Forum Sport Tenis
ZMIEŃ
    Dodaj do ulubionych

    Australian Open 2018 – nowe otwarcie

    IP: *.dynamic.chello.pl 15.01.18, 00:34
    Tak dokładniej, to już w nowej erze tenisa, z czego chyba nie wszyscy zdajemy sobie sprawę, albo też nie chcemy.
    Kolejne pokolenia weszły już do gry i nawet jeśli nowy sezon zaczyna się ze starymi nazwiskami na szczycie, to nie ma takiej siły, by nową falę powstrzymać, czy się to komuś podoba, czy nie.
    Jeszcze rok temu, trudno to było sobie wyobrazić, a teraz podoba mi się to coraz bardziej.
    Nie mogę się doczekać, jakie tym razem cuda wianki, niespodzianki przyniesie ten najbardziej sympatyczny i ekscytujący Szlem, bo że przyniesie, to chyba nie ma wątpliwości.

    Dużo wrażeń i sympatycznego towarzystwa komentatorów Eurosportu, z Panem Karolem, Sidorem i innymi porządnymi komentatorami, również z tej dorobionej w ramach Premium Stacji, wszystkim miłośnikom tenisa życzę !
    Obserwuj wątek
        • Gość: Prestiżowy Ekspert Re: Australian Open 2018 – nowe otwarcie IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 23.01.18, 23:56

          nieźle musisz być urobiony przez propagandę ITF o prestiżowości wielkiego szlema, żeby nawet nie zauważyć że Nadal grał na 5% w meczu ze Szłordsmanem, a w meczu z Cilicem wycofał się z powodu byle urazu, co jest niewyobrażalne w przypadku turniejów które obejmuje priorytetem.

          na liście ćwierćfinalistów nie ma ani jednego zawodnika z grona najlepszych, a wśród pań jest jedynie Kerber, i Suarez Navarro która chętnie odpadła i przeszła ją przebijaczka. większość spotkań wygrywana jest na wytrzymałość, Woźniacka tak wygrała z Fett, Kerber z Hsieh, Halep z Davies, Chung ze Zverevem, czy kontuzjowanym Djokovicem, Edmund ze zmęczonym Dimitrovem a Dimitrov z Rublevem, Sandgren z Thiemem itd. kontuzje nie biorą się z niczego, Svitolina nawet uargumentowała swoje odpadnięcie tym że była kontuzjowana. wchodzą ci którym bardziej zależy, bo są mali i jeszcze nie dowiedzieli się jak w tym roku AO będzie mało znaczyć. Mertens nikomu nie znana tenisistka grająca bezbarwny tenis, z kraju który zasłynął z tenisistów złapanych na dopingu i tajemniczym przerywaniu karier i tym dziwniejszych chwilowych powrotach słynnych "Belgijek".

          żeby zobaczyć jak zależy tenisistom o ugruntowanym nazwisku wystarczyło włączyć dzisiaj mecz z Matkowskim któremu nawet zaserwować się nie chciało, i wraz z kumplem walili wszystko w siatę, a to o półfinał było grane.

          Tomic nawet nie chciał przejść kwalifikacji.

          a Fuscovics jaka jest klasa "nowych" twarzy pokazał w meczu z Federerem, który musiał się powstrzymywać żeby nie ośmieszać rywala.

          Nadal wyczytał moje sugestie że się powinno postawić na nawierzchnie ziemne, ale nic nie wspomniał o tym już że piłki powinny być szybsze.

          • Gość: Luka Re: Australian Open 2018 – nowe otwarcie IP: *.dynamic.chello.pl 24.01.18, 18:21
            Bardziej jestem zapatrzony w grę, niż w ugruntowane nazwiska i na pewno wolę oglądać w QF WS Sandgrena z Chungiem, niż kiepski mecz Federera z Berdychem.
            Te dwa mecze rozegrane po sobie wydają się być dość wymowne, wyniki niemal bliźniaczo podobne, style po trosze też, tylko gracze z różnych planet i poziomy różne.
            Na pewno dużo bardziej podoba mi się gra Sandgrena, niż Chunga, ale to Koreańczyk przyjechał bardziej gotowy, niż Amerykanin.
            Podzielam analogie do Djokowica, tak go też widzę i podziwiam, ale nie zachwycam.
            Niemniej było wyjątkowo dużo świetnych meczów, w tym dwa z udziałem Tsongi, dwa Kyrgiosa, dwa Schwartzmana, Dymitrowa i ci nowi, młodzi, Marterer, Mc Donald, Sandgren, Edmund, którzy zadziwili tenisowy świat.
            Kapitalny i chyba najlepszy u pań mecz Halep z L. Davis, mecze Osaki, Kontaveit z Ostapenko, no i mecze Kerber.
            Widzi mi się finał Karoliny z Angie, piękna sprawa !

            Uwielbiam szlemy, one interesują mnie głównie i najbardziej.
            To jedyne turnieje, gdzie gra się na Mistrza i gdzie wszystko się zdarzyć może.
            Szlemy weryfikują wszystko i wszystkich bezlitośnie.
            Tu nie grają rankingi, tu, albo jesteś gotowy grać na maksa, albo wcześniej, czy później wypadasz.
            Ci mali jak ich nazywasz, to oni najbardziej zaimponowali.
            Nie zmanierowani zawodowym turem, przyjechali tu z wiarą w siebie i dają z siebie wszystko, a Federer będzie się musiał bardzo napracować, żeby jakiś „nowy” wkrótce jego nie ośmieszył.

            • Gość: Prestiżowy Ekspert Re: Australian Open 2018 – nowe otwarcie IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 24.01.18, 21:21

              operujesz na zbyt dużym poziomie ogólności. to tak jak byś powiedział że wybory demokratyczne bądź referenda są świętem demokracji. ale wszystko zależy które wybory i referenda. Australian Open było niewątpliwie prestiżowe w latach 2007, oraz 1998, zresztą były to jedne z najlepszych okresów w tenisie. dość prestiżowo było w 2008, a nawet 2009. natomiast w tym roku są to prowincjonalne rozgrywki, mecz Chunga z Sandgrenem był na miarę challengera. Keys z Kerber też, i Federera z Berdychem na pierwszą rundę turnieju 500. oczywiście że mecze Tsongi, były na najwyższym poziomie, tak jak mecze z Kyrgiosem, ale wynikało to z jakości tenisistów którzy postanowili zagrać sobie pokazówkę. były to specjalne spotkania, które miały dla zawodników osobiste znaczenie, niezależnie od tego na jakim turnieju się odbywające. Tsonga chciał się zmierzyć z Szapowałowem po Us Open, mimo że jest w słabej formie, bo odpadł wcześniej w trzysetówce i nie chodziło o AO, ale o indywidualną rywalizację. Kyrgios chciał świętować i celebrować tenis z zawodnikiem który jest jego tenisowym bohaterem, jak miał lat naście, marzył o takim momencie i to jeszcze w AO. wiadomo że Kyrgios nie będzie deprecjonował turnieju u siebie. mecz Kyrgiosa, z Dimitrovem, to też spotkanie indywidualne, bo wydaje się że w okresie najbliższych lat będzie istniała rywalizacja o to kto jest najlepszy między Thiemem, Kyrgiosem a Dimitrovem, z Raonicem i Nishi w tle, bo to mniej więcej to samo pokolenie. nawet Janowicz może się załapać na tą rywalizację. może jeśli już dojrzeją w tym samym czasie Chung, Zverev, bądź Rublev. to tak jak by w 2003 spotkał się Hewitt z np Nalbandianem. mecz Chunga ze Zverevem to walka o to kto jest prawdziwym liderem next gen, dla Chunga było to ważne bo w momencie kiedy on wygrywał turniej w Mediolanie, Zverev grał w turnieju mistrzów równolegle obejmującym prawdziwą czołówkę. mecz Chunga z Djokovicem, bo grał zawodnik który już trochę dojrzewa ze swoim idolem. ale to się dzieje trochę jakby poza turniejem, niezależnie.

              tak jak np spotkanie Halep z Pliskovą, to walka o to kto zasługuje na ten numer jeden czy ogólnie jest lepszy w obecnej czołówce, Halep gra takie testowe pojedynki od roku i mimo że jest najbliżej numeru jeden ciągle musi udowadniać że jakkolwiek na taką lokatę zasługuje. słabe wyniki w szlemie, porażki a to z jakąś Ostapenko mając wygrany turniej, albo z Szarapową grającą pierwszy mecz po powrocie na kort po rocznej przerwie w pierwszej rundzie US Open. ale jak trzeba było grać turniej w innych rundach to poza przebijaniem grać się nie chciało wcale. Hsieh która ma swoje lata i zawsze można się pokazać w jakimś szlemie skoro ma formę. ale to indywidualne sprawy nie mające żadnych związków z prestiżowością cechującą turniej.

              prestiżowy turniej to taki w którym Tsonga czy Fognini tam powiedzmy z Thiemem grają na 100%. a nie bawią się z jakimś tam Kudlą, Berdychem czy Sandgrenem. o prestiżowości turnieju świadczy stosunek do niego samych zawodników.

              Chung zrobił rzeczywiście ogromny postęp na przestrzeni roku, a nawet kilku miesięcy, i widać ewolucję jego gry z Changa-Djokovica w kierunku agresji i ofensywy. do gry bazowej i opłacalnej strategii dodaje nowe elementy, i może więcej z niego niż Djokovic wyrośnie. Sandgren w meczu z Chungiem wypadł jak challengerowiec którym póki co jest.

              nie wiem jaki mecz widziałeś Szwartzmana ale to że Szwatzman daje z siebie 100% w meczu z Nadalem który gra na 5% jakości turnieju nie podniesie, bo właśnie dla takich rzemieślników turniej ten stanowi wyzwanie jeśli chodzi o tegoroczną edycję. też nie widziałem tak grającego Szwartzmana jak tego z Nadalem, chociaż technika ciągle banalna która blednie na tle kunsztu gry samego Ferrera. a to mali tenisiści często mają bardzo ładną technikę, np Gil, Machado, Coria, Arazi że o Riosie nie wspomnę.

              no ale jak to świadczy o turnieju że Edmund gra tu życiówkę a nie Tsonga czy nawet taki Tomic / Rublev? jak usłyszałem że Edmund ma mieć najlepszy forhend w rozgrywkach w repertuarze to myślałem że oglądam noworoczną szopkę. fajny ma ten forhend ale nawet wśród aktualnych graczy weźmy Kyrgiosa, Thiema, Rubleva, Socka, jeśli chodzi o jego pokolenie, a gdzie przywołać forhend Del Potro czy spojrzeć na Tsongę, a nawet Federera i Nadala i jego rotacje. jak trzeba szukać dodatkowych argumentów żeby podbić w oczach kibiców turniejowi rangę?

              a co jest pięknego w finale z udziałem Woźniackiej?

              jeśli chodzi o mecze to chyba dwa sety Hsieh z Kerber były najlepsze, Davies z Halep za dramaturgię, Suarez Navarro w 2 z Woźniacką, i Halep jako taka w meczu z mimozą w ćwierćfinale.

              szlemy nie są sobie równe. liczą się poszczególne edycje. przez lat najlepszym szlemem było RG, ale ostatnio jest z tym różnie. to co w tamtym roku było na USO czy Wimbledonie w którym strzyże się pod Murraya trawę, było straszne.

              Federer jeśli przegra z Cilicem to będzie żałosne. Cilic to Berdych kilka lat wstecz, robi w każdym ważnym meczu kupę, w meczu z Nadalem który ledwo odbijał ręce miał rozedrgane tak boi się grać na punkty ten człowiek. przyjdzie to tb i walnie setową w siatę albo podwójny zaserwuje. taki facet nie powinien nigdy zagościć w ćwierćfinale i półfinał z udziałem Cilica to jest dla jakości tego turnieju i ubiegłorocznego Wimbledonu najlepsze podsumowanie.

              • Gość: Luka Re: Australian Open 2018 – nowe otwarcie IP: *.dynamic.chello.pl 25.01.18, 01:34
                Masz rację, szlemy nie są sobie równe, każdy jest inny, niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju. Zupełnie jak ludzie, którym się różne rzeczy podobają.
                Ale tylko szlemy rodzą, budują i odbudowują Mistrzów. Taka ich domena i cud uroda !

                Jeśli w szlemie życiówkę gra Edmund, Chung, and Company a nie Tsonga, Kyrgios, Tomic, czy Rublew, to mówi bardzo dużo i różnie o samych graczach, z których każdy jest z innej planety i każdy chciałby tu zaświecić własnym światłem.
                Póki co, świecą nuworysze, wykopali paru pretendentów, a teraz zmierzą się z mistrzami. Jeden z Wielkim, starym i w przechodzonej formie, drugi z małym, ale w życiówce.
                Zestaw połówek generalnie kuriozalny.
                Jeśli istnieje coś takiego, jak logika szlema, to skoro rok temu mieliśmy w finale dwóch Starych Mistrzów, to teraz kolej na dwóch młodych i jednego zupełnie Nowego Mistrza.
                W mojej teorii, szlemy zawsze bronią tenisa i teraz tenis też się obroni w możliwie najlepszym wydaniu.
                Jak będzie się prezentowało, to najlepsze wydanie, okaże się niebawem.
                Najważniejsze, jest ciekawie !

                Jak pytasz, co jest pięknego w finale z udziałem Woźniackiej, to powiem, że droga, którą przebyła, która ją drogo kosztowała, która ją na nowo zbudowała, nauczyła walki, odwagi, dała radość z gry i sprawiła, ze potrafi świecić pięknym światłem, tak samo jak Angie !
                Dlatego widzi mi się, by świeciły obie i niech wygra lepsza !

      • Gość: Luka Re: Karolina Wielka – Mistrzyni AO i Liderka IP: *.dynamic.chello.pl 27.01.18, 23:45
        Karolina Woźniacka wydarła, wyszarpała, wywalczyła w wielkim stylu pierwszy tytuł WS i wróciła po siedmiu latach na pozycję liderki.
        Ten finał był niezwykle zacięty i jednak wyrównany. Stawka dla obu rywalek w tym układzie identyczna i niebotyczna.
        Wolałem i liczyłem na finał Karoliny z Angie, bo gwarantował większy komfort oglądania.
        Udział Simony absolutnie zasłużony i fantastycznie wywalczony z Kerber, obarczał ten finał dodatkową dramaturgią, która bezwzględnie służyła widowisku, ale też skazą osobistego dramatu Jednej, znacznie zneutralizowanego w przypadku rywalizacji z Angie.
        Obie finalistki zagrały wielki mecz.
        Simona w tym Szlemie, zaimponowała mi tak naprawdę pierwszy raz, a w tym finale potwierdziła, że jest gotowa na wygranie wielkiego tytułu.
        Obie były gotowe, obie zasłużyły, ale wygrać mogła tylko Jedna.

        Nie pamiętam, w którym to meczu po drodze, ale był taki moment, gdy u Karoliny w newralgicznym momencie rywalizacji, dojrzałem mord w oczach. Wtedy nabrałem przekonania, że Ona ten tytuł tu, w tym Szlemie wywalczy.
        To był jeden z tych elementów, którego wcześniej, nawet jak już dysponowała argumentami czysto tenisowymi, mentalnie u Karoliny brakowało. Przegrywała dużo wygranych meczów, podobnie zresztą, jak kiedyś Angie.
        Wykonała przeogromną pracę z wieloma trenerami i przy wsparciu Taty, żeby zmienić sposób myślenia na korcie, harowała nad tym jak wół, również nad serwisem i forchandem.
        To bardzo trudny proces, bo po części ingerujący w naturę człowieka.
        Te Jej spadki, upadki i masowo wcześniej przegrywane mecze, czasem w pierwszej rundzie, były wkalkulowane w ryzyko całej operacji, w czasie której doszła do granicy, potrafiła jednak wytrzymać, przetrwać i przezwyciężyć.
        Jedną z szerokiego grona osób, które Ją w tym czasie wspierały, była Serena i Ona też dzisiaj szczerze cieszy się z sukcesu przyjaciółki.
        Wielkie gratulacje dla Karo, za ten tenisowy Maraton, który przeżyła, przetrwała i wygrała !

      • Gość: Luka Re: Australian Open 2018 – nowe otwarcie IP: *.dynamic.chello.pl 29.01.18, 13:22
        Tak pomyślała Karolina wychodząc na finał.
        To zdjęło z niej duży ciężar presji, przydało mocy i pomogło wygrać, mimo nieco niższej formy, niż w poprzednich meczach, w których swobodnie ratowała się asami, dużo lepiej chodził pierwszy serwis i łatwiej wygrywała gemy.
        Na to „wszystko” pracowała latami i wypracowała.
        Talent Karo, nie został naznaczony palcem Boga, bardziej jej osoba, błyszcząca pozytywnym światłem.
        Ile z tych 128 uczestniczek WS miałoby realne podstawy podobnie pomyśleć, zważywszy, że na to „wszystko” składa się dużo więcej, niż podstawowe uderzenia i umiejętności czysto tenisowe.
        Do wygrania szlema nie zawsze trzeba bezwzględnej dojrzałości, nawet doświadczenia, ale zawsze trzeba urosnąć i dorosnąć mentalnie, do czego jednak są niezbędne bardzo konkretne atuty i to chyba jedyna cecha wspólna wszystkim Mistrzom WS.
        To również odpowiedź na to, dlaczego tak wielu wielce utalentowanych i fantastycznie grających, wielkiego tytułu nie zdobyło.

        Mam wszystko, by wygrać, do tego masę szczęścia, więc to wykorzystam i wygram
        Tak mniej więcej pewnie myślał Federer wychodząc na finał.
        Przypuszczam, że w przeciwieństwie do licznych zastępów fanów, wcale nie był pewien, że będzie szybko, łatwo i cały czas przyjemnie, ale 5 setów raczej nie brał pod uwagę.
        Faktycznie miał wszystko by wygrać z Cilicem w takim wydaniu, z takimi slice`ami, takim backhandem, nawet grając miernawo.
        Podobnie zresztą jak co najmniej 10 innych zawodników miałoby wszystko, by z równym skutkiem zaliczyć wyściełaną aksamitem autostradę po trofeum, wymoszczoną szczęśliwie darem losu, popartym dyskretnym wkładem organizatorów i wcale niedyskretnym, chamskim zachowaniem, ponoć najlepszej tenisowej publiczności.
        Niewątpliwie Roger miał wszystko, a na pewno więcej niż rywal, by wygrać i uważam, że w tym układzie dobrze się stało, że wygrał, co wcale nie musiało być tak do końca oczywiste.
        Tak broni się tenis, lepszy tenis w szlemach i tak powinno być.

        Roger nie jest bohaterem z mojej bajki, ale niewątpliwie jest wielkim bohaterem w historii tenisa i postacią zasługującą na najwyższy podziw i szacunek.
        Głównie za to, że cały czas Mu się chce, doskonalić, poszukiwać nowych rozwiązań, że nigdy nie spoczął na obfitych laurach, ma nieustającą motywację do przekraczania kolejnych barier, również własnych. Takich sportowców i takich tenisistów, w historii nie zapisało się wielu.
        Niech zatem Jego bajka trwa jak najdłużej, dla dobra tenisa i jego miłośników.
          • Gość: Luka Re: Mam wszystko, by wygrać ! IP: *.dynamic.chello.pl 29.01.18, 20:44
            Tak pomyślała Karolina wychodząc na finał, podobnie Roger, a myśl i temat ciekawy w kontekście zakończonego właśnie Szlema i nie tylko.
            Kto w żeńskim turze ma wszystko, by wygrać szlema z grubsza wiadomo.
            Z cieńsza jest przeogromny potencjał, z którego jeszcze nie wiadomo, co się urodzi.
            Sporo tego potencjału ujawniło swoje możliwości, tu w Australii, dokładając swoją cegiełkę na nowe otwarcie, inne buławę zasygnalizowały wcześniej.
            Nie kwestionowanym odkryciem była L. Davis, która zagrała fenomenalnie z Halep i moim zdaniem była również gotowa dokonać wielkiego wyczynu. Od razu zaznaczam /co nie znaczy, że się tłumaczę, gdyby komuś przyszło to do głowy/, że na pewno nie będę oczekiwał od niej serii nadzwyczajnych wyników w zawodowym turze, ale w szlemach będę liczyć na dużo.
            Drugim odkryciem, pewnie dla niej samej też, była Jana Fett, która ma zadziwiająco dobre, podstawowe uderzenia, mocną głowę i zero respektu dla nazwisk.
            Trzecie odkrycie, najbardziej spektakularne, to Su Wei Hsieh, z nietypowym sposobem uderzeń, oburęcznym również forhendem i nadzwyczajna precyzją, tak optycznie, chyba najlepszą w tym szlemie.
            Wszystkie trzy odkrycia były zadziwiająco dobrze przygotowane do tego szlema, ale zaprogramowaną i kompletną gotowością wykazała się tylko Amerykanka.
            Zaprogramowaną, ale jeszcze nie kompletną gotowość zaprezentowała Estonka Kontaweitt, trzecia panna K, z którą od czasu pojawienia się w turze, wiążę największe nadzieje.
            Jej do pełnej gotowości brakuje tylko trochę, ale z tej mąki będzie pyszny chleb.

            Po części zaprogramowaną, bardzo niekompletną, za to perspektywicznie obiecującą gotowość do walki o największe cele, pokazała Magda Fręch.
            Ta dziewczyna ma absolutnie wszystko, w ręce, nogach i głowie, co jest podstawą myślenia o najwyższych wyzwaniach, a czego deficyt jest widoczny gołym okiem u pozostałych, nominalnie polskich tenisistek. Jedyny brak, to poważne finansowe zaplecze, umożliwiające programowanie startów i skompletowanie profesjonalnego sztabu. Bez tego, ten talent zostanie zmarnowany, w najlepszym wypadku, rozmieniony na drobne.

            Kto u panów ma wszystko, by wygrać szlema, to znacznie trudniejsze pytanie i niech na razie zostanie otwarte.

    Nie pamiętasz hasła

    lub ?

     

    Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

    Nakarm Pajacyka