boe_
04.10.06, 12:42
myslalam ze juz nic nie przebije trzymiesiecznej wymiany prawa jazdy, gdy
wtem....
w 2002 roku zlozylam w swojej gminie komplet dokumentow regulujacych niejako
moj pobyt na terenie krolestwa... a wlasciwie zlozyl je adwokat, tak zeby
nikt mi potem nie mogl wcisnac kitu, ze czegos tam nie
dopatrzylam...dokumenty zostaly wyslane do bxl, pan za biurkiem zapewnil mnie
ze wszystko jest w najlepszym porzadku
i tak sobie zylam w blogiej nieswiadomosci, az do zeszlego tygodnia, kiedy to
okazalo sie ze moje dokumenty nigdy do bxl nie dotarly!
zdobylam wiec numer pewnej pani w bxl, z odpowiedniej komorki w
ministerstwie, ktora poradzila zeby caly komplet dokumentow przeslac jeszcze
raz, tym razem faksem zeby bylo szybko i pewnie, a ona to wszystko w te pedy
ureguluje..zadzwonilam wiec do gminy i powtorzylam rozkazy z bxl, zostalam
zapewniona ze zaraz wszystko zostanie przefaksowane i bedzie po sprawie
nastepnego dnia zadzwonilam wiec znowu do pani w bxl zeby sprawdzic osobiscie
czy i tym razem nie bede musiala czekac 4 lat...pani faks odebrala, aczkowiek
tylko 1 strone z ktorej kompletnie nic nie wynikalo..wiec kolejny telefon do
gminy z przypomnieniem, kolejny dzien, kolejny telefon do bxl itd przez 5
kolejnych dni
dzisiaj rano wykonalam rutynowy telefon do bxl, zeby uslyszec ze w dalszym
ciagu nic nie przyszlo, nastepnie wykonalam rutonywy telefon do gminy, gdzie
bardzo zadowolony z siebie pan oznajmi mi triumfualnie ze cale akta, 43
strony, zostaly szczesliwie przefaksowane wczoraj! poczym rozwial moje
watpliwosci i zasugerowal zeby zadzwonic w piatek, a jeszcze lepiej w
poniedzialek, bo to moze POTRWAC 2 DO 3 DNI ZANIM FAKS TRAFI Z MASZYNY NA
BIURKO!
ot i tak wlasnie, dzieki zdobyczom nowoczesnej techniki i kompetencji
belgijskich urzednikow cala sprawa zmierza do szczesliwego finalu....