akster
23.05.08, 19:40
Otwarcie
Zabawy słowno-skurwysyńskie
bazgroły metafizyczne...
przerywniki nudy globalnej,
ale tylko subiektywnie
bo bez poczucia ogólczulności.
Smaczki same,
kwintesencyjki
perełki z nicości bezbytu mojej główki wypierdolone.
W huj w kosmos...
Dowcipem kąsajece do upierdolenia do bólu przenikliwości...
Czytaj i karm się,
a potem wyżyguj się na śmierdzących staruchów w MPK.
Czytaj i pij...
i nie miej mi za złe, że nie jestem miłosierny wobec ciała Twego...
Wykrzyczenia,
Przelamentacje,
Metarozpłacze,
Ponadjęki...
Wyproszenia
Twojegości uszu niegodne.
Dziękuje CZŁOWIEKU.
EGZIDEOLOGIA
Potrzebuję fascynacji,
jak życia o poranku manifestacji.
Potrzbuję idealizacji,
jak wieczornej egzystencji celebracji.
Pragnę finezji pasji,
jak posiadania niepodwarzalnej racji.
Pragnę do pustki awersji,
jak przed lustrem autorefleksji.
Żądam wirtuozerii nudy aberracji,
jak jesienią melanholji adoracji.
Żądam w życiu Boga narracji,
jak Twojej absencji frustracji.
Spokój
Wciąż szukam spokoju
Nie mogę tego skurwysyna odszukać...
Golizną umęczony, poraniony pornografią
gniję brudny.
Pozbawiony spokoju świętości.
Zewsząd każą mi na siebie patrzeć.
Poniekąd sam już automatycznie zmuszenie wyprzedzam...
I choć cichość spokoju jest pozorem
to brak go.
Bezgłośnie oszalały w suk obłędzie.
Niby wszystko jest dobrze.