malenstwo123
14.04.09, 16:30
oto mój problem. W dzieciństwie byłam niejadkiem teraz też nie lubię
wszystkiego. Mam problem jeżdżąc do rodziny męża. Fakt już się
przyzwyczaili ale nadal jest namawianie mnie na flaki-"czyściutkie,
naprawdę umyte". na rodzynki w babce "przecież były myte", na
śledziki, na galarety "tylko z cielęcinki, tylko z nóżek" i tysiące
innych potraw. Do tego tysiące pytań? "dlaczego nie jesz jaj z
majonezem?", "dlaczego nie nałozyłaś sobie kurczaka faszerowanego?,
dlaczego i dlaczego...
Męczy mnie mówienie, że po prostu tego nie jem i coś sobie znajdę
innego-przecież z głodu nie umrę. Po co się męczą aby mnie namówić,
przecież ja tego i tak nie ruszę. Jeśli czegoś nie lubię to nie jest
kwestia, że to jest czyste czy nie bo nie należę do osób szczególnie
na to zwracających uwagę... Szczeólnie babcie mojego męza są
nieznośne w tych namowach a ich potrawy świateczne są często złożone
z potraw których nie lubię.
Zawsze ładnie dziękuję albo odmawiam, czasem mąż potajemnie zje coś
mojego tależa jak już zostanie nałożone bez mojej wiedzy. Niestety
dochodzi do tego, że odechciewa mi się tych odwiedzin u babć, cioć
itd. Co robić??? To starsi ludzie i chyba do nich nie trafia.
A ja nie zamierzam jeść czegoś na co nie mam ochotę.
Do tego te kolosalne ilości jedzenia co oni zjadają. Oczywiście
wszyscy grubi, bardzo grubi...ciągle mi gadają, że nic nie jem,
dlaczego tak mało, żebym spróbowała to czy tamto ale ja nie mam 3
żołądków. Czasem już po prostu nie dam rady. Ile można jeść.
Jak ładnie odmówić i aby więcej mnie nie namawiali?
Naprawdę mnie to stresuje...chciałabym aby zostawili mnie w spokoju.
Wiem, że chcą być gościnni ale to nabiera formę absurdu. Co robić???
Ja się nie zmnienię...nie zacznę jeśc czegoś co mi nie pasuje. Nie
zmieszczę ilości co oni... A zresztą nie chcę mieć miążdzycy,
nadciśnienia, otyłości, choroby wieńcowej, zawałów serca i
podwyższonego poziomu cukru jak oni... śmieszne a ich motto
rodzinne "że wszyscy są zdrowi" - jeśli zawał jest oznaką zdrowia???
i ciśnienie 180/110?
czekam na rady...
niestety czasem musimy ich odwiedzać... jesteśmy pół roku
małżeństwem ale jeżdzę do nich od 6 lat i ciągle to samo i zmian nie
widzę....