alpepe
05.09.16, 06:34
Mam problem z ostatnio kanonizowaną świętą i nie chodzi mi o to, że sama ze strachu przed cierpieniem i śmiercią leczyła się za grubą kasę w najlepszych klinikach. Mam problem z czymś, co kiedyś usłyszałam w czasie radiowej mszy świętej, z pornocierpieniem. Matka Teresa upajała się cierpieniami biedaków widząc w nich Jezusa. I to jest stawiane w KK za wzorową postawę. Tymczasem, mniemam, zwykły człowiek po prostu próbowałby ulżyć w cierpieniu, podać środki przeciwbólowe przynajmniej, jeśli nie miałby leków mogących wyleczyć. A ta siedziała i chłonęła cierpienie. Tymczasem była to mistrzyni piaru i do jej klinik leciała ciężka kasa, były konkretne dary w postaci leków.
I nie mogę, po prostu nie mogę uznać tak podłej osoby za błogosławioną czy świętą, to była po prostu miseromanka. Podobną postawę odnajduję u tego sk..syna, wikarego, który zajął się słuchaniem muzyki, podczas gdy jego szesnastoletnia kobieta próbowała urodzić jego córkę. Niech mi ktoś powie, czy to naprawdę jest wzorzec do naśladowania?
Biblia mówi wyraźnie: Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień?
A Matka Teresa dawała i jeszcze odczuwała z tego chorą przyjemność, a Kościół postawił nam ją wczoraj za wzór.