niebieski_kot
10.12.03, 13:27
tło sytuacjyjne jest takie:
przód autobusu, podwójne miejsce, z zewnątrz siedzi "Pani". Wszystkie miejsca
zajęte oprócz jednego wolnego obok Pani, od okna. Dwoje ludzi stoi na koncu
autobusu. Zmeczona, z bolącą głową chcę usiąść obok Pani. Mowie "Przepraszam,
czy mozna?" wskazując miejsce. Pani na to oburzona: "A dokąd Pani jedzie?" .
Ja zbita z tropu, odpowiadam wpół przytomnie "Jakto gdzie jadę?". Ona: "Bo
nie wiem, czy się przesunąć... " i na koniec miło się uśmiecha i zamiera bez
ruchu. Ja machnęłam ręką, nie będe sie kłócić. Tylko oczy wytrzeszczyłam i
tak postałam sobie te 40 min w korku. Wokół wszyscy siedzą, jedno wolne
miejsce tuż obok mnie, łzy z bólu w oczach, a ona "nie wie, czy ma się
przesunąć..." Boże, widzisz i nie grzmisz.