, ze "robimy w domu, wiec ograniczamy liczbę gosci" - ja to
        akurat rozumiem.

        I nie wiem co ma do rzeczy- bo w sumie wielu ludzi tak robi, byc
        moze o tym nie wiesz. Bardzo czesto o wyborze miejsca na dana
        mniejsza czy wiekszą impreze decyduja np. finanse i wówczas
        dostosowuje sie wybór gosci do miejsca. Najprostszym przykładm jest
        przyjecie weselne.


        >
        > analogicznie, każdej dorosłej osobie nalewamy alkohol, o ile
        > wyraźnie nie widzimy... protestu. Pamiętajmy, że dzieci dorośleją
        a
        > dotychczasowi abstynęci, nie muszą publicznie ogłaszać
        > zmiany "światopoglądu".
        >
        Rozumem, ze ten przykład ma się tyczc zpraszania z osobą
        towarzysząca wszystkich doroslych w tym gronie, tak?

        Wiesz, ja bym sie wcale nie poczuła urazona, gdyby mnie pzyjaciólka
        zaptosiła samą. Sądze, ze mój partner też nie. A już zwłaszcza w
        sytuacji, gdyby oni go nie znali kompletnie. Nie uwazam, zeby
        impreza w domu z okazji bierzmowania była koneicznie z "os. tow."

        Sadze poniekad, ze moja przyjaciółka zwyczajnie nie poaktowała
        zaproszenia mojego partnera, jako zaproszenia "mojej osoby
        towarzyszącej", raczej - bliskiego znajomego, kolegi.

        Sądzę, ze dlatego min. nie zapraszała brata z os. tow. - w tym
        przypadku to byłoby zcysto zaproszenie z osławioną "os. tow." bo ona
        nie zna jego parnnerki, na oczy jej nie widziała nigdy.

        Kiedy robili z mezem ostatnio rocznice slubu, w lokalu, takze nie
        dla baardzo szerokiego grona, ale znacznie szerszego niż to -
        prosili wszystkich z osobami tow. Kolezankę np., której meza nigdy
        moja przyjaciółka nie poznała jeszcze wraz z nim, oczywiscie. Jej
        maz kolegów dwóch z branzy z którymi wspłpracuje i czasem sie
        spotyka, ale bez "połowek" też jednego z zona, drugiego z partnerka -
        normalnie. Brata naturalnie tez z partnerka, jasna sprawa przez
        niego, bo jej nie znaja osobiscie, ale zapowiedział udział solowy.
        • nm.buba011 Re: Taki "dylemacik" 07.02.09, 21:53
          > i wówczas dostosowuje sie wybór gosci do miejsca. Najprostszym
          > przykładm jest przyjecie weselne.

          - lecz wtedy ma się nijak do rozumienia kwestii - jak żyć?(sv).
          Można pominąć ale nie zapraszać solo.

          Czy idzie się do kina, na komedię... samemu?
          Jak spostrzegamy osobę śmiejącą się samotnie?
          • kora3 Re: Taki "dylemacik" 07.02.09, 22:09
            nm.buba011 napisał:

            > > i wówczas dostosowuje sie wybór gosci do miejsca. Najprostszym
            > > przykładm jest przyjecie weselne.
            >
            > - lecz wtedy ma się nijak do rozumienia kwestii - jak żyć?(sv).
            > Można pominąć ale nie zapraszać solo.

            Bubo a mniej dygresyjnie? Najpierw mówisz, ze trzba uatalic liste
            gosci i dostosowac miejsce, potem, ze mozna pominą kogos - toa jak w
            końcu jest?smile

            Konkretne pytania:

            1. czy na impreze po bierzmowaniu w domu, w kameralnym gronie trzeba
            koniecznie zapraszac z os. tow.

            2. czy jesli mamy pare przyjaciół, znajomych i krewnego, który
            niemal ukrywa ozed nami patenra/rkę to ammy obowiazaek na impreze
            niesparowana zapraszać go z os. tow. ?
            >
            > Czy idzie się do kina, na komedię... samemu?
            > Jak spostrzegamy osobę śmiejącą się samotnie?

            Normalnie, jesli rzecz sie dzieje na komedii, a jesli nie to i tak
            nie zrwcamy uwagi wg sv, prawda?
            • kora3 a poza tym Bubo to powiem wprost 07.02.09, 22:35
              zachowanie tego typu, ze zawsze odmawia ktos ostemntacyjnie
              przyjscia z parnerka/rem na imrzy znacznie wieksze i wazniejsze
              rodzinne, na luxne spotkania w róznym gronie a nawet na indywidualne
              spotkanie, a potem ma pretensję, ze się tej osoby nie zaprasza (w
              sumie przez niego, bo nej mozlwosci się nie daje zapraszającemu) na
              mała, kameralna uroczystosc wyglada mi na dziecinade i oburzenie z
              powodu niemzliwosci odmówienia kolejny raz.

              W dawniej szym Sv kikukrotne zignorowanie czyjegos zaproszenia, lub
              odmowa przyjacia Bubo, była równoznaczna z zerwaniem stosunków
              towarzyskich, przynajmniej o le mnie w tej mierze cos wiadomo.

              Oczywiscie - teraz sa inne czsy - ludzie pracuja w najrózniejszych
              godzinach i dniach, maja stałe zajecia rózne - oczywiscie. Tez mi
              sie zdarzyło kilka dni temu powiadomic kolezanke, ze nie moge sie
              pojawic na jej urodzinach - naprawdę nie mogłam. Umówiłam sie z nia
              na kawe na inny termin, zdarza się. Ale odmawianie pryjscia z
              partnerka kikanascie razy, w rózych porach, rerminach, na róznego
              rodzaju spotkania, ba uprzedazjąc od razu "ja przychodze sam" chyba
              ktos daje cos do zrozumienia. Nie wiem, moze nie chce zeby partnerka
              poznala jego rodzine (nie wiem dlaczego), moze odwrotnie, moze sama
              nie nie chce- ale jakis powód jest.

              Dlatego dziwi mnie jego dąsanie sie teraz, bo glowe dam - zaproszony
              z nia i tak przyszedłby sam na te mała imprezke.
              Po prostu nie rozumiem po co stwarzac samemu sytuację, a potem sie
              wsciekac, czy złoscic tylko.

              Mnie tez się zdrazyło na początku mojego zwiazku, własnie z tym
              małzenstwem, ze była u nich b. wazna impreza i nie mogł isc mój
              partner, po prostu był wówczas w delegacji na drugim końcu Polski.
              Przyjaciólka wiedziała, ze go fizycznie NIE MA na miejscu, ale
              oczywiscie - po onsultacji terminu z nim telefonicznie na imprezie
              życzyłam im od niego wszystkiego najlepszego i zproponowałam, zeby
              nas odwiedzili wtedy i wtedy, co tez sie stało.

              Brat przyjaciółki nie mieszka ze swa partnerką, wiec ewentualnie
              mogłby zaprosic wszystich (siostre, jej meza i partnerke ) do siebie
              ewentualnie przyjac zaproszenie do lokalu w miescie, czy zwyczajnie
              umówic się na jakis ypad wspólnie do restauracji, pubu. Nie robi
              tego. Zapytany prze siostre wprost odpowiada, ze "nie chce takiej
              itegracji z przyczyn róznych" .., Ok , moze nie chcieć, ale skoro
              nie chce to o co dąs?

              Zreszta - o wiele zrczniej byłoby gdyby pjawił sie z partnerka np.na
              tej rocznicy slubu - nie tylko rodzina i wszyscy się znają, wiec
              kobitka iedzi, jak "na widelcu", poza tym lolak, tańce, gadka w
              grupkach, a nie tylko siedzenie przy stole, szersze grono w którym
              tez nie wszyscy się znaja - łatwuejsza sytuacja.

              Dodam, ze sam jakiś wielkich imprez nie robi. Ostatnie urodziny
              swietował z siostrą, szwagrem, dwoma znajomymi z zonami i mną
              (byłam sama, bo facet w pracy). Ma sporo znajomych, ale tak zrobił.
              Partnerki nie było.
              • nm.buba011 Re: a poza tym Bubo to powiem wprost 08.02.09, 09:43
                > W dawniej szym Sv kikukrotne zignorowanie czyjegos zaproszenia, lub
                > odmowa przyjacia Bubo, była równoznaczna z zerwaniem stosunków
                > towarzyskich, przynajmniej o le mnie w tej mierze cos wiadomo.

                - sztuka życia(sv) dzisiaj, też troszczyć się powinna o dobro
                bliźniego, że jest sprytnie racjonalizowana, to już inna sprawa,
                Koro. smile Dawniej też manipulowano.

                > Brat przyjaciółki nie mieszka ze swa partnerką,

                - te kwestiie są "obrabiane" w maglu. smile

                OT, to domniemanie, niekoniecznie partner, cokolwiek by się nie
                miało na myśli.

                Dygresja, zwolennikom zdejmowania w gościach butów, trudno pojąć
                istnienia instytucji... obuwia wizytowego.

                Różnice indywidualne, są pięknym darem, jakbyśmy sobie tego... nie
                tłumaczyli.
                • kora3 Re: a poza tym Bubo to powiem wprost 08.02.09, 12:13
                  nm.buba011 napisał:
                  >
                  > - sztuka życia(sv) dzisiaj, też troszczyć się powinna o dobro
                  > bliźniego, że jest sprytnie racjonalizowana, to już inna sprawa,
                  > Koro. smile Dawniej też manipulowano.

                  Ależ jaka tu manipulacja? jeśli ktoś odmawia 5 rzy z rzedu na
                  zaproszenie to jak to odczytac?

                  >
                  > > Brat przyjaciółki nie mieszka ze swa partnerką,
                  >
                  > - te kwestiie są "obrabiane" w maglu. smile

                  Bubosmile w jakim "maglu" - znam człowieka b. dobrze i od niego to
                  wiem, nie od zadnych "maglowników" - jesli ktos wie, ze ja mieszkam
                  tu i tu z ta a ta osobą to zaraz "obrabia w maglu"?
                  smile
                  >
                  > OT, to domniemanie, niekoniecznie partner, cokolwiek by się nie
                  > miało na myśli.

                  Oczywiscie, tylko ta impreza była bez OT.

                  Nie wiem, jak Ci to wytłumaczyć, ale spóbuję:

                  jest np. spotkanie branżowe załozmy dla lekazry danej specjalnosci:
                  konfrencja + bankiet bez os. tow. Ale w grupie lekarzy sa trzy pary
                  małzeńskie i ze dwie partnerskie - czy ini powinni czuc się urazeni,
                  ze nie zaproszono ich z zonami i partneraki, mezami i partnerami?
            • nm.buba011 Re: Taki "dylemacik" 08.02.09, 09:19
              > Najpierw mówisz, ze trzba uatalic liste gosci i dostosowac
              > miejsce, potem, ze mozna pominą kogos - toa jak w końcu jest?:

              - pominąć osobę w zaproszeniu, a jak zapraszać to zadbać o
              jej "prawo" do OT.

              > Konkretne pytania:
              >
              > 1. czy na impreze po bierzmowaniu w domu, w kameralnym gronie
              > trzeba koniecznie zapraszac z os. tow.

              - odpowiedziałem powyżej i poprzednim poście. Sens tens ten sam
              tylko inaczej postawione pytanie.

              > 2. czy jesli mamy pare przyjaciół, znajomych i krewnego, który
              > niemal ukrywa ozed nami patenra/rkę to ammy obowiazaek na impreze
              > niesparowana zapraszać go z os. tow. ?

              - sv jest kodeksem dobrowolnym, nie obwarowanym... sankcjami.

              > Normalnie, jesli rzecz sie dzieje na komedii, a jesli nie to i tak
              > nie zrwcamy uwagi wg sv, prawda?

              - nie chodzi tu jak należałoby, ale jak reagujemy na samotnie się
              śmiejącychych, prawda?
              • baba67 Re: Taki "dylemacik" 08.02.09, 10:55
                Ten brat to chyba jakis krewny Chopina z bocznej linii -bo tamten to sie o
                pularde obrazil.No ale mial prawo-byl wielkim artysta.
                Impreza rodzinna w scislym gronie to nie jest dobry pomysl na debiut
                nawetkandydatki na przyszlego czlonka rodziny.
                • kora3 Re: Taki "dylemacik" 08.02.09, 12:19
                  baba67 napisała:

                  > Ten brat to chyba jakis krewny Chopina z bocznej linii -bo tamten
                  to sie o
                  > pularde obrazil.No ale mial prawo-byl wielkim artysta.
                  > Impreza rodzinna w scislym gronie to nie jest dobry pomysl na
                  debiut
                  > nawetkandydatki na przyszlego czlonka rodziny.

                  No też tak uwazam poniekąd.

                  Ale wiesz Babo tu idzie o to, że na KAZDA impreze na która siosta go
                  zaprasza, nawet duża , z tańcami - zawsze przychodzi sam, choc jst
                  zapraszany z partnerka. Bywa, ze to ZAPOWIADA, uprzedzajac
                  zaproszenie jeszcze smile
                  Nie chce też żadnych indywidualnych kontaktów tylko na polu - on,
                  partnerka - siostra szwagier.
                  A teraz zgrywa obrazonego, ze nie zaprosiła tej pani na mała
                  uroczystosc w b. ścisłym gronie. W sumie mogla zaprosic, bo i tak by
                  odmówiłsmile Tak samo, jak kilkanascie razy z rzedu.
                  Dziewczyna go WPROST zapytała"Słuchaj, a przyszłaby z Tobą" , na co
                  on jej odpalił "Mówiłem, ze nie chce takiej integracji chyba z 5
                  razy, chodzi o fakt: zapraszasz faceta Korci, a mjej kobiety - nie
                  " ...

                  Wg mnie to paranoja i struganie wariata.
                  • baba67 Re: Taki "dylemacik" 08.02.09, 18:53
                    No tym bardziej masz racjesmile Mnie sie wydaje ze bratu potrzeba tego rytualnego
                    zapraszania z kobieta- z jakiegos powodu czuje taka potrzebe.
                    • kora3 Re: Taki "dylemacik" 08.02.09, 20:30
                      hmmm no moze tak, ale w takim razie - czemu ciagle odmawia?


                      Przeciez logiczne, ze jeśli ktos 10 razy odmawia mówiac, ze "nie
                      chce takiej integracji" to do zapraszającego wreszcie dociera, ze
                      NIE CHCE i juz jej nie proponuje, Nie?
                      • nm.buba011 Re: Taki "dylemacik" 08.02.09, 22:39
                        kora3 napisała:

                        > Przeciez logiczne, ze jeśli ktos 10 razy odmawia mówiac, ze "nie
                        > chce takiej integracji" to do zapraszającego wreszcie dociera, ze
                        > NIE CHCE i juz jej nie proponuje, Nie?

                        - osoba wychowana i roztropna, o ile osiągnie cel, to nie daje do
                        ręki ignorantowi... argumentów, z którymi mógłby nie bez słuszności
                        się... obnosić. Niestety racja... ignoranta.
                        • kora3 powyzej ci juz tłumaczylam :) 09.02.09, 13:54
                          nawet na przykładzie.

                          Skoro nie czytaleś to ponowię tłumaczenie: jesli odbywa sie impreza,
                          ma którą zaprasza sie wg okreslonego kryterium (zawodowego,
                          towarzyskiego itepe) bez osób tow. to trudno miec pretensję o to, ze
                          jakaś para pracuje w tym samym zawodzie, albo jest róznie bliska
                          towarzysko zapraszajacemu i pojawiają się oboje.
                          • nm.buba011 Re: powyzej ci juz tłumaczylam :) 09.02.09, 14:10
                            kora3 napisała:

                            > nawet na przykładzie.
                            >
                            > Skoro nie czytaleś to ponowię tłumaczenie: jesli (...) jakaś para
                            > pracuje w tym samym zawodzie, albo jest róznie bliska
                            > towarzysko zapraszajacemu i pojawiają się oboje.

                            - czy ja taki wyjątek(potwierdzający regułę) zanegowałem?
                            • kora3 Re: powyzej ci juz tłumaczylam :) 09.02.09, 21:47
                              nm.buba011 napisał:

                              > kora3 napisała:
                              >
                              > > nawet na przykładzie.
                              > >
                              > > Skoro nie czytaleś to ponowię tłumaczenie: jesli (...) jakaś para
                              > > pracuje w tym samym zawodzie, albo jest róznie bliska
                              > > towarzysko zapraszajacemu i pojawiają się oboje.
                              >
                              > - czy ja taki wyjątek(potwierdzający regułę) zanegowałem?



                              nie, ale nie bałes pod uwagę, a wg mnie i nie tylko :
                              ) tak było w opisywanej przeze mnie sytuacji.
              • a.nancy Re: Taki "dylemacik" 08.02.09, 17:14
                > > Normalnie, jesli rzecz sie dzieje na komedii, a jesli nie to i tak
                > > nie zrwcamy uwagi wg sv, prawda?
                >
                > - nie chodzi tu jak należałoby, ale jak reagujemy na samotnie się
                > śmiejącychych, prawda?

                nie wiem, Bubo, jak ty reagujesz, ale ja uważam za oczywiste, ze widzowie
                komedii - śmieją się.
                dygresyjnie: kiepska to komedia, jeśli jest w stanie rozbawić... tylko tych,
                którzy maja towarzystwo.
                • kora3 Re: Taki "dylemacik" 08.02.09, 17:32
                  a.nancy napisała:
                  >
                  > nie wiem, Bubo, jak ty reagujesz, ale ja uważam za oczywiste, ze
                  widzowie
                  > komedii - śmieją się.
                  > dygresyjnie: kiepska to komedia, jeśli jest w stanie rozbawić...
                  tylko tych,
                  > którzy maja towarzystwo.

                  nooo przyznam się, ze ja nijak nie reaguje na osobe samą, która
                  smieje sie z czegos śmiesznego, Takż ena taką, która rozbawi jakaś
                  zabawna sytuacja np. w slepie, czy na ulicy, a już w kinie na
                  komedii, na pewno. Zresztą, jak dobry film to ludie siedza jeden
                  obok drugiego i skąd mam wiedziec kto s kim przyszedł?smile

                  Nie chciałoby mi sie knotowac tego w pamieci, a zresztą takze PO CO?
                  >
                • nm.buba011 Re: Taki "dylemacik" 08.02.09, 22:53
                  a.nancy napisała:


                  > dygresyjnie: kiepska to komedia, jeśli jest w stanie rozbawić...
                  > tylko tych, którzy maja towarzystwo.

                  - śmiech pojedyńczej osoby jest nie aprobowany społecznie, co
                  widać.. do okoła.
                  Większość patrzy ale niekoniecznie... widzi(kobiety z natury lepiej
                  odkodowują sygnały niewerbalne).
                  Niedowiarek może poczytać o tym zagadnieniu w licznej literaturze z
                  psychologii społecznej(szczególnie mowy ciała) i socjologii.
                  • a.nancy Re: Taki "dylemacik" 09.02.09, 11:54
                    > - śmiech pojedyńczej osoby jest nie aprobowany społecznie, co
                    > widać.. do okoła.

                    w kinie? na komedii? zlituj się...
                    • nm.buba011 Re: Taki "dylemacik" 09.02.09, 13:02
                      a.nancy napisała:

                      > w kinie? na komedii? zlituj się...

                      - "ciekawe"... argumenty.

                      V. Birkenbihl. Komunikacja niewerbalna. Astrum 1998. s.193
                      "Co ciekawe, stnieje niepisane prawo, które pozwala się śmiać tylko
                      w grupie, przy czym najmniejszą grupą jest diada(grupa dwóch osób)".

                      W grupie nawet mniszki mogą zachowywać się chałaśliwie i
                      nieprzyzwoicie(odpowowiedzialność zbiorowa i jej "rozmydlenie"). Z
                      obserwacji buby. smile
                      • nm.buba011 Re: hałas przez 'h', będzie lepiej 09.02.09, 13:08

                      • a.nancy Re: Taki "dylemacik" 09.02.09, 14:54
                        > > w kinie? na komedii? zlituj się...
                        >
                        > - "ciekawe"... argumenty.

                        nie sa to argumenty, bo temat zostal sprowadzony do absurdu. nie wierze, zeby
                        KTOKOLWIEK (nawet Buba) bedac w kinie rozgladal sie wsrod publicznosci, by
                        wypatrzyc osobe, kotra miala czelnosc przyjsc sama i SIE SMIAC, i piorunowac
                        owego nieszczesnika wzrokiem smile

                        > V. Birkenbihl. Komunikacja niewerbalna. Astrum 1998. s.193
                        > "Co ciekawe, stnieje niepisane prawo, które pozwala się śmiać tylko
                        > w grupie, przy czym najmniejszą grupą jest diada(grupa dwóch osób)".

                        czy V. Birkenbihl precyzuje definicje grupy i jak silne musza byc wiezy w owej
                        grupie? bo np. "zbior osob ogladajacych film" moze zostac uznany za (spora),
                        choc nieformalna i efemeryczna grupe. smiejaca sie zbiorowo i halasliwie wink
                        • nm.buba011 Re: Taki "dylemacik" 17.02.09, 21:41
                          a.nancy napisała:


                          > nie sa to argumenty, bo temat zostal sprowadzony do absurdu. nie
                          > wierze, zeby KTOKOLWIEK (nawet Buba) bedac w kinie rozgladal sie
                          > wsrod publicznosci, by wypatrzyc osobe, kotra miala czelnosc
                          > przyjsc sama i SIE SMIAC, i piorunowac owego nieszczesnika
                          > wzrokiem smile

                          - nie trzeba się rozgladać, jedni tylko patrzą a inni także...
                          widzą, nieraz rzeczy bardzo ciekawe. Ludzkie, niewerbalne zachowanie
                          jest często ciekawsze od samego filmu czy przyjecia.

                          > czy V. Birkenbihl precyzuje definicje grupy i jak silne musza byc
                          > wiezy w owej grupie? bo np. "zbior osob ogladajacych film" moze
                          > zostac uznany za (spora), choc nieformalna i efemeryczna grupe.
                          > smiejaca sie zbiorowo i halasliwie wink

                          - wczoraj na sali kinowej siedzieliśmy: 3 x 2 plus jedna osoba
                          samotnie. W takiej sytuacji nawet miejsca nie były zajmowane zgodnie
                          z numerami biletów. Osoba samotna się... nie śmiała na głos, co
                          potwierdza regułę.
                          • kora3 Re: Taki "dylemacik" 17.02.09, 23:04
                            osoba ta musiała zawcasu wyczaic jakiego delkikatnego człowieka ma
                            jako współogladacza filmu smile i stad nie narazała Cię na swój samotny
                            (ach jak to brzmi) smiech
                            • nm.buba011 Re: Taki "dylemacik" 18.02.09, 10:58
                              kora3 napisała:

                              > osoba ta musiała zawcasu wyczaic jakiego delkikatnego człowieka ma
                              > jako współogladacza filmu smile i stad nie narazała Cię na swój
                              > samotny (ach jak to brzmi) smiech

                              - dzięki za uznanie ale było nas 6 osób, w 3 parach. Wprowadzony
                              przeze mnie cytat, nie jest wcale rewelacją, od dawien dawna osoby
                              samotnie się śmiejące(do siebie) uważano za pofixowane. Niemniej z
                              różnych względów, można tak się zachowywać.
                              Kasjer sprzedając bilety, zaczyna od miejsc centranych a kończy na
                              skrajnych. W wypadku małej liczby widzów, osoby się rozsiadają,
                              podobnie jak na plaży czy kawiarni, gdzie biletów nie ma.
                              • kora3 Re: Taki "dylemacik" 18.02.09, 13:38
                                to musiał być hiciarski folm, jak az 6 osob sie na niego
                                pofatygowalo smile
                                • nm.buba011 Re: Taki "dylemacik" 18.02.09, 14:08
                                  kora3 napisała:

                                  > to musiał być hiciarski folm, jak az 6 osob sie na niego
                                  > pofatygowalo smile

                                  - to miało znaczenie, a tylko dla siódmej, samotnej... osoby, była
                                  znacząco wyeksponowana jej samotność.
                                  • kora3 Re: Taki "dylemacik" 18.02.09, 23:44
                                    nm.buba011 napisał:

                                    > kora3 napisała:
                                    >
                                    > > to musiał być hiciarski folm, jak az 6 osob sie na niego
                                    > > pofatygowalo smile
                                    >
                                    > - to miało znaczenie, a tylko dla siódmej, samotnej... osoby,
                                    była
                                    > znacząco wyeksponowana jej samotność.
                                    • kora3 Re tam :) 18.02.09, 23:44
                                      pewnie to miała gdzies na takim gniocie smile
                                      • nm.buba011 Re: Re tam :) 19.02.09, 14:54
                                        kora3 napisała:

                                        > pewnie to miała gdzies na takim gniocie smile

                                        - w obecnych multikinach jest po kilkanaście sal(nie wszystko
                                        tak... oczywiste), a film to komedia sytuacyjna, gatunek w którym
                                        trudno o totalny... smutek. Tytułu nie podam. smile
                                        • kora3 Re: Re tam :) 19.02.09, 17:20
                                          nm.buba011 napisał:

                                          > kora3 napisała:
                                          >
                                          > > pewnie to miała gdzies na takim gniocie smile
                                          >
                                          > - w obecnych multikinach jest po kilkanaście sal(nie wszystko
                                          > tak... oczywiste),



                                          serio. patrz do głowy by mi to nie przyszło ...

                                          a film to komedia sytuacyjna, gatunek w którym
                                          > trudno o totalny... smutek. Tytułu nie podam. smile


                                          no i tez nie jestem ciekawasmile
                                          • nm.buba011 Re: Re tam :) 19.02.09, 21:25
                                            - masz Korciu rację, oczywiście dokonałem skrótu, chodzi o
                                            wyłącznie film oglądany przez obecnych na omawianym seansie.
                                            Nie bierz zatem mojego określenia na serio, nie każdy film jest
                                            jednocześnie komedią. Przepraszam wszystkich. smile
                                  • kora3 Re: Taki "dylemacik" 18.02.09, 23:44
                                    nm.buba011 napisał:

                                    > kora3 napisała:
                                    >
                                    > > to musiał być hiciarski folm, jak az 6 osob sie na niego
                                    > > pofatygowalo smile
                                    >
                                    > - to miało znaczenie, a tylko dla siódmej, samotnej... osoby,
                                    była
                                    > znacząco wyeksponowana jej samotność.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka