Dodaj do ulubionych

23 - Maciej

06.04.03, 13:31
Macieju cudownie jest mieć przyjaciela smile

Może zechcesz się zaprzyjaźnić z Listopisami szufladowymi?
Zapraszam.
Częstuj się naszą życzliwością do woli smile
Obserwuj wątek
    • marcel_prostak przedstawiam listy MACIEJA 06.04.03, 17:29
      Maciej pisze wspaniale. Jego listy zachwycily wielu. Mnie natychmiast chociaz
      pierwszy jaki pzreczytalam dotyczyl kursow walutowych.
      Jest w nich dynamika akcji, nuta poetyzmu, elementy sceniczne. Wrecz sa to
      miniaturowe powiesci.

      Listy nosza tytuly nadane im przez Autora.

      Mam nadzieje ze Autor nie bedzie sie gniewal na mnie za ten uczynek i wybaczy
      ich prezentacje tutaj majaca na celu uchronienie przed zniknieciem.
      • marcel_prostak wielki orzech i Kasztanowa 06.04.03, 17:31
        Wrzesien zawsze kojarzyl mi sie z wojna i ze szkola.
        Jak bylem maly ,to wojna mi sie podobala a szkola nie.

        W parku przy dworku byla CHOINKA ,natomiast w tej czesci parku ,ktora zostala
        uspoleczniona najwieksza forore robil WIELKI ORZECH.

        Stal po srodku parku,niemal identycznie jak CHOINKA przed dworkiem.
        Pien jego byl tak potezny,ze trzeba bylo ze 3 chlopakow trzymajacych sie za
        rece by go objac,a juz najwiekszym szpanem bylo wejsc na galaz,ktora
        prostopadle wyrastala z pnia WIELKIEGO ORZECHA.
        Wieksze chlopaki nie mialy z tym trudu,natomiast dla mniejszych bylo to
        zadanie nie do wykonania.
        Ja ulatwialem sobie zycie,podjezdzajac rowerem pod ORZECH.
        Czasami zamiast supertechniki,przydawalo sie troche wiecej sprytu i zdrowego
        rozsadku,ale tego juz w zadnej szkole nie ucza.

        Gdy pojechalem w ten weekend over the river and thru the woods i zauwazylem
        jakie wichura spustoszenie zrobila w drzewostanie.
        Sporo polamanych galezi wyladowalo na porczu,ale nie ma tego zlego coby na
        dobre nie wyszlo.
        Porcz jest 5x8m,czyli prawie jak male mieszkanko i przysypany zostal galeziami
        z zoledziami.
        Z tych zoledzi narobilismy z dzieciakami kupe ludkow i zwierzatek laczac
        brzuszek z glowka zapalkami.
        Jak za dobrych starych lat,gdy nie moglem sie doczekac z chlopakami az kasztany
        opadna na ziemie i z kijami w reku stracalismy je zanim jeszcze dojrzaly.

        A bylo to na ulicy ,ktora zaczynala sie od Poznanskiej niemal na wprost kosciola
        i biegla tuz przy parku i dworku.
        Ludzie nazywali ja Poniatowskiego,a pozniej Obroncow Warszawy,ale dla nas
        zawsze ona byla KASZTANOWA.
        Kosciol byl stary ,drewniany,jeszcze przedwojenny,ale gdy wyjezdzalem w 1980
        byly juz fundamenty pod nowy,bardzo nowoczesny i na tyle zmieniajacy oblicze
        miasta ,ze przyjechal go poswiecic i msze celebrowac sam Wyszynski,ktory
        niedlugo potem zmarl.




      • marcel_prostak Stara Cegielnia 06.04.03, 17:32
        Lata 60 te,to byl Old Wild West w Ozarowie.
        Niby przedmiescia Warszawy,ale tu zadna partia ani milicja nie rzadzila.
        Szeryfem byl Wasik i facet mniemanie mial o sobie potezne,co podkreslal
        nienagannie wyprasowanym strojem i lsniacymi oficerkami.
        Gdy przychodzily gorace dni,najpierw sporadycznie,pozniej pod rzad,to haslem
        wsrod ludzi byly Glinki.
        Za daleko nam bylo na Szczesliwice i nie ma to jak sie z dawno nie widzianymi
        kumplami spotkac i nowe emocje przezyc.
        Trzeba bylo sie poopalac w chlodzie i zanurzyc w wodzie,ze o extra emocjach nie
        wspomne.
        Kapiel tam byla wzbroniona,bo byl to teren kiedys nalezacy do cegielni przy
        polu Buholza.
        Oczywiscie znak "kapiel wzbroniona" wyrywalismy z ziemi juz pozna wiosna,ale
        Wasik lubil przypominac nam jaki to on wazny jest i wpadal tam na motorze.
        Taktyke mielismy dosc prosta,kazdy ciuchy w garsc i w pole Buholza,tylko tak
        zeby mu grzadek nie porozwalac.
        A ten ,glupi cap Wasik,motorem mu w pole wjechal i scigal chlopakow.
        Na jego nieszczescie,Buholz zszedl z traktora podlecial do szeryfa i taka mu
        lufe wywalil,ze Wasik padl na plecy bez czucia.
        Buholz za ciezko robil na swoich 40 hektarach,wszystko pod warzywami,zeby
        jakis cap z miasta jego prace niszczyl.
        Na srodku glinek wystawal z wody sam czubek "bagra" ktorym kiedys kopano gline
        poki caly teren nie zostal zalany.
        Pozostaly tory i wagoniki do przewozu gliny i nieco juz zniszczona STARA
        CEGIELNIA.
        Rozne mozna bylo tam harce wyprawiac,ale dla najodwazniejszych pozostawalo
        wejscie na troche tkniety zebem czasu potezny komin gorujacy nad okolica.
        Byly tam tylko wystajace z komina i czesto ruszajace sie szczeble metalowe ale
        bez ochrony z zewnatrz.
        Trzeba sie bylo przytulac do komina,zeby ze strachu nie umrzec przy wejsciu
        nawet do polowy jego wysokosci.
        Ale nagroda byla niesamowita.
        Nie mowie o tym ,ze wsrod kumpli bylo sie kims,ale caly Pruszkow i Ozarow byly
        jak na dloni.
        O STAREJ CEGIELNI nie bede sie rozpisywal,bo juz to ktos zrobil przede mna i
        nawet film widzialem calkiem udany.




      • marcel_prostak "Zosieńka" 06.04.03, 17:33
        Slyszalem jak Neubauer mowil memu Ojcutongue_outrzyprowadz chlopaka do klubu.
        Zrobi pare mlynkow,rozrosnie sie.
        Ale mnie akurat krecenie mlynkow nie bylo w glowie,bo nie dosc ze od nich szyja
        sie rozrastala,to jeszcze wolalem ten czas poswiecic na inne rozrywki.
        Bardziej mnie w glowie byly prywatki,dyskoteki i w ostatecznosci pilka nozna
        niz pocenie sie na macie w zamian za kalafiorowaty nos i plaskie jak 16 -
        kartkowy zeszyt uszy.
        Poszedlem pare razy by wykazac dobre checi i zeby Ojciec mogl Neubauerowi w
        oczy spojrzec.
        Obaj byli dobrymi sportowcami za swych mlodych lat,z tym ze Ojciec poza krotkim
        wyskokiem na ringu mial dosc dluga kariere w szachach.
        No wiec poznalem tych ,co rzadzili na matach calej Polski,a w Ozarowie byli
        prawie ze nieznani.
        Zanim "Pershing" zdobyl swego mistrza,to krolowal tam Schneider.
        Bardzo spokojny,cichy i pracowity chlopak ze wsi pod Ozarowem,a ja mimo ze
        bylem jeszcze szczaw,to lubilem na"miescie" zadzierac nosa.
        Zapomnial bym o najwazniejszym.
        Wszyscy ci,ktorzy sie wybili na macie,dostawali etaty w Kablu.
        Wlasnie w tym Kablu,ktorego wlasciciele chca zlikwidowac,a zaloga bije sie jak
        lew do ostatniej kropli krwi.
        Ostatnio organizujac stale wystepy pod urzedem premiera w niedalekiej Warszawie.

        Ale w to juz chyba nikt nie uwierzy,ze ci co dostawali etaty w Kablu ,jak
        Schneider czy Pershing musieli rzeczywiscie pracowac od gwizdka do gwizdka.
        Mistrz Polski w zapasach byl nikim w porownaniu z 3 ligowcem w pilke nozna.
        Ci kopacze szmacianek z 3 ligi nigdy do roboty nie chodzili i obrazali sie jak
        im pensji nikt nie przynosil do klubu,tylko musieli raz w miesiacu isc do
        miejsca swojego stalego zatrudnienia.
        No wiec skromny mistrz Polski ,Schneider spod Ozarowa staje sobie w centrum
        miasta ,przy Ksiegarni i w gadki sie z kumplami wdaje,a ja mu na to ze on do
        miasta nie pasuje i niech bryka szybko na wioche.
        Rzucil sie za mna,ale bylem na moim nieodlacznym rowerze i nie dalem mu szans.
        Pozniej zaczalem go tolerowac i jemu tez przeszlo,choc bylo widac ,ze nigdy nie
        czul sie swojsko w" miescie".
        Na tych balunkach i discach znalo sie wszystkich i po pierwszych kilku razach
        bylismy calkiem zgrana paka.
        Balowala z nami tez Czarnula,choc bylo widac ,ze powoli wchodzi w lata,ale mimo
        tego byla bardzo popularna wsrod chlopakow.
        Po lykiendzie trzeba bylo wpasc do "Zosienki"(jedynej kawiarni w Ozarowie) by
        omowic wrazenia z roznych wyskokow.
        Cale towarzystwo zbieralo sie przed "Zosienka" by omowic plan dzialania na
        wieczor.
        Czy np.jedziemy do Puszczy Kampinowskiej w nocy "na grzybki" i tam dopiero
        zaczynaly sie podchody po paru butalkach.
        Ktoregos wieczora podchodze pod Zosienke i widze ze ...Pershing stoi z Czarnula.
        I tak jakby mnie zamurowalo i musialem troche zdziwienia miec na twarzy,bo ona
        zwrocila glowe w jego strone,tak jakby chciala podreslic do kogo nalezy,a jumu
        nawet jeden miesien na twarzy nie drgnal.
        Ja nieznacznie glowe do gory unioslem(niby czesc)i wszedlem do kawiarni.
        Byla pare lat starsza od niego,co nie przeszkodzilo im miec dzieci,choc nigdy
        sie z nia nie ozenil.




      • marcel_prostak "Wild Thing" 06.04.03, 17:35
        Ja tez znalazlem czarnule,ktora mnie zawrocila w glowie i to tak szybko i
        niespodziewanie,ze trudno bylo by cos takiego wymyslec.
        Zycie szykuje dla nas najwieksze niespodzianki.
        Przyjechali do mnie kuzyni z Anglii.
        Dwoch chlopakow w moim wieku i dziewczyna troche mlodsza,ale juz zaczynala sie
        calowac.
        Starzy z malolata chodzili swoimi sciezkami ,a ja oprowadzalem chlopakow po
        Warszawie.
        Franek w czasie wojny znalazl sie w Anglii i tam zaciagnal sie do brytyjskiej
        armii a po wojnie na tyle mu sie tam spodobalo ze osiadl na stale.
        Mieszkali w malym miasteczku niedaleko Bristol'u (Melksham,czy cos podobnego)
        A ze wtedy Rocker's & Skinners byli w modzie,to chlopaki rzadzili w rockersach
        i trzymali cale miasto.
        Oprocz Stanley'a i Petera byl jeszcze najstarszy Johnny,ale on na tyle
        zdziwaczal,ze poszedl na studia do Londynu ,skonczyl programowanie i tam sie
        niezle ustawil.
        Za to dwaj local boys(Stanley i Peter) byli podporami lokalnej druzyny
        pilkarskiej.
        Masywny Peter byl na bramce,a sprytny Stanley w ataku.
        Dziewczyny szalaly za nimi i jak ja przyjechalem,to wciagneli mnie w towarzystwo
        i co noc kluby.
        No wiec jak chodzilismy po Warszawie oni mnie podpuszczali:wez cos
        zarwij,przeciez to twoj teren.
        I patrze idzie czarnula,ze oczu od niej nie moglem oderwac,zgrabna do
        nieprzyzwoitosci,a ze nie mialem czasu na treme zagadalem cos ciekawego i jak
        to moj jakaty kolega mowi :melodia poplynela mnie z ust i widze ze mam ja na
        haku.
        Ale juz na drugiej randce,jak to sie kiedys mowilo,przycisnalem ja troche i
        wypaplala ze mieszka w Ozarowie.
        Nie mogla mieszkac w samym Ozarowie ,bo bym ja znal.
        Mieszkala na tych przedmiesciach Ozarowa gdzie i tamta Czarnula,czyli w
        Oltarzewie i niechybnie musialy sie znac.
        Klub zapasniczy tez byl w Oltarzewie,a z innych ciekawych rzeczy,to jeszcze WSD
        (Wyzsze Seminarium Duchowne) z pieknym kosciolem.
        A za tym kosciolem,nikt chyba nie uwierzy byly korty tenisowe,oczywiscie na
        terenie WSD.
        Zeby tam grac,trzeba bylo kogos znac.
        A ja znalem Kazika S. .
        Kiedys go zagadalem,czy tam mozna grac.
        Odpowiedzial ze tak,tylko musze go wczesniej uprzedzic,bo on tam juz kiedys
        grywal.
        Do Kazika ciagnela mnie mowa polska.
        Taka umiejetnosc doboru slow i tak bogaty jezyk,rzadko spotykany jest u ludzi
        na co dzien.
        Facet skonczyl historie sztuki i gdy przyjechalem do Polski chyba w 1992r i go
        spotkalem,to pelnil funkcje kustosza na Zamku Krolewskim w Warszawie.
        W rozmowie powiedzial:"Zadzwon,jak bede mial czas,to cie oprowadze."

        Zadzwonilem i mnie oprowadzil i na dodatek robil mnie zdjecia jak pozowalem
        przy eksponatach.
        W zadnym zamku nie bylem tak traktowany jak w Krolewskim w Warszawie i na
        zakonczenie zaprosil mnie jeszcze na kawe.
        Minelo 10 lat a ja mysle jak mu sie zrewanzowac.

        Za WSD i kortami jest Park Oltarzewski,a w nim klub zapasniczy,z tym ze z
        biegiem czasu Neubauer odszedl i zastapil go w roli trenera Komendarek.

        Kazik znalazl szczescie z Marysia,corka Komendarka,ktora byla lekarzem w
        szpitalu na Woli.
        I jak czasami jezdzilem z nimi Zastawa,to podwozil Marysie do szpitala a
        pozniej mnie wyrzucal na Srodmiesciu.

        No wiec Jolka zakolowala mnie w glowie nie na zarty.
        Sprawy posuwaly sie szybko i daleko.
        Zaczalem sie z biegiem czasu zastanawiac,jak to sie dzieje,ze dziewczyne ktora
        mieszka 2 km ode mnie i byla moja pierwsza wielka miloscia poznalem 16 km od
        domu,czyli w centrum Warszawy.
        To przeciez rola dziewczyny by wpasc facetowi w oko,jesli nie za pierwszym razem
        to za osmym w zaleznosci od tego jak jej sie facet podoba,a jak w dalszym ciagu
        nie skutkuje to wejsc mu pod nogi tak zeby sie o nia przewrocil.
        To juz metoda na krotkowzrocznych lub bardzo niesmialych.
        A ze z oczami nie mialem problemow,to musi pierwsza milosc mnie tak mowe i rece
        krepowala.
        Przyznac musze ,ze z poczatku niemal zawsze bywam niesmialy,jak z Jolka czy z
        Kazikiem na Zamku Krolewskim,ale dosc szybko rozkrecam sie i wychodzi ze
        mnie "WILD THING".
        Moze nie az takie "Wild Thing" jakie Jeff'owi Danielsowi zafundowala Mellanie G.
        w tym dosc popularnym kiedys filmie,kiedy Mellanie wyrwala tego wala na kilka
        dni z beznadziejnej roboty biurowej i z samego NYC na wilding.
        Wszystko bylo.
        Ujezdzala osiolka przykutego w kajdanki do lozka.
        Bylo szpiegowanie w starym stylu,zmiana stroju na hawajski,poscigi samochodami,
        walka wrecz,walka na noze,oraz z uzyciem gun'a.
        Nie moglo sie oczywiscie obyc bez high school reunion,gdzie Jeff wystapil w
        roli meza Mellanie i to go mialo zgubic ,bo odnalazl sie dawny gach tej zdziry,
        ktory miewal ja na kiwniecie palca.
        Dodrani byli jak w korcu maku,ale ze podobienstwa maja to do siebie ,ze sie
        lubia zwalczac,to zaczela sie polka w starym stylu juz na high school reunion.




      • marcel_prostak LOLA 06.04.03, 17:36
        I przywiozlem z Anglii przeboj,ktory trzasl nie tylko Wyspami ale i calym
        rockowym swiatem.
        A byla to "LOLA" by the "KINGS".
        She walks like a woman and talks like a man.
        and when ask her to dance ....
        and I ask her name ,she said LOLA.
        Kawalek bardzo mocny,choc nie tak twardy jak"Li dont nid nol edukejszyn" by the
        Pink Floyd.
        W tym drugim byla lepsza aranzacja i zmysly sie lepiej tracilo.
        Taki typowy kawalek na odloty.
        "LOLA" nigdy nie byla popularna w Polsce,bo w tym wlasnie czasie krolowal
        folklorystyczny kawalek pt "Yellow River".
        I w ten to sposob ja przywiozlem LOLE swojej Joli ,a ze w radio jej nie
        grali ,to sam musialem spiewac.
        Niektorzy mowia,ze byl to czas hard rock'a i lekkich obyczajow.
        Lubilem zaszalec,nie przecze,ale tak kalkulowalem ,zeby mnie jeszcze troche
        czasu na nauke zostalo.
        Ojciec postawil sprawe prosto i po mesku:"Zdasz na studia,dostaniesz tyle
        szmalcu ,ze do konca wakacji bedziesz mogl szalec bez pisania kartek do domu".
        Spodobalo mnie sie jego podejscie pedagogiczne i przystalem na uklad.
        Gdy znalazlem sie na liscie przyjetych na SGPiS ,kapuste w kieszen,Jolke pod
        pache i wyrwalem na Mazury.
        Skonczylem w Bieszczadach i w polowie pazdziernika wrocilem do Warszawy.
        Jolka nie bardzo wierzyla w siebie i skonczyla w GUSie.
        Jak wracalem z uczelni podjezdzalem pod nia te dwa przystanki by wracac razem
        do domu,przytulic sie i calowac w tloku.
        Te pierwsze i nieskazitelne odczucia sa tak glebokie,ze czesto warte przelania
        na papier.
        I troche skomplikowalo nam zycie ,kiedy matka Jolki zamiast ogladac
        Czterdziestolatkow czy tez sluchac Matysiakow zaczela wczytywac sie w pamietniki
        Jolki.
        A ze w tym czasie polowa Ozarowa pracowala w Kablu,to matka Jolki spotkala sie
        z moja matka na interesujacej rozmowie z pamietnikiem w reku.
        Moja matka zaczela w domu rozmowe z wielkim wyczuciem i niemal dyplomatycznie
        zapytala:
        "Co,bedziesz sie zenil?"
        Nie wiem czy wszyscy w Kablu ten pamietnik Jolki czytali,czy jak,w kazdym razie
        ludzie zaczeli nam sie przygladac na miescie.
        Ta dyplomacja mojej matki to jeszcze nic w porownaniu z tym,jak moj znajomy
        rozmawial ze swoja matka:
        "Mamo wyprasuj mnie biala koszule"
        Matka sie w lot zorientowala,ze szykuje sie cos nieziemskiego,bo syn mial na
        sobie ostatni raz biala koszule kilka lat wczesniej na maturze.
        "A co synku,na slub idziesz?.
        "Tak"
        "A kto sie zeni?"
        "Ja"




      • marcel_prostak kuzyn 06.04.03, 17:37
        Duzo mnie nie potrzeba ,zeby po paru drinkach chwycic za piers ,pozniej za udo.
        Cala radocha zaczela sie pozniej w bejzmencie jak zaczelismy ogladac TV Polonia.
        Najpierw byla czesc oficjalna na gorze,bo Kuzyn kupil sobie komplet do living
        roomu i musial przed rodzina zaszpanowac,ze te 5 thou nie wywalil na smiecie.
        Solidny dab ,nie jakies sklejki,ladnie pomalowany na redwood.
        Oczywiscie pochwalilem,choc dla mnie to troche za solidne i troche jakby
        przygniatajace,za malo lekkosci w tym.
        Tak jakby zgrabna dziewczyne ubrac w sukienke do kostek.
        You know ,what I mean?
        Jak juz jest jest zgrabna,tak jak ta skosna ,narzeczona "Scorpion King ",to
        niech i tak bedzie ubrana.
        Co szczegolnie bylo godne zauwazenia w tym filmie ,to imiona glownych bohaterow.
        Matthayus ,to tak jakby praprzodek mojego imienia i zwalczal on drugiego faceta
        na M, Mamnona.
        Thanksgiving dinner po kilku kieliszkach zaczal sie upodabniac do uczty
        ze "Scorpion King" ,z tym ze kosci po indyku nie wyrzucalismy za plecy,choc ze
        sztuccow zrezygnowalismy dosc szybko.
        Kuzyn celebruje polskosc mozna by wrecz rzec nadmiernie i zaczal sie dziennik,
        to postawil nas wszystkich niemal na bacznosc.
        Tak jak za komuny,Edyta mowila dobry wieczor a domownicy jej odpowiadali.
        Kuzyn krzyczy na glos:Twoje miasto rozkradaja.
        Widze i oczom nie wierze jak ciezarowki wywoza bebny z Fabryki Kabli w Ozarowie.
        Tak jak w dobrym,choc starym i niemodnym scenariuszu filmowym,to miasto
        zbudowane zostalo wokol Fabryki Kabli.
        Troche tak jakby z domu ubywal jedyny zywiciel rodziny.
        Dla wielu ludzi z miasta byl to jedyny zaklad ,w ktorym spedzili cale swoje
        zycie zawodowe.
        I ja tam bylem ,z tym ze na praktykach studenckich i to w tym samym
        czasie ,kiedy rowniez PERSHING probowal swoich zdolnosci organizacyjnych w
        Kablu.
        Chwile po tym pokazano burmistrza Ozarowa ,Kazimierza Stachurskiego.
        Tak,tak, to ten sam Kazik S. ktory jako kustosz Zamku Krolewskiego przyjal mnie
        tam na prywatnej audiencji i sam ponad 2 godziny oprowadzal mnie po pustym
        Zamku.
        Wlosy mu strasznie przypruszylo i te z nad czola w wiekszosci wyemigrowaly,choc
        poza tym trzyma sylwetke jak za dawnych lat.
        Rozmawialem z nim ponad tydzien temu,gdy Matka powiedziala mnie ze zostal
        burmistrzem.
        Namawial mnie do powrotu.
        Opowiadal o nowej szkole-state of the art.
        Basenie krytym, z tunelami do zjezdzania wprost do basenu.
        To cacko kosztowalo ok 4 mln doll.
        Nowym liceum ,tuz obok kosciola,itd.




      • marcel_prostak "My cousin Vinny" 06.04.03, 17:39
        Baby z GUSu juz mnie znaly i wiedzialy ,ze czekam na Jolke.
        A Jolka mnie czesto uprzedzala ,zeby zadnych zadym nie robic,bo jej kierowniczka
        tez na ten przystanek wychodzila i nie chciala ,zeby caly GUS paplal tylko o
        niej.
        W takim tloku nie musisz zapinac kozucha pod sama szyje i zawsze pomagalem jej
        z tymi duzymi guzikami.
        A ona wiedziala juz,jak rozgrzac mnie do czerwonosci i zakladala fioletowy
        kostium i botki na futerku.
        Jaki by snieg nie padal,nie zapinalismy sie do samego domu.
        Wygladala wtedy troche jak Marisa Tomei w komedii "My cousin Vinny".
        Prawie ze z takim tupetem,z tym ze mniej rozkapryszona.
        Lekki kopiec na glowie,zawsze tajemniczy usmiech(Mona Lisa przy niej ,to jeden
        wielki smetek) i rozesmiane oczy.
        Zly bylem na Jolke jak cholera ,ze nie zdala na studia i nawet widzialem,ze sie
        nie przykladala.
        Chcialem jej pomoc,ale ona jakby wiedziala,ze nie da sobie rady.
        Wtedy bylo rzeczywiscie sie trudno dostac,studentow bylo 3 razy mniej niz teraz.
        Teraz byle lebiega,co robi dwa bledy ortograficzne w jednym zdaniu tez
        studiuje,a nawet w wypadku Uli ma dwa fakultety.
        Kabel mial osrodek wypoczynkowy w Broku nad Bugiem i tam tez mozna bylo pohulac
        na tym spedzie i sponiewierac sie do oporu.
        Cala wiocha miala dwie knajpy,z tym ze jedna,ta ladniejsza ,przy moscie i od
        ktorej schody prowadzily wprost nad rzeke byla sezonowa.
        A juz za mostem na Oczku i dalej na innych jeziorkach stroj kapielowy byl
        zakazany.
        Jak przechodzil facet z synem,to dzieciakowi oczy reka zakryl,za to jemu oczy
        jak zarowy chodzily jak slimakowi na szypulkach.
        Swobody zycia na terenie osrodka za dnia nie mozna bylo uzywac,bo firanki w
        oknach byly raczej symboliczne,a ludzie jak na zlosc zamiast pukac do drzwi to
        do okien podchodzili.
        Poza wiec wyczynami sportowymi na Oczku i jeziorkach ,z wszystkim co najlepsze
        czekalismy na wyjscie ksiezyca.
        Czasami na discach widac bylo miejscowe razowki,ktore czesto gesto kupo
        chodzily,bo ten caly Brok,to bylo takie zadupie,ze po sezonie to tam nie tylko
        psy dupami szczekaly ale i muchy kluczem lataly.




      • marcel_prostak narciara Ojca 06.04.03, 17:41
        Ojciec byl nie mniejszym zapalencem ode mnie jesli chodzi o Stany.
        Po wyjezdzie kontaktowalem sie z nim czesto,a ON ciagle powtarzal ze nie
        nadszedl jeszcze czas by wracac.
        W czasie wojny byl na robotach w Niemczech,a po wojnie studiowal tam,ale jego
        brat pisal mu gorace listy,wracaj Genek wracaj ,jest nowa Polska,ludzie ciesza
        sie pracujac przy odbudowie kraju.
        I tesknota Genka wziela taka,ze sie spakowal i wrocil do ojczyzny.
        Pozniej oczywiscie tego zalowal,jak ubecy zadawali mu niezreczne pytania
        dlaczego wraca do kraju kilka lat po wojnie itd.
        Mlody czlowiek ma prawo popelniac bledy,szczegolnie jak milosc do ojczyzny
        wchodzi w rachube,ale ostrzegal mnie zebym za szybko nie wracal i nie popelnil
        takiego bledu jaki jemu sie przydarzyl,szczegolnie ze w Niemczech juz byl dosc
        dobrze ustawiony.
        Zatesknilem za rodzinka i Genek zjawil sie jak na zawolanie.
        Zazdroscilem mu jeszcze w Polsce,nie tyle swietnej umiejetnosci jezdzenia na
        lyzwach,co narciarki w ktorej te swoje jaskolki wykonywal.
        Odsiedzial chyba rok u mnie i wyjezdzal zimowa pora tak jak i przyjechal a ja
        rozne czapki mialem,ale nigdy tak ladnej jak ON.
        Gdy GO odwozilem na samolot w pospiechu,nie mogl swojej narciarki znalezc,wiec
        dalem mu swoja,bo mialem kilka roznych,ale nigdy takiej bezowej z
        roznokolorowymi szlaczkami wokol.
        Ojciec jeszcze cos wspomnial,ze jak ja znajde,zebym mu odeslal.
        Ja popatrzylem na niego ze zdziwieniem,ze az taka wage przywiazuje do zwyklej
        narciarki,chyba nie przez sam fakt ze to wlasnie w niej uczyl stawiac pierwsze
        kroki swoja wnuczke(siostry corke) na lodzie w Spodku w Katowicach.
        Jeszcze tego samego wieczora dumnie paradowalem w nowej zdobyczy,o ktorej nigdy
        nie wspomnialem w licznych rozmowach i spotkaniach z Ojcem.
        Bo do Polski jezdzilem latem,a lata byly wtedy gorace,wiec kto by pomyslal o
        jakimkolwiek nakryciu glowy.
        Przed moim wyjazdem postawilismy domek w Komorowie,zeby rodzice mieli sie czym
        zajac i nie odczuwali za bardzo nieobecnosci syna.
        Ten w sumie krotki dystans najlepiej pokonywalo nam sie na rowerach,chyba ze
        trzeba bylo zawiesc jakis stuff ,wtedy konieczny byl samochod.
        Na rowerach jezdzilismy w jedna strone prawie godzine i bylo o czym porozmawiac
        wysluchac opowiesci z dawnych lat,oplotkowac blizszych i dalszych
        znajomych,tudziez rodzine.
        Taki male bonding,niemal jak na wycieczce w gorach.
        Po drodze wpadalismy na Manhattan w Pruszkowie ,a pozniej na lody przy WKD w
        Komorowie i juz tylko zakret przy szkole i jestesmy w domu.
        Taka wycieczka zastepowala mnie co najmniej 3 wyprawy na Starowke i spacery
        szlakiem krolewskim,choc nie powiem ,ze z Ojcem tez zesmy po Barbakanie skakali.
        Ojciec zmarl w 1999 i to mniej wiecej w tym samym czasie co Pershinga chowali.
        Od razu musze zaznaczyc,ze na pogrzeb Ojca ,Andrzej G. nie byl zaproszony.
        Niby male miasteczko,a jednak nie wszyscy sa skumani.
        Kilka tygodni po pogrzebie rozmawialem z Matka i powiedziala mnie Ona,ze
        slyszala jakies halasy jak byla na grobie Ojca.
        Doszlismy do wniosku,ze to Genek przekrecal sie na bok,zeby byc plecami do
        Pershinga.
        Zima w tym roku przeciaga sie wyjatkowo dlugo,a moj syn zgubil juz kilka czapek,
        mowil ze zapomnial w szkole czy na urodzinach.
        Kilka razy juz sie przygladal na moja,ale mu jeszcze nigdy jej nie pozyczylem.





    • aniouek1 [...] 09.03.07, 08:30
      Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
    • aniouek1 Maciej 02.03.08, 21:58
      milczy uparcie
    • skrzat11 Re: 23 - Maciej 16.02.09, 16:30
      numerowa
    • megxx Re: 23 - Maciej 16.02.10, 23:44
      up

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka