Gry i zabawy językowe

21.11.11, 07:43
Gry i zabawy językowe
Cezary Michalski

Zgodnie z panującą w Polsce konwencją językową, która zwyczajny faszyzm każe nazywać „centroprawicą” a centrum „lewactwem”, Jarosław Kaczyński nazwał Donalda Tuska „ukrytym politykiem skrajnej lewicy”. Co ciekawsze, zrobił to po jego expose raczej prawicowym, precyzyjnie adresowanym do „rynków”, choć także dla potrzeb obywateli zręcznie opakowanym w sprawiedliwościowe ozdoby. Choć analizować i komentować w Polsce warto dziś już tylko polityczne zachowania Tuska, bo tylko on – póki co – posiada choćby szczątkowe narzędzia uprawiania polityki (innych niż szczątkowe narzędzi na poziomie polskiej polityki narodowej już nie uzyskamy), poświęcę ostatnie słowo Jarosławowi Kaczyńskiemu, prosząc go, żeby odszedł już z polskiej polityki w spokoju i przestał swoich rówieśników doprowadzać do zawału serca, strasząc ich za pośrednictwem wszystkich możliwych mediów „niemieckimi lewakami”.

Podnieceni przez Kaczyńskiego ostatni fani PiS-u wrzucają na Facebooka i na wszystkie internetowe listy dyskusyjne link zatytułowany Niemcy biją Polaków z flagami w Warszawie. Człowiek w miarę normalny mógłby w pierwszym odruchu przypuszczać, że chodzi tu o niemiecki pamflet sławiący siłę niemieckiego oręża i pięści. Również nieoceniony Likwidator mógłby sobie w ten sposób z masochizmu polskiej prawicy zaszydzić. Jednak polscy prawicowcy nie są nietzscheanami (jak Likwidator chociażby), a jedynie resentymentalnymi obiektami analiz Nietzschego. Dla Wencla, Pospieszalskiego, sushi-mesjanisty z „Rzeczpospolitej” Roberta Mazurka – masochizm jest przepustką do wieczności, choć do takiej, do której ani ja nigdy nie chciałbym za nimi podążyć, ani nie pozwolę im tam Polaków wysyłać.

Oczywiście później okazuje się w dodatku, że ci, którzy na rozmaitych facebookowych zdjęciach i filmikach robią za „niemieckich lewaków”, nie są to żadni Niemcy, ale nasi kibole i narodowcy. A okazuje się to w ten sposób, że prawicowy Internet pełen jest głosów oburzonych, domagających od swoich medialnych „macherów” (cyt. za Piotr Zaremba, strasznie mi ta jego moczarowska fraza zapadła w pamięć), aby jak najszybciej usunęli ich fotografie z „fejsa”, bo, po pierwsze, „nie jesteśmy żadnymi Niemcami do cholery, chłopaki się pomyliliście”, a po drugie, „przez wasze zdjęcia namierzą nas psy”.

Gdyby Kaczyński był jeszcze silny, gdyby Robert Mazurek rzeczywiście miał jeszcze możliwość „nakrycia czapką” kogokolwiek, to słuchając całego tego masochistycznego, pseudopatriotycznego bełkotu, zakrzyknąłbym, parafrazując francuskich studentów z Maja ‘68: „wszyscy jesteśmy niemieckimi lewakami!”. Nie uczynię tak jednak, bo nie mam, jak mieli francuscy studenci, do czynienia z generałem de Gaullem wyrzucającym Cohn-Bendita do Niemiec za udział w studenckich protestach. Ja mam do czynienia ze starszym, coraz bardziej bezsilnym panem, którego za chwilę dokończą Kurski i Ziobro, a w dodatku właśnie umarł mu kot (tu przerwa w polemice na realne, szczere kondolencje).

Kiedy nas (oraz mnie, jak widać) tak wciągają zupełnie jałowe gry językowe, globalny rynek ostentacyjnie okazuje swój absolutny ideowy daltonizm. W Grecji z jego rąk padł premier lewicowy, we Włoszech prawicowy, w Hiszpanii znów lewicowy. Niektórzy z tego właśnie powodu globalnego rynku nienawidzą, inni właśnie dlatego go lubią, bo doświadczenia z „silną politycznością” we własnym narodowym państwie mają nieszczególne. Polityczność rynku jest jednak równie silna, co polityczność najbardziej radykalnych manifestantów ONR-u oraz Ziemkiewicza. A nawet silniejsza, bo polityczność rynku jest realna, zabija ludzi albo pozwala im żyć, tworzy, niszczy albo przemieszcza po świecie bogactwo narodów. Właśnie dlatego powinna być równoważona politycznością państw, instytucji międzynarodowych, związków zawodowych, organizacji społecznych (znów to, co w Niemczech czy Francji jest postulatem banalnym, podejmowanym zarówno przez lewicowców, jak też przez konserwatystów, nauczony dziennikarstwa w Teksasie Tomasz Wróblewski uzna pewnie za „radykalne lewactwo”wink. Tymczasem polityczność ONR-u oraz Ziemkiewicza służy tylko zabawie – całkowicie jałowej, nawet jeśli czasem ponurej, czasem błazeńskiej, a zawsze brutalnej.

www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/Gryizabawyjezykowe/menuid-291.html
Pełna wersja