ernest_pinch
27.04.04, 00:14
Opisałem poniższa historie na jednym z forow motoryzacyjnych, ale zasune
kopie jeszcze tutaj "ku pokrzepieniu serc" ;-)
Myslalem ze glupota i bezczelnosc juz mnie nie zadzwia, a jednak... ;-)
Historie ta uslyszalem w pewnym serwisie opon podczas dokonywania wywazania
kol. Podczas oczekiwania przeze mnie podjechal jakis klient maluchem z
przebita opona. Jeden z czeladnikow rozebral kolo, wyjal detke, napompowal -
detka przybrala ksztalt niczym barbapapa - łata na lacie i guzy. Z kantorka
wyjrzal szef zakladu i "przeczesal" klienta: "panie... pare zloty detka, a
pan takie dziadostwo..." Klient zczerwienial i wyraznie zbity z tropu opuscil
glowe. Szefowi widocznie zrobilo sie go troche zal, bo machnal reka i rzekl:
"to jeszcze nic, tydzien temu przyjechal facet maluchem kupionym na gieldzie
mowiac zeby mu naprawic kolo, bo ma "lekkiego kapcia". "Lekki kapec".
Rozebralismy i sie okazalo, ze nie bylo detki, a opona byla wypchana szmatami
i jakimis galganami - wszystko dokladnie upchane. Po wywaleniu tego badziewia
widac bylo druty, dlatego handlujacy nie zalozyl detki..."
Pomyslowosc ludzka nie zna granic ...