Gość: Luka
IP: *.dynamic.chello.pl
31.07.16, 11:38
Każdy Szlem, każda Olimpiada bywa drogą do nieśmiertelności, czasem też dla tych, którzy wcale nie myślą w tych kategoriach, albo nawet nie mają odwagi o tym pomarzyć.
Oczywistością jest, że dla każdego startującego już sama ranga światowej i niepowtarzalnej imprezy stanowi wyzwanie, tyle, że dla każdego inne. Dla większości, czy bardzo wielu jest to marzenie życia, które spełnia się tylko niewielu, chociaż dla wielu, już sam udział jest sukcesem, którego miarę wyznaczył Pierre de Coubertin.
Zdarzają się wyjątki, dla których Olimpiada znaczy tyle, co każdy inny turniej. Tak uważa i tak publicznie wypowiedziała się polska tenisistka po Olimpiadzie w Londynie, piastując zaszczytną funkcję Chorążego narodowej ekipy i gdzie jako JEDYNA spośród dziesiątek tysięcy zawodników startujących w konkurencjach sportowych, wystąpiła w nie sportowym stroju, do tego demonstrując pogardę dla barw narodowych. Gdyby ktoś miał wątpliwości, to wyszła na kort w szafirowej wieśniackiej kiecce z różową kokardą i różowym napisem POLAND.
Wstydliwe wyjątki to tylko przypadki, gorzej jak niechlubne systemy wypaczające ducha sportu powtarzają się, to zbrodnia na szlachetnej materii sportu. Oby nie powtórzyły się również w tragicznej historii.
Dla wielu sportowców, jeśli nie większości start na Olimpiadzie, czy w Szlemie stanowi sens życia, są w stanie poświęcić wiele, ponieść mnóstwo wyrzeczeń, przejść najbardziej wyboistą drogę, jedni dla szansy samego udziału, inni szansy odniesienia życiowego sukcesu, jeszcze inni osiągnięcia nieśmiertelności, zapisania się po wieczne czasy w historii światowego sportu.
Niewątpliwie ambicje Federera /który nie weźmie tym razem udziału w IO/ sięgają nieśmiertelności, która długimi laty zdawała się być nie zagrożona.
Wydawało się, że tylko Rafa jest w stanie pobić Jego koronny rekord WS i zepchnąć z światowego tronu. Jednak w tenisie, podobnie jak na świecie, dużo się zmienia i na ten czas nie Nadal stanowi to zagrożenie, które nadal jest realne, dręcząc nie tylko samego zainteresowanego, ale też rzesze fanów wyrosłych na sukcesach swojego Idola.
Jest świadomość, że jeśli ten rekord zostanie pobity przez Nole, co jest bardzo realne, wszystkie pozostałe rekordy Feda nie będą miały istotnego znaczenia, bo to nie On wyznaczy historię. O to miejsce w historii walczy teraz Djokovic, z dużym prawdopodobieństwem, że się uda i zostanie królem Szlemów.
Rafa swoją nieśmiertelność już osiągnął, pozostanie Królem Ziemi, na którą wkroczył jako nastoletni Młody Bóg i tego nikt w przewidywalnej przyszłości mu nie odbierze.
Pytanie, co w takim przypadku pozostanie Federerowi ?
Brutalna odpowiedź na taką okoliczność brzmi, ulokować swoje ambicje w dzieciach, na nie scedować drogę zwieńczoną sukcesem nieśmiertelności nazwiska Federerów.
Można by wiele pisać o różnym podejściu do sportu, sukcesów i ludzi, szczególnie w kontekście zbliżającej się Olimpiady, która jest dużą wartością naszych czasów, naszej cywilizacji zmagającej się obecnie z różnymi zagrożeniami, nie tylko zewnętrznymi, bo groźniejsze być może są te, wyrosłe z jej wnętrza, uderzające w wartości stanowiące fundament i serce naszego świata.
Te proste prawdy odnoszące się do życia i ludzi, w prostych słowach przypomina Papież Franciszek w czasie ŚDM, kiedy mówi o miłosierdziu, wielkości i małości, pokorze, sprzedawaniu dymu, kanapowym szczęściu, odwadze, butach, burzeniu murów, otwarciu drzwi, serc, pozostawieniu swojego śladu w budowie lepszego świata.
To droga do nieśmiertelności, możliwa dla każdego.