babcia47
02.07.12, 10:14
wracałam dzis z (nocnej) pracy i pod jadacy przedemna samochód wybiegł kociak, podrostek, na oko miał z pół roku..za nim póxniej leciał nastepny, wiec chyba była to kociakowa gonitwa-zabawa. Kociak wpadł pod tylne koło samochodu tj chyba przejechał mu po łapce. Zatrzymałam sie, bo kocie leżało na srodku pasa, sprawdziłam czy zyje, wzięłam na ręce i wtedy zaczął budzic sie z szoku. Chciałam połozyc go na trawce, by ocenic uszkodzenia i w tym momencie zerwał sie jak poparzony, uciekł jakby go goniło sto diabłów (jego rudy kuppel/ka za nim), na podwórko poprzecinane ogrodami, między garaże, wokół których było takie multum domów, że nie tylko nie znalazłabym jego ale i potencjalnego własciciela, by go poinformowac o tym co zaszło. Kot biegł na usztywnionych tylnych łapkach, niosac doopke dośc wysoko, mozliwe, ze chronił któryś uszkodzony staw w łapie..myslicie, ze bedzie z nim dobrze?..że wypadek nie był tak groxny jak na to wyglądał? Cały czas sie martwię, ze zwiał w szoku, majac poważne uszkodzenie..a ja nie miałam jak znaleźć, jego czy jego ludzia..z drugiej strony kolejny samochód mógł go rozgnieść na miazge, gdyby dalej leżał w szoku na tym pasie..