123asia456 05.11.06, 08:54 Zastanawia mnie, czy w zimie też jezdzicie na wyprawy rowerowe, czy tez jest to czas na odpoczynek od dwóch kółek. Jesli jezdzicie to jakie trasy wybieracie? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
wolff1 Re: zimowe wyprawy 05.11.06, 17:50 Jazda zimą na wyprawę (w rozumieniu wielodniowej jazdy, z noclegami pod namiotem) to bardzo trudne przedsięwzięcie, niemniej możliwe do realizacji. Wymaga przede wszystkim wielkiej odporności na wszelkie warunki (i to bardziej psychicznej niż fizycznej) oraz świetnego wyposażenia (przede wszystkim śpiwór, dobre buty i rękawiczki). Osobiście nigdy tego nie próbowałem i w przyszłości raczej też nie będę. Miłośnikom takich ektremalnych wypadów polecam lekturę tej strony www.mountainbike-expedition-team.de/ - z opisem wręcz nieprawdopodobnej zimowej wyprawy dwóch Niemców na Grenlandię, gdzie najniższa temperatura z jaką musieli się zmagać to -47'C !!! Odpowiedz Link
robertrobert1 Re: zimowe wyprawy 05.11.06, 19:24 Na wyprawe przy temperaturze ponizej zera jakos jeszcze nie mialem ochoty i jak sadze dlugo mnie ta atrakcja nie skusi. Swego rodaju "zimowa" wyprawe mozna odbyc latem udajac sie na NordKap albo do Islandii. Jesli jednak ktos zimowa pora zapragnie turystyki to zawsze moze sie wybrac np na Cypr ale czy to bedzie zimowa wyprawa? Odpowiedz Link
123asia456 Re: zimowe wyprawy 06.11.06, 09:26 Pytalam o to, bo znam ludzi, którzy na takie zimowe wyprawy jezdzą (co najmniej dwie każdej zimy) i chciałam zobaczyć, czy tylko oni czy ktoś jeszcze. Od nich dowiedzialam się, że jezdzenie po sniegu jest o wiele lepsze niż jezdzenie w deszczu... I chodzi o prawdziwą wyprawę - kilka lub kilkanascie dni w trasie, i prawdziwą górską zimę - tak że trzeba czasem rower przenosic przez zaspy. Ja się chyba nigdy na takie cos nie odwaze... Ale mysle, że w zimie po mieście będę jezdzila na rowerze, bo juz sie za bardzo do tego przyzwyczaiłam. Odpowiedz Link
jutan Re: zimowe wyprawy 06.11.06, 20:59 Zimowa wyprawa na rowerze to nie lada wyzwanie i nie mróz byłby tu największym utrudnieniem, ale oblodzenie lub kopny śnieg, który już zupełnie uniemożliwia jazdę. Przy dokładnym zaplanowaniu dziennych etapów i noclegów uważam, że jest do zrealizowania. Często w okresie zimowym obserwuję ludzi obojga płci, w różnym wieku, którzy bez specjalnego wyposażenia odzieżowego pokonują na rowerach po kilkanaście kilometrów dojeżdżając do pracy. Motocykliści mają swój corocznie organizowany zimowy Zlot Słoni na terenie Niemiec, być może i na rowerach wyruszą pierwsi śmiałkowie na swój zlot. Odpowiedz Link
wolff1 Re: zimowe wyprawy 07.11.06, 22:44 Ale kilkanaście kilometrów dziennie do pracy to zupełnie inna bajka niż całodzienna jazda na mrozie i z noclegiem pod namiotem. Kiedyś przy temperaturze minimalnie poniżej zera przejechałem ok. 100km, ale zupełnie inaczej się jedzie z perspektywą noclegu i regenarcji w ciepłym domku, a inaczej, gdy ma się biwakować i gotować na mrozie. Przy temperaturze ok. -10'C i niższej trzeba poważnie ograniczyć wysiłek i prędkość jazdy ze względu na ochronę płuc, oddychanie na takim mrozie "pełną piersią" może zakończyć się nawet w szpitalu; konieczna staje się jazda w masce neoprenowej, lub przynajmniej z szalikiem szczelnie zasłaniającym usta (warto osłonić też i nos). Oddycha się w ten sposób bardzo niedogodnie, bo na szaliku bądź masce rychło zaczyna przymarazać para z ust, ale dzięki temu powietrze dostające się do płuc jest dużo cieplejsze. Oblodzenie i kopny śnieg na szosach asfaltowych wbrew pozorom spotyka się nie tak znowu często, raczej tylko w okresie silnych opadów, a większe drogi są odśnieżane w miarę szybko - więc tu raczej nie widzę większego problemu. No a porównanie roweru z motocyklem zupełnie nie ma sensu - co to za filozofia jechać motorem nawet zimą, po prostu trzeba się bardzo ciepło ubrać, poza tą jedną niedogodnością taka jazda większego wysiłku nie wymaga. Dużo bardziej na miejscu jest porównanie motocyklistów z samochodziarzami, a rowerzystów jadących na wybrawę zimą np z polarnikami czy himalaistami (choć oczywiście skala trudności nie ta). O polskich sakwiarzach jadących zimą na wyprawę (poza znajomymi Asi) jak dotąd jeszcze nie słyszałem, nie czytałem też opisu żadnej takiej wyprawy, więc zapewniam że należą oni do bardzo wąskiej grupy śmiałków gotowych na taką katorgę - i szczerze podziwiam bo trzeba mieć masę samozaparcia i wytrwałości by coś takiego przetrzymać. Odpowiedz Link
robertrobert1 Re: zimowe wyprawy 07.11.06, 23:21 Dla mnie najwieksza niedogodnoscia w zimowej wyprawie bylaby...kapiel gdyz zawsze rozbijam sie na dziko. Reszta czyli: calodniowa jazda, biwakowanie i nocleg jest do pokonania. Jestestem niezmiernie ciekaw jak ci goscie podrozuja? Moze ich wyprawa polega tylko na kilkugodzinnym wyjsciu z hotelu? Odpowiedz Link
123asia456 Re: zimowe wyprawy 08.11.06, 17:33 Moi znajomi (nie Polacy, a Czesi :)) jeżdżą głownie w okolicach górskich i z tego, co mówią taka wyprawa nie jest dla nich wcale duzo trudniejsza niż wyprawa w lecie. Co do specjalnych ubrań i tym podobnych rzeczy to wiem, ze zarówno w lecie jak i w zimie radzą sobie raczej bez jakichś specjalnych udogodnień. Widziałam zdjecia, na których przenoszą rowery przez zaspy i prowadzą pod góre bo sie nie da wjechać. Z noclegami to różnie bywa - generalnie chyba u "dobrych ludzi", ale wiem, ze raz spali w igloo :) Dla mnie to jest w ogóle ekstremalne, ale słuchając ich opowieści można odnieść wrażenie, że jadą na letnią przejażdżkę... Odpowiedz Link
robertrobert1 Re: zimowe wyprawy 08.11.06, 19:06 No to jasna sprawa. Jesli spia u ludzi a nie pod namiotem to maja mozliwosc wziecia goracego prysznicu, wysuszenia mokrych rzeczy, cieplego noclegu i garacego posilku. W takim przypadku posiadany bagaz moze byc minimalny a wowczas rowerowa "wyprawa" niczym nie bedzie sie roznila od dojazdu do pracy. Odpowiedz Link
jutan Re: zimowe wyprawy 08.11.06, 21:49 Pisząc o zimowej wyprawie na rowerze miałem na myśli jazdę w oparciu o stałą bazę noclegową, czyli kwatery, zajazdy czy też hotele, dlatego też nadmieniałem o dokładnym zaplanowaniu trasy. Jazda w stylu, nazwijmy to klasycznym, też jest możliwa chociaż będzie wymagać odpowiedniego przygotowania psychicznego, hartu ducha i samozaparcia. Na rowerze nigdy tego nie praktykowałem, ale zimowe biwaki nie są mi obce. Często podczas wypraw górskich miałem sposobność poznać uroki takich biwaków i stąd sądzę, że bez większych problemów mozna na taką wyprawę pojechać. Wymagać to będzie odpowiedniego wyposażenia biwakowego. Pisząc o zimowym zlocie motocyklistów muszę dodać, że odbywa się całkowicie w plenerze bez względu na warunki atmosferyczne. W ubiegłym roku uczestnicy walczyli nie tylko z mrozem ale i z grubą warstwą śniegu. Zaprowiantowanie we własnym zakresie , a to oznacza najczęściej ognisko lub kuchenki benzynowe. Zimowa jazda na motocyklu to też wyzwanie o wiele trudniejsze niż na rowerze. Jadąc na rowerze zwykle wytwarzamy wiele ciepła, które nas "ogrzewa", natomiast gość na motorbike siedzi nieruchomo, kurczowo trzyma kierownicę, omiata go mroźny wiatr o prędkości mniej lub więcej ze 100 km/h i modli się, żeby na zakręcie nie zaliczyć gleby. Jest bardzo trudno, dlatego udział w tym zlocie niezmiernie nobilituje w środowisku. Piszę o tym, jako o ciekawostce, która może pewne wspólne zagadnienia dla tematu tego wątku objaśnić, a zainteresowanych zachęcić do spróbowania. Odpowiedz Link
robertrobert1 Re: zimowe wyprawy 09.11.06, 18:58 O zimowym zlocie motocyklistow slyszalem i kilka fotek widzialem. Z nich zorientowalem sie, ze gro motocyklow to zabytki, ktorych predkosc max jest duzo nizsza od wyniku 3-cyfrowego a ponadto znaczna wiekszosc z nich byla wyposarzona w kosze wiec gleba dotyczyla mniejszosci. Odpowiedz Link
wolff1 Re: zimowe wyprawy 10.11.06, 13:41 Zupełnie nie zgadzam się z tezą jutana, że jazda na motocyklu zimą to wyzwanie o wiele trudniejsze niż jazda rowerem. Jadąc rowerem rzeczywiście wytwarza się dużo więcej ciepła niż na motorze - ale czy z tego wynika że to jazda motorem jest dużo cięższa? Nie żartujmy - motocyklista tylko siedzi i obsługuje kilka gałek i pedałów, do tego nie potrzeba żadnego wysiłku, natomiast rowerzysta cały czas musi ciężko kręcić i głęboko oddychać mroźnym powietrzem. A co gorsza, to wytwarzanie ciepła powoduje sporo dodatkowych komplikacji - przede wszystkim pocenie się, a to oznacza że nie można się za ciepło ubrać - bo rychło ubrania stykające się bezpośrednio ze skórą robią się mokre i nieźle wyziębiają (ja na rower zimą ubieram się lżej niż np. podczas spaceru). Widać, że zimą nie robiłeś dłuższych dystansów - ciepło wytwarzane przez organizm rzeczywiście ogrzewa, ale tylko mniej więcej przez 20km, potem stwarza tylko same problemy. A na motorze tego problemu zupełnie nie ma - praktycznie zero wysiłku, więc można się ubrać znacznie grubiej, tak że nawet przy prędkości 100km/h będzie pełny komfort termiczny (poza tym człowiek na motorze wiele się nie rusza, można więc spokojnie założyć ubrania naprawdę grube, które na rowerze krępowałyby ruchy). Jeszcze odnośnie higieny zimą pod namiotem - prawdziwym twardzielom można polecić starą, dobrą metodę stosowaną przez Kmicica i jego "kompaniję" w "Potopie" - czyli po prostu nacieranie śniegiem! Odpowiedz Link
jutan Re: zimowe wyprawy 10.11.06, 19:39 Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że wysiedziałem ileś tam kilometrów na kanapie motocykla i przekręciłem wiele kilometrów na rowerze i dlatego łatwo przychodzą mi porównania oraz zbilansowanie wszystkich za i przeciw w obu przypadkach. Jazda na rowerze ma swoją specyfikę wynikającą wprost z naszego ruchu i wysiłku, natomiast na maszynie brak tego ruchu w przypadku jazdy w niskich temperaturach jest prawdziwyn utrapieniem delikatnie mówiąc. W czym rzecz, otóż podczas szybkiej jazdy a zaczyna się już od 60 km/h wychłodzenie organizmu następuje błyskawicznie. Za sprawą nowoczesnych materiałów i różnych wynalazków udaje się ten proces dość skutecznie hamować, ale dotyczy to głównie tułowia. W przypadku kończyn już nieco trudniej ochronić je przed zimnem, szczególnie kolana i stopy szybko się wychładzają i gość na maszynie szybko czuje, że sztywnieje. Są jeszcze ręce, a zwłaszcza palce muszą być wyjątkowe sprawne. Od ich czucia zależy los faceta na motocyklu, i tu najtrudniej sprawdzają się różne sposoby ich ochrony przed zimnem, nawet podgrzewanie manetek nie zawsze pomaga. Pozostaje jeszcze twarz, kożuchem ją nie otulimy. To co dla rowerzysty w zimie jest zbawieniem, czyli ruch, to dla motocyklisty ów brak ruchu jest zgubą, dlatego jeszcze raz podtrzymuję swoją opinię, że dla motocyklisty zimowa jazda jest o wiele większym wyzwaniem. Dość łatwo można doświadczyć jazdy na motocyklu, wystarczy wystawić rękę nawet w grubej rękawicy przez okno jadącego samochodu i to odczucie pomnożyć przez ileś tam godzin faceta na maszynie. Zagadnienie jest o wiele szersze, bo należy również brać pod uwagę bezpieczeństwo jazdy wynikające z prędkości jazdy. Ów wysiłek dla rowerzysty, zgadzam się, może być przyczyną kłopotów związanych z wydzielaniem potu, ale w tym przypadku mozemy dość łatwo i szybko reagować na to zjawisko przez odpowiednie dozowanie wysiłku czy też wentylowanie odzieży wierzchniej. Odpowiedz Link
wolff1 Re: zimowe wyprawy 10.11.06, 21:30 Ale kto Ci zabroni ubrać się na motor w powiedzmy dwa grube polary i gore-tex, jeśli jest Ci zimno - możesz założyć tyle warstw odzieży ile na dane warunki potrzeba (bo się w ogóle nie ruszasz) - na rowerze ze względu na nadmierne pocenie się jest to zupełnie niemożliwe. Stopy i dłonie prawie tak samo szybko wychładzają się i na rowerze, więc to żaden argument, po prostu te części ciała są dużo bardziej wrażliwe na mróz, a rowerzyście dłonie są niemal tak samo potrzebne do obsługi (hamowanie, zmiana biegów) jak na motorze. Wbrew temu co piszesz wentylowanie odzieży nic nie daje, mam kurtkę windstoperową ze specjalnymi wywietrznikami pod pachami i czy są otwarte, czy zamknięte efekt jest ten sam; żeby uniknąć kłopotów z poceniem się trzeba by zmieniać bieliznę przylegającą do ciała co ok. 20km, a więc na 100km należałoby wieźć ze sobą 5 zestawów. Przez dozowanie wysiłku dałoby się to obejść, ale pod warunkiem jazdy z prędkością pieszego - ale po co wtedy wsiadać na rower? Po prostu taka jest specyfika roweru (duży wysiłek, a więc i dużo potu) i tego się nie obejdzie. Nawet stosując specjalne "oddychające" tkaniny efekt ten niewiele da się zminimalizować, od bawełny są o tyle lepsze, że trochę wolniej przesiąkają, szybciej schną a gdy mokre przylegają do ciała są trochę cieplejsze. Zgodzić się mogę jedynie z tezą, że motocyklista bardziej odczuwa przejście z sezonu letniego na zimowy niż rowerzysta, ale nikt mnie nie przekona że ciężej jechać motorem niż rowerem, niezależnie od pory roku - kryterium jest oczywiste - minimalny wysiłek na motorze, ciężka mordęga na rowerze. Z tego właśnie względu nigdy nie uznawałem wszelkich "sportów" motorowych za sport w czystym tego słowa znaczeniu - przynajmniej 70-80% sukcesu to odpowiednia maszyna, od człowieka zależy dużo mniej. Odpowiedz Link
robertrobert1 Re: zimowe wyprawy 12.11.06, 10:40 Nie trudno sie zgodzic z Wolffem. Jazda na rowerze to, fakt, ciezki fizyczny wysilek okupiony poceniem sie. Oczywiscie mozna jechac wolniej tak zeby sie nie pocic ale znacznie szybciej niz chod pieszego. Wedlug mnie predkosc taka oscylowalaby w okolicach 15 km/h ale...po plaskim jednak jak tylko pojawi sie podjazd to wysilek znacznie wzrasta i niesposob wowczas nie spocic sie. Dlatego wlasnie zimowe wyprawy rowerowe w klasycznej formie sa utopia a jedynie mozna je ograniczac do niewielkich przejazdzek. Odpowiedz Link
jutan Re: zimowe wyprawy 12.11.06, 19:02 Powiadają,że diabeł tkwi w szczegółach i w tym temacie również. Odnoszę wrażenie, że pod pojęciem "wyzwanie" rozumiecie włożony wysiłek czysto fizyczny na pokonanie założonego dystansu. Jeśli pod tym kątem będziemy rozpatrywać zagadnienie, to zgadzam się w zupełności i nie podlega to dyskusji, że na rowerze trzeba ciężko zapracować na każdy kilometr. Dla mnie "wyzwanie", to suma wszystkich sił fizycznych, psychicznych jakie należy przeciwstawić wszystkim trudnościom danej trasy. To tak w skrócie. Jeżeli z tej strony solidnie porównamy wszystkie za i przeciw to otrzymamy odpowiedź na pytanie: dlaczego w okresie zimowym widuję bez wzgledu na panujące warunki, ludzi w różnym wieku jeżdżących na rowerach, bądź to z racji życiowych potrzeb jak również jeżdżących rekreacyjnie i turystycznie. Natomiast jadących na motocyklach, jak i nawet wolniejszych motorowerach nie sposób dostrzec na drodze przez całe zimowe miesiące. W ubiegłym roku tylko raz widziałem gościa na maszynie, gdzieś w połowie lutego. Muszę tu nadmienić, że dojeżdżam codziennie do pracy 50 km i często czynię tego typu obserwacje dla urozmajcenia jazdy. Nadal uważam, że ujemna temperatura dla motocyklisty to bardzo poważna trudność, porównywalna do jazdy rowerzysty pod górę, w skalistym terenie podczas 35 stopni ciepła w cieniu. I jedna i druga temperatura może być zabójcza. Jako,że jeżdżę na obu pojazdach z natury rzeczy nie powinienem być stronniczy. Zresztą, rower był pierwszy i ciągle darzę go większą sympatią, znacznie częściej siedzę na maszynie z pedałami niż z silnikiem i łatwiej przychodzi mi myśl o zimowej wyprawie na rowerze, aniżeli motocyklem. Odpowiedz Link
diafora Re: zimowe wyprawy 13.11.06, 10:47 Zaraz zaraz. Przecież nie trzeba zimą podróżować tylko po Polsce. To świetny czas na zwiedzanie zagranicy np. Grecji, czy Cypru! A zima u nas, to czas tęsknoty i trenażera... Odpowiedz Link
wolff1 Re: zimowe wyprawy 14.11.06, 13:23 Ale co innego wyzwanie, a co innego w miarę obiektywna ocena skali jego trudności. Dla jednego wyzwaniem może być jazda zimą na motorze, dla innego przepłynięcie kajakiem jeziora, a dla jeszcze kogoś np. w ogóle wyjazd zagraniczny. Po mojej wyprawie do Grecji, gdy podróżowłem też po Albanii; wiele osób którym o tym opowiadałem oceniało mój bezpieczny powrót niemal w kategorii cudu. Czy z tego musi wynikać, że ten kraj jest rzeczywiście niebezpieczny? - wcale nie! A jeśli chodzi o znikomą liczbę osób podróżujących u nas zimą na motorze, to obawiam się że wynika to po prostu z małej liczby polskich motocyklistów w ogóle. Jeżdżąc po zachodniej Europie rowerem da się gołym okiem zaobserwować (i niestety usłyszeć - bo naprawdę spory motor wyprzedzając robi jazgot porównywalny niemal z tirem) wielką liczbę motocyklistów. Tam jest to po prostu zwykły środek transportu, u nas ciągle traktowany jest raczej jako hobby wąskiej grupy osób (może pogoda ma w tym swoją rolę, ale przecież klimat w Niemczech wiele się od naszego nie różni). Odpowiedz Link
wolff1 Re: zimowe wyprawy 14.12.06, 11:57 Właśnie znalazłem stronę ze zdjęciami z zimowej wyprawy dwóch Polaków (widziałem też film) po jeziorze Bajkał (wzdłuż całej jego długości z południa na północ). Prawdziwy hardcore - jechali po lodzie (opony z kolcami), zmagali się z temperaturą, wiatrem, fragmentami musieli pchać rowery w za głębokim na jazdę śniegu. A co najgorsze musieli uważać na szczeliny w miejscach (tzw. torosy), gdzie kry nachodzą na siebie (zaliczyli m.in. kapiel z całym rowerem), liczba zwykłych "gleb" nie do zliczenia. Nocowali głównie w namiocie (na lodzie konieczne było stosowanie specjalnych śrub lodowych do jego przytwierdzenia), czasem też u gościnnych Buriatów. Tutaj jest trochę zdjęć z ich niesasmowitego wyczynu: pamir.pl/index.php?set_albumName=album35&option=com_gallery&Itemid=33&include=view_album.php Odpowiedz Link
robertrobert1 Re: zimowe wyprawy 14.12.06, 18:10 Z uwaga ubejzalem galerie. Oto moje refleksje: - zadziwiajaco malo bagazy mieli ze soba - po co im byly potrzebne kaski? w takiej dziczy! - Ja rozwiazali sprawe pieczywa? - Czy z przyczepka np BOBem niebyloby latwiej? Odpowiedz Link
wolff1 Re: zimowe wyprawy 15.12.06, 11:37 > - zadziwiajaco malo bagazy mieli ze soba Jakoś nie zauważyłem - obaj mieli przednie i tylnie sakwy (cały tył nieźle zapakowany), ich podróż trwała 18 dni, a jak na taki okres to i tak było tego dużo. > - po co im byly potrzebne kaski? w takiej dziczy! Nie żartujmy! To że nad Bajkałem nie ma ruchu, wcale nie znaczy, że zabezpieczenie głowy się nie przyda. Nie jestem wielkim entuzjastą kasków (nawet w Alpach i w Norwegii, gdzie na zjazdach czasem jedzie się powyżej 70km/h jechałem tylko w czapce) ale gdybym miał się wybrać na wyprawę po "żywym" lodzie to bym go jednak wziął. Jak pisałem wywrotek mieli co niemiara, a np. walnąć tyłem głowy w lód to nic ciekawego. > - Ja rozwiazali sprawe pieczywa? Najprościej w świecie - po prostu go nie używali (naprawdę jest to możliwe). Jedli przede wszystkim liofizaty i ryby, które im dostarczali uczynni tubylcy > - Czy z przyczepka np BOBem niebyloby latwiej? Może rower by był bardziej stabilny, ale każda przyczepka to minium 5kg więcej do ciągnięcia i dodatkowe koło (lub koła) do przebicia. Odpowiedz Link