trycjusz
08.04.03, 22:47
ostatnio napisalam artykul do gazetki szkolnej- cenzura go zmienila i
przytaczam go tutaj w postaci leserowskiej. napisalam potem drugą część, tej
juz cenzura w ogole nie dopuscila do druku... cenzor = opiekun z grona
pedagogicznego a wiec cz 1 :
Spona w naszej szkole!
Mając świadomość tego, że wybraliśmy II LO w A. jako etap naszej kariery
życiowej, wiemy, że powinniśmy się uczyć. Jednak wyjazd na weekend,
spotkanie ze znajomymi, dyskoteka, czy jakieś inne z wielu zdarzeń losowych
wydaje się być ważniejsze od nauki. Co wtedy? W sumie nikt nie ma ochoty na
słabą ocenę, w wymówki typu: „nie jestem przygotowany, bo byłam u lekarza w
Białymstoku i wróciłam późnym wieczorem”, nie zdają egzaminu. Owszem,
czasami nauczyciel może je zaakceptować, w końcu to jest też człowiek. Ale
czy o to chodzi?
Weźmy sobie nie istniejącą w naszej szkole klasę, dajmy na to, III F.
Przyjmijmy, że klasa liczy 25 uczniów. Krzysiek miał w sobotę osiemnastkę,
przyszła cała klasa. To miał być wyjątkowy wieczór, więc przygotowania
zaczęły się już w piątek po południu. Koledzy pomagali w przenoszeniu
stołów, dziewczyny przygotowywały salę. Imprezka się udała i trwała do 8
rano. Niedzielę wszyscy spędzili na odsypianiu.. Oczywiście trzeba było po
tym wszystkim posprzątać. Aby nie zostawić Krzyśka samego z tym bałaganem,
wszyscy umówili się, że wieczorem przyjdą i pomogą. Nadchodzi
poniedziałek... Trzeba zrobić coś, żeby przetrwać dzień, bez jedynki.
Rozumiemy nauczycieli, że nie zwolnią z odpytywania całej klasy, bo
musieliby to robić przy okazji każdej osiemnastki, czyli 25 razy w roku. Po
odjęciu 9 tygodni wakacji, tygodnia świąt Bożego Narodzenia, 2 tygodni
ferii, 2 długich weekendów, Świąt Wielkanocnych i paru dni wolnych od nauki
zostaje od 35 do 38 tygodni rzeczywistej nauki. Znając mentalność uczniów
imprezki takie organizowane byłyby właśnie w czasie tej „prawdziwej” nauki.
Zatem dzieląc 38 przez 25 otrzymujemy, że co 1,52 tygodnia nie bylibyśmy
pytani, a to byłoby chyba rzeczywiście przesadą. Zatem może teraz rozumiemy,
że nawet nie ma mowy, aby próbować usprawiedliwiać całą klasę.
Całe szczęście istnieją jeszcze inne metody wymigania się od odpytywania,
czy ciężkiej pracy...
Pierwszą lekcją III F jest w-f. Pani K.jest osobą otwartą na sztukę, więc
dziewczyny przynoszą jakieś rysunki, robią małe przedstawienie, że wstydzą
się ich pokazać, potem „wstydliwie” otwierają teczki z rysunkami i lekcja z
głowy...
Oczywiście najlepszą metodą w szkole jest zagadanie. No, ale jest to dość
trudne na lekcji w-f. Z pewnością przyda się na następnej lekcji, jaką jest
geografia. Na lekcje pani F.najlepiej jest przynieść zdjęcia. Jako, że jest
to trzecia klasa, zatem znajdą się jakieś zdjęcia z połowinek, czy jakichś
wycieczek szkolnych. Można też porozmawiać o nietypowych zagadnieniach
społecznych.
Matematyka... tutaj sprawa jest dość trudna, jako, że nasze nauczycielki
matematyki, to umysły ścisłe- trudno jest je odwieść od przyjętego toku
lekcji, a co za tym idzie0 odpytywania. Jednak i one mają słabe punkty...
Obie panie; S.i B.; mają nietypowe zdolności organizacyjne. P. B. dodatkowo
lubi skoki narciarskie, zatem pół roku planowania wycieczki „na Małysza”, a
następne pół roku, to wspominanie chwil tam przeżytych... Ciekawym pomysłem
może okazać się również przyniesienie nietypowych zagadek i łamigłówek,
których rozwiązanie zawsze okazuje się banalne. Wprowadzi to obie panie w
dobry humor, z powodu szybkiego rozwiązania zagadki, albo da im zajęcie na
resztę lekcji.
W historii szkoły pamiętam zdarzenie, przekazane mi przez starsze roczniki,
w którym udało się komuś „wygrać” z p. P. Dwie uczennice przyniosły na jkego
lekcję mnóstwo przyborów do rysowania; mazaki, kredki, farbki, blok,
wycinanki, klej, nożyczki.... Zastawiły tym całą ławkę. Gdy do sali wszedł
p. Prokop; powiedziały do niego: „ Czemu pan taki nieprzygotowany, my się
przygotowałyśmy? Wychodzimy!” O ile ta legenda nie była przekręcona parę
razy, to dziewczyny osiągnęły swoje- mogły opuścić zajęcia, mając wstawioną
obecność.
P. M. nie wystarczy zagadnąć o jakieś głupie zagadnienie z Unii
Europejskiej. Należałoby raczej wyrazić chęć wzięcia udziału w jakimś
programie, przedstawić poczynione kroki. Można też zapytać, w jaki sposób to
robić i zachęcić ją do zrobienia tego wspólnie na forum szkoły- kilka klas
nie miałoby przez tydzień lekcji, bo, jak p. M. się do czegoś zabierze, musi
to być zorganizowane z wielką pompą.
Z p. O. można porozmawiać na temat ciekawostek historycznych. Właściwie, to
wystarczy odpowiednio go zagadnąć i opowie całkiem niezłą historię. To chyba
jest jego sposób na to, aby zachęcić uczniów do nauki, bo ta może okazać się
ciekawa.
Świetnym sposobem na brak lekcji chemii jest przyniesienie czasopism o
modzie i urodzie, typu „Shape”, „Elle”, „Cosmpolitan”, ewentualnie katalogi
ubrań i kosmetyków. Gazety pochłoną panią G., a my mamy parę chwil wolnych.
Dobrym pomysłem jest również zgłoszenie się do przygotowywania jakiejś
uroczystości, czy święta, a próby odbywałyby się podczas lekcji...
Mam nadzieję, że te rady się nie przydadzą, bo jak to mówią wszyscy nasi
kochani nauczyciele: „na maturze i egzaminach nie będzie wymówki, że tego na
lekcji nie było”!
Życzę owocnej pracy i powodzenia, wielu imprez i wyrozumiałośći zarówno
wśród nauczycieli i uczniów.
a teraz cz. 2 :
Spona cz. II
W poprzednim artykule zapowiadaliśmy sondę dotyczącą waszych sposobów na
nauczycieli II LO. Dziś przedstawiamy jej wyniki. Ruszamy!
Najwięcej osób wypowiadało się na temat p. St. Jednogłośnie stwierdziliście,
że jest bardzo otwarta; przeważnie sama zaczyna (a wy wtedy „ciągniecie za
język”) rozmowę na temat rodziny, doświadczeń życiowych i religii.
Na drugim miejscu (różnicą jednego głosu) pojawiła się p. G. 81 % wypowiedzi
mówiło, że najchętniej rozmawia o kosmetykach, modzie, dietach, oraz
potwierdziło tezę z poprzedniego artykułu (o gazetach). Wg innych takim
tematem może być ulubiony dział p. G.- chemia kwantowa. Inny bazowali na
cechach charakteru nauczycielki, dokładnie mówiąc wyrozumiałości- wierzą, że
znajdzie ona pół godziny czasu wolnego dla klasy, jeżeli ta pragnie się
uczyć do trudnego sprawdzianu, który ma się odbyć jeszcze tego dnia.
Ciekawym sposobem jest ściema, że dzwoni do pani telefon w sekretariacie.
Jeżeli już wyjdzie, to do końca lekcji nie wróci.
P. B. jest łatwa do zagadania wtedy i tylko wtedy ( (=) ), gdy jest w dobrym
humorze. 40 % wypowiedzi potwierdza, że można organizować i wspominać z nią
wycieczki. Drugie tyle mówi, że niezawodnym sposobem jest posadzenie
klasowych „przystojniaczków” na pierwszej ławce. (Nie pytajcie mnie, czemu
ma to służyć-ten artykuł jest jedynie podsumowaniem waszych opinii!). Dodam,
że niektórzy proponowali używanie „głupich podtekstów. Potem sama się
zachęci, ok. 15- 20 min.” Kilka osób podało jednak inne metody: można kupić
śliwki w czekoladzie, albo Cosmo z gadżetem, albo „obsypać komplementami
jednocześnie uświadamiając, jaka jest dzisiaj zmęczona i sugerować pójście
do domu”.
Na równi z p. B. w czołówce stoi również p. K.(religia). Tutaj
stwierdziliście, że rozmowa, a właściwie pytanie o wyrażenie swojej opinii,
(co, jak piszecie, zajmuje całą lekcję) na tematy: problemów społecznych,
wiary, nałogów, tabu (typu sekty, stygmaty, inne religie), aborcji,
eutanazji, współczesnej młodzieży, niedzielnych zakupów w hipermarkecie,
reality show, Radia Maryja.
Teraz ratunek dla klas pierwszych, które w ankietach proszą o podpowiedź,
jak uratować się przed pogromem p. Ka.! Można przynieść film o tematyce
związanej z lekcją (dotychczas wypróbowano komunizm i stalinizm), można
wybrać się na wycieczkę