Dodaj do ulubionych

Nieuchronne

18.01.06, 13:29
Tak mi przyszło do głowy... na ten temat chyba jeszcze nie rozmawialiśmy.
Ciężki i trudny ale nieuchronny. I dotyczy Nas Wszystkich. To tak a propos
decyzji Wiesi...

Odchodzenie.

Trzeba. Trzeba myśleć inaczej.... To co nieuchronne to nieuchronne. Sama
kiedyś wzięłam drugiego Kota bo jak pomyślałam, że pierwszego miałaby
zabraknąć to... a potem wzięłam trzeciego... I myślałam, że następny zastąpi
poprzedniego... Teraz już wiem, że nic nie zastąpi pierwszej, drugiego i
trzeciego.

I od dłuższego czasu oswajam się z myślą, że to co nieuchronne to
nieuchronne.

Pewnie, że ciężko, że rozpacz itd. Nawet zwierzęta cierpią po stracie.
Słyszeliście co zrobiły słonie w tym/zeszłym tygodniu gdzieś tam? (Indie czy
co?) Jakiś dureń potrącił "na zawsze" małego słonika więc reszta stada
zablokowała drogę w tym miejscu na dłużej... Więcej szczegółów nie znam.
Jesteśmy - jako Ludzie - bardzo ubodzy w wiedzę o naszych Towarzyszach na tym
globusie. I najgorsze, że niechcemy jej pogłębiać. Tej wiedzy. Generalizuję
oczywiście.

Dobrze, że Wiesia podjęła taką decyzję. Wiem tzn. widziałam i byłam przy
cierpieniu i Człowieka i zwierząt, kiedy już nie było odwrotu... była tylko
jedna - koszmarna i nie wiadomo jak długa droga w jedną stronę... to było
potworne. Dlatego nigdy, przenigdy nie będę zwlekała jeśli nie będzie
ratunku. Bo widziałam jak cierpieli... jak potwornie cierpieli, jak wyli z
bólu.... i człowiek i zwierzęta... jak wtedy byliśmy wszyscy równi w tym
cierpieniu - i człowiek i zwierzak...

Poruszyłam tu kilka spraw jednocześnie i nie zgłębiałam się zbytnio. Ale
jakoś tak mnie naszło.

I to bardzo dobrze, że można gdzieś z kimś porozmawiać na ten temat...

Życzę Wszystkim Nam z całego serca SIŁY do udźwignięcia takiego ciężaru.
Obserwuj wątek
    • khaki3 Re: Nieuchronne 18.01.06, 13:51
      Mialam podobna sytuacje co Wiesia,i pewnie wiels osob na tym forum.Musialam
      uspic moja kochana Kajusie.Ale nie zgadzalam sie
      plakalam,wrzeszczalam,krzyczalam,blagalam,histeryzowala.Az mi mama
      powiedziala,ze ona Cierpi,ze nie moge byc samolubna,ze jesli ja kocham to musze
      jej pozwolic odejsc.Bo Kaja cierpi i placze,ze musi odejsc ale ona juz nie da
      rady zyc.Boze jakie to bylo okropne.Jak plakalam,wiozlam ja w pudeleczku,ona
      ostatnimi silami starala sie wyjsc z niego.Piszczala okropnie.A ja
      zaplakana,wiozlam ja na smierc.jak mi ciezko bylo.I ciagle slyszalam w
      glowie,ze nie moge byc samolubna nie moge jej zatrzymywac przy sobie bo ona
      cierpi.I nie jest to oznaka milosci a samolubnosci.Polozylam ja na stole do
      badan,plakalam,nie obchodzilo mnie,ze ludzie gapia sie nam mniejak na
      wariatke,ryczalam,histeryzowalam.Powiedzialam Kajusi,ze pan doktor tylko da jej
      zastrzyk i bedzie po wszystkim,ze zaraz wroce i pojedziemy do domu.A ona
      ptrzyla na mnie jak wycjodze z gabinetu i jak placze przerazliwie.Boze jak ja
      wtedy cierpialam,ile sily musialam wlozyc w to,zeby nie straszyc kota,ile
      musialam jej tlumaczyc,ze ja kochama le tak trzeba,zeby nie byla na mnie
      zla.Tragedia dla mnie.Plakalam i do tej pory placze.Nie mozna do tego przejsc
      normalnie.Ludzie czasami samolubnie chca zatrzymac zwierzaka,a on cierpi,i nie
      da rady juz zyc.A zycje ostatnia sila zyje dla swojego ukochanego pancia.To
      jest okropne.ostatnie chwile zycia sa okropne.Mam swiadomosc,ze to jzu
      koniec,ze odejdzie na zawsze,ze juz nie wroci.A serce sie lamie,kruszy,rozpada
      sie.Traci sie wiare we wszystko.I pamietam to tak jakby to bylo wczoraj
      trzymalam ja na rekach,martwa ale takie cieplo od niej bilo.Taka
      ulga,spokoj,milosc,i podziekowanie.Moja najwierniejsza,najukochansza,najlepsza
      na calym swiecie przyjaciolka.Strasznie za nia tesknie.I tak bardzo jest mi
      przykro,tak zle,nawet dzisiaj po prawie 3 latach.
    • pixie65 Weekenda... 18.01.06, 13:54
      bardzo jest mi bliskie, to co napisałaś...O zwierzakach i ludziach...Ech, ale
      ciężko...
      • misia007 Re: Weekenda... 18.01.06, 14:18
        Też musieliśmy nie tak dawno podjąc taka decyzję no i dalej z tym żyć.I powiem
        wam ,ze nie żałuję, ze zrobiliśmy to z miłości, żeby nie cierpiał, żebyśmy my
        nie cierpieli patrząc bezradnie jak się męczy.Ryś zasnął spokojnie w ramionach
        męża i poczułam wtedy ulgę, że jest wolny, ze już nic go nie boli.Płacz i żal
        przyszły póżniej ale to pierwsze uczucie to była ulga.Boimy sie tego momentu,
        nie wyobrażamy sobie, ze możemy podjąć taką decyzję ale gdy ta chwila przychodzi
        godzimy się z tym.
    • joisana Re: Nieuchronne 18.01.06, 16:15
      Ja pochodzę z medycznej rodziny, gdzie pewne rzeczy są oczywiste, zreszta
      dodatkowo to kwestia tego jak się do śmierci-odchodzenia podchodzi w rodzinie,
      środowisku w jakim się wyrasta. Kiedyś naturalne było czuwanie przy zwłokach,
      dzisiaj nieobecne, bo przecież istnieją domy pogrzebowe i zostajemy na własne
      często życzenie, odsunięci od misterium śmierci. A to jest najnaturalniejsza
      rzecz pod słońcem, to jak to przechodzimy świadczy o naszym człowieczeństwie.
      Dzieciom np.nie pozwala się zobaczyć zmarłej Babci, robi się z tego tajemnicę i
      rzecz straszną, a potem dziwimy się, że ludzie sie boją, brzydzą, uważają to za
      wynaturzenie. A przecież nasza rola kiedy odchodzi ktoś bliski, jest
      niezastąpiona i niezwykle ważna. Kotka była w moim życiu dzieckiem, którego
      nigdy miałam nie mieć, kiedy zachorowała, walczyłam tak długo jak się dało, nie
      licząc się z kosztami, bo to naturalne, że ratowałam bliską mi istotę, ale
      istnieje granica, której przekroczyć nie wolno i ona nadeszła. Pewien stary
      mądry wet powiedziął, że kiedy kot przestaje mruczeć i się myć zaczeło go
      boleć. A przecież nie można dopuścić, aby istota, która oddała nam swoje
      serduszko cierpiała, wtedy należy pomóc jej odejść, to my będziemy cierpieć,
      ale przecież jest to pewna forma, przynajmniej próba wzięcia na siebie jej
      cierpienia, rodzaj ofiary, wyraz wdzięczności, w ostatecznym rozrachunku
      przynosi ulgę i spokuj, i ta świadomość, że już nie cierpi jest zbawienna.
      Oczywiście, że to trudne, ale wszystko co piękne prędzej czy później musi
      zostać okupione, za wszystko jest wyznaczona cena, tak jest skonstruowany
      świat.
      Minęło półtora roku, po poście Wiesi ryczałam jak bóbr, za jej kotka za moja
      Maszeńkę, za wszyskie niewinne kocie istotki, płacz jest ludzki, ale taka
      decyzja daleko bardziej. Nasze koty mają wspaniałe życie, sa kochane,
      rozpieszczane, będa w naszych sercach do końca naszych dni, natura wyzaczyła im
      niesprawiedliwie krótkie życie, zróbmy wszystko, aby było godne i dobre, i nie
      dopuśćmy, aby odejście wiązało się z cierpieniem, odpowiadamy za to, jesteśmy
      im to winni, za szczęście jakie odczuwamy obcując z jednymi z najwspanialszych
      istot na ziemi. Koty przecież są jedynymi zwierzętami, które mruczą, i robią to
      tylko w kontakcie z człowiekiem, to o czymś świadczy prawda? Tyle się mówi, o
      wiernośći psów, ja absolutnie tego nie neguję, ja tylko udowadniam, że uczucie
      jakim nas kot obdarza, jest nieporównywalnie silniejsze i wyjątkowe, nie ma w
      przyrodzie podobnego zjawiska, bądźmy tego godni.
      • weekenda Re: Nieuchronne 18.01.06, 16:30
        piękne i takie prawdziwe
    • umfana Re: Nieuchronne 18.01.06, 16:41
      Weekenda doskonale Cię rozumiem.
      Mój Ojciec odchodził chory na raka... Talizman umierał na niewydolność nerek.
      Mnie zawsze przeraża myśl, że kiedyś będę musiała się pożegnać z ukochanymi
      istotami. Nie wyobrażam sobie tego. Mam uczucie, że nie przeżyję tej chwili
      sad((

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka