aniouek1 Zakochani 28.01.04, 08:57 Nie wiem kto to napisał, dokładnie nie powiem nazwiska mądrych nikną, jak upał deszcz susza pani zakochana w swej starości śmieszy stary pan zakochany nawet świętych wzrusza Jan Twardowski, 1996 A Wy co o tym sądzicie? Odpowiedz Link
kendo Re: Zakochani 28.01.04, 10:29 aniouek1 napisała: > pani zakochana w swej starości śmieszy > stary pan zakochany nawet świętych wzrusza > > Jan Twardowski, 1996 > > A Wy co o tym sądzicie? uwzam ,ze to dyskryminacjyjne stwierdzenie... Odpowiedz Link
kasikk Re: Zakochani 28.01.04, 12:12 zgadzam się z przedmówcą to jest niesprawiedliwe stwierdzenie Odpowiedz Link
aniouek1 a może ks.Jan Twardowski powinien chodzić na bale? 28.01.04, 19:17 albo ..do parku na spacer w pogodny dzień? Wspomniałam wcześniej o balach... i opowiem Wam o jednym z nich... Niebawem minie rok od wspominanego, i nie wiem czy pamiętnym byłby dla mnie, gdyby nie to właśnie, że na tym balu... - zachwyceniem przepełnione - serduszko moje własne wzruszeniu wielkiemu uległo. Przy jednym ze stolików siedziała sobie sama, para cudnych duszków ze srebrnymi włosami, w klasycznych strojach wieczorowych, pachnacych nienaganną, uroczą w swojej prostocie - elegancją. Patrzyłam oniemiała z zachwycenie... a tak naprawde, to podglądałam Ich bezustannie, bo byli tacy piękni, tacy... miłością przepełnieni i to po prostu było widać i czuć w ciepełku, które z tamtego kącika, gdzie stał tamten stolik, a przy nim, TA urocza para zakochanych ludków siedziała... Zagrała orkiestra... zauważyłam wymienione uśmiechy... pan wstał, skłonił się przed panią, podał Jej swoja dłoń pomagając Jej wstać, po czym trzymając w swojej dłoni Jej dłoń... Ona przodem, On za Nią... poprowadził na parkiet. To było tuż, tuż i... zaczęli swoim tańcem ten karnawałowy bal... Przez chwilę, pełna sala gości patrzyła na tą parę jakby cała znieruchomiała w zachwyceniu, a para... wirowała w tańcu tak łagodnie, delikatnie...cudnie... Później już inne pary ruszyły na parkiet i nie bez wysiłku probawałam śledzić wzrokiem moich tego wieczoru pupilków... czy raczej faworytów do tytułu "najpiękniejsza para balu". Niestety takiego konkursu w programie balu nie przewidywano, a szkoda, bo... miałabym z pewnością nie tylko ja satysfakcję moją własną, serduszkową, gdyby... właśnie... gdyby właśnie TA para taki konkurs wygrała. Choć... bo ja wiem? Chyba nawet bez takiego konkursu TA para zakochanych ten bal i tak wygrała, bo - jak sądzę nie tylko w mojej pamięci, od wspominanego balu i z pewnością nie tylko do teraz -właśnie TĄ,żadnej innej pary z tamtego balu nie pamiętam... A TĄ i owszem, a nawet swoim ciepełkowym wspomnieniem z Wami tutaj się dzielę. Tańczyli cudnie cały wieczór, a w przerwach miedzy tańcami, siadali sami przy swoim stoliku i widać, że z zainteresowaniem siebie wzajemnie - rozmawiając - słuchali, dowcipkowali między sobą co było widać po minach, uśmiechach i innych niezwykle sympatycznych gestach, którymi zdradzali, jak piękna więź ich spaja - szacunku.. miłości... i wszystkiego co takie... po prostu piękne i mówi wszystkim MY JEDNYM i już. Gdy bal zbliżał się ku końcowi, po przedostatniej tanecznej turze - co wodzirej zapowiedział gościom - "moja" para zaczęła sie zbierać do wyjścia, a ja... no cóż? Poczułam, jakąś tęsknotę, jakiś smutek i żal, że ..Oni wyjdą z balowej sali i... to właśnie wówczas, w tej samej chwili - tak na prawdę skończy się ten pamiętny dla mnie samej bal... Nie mogłam się oprzeć pokusie i... wyszłam za Nimi z sali... do szatni, tam... ośmieliłam się podejść... przedstawiłam się, po czym... prosto z mojego serca wypłynęły słowa, którymi pragnęłam Im podziękować, za ten ..mój - chyba jeden z piękniejszych w moim życiu, o ile nie najpiękniejszy - karnawałowy bal... Wyjawiłam Im wówczas takie... bardzo moje, osobiste marzenie, pragnienie serduszkowe i... - to co usłyszałam w odpowiedzi - w moim serduszku teraz siedzi... jak talizman, jak niemal najcenniejszy skarb...a, że prawdziwe skarby trzeba chronić, wiec... prosze, wybaczcie i... nie pytajcie mnie o nic... Kto ma wiedzieć, Ten wie... P.S. ks. Jan Twardowski powinien chyba także - choć raz pójść w życiu - na TAKI bal.. Odpowiedz Link
kendo Re: a może ks.Jan Twardowski powinien chodzić na 28.01.04, 19:29 Anioueczku ale to piekne co opisalas,,, niektorym sie to "udaje"/osiagaja/dotrzymuja swoich slubow oddanych przed Bogiem i wlasnie wtedy widzi sie takie pary to tak grzeje seruszka,,,, tez widzialam pare razy takie pary w roznych sytuacjach i miejscach co tu nalezy do rzadkosci.... bo jedno z nich przewaznie za wczesnie odchodzi, albo nie doczekaja tych chwil przez rozwod.... Odpowiedz Link
aniouek1 Kendo, a może w TYM rzecz? 28.01.04, 21:00 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11087&w=8269692&a=8889875 może TYLKO i AZ o TO chodzi by TAK... jak "moja" para na balu tańczyć? Odpowiedz Link
aniouek1 POCZEKAJ.... 08.02.04, 23:58 Nie wierzysz - mówiła miłość w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz że zanudzisz talentem że z dwojga złego można wybrać trzecie w życie bez pieniędzy w to że przepiórka żyje pojedynczo w sdartą korę czeremchy co pachnie migdałem w zmarłą co żywa pojawia się we śnie w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku w najlepsze najgorsze w każdego łosia co ma żonę klępę w dziewczynkę z zapałkami w niebo i piekło w diabła i Pana Boga w mieszkanie za rok Poczekaj jak cię rąbnę to we wszystko uwierzysz 1979 JAN TWARDOWSKI Odpowiedz Link
kendo Re: POCZEKAJ.... 09.02.04, 11:52 podobaja mi sie jego wiersze,,,, a ja znalazlam cos takiego...... "Probowalam sobie wyobrazic aniola milosci bez imienia, z twarza tego, kogo sie kocha. Mialby dlugie biale skrzydla, ulozone w tren slubnej sukni. A gdy milosc sie skonczy, wyrywalby sobie sniezne pioro za piorem, wyskubywal je do krwi i milczal w ranach, zeby wypisac czerwono na bialym: Klamstwo.Zdrada .Koniec" Odpowiedz Link
aniouek1 Re: Czy potrafimy odróżnić: 10.02.04, 20:38 Megxx...pytasz czy potrafimy? A co sądzisz o TAKICH słowach: - miłość jest wieczna - miłość wszystko przetrzyma - miłość ci wszystko wybaczy - itd. itp. ? Odpowiedz Link
megxx Re: Czy potrafimy odróżnić: 11.02.04, 23:23 najtrudniej zauważyć miłość przez jej wieczność(to widać po pewnym czasie), czy mniej przetrzymam w zauroczeniu?mniej przebaczę? Wziąć zauroczenie za miłość to dla mnie tragedia.( Nie mówię już o tym, że ktoś kiedys wyrobił w nas większą lub mniejszą skłonność do rozpaczliwego szukania miłości lub jej pozorów.)Ale to tak fajnie być zakochanym. Przed amerykańskim świętem szczególnie polecam.10 stopni na minusie, wiosna z ptakami skryła sie pod śniegową kołderką, a tu Walentynki.(tuż tuż) Odpowiedz Link
kendo Re: Czy potrafimy odróżnić: 12.02.04, 10:13 megxx napisała: > Miłość od zauroczenia? oj! chyba tak,,,,, wedlug mnie ,zauroczenie to jakby poczatek do wielkiej milosci..... chociaz niezawsze tak sie staje zdrowy rozsadek zwycieza..... Odpowiedz Link
megxx Tak, zdrowy rozsądek 12.02.04, 10:55 Wyobraźmy sobie: zauroczenie, już działa cała ta chemia, już skrzydła rosną, już wiosna w środku zimy, śnieg od uczuć topnieje dookoła zakochanych(czyli zauroczonych sobą - pierwszy etap miłości), poddajemy się temu uczuciu i nagle pojawia się odgłos dzwonków zdrowego rozsądku albo sumienia. Mamy dwie możliwości(co najmniej): zagłuszyć je i wierzyć,że narodzi się miłość. Druga przyjąć ich obawy do siebie, wygasić uczucie i być może stracić szansę na tę jedyną, wymarzoną. Czy coś ze mną jest nie tak? Czy znacie łatwe sposoby podejmowania takich decyzji? Ja wiem, że zazwyczaj jest więcej dodatkowych czynników do rozważenia, ale... A z drugiej strony jeżeli zaczniemy początkowe uczucie jakie eksploduje między ludźmi nazywać zauroczeniem to od kiedy mamy prawo mówić, że już przerodziło się w miłość. Pamiętacie jakie to fajne uczucie takie zakochiwanie się, ten stan właśnie zauroczenia, ma w sobie tyle jasności i energii. Może powinniśmy aplikować sobie jako kurację na wszelkie smuteczki? Czy można powtórnie zauraczać" się osobą, którą się kocha, w trakcie trwania miłości przez duże M? Już chemia za nas powtórnie nic nie zrobi, juz reakcje poszły na tyle daleko, że związek jest inny. I czy w ogóle lepiej kochać, czy lepiej być kochanym?Czy tylko wzajemność się liczy? Ale sobie pofilozofowałam Odpowiedz Link
rb13 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 12.02.04, 14:46 Miłość co to jest. To trudne pytanie ! Miłość to - to co zostaje po zakochaniu ! To dotyk ręki który mimo lat upływu wciąż parzy To Twój wzrok który nie widzi moich siwych włosów ani zmarszczek na twarzy To gdy przy mnie nie ma w smutku Cię trwanie To szara codzienność rozjaśniona Twą bliskością To tęsknota... Psiakość ... najwspanialsze jest to ,że ze mną jesteś ! Odpowiedz Link
kendo Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 12.02.04, 19:51 rb nic dodac nic ujac hmmm,,,,, pozdrawiam cieplunio..... Odpowiedz Link
megxx może podyskutujemy? 28.02.04, 19:30 Przeczytałam niedawno artykuł o miłości między dwojgiem ludzi różniących się wiekiem. Co prawda artykuł dotyczył układu kobieta starsza ponad 10 lat od partnera, ale zaczęłam myśleć w ogóle o takich sytuacjach( w obie strony). W moim otoczeniu nie ma zbyt wielu takich przykładów i myślałam, że myślę teoretycznie. A tu nagle dowiaduję się, że koleżanka(rozwódka po ciężkich przejściach)spotyka się-póki co nazwijmy to "nieśmiało" albo bez większej nadziei(?) z mężczyzną młodszym od niej o naście lat. [36:24] Co myślicie o takich sytuacjach. Jakie widzicie perspektywy? Czy znacie takie pary? Czy możliwe są takie związki zgodne i trwałe? Szuflandia skupia ludzi w różnym wieku, czy poglądy na takie związki zależą od wieku, własnych przeżyć, czy może czegoś innego? Czy wszyscy jesteśmy takimi "sercowcami", że dajemy nadzieję każdej miłości? Ba, ale, czy to będzie miłość? Odpowiedz Link
kendo Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 20:37 Megxx temat w sobie bardzo intrygujacy a zarazem zastanawiajacy.Osobiscie nieznam takich par(znam tylko z opowiadan) ale wydaje mi sie ,ze jest to mozliwe. Starsza kobieta,wypielegnowana/zadbana nie widac w tej chwil jej lat,zwraca/ na siebie uwage. Mlody mezczyzna zainteresowany jej wdziekiem/subtelnoscia nie mysli o jej wieku a postrzega ja jako ciekawa i ciepla osobe. Odpowiedz Link
semmi Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 21:18 Witam! Taki układ starsza i młodszy jest dobry na krótką mete. Mężczyzne pociąga jej rozwaga, stosunek do życia,podejście do mężczyzn. Kobieta potrafi doradzić i być podporą.Ale mało który mężczyzna decyduje się na związek z kobietą starszą a tym bardziej różnicą 10 lat i więcej. Odpowiedz Link
kendo Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 21:27 witaj Semmi! ciesz sie widzac Cie,,,, a mi sie nieraz wydaje, ze mezczyzni niktorzy po prostu lubia starsze kobiety chca byc "matkowani",ale w innym sensie chca otrzymywac chyba cieplo ,ktorego nie otrzymali w dziecinstwie, i taki ziwazek moze przetrwac jezeli kobiecie to pasuje oczywiscie jej intuicja podpowie od razu "warunki zycia" Odpowiedz Link
semmi Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 21:44 Witaj kendo! Brałabym częściej udział w dyskusjach ale jest tak nie inaczej że nie moge. Co do sprawy to napewno tak jest, sama znam osobiście i widze i słysze czego oczekują niektórzy mężczyżni w wieku 20-30 lat a starsze potrafią im to dać.Jest jednak ale, jeśli to kontakt przyjacielski to potrwa, jeśli uczuciowy to bardzo trudno żeby się udało.Musieliby być ze sobą szczerzy i związek musiałby opierać się na zaufaniu.Kobieta musi potem żyć także ze świadomością ze zawsze może odejść do młodszej(tu potrzebna pełna akceptacja). Miałam pewien bliższy kontakt z człowiekiem dużo młodszym i wiem troche o ich oczekiwaniach i poglądzie na ten temat. Odpowiedz Link
megxx Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 21:36 Przypomniałam sobie : lata osiemdziesiąte, odwiedzam koleżankę, jej rodzice po rozwodzie, mama jest z kolega jej starszego brata. Różnica ze 20 lat. Był z nią w zdrowiu i chorobie az do jej śmierci. Przypadek drugi-aktualny trwa 8 lat.Różnica 16 lat. On miał 21, gdy zechcieli byc razem, mieć dziecko, mają ślub. Ona (ja to widzę)dominuje. Czy może trzeba mieć specyficzne cechy charakteru:kobieta-może doświadczenie i jakieś przejścia, może specyficzną sytuację u mężczyzny(dominująca matka, no nie wiem co?), aby szukać takich sytuacji? Odpowiedz Link
kendo Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 22:01 sa rozne sytuacje,gdzie takie zwiaski powstaja podalysmy juz kilka, mi sie wydaje, -ze ta kobieta,ktora bedzie uszczesliwiona przez los mlodszym mezczyzna to chyba jak "modliszka" bedzie go konsumowac ale tak delikatnie zeby jak na dluzej zostalo. -a nastepna kobieta? zakochanie moze byc tak glebokie,jak pisze Megxx ze tylko smierc ich rozdzieli. a Semmi slusznie zauwazyla, ze to musi byc strasznie duze zaufanie do siebie.... by przetrwalo....niema co ukrywac zmieniamy sie juz w starszym wieku Odpowiedz Link
megxx Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 22:12 A czy taki związek nie jest "bardziej udany", bo kobieta steruje młodszym mężczyzną i wie jak to robić?Wie jak zadbać o jego potrzeby, kiedy go przypilnować, na co mu pozwolić, na co nie? Jeżeli to kobieta ma taki wpływ na ten związek, a onchodzi jak mu ona zagra, to może to nie byłoby takie złe (hihi). Tylko o czym z takim młodym gadać. Odpowiedz Link
kendo Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 22:23 taki zwiazek moze byc udany ale zeby on sam tez uzywal glowy a nie popychac i mowic caly czas co ma zrobic.....(ale mysle,ze to jego wybor i decyzja pozostania w tkim zwiazku) jak sa razem to temat wspolny jest bo inaczej by razem nie byli..... zachodzi tylko kwestich wspolnych najomych kobiety starszej i jego mlodszych kolegow, jak sie razem wspulnie w roznych sytuacjach/zabawach zgadzaja..... Odpowiedz Link
megxx Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 22:36 A może odezwie się ktoś, kto ma takie doświadczenie i powie:to jest możliwe i nie świadczy, ze coś mamy nie tak z osobowością. A może są tacy dwudziesto, czy dwudziestokilkuletni mężczyźni, którzy potrafią dogadać się z kobietą starszą i może sa takie kobiety, które kochają, nie tylko manipulują. Bo mnie jakos to tak wygląda. Odpowiedz Link
semmi Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 23:45 Nie zawsze znajomosc taka ma podłoże uczciwe lub uczuciowe. Znam taki przykład: ona 11lat starsza od niego, lepiej sutuowana, on bez pracy.Dla niej było to bez znaczenia a dla niego nie.Ona się angażowała, była bardzo otwarta, szczera.On twierdził że nie ma takich uczuć choć wiele by wskazywało że jest inaczej, był bardzo zamknięty, jego myśli są do dziś nie znane.Ona chciała się wycofać bo on poznał inną, on nie przerwie znajomości ciągle przypomina o sobie.Tak naprawde do dziś nie wiadomo co on chciał a trwało to 2 lata.On był samotny, ona mężatką.Historia tak naprawde nie ma jeszcze końca.Poza tym porozumienie było dobre w innych sprawach. Odpowiedz Link
megxx Re: może podyskutujemy? 29.02.04, 11:19 W opisanym przypadku powyżej sprawa była zapewne bardziej skomplikowana. Nie chodziło tylko o różnicę wieku, ale i inne sprawy. Znam takiego mężczyznę, który wycofał sie z dobrze zapowiadającego sie związku(równolatki)bo dziewczyna zarabiała bardzo duże pieniądze, a on okolice średniej krajowej(choć nie siadał na laurach, ale był aktywny w swojej działalności).Nie umiał pogodzić się z tym, że to nie grzech zarabiać mniej od partnerki. A może bał się, że to kiedyś ona mu zarzuci? Właściwie nigdy nie ma gwarancji stałości związku. Ale może tacy ludzie, których nasza społeczna tradycja od razu jakoś traktuje inaczej, automatycznie bardziej starają się dbać o związek i pomijając osoby, które w ogóle do żadnego związku się nie nadają(np.chorobliwa zazdrość, kłótliwość itp.)mają większe szanse? Odpowiedz Link
aniouek1 glos w dyskusji...chic czy w dyskusji to głos? 29.02.04, 11:38 sama nie wiem...ale chyba jednak nie. Z uwaga przeczytałam Wasze posty z "rozmowy" o związkach w których kobieta wiekiem starsza od meżczyzny i... jakoś tak mi się w środeczku czuje, że to jednak bardzo, bardzo, bardzo delikatna i indywidualna sprawa. Każde uogólnienie wydaje się tutaj zbyt ryzykowne. Owszem. Znam takie związki i tak jak w innych,gdzie proporcje wiekowe "odwrócone" - po prostu różnie bywa... Kiedys KTOŚ mi powiedział, że... "dusze się nie starzeją" i najważniejsze by dwie właściwe sobie połowy spotkać się mogły... odnaleź się szczęście miały. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11087&w=8269692&a=8889875 bo: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11087&w=8269692&a=8292433 oraz: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11087&w=8269692&a=10718456 Odpowiedz Link
kendo Re: glos w dyskusji...chic czy w dyskusji to głos 29.02.04, 12:18 a ja tak na to wszystko teraz mysle, ze chyba kazdy ma inna iterpretacje o milosci i inne oczekiwania,choc = wspolny mianownik ale i jeszcze cos wiecej co kazy oczekuje ..... Odpowiedz Link
aniouek1 Re: glos w dyskusji...choć czy w dyskusji to głos 29.02.04, 14:07 kendo napisała: > a ja tak na to wszystko teraz mysle, > ze chyba kazdy ma inna iterpretacje o milosci > i inne oczekiwania,choc = wspolny mianownik > ale i jeszcze cos wiecej co kazy oczekuje ..... Kendo...ja myślę, że to wielka różnica czy kocha się siebie samego czy KOGOŚ ponad samego siebie - i dopiero poprzez pryzmat TEGO KOGOŚ samego siebie - w tym właśnie znajdując swoją własną radość i swoje własne szczęście, bo w uszczęśliwianiu prawdziwym (nie domniemanym czy "na siłę")tkwi chyba sedno PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI. Aby nie domniemywając (własnymi jedynie kierując się oczekiwaniami czy jedynie własnym - niekoniecznie prawdziwym przeświadczeniem) i w konsekwencji nie "na siłę" próbować uszczęśliwiania KOGOŚ, trzeba KOGOŚ KOCHAĆ (i właśnie tak przez TA miłość dopiero siebie samego)bo w TAKIEJ miłości TKWI siła, cheć i umiejętność PRZEJRZYSTOŚCI wzajemnej. Jednak TAKIEJ przejrzystości bez istnienia BEZGRANICZNEGO ZAUFANIA... po prostu nie ma, bo... bez bezgranicznego zaufania nie ma także DOBREGO, SZCZEREGO ROZMAWIANIA Niestety...zbyt chyba często... a może najcześciej.. różne związki przypominają bardziej "pole walki" MIĘDZY SOBĄ niż o ZWIAZEK DWOJGA... stąd i o zaufanie bezgraniczne trudno i o przejrzystość... wreszcie o MIŁOŚĆ KOGOŚ trudniej niż o egoistyczną, swoją własną Czy TO zależy od wieku partnerów i wiekowych proporcji lub ich braku... hmmm mam co do tego poważne watpliwości Odpowiedz Link
kendo Re: glos w dyskusji...choć czy w dyskusji to głos 29.02.04, 18:13 tak,Anioueczku,wszysko prawda.... te pole walki miedzy soba powstaja w puzniejszym stadjum, chyba wtedy ,kiedy sie jakos gdzies zagubimy,albo stracimy przekonanie,ze jestesmy kochani....(((( Odpowiedz Link
aniouek1 Re: glos w dyskusji...choć czy w dyskusji to głos 29.02.04, 23:05 kendo napisała: > tak,Anioueczku,wszysko prawda.... > te pole walki miedzy soba powstaja w puzniejszym stadjum, > chyba wtedy ,kiedy sie jakos gdzies zagubimy,albo stracimy > przekonanie,ze jestesmy kochani....(((( niestety...myślę, że niektórym zdarza sie to od samego początku, od pierwszego oczu spotkania i podekscytowanie zwyczajne (nie wiadomo czym wieksze: własnym zauroczeniem czy właśnie "walką" o znaczenie własne dla "partnera") - MIŁOŚCIĄ nazywają... To jest już tu gdzie choćby w duchu pada: "a nie zadzwonie teraz...niech się troszku pomartwi", "zobaczę czy pierwszy zadzwoni" itp. itd.. i tak na milion sposobów w niezliczonych związkach rozpoczyna się "walka" miedzy mężczyzna i kobietą o to które ważniejsze, kto ma pierwszeństwo...nawet w wynoszeniu śmieci Poziom "gorącości walki" utożsamiają częstokroć z "poziomem" MIŁOŚCI, bo przecież trzeba jakoś tłumaczyć choćby przed sobą samym powód, że jest się w związku, a nie poza nim i...bywa że długimi latami głównym lepiszczem w związku jest "walka o znaczenie i zajmowane miejsce w związku"... nie zaś walka z przeciwnościami poza związkiem o TEN szcześliwy ZWIĄZEK. A że ta "walka" ma specyficzny charakter to bywa, że bez wielkieho hałasu i wrzawy MILCZĄCO całymi długimi latami trwa nadając sens życiu DWOJGA W ZWIĄZKU tyle, że w pojedynkę, w samotności, bo tam....gdzie się szczerość kończy - somotność się zaczyna, a co dopiero, gdy niektórzy od samego początku tej szczerości dla absolutnej przejrzystości bali się, nie poznali, lub nawet w imię by "nie martwić wątpliwościami", czy dla "swiętego spokoju" siebie samych przemilczali? Tak mi się czasem myśli, czy właśnie w tej "delikatności przemilczeń" nie tkwi największa pułapka w którą na dodatek na własne życzenie ludkowie wpadają i później jak w labiryncie bez wyjścia miotają się ze swoim i cudzym życiem, razem - a jednak w pojedynkę - siadając do stołu, dzień witając i żegnając kolejny dzień, by następny znów toczył się w tym labiryncie z którego wyjścia nie widać, bo z przemilczeń wysokie, grube mury wyrastają, "domy", dzieci... sąsiedzi itd. itp. aż do dni ostatnich jednego lub drugiego...kiedy związku nie ma... z "naturalnego" porządku bądź w wyniku wielkiej rewolucji - pod naporem nadciśnienia z gromadzonych przemilczeń - "rozpada" się COŚ czego właściwie nigdy nie było - ZWIĄZEK DWOJGA co był w pojedynkę dla pozoru jedynie na "dwa pa" Cudem jest związek bez przemilczeń, z absolutną przejrzystością gdzie MIŁOŚĆ daje wolność, a nie zabiera jej i gdzie nie potrzebni ŻADNI "pośrednicy", żadne specjalne "kleje", gdzie sobie właściwe POŁÓWKI po prostu do siebie pasują bez żadnych korekt, a jeszcze większym cudem jest to, że TAKIE związki prawdziwie się zdarzają i SĄ, pięknie żyją, trwają, rosną i kwitną, a nawet pięknie się rozmnażają - o ile mają TO SZCZĘŚCIE... Odpowiedz Link
mniemanie Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 29.02.04, 16:51 pisząc o miłości czuję się zakłopotany, szukam zatem przyczyny, skąd owo zakłopotanie na mnie spoziera i dlaczego akurat na mnie, czyżbym mikał się czego wstydzić kiedy o miłości myślę...???nie to nie tak...to zakłopotanie jest chyba kwestią tego ,że każdy głos o miłości wydaje mi ię głosem zbędnym , jeżlei nie podnosi się w okoliczności niezbędnej, żeby o tym się wypowaidać. ostatnio całkiem poważnie pomyślałem ,że za dużo produkuje się na ten temat...dlaczego akurat na ten???to wydaje się proste...otóż dlatego że to temat tak czy inaczej bliski każdemu..taki uniwersalny temat do przegadania... ale skoro już można włączyć swoje kilak słów temat jest szeroki i nigdy nie wiem z jakiej strony go gryźć... może w tym wszystkim chodzi o cieprpliwą troskę i ciągłe poszukiwanie w drugiej osobie tej własnie jedynej wyjątkowej osoby, niepowtarzalnej, o ciągłe uświadamianie sobie jej wyjątkowości...a to może być tylko na drodze ponawania tej osoby. jakoś nie chcę tu pisać o miłości jako uniesieniu może się ostatnio zmieniam i nie o zgrozo... bo cxzym włąściwie jest miłosne uniesienie, afekt wobec radosnej pewności co do drugiej osoby zbudowanej w czasie...dodatkiem , jakże cieszacym , owszem, ale dodatkiem. ot i tyle na dziś o miłosci nie wtrącam swoich słów w ramy dyskusji w tym wątku, trochę on już rozbudowany i trudno byłoby to zrobić mając mało czasu zatem zostawiam te kilka słów i uciekam dalej Odpowiedz Link
kasikk Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 29.02.04, 20:38 a ja sądzę, że miłość to właśnie takie uniesienie i bez tego wzruszenia, podniosłości traci swoją niezwykłość, bo miłość jest niezwykła nie ma zwyczajnej miłości - każda ma w sobie świętość jakąś nie ważne czy kocha się brata, matkę, czy "druga połówkę pomarańczy" każda niesie ze sobą zaufanie, dobroć, radość, nawet kiedy boli, to niezwyczajnie i odpowiadając na pytanie Megxx, wydaje mi się, że wiek nie ma znaczenia, jeśli ma - nie ma miłości Odpowiedz Link
mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 01.03.04, 00:25 ..to cos cudnego,slodkiego,dobrego...smak miodu..Mala Odpowiedz Link
megxx Rozważyłam głos Aniouka w dyskusji 03.03.04, 09:29 "ja myślę, że to wielka różnica czy kocha się siebie samego czy KOGOŚ ponad samego siebie - i dopiero poprzez pryzmat TEGO KOGOŚ samego siebie - w tym właśnie znajdując swoją własną radość i swoje własne szczęście, bo w uszczęśliwianiu prawdziwym (nie domniemanym czy "na siłę")tkwi chyba sedno PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI." Cudownie jest w miłości dawać, nie oglądając się, czy coś w zamian można dostać, ale....To jest dobre gdy istnieje to z obu stron. Gdy można coś jednak dostać z drugiej strony. I nie myślmy, że bedziemy szczęśliwi, gdy będziemy całych siebie oddawać, nic nie biorąc. To nie jest miłość. "Aby nie domniemywając (własnymi jedynie kierując się oczekiwaniami czy jedynie własnym - niekoniecznie prawdziwym przeświadczeniem) i w konsekwencji nie "na siłę" próbować uszczęśliwiania KOGOŚ, trzeba KOGOŚ KOCHAĆ (i właśnie tak przez TA miłość dopiero siebie samego)bo w TAKIEJ miłości TKWI siła, cheć i umiejętność PRZEJRZYSTOŚCI wzajemnej." Ale co zrobić, gdy jedna ze stron nie umie dawać, a twierdzi, że kocha? "Jednak TAKIEJ przejrzystości bez istnienia BEZGRANICZNEGO ZAUFANIA... po prostu nie ma, bo... bez bezgranicznego zaufania nie ma także DOBREGO, SZCZEREGO ROZMAWIANIA " To jest bardzo prosty przepis na dobry związek, zwłaszcza, gdy uniesienie okrzepnie, gdy "poznamy myśli swoje na wylot". I to należy propagować: DOBRE, SZCZERE ROZMAWIANIE. Ale co zrobić, gdy małomówna jedna ze stron, skryta, niedowartościowana(z dzieciństwa może), czy mamy terapie prowadzić? Czy starczy sił? Przyszło mi teraz do głowy, że w miłości są takie dwa etapy: pierwszy, gdy ponad naszym umysłem są emocje, chemia. I drugi, gdy trzeba wysilić umysł, by zadbać o związek. Ale o tym Aniołek pisze w innym liście, wiec o tym innym razem. Odpowiedz Link
megxx Re: Rozważyłam głos Aniouka w dyskusji cd. 03.03.04, 11:23 Tyle już powiedziano o miłości, o jej niezgłębionej tajemnicy i sile, ale trudno oddzielić miłość od tego co ona sama tworzy, od związku dwojga ludzi. Miłość dodaje skrzydeł, zaślepia oczy, ale rozjaśnia życie i powoduje, że chcemy być z ukochaną osoba, dzielić z nią wszystkie chwile. I tu zaczyna się pułapka codzienności, ta już nie jest taka romantyczna, taka wzniosła. Bo jeżeli kiedyś celebrowanie robienia śniadania było takie ważne, to po pewnym czasie już nie jest. Dlatego aby podsycać miłość, by nie skurczyła się, trzeba coś więcej. Potrzeba sporo wiedzy, aby nie zniszczyć miłości. Dobra jest przyjaźń, ale podstawą jest świadomość, że związek wymaga pielęgnacji, na co dzień. I to z obu stron. Odpowiedz Link
aniouek1 Megxx i ja Twoj z uwagą rozważam...(1) 04.03.04, 00:23 Megxx... pisząc to co wczesniej napisałam myślałam o takiej PRAWDZIWEJ miłości, gdzie "dwie połowki" sobie właściwe bo "od kompletu"... o tym Mala, tu już kiedyś napisała: mala20033 04.11.2003 14:38 odpowiedz na list odpowiedz cytując Mówią ze, kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i rozpada się na dwie części... Jedna z nich trafia do kobiety druga do mężczyzny... Natomiast całe życie polega na odnalezieniu tej drugie połowy... połowy swojej własnej duszy... połowy samego siebie... Akt I Kiedy się w kimś zakochujemy bez odwzajemnienia znaczy to ze nie jest to ta prawdziwa nasza druga połowa... której tak szukamy. Owszem jest to miłość... a raczej zauroczenie... które niestety potrafi trwać wiele lat... których tak niewiele nam zostało... na tą prawdziwą odwzajemnioną i jedyną miłość. Akt II Czasami bywa tak że dwie osoby się kochają... albo tak im się wydaję. Chcą być razem... ale jedna z nich nie może z jakiegoś powodu. Wtedy tez nie jest to ta prawdziwa miłość. Dlatego że osoba kochająca tą prawdziwą miłością jest w stanie zrobić wszystko dla tej drugiej. Akt III Jak więc poznać tą prawdziwą miłość?... tą drugą połowę?... Prawdziwą miłość poznaje się po tym ze dwie osoby są w stanie zrobić dla siebie wszystko... po tym ze równie mocno się kochają... po tym ze tak samo im na sobie zależy... po tym ze nie mogą bez siebie żyć... po tym jak na siebie patrzą... po tym jak opowiadają o tej drugiej połowie... po tym jak zachowują się kiedy są razem... po tym jak zachowują się kiedy są oddzielnie... po tym jak nie widzą świata poza sobą... po tym jak się dotykają... po tym jak o sobie myślą... po tym jak się przytulają... po tym jak się całują... po tym jak czują ze ich dusze są jednością... Myślałam o miłości "nazwanej" wierszem Quist Michael O miłości... Bo miłość mój drogi to: To chcieć czynić drugiego wolnym, a nie uwodzić go, to uwolnić go z jego więzów, jeśli pozostawał więźniem, Aby on także mógł powiedzieć: "kocham ciebie", nie będąc do tego zmuszonym nieposkromionymi pragnieniami. Kochać to wejść do drugiego, jeśli otwiera tobie bramy swego tajemniczego ogrodu, po drugiej stronie okrężnych dróg, kwiatów i owoców zrywanych na skarpie, Tam, gdzie zadziwiony potrafisz wyksztusić: to "ty", moje kochanie, ty jesteś moją jedyną... Kochać to chcieć ze wszystkich sił dobra drugiej osoby nawet z pominięciem siebie, to czynić wszystko, by ona wzrastała i rozwijała się Stając się z każdym dniem człowiekiem jakim być powinna a nie takim, jakiego chciałbyś ukształtować według swoich marzeń. Kochać to ofiarować swoje ciało, a nie zabierać ciała drugiej osoby, lecz przyjąć je gdy daje siebie, To skoncentrować siebie i wzbogacić, aby ofiarować ukochanej całe swoje życie skupione w ramionach twojego "ja", co znaczy więcej niż tysiące pieszczot i szalonych uścisków, Kochać to ofiarować siebie drugiej osobie, nawet jeśli ona przez moment się wzbrania To dawać nie licząc tego, co inny ci daje, płacąc bardzo drogo, nie domagając się zwrotu. Największa miłość wreszcie to przebaczyć, gdy ukochana niestety odchodzi, usiłując oddać innym to, co przyrzekła tobie. Kochać to zastawić stół, aby przy nim zasiadł twój gość i nie sądzić, że możesz obejść się bez niego, Ponieważ pozbawiony żywności, jaką on ci przynosi, na twoje świąteczne przyjęcie nie postawisz dań królewskich lecz tylko suchy chleb biedaka. Kochać to wierzyć drugiej osobie i ufać jej, wierzyć w jej ukryte siły, w życie które posiada, jakiekolwiek byłyby kamienie do usunięcia dla wyrównania drogi. To zdecydować się rozsądnie i odważnie wyruszyć na drogi czasu, nie na sto, tysiąc czy dziesięć tysięcy dni, ale na pielgrzymkę, która się nie skończy, bo jest pielgrzymką, która trwać będzie ZAWSZE. Powinienem ci to powiedzieć, aby oczyścić twe marzenia, że kochać to zgodzić się na cierpienie, śmierć sobie samemu, aby żyć i ożywiać, Ponieważ tylko ten, kto może bez bólu zapomnieć o sobie dla drugiego, może wyrzec się życia dla siebie tak, żeby nie umarło w nim cokolwiek z niego. Kochać wreszcie to jest to wszystko, o czym powiedziano i jeszcze więcej, Bo kochać to otworzyć się na nieskończoną MIŁOŚĆ, to pozwolić się kochać, być przejrzystym wobec tej MIŁOŚĆI, która zawszę w porę. To jest, o wzniosła Przygodo, pozwolić Bogu kochać tego, którego ty w sposób wolny decydujesz się kochać! Dlatego napisałam: "ja myślę, że to wielka różnica czy kocha się siebie samego czy KOGOŚ ponad samego siebie - i dopiero poprzez pryzmat TEGO KOGOŚ samego siebie - w tym właśnie znajdując swoją własną radość i swoje własne szczęście, bo w uszczęśliwianiu prawdziwym (nie domniemanym czy "na siłę")tkwi chyba sedno PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI." megxx napisała: >Cudownie jest w miłości dawać, nie oglądając się, czy coś w zamian >można dostać, bo w PRAWDZIWEJ MILOŚĆ dwojga, którzy JEDNYM "coś za coś" po prostu NIE ISTNIEJE i już! >ale.... >To jest dobre gdy istnieje to z obu stron. Megxx... ja piszac, co napisałam... o MIŁOŚCI myślałam która sprawia, że dwoje JEDYM.. nie zas JEDNYM w pojedynke... dla pozoru "na dwa pa" >Gdy można coś jednak dostać z drugiej strony. Hmm... "coś jednak"... to chyba jednak nie w tym rzecz by "coś jednak", bo "coś jednak" we wzajemnym obcowaniu dwoje ludzi sobie wzajem DAJE... choćby nawet niejako "chcąc nie chcąc" Czy aby nie wiekszy problem by "dawane coś jednak"... chciało być - czy może lepiej - mogło być "przyjmowane"? >I nie myślmy, że bedziemy szczęśliwi, gdy będziemy całych siebie oddawać, >nic nie biorąc. Megxx... jak dla mnie, to zbyt kategorycznie i jednoznacznie brzmisz, a MILOSC to jednak bardzo indywidualna sprawa, jak i to czym dla KOGO i w czym, z czym KTOŚ SZCZEŚLIWY bardziej, mniej, lub wcale... >To nie jest miłość. Też nie jestem do końca przekonana, bo... "gdy całych siebie" to także ze swoim otwartym artykułowaniem własnych uczuć, odczuć, wiedzy... WSZYSTKIEGO... a jeśli TAK, to... "jakaś" szansa na MIŁOŚĆ istnieje choćby we wzajemnym "naumianiu i naumieniu się siebie". Jest też MIŁOŚĆ taka ...BEZWARUNKOWA, która np. matka ofiaruje swojemu dziecku i choćby od swojego dziecka otrzymywała NIC a nawet same troski, to... jednak KOCHA pomimo wszystko kocha i już! Jest chyba także MIŁOŚCIĄ, i taka "jednostronna" na pozór relacja, w której kochając właśnie poprzez "KOCHAJĄC" - z pełną świadomością i zgodnie z własną wolną wolą - zapomina KTOŚ o sobie chcąc i będąc DOBRA ODPOWIEDZIA dla "niepartnera" Myśle, że nasza wymiana zdań może troszku przypominać rozmowę w której Ty o CZYMŚ innym a ja o CZYMŚ innym piszemy myśląc obie. Wcześniej pisząc to do czego Ty sie odnosisz ja koncentrowałam się na myśleniu o związku w którym DWOJE prawdziwie JEDNYM. Odnoszę wrażenie, że dla Ciebie - w odróżnieniu ode mnie - JEDNYM oznacza bardziej związek dwojga co niby JEDYM bo właściwie to dwojga w pojedynkę. Pisząc to co poniżej, myślałam właśnie o takim związku DWOJGA, którzy PRAWDZIWIE - a nie na "niby" - JEDNYM SĄ i stąd: "Aby nie domniemywając (własnymi jedynie kierując się oczekiwaniami czy jedynie własnym - niekoniecznie prawdziwym przeświadczeniem) i w konsekwencji nie "na siłę" próbować uszczęśliwiania KOGOŚ, trzeba KOGOŚ KOCHAĆ (i właśnie tak przez TA miłość dopiero siebie samego)bo w TAKIEJ miłości TKWI siła, cheć i umiejętność PRZEJRZYSTOŚCI wzajemnej." Odpowiedz Link
aniouek1 Megxx i ja Twój z uwagą rozważam...(2) 04.03.04, 00:38 Zapytałaś: >Ale co zrobić, gdy jedna ze stron nie umie dawać, a twierdzi, że kocha? To TWIERDZENIE może być PRAWDĄ, jak również prawdą być może, że... to właśnie ta "druga" strona nie umie brać co "jedna" daje... bo, że "coś" jednak daje, to jest o tyle oczywiste, że każdy człowiek obcując z drugim człowiekiem "coś jednak SOBĄ Z SIEBIE daje"... Problem w tym czy daje TO co może być i chce być przyjęte. Sądzę, że nie ma problemu gdy DWIE POŁÓWKI SĄ WŁAŚCIWE, ale jest wówczas, gdy nie sa SOBIE WZAJEM WŁAŚCIWE... gdy nie są "od kompletu". Jednak i TEN problem... jeśli bardzo IM, a nawet TYLKO JEDNEMU na TYM zależy można jeśli nie usunąć to przynajmniej uczynić możliwym do uniesienia. Jak? Myślę, że SZCZERZE ROZMAWIAJĄC... tyle, że: - do ROZMOWY TRZEBA dwojga - SZCZEROŚĆ także nie jest łatwym zadaniem zwłaszcza tam gdzie jest czy wręcz - z jakiegoś powodu - musi być OGRANICZONE ZAUFANIE Dlatego też wcześniej napisałam: "Jednak TAKIEJ przejrzystości bez istnienia BEZGRANICZNEGO ZAUFANIA... po prostu nie ma, bo... bez bezgranicznego zaufania nie ma także DOBREGO, SZCZEREGO ROZMAWIANIA " Napisałaś: >To jest bardzo prosty przepis na dobry związek, zwłaszcza, gdy uniesienie >okrzepnie, gdy "poznamy myśli swoje na wylot". Hmm... gdy "poznamy myśli swoje na wylot"... to po co ROZMAWIANIE? Czy aby nie po to ROZMAWIANIE by właśnie poznawać bezustannie w stanie bezustannej zmiany znajdujące się MYŚLI? Dziękuję, za Twoje poparcie: >I to należy propagować: DOBRE, SZCZERE ROZMAWIANIE. Dokładnie tak właśnie uważam, iż należy propagować, ale i samemu starać się inicjować i prowadzić, być otwartym na DOBRE, SZCZERE ROZMAWIANIE. >Ale co zrobić, gdy małomówna jedna ze stron, skryta, niedowartościowana >(z dzieciństwa może), czy mamy terapie prowadzić? Nie wiem, ale może..gdy małomówna - mówić by naumieć mówienia, otwierając się - otwierać, nie atakować ani nie bronić się, bo to NIE MA BYC BITWA, ale DOBRA, ZYCZLIWOŚCIĄ przepełniona ROZMOWA dwojga w imię JEDNYM BYĆ, przy czym na TYM - JEDNYM BYĆ - prawdziwie MUUUSI "komuś" zależeć. Gdy "niedowartościowana" to... dowartościowywać... nic lepszego, mądrzejszego teraz do głowy mi nie przychodzi >Czy starczy sił? Jeśli z MIŁOŚCI czerpane będa to... chyba powinno starczyć Napisałaś także: >Przyszło mi teraz do głowy, że w miłości są takie dwa etapy: >pierwszy, gdy ponad naszym umysłem są emocje, chemia. Hmm... nie jestem pewna, czy ja sama miłością bym to nazwała... >I drugi, gdy trzeba wysilić umysł, by zadbać o związek. ...a mnie się wydaje, że o TO trzeba dbać od "narodzin" związku... Odpowiedz Link
aniouek1 i jeszcze COŚ nt/x (3) 04.03.04, 01:42 Jakoś tak... powtórzyć mi się bardzo chce, coś, co wcześniej już raz napisałam choć ...nie wszystko co teraz i tu... jest powtórką Niestety...zbyt chyba często... a może najcześciej.. różne związki przypominają bardziej "pole walki" MIĘDZY SOBĄ niż o ZWIAZEK DWOJGA... stąd i o zaufanie bezgraniczne trudno i o przejrzystość... wreszcie o MIŁOŚĆ KOGOŚ trudniej niż o egoistyczną, swoją własną Kendo napisała: > tak,Anioueczku,wszysko prawda.... > te pole walki miedzy soba powstaja w puzniejszym stadjum, > chyba wtedy ,kiedy sie jakos gdzies zagubimy,albo stracimy > przekonanie,ze jestesmy kochani....(((( niestety...myślę, że niektórym zdarza sie to od samego początku, od pierwszego oczu spotkania i podekscytowanie zwyczajne (nie wiadomo czym wieksze: własnym zauroczeniem czy właśnie "walką" o znaczenie własne dla "partnera") - MIŁOŚCIĄ nazywają... To jest już tu gdzie choćby w duchu pada: "a nie zadzwonie teraz...niech się troszku pomartwi", "zobaczę czy pierwszy zadzwoni" itp. itd.. i tak na milion sposobów w niezliczonych związkach rozpoczyna się "walka" miedzy mężczyzna i kobietą o to które ważniejsze, kto ma pierwszeństwo...nawet w wynoszeniu śmieci Poziom "gorącości walki" utożsamiają częstokroć z "poziomem" MIŁOŚCI, bo przecież trzeba jakoś tłumaczyć choćby przed sobą samym powód, że jest się w związku, a nie poza nim i...bywa że długimi latami głównym lepiszczem w związku jest "walka o znaczenie i zajmowane miejsce w związku"... nie zaś walka z przeciwnościami poza związkiem o TEN szcześliwy ZWIĄZEK. A że ta "walka" ma specyficzny charakter to bywa, że bez wielkieho hałasu i wrzawy MILCZĄCO całymi długimi latami trwa nadając sens życiu DWOJGA W ZWIĄZKU tyle, że w pojedynkę, w samotności, bo tam....gdzie się szczerość kończy - somotność się zaczyna, a co dopiero, gdy niektórzy od samego początku tej szczerości dla absolutnej przejrzystości bali się, nie poznali, lub nawet w imię by "nie martwić wątpliwościami", czy dla "swiętego spokoju" siebie samych przemilczali? Tak mi się czasem myśli, czy właśnie w tej "delikatności przemilczeń" nie tkwi największa pułapka w którą na dodatek na własne życzenie ludkowie wpadają i później jak w labiryncie bez wyjścia miotają się ze swoim i cudzym życiem, razem - a jednak w pojedynkę - siadając do stołu, dzień witając i żegnając kolejny dzień, by następny znów toczył się w tym labiryncie z którego wyjścia nie widać, bo z przemilczeń wysokie, grube mury wyrastają, "domy", dzieci... sąsiedzi itd. itp. aż do dni ostatnich jednego lub drugiego...kiedy związku nie ma... z "naturalnego" porządku bądź w wyniku wielkiej rewolucji - pod naporem nadciśnienia z gromadzonych przemilczeń - "rozpada" się COŚ czego właściwie nigdy nie było - ZWIĄZEK DWOJGA co był w pojedynkę dla pozoru jedynie na "dwa pa" Cudem jest związek bez przemilczeń, z absolutną przejrzystością gdzie MIŁOŚĆ daje wolność, a nie zabiera jej i gdzie nie potrzebni ŻADNI "pośrednicy", żadne specjalne "kleje", gdzie sobie właściwe POŁÓWKI po prostu do siebie pasują bez żadnych korekt, a jeszcze większym cudem jest to, że TAKIE związki prawdziwie się zdarzają i SĄ, pięknie żyją, trwają, rosną i kwitną, a nawet pięknie się rozmnażają - o ile mają TO SZCZĘŚCIE... Megxx napisała: >Tyle już powiedziano o miłości, o jej niezgłębionej tajemnicy i sile, ale >trudno oddzielić miłość od tego co ona sama tworzy, od związku dwojga ludzi. Tak napisałaś, jakby MIŁOŚĆ była czymś „zewnętrznym” jak ...urząd. Przepraszam za powyższe, ale.. takie jakieś skojarzonko uchwyciłam w samej sobie, gdy tymczasem jestem przeświadczona, ze MIŁOŚĆ to COŚ co wręcz człowiekowi przyrodzone... z potrzebą miłości i dzielenia się sobą -niemal jak z potrzebą tlenu - rodzimy się... Czyżbym się myliła? Sądzę także, ze to nie tyle MIŁOŚĆ sama, co właśnie dwoje ludzi miłujących się – TWORZY związek, i od nich zależy jakim ten związek będzie, od Ich wzajemnej miłości, lub wzajemności braku przy równoczesnym rozwinięciu np. tzw. miłości „własnej”, w której egoizm, egocentryzm dwojga, lub tylko jednego może okazać się decydującym dla zniszczenia związku i tylko ZWIĄZKU, bo...prawdziwa miłość wzajemna jeśli jest, to zniszczyć się nie pozwoli – bo właściwie kto, co mogłoby taką miłość zniszczyć? Dlaczego? Po co? >Miłość dodaje skrzydeł, zaślepia oczy, ale rozjaśnia życie i powoduje, że >chcemy być z ukochaną osoba, dzielić z nią wszystkie chwile. Czy musi „oczy zaślepiać”? ... ”Wszystkie chwile – łatwo powiedzieć... jeśli.... >I tu zaczyna się pułapka codzienności, ta już nie jest taka romantyczna, >taka wzniosła. codzienność, może sprawić, że.... >Bo jeżeli kiedyś celebrowanie robienia śniadania było takie ważne, to po pewnym >czasie już nie jest. .... >Dlatego aby podsycać miłość, by nie skurczyła się, trzeba coś więcej. Coś więcej niż CO Megxx? >Potrzeba sporo wiedzy, aby nie zniszczyć miłości. Wiedza... przejrzystość wzajemna... a więc DOBRE ROZMAWIANIE... tyle, że ono – moim zdaniem – może wzmacniać, rozwijać, jednak... Megxx – daruj mój upór – PRAWDZIWEJ WZAJEMNEJ MIŁOŚĆI – - moim zdaniem – NIC, ani NIKT zniszczyć NIE POTRAFI... chyba, że tak naprawde MIŁOŚCIĄ nazwane jest tylko złudzeniem MIŁOŚCI (zauroczenie, przywiązanie, przyzwyczajenie, odpowiedzialność, wygodnictwo, wyrachowanie, itp.) nie zaś sama MIŁOŚĆ WZAJEMNA... – taka jest po prostu wieczna – moim zdaniem WIECZNA JEST i już! >Dobra jest przyjaźń, ale podstawą jest świadomość, że związek wymaga >pielęgnacji, na co dzień. I to z obu stron. A czym jest PRZYJAŹŃ Twoim zdaniem? I... jeszcze jedno.... „Świadomością” także dzielić się można i chyba nawet należy jeśli na ZWIĄZKU prawdziwie zależy KOMUŚ, kto świadomy jest ze „związek wymaga pielęgnacji na co dzień”... Cudnie, jeśli OBIE „strony” tą świadomość mają, jednak, jeśli Nawet tylko jedna „strona” ta świadomość ma, to... „świadomością” Także się można dzielić i chyba nawet należy Specjalnie użyte przez Ciebie określenie „strona” zamykam w cudzysłowiu, bo...już samo to określenie kojarzy mi się z... „polem walki” i czymś w rodzaju „po STRONIE wroga”, „STRONA w sprawie” i.t.p. Bardzo mi się podoba wypowiedź nt/x - Rb13 z 12.02.2004 14:46: >Miłość co to jest. To trudne pytanie ! >Miłość to - to co zostaje po zakochaniu ! >To dotyk ręki który mimo lat upływu wciąż parzy >To Twój wzrok który nie widzi moich siwych włosów ani zmarszczek na twarzy >To gdy przy mnie nie ma w smutku Cię trwanie >To szara codzienność rozjaśniona Twą bliskością >To tęsknota... >Psiakość ... najwspanialsze jest to ,że ze mną jesteś ! Nie mogłam sobie darować, by... jeszcze raz w tej dyskusji TEGO GŁOSU nie przytoczyć... „PSIAKOŚĆ... NAJWSPANIALSZE JEST TO, ŻE ZE MNĄ JESTEŚ!” Odpowiedz Link
kendo Re: i jeszcze COŚ nt/x (3) 04.03.04, 11:03 Anioueczek,ales sie "przyssala" do tematu hi,hi, Milosc fizyczna/duchowa. niektorzy wlasnie maj taki podzial. duchowa milosc trwa w zwiasku obojga, niema granic ,nie podwaza naszych wad/zdrowia/humoru akceptujemy sie takimi jakimi jestesmy uzupelniamy sie wzajemnie "dajac" sobie to co mamy najlepsze nie licytujem sie codziennie o wyrzucenie smiec/pomycie garow "kolejki"sa wykonywane automatycznie z wielka pasja cieszac sie jednoczesnie ,ze jestesmy doceniani poprzez inne reakcje drugiej osoby. to jakby umiec patrzec w dusze drugiego i bez slow sie rozumiec i odbierac wzajemne sygnaly. Mysle,ze juz nic wiecej nie moge dodac do tego wszystkiego kazdy z nas pieknie opisal, jak sam rozumie "pojecie milosci duchowej" bo o tym dyskutujemy.... Odpowiedz Link
megxx cud miłości 04.03.04, 17:14 Wierzę, że każdy z nas dostał dar miłości. Jedni go rozumieją, inni nie wierzą, że go mają, a jeszcze inni nie wiedzą co z tym darem począć. Ale po co mamy mówić o miłości idealnej, Prawdziwie PRAWDZIWEJ, takiej co dwie połówki łączy. Tam wszystko jest jasne i oczywiste i nie bedzie najmniejszej próby walki. Ale czy my wszyscy odnaleźliśmy właściwe połówki? Przecież w życiu tak nie jest, że się nie zmieniamy. Może kiedys te dwie osoby były jak dwie połówki, ale zaszły jakieś zmiany i już jest inaczej, inne otoczenie, inne wpływy, a może ujawniły się reakcje skryte kiedyś głęboko. I tu wychodzi wielkość miłości, może teraz nie wybraliby siebie, ale jeszcze próbują..... Niestety, nie zawsze starcza sił. I co wtedy? Czy prawdziwa miłość może zdarzyć się tylko raz w życiu ? Odpowiedz Link
aniouek1 a jeśli..... 04.03.04, 17:40 Jeśli z jakiegoś powodu (czy nawet tak po prostu...- niech będzie, że z winy czasu) sznur korali rozsypał się... to można próbować koraliki zbierać i na powrót nanizując jeden obok drugiego... powiązać rozsypane korale w sznur... Myślę, że można, jeśli... prawdziwie chce się te korale mieć w sznurze korali, a nie rozsypane po kącikach i poprzykrywane kurzem... lecz pełnym blaskiem rozświetlające ZWIĄZEK megxx napisała: > Może kiedys te dwie osoby były jak dwie połówki, ale zaszły jakieś zmiany > i już jest inaczej, inne otoczenie, inne wpływy, a może ujawniły się reakcje > skryte kiedyś głęboko. > I tu wychodzi wielkość miłości, może teraz nie wybraliby siebie, ale jeszcze > próbują..... > Niestety, nie zawsze starcza sił. I co wtedy? Czy prawdziwa miłość może > zdarzyć się tylko raz w życiu ? Jeśli próbują to znaczy że im zależy, a jeśli zależy prawdziwie to i szansa jest, że się im uda odnależć TO co w zabieganiu codzienności gdzieś się zapodziało, zaśniedziało, a może nawet przez jakiś czas wcale nie wydawało sie niezbędne by dalej wspólnie żyć a nie jedynie egzystować obok siebie. Ja głosuję za SZCZERYM DOBRYM ROZMAWIANIEM i nawet jeśli to trudne, jeśli nawet wydaje się niemożliwe to... jest jeszcze taki sprytny "wynalazek" jak... SZCZERE, DOBRE LISTY, które (nie czekając na odpowiedź) można choćby dopakowywać do drugiego śniadania, które "do pracy", czy wsuwać do kieszonki "na drogę"... każdy sposób doręczenia jest dobry byle tylko to co się doręcza DOBRE BYŁO jak ...chleb... Tak mi się wydaje... mogę mieć rację równie dobrze, jak wcale jej nie mieć, albo mieć po części A może c.d. TEJ dyskusji, tej rozmowy przeniesiemy do wątku o związkach SUPELKÓW Z WEZEŁKAMI? forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11087&w=6891501 Odpowiedz Link
aniouek1 MIŁOŚĆ 11.03.04, 17:09 Utrzymanie świata we dwoje w życiodajnym i przyjaznym porządku to wielki trud psychiczny, rozgrywający się w różnych obszarach i wariantach. W temacie poświęconym miłości zachęcamy do przeczytania następujących artykułów: Odpowiedz Link
aniouek1 W oczekiwaniu na miłość - Wanda Sztander (1) 11.03.04, 17:12 Dlaczego czasem nie znajdujemy miłości, choć tak bardzo jej szukamy? Czym innym jest czekać na piękną niedzielę, a czym innym – przeżyć ją do wieczora. Wielu modli się o piękną niedzielę. To, czego doświadczamy, budząc się rano w radosnym świergocie ptaków pod bezchmurnym niebem, to oczarowanie i ekscytacja. Oczarowanie jest zawsze początkiem miłości. Doświadczenie oczarowania ma charakter archetypalny. Przemawia do nas poprzez mit, baśń i sen. Historia o Kopciuszku i zauroczeniu Księcia przyprawia o niezrozumiałe dreszcze chłopców i dziewczynki. Bynajmniej nie z powodu nocy poślubnej, lecz właśnie z powodu tego, co tajemnicze i czarodziejskie – oczarowania. Robert Bly w Książce „Żelazny Jan”, która sama w sobie jest psychologiczną analizą baśni, pisze o oczarowaniu jako przeżyciu duchowym, którego kwintesencją jest spotkanie z tym, co w nas samych jest najlepsze. Królewna wyzwala w mężczyźnie najszlachetniejsze porywy duszy: wytrwałość, dzielność, szaleńczą odwagę, ale też subtelność i delikatność, nawet składanie wierszy i pieśni. W baśniach oczarowanie, po uprzednich perturbacjach, w krótkim czasie doprowadza do wesela, po którym wiemy tylko tyle, że „żyli długo i szczęśliwie”. Tworzy to naiwne wyobrażenie, że oczarowanie plus ślub są gwarantowaną bramą do szczęśliwego życia we dwoje. Jeśli się dobrze zastanowić, to puenta, że „odtąd żyli długo i szczęśliwie, a w królestwie nic się nie działo”, oznacza, że w królestwie działo się dobrze. Gdy pytamy: „Co u ciebie słychać?”, a odpowiedź brzmi: „nic” – to wiemy, że owo „nic” oznacza w gruncie rzeczy „nic złego”. Normalnie. Wszystko idzie swoim torem. Krowy dają mleko, jabłonie rodzą jabłka. Lecz czy dzieje się to samo? Bez wysiłku? Nic podobnego. Wiemy, ile pracy potrzebują wypielęgnowane sady i czyste krowy. Oczarowanie mija tak, jak mija poranek, i jest to absolutnie nieuniknione. Okazuje się, że królewicz ma łupież i rozrzuca brudne skarpetki, zaś królewna ma skłonności do niewinnych kłamstewek i lubi adoracje innych panów. Oboje muszą przebrnąć przez smugę cienia odkrywając, że są „zwyczajnym mężczyzną” i „zwyczajną kobietą”, piękni i ułomni równocześnie. Utrzymanie świata we dwoje w życiodajnym i przyjaznym porządku to wielki trud psychiczny, rozgrywający się w różnych obszarach i wariantach. Bywa to trud rezygnacji, czasem trud dostosowania się, ale też odwaga i trud protestu czy negocjacji, wreszcie zmieniania siebie i uczenia się tolerancji dla odmienności drugiego. To mała próbka wysiłku niezbędnego, by „w królestwie nic się nie działo”. Odpowiedz Link
aniouek1 W oczekiwaniu na miłość - Wanda Sztander (2) 11.03.04, 17:14 W naszej kulturze wdarło się do umysłów wielu ludzi szkodliwe złudzenie, że miłość wszystko leczy, uzdrawia i napędza wyłącznie w kierunku piękna, dobra i szczęścia. Znam wiele osób, które oczekują, że ich życie odmieni się jak za pomocą czarodziejskiej różdżki, gdy spotkają miłość – czytaj: doświadczą oczarowania. Tak jakby można było chwalić dzień o poranku na długo przed zachodem słońca. Część tej wiary pochodzi od poetów aktualnie zauroczonych, więc nie ma się im co dziwić. To z powodu oczarowania właśnie piszą pieśni o miłości. Część tej wiedzy pochodzi od świętych, jak św. Augustyn, który mówi: „Kochaj i rób co chcesz”. Jednak wnikliwość każe szybko zorientować się, że chodzi o „kochaj” w wartościach Bożego porządku, porządku przyjaznego życiu, co zawsze oznacza wierność, odpowiedzialność, troskę o drugiego, miłosierdzie, przebaczanie, wyzbycie się pychy i egoizmu, więc wszystkie te rzeczy, wobec których się buntujemy, których nie lubimy, które bolą, a które z drugiej strony prowadzą do psychologicznej przemiany charakteru. Niektórzy z nas nie odnajdują miłości, ponieważ ulegają złudzeniu, że miłość jest automatem wyrzucającym szczęście jak lody. Inni nie potrafią przejść smugi cienia pomiędzy oczarowaniem a życiem, w którym już wszystko się stało, i pozornie „nic się nie dzieje”. Ci, którzy uwierzyli, że miłość jest oczarowaniem, mogą przez całe życie neurotycznie szukać coraz to nowej Królewny lub Królewicza, konstatując za każdym razem, gdy oczarowanie mija, iż to nie ta „Prawdziwa” lub nie ten „Prawdziwy”. Niektórzy drugiego człowieka czynią sensem swego życia. Bierze się to ze wspomnianych obietnic, po części z pustki w miejscu przeznaczonym na człowieczy sens życia. Po trosze odpowiedzialna jest za to biologia, która każe nam spełniać się w namiętności i rozmnażać. Wszyscy jednak, którzy mają dzieci, wiedzą, że rodzicielstwo posiada inny sens i inne zadanie niż miłość, która kazała je spłodzić. Sens równie złudny, jeśli właśnie dziecko chce się widzieć w centrum sensu swego życia. Drugi człowiek nie może być sensem życia, może bowiem okazać się życiowym bankrutem, zdrajcą, ćpunem, a nawet zbrodniarzem. Sensem życia może być tylko zadanie związane z drugim człowiekiem lub relacja, za którą czujemy się odpowiedzialni – ze wszystkimi ograniczeniami wynikającymi z tego, że nie możemy w tej relacji być odpowiedzialni „za” drugiego człowieka, lecz wyłącznie „za siebie wobec niego”. Odpowiedz Link
aniouek1 W oczekiwaniu na miłość - Wanda Sztander (3) 11.03.04, 17:16 Własny lęk, niepewność i brak odwagi nie pozwalają nam dopuścić do siebie blisko drugiego człowieka w obawie, by nie okazało się, że jesteśmy do niczego. By nie doznać odrzucenia, a przez to nie móc zrealizować nawet początku miłości, jakim jest oczarowanie. Lęk przed odrzuceniem upośledza możliwość spotkania i zrealizowanie się w miłości. Można poznać to po „strategii punktowej” w poszukiwaniu obiektu miłości. Strategia punktowa (w przeciwieństwie do przedziałowej) precyzyjnie określa warunki, jakie musi spełnić obiekt naszych westchnień. Ma mieć 180 cm, dziecięcy wdzięk, włosy blond, sportowy styl życia, określone zasoby finansowe, wyższe wykształcenie, samochód marki... Oznacza to, że rozwinięty duchowo technik o pociągłej twarzy, bez samochodu nie ma żadnych szans. Nie ma też szans wielu innych ludzi o bogactwach nie określonych w powyższym portrecie. Można śmiało założyć, że osoba lękająca się odrzucenia wykreuje postać tak szczegółowo opisaną, że nieosiągalną i przez to bezpieczną. Poczucie niskiej wartości może przejawiać się w przesadnej i nieadekwatnej gotowości do zaakceptowania pierwszej lepszej okazji. Poznać można to po strategii przesadnie „przedziałowej”. Strategia przedziałowa mówi: „odtąd – dotąd”. Od 20 do 35 lat. „Nie musi mieć wyższych studiów, lecz niech czyta coś oprócz tanich romansów i wykluczam picie czy palenie”. Jeśli jednak ktoś mówi: „wszystko jedno, byle mnie chciał(a)”, to sytuacja jest bliska samobójstwu. Można już tylko mieć szczęście albo go nie mieć. Życie i realizacja siebie w miłosnym związku składa się z namiętności, intymności i wspólnych zadań życiowych. Ta pierwsza mija jak niedzielne przedpołudnie. Ta druga ma szansę zachować się do wieczornych rozmów o tym, co z tobą, co ze mną, co z nami. Zadania, które określamy jako wspólne, mogą utrzymać nas w łączności na następne dni tygodnia, o ile będziemy utrzymywać dialog i kontakt z sobą nawzajem i z sobą samym. Viagra dla 70-latków przedłuża namiętności w miejscu, które powinno być zagospodarowane przez psychiczną bliskość (intymność) i wspólnotę zadań życiowych. Że nie wspomnę o sensie życia. Odpowiedz Link
aniouek1 W oczekiwaniu na miłość - Wanda Sztander (4) 11.03.04, 17:17 Nie możemy odnaleźć i spełnić się w miłości, bo traktujemy miłość jak atrakcyjny towar, zamiast słuchać swej mądrości, słuchamy komercyjnych reklam. Oto cytat z „Listów do nieznajomej” C.S. Lewisa: „młode ptaszki pokazują swoje pióra – w porze godów. Problem współczesnego świata polega jednak na tym, że wszystkie ptaki wpycha się do tego okresu jak najszybciej i trzyma tam tak długo, aż stracą z oczu prawdziwą wartość innych pór życia w pozbawionym sensu, pożałowania godnym wysiłku przedłużenia tego, co w końcu nie jest ani najmądrzejszym, ani najszczęśliwszym, ani najbardziej niewinnym czasem. Podejrzewam, że kryją się za tym czysto komercyjne motywy – właśnie w tym wieku ptaki obu płci wykazują najmniejszą odporność na chwyty handlowe!”. Wreszcie niektórzy nie spotykają miłości z powodów, które stanowią niezrozumiałą tajemnicę ich losu. Z niewiadomych powodów nie było dotąd czarownych, niedzielnych poranków. Nie musi oznaczać to, że już nigdy się nie wydarzą. Warto zachować na taką okazję wewnętrzną Królewnę Jasnowłosą, by mogła odebrać oczarowanie Królewicza. ------------------------------------------------------------------------------- Wanda Sztander Autorka jest doktorem psychologii i psychoterapeutą, pracuje w Instytucie Psychologii Zdrowia w Warszawie. Zajmuje się terapią rodzin, w tym z problemem alkoholowym. Napisała m.in. „Rozmowy, które pomagają żyć”. Mężatka, dwoje dzieci. Odpowiedz Link
aniouek1 Małżeństwo doskonałe - Andrzej Samson (1) 11.03.04, 17:21 Rozprawiamy się z mitami, według których wspólne życie będzie długie oraz usłane różami. Pary bardzo do siebie zbliżone pod względem wyposażenia intelektualnego, np. mające takie samo wykształcenie i uprawiające ten sam zawód, też, wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, nie są zbyt trwałe ani (statystycznie rzecz biorąc) zbyt szczęśliwe. Dobrani – bo zgodni i jednomyślni. Jednym z najbardziej rozpowszechnionych mitów dotyczących małżeństwa jest przekonanie, że dobre małżeństwo to takie, w którym pomiędzy małżonkami panuje trwała zgodność i harmonia, zaś złe związki charakteryzują się obecnością w nich awantur, kłótni i sporów osłabiających więzi emocjonalne pomiędzy mężem i żoną, trwale oddalających ich od siebie i na dodatek niekorzystnie oddziałujących na rozwój psychiczny potomstwa. Wedle tego mitu dobra para małżeńska to taka, w której partnerzy nigdy się nie kłócą, są zawsze i we wszystkim zgodni, a wobec dzieci prezentują nieodmiennie pełną jednomyślność i zgodne współdziałanie. Jak wiadomo już od czasów Adama i Ewy, takie małżeństwo nie istnieje. Miłość chroni przed konfliktami. Małżonkowie tymczasem są dwojgiem obcych sobie osób (czyli jedynych w swoim rodzaju, niepowtarzalnych indywidualności), które pod wpływem wzajemnego uczucia, dobrowolnie postanowiły żyć wspólnie i mieć ze sobą dzieci. W realizacji tego arcytrudnego zadania pojawienie się rozbieżności interesów czy różnic w zakresie postaw i wartości jest tylko kwestią czasu... W początkowym okresie zakochania i narzeczeństwa są one mało widoczne i, wobec potęgi miłości zdają się być mało ważne, ale po podjęciu wspólnego życia i osiedleniu się na wspólnym terytorium błyskawicznie nabierają znaczenia, konkretyzując się w bardzo licznych, szczegółowych różnicach zdań, w odmiennościach poglądów i związanych z nimi konfliktach. Zazwyczaj części z nich nie da się pogodzić, ani wyeliminować. Ktoś musi się więc podporządkować drugiej osobie. Ale kto? I z jakiej racji? Odpowiedz Link
aniouek1 Małżeństwo doskonałe - Andrzej Samson (2) 11.03.04, 17:22 Brak zgody, brak miłości. W pewnym momencie, z reguły niedługo po ślubie, wybuchają pierwsze kłótnie małżeńskie i awantury, a zamiast zgodności i harmonii mamy walkę i zamieszanie. Paradoksalnie powstają one w wyniku więzi uczuciowych łączących męża i żonę, które każą im być ze sobą pomimo rozbieżności i konfliktów. Przecież kobieta i mężczyzna nie związani ze sobą emocjonalnie, gdyby dobrowolnie znaleźli się w takiej sytuacji, po prostu rozeszliby się każde w swoją stronę, nie zawracając sobie głowy kłótniami i sporami. Bez wątpienia jest więc sporo racji w prastarym twierdzeniu, iż „kto się czubi, ten się lubi”, jak i w innym, mówiącym, że jeśli małżonkowie się nie kłócą, to i nie dość się kochają. Mimo kłótni odbywających się w każdej niemal parze małżeńskiej większość z nich trwa ze sobą całe dziesięciolecia i wychowuje dzieci na zdrowych i przyzwoitych ludzi. Dzieje się tak dlatego, że konfrontacje i spory służą u nich raczej daniu upustu gromadzącym się pomiędzy partnerami negatywnym emocjom niż czemukolwiek innemu i bynajmniej nie niszczą łączących ich więzów uczuciowych. Małżeństwo pełne sporów i konfrontacji nie musi być złe choćby dlatego, że zazwyczaj równie dużo jak kłótni jest w nim chwil harmonii i zgodności. Wszak ci, którzy się wciąż kłócą, wciąż się też godzą, bowiem aby móc się pokłócić, trzeba się przedtem pogodzić. Dzieci zaś obserwując kłócących się, ale i godzących rodziców uczą się fundamentalnej dla wszelkich relacji międzyludzkich prawdy – można się kłócić i kochać się dalej, ponieważ różnica zdań czy konflikt interesów na ogół nie oznaczają końca miłości. Odpowiedz Link
aniouek1 Małżeństwo doskonałe - Andrzej Samson (3) 11.03.04, 17:24 Miłość czyni cuda. Siła uczucia i namiętność jest w stanie przezwyciężyć wszelkie różnice pomiędzy małżonkami, a w szczególności rozbieżność ich zainteresowań czy różnice w poziomie ich wykształcenia. Życie mówi, niestety, coś innego, a doświadczenia licznych, niedobranych par raczej zaprzeczają przekonaniu o wszechmocy miłości i pożądania. Okazuje się bowiem, że długofalowy związek kobiety i mężczyzny do swego trwania potrzebuje nie tylko bliskości fizycznej, ale również, a może przede wszystkim kontaktu psychicznego i wspólnej płaszczyzny intelektualnej, w ramach której małżonkowie wyznają, przynajmniej niektóre, takie same wartości, respektują takie same normy moralne i obyczajowe i znajdują upodobanie w, przynajmniej podobnych, sposobach życia. W dodatku, im dłużej trwa związek, tym większą rolę zaczynają odgrywać w nim te właśnie sprawy, bowiem, w toku ewolucji małżeństwa najszybciej zmniejsza się temperatura uczuć i spada intensywność pożądania. Tak już jest urządzony ten świat, że to, co najbardziej gorące, najszybciej stygnie i kiedy uspokoją się nieco burze uczuciowe początków związku, dochodzą do głosu potrzeby i pragnienia, które do swojego zaspokojenia potrzebują szerzej rozumianej bliskości, a w tym również bliskości intelektualnej. Nie sposób przecież być ciekawym siebie czy pragnąć poznania sądów, opinii, wartości, którymi w życiu kieruje się nasz partner, jeśli samo ich rozumienie leży poza granicami naszych możliwości. Taką sytuację mogą przetrwać jedynie te związki, w których jedna ze stron niejako podporządkuje się poziomowi drugiej oraz przejmuje jej wartości i sposób życia, co oznacza mozolnie i z trudem nauczy się inaczej żyć. Nie zawsze zaś więź uczuciowa jest na tyle silna, żeby zmotywować małżonków do takiego wysiłku, no i prawie zawsze powstaje kwestia, kto do kogo ma się dopasować. Pary bardzo do siebie zbliżone pod względem wyposażenia intelektualnego, np. mające takie samo wykształcenie i uprawiające ten sam zawód, też, wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, nie są zbyt trwałe ani (statystycznie rzecz biorąc) zbyt szczęśliwe. -------------------------------------------------------------------------------- Andrzej Samson Autor jest znanym psychologiem i psychoterapeutą, mieszka i pracuje w Warszawie. Odpowiedz Link
aniouek1 Dwa światy,ty i ja-Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała (1 11.03.04, 17:28 "Kobieta ma zawsze ostatnie słowo w kłótniach małżeńskich, ponieważ słówko, jakie mężczyzna wypowie później, staje się początkiem nowej sprzeczki" Z pewnością każdy z nas mógłby przywołać z pamięci taką sytuację, kiedy miał poczucie, że próba przekonania kogoś do swoich racji jest rzucaniem grochu o ścianę. Niejednokrotnie chcielibyśmy wówczas powiedzieć: „Nie tylko słuchaj, ale i usłysz to, co chcę powiedzieć”. W naszych związkach z najbliższymi szukamy przecież wsparcia, zrozumienia. Gdy tę samą scenę osoby bliskie nam widzą jako fragment z innej bajki, gdy wypowiadają słowa, których my nie potrafimy sobie wyobrazić w naszych ustach – to mamy wrażenie, że zachowują się tak, jakby ich świat był zupełnie inny niż ten, w którym my żyjemy. Czasem jesteśmy tym zaniepokojeni, a czasem zadajemy sobie pytanie: „Co ja tutaj robię?”. Brak pełnego zrozumienia nie tylko treści przekazu, ale też intencji powoduje, że zwłaszcza w relacjach, w których występuje silna więź emocjonalna, różnica w znaczeniach przypisywanych poszczególnym słowom czy całym frazom wywołuje poczucie, że komunikacja między kobietami i mężczyznami przypomina komunikację międzykulturową. Przyjęcie takiego założenia pozwala wyjaśnić przyczyny wielu nieporozumień, bez oskarżania kogokolwiek o to, że nie ma racji bądź popada w stan zbliżony do choroby psychicznej. Umiejętność zrozumienia, skąd biorą się owe różnice, stanowi niezwykle ważny krok w kierunku zyskania poczucia, że inne nie znaczy złe, nieprawdziwe, wymierzone przeciwko nam. Inne może oznaczać równoprawny system przeżyć, przypisywanych znaczeń. Deborah Tannen uważa, że choć dziewczynki i chłopcy wychowują się w tym samym środowisku, to rosną w odmiennych światach słów. Ludzie mówią do nich w różny sposób, spodziewając się i akceptując odmienne sposoby mówienia dzieci. Co więcej, zabawy dziecięce zdecydowanie się różnią. Chłopcy mają skłonność do zabaw grupowych o hierarchicznej strukturze. Oznacza to, że wartość osoby mierzona jest pozycją zajmowaną w strukturze grupy – im wyższa, tym wyższy status i kompetencje przywódcze ma dany chłopiec. Chłopcy, a potem mężczyźni, szczególnie wyczuleni są na zmiany statusu w strukturze hierarchicznej. Dziewczynki natomiast bawią się w małych grupach lub w parach. Kluczem takiej grupy jest zażyłość. Oznacza to, że dziewczynki, a później kobiety, szczególnie uwrażliwione są na różne przejawy więzi. Odmienna struktura zabaw przekłada się na różnice w komunikacji. Kobiety posługują się językiem powiązań i zażyłości, a mężczyźni językiem statusu i niezależności. Odpowiedz Link
aniouek1 Dwa światy,ty i ja-Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała (2 11.03.04, 17:30 Odmienność aspektów funkcjonowania społecznego widoczna jest w wielu z pozoru banalnych sytuacjach, które mogą stać się zarzewiem niegasnących konfliktów i nieporozumień. Pewna kobieta była obrażona na partnera, ponieważ nie współczuł jej, że ma problemy w pracy, i na dodatek nie chciał ich bez przerwy wysłuchiwać. Na czym polegało nieporozumienie? Mężczyzna, słysząc o problemach, podchodzi do nich jak do zadania, które powinno zostać rozwiązane. Myśli w kategoriach kompetencji i statusu. Jednak dawanie rad i podsuwanie rozwiązań powoduje, że relacja staje się asymetryczna. Ten, kto udziela rad, ma jednocześnie status posiadającego większą wiedzę, większy rozsądek i opanowanie – słowem, zajmuje wyższą pozycję. Tego nie oczekuje mówiąca o swoich problemach kobieta. Dla niej ważna jest przecież zażyłość. Zamiast rad oczekuje współczucia, zrozumienia – na zasadzie: „Wiem, jak to jest, przydarzyło mi się coś podobnego, czułem podobnie”. Każda ze stron, przyjmując swój punkt widzenia i rozumienia zdarzeń, może czuć się zlekceważona, upokorzona – i zamiast porozumienia mamy falę niechęci i silnych emocji negatywnych wyrażonych lub stłumionych w relacji z partnerem. Ponadto przypisujemy partnerowi intencję, która w istocie jest mu obca. Nieporozumienia między kobietami i mężczyznami związane z różnymi sposobami mówienia o kłopotach biorą się z przykładania miary opartej na jednym systemie do wypowiedzi powstałej w oparciu o inny system znaczeń. Niejednokrotnie rozmowa o problemach jest kłopotliwa dla kobiet i mężczyzn z jeszcze jednego istotnego powodu. W trakcie takich rozmów często pojawiają się u partnerów silne emocje negatywne. I tu znów możemy przywołać hipotezę odmiennych światów znaczeń, w których poruszają się kobiety i mężczyźni. Mężczyźni mają tendencję do lokowania źródeł emocji na zewnątrz. To powoduje, że dążą do uspokojenia emocji pośrednio, przez atakowanie tego, co je wywołało. Oczywiście owym spostrzeganym źródłem emocji staje się kobieta, która odbiera to dwojako: jako atak na osobę oraz jako brak elementarnej empatii. Kobieta, mając inklinacje do poszukiwania źródeł emocji w sobie, otrzymuje od partnera dodatkowe potwierdzenie, że to ona sprowokowała w nim określone stany emocjonalne. Może jeszcze bardziej zatapiać się w szukaniu przyczyn w sobie, przyjmując swój punkt rozumienia, czyli pryzmat „ja współzależnego” (definiowanie siebie przez relacje z innymi, a nie autonomicznie). Rodzi to oczywiście kolejne nieporozumienia. Odpowiedz Link
aniouek1 Pokolenie porno - B.Białek,D.Krzemionka- Brózda (1 11.03.04, 17:38 Pornografia potrafi wypaczyć prawdziwy obraz seksu. O konsekwencjach przyzwolenia na pornografię mówi dr hab. Zbigniew Izdebski, profesor Uniwersytetu Zielonogórskiego, kierownik Zakładu Poradnictwa Młodzieżowego i Edukacji Seksualnej UZ. Zbigniew Izdebski pracuje także w Katedrze Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Wychowania Uniwersytetu Warszawskiego, jest kierownikiem Podyplomowego Studium Wychowania Seksualnego UW. Bogdan Białek, Dorota Krzemionka- Brózda: - Czy więcej osób sięga po pornografię? Czy jest ona bardziej dostępna? Zbigniew Izdebski: - Dysponuję danymi z moich badań na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 3200 osób w wieku od 15 do 49 lat. Wśród nich 42 procent deklaruje, że oglądało filmy erotyczne. Przyznaje się do tego 33 procent kobiet i 51 procent mężczyzn. Badania na całym świecie pokazują, że wśród odbiorców treści pornograficznych więcej jest mężczyzn niż kobiet. Również niemało młodych ludzi ogląda takie materiały. W moim odczuciu korzystanie z pornografii jest obecnie bardziej powszechne. - Czym innym jest dostępność, a czym innym przyzwolenie społeczne na obecność treści pornograficznych w przestrzeni publicznej i w naszym życiu. Czy zgodziłby się Pan z opinią, że mamy do czynienia z większym przyzwoleniem na takie treści? - Mam wrażenie, że tak. Naturalnie to zależy od sił politycznych, które są aktualnie u władzy. Co jakiś czas pojawiają się inicjatywy, żeby zakazać wszystkiego, co związane jest z pornografią. Mamy też dobre efekty tamtych działań. Zwrócono wówczas uwagę na to, że materiały pornograficzne nie powinny być wyeksponowane w kioskach, że powinny być foliowane. - "Newsweek" podał, że liczba stron pornograficznych w Internecie wzrosła w ciągu ostatnich 5 lat o 1800 procent i wynosi 260 milionów. Przeciętny użytkownik ogląda w miesiącu 120 z nich, spędzając przy komputerze około godziny. Jakie, Pana zdaniem, mogą być konsekwencje takiej dostępności pornografii? - Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, jakie mogą być odległe konsekwencje. Ze względów etycznych nie mamy badań na temat wpływu pornografii na seksualność nastolatków. Według mnie, jeśli dorosły ma ochotę obejrzeć na przykład czasopismo pornograficzne, to jest to jego sprawa. Natomiast niezgodne z prawem i niedopuszczalne jest produkowanie oraz rozpowszechnianie materiałów związanych z pedofilią czy z jakimiś formami przemocy seksualnej. Na pewno kontakt z pornografią zwiększa pobudzenie seksualne. Im częstszy, tym bardziej wyrafinowanych i czasami perwersyjnych obrazów potrzeba do podniecenia i satysfakcji. - Dlaczego ludzie sięgają po pornografię? - Z różnych powodów. Głównym motywem jest ciekawość, chęć zobaczenia czegoś, co często bywało zakazane. Dla wielu osób pornografia jest, niestety, formą "edukacji" seksualnej. W Polsce nie mamy edukacji seksualnej na dobrym poziomie. Młodzi ludzie mówią mi wprost, że oglądają filmy erotyczne, ponieważ chcą się czegoś nauczyć. Dorośli chcą zobaczyć, jak można urozmaicić swoje życie seksualne. Polacy niechętnie rozmawiają o swojej seksualności. W dziedzinie seksu najlepiej wychodzi nam opowiadanie dowcipów. W rezultacie mało wiemy na temat własnej seksualności. Choć deklarujemy, że w większości jesteśmy zadowoleni z naszego życia seksualnego, to jednocześnie poszukujemy czegoś nowego. Obserwuję też coraz więcej mężczyzn, którzy są zestresowani, zmęczeni, depresyjni. Nie chce im się wchodzić w relacje, szukać partnerki, za to chętnie oglądają filmy pornograficzne. Tak rozładowują swoje napięcie. Stres nieraz powoduje wzmożenie napięć seksualnych. Pewien pan powiedział mi, że wybiera pornografię i masturbację, ponieważ nie chce traktować partnerki instrumentalnie, jako kogoś, kto służy tylko do rozładowania napięcia seksualnego. A czuje się zbyt zmęczony, by zadbać o nastrój czy grę wstępną. - Czy w związku z tym taka forma zaspokojenia może wejść komuś w nawyk? - Mało kto zafunduje sobie takie zubożenie swojego życia seksualnego. Zdarzają się sytuacje, kiedy mężczyzna przeżywa duży lęk przed seksem. Badania pokazują, że około 30 procent mężczyzn w Polsce obawia się, że nie sprawdzą się w seksie. Bywa, że taki obawiający się seksu mężczyzna ogląda materiały pornograficzne, ponieważ traktuje je jako jedyną dostępną mu możliwość rozładowania napięcia seksualnego. Ale to go nie satysfakcjonuje, z czasem trafia do poradni i szuka pomocy. Odpowiedz Link
aniouek1 Pokolenie porno - B.Białek,D.Krzemionka-Brózda (2 11.03.04, 17:41 - W Szwecji - pierwszym kraju, który zalegalizował pornografię - argumentowano, że prowadzi to do spadku przestępstw na tle seksualnym. A teraz słychać głosy, że tak nie musi być... - Znane mi badania prowadzone w Stanach, Niemczech, Holandii czy Anglii wskazują, że dostęp do pornografii wpływa na zmniejszenie przestępczości, szczególnie związanej z różnymi formami parafilii seksualnych. Pornografia może być traktowana jako zastępczy sposób realizacji takich potrzeb. - Na stronach erotycznych w Internecie wiele materiałów ociera się wręcz o pedofilię czy przemoc. Spotkać można hasła: lolitki, gwałt... Czy mamy do czynienia z brutalizacją seksu? - Materiały związane z przemocą są nie do zaakceptowania. Jestem za tym, żeby rozpowszechnianie tego typu materiałów podlegało karze. Owe lolitki to coś, co jest na skraju prawa. Tak naprawdę pornografia dziecięca jest formą przemocy seksualnej. Myślę, że zbyt mało mówimy w Polsce o problematyce pornografii dziecięcej. Obserwujemy także na naszym rynku coraz większe zainteresowanie tego rodzaju materiałami. W prasie czy Internecie często spotykam ogłoszenia, które mają na celu pozyskanie dzieci do jakiejś formy kontaktu. Wiele ofert dotyczy nie tyle współżycia, ile eksponowania ciała dziecka w fotografii. Założyłem ogólnopolskie Stowarzyszenie do Walki z Dziecięcą Pornografią i Prostytucją PRO-ECPAT. W poradni przy uniwersytecie w Zielonej Górze działa ośrodek monitoringu pornografii dziecięcej w Internecie. Wchodzimy na bezpłatne strony, ponieważ tam mogą wchodzić również dzieci. - Jak chronić dziecko przed pedofilami? - Internet przyczynił się do tego, że pedofile czują się coraz bardziej bezpieczni. Kiedyś mieli wrażenie, że są jedynymi osobnikami o tego typu preferencjach w danej miejscowości. Natomiast w Internecie zaczynają się czuć tak, jakby byli w jakiejś wspólnocie. Widzą, że jest wiele osób o podobnych skłonnościach. Jednocześnie porozumiewając się w sieci, uczą się nawzajem, jak mogą się komunikować, jakie są sposoby pozyskiwania dzieci. Ważne, by dotrzeć do dzieci, nauczycieli i rodziców z informacją na temat pedofilii. Chodzi o to, żeby dziecko miało świadomość zagrożenia i nie podawało przez Internet swojego adresu e-mailowego, prawdziwego imienia i nazwiska czy numeru telefonu, aby wiedziało, że osoba, z którą koresponduje, nie zawsze jest kimś, za kogo się podaje. Rzekomy piętnastolatek może mieć 45 lat. Proces uwodzenia dziecka przez Internet trwa kilka tygodni, a nawet miesięcy. W tym czasie pojawia się pewien rodzaj emocjonalnego uzależnienia się dziecka od drugiego człowieka. Nawet wtedy, gdy dowiaduje się ono, że ten człowiek nie jest tym, za kogo się podaje, to często i tak dochodzi do spotkania. Dziecko tylko na początku dostrzega, że ten ktoś nie ma 15 lat. Potem, gdy zaczyna się rozmowa, uruchamia ono swoją fantazję i widzi w tym kimś osobę, która je wspierała, pomagała odrabiać lekcje przez Internet, wiedziała, która nauczycielka jest fatalna, współczuła z powodu ciężkiej lekcji. Badania wykazały, że kilkadziesiąt procent chłopców korzystających z Internetu szuka tam materiałów erotycznych. To niebezpieczna sytuacja. Rodzice są bezradni, bo dzieci lepiej od nich znają się na obsłudze komputera. Kiedy mówię rodzicom, żeby sprawdzali, co dziecko ogląda, oni rozkładają ręce i mówią: "Ale nie wiemy, jak to zrobić". Odpowiedz Link
kendo Re: Pokolenie porno - B.Białek,D.Krzemionka-Brózd 12.03.04, 13:36 i w szwecji byly "kluby pedofili" wszczeto intensywne sledzenie internetu i troszke pomieszalo sie szyki dla nich.Pedofilja,jak rozprowadzanie filmow pornograficznych z udzialem dziec jest karane. Kiedys szwedzi wyjezdzajac na urlop zwlaszcza do Tailand,roskoszowac sie dziecmi, byli to ludzie z wyzszym wyksztalceniem-niestety. W wspolpracy z tamtejszymi wladzami, zaczeto sledzic "autsajderow" i paru zdolalo sie na "goracym uczynku" przylapac. kary wiezienne/pieniezne/rozglos w medich jakby odstraszyl ludzi z tymi czynami. Ale niestety jeszcze czesto sie slyszy/czyta o tych przykrych przypadkach. To sa ludzie chorzy psychicznie/emocjonalnie tak mi sie wydaje. Kryje sie chyba w ich przeszlym zyciu, cos "czarnego",ze teraz sa zmuszeni postepowac tak jak postepuja. Odpowiedz Link
aniouek1 Pokolenie porno - B.Białek,D.Krzemionka- Brózda (3 11.03.04, 17:44 - Czy istnieje jeden mechanizm preferencji pedofilnych? - Czasem jest to sprawa parafilii seksualnych. Niekiedy człowiek dorosły ma potrzebę realizacji popędu seksualnego z osobą dorosłą, lecz z różnych przyczyn dziecko staje się obiektem zainteresowania seksualnego. Dla niektórych ludzi taki kontakt może mieć charakter zastępczy. Wybierają kontakt z dzieckiem, bo łatwiej je pozyskać, z ciekawości, z chęci sprawdzenia, na czym polega atrakcyjność tego typu kontaktów, z powodu długiej abstynencji seksualnej w relacjach z osobą dorosłą. Znam przypadki kontaktów seksualnych ojca z córką czy sąsiada z młodą dziewczyną, ponieważ żona była w ciąży. Z powodu zagrożenia ciąży mąż i żona nie współżyli w tym czasie, po porodzie pojawiły się jakieś komplikacje, okres abstynencji przedłużał się i mężczyzna potraktował dziecko jako zastępczy obiekt aktywności seksualnej. - Czy nie jest tak, że wiele mówimy o seksie, ale w oderwaniu od uczuć? - Problem w tym, że nie mamy w Polsce dobrej edukacji seksualnej. Pytam młodych ludzi, studentów, czy mieli w szkole zajęcia z wychowania do życia w rodzinie. Niektórzy mówią, że tak, ale na tych lekcjach mówiono im dużo o uczuciach, miłości, relacjach w małżeństwie, natomiast niewiele lub nic o seksualności. Zatem szkoła nie pokazuje, że seksualność jest ważnym czynnikiem rozwoju naszej osobowości, nie nawiązuje do potrzeb młodych ludzi. Korzystne jest połączenie seksualności ze sferą uczuć. Jeżeli natomiast koncentrujemy się tylko na uczuciach, pomijając seksualność, to dochodzi do rozdzielenia tych sfer życia. - Jeśli przyjąć, że - jak Pan powiedział - pornografia bywa formą edukacji seksualnej, to czego ona uczy? - Oczywiście jestem przeciwnikiem takiej formy edukacji. Pornografia uczy głównie techniki. Ale kreuje też nierealistyczne oczekiwania. Przychodzi młody chłopak do mojej poradni i mówi, że przeczytał książkę Mastertona i wie, jak podniecić kobietę, ale coś mu się w seksie nie układa. Dlaczego? Bo jego dziewczyna nie przeżywa orgazmu tak, jak trzeba. A jak trzeba - pytam. "Wie pan, ja bym chciał, żeby ona sapała, paznokcie wbijała mi w plecy". Pytam go więc, dlaczego ma takie oczekiwania. Skąd takie wyobrażenia o seksie? Okazuje się, że oglądał wiele filmów pornograficznych. Inny przypadek - mężczyzna przychodzi z obawą, że nie podoła, bo widział, jak długo trwa kontakt seksualny, ile razy można zmieniać pozycje. I obniża się jego poczucie własnej wartości. Rozmawiałem z młodymi kobietami, które przeżywały lęk przed seksem, bo widziały sceny intensywnego współżycia w filmach pornograficznych i obawiały się, że nie będą w stanie znieść takich doznań. Ludzie nie zawsze potrafią oddzielić film pornograficzny od rzeczywistości. - A zatem nie zachęcałby Pan do oglądania pornografii... - Nie zachęcałbym, ale też nie robiłbym z tego problemu, pod warunkiem, że dotyczy to osób dojrzałych i mających świadomość, czym jest pornografia. Natomiast jeżeli ktoś potraktuje film pornograficzny jako jedyną prawdę o życiu seksualnym, to szczerze mu współczuję. Odpowiedz Link
kendo Re: Pokolenie porno - B.Białek,D.Krzemionka- Bróz 12.03.04, 13:11 To jest smutne, ze niektorzy maja za wzor tylko "wulgarna pornografie". Wydaje mi sie ,ze ci ludzie nie zostali przygotowani do zycia seksualnego. "Przygotowanie",a raczej uswiadomienie o zyciu seksualnym. do tej pory to temat "tabu" w szkolach, w rodzinie, Rodzice,jakby odczuwali pewien wstyt rozmawiania na ten temat w domu z dorastajaca pociecha. Pociechy uciekaja do czerpania wiedzy na ten temat w sposob uktryty/niewlasciwy. kupuja czasopisma/filmy o fantazjach erotycznych, gdzie czasami jest to wulgarne. W skandynawi uswiadomienie na ten temat zaczyna sie niemal w przedszkolu, objasniajac maluchom roznice plciowe, w szkole podstawowej tajniki na temat zycia seksualnego sa rozwijane/tlumaczone i moze dlatego mowi sie,ze skandynawowie maja inne podejscie do sesu/sa wyuzdani. Odpowiedz Link
rb13 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 12.03.04, 08:48 Może to i wygłup z mojej strony ,ale chciałbym Wam Drodzy Ludkowie przedstawić pare historii miłosnych w formie bajek czy ballad, a oto pierwsza z nich Ballada o kocicy Isi i starym kocurze Choć w tym roku marcu wciąż trwa zima Śnieg leży na dachu i mróz jeszcze trzyma Ale jak co roku na całym nastaje świecie Czas kocich amorów - o tym wszyscy wiecie Nachodzi na kocury i kotki - stare i młode W bez względu na ich kolor, wiek i urodę Jam już kocur stary i wielce już stateczny Wciąż jeszcze męski i bardzo waleczny Srebrzy się me futerko - taka ma uroda Ono tylko w podrywie powagi mi doda Dziś na podwórku zobaczyłem Ciebie Jaka piękna kocica - jak aniołek w niebie Już wiem od innych ,że imię twoje to Isia Nie widziałem dawno tak ślicznego pysia Choćby nie wiem co się miało zdarzyć Zdobędę ją , bo nie będę o Isi tylko marzyć Och ! Widzę jak wygrzewa się przy kominie Czeka na amanta - widzę to po jej minie Trochę wysoki dach ma ta stara chata Niby sprawny jestem, lecz mam swoje lata Isiu -piękna Kocico , Kochanie Ty moje Wysokiego dachu wcale się nie boję Wrzask po dachach poniesie się radośnie Przecież to marzec - kocie przedwiośnie Na dachu na amory czeka me kocie kochanie Już za chwilę Isia mą kochanką zostanie A na dach się wdrapię jak za dawnych lat Mimo starych kości - ze mnie jeszcze chwat Coś trochę mi trudno tak wysoko wskoczyć A muszę przecież mą tężyzną Isię zaskoczyć Och Isia z czułością zerka na mnie za komina Trudno - pomału czas na dach się wspinać Widzę ,że Isia wyraźną ma na mnie ochotę Języczkiem ją poliżę , polubi tę pieszczotę ? Miauknie przeciągle ,bo jest przecież kotem Kiedy dodatkowo spotęguję swą pieszczotę Na samą myśl traci głowę ,bo już się wygina Więc po dachu stromym szybko się wspinam Prawie pyszczek do jej pyszczka przytulam Och zahulam dziś po kociemu - zahulam Już od mej wąsów pieszczoty ma dreszcze Mruczy tak pięknie - jeszcze chcę , jeszcze Me oczy z zachwytu nad urodą Isi oniemiały Kiedym poczuł jaki ze mnie kocur wspaniały W ten zachwiałem się , wbiłem pazury w dach Straciłem równowagę ,chyba spadam - och ,ach Wrzasnąłem głośno i mimo kręcenia ogonem Po krótkim locie - spotkałem się z betonem W locie zobaczyłem na dachu Isi rude futro I zapłakałem -nie zobaczę jej już dziś ani jutro Dziwne ,bo Isia za mną też z dachu skacze To gra mojej wyobraźni tak sobie tłumaczę Mignęły mi przed oczami obrazy - życia uroków I ciemność nastała - pogrążyłem się w mroku W ten ktoś mnie woła - słyszę słodki głosik Wstań Kochanie – to Isa - ona tak ślicznie prosi Och chciałeś się pogrążyć w niebytu mroku Szybko tracisz głowę w miłosnym amoku Stare kocurzysko ,a takie wciąż namiętne Podoba mi się to – to jest bardzo piękne Chodź Kochany w me kocie ramiona Przytulę Cię i szybko do życia przekonam I pieści mnie , łasi się - jestem tylko Twoja Tylko ciebie kocham ,mordeczko ty moja Duch się we mnie budzi , już otwieram oczy Widzę nade mną wpatrzone Isi kocie oczy Po takim spojrzeniu nawet umarły powstanie A nie odpowiedzieć na to słodkie wezwanie Było by wprost głupotą i wielkim grzechem Och będziemy mieli jeszcze z siebie uciechę Z naszych pieszczot i erotycznych szaleństw A potem ... doczekamy się kocich maleństw Isiu me Kochanie, kocham Cię ponad życie I będę obowiązki męża wypełniał należycie Już nigdy też nie spojrzę na inne kocice Nawet na największe kocie zalotnice I będę z kocurów Tobie najwierniejszym Boś Ty moim kochaniem najpiękniejszym Kraków Ryś B. 28.03.2003 godz.13.35 Odpowiedz Link
rb13 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 12.03.04, 08:50 O przemijaniu miłości Czyli smutne wyznania Starego Kocura Zakochałem się w Tobie mocno tak Pierwszą miłością jak koci szczeniak Pięknie było przez lipiec i wrzesień Nadeszła szybko jednak szara jesień Pewnego dnia wszystko się skończyło Jakby między nami miłości nie było Po prostu - stary kocur życiem sterany Nagle został z pamięci Isi wymazany Minęła długa ostra, mroźna zima , Minęła wiosna i lato się już zaczyna Z rozpaczy po dachach się wydzierałem Po nocach żałośnie miauczałem Przez tyle dni z zazdrości łkałem Ludzie, co nie zaznali nigdy miłości Nie rozumiejąc mojej żałości Rzucali we mnie śnieżnymi kulkami Strzelali z procy metalowymi haczykami Schodź z tego dachu durny kocurze Przestań wydzierać się na tym murze Tyle jest wokoło kotek młodych Tobie wciąż nie brak przecież urody Popatrz kocice grzbiety prężą wokoło Nie minie pół roku i zatańczą wesoło Młode kocięta owoc waszej miłości Dostarcz sobie na starość trochę radości Tylko Isia istnieje dla mnie na świecie Wrzasnąłem - czy tego nie rozumiecie I nie chcę nikogo więcej poznawać Żadnej innej nie będę miłości wyznawać Ze zdziwienia kręciło głową stare psisko Ach jak zakochane to stare kocurzysko I wyło pieśń wspólnie ze starym kocurem O przemijaniu miłości stojąc pod murem Cdn ... Kraków Ryś B. 07.07.2003 r. godz. 1436 Isiu !Cudne wynurzenia Twoje Od dziś już niczego się nie boję Mimo żem kocur siwo-szaro-bury Popędzę tam gdzie pałac Kultury Pokonam częstochowskie wyżyny Zdążając do mazowieckiej krainy Niestraszne mi burzowe chmury Niewysokie Świetokrzyskie Góry I mazowieckie pokonam równiny Zdziwione przechodniów miny Mą wychudła i marną posturą Zmierzwioną sierścią szaroburą Co widząc kocura zmęczonego Zadają sobie pytania dlaczego Ten kocur starych kości nie grzeje Tylko pędzi naprzód i nic nie je Och - zapewne zew miłości poczuł Bo mu szaleństwa blask bije z oczu Ta choroba nazywa się zakochanie W amoku pędzi na z Isią spotkanie On już na zawsze przy Isi zostanie Odpowiedz Link
rb13 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 12.03.04, 08:51 Wspomnienia kocicy Isi czyli dalszy ciąg Ballady o... Wspomnienia . To takie stare dzieje Szczególnie ,gdy wiosny wiatr zawieje Wtedy ogarnia mnie jakaś radość dzika Lecz nie wszystko co dawne - znika Mego kochanka co umarł z miłości Nad brzegiem rzeczki bieleją kości Nad jego doczesnymi szczątkami O wielkiej miłości powspominajmy To jakby wczoraj szalałam po dachu Z Kocurem bez żadnego obciachu On dostarczał mi mnóstwo radości Bom „kochała” się z nim z miłości Gdy spływał na mnie miłosny żar Krzyczałam - niech trwa ten czar Pomimo , że Bryś to już kocur stary I kolor futra jego był srebrno-szary To dostarczał mi takiej rozkoszy Że darłam się - miau - w niebogłosy Rozpalał w mym wnętrzu płomienie Ach co za rozkoszne wspomnienie Z tych naszych miłosnych rozkoszy Wrzeszczą po dachach w niebogłosy W łatki kocice i pręgowane kocury Dorodne, piękne i słusznej postury Wspomnienia - czas ich nie zaciera Brak Brysia tylko bardziej doskwiera Wciąż mam w pamięci słowa jego Przytoczę je – nie zostaje nic innego Isiu – popatrz – na wierzbowe kotki Ze mnie też Kocur dorodny i słodki Tyś Kocica taka piękna i słodziutka Pełna wdzięku i w dotyku mięciutka Lecz ja Cię - jako tygrysicę wolę Twe ciało i Twe erotyczne swawole Więc wdrapię się na wierzbę szybko Za mną zaś Ty skoczysz na nią gibko Wierzba zielonymi gałązkami nas otuli Gdy z czułością się do mnie przytulisz... Wspomnienia . Co robiliśmy jeszcze? Och na sama myśl mam wciąż dreszcze Opowiem więc wam historię miłosną Zdarzyło się to ...wczesna wiosną Ech zacznę to może od początku Było to w marcu gdzieś koło piątku Jak chcesz zapoznać się z bliska Z historią miłości co łzy wyciska O tym cośmy robili na stromym murze Przeczytaj ... „Balladę o kocicy Isi i starym Kocurze” Ryś B. Kraków 20.05.20003 r. godz. 1812 Odpowiedz Link
aniouek1 przeczytałam to dzisiaj, może i Wy zechcecie? 06.10.04, 14:34 tygodnik.onet.pl/1192003,1,artykul.html Coś mnie kusiło, by to stamtąd skopiować i tutaj schować, ale... to bardzo długie, chociaż...może warto? Tam, wcześniej czy później...zginie, wyblaknie, a jest tam taka moc pięknych myśli ubranych w słowa...trochę żal by było gdyby... znikły, bo przydać się mogą wielu...są niezwykłe choć na pozór całkiem zwyczajne... Odpowiedz Link
kendo Re: przeczytałam to dzisiaj, może i Wy zechcecie? 06.10.04, 16:53 strasznie dlugie do czytania.. poczytalam na "wtrywki"...hmmmmm...ja tam mam juz swe zdanie i juz) Odpowiedz Link
aniouek1 tak powiadasz? hmmm jakoś nie do końca Ci mogę 07.10.04, 17:13 uwierzyć choć bardzo się staram bo wiem, że... "tylko krowa nie zmienia poglądów i wciąż daje białe mleko", a Ty...Ty wciąż się czegoś uczysz Kendo i samą sobą innych uczysz dobra, piękna, życiowej mądrości i...nie tylko tego. Dziękuję Odpowiedz Link
kendo Re: tak powiadasz? hmmm jakoś nie do końca Ci mog 07.10.04, 17:48 aniouek1 napisała: > uwierzyć choć bardzo się staram bo wiem, że... "tylko krowa nie zmienia > poglądów i wciąż daje białe mleko", a Ty...Ty wciąż się czegoś uczysz Kendo > i samą sobą innych uczysz dobra, piękna, życiowej mądrości i...nie tylko tego. > Dziękuję ..a na tym polu dostalam chyba jakiejs blokady) albo byczek jaki mi na serducho nadepnal) Odpowiedz Link
aniouek1 Re: tak powiadasz? hmmm jakoś nie do końca Ci mog 08.10.04, 13:37 kendo napisała: > ..a na tym polu dostalam chyba jakiejs blokady) jeśli to...z własnego wolnego wyboru...więc...ciesz się, że się Twój wybór spełnia > albo byczek jaki mi na serducho nadepnal) chyba raczej...zajął Twoje serducho na wieczność... Odpowiedz Link
kendo Re: tak powiadasz? hmmm jakoś nie do końca Ci mog 08.10.04, 14:06 aniouek1 napisała: > kendo napisała: > > > ..a na tym polu dostalam chyba jakiejs blokady) > jeśli to...z własnego wolnego wyboru...więc...ciesz się, że się Twój wybór > spełnia ** chcialaby troche cos innego)(odin nie czytaj tego)) > > > albo byczek jaki mi na serducho nadepnal) > chyba raczej...zajął Twoje serducho na wieczność... **no wlasnie i w tym caly ambaras.... a skad moglam wiedziec,ze tak sie stanie na "wiecznosc") > Odpowiedz Link
kendo Re: ?????????????? 14.11.04, 10:48 ** Piekne jest biale wino mlodosci- lekkie,jasne i orzezwiajace, niczym powiew wiosny. Z wiekiem jednak przychodzi subtelnosc,glebia,cudowna dojrzalosc. Pikantne sa przelotne milostki, lecz milosc na zycie cale z kazdym rokiem staje sie cenniejsza. Pam Brown(ur.w 1928r) Odpowiedz Link
megxx Re: Skorzystałam z wolnej chwili i przeczytałam 15.11.04, 08:44 iposzło puste... Zapewne myśli i odczucia, które mi towarzyszyły w trakcie czytania, takie surowe, pierwsze, nieporządkowane przez moja świadomość, były takie a nie inne również z powodu mojego nastroju, czy po prostu "rzeczywistości dnia dzisiejszego". O ile nie mam problemów z zaakceptowaniem odmienności seksualnych, nie pochwalam uzurpowaniu przez nich praw do tego co mają pary hetero. Za to zadygotałam wewnętrznie na hasło stwarzania sprzyjających warunków by kobieta została w domu. Jeżeli takie atrakcyjne jest siedzenie w domu, dlaczegóż panowie się do tego nie garną. No, ale stworzenie takich "warunków" dałoby przyzwolenie na odsuwanie kobiet od tego, co tak naprawdę same chcą robić i mogłoby powodować obarczanie ich winą za wszelkie niedociagniecia wychowawcze. I wszystko w imię ułatwienia kobietom życia. A przecież tylko jednakowy udział obu rodziców w wychowaniu daje dobry efekt. W sumie odniosłam wrażenie, że kandydat nie daje nadziei na przestrzeganie bezstronne prawa, które dobre nie jest, ale skoro jest tak inne od tego co uznajemy za moralne, to w jakim świecie my żyjemy, gdzie jest błędne myślenie, w która stronę to pójdzie... Kościół na przestrzeni lat zmienił niektóre swoje poglądy radykalnie, czy nas też takie zmiany czekają. Odpowiedz Link
aniouek1 5.10.br ten link prowadzil do innego artykulu... 15.11.04, 10:55 o MIŁOŚCI, a dzisiaj tam już ...całkiem odmienny temat. Jednakże...wiesz Megxx... co do "warunków" w których o egzystencjonalną stronę rodziny starczyłoby zawodowe zaangażowanie jednego z małżonków to... byłoby chyba nieźle... Myśle, że taka sytuacja zwiększyć by mogła poczucie WOLNOŚCI także kobiet, które jeśli angażowałyby się w pracę zawodową to z własnego wyboru, a nie tak jak w wielu wypadkach teraz bywa z życiowej konieczności, by pieniążków rodzinie starczyło na niezbędności. Twoja refleksja zaprowadziła mnie w przeszłość... taką DOBRĄ przeszłość rodziny, kiedy zawodowo poza domem pracowali dziadkowie, a babcie zajmowały się głównie domem i wychowaniem dzieci. Nie znaczyło to wcale, że dziadkowie w wychowaniu dzieci, czy pracy na rzecz DOMU nie mieli swojego udziału... i... jakoś wszystko wówczas bardziej chyba trzymało się w harmonii uczuć, pozytywnych emocji, zasad... chyba bardziej wszystko "po kolei" było niż obecnie gdy dzieciom z rodzicami mylą się w szyku miejsca ...bywa, że się mylą i to nawet dość często bywa ...niestety Odpowiedz Link
megxx Re: 5.10.br ten link prowadzil do innego artykulu 15.11.04, 16:24 No to wyczytałam coś innego niż Wy Ale co do rodziny i miłości w niej, bo ona determinuje wszystko, dawniej rodziny były wielopokoleniowe z wyboru, a teraz jeżeli takie się pojawiają to z chwilowej konieczności wspólnego mieszkania(w małym m-? często) Pamiętam, jak wracałam ze szkoły babcia zawsze była, nie przychodzilam do pustego domu. Nie w sumie tak było od VI klasy, wcześniej mieszkaliśmy niedaleko, ale osobno i wtedy wracałam do pustego domu, to było niemiłe, dlatego uleciało(wyparłam z pamięci). Zapamietałam dom jao jasne, ciepłe miejsce, gdzie ktoś jest i czeka. Ja sama mimo, iż nie mam tu rodziny, chciałam dzieciom stworzyć namiastkę takiej ciągłej obecności rodziców(stąd praca w różnych godzinach). Tylko, że tak się nie da. To nie to samo. Niemniej jednak ja należę do tych kobiet, których w domu nie sposób zamknąć, to dla mnie za mało. Tym bardziej, że potem trudno zapełnić pustkę, gdy dzieci wyfruną... Tak, kiedys to było proste, poukładane, jednoznaczne, a dzisiaj pod pretekstem wolnego wyboru gubimy się w meandrach życia. Jeżeli znajdziecie tamten poprzedni artykuł(może jakieś archiwum), podrzućcie link. Odpowiedz Link
aniouek1 Megxx....znalazłam! 16.11.04, 00:05 tygodnik.onet.pl/1548,1192003,dzial.html Wieczna Miłość "Nie ma się co łudzić, że pojęcia pozwolą nam usunąć ból naszego życia: że wyleczą nas z choroby na wieczność. Nie wyleczą. One same przecież noszą w sobie ślady tej choroby. Wiedza nie jest lekarstwem na ten ból. Nie da rzeczywistego pocieszenia. Żadna logika, żadna dialektyka nie jest na ten ból odpowiedzią. Tylko miłość. Czy raczej: bez miłości nie da się żyć, nie da się rozumieć." Krzysztof Michalski /2004-10-10 Odpowiedz Link
kendo Re: .................... 16.11.04, 09:46 ** Ramiona milosci ogarniaja czlowieka razem z jego terazniejszoscia, przeszloscia i przyszloscia, ramiona milosci odbudowywuja jego jednosc. Antonie De Saint Exupery (1900 - 1944) Odpowiedz Link
megxx Re: Megxx....znalazłam! -Dzieki wielkie 16.11.04, 10:11 Wydrukowałam w wolnej chwili przeczytam i skomentuję. Odpowiedz Link
aniouek1 W tym szaleństwie jest metoda 02.05.05, 22:42 Miłość to uczucie, którego zaznał chyba każdy Niestraszne mu są żadne przeszkody: ani czasowe, ani rasowe czy wiekowe. Dość zaskakujące jest więc, że uczeni przeprowadzili tak mało badań na jego temat. Ludzie zakochiwali się w sobie od zawsze. Już Biblia dostarcza nam opisów wielkich namiętności: miłości Abrahama do Sary czy Jakuba do Racheli. Z kolei Platon w Fajdrosie, ustami Sokratesa, przestrzega, że miłość nigdy nie powinna być przedmiotem żartów, jako że człowiek otrzymał ją od bogów. Owo "boskie szaleństwo" - będące objawieniem i sięgnięciem do wyższego świata idei - sprawia, że ten, kto kocha, wznosi się ponad wszystko i może dostrzec absolutne piękno. Badania antropologów dowodzą zaś, że nawet w kulturach obywających się bez pojęcia "miłość" lub "zakochanie" ludzie swymi czynami potwierdzają, że doskonale znane są im odpowiedniki tych terminów. Amerykańska antropolog, doktor Helen Fisher z Rutgers University w New Brunswick, w swojej Anatomii miłości (Rebis, Poznań, 1994 rok) pisze, że: "historie i mity miłosne, legendy, poematy, podręczniki, miłosne mikstury i uwodzicielskie czary, kłótnie między kochankami, porwania i samobójstwa są i zawsze były trwałymi składnikami życia jak świat długi i szeroki". Jakich ludzi lubimy Każda ludzka społeczność przez wieki nagromadziła o miłości, zakochaniu, atrakcyjności i przyjaźni mnóstwo wiedzy, która może dostarczać wskazówek do badań psychologicznych. Te ludowe prawdy, zdroworozsądkowe teorie cieszą się długim stażem z bardzo prostego powodu: prosto i precyzyjnie wyjaśniają istotę zjawiska. Rozmaite nauki moralne i cytaty, oklepane frazesy, stare gadki i powiedzonka trafiają w sedno sprawy. I choć wiadomo od dawna, że wzajemna atrakcyjność odgrywa zasadniczą rolę w tworzeniu podwalin życia społecznego, to dopiero mniej więcej od pół wieku uczeni zaczęli przekuwać ludowe mądrości w sprawdzalne naukowe hipotezy. Badacze starają się przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie: dlaczego lubimy tych, których lubimy? Wielu psychoanalityków utrzymuje, że nieświadomie zakochujemy się w kimś, kto przypomina nam osoby, które kochaliśmy, będąc dziećmi. Mężczyzna obdarza więc uczuciem kobietę podobną pod wieloma względami do jego matki, a kobieta kogoś, kto jest fizyczną i psychiczną kopią ojca. W grę może wchodzić również inna osoba, ale koniecznie znana w dzieciństwie. Rzeczywistość nie zawsze to potwierdza. Ludzie zakochują się w sobie bez wyraźnych i łatwych do wskazania powodów. Po prostu, nowe uczucie dopada człowieka nagle albo wręcz przeciwnie - ogarnia go bardzo spokojnie i pcha, nierzadko wbrew jego woli, ku drugiemu. I wcale nie jest wyzwolone przez obiektywną wartość drugiego człowieka, nie wynika z wyrozumowanej decyzji ani prostego schematu powielającego uczucie z dzieciństwa. Choć na pierwszy rzut oka wyjaśnienie tego fenomenu wydaje się wyjątkowo trudne, to w miarę przeprowadzania coraz to nowych analiz odpowiedź na pytanie, "w kim się zakochujemy", staje się coraz prostsza. W zasadzie wszystkie przeprowadzone badania dowiodły, że ludzi najbardziej pociągają tacy, którzy są do nich podobni. Każda zgodność bowiem dostarcza czegoś, co psycholodzy nazywają "wzmocnieniem". Osoba podobna wzmacnia u drugiej poczucie własnej wartości, potwierdza jej atrakcyjność oraz przekonuje o słuszności własnych postaw i poglądów. Ponadto osoby podobne dostarczają zwykle dużo więcej przyjemności niż inne. A doznawanie przyjemności jest punktem wyjścia do procesu zakochania. Człowiek zakochuje się w tym, kto dostarcza jej najwięcej: budzi sympatię, rozumie go, wysłuchuje, jest przy nim w chwilach radości, napięć i cierpienia. Skąd w takim razie wzięło się powiedzenie o "przyciąganiu się przeciwieństw". Uczeni wiele pracy włożyli w sporządzenie katalogu cech, których występowanie potwierdziłoby istnienie tej zasady. I okazało się, że choć idea komplementarności wielu przemawia do serca, to jednak większość eksperymentów i obserwacji dowodzi, że najważniejszych wskaźnikiem atrakcyjności jest jednak podobieństwo. Widać więc, że miał rację Ezop, który w jednej ze swoich bajek napisał: "Trudno o sympatię tam, gdzie nie ma podobieństwa". c.d.n. -- kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1226758 ANNA MICHALSKA 2005-04-29; Miesięcznik Nowe Państwo Odpowiedz Link
aniouek1 c.d. w/w - Zaślepieni miłością 02.05.05, 22:45 Dzisiejsi rodzice na ogół nieufnie odnoszą się do współczesnej produkcji muzycznej, upatrując w niej afirmacji narkotyków, seksu czy szatana. Tymczasem najczęstszym tematem piosenek i najróżniejszych utworów muzycznych na całym świecie jest właśnie miłość. Ich twórcy opisują irracjonalność i nieopanowanie swojego uczucia oraz niemożność życia beż ukochanej osoby. "Czekam trzeci dzień, patrzę na drzwi, czy przyjdzie ktoś od ciebie, czy przyjdziesz ty. Czy wiesz, że twoje oczy spalają mnie jak ogień, gdy patrzę w twoje oczy, zaczyna się dzień" - śpiewał zespół Kult w piosence Do Ani. Rzeczywiście, zakochany zachowuje się czasem jak ktoś owładnięty prawdziwym szaleństwem. Może właśnie dlatego José Ortega y Gasset w swoich Szkicach o miłości (przekład K. Kamyszew, Warszawa, 1989) uważał zakochanie za "przejściowy imbecylizm i psychiczną anginę". Nauka potwierdza zresztą, że ten hiszpański filozof i eseista tak bardzo się nie mylił. W mózgu osób przeżywających stan miłosnego uniesienia zachodzą bowiem podobne zmiany, jak u neurotyków. Zajmująca się tym zagadnieniem włoska badaczka, psycholog Donatella Marazziti z Uniwersytetu w Pizie, zwróciła uwagę, że zachowanie osób świeżo zakochanych oraz cierpiących na tak zwane zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (między innymi nałogowi hazardziści, pracoholicy, notoryczni złodzieje i nieuleczalni mitomani, czyli osoby z utratą równowagi psychicznej) jest do siebie uderzająco podobne. Otóż i jedni, i drudzy doświadczają natręctwa myśli, zmienności nastrojów - od skrajnej euforii do niepewności - lęków z powodu utraty przedmiotu zainteresowania oraz idealizacji obiektu pożądania. Co ciekawe, okazuje się, że również neurochemiczne podłoże zakochania i zaburzeń neurotycznych jest podobne. Potwierdziły to badania, w których stwierdzono u obu grup około 40-procentowy ubytek zawartości we krwi serotoniny - jednego z hormonów wydzielanych przez mózg. Marazzati ostrożnie interpretuje te wyniki: "Mówi się często, że zakochani szaleją na swoim punkcie. Być może coś w tym jest". Odkrycie włoskiej badaczki, opublikowane w magazynie Psychological Medicine, sprawiło, że w wielu ośrodkach naukowych na całym świecie uruchomiono serię badań nad biochemią pozytywnych emocji. Dzięki temu wiele miłosnych tajemnic zostało już wyjaśnionych. Wiadomo, że wczesnej fazie zakochania towarzyszy intensywne wydzielanie się w mózgu dwóch substancji: PEA (phenylethylaminy) oraz dopaminy. Ta pierwsza, określana też często mianem naturalnej amfetaminy, działa pobudzająco, energizująco i uzależniająco. Ta druga zaś wywołuje euforię i rozkosz taką samą, jaką człowiek odczuwa podczas wszystkich podniecających i sprawiających mu przyjemność czynności. Trudno się więc dziwić, że zawód miłosny rodzi odczucia podobne do typowego głodu narkotycznego: cierpienie, depresję, utratę energii, a czasem nawet myśli samobójcze. Burza biochemiczna szalejąca w organizmie osoby zakochanej sprawia, że jest ona zupełnie zaślepiona i fizjologicznie uzależniona od obiektu swojego zainteresowania. Na marginesie warto wspomnieć, iż niektórzy uczeni - jak chociażby doktor Angelique Pas-Vraiment ze szwajcarskiego Institute de Therapie Emotionnelle - twierdzą, że zakochanie wykryte na wczesnym etapie, czyli wówczas, gdy naszego organizmu nie ogarnia jeszcze biochemiczne zauroczenie, jest w pełni wyleczalne (jeśli, oczywiście, założymy, że rację mają ci, którzy miłość uznali za chorobę i zarejestrowali ją na liście WHO jako pozycja F63.9). Po płomiennym zakochaniu zwykle następuje druga faza: przyjaźń i przywiązanie, której towarzyszą uczucia komfortu psychicznego, spokoju, szczęśliwości i błogości odczuwanej przy bliskiej osobie. Zmienia się wówczas biochemia mózgu i główną rolę zaczynają odgrywać endorfiny (substancje podobne do heroiny) oraz działające łagodząco i uspokajająco peptydy, wzmacniające emocjonalne przywiązanie. Z takim "chemicznym" podejściem do sprawy zakochania nie zgadza się większość humanistów. Twierdzą oni, że tak spontanicznego, płomiennego i niepoddającego się kontroli woli umysłu uczucia, jak miłość, nie można zredukować do czegoś tak banalnego, jak chemia czy geny. Odpowiedz Link
aniouek1 c.d. do w/w - Dar czy przekleństwo 02.05.05, 22:47 Jak mówi stare powiedzenie: "Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy". Zakochanie i miłość dobiegają kresu zwykle wskutek powolnego wypalania się, stopniowego gromadzenia się rozczarowań, zazdrości, pretensji i urazów. Na koniec zostaje tylko pustka. Dla dwojga ludzi najczęściej oznacza to rozstanie. Statystyki są w tym zakresie bezlitosne. W wielu krajach rozpada się nawet co drugie małżeństwo, a związków nieformalnych jeszcze więcej. Może dlatego psycholodzy społeczni zaczęli częściej zajmować się przyczynami końca miłości i tym, jak ludzie sobie w takich sytuacjach radzą. Badania brytyjskiego psychologa społecznego Steva Ducka dowodzą, że rozpad związku uczuciowego prawie zawsze jest procesem przebiegającym na wielu etapach. Na pierwszym człowiek myśli o tym, jak bardzo nie satysfakcjonuje go jego związek, na drugim zastanawia się nad rozstaniem, na trzecim zaczyna o tym dyskutować z innymi, a na czwartym podejmuje decyzję o odejściu. Decyzja ta niemal zawsze jest jedną z najtrudniejszych w życiu, zwłaszcza jeśli został już przekroczony etap przywiązania. Najsilniej przeżywają ją, oczywiście, porzucani, którzy czują się samotni, nieszczęśliwi i pogrążeni w depresji. To oni bardzo często skarżą się też na dolegliwości somatyczne, które utrzymują się nieraz przez wiele tygodni: bóle głowy i żołądka, zaburzenia snu i trawienia. Znaczne łatwiej rozpad znoszą porzucający, a także pary, które wspólnie ustaliły, że ich uczucie się wypaliło. Na szczęście, nie każda miłość skazana jest na wygaśnięcie. Bywają też związki, w których nawet po wielu latach partnerzy nadal są w sobie zakochani. Jak to możliwe? Włoski socjolog, popularyzator wiedzy o stosunkach międzyludzkich, Francesco Albertoni w jednym z wywiadów powiedział: "Życie jest z definicji nieprzewidywalne. Duch oznacza wolność. Dlatego osoby obdarzające się miłością zawsze muszą być pełne świeżości i swobody. Nie mogą pozwolić, by ich związek pokryła patyna przyzwyczajeń, ani dopuścić, żeby zabiła go pogoń za dobrami materialnymi". Zakochanie i miłość zawsze są czymś tajemniczym, cudownym i niemalże boskim. A jeżeli spotykają się ze wzajemnością, to stają się prawdziwym darem. Odpowiedz Link
aniouek1 a Ty się chyba cieszysz TYM SPOTKANIEM ;) 03.05.05, 11:56 DOBRA i MĄDRA MIŁOŚĆ ...prawdziwie jest cudem...uskrzydla i sprawia, że ludzie są bliżej Boga co...tak w niebie jak i na ziemi... Odpowiedz Link
mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 03.05.05, 01:16 odszedł nie zatrzymały go trzęsienia ziemi (miał żelazne podeszwy) ani potopy histerii (łódź jego ramion była wodoszczelna) żebracy złożyli tekturowe domy słyszałam brzęk ich wózków dwie przecznice stąd rozbijane butelki odszedł nie ma nic potem Weronika Woźniak Odpowiedz Link
mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 03.05.05, 01:19 DAWNIEJ Dawniej biegłabym do Ciebie Skrzydłami W szybowaniu pulsując Równą Niebu Radością Zakończyłbym lot piach zgarniając pod Twoimi stopami Miłością Joanna Jozefczyk Odpowiedz Link
kendo Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 16.12.05, 21:36 sluszne spostrzezenie malenka) zupelnie inna niz w realu. Odpowiedz Link
megxx wzbraniać się 16.12.05, 21:41 dlaczego można wzbraniać się przed miłością, włączyć blokady, udawać, że jej nie ma, że nie wolno się odważyć... Odpowiedz Link
kendo Re: wzbraniać się 16.12.05, 21:46 eeeee no cos Ty mgus....przed czyms tak pieknym sie wzbraniac bym miala np. ja?? ale nieraz chyba i wskazane ....zalezy jak patrzec na sprawe) Odpowiedz Link
megxx Re: wzbraniać się 16.12.05, 22:00 no teraz do mnie dotarło: zaprzeć się samego siebie...ciekawe, co inni powiedzą na to Odpowiedz Link
kendo Re: wzbraniać się 16.12.05, 22:14 ))))))))))))))) ech megxx,czyzbys byla Narcyzem???? ) "milosc Ci wszystko wybaczy....." Odpowiedz Link
aniouek1 nic nie rozumiem :( 17.12.05, 11:17 nic nie mogę pojąć o czym Wy rozmawiacie? Jaka miłość jest niewskazana i...dlaczego? Czy może być coś niedobrego w miłości? Oświećcie mnie proszę z góry dziękując za każdą podjętą próbę oświecania Odpowiedz Link
kendo Re: nic nie rozumiem :( 17.12.05, 11:43 Anioueczku... to megxx,cos sie nam zaciela chyba w swym rozumowaniu) juz Jej wyzej odpowiedzialm ,jak patrze na milosc. Odpowiedz Link
kendo Re: wzbraniać się 17.12.05, 11:41 megxx napisała: > oj, nie, to odpowiedź na miłość niewskazaną a ja uwazam,ze nie istnieje "milosc niewskazana", po prostu nie wybieramy jej,sma do nas przychodzi chcemy czy nie, i nigdy nie trzeba sie bronic przed nia,bo to jest balsam dla nas. Odpowiedz Link
aniouek1 balsam jeśli nie miraż, nie ułuda, pozór i iluzja 17.12.05, 12:02 kendo napisała: > megxx napisała: > > > oj, nie, to odpowiedź na miłość niewskazaną > > a ja uwazam,ze nie istnieje "milosc niewskazana", > po prostu nie wybieramy jej,sma do nas przychodzi chcemy czy nie, > i nigdy nie trzeba sie bronic przed nia,bo to jest balsam dla nas. a czyściutka PRAWDA Odpowiedz Link
aniouek1 ...gdyby... 17.12.05, 12:52 "Gdyby nuta powiedziała: jedna nuta nie czyni muzyki ...nie było by symfonii Gdyby słowo powiedziało: jedno słowo nie tworzy stronicy ...nie było by książki Gdyby cegła powiedziała: jedna cegła nie czyni muru ...nie było by domu Gdyby kropla powiedziała: jedna kropla wody nie może utworzyć rzeki ...nie było by oceanu Gdyby ziarno zboża powiedziało: jedno ziarno nie może obsiać pola ...nie było by żniwa Gdyby człowiek powiedział: jeden gest miłości nie ocali ludzkości ...nie byłoby nigdy na ziemi sprawiedliwości i pokoju, godności i szczęścia". Michel Quoist Odpowiedz Link
aniouek1 "Dobrze widzi się tylko sercem.... 12.02.06, 12:41 Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu" Antoine de Saint- Exupery Odpowiedz Link
aniouek1 "Strzegąc swoich tajemnic, trudno jest.... 12.02.06, 12:43 ...utrzymać przy życiu miłość" -William Wharton Odpowiedz Link
aniouek1 Miłość zaczyna się wtedy, 16.02.06, 19:02 ...Kiedy szczęście drugiej osoby Jest ważniejsze niż twoje Odpowiedz Link
kendo Re: Miłość zaczyna się wtedy, 17.02.06, 10:26 gdy tracimy kontrole nad rzeczywistoscia dnia powszedniego) Odpowiedz Link
aniouek1 Re: Miłość zaczyna się wtedy, 17.02.06, 12:23 gdy dzień powszedni staje się świętem przeniknionym współoddychaniem współistnieniem współradowaniem współcierpieniem współwspominaniem współmarzeniem o każdym dniu każdej nocy przeniknionym absolutnym bezwarunkowym radosnym przynależeniem wzajemnym z dłonią w dłoni na wspólnej JEDYNEJ DOBREJ DRODZE i...niech trwa ZAWSZE Odpowiedz Link
mala20033 Re: Miłość zaczyna się wtedy, 17.02.06, 17:25 ..znalesc kogos komu by sie moglo powiedziec..tak to jestes TY nie jest latwo....mnostwo pustych pieknych slowek bez prawdy w sercu... Odpowiedz Link
kendo Re: Miłość zaczyna się wtedy, 17.02.06, 21:25 to wszystko prawda, to chyba juz przezylismy/przezywamy/moze czekamy............. Odpowiedz Link
aniouek1 Miłość nie zna granic 24.02.06, 10:10 Iwonie - Twoje oczy rozbłysną, a serce Twe jaśnieć będzie Irmina przyszła do pracy. Robi to od roku, kiedy znowu wróciła do swojego rodzinnego miasta. Ta trzydziestoletnia kobieta dwa lata temu przeżyła straszliwą tragedię. Na tydzień przed ślubem zginął Paweł - jej ukochany, przyjaciel, narzeczony. Dlatego wyjechała - chciała uciec od bólu, od tego ciągłego chodzenia pod to drzewo, które choć niewinne temu co się stało, to jednak zabiło jej umiłowanego. Około południa w biurze pojawił się goniec z pięknym bukietem kwiatów. Trafił tu z sekretariatu, gdzie zapytał o wysoką panią Irminę z działu sprzedaży. Gdy wszedł do biura, od razu ją rozpoznał. Z opisu nadawcy przesyłki wynikało bowiem, że adresatka ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu. No i oczywiście, że ma na imię Irmina. Podszedł do zaskoczonej dziewczyny i wręczył jej kwiaty. - Oto bilecik proszę pani - powiedział z uśmiechem. - Dziękuję - odparła Irmina, która zachodziła w głowę, któż mógł jej przesłać tak piękne kwiaty. Gdy otworzyła kopertę z bilecikiem, usiadła z wrażenia. - O Boże! - łzy cisnęły jej się z przerażenia, zaskoczenia i nieśmiałej radości. Bilecik był bowiem krótkim listem. Czytała go z niedowierzaniem do końca dnia pracy. "Droga Irminko, Serce moje! To był jedyny sposób bym mógł tobie wysłać te kwiaty. Znalazłem kogoś, kto podjął się spełnić moją prośbę i złożył w moim imieniu zamówienie. Nie potrafię, moja śliczna, sam dokonać tych rzeczy, więc we śnie poprosiłem go o pomoc. Choć bardzo się bał, że możemy ci sprawić ból, zgodził się, więc skorzystałem z okazji. Chcę byś wiedziała, że bardzo cię kocham, lecz muszę odejść. Nie zadręczaj się proszę. Jeszcze się spotkamy. Żyj pełnią szczęścia. Uwolnij siebie i mnie - ja ci błogosławię. Paweł." - Boże, kto może być tak okrutny!? - zastanawiała się wstrząśnięta. Jej równowaga psychiczna została wystawiona na jeszcze jedną próbę. Na odwrocie kartki z listem znalazła rysunek - uśmiechniętą gwiazdkę i podpis: "Tyś jest mą gwiazdą daną mi z nieba". Takim rysunkiem i tym podpisem jej ukochany kończył każdy swój list. Nikt, prócz niej nigdy nie czytał tych listów! Nikt nie mógł więc znać tej swoistej pieczęci, która uwierzytelniała posłańca. To wszystko miało się rozegrać daleko od mojego domu. Ja mieszkam na zachodzie kraju - ona w centralnej Polsce. Fizycznie to właśnie ja chciałem wysłać Irminie te kwiaty. Uczyniłbym to z potrzeby serca. Ni stad ni zowąd poczułem, że chcę to zrobić. Treść i rysunek przyszły mi do głowy tak po prostu. Nigdy Irminy nie widziałem. Rozmawiałem z nią tylko raz w internetowym czacie. Poznałem jej smutną historię. Wiedziałem, że ona nadal boleje nad stratą ukochanego. Bardzo się bałem tego, co ona może poczuć, gdy otrzyma taki list. Dlatego ostatecznie go nie wysłałem. Więc opisana powyżej historia nigdy się nie wydarzyła - stanowiła jedynie notatkę, która powstała w wyniku nagłego uczucia, że chcę to zrobić. To było bardzo silne odczucie, wypływające z głębi serca. Ta pierwsza rozmowa z Irminą dostarczyła mi informacji na temat miejsca jej pracy. To wystarczyło, bym wiedział, gdzie ma trafić moja przesyłka. Rozmowa z Irminą odbyła się we wrześniu 2003 roku. Opowiadanie napisałem pod wpływem impulsu swoich odczuć nie dalej niż dwa dni po naszej rozmowie. Pod koniec października, to jest po upływie miesiąca spotkałem Irminę na internetowym czacie. Przez ten czas używałem różnych nicków (pseudonimów), ale rzadko tego, pod którym rozmawiałem z Irminą. Właśnie w tamtym dniu zalogowałem się pod swoim dawno nieużywanym nickiem: Veryfikator. Praktycznie natychmiast odezwała się do mnie Irmina. Powiedziała mi, że zalogowała się dokładnie przed chwilą - że szukała właśnie mnie. Powiedziała mi też, że od czasu naszej wrześniowej rozmowy jest to jej pierwsze wejście do czatu. Już to stanowiło dla mnie znak, że mam do czynienia z niezwykłym dowodem na istnienie komunikacji duchowej między ludźmi. Telepatia istnieje!!! Irmina opowiedziała mi historię, która przepełniła mnie nabożną radością, gdyż mimowolnie stałem się świadkiem czegoś nieziemskiego, a jednocześnie czegoś wzniosłego - czegoś tak pięknego jak miłość dwojga dusz. Irmina powiedziała mi, że w zeszłą sobotę przeżyła bardzo realne spotkanie ze swoim ukochanym. Paweł przyśnił się jej w nocy i rozmawiał z nią. Rozmawiali o tym, że on powinien odejść, a Irmina powinna żyć na Ziemi. Mną wstrząsnęła poniżej przytoczona część rozmowy: - Bardzo chciałem Ci przesłać kwiaty, lecz osoba, którą o to poprosiłem obawiała się, że może Cię zranić. Dlatego przychodzę dziś do Ciebie sam, by powiedzieć to, co chciałem tobie przekazać za jego pośrednictwem - powiedział Paweł. Gdy usłyszałem te słowa, natychmiast przesłałem Irminie e-mail'em swoje opowiadanie. W odpowiedzi ona wskazała na podpis: "tyś jest mą gwiazdą daną mi z nieba" i rysunek mówiąc: - Tak Paweł podpisywał każdy swój list do mnie!!! Nagle zrozumiałem, że ci których kochasz, nigdy nie oddalają się od ciebie, dzieli was zaledwie odległość myśli.. Zawsze będą przy tobie, gdy ich potrzebujesz, gotowi służyć radą czy pocieszyć. Jeśli przeżywasz w związku z ich utratą udrękę, twoi ukochani przekażą ci znak, sygnał, "wiadomość", która da ci do zrozumienia, że z nimi wszystko w porządku. Wypatruj wtedy "znaku" i nie przegap go. Nie przypisuj go swojej wyobraźni czy zbiegowi okoliczności, nie odrzucaj jako przejawu "pobożnego życzenia". Czekaj na wiadomość i ją odbierz. Odpowiedz Link
kendo Re: Miłość nie zna granic 24.02.06, 10:37 az sie zgesilam czytajac,piekna milosc. Odpowiedz Link
mala20033 Re: Miłość nie zna granic 24.02.06, 17:09 bo milosc jesli jest miloscia jest zawsze taka piekna.. Odpowiedz Link
mala20033 Re: Miłość nie zna granic 24.02.06, 18:06 Milosc jest jak ten strumien w swym spadku gwaltowny, Co sie z zródel nieznanych rzuca w kraj czarowny, Ilez sie w nim nadbrzeznych pieknosci odbija, Ilez wdzieków go neci - on wszystko przemija. I jeden tylko obraz, w czyste lowiac tonie, Zawsze toz samo slonce w swojem niesie lonie; Z niem sie chmurzy, rozjasnia lata, wieki plynie Z niem wszystkie mija losy i z niem w morzu ginie. Odpowiedz Link
aniouek1 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 04.03.06, 09:43 O! gdzie miłość stawia siatki, Nie figlujcie, moje dziatki! Bo z miłością figlów nie ma: Jak was złapie, to zatrzyma! Aleksander Fredro Odpowiedz Link
kendo Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 04.03.06, 10:13 "Nie ma zmartwien milosnych.Sa tylko organy niewystarczajace do znoszenia zmartwien" Alexander Dumas,syn Odpowiedz Link
mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 04.03.06, 17:25 Nie jedno ma imie.. Kiedys pewien angielski lekarz badal zone swego przyjaciela i odkryl ze jest nadal dziewica. Zszokowany zapytal:"Dlaczego?" Starsza pani z uroczym usmiechem odpowiedziala mu:"Bylismy ze soba tacy szczesliwi..Niczego nam wiecej nie bylo potrzeba". Odpowiedz Link