Dodaj do ulubionych

Leżak na kierownicę

21.01.07, 14:20
Witam. Nigdy nie miałem okazji jeździć z takim dodatkiem jak
leżak,podłokietnik na kierownicę. W tym roku planuje wyjazd na 30-35 dni i
drugi na około 14(pewnie jeszcze do tego więcej krótszych3-7 dni) i
zastanawiam się jak bardzo taki bajer mógłby zwiększyć wygodę przy codziennych
godzinach na kierownicy, czy nie jest to tylko zbędna dodatkowa waga ?

Daję tutaj przykładowy leżaczek znaleziony na allegro
allegro.pl/item156989940_nowy_lezak_na_kierownice_jd_802_piekielnie_tanio.html
Proszę o odpowiedź
mail:frantu@o2.pl gg:2191534
Obserwuj wątek
    • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 21.01.07, 18:06
      Wiele zależy od tego, gdzie planujesz się wybrać. Do jazdy po trasach
      asfaltowych i generalnie płaskich lemondka nadaje się jak najbardziej - ma się
      bardziej aeorodynamiczną sylwetkę, moim zdaniem jest także i wygodniej - bo
      można podeprzeć łokcie i ciężar ciała nie "wisi" tylko na dłoniach. Natomiast
      sytuacja wygląda zupełnie inaczej jeśli chcesz jeździć po górach, nierównych
      szosach, bądź szutrach - wtedy lemosndka to tylko zbędne gramy na kierownicy.
      Pod górę nic nie daje, a na zjeździe jazda na leżaku z prędkością powyżej
      50km/h to niemal samobójstwo. Podobnie jest na nierównych drogach - w takim
      chwycie jaki daje lemondka nie sposób panować nad rowerem, jazda po dziurach
      wymaga silnego trzymania się kierownicy. Jeśli zależy Ci na aeorodynamicznej
      sylwetce na zjazdach to polecam baranka - ten typ kierownicy jest najbardziej
      uniwersalny - ma najwięcej rodzajów chwytów, choć wymaga innych klamkomanetek.
      Ale jeśli chodzi Ci tylko o bardziej wygodną sylwetkę to lemondka będzie lepsza.
      --
      www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl
    • robertrobert1 Re: Leżak na kierownicę 21.01.07, 19:25
      Od lat jezdze z lemondka i od lat zawsze ja uzywam. Na zakup zdecydowalem sie
      zaraz po pierwszej wyprawie kiedy to wariowalem aby uzyskac jak najbardziej
      ergonomiczny chwyt.
      Owszem czesto sa trasy kiedy to lemondka jest zbedna ale ta ilosc zbednego
      metalu na kierownicy jest smiesznie niska ( w porownaniu do wagi calego roweru).

      Jesli chodzi o wskazany model to jest jak najbardziej wlasciwy. Sam taki uzywam.


      www.bike.pl/fotogaleria/duze.php?idu=1247&id=651&offset=36
      --
      I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
      • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 21.01.07, 20:08
        A ja po po dwóch wyprawach w górach zrezygnowałem z tego wynalazku,
        przerzucając się na baranka i nie żałuję. Po co targać ze sobą ciężki kawał
        metalu (w końcu to 5% wagi roweru), jeśli się go nie używa? Tak jak pisałem ma
        zastosowanie tylko na płaskich trasach jak np. po Polsce. Na wyprawach w Alpy i
        Dolomity używałem go bardzo sporadycznie. Dodatkowy sprzęt do roweru trzeba
        kupować kiedy się ma zamiar go używać, a nie żeby wisiał bez sensu na
        kierownicy. Trzeba też wspomnieć, że "leżak" blokuje niektóre chwyty
        kierownicy, jak np. ten tuż przy wsporniku, który ja akurat często stosuję.
        --
        www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl
        • robertrobert1 Re: Leżak na kierownicę 22.01.07, 20:09
          wolff1 napisał:

          > A ja po po dwóch wyprawach w górach zrezygnowałem z tego wynalazku,

          Ja odkrecilem tego lata kiedy to na wyprawe zabralem mojego syna i
          zatrzymywalismy sie co 30 min. Kiedy jade sam non-stop przez 2 h to ten
          kawalek metalu jest niezwykle uzyteczny.

          >... przerzucając się na baranka i nie żałuję.

          Baranka mam przy szosowce i jakos nie wyobrazam sobie skutecznego kierowania
          ani na gruntowej drodze ani z 35 kg obciazeniem ani tez po 12 h jazdy.

          > Po co targać ze sobą ciężki kawał
          > metalu (w końcu to 5% wagi roweru),

          Metalu tak ale to tylko aluminium i ten kawal metalalu jest kilka razy lzejszy
          od bidonu. Ja mam 3 bidony kazdy po 1 l pojemnosci + 2-3 litry dodatkowego
          napoju wiec waga lemodki jest niezauwazalna.

          > Trzeba też wspomnieć, że "leżak" blokuje niektóre chwyty
          > kierownicy, jak np. ten tuż przy wsporniku, który ja akurat często stosuję.

          Nie wiem o czym piszesz! U mnie lezak nic nie blokuje...moze po prostu
          wlasciwie ja zamontowalem...


          --
          I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
          • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 23.01.07, 11:32
            robertrobert1 napisał:

            > Ja odkrecilem tego lata kiedy to na wyprawe zabralem mojego syna i
            > zatrzymywalismy sie co 30 min. Kiedy jade sam non-stop przez 2 h to ten
            > kawalek metalu jest niezwykle uzyteczny.

            Przecież ja nie kwestionuję użyteczności lemondki jako takiej! Ja tylko
            zaznaczam, że na pewne typy wypraw się nie nadaje. Widać, że mało jeździsz po
            wysokich górach - ja na moich ostatnich trzech wyprawach jechałem praktycznie
            cały czas góra - dół (poza odcinkami dojazdowymi), a dzienna suma podjazdów
            często przekraczała 1000m. W takich warunkach lemondkę używa się bardzo rzadko
            i nie ma sensu jej ze sobą targać.

            > Baranka mam przy szosowce i jakos nie wyobrazam sobie skutecznego kierowania
            > ani na gruntowej drodze ani z 35 kg obciazeniem ani tez po 12 h jazdy.

            Na gruntowej drodze rozumiem - na takich trasach bardziej przydaje się szersza
            kierownica. Natomiast na asfalcie baranek jest jak znalazł - wygodny, więcej
            chwytów od prostej kierownicy, możliwość jazdy w aeorodynamicznej pozycji.
            Należy tylko pamiętać by kierownicę zainstalować inaczej niż w szosówce - na
            wsporniku wygiętym mocno w górę, a nie w dół jak w kolarkach - to powoduje, że
            wygoda jazdy jest ta sama co na prostej kierownicy. A argument że z barankiem
            nie da się jeździć z 35kg zupełnie mnie nie przekonuje - poczytaj sobie relacje
            z wypraw sakwiarzy z zachodu bądź z USA - tam takie rozwiązanie stosuje się
            znacznie częściej. To generalna tendencja - na szosówkach na zachodzie jeździ o
            wiele więcej ludzi niż u nas, gdzie górale stanowią na oko z 95% rynku - pewnie
            jakość szos ma na to swój wpływ.

            > Metalu tak ale to tylko aluminium i ten kawal metalalu jest kilka razy
            lzejszy
            > od bidonu. Ja mam 3 bidony kazdy po 1 l pojemnosci + 2-3 litry dodatkowego
            > napoju wiec waga lemodki jest niezauwazalna.

            Lemondka waży przynajmniej 600g, więc kilka razy od litrowego bidonu lżejsza na
            pewno nie jest. I jeśli jej nie używasz (jak przy jeździe po górach) to tylko
            zbędny balast. A argument, że w porównaniu do innych elementów waży stosunkowo
            niewiele prowadzi w prostej drodze do wożenia ze sobą masy niepotrzebnych
            rzeczy. Wiem co mówię bo sam mam tendencję do brania za dużo bagażu - na
            starcie tegorocznej wyprawy na Nordkapp miałem aż 40kg! A taki ciężar na
            kilkugodzinnym podjeździe daje się zdrowo we znaki.

            > Nie wiem o czym piszesz! U mnie lezak nic nie blokuje...moze po prostu
            > wlasciwie ja zamontowalem...

            Zawsze blokuje chwyt tuż przy wsporniku kierownicy - bardziej lub mniej (to
            zależy od modelu lemondki), ale jednak, trudniej jest też zamontować licznik,
            czy też lampkę.

            --
            www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl
            • frantuslaw Re: Leżak na kierownicę 24.01.07, 20:01
              Sprawa się skomplikowała :) Zamierzam jechać do Nad Adriatyk - do Czarnogóry i
              potem aż po Włochy,sami ocencie. Jeszcze się zastanowię, można ją montować do
              giętej kierownicy ? (takową osobiście preferuję)
              • jutan Re: Leżak na kierownicę 24.01.07, 21:16
                Zupełnie nieprzydatna rzecz na taka trasę. Już na Słowacji,na pierwszych
                chopkach przekonasz się, że to bajer, który bardziej przeszkadza niż pomaga.
                Lepiej kasę przeznaczyć na dobre opony lub łańcuch, bo dasz im nieźle popalić
                na trasie do Czarnogóry. Podjazdów i fantastycznych zjazdów na tej trasie nie
                braknie.
                • frantuslaw Re: Leżak na kierownicę 25.01.07, 15:35
                  Wiem w co inwestować, ale po prostu chciałem poznać opinię co do tego sprzętu,bo
                  wiele rzeczy miałem okazję chociaż sprawdzić, a z tym nie miałem nigdy
                  styczności i dlatego skierowałem to pytanie:) Dziękuje za odpowiedzi,a czy kupię
                  ?Nie wiem. Jeszcze się zastanowię, zobaczę też jak będzie wyglądał mój portfel :)
                  • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 25.01.07, 17:19
                    Na trasę, którą opisałeś branie lemondki, chyba nie ma większego sensu - używać
                    jej można głównie jadąc przez zupełnie płaskie Węgry, może też w Polsce (ale to
                    już zależy skąd startujesz). Poza tym - Słowacja, Chorwacja, Włochy to kraje
                    zdecydowanie bardziej górzyste. Szczególnie jazda chorwackim wybrzeżem
                    (Jadranska Margistrala) potrafi dać w kość - patrząc na mapę może się wydawać,
                    że jest tam płasko - ale rzeczywistość jest zupełnie inna - praktycznie cały
                    czas są góry i to momentami całkiem ostre; jedynie fragment w rejonie Zadaru
                    jest w miarę równy.
                    --
                    www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl
            • robertrobert1 Re: Leżak na kierownicę 03.02.07, 05:26
              wolff1 napisał:

              > Natomiast na asfalcie baranek jest jak znalazł - wygodny, więcej
              > chwytów od prostej kierownicy, możliwość jazdy w aeorodynamicznej pozycji.
              > Należy tylko pamiętać by kierownicę zainstalować inaczej niż w szosówce - na
              > wsporniku wygiętym mocno w górę, a nie w dół jak w kolarkach - to powoduje,
              że
              > wygoda jazdy jest ta sama co na prostej kierownicy.

              Nie do konca. Jazda na baranku jest meczaca i nie daje wytchnienia samym
              dloniom. Oto dowod

              duathlon.pl/galeria/wyprwawamale/1%20(190).html
              • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 03.02.07, 10:54
                A zadałeś sobie trochę trudu by przejrzeć całą galerię? Autor jechał z Polski
                przez kraje nadbałtyckie i Finlandię na Nordkapp, a wracał przez Norwegię i
                Szwecję i Niemcy. Lemondkę zakupił dopiero pod koniec wyprawy, na już dość
                płaskiej trasie, gdzie w dodatku (śpiesząc się do domu) robił niesamowitej
                długości odcinki (średnio powyżej 200km!!!),a na całej trasie jeśli pamiętam
                średnią miał powyżej 170km! Na dość płaską Szwecję, szczególnie przy takich
                dystansach lemondka jest jak znalazł.
                --
                www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl
                • robertrobert1 Re: Leżak na kierownicę 05.02.07, 21:09
                  wolff1 napisał:

                  > Lemondkę zakupił dopiero pod koniec wyprawy, na już dość
                  > płaskiej trasie, gdzie w dodatku (śpiesząc się do domu) robił niesamowitej
                  > długości odcinki (średnio powyżej 200km!!!),a na całej trasie jeśli pamiętam
                  > średnią miał powyżej 170km! Na dość płaską Szwecję, szczególnie przy takich
                  > dystansach lemondka jest jak znalazł.

                  Co doskonale dowodzi, ze baranek nie zapewnial dostatecznej wygody, nieprawdaz?


                  --
                  I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
                  • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 06.02.07, 13:04
                    robertrobert1 napisał:

                    > Co doskonale dowodzi, ze baranek nie zapewnial dostatecznej wygody,
                    nieprawdaz?

                    To nie takie proste jak to przedstawiasz. Na tej podstawie można tak samo
                    twierdzić, że wszystkie rowery z prostymi kierownicami, które mają lemondki tak
                    samo są niewygodne. Poza tym chyba nie zwróciłeś uwagi, że Alek jechał na
                    rowerze szosowym - a to nie jest to samo co rower z barankiem. Ma przede
                    wszystkim inną ramę o bardziej sportowym charakterze - bardziej sztywną,
                    bardziej wydajną, ale i mniej wygodną. Poza tym leżak zamontował już na raczej
                    płaskim odcinku - a przecież ja nie twierdziłem i nie twierdzę, że na płaskim
                    lemondka nie ma sensu - przeczytaj sobie parę postów wyzej - pisałem iż taki
                    układ na dostowanej do niego trasie jest wygodniejszy.
                    A chyba najlepszy dowód znajdziesz oglądając wyścigi kolarskie - kierownice z
                    lemondkami (a ściślej kierownice do jazdy na czas w kształcie lemondki) stosuje
                    się tylko na płaskich etapach jazdy na czas. Nawet w przypadku czasówek
                    łączących fragmenty płaskiego z górami (jak np. czasówka na Tour de Pologne do
                    Karpacza) zdarza się, że zawodnicy w połowie dystansu zmieniają rower
                    z "czasowego" na szosowy - mimo pewnej straty czasu jaką trzeba ponieść. A na
                    etapach jazdy na czas poprowadzonych tylko pod górę (będzie taki na tegorocznym
                    Giro) nikt nie jeździ na rowerach czasowych.


                    --
                    www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl
                    • robertrobert1 Re: Leżak na kierownicę 06.02.07, 17:54
                      Widze, ze nie bardzo sie orientujesz z kim rozmawiasz gdyz odczuwam, ze uwazasz
                      mnie za nastolatka.
                      Po drugie, doskonale wiem co to rower szosowy, jak jest zbudowany i jak sie na
                      nim jezdzi gdyz...mam takowy i troche sie na nim poruszam.
                      Po trzecie, wracajac juz do watku, to na wyprawe wart jest zabrac lemondke a
                      nie, jak juz opisywany turysta, kupowac ja w trasie i montowac ja na plaski
                      odcinek.

                      --
                      I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
                      • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 06.02.07, 18:50
                        robertrobert1 napisał:

                        > Widze, ze nie bardzo sie orientujesz z kim rozmawiasz gdyz odczuwam, ze
                        uwazasz
                        >
                        > mnie za nastolatka.
                        > Po drugie, doskonale wiem co to rower szosowy, jak jest zbudowany i jak sie
                        na
                        > nim jezdzi gdyz...mam takowy i troche sie na nim poruszam.

                        To w takim razie na jakiej podstawie od razu z góry oceniłeś, że rower
                        trekingowy z barankiem jest niewygodny? Bo piszesz tak jakbyś tych dwóch
                        kategorii nie rozróżniał

                        > Po trzecie, wracajac juz do watku, to na wyprawe wart jest zabrac lemondke a
                        > nie, jak juz opisywany turysta, kupowac ja w trasie i montowac ja na plaski
                        > odcinek.

                        Nie zwróciłeś uwagi na pewien "drobny" szczegół - dystanse jakie robił Alek
                        Dorożała - ŚREDNIO ponad 170km dziennie!!! Ile osób jadąc bardzo ciężką trasę
                        po górach i to aż z takim bagażem jak on jest w stanie tyle wyciągnąć? Jeśli
                        przeczytasz dokładnie jego stronę to zorientujesz się, że nie jest przeciętnym
                        turystą tylko sportowcem z niemałymi osiągnięciami (wicemistrz Polski w
                        Crossduathlonie, zwycięzca wielu maratonów kolarskich), więc porównywanie jego
                        doświadczeń do "zwykłych" sakwiarzy większego sensu nie ma. Tego typu jazda to
                        już niemal ekstremum i rzadko kto byłby w stanie tak jechać. Większość osób na
                        wyprawie dziennie robi 80-120km. A to również oznacza, że czas zpędzony na
                        siodełku jest niemal połowę krótszy i potrzeba bardziej komfortowej pozycji
                        znacznie mniejsza niż gdy jedzie się bite 10-12 godzin dziennie.
                        A skoro posiadasz rower szosowy to chyba się orientujesz, że jego geometria
                        jest tak projektowana by uzyskać jak najbardziej aerodynamiczną sylwetkę, a ta
                        do wygodnych nie należy - i m.in. dlatego mało kto jeździ na szosówkach na
                        wyprawy, a potrzeba zamontowania lemondki (do jazdy po płaskim) większa niż w
                        zwykłym trekingu.
                        Ale jak widzę z wcześniejszej dyskusji moje argumenty Cię raczej nie
                        przekonają, więc najlepszym podsumowaniem będzie stwierdzenie, że lemondka na
                        kierownicy to sprawa bardzo indywidualna i zależy przede wszystkim od gustów
                        rowerzysty - jeden będzie ją woził i na najbardziej górzystych trasach
                        zarzekając się, że jest mu niezbędna; drugi stwierdzi, że to tylko zbędny
                        balast. Uznajmy więc głęboką prawdę starego łacińskiego przysłowia "De gustibus
                        non disputandum est" i zakończmy tę już dość jałową dyskusję.
                        --
                        www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl
                        • robertrobert1 Re: Leżak na kierownicę 09.02.07, 19:29
                          wolff1 napisał:

                          > Nie zwróciłeś uwagi na pewien "drobny" szczegół - dystanse jakie robił Alek
                          > Dorożała - ŚREDNIO ponad 170km dziennie!!! Ile osób jadąc bardzo ciężką trasę
                          > po górach i to aż z takim bagażem jak on jest w stanie tyle wyciągnąć?

                          Jest kilka i ja ... naleze do nich.

                          > Tego typu jazda to
                          > już niemal ekstremum i rzadko kto byłby w stanie tak jechać. Większość osób
                          na
                          > wyprawie dziennie robi 80-120km. A to również oznacza, że czas zpędzony na
                          > siodełku jest niemal połowę krótszy i potrzeba bardziej komfortowej pozycji
                          > znacznie mniejsza niż gdy jedzie się bite 10-12 godzin dziennie.

                          To przeczytaj te relacje

                          www.jgdula.friko.pl/dziennikba.html
                          a nastepnie statystyke

                          www.jgdula.friko.pl/dziennikba.html


                          --
                          I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
                          • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 10.02.07, 10:06
                            robertrobert1 napisał:
                            > Jest kilka i ja ... naleze do nich.

                            Wolne żarty!
                            Porównujesz płaską jak stół trasę dookoła Bałtyku z piekielnie górzystą
                            Norwegią, gdzie na 100km robi się minimum 1000m podjazdów? Zresztą jak wynika z
                            lektury opisu wyprawy po 9 dniach wyprawy te dystanse dały Ci tak w kość, że
                            musiałeś się rozłączyć z Kubą, który dalej trzymał tempo ok. 200km dziennie
                            (swoją drogą nawet i na płaskim bardzo imponujące). Po za tym Wy jechaliście we
                            dwóch, Alek większość trasy robił sam - a we dwóch jednak łatwiej zrobić 200km.
                            Czytałem też opis Waszej trasy na Adriatyk, gdzie gór było już wyraźnie więcej
                            (choć do poziomu Norwegii ciągle daleko) - no i tu średnia dzienna oscylowała
                            już raczej ok.140km, a najbardziej górzysty fragment przez Alpy (Solkpass) Kuba
                            zrobił znowu bez Twojego udziału.
                            --
                            www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl
                            • robertrobert1 Re: Leżak na kierownicę 10.02.07, 21:37
                              Nie masz racji gdyz we dwoch jedzie sie znacznie lepiej ale tylko wtedy gdy
                              jest sie zgranym. W przypadku Kuby o zgraniu nie bylo mowy.

                              Jesli chodzi o rozstania to owszem byla ale byla spowodowana wypadkiem ( z winy
                              Kuby) i koniecznoscia udania sie do szpitala. Po wizycie, ranny, dalej
                              kontynuowalem jazde.

                              Jesli chodzi o Adriatyk to nasza trasa przewaznie prowadzila drogami szutrowymi
                              i gruntowymi typu

                              www.bike.pl/fotogaleria/duze.php?idu=1247&id=588&offset=6
                              po ktorych to utrzymanie sredniej dziennej na poziomie 200 km byloby
                              praktycznie niemozliwe rowniez ze wzgledu na dosc spore wzniesienia.

                              www.bike.pl/fotogaleria/duze.php?idu=1247&id=578&offset=0
                              --
                              I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
                              • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 11.02.07, 11:46
                                robertrobert1 napisał:

                                > Nie masz racji gdyz we dwoch jedzie sie znacznie lepiej ale tylko wtedy gdy
                                > jest sie zgranym. W przypadku Kuby o zgraniu nie bylo mowy.

                                To zależy nie od zgrania, lecz od możliwości fizycznych obu rowerzystów. Gdy są
                                one podobne - to wtedy jeden napędza drugiego dając zmiany. Najlepiej różnicę
                                sił widać w górach - a jak pisze Kuba - musiał czekać na Ciebie prawie na
                                każdym wzniesieniu, a podczas zaliczania większej (ale stosunkowo łatwej i
                                niskiej) przełęczy na granicy słoweńsko-austriackiej czekał aż godzinę! Wybacz,
                                ale przy takiej dysproporcji sił nie może być mowy o jeździe drużynowej.
                                Gdybyście zaliczali któryś z naprawdę ciężkich alpejskich dwutysięczników ta
                                różnica byłaby wiele większa, sięgając powyżej 2h - a to już naprawdę bardzo
                                dużo! Podczas pierwszej części wyprawy na Nordkapp jadąc z kolegą (również
                                Kubą) jechaliśmy praktycznie cały czas non-stop , wyłączając bardzo króciutkie
                                kawałki na najcięższych podjazdach (ale i wtedy różnica czasowa oscylowała co
                                najwyżej w granicach minuty) - w takim przypadku można mówić o jeździe
                                drużynowej i zgranie nie ma tu nic do rzeczy. Natomiast na moich pierwszych
                                wyprawach jechałem z kolegą ode mnie wyraźnie słabszym (choć jego rekordy
                                strat, w porównywalnej wielkości co Wasze górach oscylowały w granicach pół
                                godziny)- i znam doskonale bolączki takiej sytuacji. Tego mocniejszego wkurza,
                                że musi czekać, tego słabszzego to, że musi nadrabiać - a w konsekwencji czas
                                jazdy się wydłuża i dużo łatwiej o konflikty.

                                > Jesli chodzi o rozstania to owszem byla ale byla spowodowana wypadkiem ( z
                                winy
                                >
                                > Kuby) i koniecznoscia udania sie do szpitala. Po wizycie, ranny, dalej
                                > kontynuowalem jazde.

                                Chyba trochę dramatyzujesz - skoro od momentu rozstania zrobiłeś grubo ponad
                                1000km to te "rany" nie mogłyby być tak dotkliwe. Kuba na swojej stronie pisze,
                                że zrezygnowałeś z wspólnej jazdy (i wybrałeś wariant powrotu ze Sztokholmu, a
                                nie dłuższą o ponad 1000km jazdę przez Niemcy) z powodu otarć, głównie pachwin.
                                A to wskazuje na klasyczną kontuzję powstałą w wyniku za długiego czasu na
                                siodełku (a więc w konsekwencji właśnie długich dystansów), bo jakoś ciężko mi
                                jest sobie wyobrazić w jaki inny sposób można poobcierać pachwiny.

                                > Jesli chodzi o Adriatyk to nasza trasa przewaznie prowadzila drogami
                                szutrowymi i gruntowymi typu
                                > po ktorych to utrzymanie sredniej dziennej na poziomie 200 km byloby
                                > praktycznie niemozliwe

                                Czytałem ten opis bardzo dokładnie i stwierdzenie "przeważnie" to mocne
                                nadużycie. Szutrowych tras, z tego co pisze Kuba było góra 300-400km, z czego
                                gros na Ukrainie.

                                > rowniez ze wzgledu na dosc spore wzniesienia.

                                A o czym ja pisałem w odpowiedzi na to, że porównujesz swoje wyczyny z Alkiem
                                Dorożałą? Że Norwegia to nie to samo co płaska trasa dookoła Bałtyku. A skali
                                trudności Waszej trasy po górach Chorwacji i Słowenii daleko do Norwegii -
                                miałem okazję podróżować rowerem w obu tych rejonach i mogę bez dwóch zdań
                                uznać Norwegię za dużo cięższą (fragmenty w rejonie fiordów przed Trondheim są
                                nawet cięższe i od jazdy po wysokich Alpach). A do warunków terenowych dochodzi
                                jeszcze fatalna pogoda z deszczami i atomowymi wiatrami - coś czego nad
                                Adriatykiem w lecie na pewno się nie uświadczy.
                                A swoją drogą - to poza wyczynami czysto sportowymi (a takim był bez wątpienia
                                wyjazd Alka Dorożały) nie widzę na wyprawie żadnego sensu robienia regularnie
                                po 200km. Można tyle robić od święta - gdy są dobre warunki lub danego dnia się
                                ma wyjątkową chęć do jazdy. Ale regularne robienie 200km zmienia wyprawę w coś
                                na kształt obozu sportowego ze ścisłym reżimem. A wyprawa to przecież nie
                                tylko "odfajkowywanie" kilometrów. A przy dystansie 200km dziennie człowiek
                                tylko jedzie, je i śpi - na nic więcej nie ma już czasu, a nawet gdyby był to
                                człowiek jest już tak zjechany, że na nic poza leżeniem i tak nie ma siły. A
                                jeśli ktoś lubi robić długie dystanse - to chyba lepszym rozwiązaniem niż
                                wyprawa do bicia swoich rekordów jest jazda bez większego bagażu - ja
                                przejechałem np. dwa razy ponad 300km trasę Warszawa - Kraków, wioząc ze sobą
                                sakwę z ok. 5kg.

                                --
                                www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl
                                • robertrobert1 Re: Leżak na kierownicę 11.02.07, 13:56

                                  -wolff1 napisał:

                                  > To zależy nie od zgrania, lecz od możliwości fizycznych obu rowerzystów.

                                  Nie tylko mozliwosc fizycznych ale rowniez wagi roweru i samego bagazu.

                                  > Gdy są
                                  >
                                  > one podobne - to wtedy jeden napędza drugiego dając zmiany.

                                  Tu sie zgadzam.

                                  > Najlepiej różnicę
                                  > sił widać w górach - a jak pisze Kuba - musiał czekać na Ciebie prawie na
                                  > każdym wzniesieniu, a podczas zaliczania większej (ale stosunkowo łatwej i
                                  > niskiej) przełęczy na granicy słoweńsko-austriackiej czekał aż godzinę!

                                  Ta dysproporcja polegala nie tyle w kondycji ale w wadze roweru i bagazu a
                                  takze ...sposobu podrozowania. Dysproporcja w wadze bagazu wynosila okolo 15
                                  kg. Dlaczego tak duzo? Otoz:
                                  1. Kuba mial namiot jednopowlokowy a ja sypialnie+ tropik. (2 kg roznicy)
                                  2. Kuba mial mape Europy a ja przewodniki na kazdy kraj szczegolowe mapy. (2-3
                                  kg roznicy)
                                  3. Kuba mial malutki aparat foto podczas gdy ja mialem profesjonalna lustrzanke
                                  z dodatkowymi obiektywami i statywem ( 5-7 kg roznicy).
                                  4. Kuba mial minimalna ilosc narzedzi serwisowych ( detke, latki i klucze
                                  imbusowe) podczas gdy ja wozilem kompletny warsztat, ktory zreszta pozniej
                                  wykorzystalem podczas naprawy bagaznika Kuby ( 3-4 kg roznicy).

                                  Ponadto Kuba jechal tylko do przodu podczas gdy ja fotografowalem na potege ( 1
                                  film 36 klatkowy dziennie).

                                  Mysle, ze teraz rozumiesz skad wynikaly te "dysproporcje".


                                  > Natomiast na moich pierwszych
                                  > wyprawach jechałem z kolegą ode mnie wyraźnie słabszym (choć jego rekordy
                                  > strat, w porównywalnej wielkości co Wasze górach oscylowały w granicach pół
                                  > godziny)- i znam doskonale bolączki takiej sytuacji. Tego mocniejszego
                                  wkurza,
                                  > że musi czekać, tego słabszzego to, że musi nadrabiać - a w konsekwencji czas
                                  > jazdy się wydłuża i dużo łatwiej o konflikty.

                                  Podobna sytuacje mialem w Moldawii. Tu nie tyle roznice kondycyjne mialy
                                  znaczenie ale stan techniczny rowerow. Jechalismy w 11 osob i myslisz, ze
                                  ktoremus z nas przyszlo wylamac sie?

                                  > Chyba trochę dramatyzujesz - skoro od momentu rozstania zrobiłeś grubo ponad
                                  > 1000km to te "rany" nie mogłyby być tak dotkliwe. Kuba na swojej stronie
                                  pisze,
                                  >
                                  > że zrezygnowałeś z wspólnej jazdy (i wybrałeś wariant powrotu ze Sztokholmu,
                                  a
                                  > nie dłuższą o ponad 1000km jazdę przez Niemcy) z powodu otarć, głównie
                                  pachwin.

                                  To sa slowa Kuby a pisal tylko to co chcial. Tymczasem rzeczywistosc byla inna.
                                  Do szpitala trafilem nie ze wzgledu na otarcia pachwiny ale z powodu ropiejacej
                                  rany od wypadku zaistnialego na Lotwie. W szpitalu w Olulu w Finlandii dostalem
                                  potezna dawke antybiotykow. Ja poprostu mialem zakazone rane na kolanie. Inne
                                  rany ( plecow, rak, brzucha goily sie dobrze).
                                  Tak wiec mimo bolu pokonalem kilkaset tysiecy km a padlem gdy sytuacja stala
                                  sie dramatyczna. Czy myslisz, ze powinienem dalej jechac z Kuba i pozwolic aby
                                  rozwinela sie gangrena i w efekcie doprowadzic do amputacji nogi ?



                                  > Czytałem ten opis bardzo dokładnie i stwierdzenie "przeważnie" to mocne
                                  > nadużycie. Szutrowych tras, z tego co pisze Kuba było góra 300-400km, z czego
                                  > gros na Ukrainie.

                                  Czyli nic nie wspominal o Wegrzech i Chorwacji? Typowe.

                                  > miałem okazję podróżować rowerem w obu tych rejonach i mogę bez dwóch zdań
                                  > uznać Norwegię za dużo cięższą (fragmenty w rejonie fiordów przed Trondheim

                                  > nawet cięższe i od jazdy po wysokich Alpach). A do warunków terenowych
                                  dochodzi
                                  >
                                  > jeszcze fatalna pogoda z deszczami i atomowymi wiatrami - coś czego nad
                                  > Adriatykiem w lecie na pewno się nie uświadczy.

                                  W Alpach ani w Norwegi jeszcze nie bylem ale i tam sie pojawie za 3-4 lata wiec
                                  sam ocenie stopien trudnosci.

                                  >> A swoją drogą - to poza wyczynami czysto sportowymi (a takim był bez
                                  wątpienia
                                  > wyjazd Alka Dorożały) nie widzę na wyprawie żadnego sensu robienia regularnie
                                  > po 200km.

                                  Dla mnie takze jest to wyczyn w kategoriach rekordow sportowych a nie
                                  turystycznych,

                                  >Można tyle robić od święta - gdy są dobre warunki lub danego dnia się
                                  >
                                  > ma wyjątkową chęć do jazdy. Ale regularne robienie 200km zmienia wyprawę w
                                  coś
                                  > na kształt obozu sportowego ze ścisłym reżimem. A wyprawa to przecież nie
                                  > tylko "odfajkowywanie" kilometrów. A przy dystansie 200km dziennie człowiek
                                  > tylko jedzie, je i śpi - na nic więcej nie ma już czasu, a nawet gdyby był to
                                  > człowiek jest już tak zjechany, że na nic poza leżeniem i tak nie ma siły.

                                  Wiec sie tu rozumiemy.


                                  --
                                  I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.-
                                  I taka wlasnie jest wyzszosc roweru nad samochodem.
                                  • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 13.02.07, 13:40
                                    robertrobert1 napisał:
                                    > Ta dysproporcja polegala nie tyle w kondycji ale w wadze roweru i bagazu a
                                    > takze ...sposobu podrozowania. Dysproporcja w wadze bagazu wynosila okolo 15
                                    > kg. Dlaczego tak duzo? Otoz:
                                    > 1. Kuba mial namiot jednopowlokowy a ja sypialnie+ tropik. (2 kg roznicy)
                                    > 2. Kuba mial mape Europy a ja przewodniki na kazdy kraj szczegolowe mapy. (2-
                                    3
                                    > kg roznicy)
                                    > 3. Kuba mial malutki aparat foto podczas gdy ja mialem profesjonalna
                                    lustrzanke
                                    >
                                    > z dodatkowymi obiektywami i statywem ( 5-7 kg roznicy).
                                    > 4. Kuba mial minimalna ilosc narzedzi serwisowych ( detke, latki i klucze
                                    > imbusowe) podczas gdy ja wozilem kompletny warsztat, ktory zreszta pozniej
                                    > wykorzystalem podczas naprawy bagaznika Kuby ( 3-4 kg roznicy).
                                    >
                                    > Ponadto Kuba jechal tylko do przodu podczas gdy ja fotografowalem na potege (
                                    1
                                    >
                                    > film 36 klatkowy dziennie).
                                    >
                                    > Mysle, ze teraz rozumiesz skad wynikaly te "dysproporcje".

                                    Waga roweru ma znaczenie, ale nie aż takie, by tracić godzinę na stosunkowo
                                    łatwym podjeździe. Ja na wyprawie na Nordkapp miałem około 10kg więcej niż
                                    Kuba - i jechaliśmy tym samym tempem. Co wcale nie znaczy, że gdy wybraliśmy
                                    się "na pusto" nad lodowiec 70km, to Kuba miał jakieś kłopoty z utrzymaniem
                                    mojego tempa, przy tym samym obciążeniu dwóch rowerów.
                                    A co do Waszej trasy - to znam tylko dwie skrajne opinie - Twoją i Twojego
                                    kolegi - więc jedynie mogę podejrzewać, że jak to zwykle bywa w takich
                                    przypadkach prawda jest gdzieś po środku - Kuba trochę niedocenia Twoją
                                    kondycję, Ty natomiast trochę ją przeceniasz. Poza tym Kuba jakoś nie narzeka
                                    na Twoją formę na dystansach płaskich, nawet bardzo długich, więc skoro ten
                                    inny styl jazdy (częste postoje, fotografia) o którym piszesz nie przeszkadzał
                                    Ci utrzymywać jego tempo na płaskim, dlaczego nagle miał mieć aż takie
                                    znaczenie w górach?
                                    Ale wracając do sedna sprawy - porównywałeś się do Alka Dorożały, a to jak dla
                                    mnie zupełnie nie na miejscu. Widziałem szczegółową rozpiskę jego trasy i
                                    prędkość średnia jaką osiągał na tych astronomicznych dystansach oscylowała w
                                    granicach 23km/h (w gorzystej Norwegii!!!), a na bardziej płaskich odcinkach
                                    nawet powyżej 25km/h - a przecież bagażu miał dużo więcej niż Ty - pełne cztery
                                    sakwy (i to dość duże Crosso) + ważąca min. 5kg przyczepka, również załadowana
                                    na ful; wiózł ze sobą jedzenie praktycznie na całą trasę. Natomiast Wasze
                                    średnie oscylują w granicach 20km/h, a na bardziej górzystej wyprawie nad
                                    Adriatyk 18-19km/h - a przecież są to średnie Kuby, a nie Twoje, które siłą
                                    rzeczy musiały być dużo niższe.
                                    Nie ma się co złościć - to żaden zarzut, prędkości przy turystyce nie mają
                                    większego znaczenia, niemniej przytaczam je tu, bo porównywałeś swoje osiągi do
                                    Alka, a według mnie do nich daleko, co najlepiej obrazują te liczby.

                                    > Podobna sytuacje mialem w Moldawii. Tu nie tyle roznice kondycyjne mialy
                                    > znaczenie ale stan techniczny rowerow. Jechalismy w 11 osob i myslisz, ze
                                    > ktoremus z nas przyszlo wylamac sie?

                                    To jak dla mnie dużo za dużo - przy takiej grupie bardzo trudno o sprawną i
                                    płynną jazdę, jeśli jedzie się cały czas razem to jest się ograniczonym
                                    prędkością najsłabszego, a i im większa grupa, tm więcej potencjalnych źródeł
                                    konfliktu. A jeśli jeszcze trafiają się problemy ze złym przygotowaniem rowerów
                                    to już w ogóle... Na samym początku swojej rowerowej "kariery" byłem na
                                    wyprawie z taką ok. 15-os grupą, więc znam bolączki tej sytuacji. Często jadą
                                    na takie wyprawy ludzie bez większego doświadczenia - i co za tym idzie stan
                                    techniczny ich "maszyn" daleki jest od doskonałości. Przerabialiśmy całą serię
                                    nietypowych awarii - pękła ośka w piaście, zatarł się wolnobieg, nawet złamała
                                    się rama (na szczęście nieszkodliwie), a w górach parę osób jechało na korbie z
                                    46 zębami, bo mniejszych nie mieli - co w efekcie musiało się skończyć pchaniem
                                    roweru. No i summa summarum - taka grupa bardzo rzadko jest w stanie
                                    przekroczyć 100km.

                                    > To sa slowa Kuby a pisal tylko to co chcial. Tymczasem rzeczywistosc byla
                                    inna.
                                    >
                                    > Do szpitala trafilem nie ze wzgledu na otarcia pachwiny ale z powodu
                                    ropiejacej
                                    >
                                    > rany od wypadku zaistnialego na Lotwie. W szpitalu w Olulu w Finlandii
                                    dostalem
                                    >
                                    > potezna dawke antybiotykow. Ja poprostu mialem zakazone rane na kolanie. Inne
                                    > rany ( plecow, rak, brzucha goily sie dobrze).
                                    > Tak wiec mimo bolu pokonalem kilkaset tysiecy km a padlem gdy sytuacja stala
                                    > sie dramatyczna. Czy myslisz, ze powinienem dalej jechac z Kuba i pozwolic
                                    aby
                                    > rozwinela sie gangrena i w efekcie doprowadzic do amputacji nogi ?

                                    Ponownie - patrz to co napisałem trochę wyżej. Mam dwie przeciwstawne opinie,
                                    więc mogę jedynie spekulować jaka była prawda.

                                    > Czyli nic nie wspominal o Wegrzech i Chorwacji? Typowe.

                                    Coś widzę, że po tych dwóch wspólnych wyprawach (choć obu nie zakończyliście
                                    wspólnie) jakoś za sobą nie przepadacie.

                                    --
                                    www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl
                                    • frantuslaw Re: Leżak na kierownicę 13.02.07, 15:36
                                      a ja miałem 60 kg więcej niż Kuba, wiozłem tratwę ratunkową, telewizor
                                      40cali,aparat rentgenowski. Jechałem ciągle przed Kubą, w dodatku jechałem całą
                                      trasę w klapkach na składaku bez powietrza w kołacach.

                                      Dorośli faceci...a przekrzykujecie się jak małe dzieci. A ja to, a ja tamto.
                                      Poza tym temat założony był z zapytaniem o leżak na kierownicę. Mogę założyć
                                      temat: Ja na tle Kuby :P i będziecie sobie tam pisać. Lepiej załóżcie jakieś
                                      tematy w których również inni będą chcieli podjąć dyskusje. Przecież wyprawy to
                                      nie zawodyi nie ścigany się,nie chcemy być lepsi od siebie, a planujac wyprawe
                                      przede wszystkim chodzi nam o to, żeby dobrze sie bawic , a nie zeby pokonac
                                      lepsza trase niz poprzednik. Wyluzujcie :P
                                      • wolff1 Re: Leżak na kierownicę 13.02.07, 16:14
                                        Patrz mój koniec mojego postu z 6.02. A swoją drogą co jest złego w odrobinie
                                        dyskusji nie na temat? To, że topic jest o lemondce musi oznaczać, że o niczym
                                        innym nie można w nim wspomnieć? Na największym forum rowerowym pl.rec.rowery
                                        duże zainteresowanie budzą z reguły tematy wcale nie ściśle rowerowe, ale np. i
                                        te powiązane np. z polityką, czy obyczajami. A dla osób o LEKKIM zacięciu
                                        sportowym (czyli jak wynika z dyskusji - jak Robert i ja, bo Alek Dorożała i
                                        jego osiągi to już dla nas kosmos) także prędkości i dystanse mają pewne
                                        znaczenie, choć niedobrze, gdy potrafią przyćmić resztę wyprawy. Jazda z nosem
                                        w liczniku nie ma sensu, ale w prowadzeniu rowerowych statystyk i dyskusji na
                                        ten temat nie widzę żadnego problemu.
                                        --
                                        www.wyprawyrowerowe.neostrada.pl

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka