Dodaj do ulubionych

~M~I~Ł~O~Ś~Ć~

    • aniouek1 Miłość jest podstawą wszystkich zalet 05.11.03, 09:55
      - Cyceron
    • aniouek1 Zakochani 28.01.04, 08:57
      Nie wiem kto to napisał, dokładnie nie powiem
      nazwiska mądrych nikną, jak upał deszcz susza
      pani zakochana w swej starości śmieszy
      stary pan zakochany nawet świętych wzrusza

      Jan Twardowski, 1996

      A Wy co o tym sądzicie?
      • kendo Re: Zakochani 28.01.04, 10:29
        aniouek1 napisała:

        > pani zakochana w swej starości śmieszy
        > stary pan zakochany nawet świętych wzrusza
        >
        > Jan Twardowski, 1996
        >
        > A Wy co o tym sądzicie?

        uwzam ,ze to dyskryminacjyjne stwierdzenie...
        • kasikk Re: Zakochani 28.01.04, 12:12
          zgadzam się z przedmówcą
          to jest niesprawiedliwe stwierdzenie
          • aniouek1 a może ks.Jan Twardowski powinien chodzić na bale? 28.01.04, 19:17
            albo ..do parku na spacer w pogodny dzień?

            Wspomniałam wcześniej o balach... i opowiem Wam o jednym z nich...
            Niebawem minie rok od wspominanego, i nie wiem czy pamiętnym byłby dla mnie,
            gdyby nie to właśnie, że na tym balu... - zachwyceniem przepełnione - serduszko
            moje własne wzruszeniu wielkiemu uległo.

            Przy jednym ze stolików siedziała sobie sama, para cudnych duszków ze srebrnymi
            włosami, w klasycznych strojach wieczorowych, pachnacych nienaganną, uroczą
            w swojej prostocie - elegancją.

            Patrzyłam oniemiała z zachwycenie... a tak naprawde, to podglądałam Ich
            bezustannie, bo byli tacy piękni, tacy... miłością przepełnieni i to po prostu
            było widać i czuć w ciepełku, które z tamtego kącika, gdzie stał tamten stolik,
            a przy nim, TA urocza para zakochanych ludków siedziała...

            Zagrała orkiestra... zauważyłam wymienione uśmiechy... pan wstał, skłonił się
            przed panią, podał Jej swoja dłoń pomagając Jej wstać, po czym trzymając
            w swojej dłoni Jej dłoń... Ona przodem, On za Nią... poprowadził na parkiet.
            To było tuż, tuż i... zaczęli swoim tańcem ten karnawałowy bal...

            Przez chwilę, pełna sala gości patrzyła na tą parę jakby cała znieruchomiała
            w zachwyceniu, a para... wirowała w tańcu tak łagodnie, delikatnie...cudnie...

            Później już inne pary ruszyły na parkiet i nie bez wysiłku probawałam śledzić
            wzrokiem moich tego wieczoru pupilków... czy raczej faworytów do tytułu
            "najpiękniejsza para balu".

            Niestety takiego konkursu w programie balu nie przewidywano, a szkoda, bo...
            miałabym z pewnością nie tylko ja satysfakcję moją własną, serduszkową,
            gdyby... właśnie... gdyby właśnie TA para taki konkurs wygrała.
            Choć... bo ja wiem?
            Chyba nawet bez takiego konkursu TA para zakochanych ten bal i tak wygrała,
            bo - jak sądzę nie tylko w mojej pamięci, od wspominanego balu i z pewnością
            nie tylko do teraz -właśnie TĄ,żadnej innej pary z tamtego balu nie pamiętam...
            A TĄ i owszem, a nawet swoim ciepełkowym wspomnieniem z Wami tutaj się dzielę.

            Tańczyli cudnie cały wieczór, a w przerwach miedzy tańcami, siadali sami przy
            swoim stoliku i widać, że z zainteresowaniem siebie wzajemnie - rozmawiając -
            słuchali, dowcipkowali między sobą co było widać po minach, uśmiechach i innych
            niezwykle sympatycznych gestach, którymi zdradzali, jak piękna więź ich spaja -
            szacunku.. miłości... i wszystkiego co takie... po prostu piękne i mówi
            wszystkim MY JEDNYM i już.

            Gdy bal zbliżał się ku końcowi, po przedostatniej tanecznej turze - co wodzirej
            zapowiedział gościom - "moja" para zaczęła sie zbierać do wyjścia, a ja... no
            cóż? Poczułam, jakąś tęsknotę, jakiś smutek i żal, że ..Oni wyjdą z balowej
            sali i... to właśnie wówczas, w tej samej chwili - tak na prawdę skończy się
            ten pamiętny dla mnie samej bal...

            Nie mogłam się oprzeć pokusie i... wyszłam za Nimi z sali... do szatni, tam...
            ośmieliłam się podejść... przedstawiłam się, po czym... prosto z mojego serca
            wypłynęły słowa, którymi pragnęłam Im podziękować, za ten ..mój - chyba jeden
            z piękniejszych w moim życiu, o ile nie najpiękniejszy - karnawałowy bal...

            Wyjawiłam Im wówczas takie... bardzo moje, osobiste marzenie, pragnienie
            serduszkowe i... - to co usłyszałam w odpowiedzi - w moim serduszku teraz
            siedzi... jak talizman, jak niemal najcenniejszy skarb...a, że prawdziwe skarby
            trzeba chronić, wiec... prosze, wybaczcie i... nie pytajcie mnie o nic...
            Kto ma wiedzieć, Ten wie... wink


            P.S.
            ks. Jan Twardowski powinien chyba także - choć raz pójść w życiu - na TAKI bal..
            • kendo Re: a może ks.Jan Twardowski powinien chodzić na 28.01.04, 19:29
              Anioueczku
              ale to piekne co opisalas,,,
              niektorym sie to "udaje"/osiagaja/dotrzymuja
              swoich slubow oddanych przed Bogiem
              i wlasnie wtedy widzi sie takie pary
              to tak grzeje seruszka,,,,

              tez widzialam pare razy takie pary
              w roznych sytuacjach i miejscach
              co tu nalezy do rzadkosci....
              bo jedno z nich przewaznie za wczesnie odchodzi,
              albo nie doczekaja tych chwil przez rozwod....
              • aniouek1 Kendo, a może w TYM rzecz? 28.01.04, 21:00
                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11087&w=8269692&a=8889875
                może TYLKO i AZ o TO chodzi by TAK... jak "moja" para na balu tańczyć?
    • aniouek1 POCZEKAJ.... 08.02.04, 23:58
      Nie wierzysz - mówiła miłość

      w to że nawet z dyplomem zgłupiejesz
      że zanudzisz talentem
      że z dwojga złego można wybrać trzecie
      w życie bez pieniędzy
      w to że przepiórka żyje pojedynczo
      w sdartą korę czeremchy co pachnie migdałem
      w zmarłą co żywa pojawia się we śnie w modnej nowej spódnicy i rozciętej z boku
      w najlepsze najgorsze
      w każdego łosia co ma żonę klępę
      w dziewczynkę z zapałkami
      w niebo i piekło
      w diabła i Pana Boga
      w mieszkanie za rok

      Poczekaj jak cię rąbnę
      to we wszystko uwierzysz

      smile

      1979
      JAN TWARDOWSKI
      • kendo Re: POCZEKAJ.... 09.02.04, 11:52
        podobaja mi sie jego wiersze,,,,

        a ja znalazlam cos takiego......

        "Probowalam sobie wyobrazic aniola milosci
        bez imienia,
        z twarza tego,
        kogo sie kocha.
        Mialby dlugie biale skrzydla,
        ulozone w tren slubnej sukni.
        A gdy milosc sie skonczy,
        wyrywalby sobie sniezne pioro za piorem,
        wyskubywal je do krwi i milczal w ranach,
        zeby wypisac czerwono na bialym:
        Klamstwo.Zdrada .Koniec"
        • megxx Czy potrafimy odróżnić: 10.02.04, 18:15
          Miłość od zauroczenia?
          • aniouek1 Re: Czy potrafimy odróżnić: 10.02.04, 20:38
            Megxx...pytasz czy potrafimy?

            A co sądzisz o TAKICH słowach:

            - miłość jest wieczna
            - miłość wszystko przetrzyma
            - miłość ci wszystko wybaczy
            - itd. itp. ?
            • megxx Re: Czy potrafimy odróżnić: 11.02.04, 23:23
              najtrudniej zauważyć miłość przez jej wieczność(to widać po pewnym czasie), czy
              mniej przetrzymam w zauroczeniu?mniej przebaczę?
              Wziąć zauroczenie za miłość to dla mnie tragedia.( Nie mówię już o tym, że ktoś
              kiedys wyrobił w nas większą lub mniejszą skłonność do rozpaczliwego szukania
              miłości lub jej pozorów.)Ale to tak fajnie być zakochanym. Przed amerykańskim
              świętem szczególnie polecam.10 stopni na minusie, wiosna z ptakami skryła sie
              pod śniegową kołderką, a tu Walentynki.(tuż tuż)
          • kendo Re: Czy potrafimy odróżnić: 12.02.04, 10:13
            megxx napisała:

            > Miłość od zauroczenia?

            oj! chyba tak,,,,,
            wedlug mnie ,zauroczenie to jakby
            poczatek do wielkiej milosci.....
            chociaz niezawsze tak sie staje
            zdrowy rozsadek zwycieza.....
            • megxx Tak, zdrowy rozsądek 12.02.04, 10:55
              Wyobraźmy sobie: zauroczenie, już działa cała ta chemia, już skrzydła rosną,
              już wiosna w środku zimy, śnieg od uczuć topnieje dookoła zakochanych(czyli
              zauroczonych sobą - pierwszy etap miłości), poddajemy się temu uczuciu i nagle
              pojawia się odgłos dzwonków zdrowego rozsądku albo sumienia. Mamy dwie
              możliwości(co najmniej): zagłuszyć je i wierzyć,że narodzi się miłość. Druga
              przyjąć ich obawy do siebie, wygasić uczucie i być może stracić szansę na tę
              jedyną, wymarzoną. Czy coś ze mną jest nie tak? Czy znacie łatwe sposoby
              podejmowania takich decyzji? Ja wiem, że zazwyczaj jest więcej dodatkowych
              czynników do rozważenia, ale...
              A z drugiej strony jeżeli zaczniemy początkowe uczucie jakie eksploduje między
              ludźmi nazywać zauroczeniem to od kiedy mamy prawo mówić, że już przerodziło
              się w miłość.
              Pamiętacie jakie to fajne uczucie takie zakochiwanie się, ten stan właśnie
              zauroczenia, ma w sobie tyle jasności i energii. Może powinniśmy aplikować
              sobie jako kurację na wszelkie smuteczki?
              Czy można powtórnie zauraczać" się osobą, którą się kocha, w trakcie trwania
              miłości przez duże M? Już chemia za nas powtórnie nic nie zrobi, juz reakcje
              poszły na tyle daleko, że związek jest inny.
              I czy w ogóle lepiej kochać, czy lepiej być kochanym?Czy tylko wzajemność się
              liczy? Ale sobie pofilozofowałamsmile
    • rb13 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 12.02.04, 14:46

      Miłość co to jest. To trudne pytanie !
      Miłość to - to co zostaje po zakochaniu !
      To dotyk ręki który mimo lat upływu wciąż parzy
      To Twój wzrok który nie widzi moich siwych włosów ani zmarszczek na twarzy
      To gdy przy mnie nie ma w smutku Cię trwanie
      To szara codzienność rozjaśniona Twą bliskością
      To tęsknota...
      Psiakość ... najwspanialsze jest to ,że ze mną jesteś !
      • kendo Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 12.02.04, 19:51
        rb
        nic dodac nic ujac hmmm,,,,,
        pozdrawiam cieplunio.....
      • aniouek1 NAJWSPANIALSZE! 12.02.04, 20:39
        SZCZĘŚCIARZ... Gratuluję smile
    • megxx może podyskutujemy? 28.02.04, 19:30
      Przeczytałam niedawno artykuł o miłości między dwojgiem ludzi różniących się
      wiekiem. Co prawda artykuł dotyczył układu kobieta starsza ponad 10 lat od
      partnera, ale zaczęłam myśleć w ogóle o takich sytuacjach( w obie strony). W
      moim otoczeniu nie ma zbyt wielu takich przykładów i myślałam, że myślę
      teoretycznie. A tu nagle dowiaduję się, że koleżanka(rozwódka po ciężkich
      przejściach)spotyka się-póki co nazwijmy to "nieśmiało" albo bez większej
      nadziei(?) z mężczyzną młodszym od niej o naście lat. [36:24] Co myślicie o
      takich sytuacjach. Jakie widzicie perspektywy? Czy znacie takie pary? Czy
      możliwe są takie związki zgodne i trwałe?

      Szuflandia skupia ludzi w różnym wieku, czy poglądy na takie związki zależą od
      wieku, własnych przeżyć, czy może czegoś innego? Czy wszyscy jesteśmy
      takimi "sercowcami", że dajemy nadzieję każdej miłości? Ba, ale, czy to będzie
      miłość?
      • kendo Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 20:37
        Megxx
        temat w sobie bardzo intrygujacy
        a zarazem zastanawiajacy.Osobiscie nieznam takich par(znam tylko z opowiadan)
        ale wydaje mi sie ,ze jest to mozliwe.
        Starsza kobieta,wypielegnowana/zadbana
        nie widac w tej chwil jej lat,zwraca/ na siebie uwage.
        Mlody mezczyzna zainteresowany jej wdziekiem/subtelnoscia
        nie mysli o jej wieku a postrzega ja jako ciekawa i ciepla osobe.
        • semmi Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 21:18
          Witam!
          Taki układ starsza i młodszy jest dobry na krótką mete.
          Mężczyzne pociąga jej rozwaga, stosunek do życia,podejście do mężczyzn.
          Kobieta potrafi doradzić i być podporą.Ale mało który mężczyzna decyduje się na
          związek z kobietą starszą a tym bardziej różnicą 10 lat i więcej.
          • kendo Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 21:27
            witaj Semmi!
            ciesz sie widzac Cie,,,,

            a mi sie nieraz wydaje,
            ze mezczyzni niktorzy po prostu lubia starsze kobiety
            chca byc "matkowani",ale w innym sensie
            chca otrzymywac chyba cieplo ,ktorego nie otrzymali w dziecinstwie,
            i taki ziwazek moze przetrwac jezeli kobiecie to pasuje
            oczywiscie jej intuicja podpowie od razu
            "warunki zycia"
            • semmi Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 21:44
              Witaj kendo!
              Brałabym częściej udział w dyskusjach ale jest tak nie inaczej że nie moge.
              Co do sprawy to napewno tak jest, sama znam osobiście i widze i słysze czego
              oczekują niektórzy mężczyżni w wieku 20-30 lat a starsze potrafią im to
              dać.Jest jednak ale, jeśli to kontakt przyjacielski to potrwa, jeśli uczuciowy
              to bardzo trudno żeby się udało.Musieliby być ze sobą szczerzy i związek
              musiałby opierać się na zaufaniu.Kobieta musi potem żyć także ze świadomością
              ze zawsze może odejść do młodszej(tu potrzebna pełna akceptacja).
              Miałam pewien bliższy kontakt z człowiekiem dużo młodszym i wiem troche o ich
              oczekiwaniach i poglądzie na ten temat.
          • megxx Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 21:36
            Przypomniałam sobie : lata osiemdziesiąte, odwiedzam koleżankę, jej rodzice po
            rozwodzie, mama jest z kolega jej starszego brata. Różnica ze 20 lat. Był z nią
            w zdrowiu i chorobie az do jej śmierci. Przypadek drugi-aktualny trwa 8
            lat.Różnica 16 lat. On miał 21, gdy zechcieli byc razem, mieć dziecko, mają
            ślub. Ona (ja to widzę)dominuje.

            Czy może trzeba mieć specyficzne cechy charakteru:kobieta-może doświadczenie
            i jakieś przejścia, może specyficzną sytuację u mężczyzny(dominująca matka, no
            nie wiem co?), aby szukać takich sytuacji?
            • kendo Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 22:01
              sa rozne sytuacje,gdzie takie zwiaski powstaja
              podalysmy juz kilka,
              mi sie wydaje,
              -ze ta kobieta,ktora bedzie uszczesliwiona
              przez los mlodszym mezczyzna
              to chyba jak "modliszka"
              bedzie go konsumowac ale tak delikatnie zeby jak na dluzej zostalo.
              -a nastepna kobieta?
              zakochanie moze byc tak glebokie,jak pisze Megxx
              ze tylko smierc ich rozdzieli.

              a Semmi slusznie zauwazyla,
              ze to musi byc strasznie duze zaufanie do siebie....
              by przetrwalo....niema co ukrywac zmieniamy sie juz w starszym wieku
              • megxx Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 22:12
                A czy taki związek nie jest "bardziej udany", bo kobieta steruje młodszym
                mężczyzną i wie jak to robić?Wie jak zadbać o jego potrzeby, kiedy go
                przypilnować, na co mu pozwolić, na co nie? Jeżeli to kobieta ma taki wpływ na
                ten związek, a onchodzi jak mu ona zagra, to może to nie byłoby takie złe
                (hihi). Tylko o czym z takim młodym gadać.
                • kendo Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 22:23
                  taki zwiazek moze byc udany
                  ale zeby on sam tez uzywal glowy
                  a nie popychac i mowic caly czas
                  co ma zrobic.....(ale mysle,ze to jego wybor i decyzja pozostania w tkim
                  zwiazku)
                  jak sa razem to temat wspolny jest
                  bo inaczej by razem nie byli.....
                  zachodzi tylko kwestich wspolnych najomych
                  kobiety starszej
                  i jego mlodszych kolegow,
                  jak sie razem wspulnie w roznych sytuacjach/zabawach zgadzaja.....
                  • megxx Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 22:36
                    A może odezwie się ktoś, kto ma takie doświadczenie i powie:to jest możliwe i
                    nie świadczy, ze coś mamy nie tak z osobowością. A może są tacy dwudziesto, czy
                    dwudziestokilkuletni mężczyźni, którzy potrafią dogadać się z kobietą starszą i
                    może sa takie kobiety, które kochają, nie tylko manipulują. Bo mnie jakos to
                    tak wygląda.
                    • semmi Re: może podyskutujemy? 28.02.04, 23:45
                      Nie zawsze znajomosc taka ma podłoże uczciwe lub uczuciowe.
                      Znam taki przykład: ona 11lat starsza od niego, lepiej sutuowana, on bez
                      pracy.Dla niej było to bez znaczenia a dla niego nie.Ona się angażowała, była
                      bardzo otwarta, szczera.On twierdził że nie ma takich uczuć choć wiele by
                      wskazywało że jest inaczej, był bardzo zamknięty, jego myśli są do dziś nie
                      znane.Ona chciała się wycofać bo on poznał inną, on nie przerwie znajomości
                      ciągle przypomina o sobie.Tak naprawde do dziś nie wiadomo co on chciał a
                      trwało to 2 lata.On był samotny, ona mężatką.Historia tak naprawde nie ma
                      jeszcze końca.Poza tym porozumienie było dobre w innych sprawach.
                      • megxx Re: może podyskutujemy? 29.02.04, 11:19
                        W opisanym przypadku powyżej sprawa była zapewne bardziej skomplikowana. Nie
                        chodziło tylko o różnicę wieku, ale i inne sprawy. Znam takiego mężczyznę,
                        który wycofał sie z dobrze zapowiadającego sie związku(równolatki)bo dziewczyna
                        zarabiała bardzo duże pieniądze, a on okolice średniej krajowej(choć nie siadał
                        na laurach, ale był aktywny w swojej działalności).Nie umiał pogodzić się z
                        tym, że to nie grzech zarabiać mniej od partnerki. A może bał się, że to kiedyś
                        ona mu zarzuci?
                        Właściwie nigdy nie ma gwarancji stałości związku. Ale może tacy ludzie,
                        których nasza społeczna tradycja od razu jakoś traktuje inaczej, automatycznie
                        bardziej starają się dbać o związek i pomijając osoby, które w ogóle do żadnego
                        związku się nie nadają(np.chorobliwa zazdrość, kłótliwość itp.)mają większe
                        szanse?
    • aniouek1 glos w dyskusji...chic czy w dyskusji to głos? 29.02.04, 11:38
      sama nie wiem...ale chyba jednak nie.

      Z uwaga przeczytałam Wasze posty z "rozmowy" o związkach w których kobieta
      wiekiem starsza od meżczyzny i... jakoś tak mi się w środeczku czuje, że to
      jednak bardzo, bardzo, bardzo delikatna i indywidualna sprawa.

      Każde uogólnienie wydaje się tutaj zbyt ryzykowne.

      Owszem. Znam takie związki i tak jak w innych,gdzie proporcje wiekowe
      "odwrócone" - po prostu różnie bywa...

      Kiedys KTOŚ mi powiedział, że... "dusze się nie starzeją" i najważniejsze
      by dwie właściwe sobie połowy spotkać się mogły... odnaleź się szczęście miały.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11087&w=8269692&a=8889875
      bo:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11087&w=8269692&a=8292433
      oraz:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11087&w=8269692&a=10718456
      • kendo Re: glos w dyskusji...chic czy w dyskusji to głos 29.02.04, 12:18
        a ja tak na to wszystko teraz mysle,
        ze chyba kazdy ma inna iterpretacje o milosci
        i inne oczekiwania,choc = wspolny mianownik
        ale i jeszcze cos wiecej co kazy oczekuje .....
        • aniouek1 Re: glos w dyskusji...choć czy w dyskusji to głos 29.02.04, 14:07
          kendo napisała:

          > a ja tak na to wszystko teraz mysle,
          > ze chyba kazdy ma inna iterpretacje o milosci
          > i inne oczekiwania,choc = wspolny mianownik
          > ale i jeszcze cos wiecej co kazy oczekuje .....

          Kendo...ja myślę, że to wielka różnica czy kocha się siebie samego
          czy KOGOŚ ponad samego siebie - i dopiero poprzez pryzmat TEGO KOGOŚ
          samego siebie - w tym właśnie znajdując swoją własną radość i swoje własne
          szczęście, bo w uszczęśliwianiu prawdziwym (nie domniemanym czy
          "na siłę")tkwi chyba sedno PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI.
          Aby nie domniemywając (własnymi jedynie kierując się oczekiwaniami czy
          jedynie własnym - niekoniecznie prawdziwym przeświadczeniem) i w konsekwencji
          nie "na siłę" próbować uszczęśliwiania KOGOŚ, trzeba KOGOŚ KOCHAĆ (i właśnie
          tak przez TA miłość dopiero siebie samego)bo w TAKIEJ miłości TKWI siła, cheć
          i umiejętność PRZEJRZYSTOŚCI wzajemnej.
          Jednak TAKIEJ przejrzystości bez istnienia BEZGRANICZNEGO ZAUFANIA... po prostu
          nie ma, bo... bez bezgranicznego zaufania nie ma także DOBREGO, SZCZEREGO
          ROZMAWIANIA sad
          Niestety...zbyt chyba często... a może najcześciej.. różne związki przypominają
          bardziej "pole walki" MIĘDZY SOBĄ niż o ZWIAZEK DWOJGA... stąd i o zaufanie
          bezgraniczne trudno i o przejrzystość... wreszcie o MIŁOŚĆ KOGOŚ trudniej niż
          o egoistyczną, swoją własną sad

          Czy TO zależy od wieku partnerów i wiekowych proporcji lub ich braku...
          hmmm mam co do tego poważne watpliwości wink
          • kendo Re: glos w dyskusji...choć czy w dyskusji to głos 29.02.04, 18:13
            tak,Anioueczku,wszysko prawda....
            te pole walki miedzy soba powstaja w puzniejszym stadjum,
            chyba wtedy ,kiedy sie jakos gdzies zagubimy,albo stracimy
            przekonanie,ze jestesmy kochani....sad((((
            • aniouek1 Re: glos w dyskusji...choć czy w dyskusji to głos 29.02.04, 23:05
              kendo napisała:

              > tak,Anioueczku,wszysko prawda....
              > te pole walki miedzy soba powstaja w puzniejszym stadjum,
              > chyba wtedy ,kiedy sie jakos gdzies zagubimy,albo stracimy
              > przekonanie,ze jestesmy kochani....sad((((

              niestety...myślę, że niektórym zdarza sie to od samego początku, od pierwszego
              oczu spotkania i podekscytowanie zwyczajne (nie wiadomo czym wieksze: własnym
              zauroczeniem czy właśnie "walką" o znaczenie własne dla "partnera") - MIŁOŚCIĄ
              nazywają...
              To jest już tu gdzie choćby w duchu pada: "a nie zadzwonie teraz...niech się
              troszku pomartwi", "zobaczę czy pierwszy zadzwoni" itp. itd.. i tak na milion
              sposobów w niezliczonych związkach rozpoczyna się "walka" miedzy mężczyzna
              i kobietą o to które ważniejsze, kto ma pierwszeństwo...nawet w wynoszeniu
              śmieci sad Poziom "gorącości walki" utożsamiają częstokroć z "poziomem" MIŁOŚCI,
              bo przecież trzeba jakoś tłumaczyć choćby przed sobą samym powód, że jest się
              w związku, a nie poza nim i...bywa że długimi latami głównym lepiszczem
              w związku jest "walka o znaczenie i zajmowane miejsce w związku"... nie zaś
              walka z przeciwnościami poza związkiem o TEN szcześliwy ZWIĄZEK.
              A że ta "walka" ma specyficzny charakter to bywa, że bez wielkieho hałasu
              i wrzawy MILCZĄCO całymi długimi latami trwa nadając sens życiu DWOJGA
              W ZWIĄZKU tyle, że w pojedynkę, w samotności, bo tam....gdzie się szczerość
              kończy - somotność się zaczyna, a co dopiero, gdy niektórzy od samego początku
              tej szczerości dla absolutnej przejrzystości bali się, nie poznali, lub nawet
              w imię by "nie martwić wątpliwościami", czy dla "swiętego spokoju" siebie
              samych przemilczali?
              Tak mi się czasem myśli, czy właśnie w tej "delikatności przemilczeń" nie tkwi
              największa pułapka w którą na dodatek na własne życzenie ludkowie wpadają
              i później jak w labiryncie bez wyjścia miotają się ze swoim i cudzym życiem,
              razem - a jednak w pojedynkę - siadając do stołu, dzień witając i żegnając
              kolejny dzień, by następny znów toczył się w tym labiryncie z którego wyjścia
              nie widać, bo z przemilczeń wysokie, grube mury wyrastają, "domy", dzieci...
              sąsiedzi itd. itp. aż do dni ostatnich jednego lub drugiego...kiedy związku nie
              ma... z "naturalnego" porządku bądź w wyniku wielkiej rewolucji - pod naporem
              nadciśnienia z gromadzonych przemilczeń - "rozpada" się COŚ czego właściwie
              nigdy nie było - ZWIĄZEK DWOJGA co był w pojedynkę dla pozoru jedynie na "dwa
              pa" sad
              Cudem jest związek bez przemilczeń, z absolutną przejrzystością gdzie MIŁOŚĆ
              daje wolność, a nie zabiera jej i gdzie nie potrzebni ŻADNI "pośrednicy",
              żadne specjalne "kleje", gdzie sobie właściwe POŁÓWKI po prostu do siebie
              pasują bez żadnych korekt, a jeszcze większym cudem jest to, że TAKIE związki
              prawdziwie się zdarzają i SĄ, pięknie żyją, trwają, rosną i kwitną, a nawet
              pięknie się rozmnażają - o ile mają TO SZCZĘŚCIE...
    • mniemanie Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 29.02.04, 16:51
      pisząc o miłości czuję się zakłopotany, szukam zatem przyczyny, skąd owo
      zakłopotanie na mnie spoziera i dlaczego akurat na mnie, czyżbym mikał się
      czego wstydzić kiedy o miłości myślę...???nie to nie tak...to zakłopotanie jest
      chyba kwestią tego ,że każdy głos o miłości wydaje mi ię głosem zbędnym ,
      jeżlei nie podnosi się w okoliczności niezbędnej, żeby o tym się wypowaidać.
      ostatnio całkiem poważnie pomyślałem ,że za dużo produkuje się na ten
      temat...dlaczego akurat na ten???to wydaje się proste...otóż dlatego że to
      temat tak czy inaczej bliski każdemu..taki uniwersalny temat do przegadania...

      ale skoro już można włączyć swoje kilak słów
      temat jest szeroki i nigdy nie wiem z jakiej strony go gryźć...smile

      może w tym wszystkim chodzi o cieprpliwą troskę i ciągłe poszukiwanie w drugiej
      osobie tej własnie jedynej wyjątkowej osoby, niepowtarzalnej, o ciągłe
      uświadamianie sobie jej wyjątkowości...a to może być tylko na drodze ponawania
      tej osoby.
      jakoś nie chcę tu pisać o miłości jako uniesieniu
      może się ostatnio zmieniam i nie o zgrozo...wink
      bo cxzym włąściwie jest miłosne uniesienie, afekt wobec radosnej pewności co do
      drugiej osoby zbudowanej w czasie...dodatkiem , jakże cieszacym , owszem, ale
      dodatkiem.

      ot i tyle na dziś o miłoscismile
      nie wtrącam swoich słów w ramy dyskusji w tym wątku, trochę on już rozbudowany
      i trudno byłoby to zrobić mając mało czasu
      zatem zostawiam te kilka słów i uciekam dalejsmile

      • kasikk Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 29.02.04, 20:38
        a ja sądzę, że miłość to właśnie takie uniesienie i bez tego wzruszenia,
        podniosłości traci swoją niezwykłość, bo miłość jest niezwykła
        nie ma zwyczajnej miłości - każda ma w sobie świętość jakąś
        nie ważne czy kocha się brata, matkę, czy "druga połówkę pomarańczy"
        każda niesie ze sobą zaufanie, dobroć, radość, nawet kiedy boli, to
        niezwyczajnie
        i odpowiadając na pytanie Megxx, wydaje mi się, że wiek nie ma znaczenia, jeśli
        ma - nie ma miłości
        • mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 01.03.04, 00:25
          ..to cos cudnego,slodkiego,dobrego...smak miodu..Mala
          • megxx Rozważyłam głos Aniouka w dyskusji 03.03.04, 09:29

            "ja myślę, że to wielka różnica czy kocha się siebie samego
            czy KOGOŚ ponad samego siebie - i dopiero poprzez pryzmat TEGO KOGOŚ
            samego siebie - w tym właśnie znajdując swoją własną radość i swoje własne
            szczęście, bo w uszczęśliwianiu prawdziwym (nie domniemanym czy
            "na siłę")tkwi chyba sedno PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI."


            Cudownie jest w miłości dawać, nie oglądając się, czy coś w zamian można
            dostać, ale....To jest dobre gdy istnieje to z obu stron. Gdy można coś jednak
            dostać z drugiej strony. I nie myślmy, że bedziemy szczęśliwi, gdy będziemy
            całych siebie oddawać, nic nie biorąc. To nie jest miłość.


            "Aby nie domniemywając (własnymi jedynie kierując się oczekiwaniami czy
            jedynie własnym - niekoniecznie prawdziwym przeświadczeniem) i w konsekwencji
            nie "na siłę" próbować uszczęśliwiania KOGOŚ, trzeba KOGOŚ KOCHAĆ (i właśnie
            tak przez TA miłość dopiero siebie samego)bo w TAKIEJ miłości TKWI siła, cheć
            i umiejętność PRZEJRZYSTOŚCI wzajemnej."

            Ale co zrobić, gdy jedna ze stron nie umie dawać, a twierdzi, że kocha?



            "Jednak TAKIEJ przejrzystości bez istnienia BEZGRANICZNEGO ZAUFANIA... po
            prostu
            nie ma, bo... bez bezgranicznego zaufania nie ma także DOBREGO, SZCZEREGO
            ROZMAWIANIA sad"

            To jest bardzo prosty przepis na dobry związek, zwłaszcza, gdy uniesienie
            okrzepnie, gdy "poznamy myśli swoje na wylot". I to należy propagować: DOBRE,
            SZCZERE ROZMAWIANIE.
            Ale co zrobić, gdy małomówna jedna ze stron, skryta, niedowartościowana(z
            dzieciństwa może), czy mamy terapie prowadzić? Czy starczy sił?


            Przyszło mi teraz do głowy, że w miłości są takie dwa etapy: pierwszy, gdy
            ponad naszym umysłem są emocje, chemia. I drugi, gdy trzeba wysilić umysł, by
            zadbać o związek. Ale o tym Aniołek pisze w innym liście, wiec o tym innym
            razem.
            • megxx Re: Rozważyłam głos Aniouka w dyskusji cd. 03.03.04, 11:23
              Tyle już powiedziano o miłości, o jej niezgłębionej tajemnicy i sile, ale
              trudno oddzielić miłość od tego co ona sama tworzy, od związku dwojga ludzi.
              Miłość dodaje skrzydeł, zaślepia oczy, ale rozjaśnia życie i powoduje, że
              chcemy być z ukochaną osoba, dzielić z nią wszystkie chwile. I tu zaczyna się
              pułapka codzienności, ta już nie jest taka romantyczna, taka wzniosła. Bo
              jeżeli kiedyś celebrowanie robienia śniadania było takie ważne, to po pewnym
              czasie już nie jest. Dlatego aby podsycać miłość, by nie skurczyła się, trzeba
              coś więcej. Potrzeba sporo wiedzy, aby nie zniszczyć miłości. Dobra jest
              przyjaźń, ale podstawą jest świadomość, że związek wymaga pielęgnacji, na co
              dzień. I to z obu stron.
            • aniouek1 Megxx i ja Twoj z uwagą rozważam...(1) 04.03.04, 00:23
              Megxx... pisząc to co wczesniej napisałam myślałam o takiej PRAWDZIWEJ miłości,
              gdzie "dwie połowki" sobie właściwe bo "od kompletu"... o tym Mala, tu już
              kiedyś napisała:

              mala20033 04.11.2003 14:38 odpowiedz na list odpowiedz cytując

              Mówią ze, kiedy rodzi się człowiek z nieba spada dusza i rozpada się na dwie
              części... Jedna z nich trafia do kobiety druga do mężczyzny... Natomiast całe
              życie polega na odnalezieniu tej drugie połowy... połowy swojej własnej
              duszy... połowy samego siebie...

              Akt I

              Kiedy się w kimś zakochujemy bez odwzajemnienia znaczy to ze nie jest to ta
              prawdziwa nasza druga połowa... której tak szukamy. Owszem jest to miłość... a
              raczej zauroczenie... które niestety potrafi trwać wiele lat... których tak
              niewiele nam zostało... na tą prawdziwą odwzajemnioną i jedyną miłość.

              Akt II

              Czasami bywa tak że dwie osoby się kochają... albo tak im się wydaję. Chcą być
              razem... ale jedna z nich nie może z jakiegoś powodu. Wtedy tez nie jest to ta
              prawdziwa miłość. Dlatego że osoba kochająca tą prawdziwą miłością jest w
              stanie zrobić wszystko dla tej drugiej.

              Akt III

              Jak więc poznać tą prawdziwą miłość?... tą drugą połowę?... Prawdziwą miłość
              poznaje się po tym ze dwie osoby są w stanie zrobić dla siebie wszystko... po
              tym ze równie mocno się kochają... po tym ze tak samo im na sobie zależy... po
              tym ze nie mogą bez siebie żyć... po tym jak na siebie patrzą... po tym jak
              opowiadają o tej drugiej połowie... po tym jak zachowują się kiedy są razem...
              po tym jak zachowują się kiedy są oddzielnie... po tym jak nie widzą świata
              poza sobą... po tym jak się dotykają... po tym jak o sobie myślą... po tym jak
              się przytulają... po tym jak się całują... po tym jak czują ze ich dusze są
              jednością...

              Myślałam o miłości "nazwanej" wierszem Quist Michael

              O miłości...

              Bo miłość mój drogi to:

              To chcieć czynić drugiego wolnym, a nie uwodzić go,
              to uwolnić go z jego więzów, jeśli pozostawał więźniem,
              Aby on także mógł powiedzieć: "kocham ciebie",
              nie będąc do tego zmuszonym nieposkromionymi pragnieniami.

              Kochać to wejść do drugiego, jeśli otwiera tobie
              bramy swego tajemniczego ogrodu, po drugiej
              stronie okrężnych dróg, kwiatów i owoców
              zrywanych na skarpie,
              Tam, gdzie zadziwiony potrafisz wyksztusić: to
              "ty", moje kochanie, ty jesteś moją jedyną...

              Kochać to chcieć ze wszystkich sił dobra drugiej
              osoby nawet z pominięciem siebie, to czynić
              wszystko, by ona wzrastała i rozwijała się
              Stając się z każdym dniem człowiekiem jakim
              być powinna a nie takim, jakiego chciałbyś ukształtować
              według swoich marzeń.

              Kochać to ofiarować swoje ciało, a nie zabierać
              ciała drugiej osoby, lecz przyjąć je gdy daje siebie,
              To skoncentrować siebie i wzbogacić, aby
              ofiarować ukochanej całe swoje życie skupione w
              ramionach twojego "ja", co znaczy więcej niż
              tysiące pieszczot i szalonych uścisków,

              Kochać to ofiarować siebie drugiej osobie, nawet
              jeśli ona przez moment się wzbrania
              To dawać nie licząc tego, co inny ci daje,
              płacąc bardzo drogo, nie domagając się zwrotu.

              Największa miłość wreszcie to przebaczyć, gdy
              ukochana niestety odchodzi, usiłując oddać
              innym to, co przyrzekła tobie.

              Kochać to zastawić stół, aby przy nim zasiadł twój
              gość i nie sądzić, że możesz obejść się bez niego,
              Ponieważ pozbawiony żywności, jaką on ci przynosi,
              na twoje świąteczne przyjęcie nie postawisz
              dań królewskich lecz tylko suchy chleb biedaka.

              Kochać to wierzyć drugiej osobie i ufać jej,
              wierzyć w jej ukryte siły, w życie które posiada,
              jakiekolwiek byłyby kamienie do usunięcia dla
              wyrównania drogi.

              To zdecydować się rozsądnie i odważnie wyruszyć na
              drogi czasu, nie na sto, tysiąc czy dziesięć
              tysięcy dni, ale na pielgrzymkę, która się nie skończy,
              bo jest pielgrzymką, która trwać będzie ZAWSZE.

              Powinienem ci to powiedzieć, aby oczyścić twe
              marzenia, że kochać to zgodzić się na cierpienie,
              śmierć sobie samemu, aby żyć i ożywiać,
              Ponieważ tylko ten, kto może bez bólu zapomnieć
              o sobie dla drugiego, może wyrzec się życia dla
              siebie tak, żeby nie umarło w nim cokolwiek z niego.

              Kochać wreszcie to jest to wszystko, o czym
              powiedziano i jeszcze więcej,
              Bo kochać to otworzyć się na nieskończoną MIŁOŚĆ,
              to pozwolić się kochać, być przejrzystym
              wobec tej MIŁOŚĆI, która zawszę w porę.

              To jest, o wzniosła Przygodo, pozwolić Bogu
              kochać tego, którego ty w sposób wolny
              decydujesz się kochać!

              Dlatego napisałam:

              "ja myślę, że to wielka różnica czy kocha się siebie samego
              czy KOGOŚ ponad samego siebie - i dopiero poprzez pryzmat TEGO KOGOŚ
              samego siebie - w tym właśnie znajdując swoją własną radość i swoje własne
              szczęście, bo w uszczęśliwianiu prawdziwym (nie domniemanym czy
              "na siłę")tkwi chyba sedno PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI."

              megxx napisała:

              >Cudownie jest w miłości dawać, nie oglądając się, czy coś w zamian
              >można dostać,

              bo w PRAWDZIWEJ MILOŚĆ dwojga, którzy JEDNYM "coś za coś" po prostu NIE
              ISTNIEJE i już!

              >ale....
              >To jest dobre gdy istnieje to z obu stron.

              Megxx... ja piszac, co napisałam... o MIŁOŚCI myślałam która sprawia, że
              dwoje JEDYM.. nie zas JEDNYM w pojedynke... dla pozoru "na dwa pa"

              >Gdy można coś jednak dostać z drugiej strony.

              Hmm... "coś jednak"... to chyba jednak nie w tym rzecz by "coś jednak", bo
              "coś jednak" we wzajemnym obcowaniu dwoje ludzi sobie wzajem DAJE... choćby
              nawet niejako "chcąc nie chcąc"
              Czy aby nie wiekszy problem by "dawane coś jednak"... chciało być - czy może
              lepiej - mogło być "przyjmowane"?

              >I nie myślmy, że bedziemy szczęśliwi, gdy będziemy całych siebie oddawać,
              >nic nie biorąc.

              Megxx... jak dla mnie, to zbyt kategorycznie i jednoznacznie brzmisz, a MILOSC
              to jednak bardzo indywidualna sprawa, jak i to czym dla KOGO i w czym, z czym
              KTOŚ SZCZEŚLIWY bardziej, mniej, lub wcale...

              >To nie jest miłość.

              Też nie jestem do końca przekonana, bo... "gdy całych siebie" to także ze
              swoim otwartym artykułowaniem własnych uczuć, odczuć, wiedzy... WSZYSTKIEGO...
              a jeśli TAK, to... "jakaś" szansa na MIŁOŚĆ istnieje choćby we wzajemnym
              "naumianiu i naumieniu się siebie".

              Jest też MIŁOŚĆ taka ...BEZWARUNKOWA, która np. matka ofiaruje swojemu dziecku
              i choćby od swojego dziecka otrzymywała NIC a nawet same troski, to... jednak
              KOCHA pomimo wszystko kocha i już!

              Jest chyba także MIŁOŚCIĄ, i taka "jednostronna" na pozór relacja, w której
              kochając właśnie poprzez "KOCHAJĄC" - z pełną świadomością i zgodnie z własną
              wolną wolą - zapomina KTOŚ o sobie chcąc i będąc DOBRA ODPOWIEDZIA dla
              "niepartnera"

              Myśle, że nasza wymiana zdań może troszku przypominać rozmowę w której Ty
              o CZYMŚ innym a ja o CZYMŚ innym piszemy myśląc obie.

              Wcześniej pisząc to do czego Ty sie odnosisz ja koncentrowałam się na myśleniu
              o związku w którym DWOJE prawdziwie JEDNYM.

              Odnoszę wrażenie, że dla Ciebie - w odróżnieniu ode mnie - JEDNYM oznacza
              bardziej związek dwojga co niby JEDYM bo właściwie to dwojga w pojedynkę.

              Pisząc to co poniżej, myślałam właśnie o takim związku DWOJGA, którzy
              PRAWDZIWIE - a nie na "niby" - JEDNYM SĄ i stąd:

              "Aby nie domniemywając (własnymi jedynie kierując się oczekiwaniami czy
              jedynie własnym - niekoniecznie prawdziwym przeświadczeniem) i w konsekwencji
              nie "na siłę" próbować uszczęśliwiania KOGOŚ, trzeba KOGOŚ KOCHAĆ (i właśnie
              tak przez TA miłość dopiero siebie samego)bo w TAKIEJ miłości TKWI siła, cheć
              i umiejętność PRZEJRZYSTOŚCI wzajemnej."
            • aniouek1 Megxx i ja Twój z uwagą rozważam...(2) 04.03.04, 00:38
              Zapytałaś:

              >Ale co zrobić, gdy jedna ze stron nie umie dawać, a twierdzi, że kocha?

              To TWIERDZENIE może być PRAWDĄ, jak również prawdą być może, że... to właśnie
              ta "druga" strona nie umie brać co "jedna" daje... bo, że "coś" jednak daje,
              to jest o tyle oczywiste, że każdy człowiek obcując z drugim człowiekiem "coś
              jednak SOBĄ Z SIEBIE daje"...

              Problem w tym czy daje TO co może być i chce być przyjęte.

              Sądzę, że nie ma problemu gdy DWIE POŁÓWKI SĄ WŁAŚCIWE, ale jest wówczas, gdy
              nie sa SOBIE WZAJEM WŁAŚCIWE... gdy nie są "od kompletu".
              Jednak i TEN problem... jeśli bardzo IM, a nawet TYLKO JEDNEMU na TYM zależy
              można jeśli nie usunąć to przynajmniej uczynić możliwym do uniesienia.
              Jak? Myślę, że SZCZERZE ROZMAWIAJĄC... tyle, że:
              - do ROZMOWY TRZEBA dwojga
              - SZCZEROŚĆ także nie jest łatwym zadaniem zwłaszcza tam gdzie jest czy wręcz
              - z jakiegoś powodu - musi być OGRANICZONE ZAUFANIE

              Dlatego też wcześniej napisałam:

              "Jednak TAKIEJ przejrzystości bez istnienia BEZGRANICZNEGO ZAUFANIA... po
              prostu nie ma, bo... bez bezgranicznego zaufania nie ma także DOBREGO,
              SZCZEREGO ROZMAWIANIA sad"

              Napisałaś:

              >To jest bardzo prosty przepis na dobry związek, zwłaszcza, gdy uniesienie
              >okrzepnie, gdy "poznamy myśli swoje na wylot".

              Hmm... gdy "poznamy myśli swoje na wylot"... to po co ROZMAWIANIE?
              Czy aby nie po to ROZMAWIANIE by właśnie poznawać bezustannie w stanie
              bezustannej zmiany znajdujące się MYŚLI?

              Dziękuję, za Twoje poparcie:

              >I to należy propagować: DOBRE, SZCZERE ROZMAWIANIE.

              Dokładnie tak właśnie uważam, iż należy propagować, ale i samemu starać się
              inicjować i prowadzić, być otwartym na DOBRE, SZCZERE ROZMAWIANIE.

              >Ale co zrobić, gdy małomówna jedna ze stron, skryta, niedowartościowana
              >(z dzieciństwa może), czy mamy terapie prowadzić?

              Nie wiem, ale może..gdy małomówna - mówić by naumieć mówienia, otwierając się -
              otwierać, nie atakować ani nie bronić się, bo to NIE MA BYC BITWA, ale DOBRA,
              ZYCZLIWOŚCIĄ przepełniona ROZMOWA dwojga w imię JEDNYM BYĆ, przy czym na TYM -
              JEDNYM BYĆ - prawdziwie MUUUSI "komuś" zależeć.
              Gdy "niedowartościowana" to... dowartościowywać... nic lepszego, mądrzejszego
              teraz do głowy mi nie przychodzi sad

              >Czy starczy sił?

              Jeśli z MIŁOŚCI czerpane będa to... chyba powinno starczyć wink

              Napisałaś także:

              >Przyszło mi teraz do głowy, że w miłości są takie dwa etapy:

              >pierwszy, gdy ponad naszym umysłem są emocje, chemia.

              Hmm... nie jestem pewna, czy ja sama miłością bym to nazwała...

              >I drugi, gdy trzeba wysilić umysł, by zadbać o związek.

              ...a mnie się wydaje, że o TO trzeba dbać od "narodzin" związku...
            • aniouek1 i jeszcze COŚ nt/x (3) 04.03.04, 01:42
              Jakoś tak... powtórzyć mi się bardzo chce, coś, co wcześniej już raz napisałam
              choć ...nie wszystko co teraz i tu... jest powtórką wink

              Niestety...zbyt chyba często... a może najcześciej.. różne związki przypominają
              bardziej "pole walki" MIĘDZY SOBĄ niż o ZWIAZEK DWOJGA... stąd i o zaufanie
              bezgraniczne trudno i o przejrzystość... wreszcie o MIŁOŚĆ KOGOŚ trudniej niż
              o egoistyczną, swoją własną sad

              Kendo napisała:

              > tak,Anioueczku,wszysko prawda....
              > te pole walki miedzy soba powstaja w puzniejszym stadjum,
              > chyba wtedy ,kiedy sie jakos gdzies zagubimy,albo stracimy
              > przekonanie,ze jestesmy kochani....sad((((

              niestety...myślę, że niektórym zdarza sie to od samego początku, od pierwszego
              oczu spotkania i podekscytowanie zwyczajne (nie wiadomo czym wieksze: własnym
              zauroczeniem czy właśnie "walką" o znaczenie własne dla "partnera") - MIŁOŚCIĄ
              nazywają...

              To jest już tu gdzie choćby w duchu pada: "a nie zadzwonie teraz...niech się
              troszku pomartwi", "zobaczę czy pierwszy zadzwoni" itp. itd.. i tak na milion
              sposobów w niezliczonych związkach rozpoczyna się "walka" miedzy mężczyzna
              i kobietą o to które ważniejsze, kto ma pierwszeństwo...nawet w wynoszeniu
              śmieci sad

              Poziom "gorącości walki" utożsamiają częstokroć z "poziomem" MIŁOŚCI,
              bo przecież trzeba jakoś tłumaczyć choćby przed sobą samym powód, że jest się
              w związku, a nie poza nim i...bywa że długimi latami głównym lepiszczem
              w związku jest "walka o znaczenie i zajmowane miejsce w związku"... nie zaś
              walka z przeciwnościami poza związkiem o TEN szcześliwy ZWIĄZEK.

              A że ta "walka" ma specyficzny charakter to bywa, że bez wielkieho hałasu
              i wrzawy MILCZĄCO całymi długimi latami trwa nadając sens życiu DWOJGA
              W ZWIĄZKU tyle, że w pojedynkę, w samotności, bo tam....gdzie się szczerość
              kończy - somotność się zaczyna, a co dopiero, gdy niektórzy od samego początku
              tej szczerości dla absolutnej przejrzystości bali się, nie poznali, lub nawet
              w imię by "nie martwić wątpliwościami", czy dla "swiętego spokoju" siebie
              samych przemilczali?

              Tak mi się czasem myśli, czy właśnie w tej "delikatności przemilczeń" nie tkwi
              największa pułapka w którą na dodatek na własne życzenie ludkowie wpadają
              i później jak w labiryncie bez wyjścia miotają się ze swoim i cudzym życiem,
              razem - a jednak w pojedynkę - siadając do stołu, dzień witając i żegnając
              kolejny dzień, by następny znów toczył się w tym labiryncie z którego wyjścia
              nie widać, bo z przemilczeń wysokie, grube mury wyrastają, "domy", dzieci...
              sąsiedzi itd. itp. aż do dni ostatnich jednego lub drugiego...kiedy związku nie
              ma... z "naturalnego" porządku bądź w wyniku wielkiej rewolucji - pod naporem
              nadciśnienia z gromadzonych przemilczeń - "rozpada" się COŚ czego właściwie
              nigdy nie było - ZWIĄZEK DWOJGA co był w pojedynkę dla pozoru jedynie na "dwa
              pa" sad

              Cudem jest związek bez przemilczeń, z absolutną przejrzystością gdzie MIŁOŚĆ
              daje wolność, a nie zabiera jej i gdzie nie potrzebni ŻADNI "pośrednicy",
              żadne specjalne "kleje", gdzie sobie właściwe POŁÓWKI po prostu do siebie
              pasują bez żadnych korekt, a jeszcze większym cudem jest to, że TAKIE związki
              prawdziwie się zdarzają i SĄ, pięknie żyją, trwają, rosną i kwitną, a nawet
              pięknie się rozmnażają - o ile mają TO SZCZĘŚCIE...

              Megxx napisała:


              >Tyle już powiedziano o miłości, o jej niezgłębionej tajemnicy i sile, ale
              >trudno oddzielić miłość od tego co ona sama tworzy, od związku dwojga ludzi.

              Tak napisałaś, jakby MIŁOŚĆ była czymś „zewnętrznym” jak ...urząd.
              Przepraszam za powyższe, ale.. takie jakieś skojarzonko uchwyciłam w samej
              sobie, gdy tymczasem jestem przeświadczona, ze MIŁOŚĆ to COŚ
              co wręcz człowiekowi przyrodzone... z potrzebą miłości i dzielenia się sobą
              -niemal jak z potrzebą tlenu - rodzimy się... Czyżbym się myliła?
              Sądzę także, ze to nie tyle MIŁOŚĆ sama, co właśnie dwoje ludzi
              miłujących się – TWORZY związek, i od nich zależy jakim ten
              związek będzie, od Ich wzajemnej miłości, lub wzajemności
              braku przy równoczesnym rozwinięciu np. tzw. miłości „własnej”,
              w której egoizm, egocentryzm dwojga, lub tylko jednego
              może okazać się decydującym dla zniszczenia związku i tylko
              ZWIĄZKU, bo...prawdziwa miłość wzajemna jeśli jest, to zniszczyć
              się nie pozwoli – bo właściwie kto, co mogłoby taką miłość zniszczyć?
              Dlaczego? Po co?

              >Miłość dodaje skrzydeł, zaślepia oczy, ale rozjaśnia życie i powoduje, że
              >chcemy być z ukochaną osoba, dzielić z nią wszystkie chwile.

              Czy musi „oczy zaślepiać”? ...
              ”Wszystkie chwile – łatwo powiedzieć... jeśli....

              >I tu zaczyna się pułapka codzienności, ta już nie jest taka romantyczna,
              >taka wzniosła.

              codzienność, może sprawić, że....

              >Bo jeżeli kiedyś celebrowanie robienia śniadania było takie ważne, to po
              pewnym
              >czasie już nie jest.

              .... sad

              >Dlatego aby podsycać miłość, by nie skurczyła się, trzeba coś więcej.

              Coś więcej niż CO Megxx?

              >Potrzeba sporo wiedzy, aby nie zniszczyć miłości.

              Wiedza... przejrzystość wzajemna... a więc DOBRE ROZMAWIANIE...
              tyle, że ono – moim zdaniem – może wzmacniać, rozwijać, jednak...

              Megxx – daruj mój upór – PRAWDZIWEJ WZAJEMNEJ MIŁOŚĆI –
              - moim zdaniem – NIC, ani NIKT zniszczyć NIE POTRAFI... chyba, że
              tak naprawde MIŁOŚCIĄ nazwane jest tylko złudzeniem MIŁOŚCI
              (zauroczenie, przywiązanie, przyzwyczajenie, odpowiedzialność,
              wygodnictwo, wyrachowanie, itp.) nie zaś sama MIŁOŚĆ WZAJEMNA...
              – taka jest po prostu wieczna – moim zdaniem WIECZNA JEST i już! wink

              >Dobra jest przyjaźń, ale podstawą jest świadomość, że związek wymaga
              >pielęgnacji, na co dzień. I to z obu stron.

              A czym jest PRZYJAŹŃ Twoim zdaniem?

              I... jeszcze jedno....

              „Świadomością” także dzielić się można i chyba nawet należy
              jeśli na ZWIĄZKU prawdziwie zależy KOMUŚ, kto świadomy
              jest ze „związek wymaga pielęgnacji na co dzień”...
              Cudnie, jeśli OBIE „strony” tą świadomość mają, jednak, jeśli
              Nawet tylko jedna „strona” ta świadomość ma, to... „świadomością”
              Także się można dzielić i chyba nawet należy wink

              Specjalnie użyte przez Ciebie określenie „strona” zamykam w cudzysłowiu,
              bo...już samo to określenie kojarzy mi się z... „polem walki”
              i czymś w rodzaju „po STRONIE wroga”, „STRONA w sprawie” i.t.p. sad

              Bardzo mi się podoba wypowiedź nt/x - Rb13 z 12.02.2004 14:46:

              >Miłość co to jest. To trudne pytanie !
              >Miłość to - to co zostaje po zakochaniu !
              >To dotyk ręki który mimo lat upływu wciąż parzy
              >To Twój wzrok który nie widzi moich siwych włosów ani zmarszczek na twarzy
              >To gdy przy mnie nie ma w smutku Cię trwanie
              >To szara codzienność rozjaśniona Twą bliskością
              >To tęsknota...
              >Psiakość ... najwspanialsze jest to ,że ze mną jesteś !

              Nie mogłam sobie darować, by... jeszcze raz w tej dyskusji TEGO GŁOSU
              nie przytoczyć...

              „PSIAKOŚĆ... NAJWSPANIALSZE JEST TO, ŻE ZE MNĄ JESTEŚ!”
              • kendo Re: i jeszcze COŚ nt/x (3) 04.03.04, 11:03
                Anioueczek,ales sie "przyssala" do tematu hi,hi,

                Milosc fizyczna/duchowa.
                niektorzy wlasnie maj taki podzial.
                duchowa milosc trwa w zwiasku obojga,
                niema granic ,nie podwaza naszych wad/zdrowia/humoru
                akceptujemy sie takimi jakimi jestesmy
                uzupelniamy sie wzajemnie "dajac" sobie to co mamy najlepsze
                nie licytujem sie codziennie
                o wyrzucenie smiec/pomycie garow
                "kolejki"sa wykonywane automatycznie z wielka pasja
                cieszac sie jednoczesnie ,ze jestesmy doceniani
                poprzez inne reakcje drugiej osoby.
                to jakby umiec patrzec w dusze drugiego i bez slow sie rozumiec
                i odbierac wzajemne sygnaly.

                Mysle,ze juz nic wiecej nie moge dodac do tego wszystkiego
                kazdy z nas pieknie opisal,
                jak sam rozumie "pojecie milosci duchowej"
                bo o tym dyskutujemy....

                • megxx cud miłości 04.03.04, 17:14
                  Wierzę, że każdy z nas dostał dar miłości. Jedni go rozumieją, inni nie wierzą,
                  że go mają, a jeszcze inni nie wiedzą co z tym darem począć.
                  Ale po co mamy mówić o miłości idealnej, Prawdziwie PRAWDZIWEJ, takiej co dwie
                  połówki łączy. Tam wszystko jest jasne i oczywiste i nie bedzie najmniejszej
                  próby walki. Ale czy my wszyscy odnaleźliśmy właściwe połówki? Przecież w życiu
                  tak nie jest, że się nie zmieniamy. Może kiedys te dwie osoby były jak dwie
                  połówki, ale zaszły jakieś zmiany i już jest inaczej, inne otoczenie, inne
                  wpływy, a może ujawniły się reakcje skryte kiedyś głęboko. I tu wychodzi
                  wielkość miłości, może teraz nie wybraliby siebie, ale jeszcze próbują.....
                  Niestety, nie zawsze starcza sił. I co wtedy? Czy prawdziwa miłość może zdarzyć
                  się tylko raz w życiu ?
                  • aniouek1 a jeśli..... 04.03.04, 17:40
                    Jeśli z jakiegoś powodu (czy nawet tak po prostu...- niech będzie, że z winy
                    czasu) sznur korali rozsypał się... to można próbować koraliki zbierać i na
                    powrót nanizując jeden obok drugiego... powiązać rozsypane korale w sznur...
                    Myślę, że można, jeśli... prawdziwie chce się te korale mieć w sznurze korali,
                    a nie rozsypane po kącikach i poprzykrywane kurzem... lecz pełnym blaskiem
                    rozświetlające ZWIĄZEK wink

                    megxx napisała:

                    > Może kiedys te dwie osoby były jak dwie połówki, ale zaszły jakieś zmiany
                    > i już jest inaczej, inne otoczenie, inne wpływy, a może ujawniły się reakcje
                    > skryte kiedyś głęboko.
                    > I tu wychodzi wielkość miłości, może teraz nie wybraliby siebie, ale jeszcze
                    > próbują.....
                    > Niestety, nie zawsze starcza sił. I co wtedy? Czy prawdziwa miłość może
                    > zdarzyć się tylko raz w życiu ?

                    Jeśli próbują to znaczy że im zależy, a jeśli zależy prawdziwie to i szansa
                    jest, że się im uda odnależć TO co w zabieganiu codzienności gdzieś się
                    zapodziało, zaśniedziało, a może nawet przez jakiś czas wcale nie wydawało
                    sie niezbędne by dalej wspólnie żyć a nie jedynie egzystować obok siebie.
                    Ja głosuję za SZCZERYM DOBRYM ROZMAWIANIEM i nawet jeśli to trudne, jeśli
                    nawet wydaje się niemożliwe to... jest jeszcze taki sprytny "wynalazek" jak...
                    SZCZERE, DOBRE LISTY, które (nie czekając na odpowiedź) można choćby
                    dopakowywać do drugiego śniadania, które "do pracy", czy wsuwać do
                    kieszonki "na drogę"... każdy sposób doręczenia jest dobry byle tylko to
                    co się doręcza DOBRE BYŁO jak ...chleb...

                    Tak mi się wydaje... mogę mieć rację równie dobrze, jak wcale jej nie mieć,
                    albo mieć po części wink

                    A może c.d. TEJ dyskusji, tej rozmowy przeniesiemy do wątku o związkach
                    SUPELKÓW Z WEZEŁKAMI?
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11087&w=6891501
    • aniouek1 MIŁOŚĆ 11.03.04, 17:09
      Utrzymanie świata we dwoje w życiodajnym i przyjaznym porządku to wielki trud
      psychiczny, rozgrywający się w różnych obszarach i wariantach.

      W temacie poświęconym miłości zachęcamy do przeczytania następujących artykułów:
      • aniouek1 W oczekiwaniu na miłość - Wanda Sztander (1) 11.03.04, 17:12
        Dlaczego czasem nie znajdujemy miłości, choć tak bardzo jej szukamy? Czym innym
        jest czekać na piękną niedzielę, a czym innym – przeżyć ją do wieczora. Wielu
        modli się o piękną niedzielę. To, czego doświadczamy, budząc się rano w
        radosnym świergocie ptaków pod bezchmurnym niebem, to oczarowanie i ekscytacja.


        Oczarowanie jest zawsze początkiem miłości. Doświadczenie oczarowania ma
        charakter archetypalny. Przemawia do nas poprzez mit, baśń i sen. Historia
        o Kopciuszku i zauroczeniu Księcia przyprawia o niezrozumiałe dreszcze chłopców
        i dziewczynki. Bynajmniej nie z powodu nocy poślubnej, lecz właśnie z powodu
        tego, co tajemnicze i czarodziejskie – oczarowania. Robert Bly
        w Książce „Żelazny Jan”, która sama w sobie jest psychologiczną analizą baśni,
        pisze o oczarowaniu jako przeżyciu duchowym, którego kwintesencją jest
        spotkanie z tym, co w nas samych jest najlepsze. Królewna wyzwala w mężczyźnie
        najszlachetniejsze porywy duszy: wytrwałość, dzielność, szaleńczą odwagę, ale
        też subtelność i delikatność, nawet składanie wierszy i pieśni. W baśniach
        oczarowanie, po uprzednich perturbacjach, w krótkim czasie doprowadza do
        wesela, po którym wiemy tylko tyle, że „żyli długo i szczęśliwie”. Tworzy to
        naiwne wyobrażenie, że oczarowanie plus ślub są gwarantowaną bramą do
        szczęśliwego życia we dwoje.

        Jeśli się dobrze zastanowić, to puenta, że „odtąd żyli długo i szczęśliwie,
        a w królestwie nic się nie działo”, oznacza, że w królestwie działo się dobrze.
        Gdy pytamy: „Co u ciebie słychać?”, a odpowiedź brzmi: „nic” – to wiemy, że
        owo „nic” oznacza w gruncie rzeczy „nic złego”. Normalnie. Wszystko idzie swoim
        torem. Krowy dają mleko, jabłonie rodzą jabłka. Lecz czy dzieje się to samo?
        Bez wysiłku? Nic podobnego. Wiemy, ile pracy potrzebują wypielęgnowane sady
        i czyste krowy.

        Oczarowanie mija tak, jak mija poranek, i jest to absolutnie nieuniknione.
        Okazuje się, że królewicz ma łupież i rozrzuca brudne skarpetki, zaś królewna
        ma skłonności do niewinnych kłamstewek i lubi adoracje innych panów. Oboje
        muszą przebrnąć przez smugę cienia odkrywając, że są „zwyczajnym mężczyzną”
        i „zwyczajną kobietą”, piękni i ułomni równocześnie.

        Utrzymanie świata we dwoje w życiodajnym i przyjaznym porządku to wielki trud
        psychiczny, rozgrywający się w różnych obszarach i wariantach. Bywa to trud
        rezygnacji, czasem trud dostosowania się, ale też odwaga i trud protestu czy
        negocjacji, wreszcie zmieniania siebie i uczenia się tolerancji dla odmienności
        drugiego. To mała próbka wysiłku niezbędnego, by „w królestwie nic się nie
        działo”.
        • aniouek1 W oczekiwaniu na miłość - Wanda Sztander (2) 11.03.04, 17:14
          W naszej kulturze wdarło się do umysłów wielu ludzi szkodliwe złudzenie, że
          miłość wszystko leczy, uzdrawia i napędza wyłącznie w kierunku piękna, dobra
          i szczęścia.

          Znam wiele osób, które oczekują, że ich życie odmieni się jak za pomocą
          czarodziejskiej różdżki, gdy spotkają miłość – czytaj: doświadczą oczarowania.

          Tak jakby można było chwalić dzień o poranku na długo przed zachodem słońca.
          Część tej wiary pochodzi od poetów aktualnie zauroczonych, więc nie ma się im
          co dziwić. To z powodu oczarowania właśnie piszą pieśni o miłości. Część tej
          wiedzy pochodzi od świętych, jak św. Augustyn, który mówi: „Kochaj i rób co
          chcesz”. Jednak wnikliwość każe szybko zorientować się, że chodzi o „kochaj”
          w wartościach Bożego porządku, porządku przyjaznego życiu, co zawsze oznacza
          wierność, odpowiedzialność, troskę o drugiego, miłosierdzie, przebaczanie,
          wyzbycie się pychy i egoizmu, więc wszystkie te rzeczy, wobec których się
          buntujemy, których nie lubimy, które bolą, a które z drugiej strony prowadzą do
          psychologicznej przemiany charakteru.

          Niektórzy z nas nie odnajdują miłości, ponieważ ulegają złudzeniu, że miłość
          jest automatem wyrzucającym szczęście jak lody. Inni nie potrafią przejść smugi
          cienia pomiędzy oczarowaniem a życiem, w którym już wszystko się stało,
          i pozornie „nic się nie dzieje”.

          Ci, którzy uwierzyli, że miłość jest oczarowaniem, mogą przez całe życie
          neurotycznie szukać coraz to nowej Królewny lub Królewicza, konstatując za
          każdym razem, gdy oczarowanie mija, iż to nie ta „Prawdziwa” lub nie
          ten „Prawdziwy”.

          Niektórzy drugiego człowieka czynią sensem swego życia. Bierze się to ze
          wspomnianych obietnic, po części z pustki w miejscu przeznaczonym na człowieczy
          sens życia. Po trosze odpowiedzialna jest za to biologia, która każe nam
          spełniać się w namiętności i rozmnażać. Wszyscy jednak, którzy mają dzieci,
          wiedzą, że rodzicielstwo posiada inny sens i inne zadanie niż miłość, która
          kazała je spłodzić. Sens równie złudny, jeśli właśnie dziecko chce się widzieć
          w centrum sensu swego życia. Drugi człowiek nie może być sensem życia, może
          bowiem okazać się życiowym bankrutem, zdrajcą, ćpunem, a nawet zbrodniarzem.
          Sensem życia może być tylko zadanie związane z drugim człowiekiem lub relacja,
          za którą czujemy się odpowiedzialni – ze wszystkimi ograniczeniami wynikającymi
          z tego, że nie możemy w tej relacji być odpowiedzialni „za” drugiego człowieka,
          lecz wyłącznie „za siebie wobec niego”.
        • aniouek1 W oczekiwaniu na miłość - Wanda Sztander (3) 11.03.04, 17:16
          Własny lęk, niepewność i brak odwagi nie pozwalają nam dopuścić do siebie
          blisko drugiego człowieka w obawie, by nie okazało się, że jesteśmy do niczego.
          By nie doznać odrzucenia, a przez to nie móc zrealizować nawet początku
          miłości, jakim jest oczarowanie. Lęk przed odrzuceniem upośledza możliwość
          spotkania i zrealizowanie się w miłości. Można poznać to po „strategii
          punktowej” w poszukiwaniu obiektu miłości. Strategia punktowa (w
          przeciwieństwie do przedziałowej) precyzyjnie określa warunki, jakie musi
          spełnić obiekt naszych westchnień. Ma mieć 180 cm, dziecięcy wdzięk, włosy
          blond, sportowy styl życia, określone zasoby finansowe, wyższe wykształcenie,
          samochód marki... Oznacza to, że rozwinięty duchowo technik o pociągłej twarzy,
          bez samochodu nie ma żadnych szans. Nie ma też szans wielu innych ludzi o
          bogactwach nie określonych w powyższym portrecie. Można śmiało założyć, że
          osoba lękająca się odrzucenia wykreuje postać tak szczegółowo opisaną, że
          nieosiągalną i przez to bezpieczną.

          Poczucie niskiej wartości może przejawiać się w przesadnej i nieadekwatnej
          gotowości do zaakceptowania pierwszej lepszej okazji. Poznać można to po
          strategii przesadnie „przedziałowej”. Strategia przedziałowa mówi: „odtąd –
          dotąd”. Od 20 do 35 lat. „Nie musi mieć wyższych studiów, lecz niech czyta coś
          oprócz tanich romansów i wykluczam picie czy palenie”. Jeśli jednak ktoś
          mówi: „wszystko jedno, byle mnie chciał(a)”, to sytuacja jest bliska
          samobójstwu. Można już tylko mieć szczęście albo go nie mieć.

          Życie i realizacja siebie w miłosnym związku składa się z namiętności,
          intymności i wspólnych zadań życiowych. Ta pierwsza mija jak niedzielne
          przedpołudnie. Ta druga ma szansę zachować się do wieczornych rozmów o tym, co
          z tobą, co ze mną, co z nami. Zadania, które określamy jako wspólne, mogą
          utrzymać nas w łączności na następne dni tygodnia, o ile będziemy utrzymywać
          dialog i kontakt z sobą nawzajem i z sobą samym. Viagra dla 70-latków przedłuża
          namiętności w miejscu, które powinno być zagospodarowane przez psychiczną
          bliskość (intymność) i wspólnotę zadań życiowych. Że nie wspomnę o sensie życia.
        • aniouek1 W oczekiwaniu na miłość - Wanda Sztander (4) 11.03.04, 17:17
          Nie możemy odnaleźć i spełnić się w miłości, bo traktujemy miłość jak
          atrakcyjny towar, zamiast słuchać swej mądrości, słuchamy komercyjnych reklam.
          Oto cytat z „Listów do nieznajomej” C.S. Lewisa: „młode ptaszki pokazują swoje
          pióra – w porze godów. Problem współczesnego świata polega jednak na tym, że
          wszystkie ptaki wpycha się do tego okresu jak najszybciej i trzyma tam tak
          długo, aż stracą z oczu prawdziwą wartość innych pór życia w pozbawionym sensu,
          pożałowania godnym wysiłku przedłużenia tego, co w końcu nie jest ani
          najmądrzejszym, ani najszczęśliwszym, ani najbardziej niewinnym czasem.
          Podejrzewam, że kryją się za tym czysto komercyjne motywy – właśnie w tym wieku
          ptaki obu płci wykazują najmniejszą odporność na chwyty handlowe!”.

          Wreszcie niektórzy nie spotykają miłości z powodów, które stanowią
          niezrozumiałą tajemnicę ich losu. Z niewiadomych powodów nie było dotąd
          czarownych, niedzielnych poranków. Nie musi oznaczać to, że już nigdy się nie
          wydarzą. Warto zachować na taką okazję wewnętrzną Królewnę Jasnowłosą, by mogła
          odebrać oczarowanie Królewicza.

          -------------------------------------------------------------------------------
          Wanda Sztander

          Autorka jest doktorem psychologii i psychoterapeutą, pracuje w Instytucie
          Psychologii Zdrowia w Warszawie. Zajmuje się terapią rodzin, w tym z problemem
          alkoholowym. Napisała m.in. „Rozmowy, które pomagają żyć”. Mężatka, dwoje
          dzieci.
      • aniouek1 Małżeństwo doskonałe - Andrzej Samson (1) 11.03.04, 17:21
        Rozprawiamy się z mitami, według których wspólne życie będzie długie oraz
        usłane różami.

        Pary bardzo do siebie zbliżone pod względem wyposażenia intelektualnego, np.
        mające takie samo wykształcenie i uprawiające ten sam zawód, też, wbrew
        rozpowszechnionemu przekonaniu, nie są zbyt trwałe ani (statystycznie rzecz
        biorąc) zbyt szczęśliwe.

        Dobrani – bo zgodni i jednomyślni.

        Jednym z najbardziej rozpowszechnionych mitów dotyczących małżeństwa jest
        przekonanie, że dobre małżeństwo to takie, w którym pomiędzy małżonkami panuje
        trwała zgodność i harmonia, zaś złe związki charakteryzują się obecnością
        w nich awantur, kłótni i sporów osłabiających więzi emocjonalne pomiędzy mężem
        i żoną, trwale oddalających ich od siebie i na dodatek niekorzystnie
        oddziałujących na rozwój psychiczny potomstwa. Wedle tego mitu dobra para
        małżeńska to taka, w której partnerzy nigdy się nie kłócą, są zawsze i we
        wszystkim zgodni, a wobec dzieci prezentują nieodmiennie pełną jednomyślność
        i zgodne współdziałanie.

        Jak wiadomo już od czasów Adama i Ewy, takie małżeństwo nie istnieje.

        Miłość chroni przed konfliktami.

        Małżonkowie tymczasem są dwojgiem obcych sobie osób (czyli jedynych w swoim
        rodzaju, niepowtarzalnych indywidualności), które pod wpływem wzajemnego
        uczucia, dobrowolnie postanowiły żyć wspólnie i mieć ze sobą dzieci.
        W realizacji tego arcytrudnego zadania pojawienie się rozbieżności interesów
        czy różnic w zakresie postaw i wartości jest tylko kwestią czasu...
        W początkowym okresie zakochania i narzeczeństwa są one mało widoczne i, wobec
        potęgi miłości zdają się być mało ważne, ale po podjęciu wspólnego życia
        i osiedleniu się na wspólnym terytorium błyskawicznie nabierają znaczenia,
        konkretyzując się w bardzo licznych, szczegółowych różnicach zdań,
        w odmiennościach poglądów i związanych z nimi konfliktach. Zazwyczaj części
        z nich nie da się pogodzić, ani wyeliminować. Ktoś musi się więc podporządkować
        drugiej osobie. Ale kto? I z jakiej racji?
        • aniouek1 Małżeństwo doskonałe - Andrzej Samson (2) 11.03.04, 17:22
          Brak zgody, brak miłości.

          W pewnym momencie, z reguły niedługo po ślubie, wybuchają pierwsze kłótnie
          małżeńskie i awantury, a zamiast zgodności i harmonii mamy walkę i zamieszanie.

          Paradoksalnie powstają one w wyniku więzi uczuciowych łączących męża i żonę,
          które każą im być ze sobą pomimo rozbieżności i konfliktów. Przecież kobieta i
          mężczyzna nie związani ze sobą emocjonalnie, gdyby dobrowolnie znaleźli się w
          takiej sytuacji, po prostu rozeszliby się każde w swoją stronę, nie zawracając
          sobie głowy kłótniami i sporami. Bez wątpienia jest więc sporo racji w
          prastarym twierdzeniu, iż „kto się czubi, ten się lubi”, jak i w innym,
          mówiącym, że jeśli małżonkowie się nie kłócą, to i nie dość się kochają.

          Mimo kłótni odbywających się w każdej niemal parze małżeńskiej większość z nich
          trwa ze sobą całe dziesięciolecia i wychowuje dzieci na zdrowych i przyzwoitych
          ludzi. Dzieje się tak dlatego, że konfrontacje i spory służą u nich raczej
          daniu upustu gromadzącym się pomiędzy partnerami negatywnym emocjom niż
          czemukolwiek innemu i bynajmniej nie niszczą łączących ich więzów uczuciowych.
          Małżeństwo pełne sporów i konfrontacji nie musi być złe choćby dlatego, że
          zazwyczaj równie dużo jak kłótni jest w nim chwil harmonii i zgodności.

          Wszak ci, którzy się wciąż kłócą, wciąż się też godzą, bowiem aby móc się
          pokłócić, trzeba się przedtem pogodzić. Dzieci zaś obserwując kłócących się,
          ale i godzących rodziców uczą się fundamentalnej dla wszelkich relacji
          międzyludzkich prawdy – można się kłócić i kochać się dalej, ponieważ różnica
          zdań czy konflikt interesów na ogół nie oznaczają końca miłości.
        • aniouek1 Małżeństwo doskonałe - Andrzej Samson (3) 11.03.04, 17:24
          Miłość czyni cuda.

          Siła uczucia i namiętność jest w stanie przezwyciężyć wszelkie różnice pomiędzy
          małżonkami, a w szczególności rozbieżność ich zainteresowań czy różnice
          w poziomie ich wykształcenia. Życie mówi, niestety, coś innego, a doświadczenia
          licznych, niedobranych par raczej zaprzeczają przekonaniu o wszechmocy miłości
          i pożądania.

          Okazuje się bowiem, że długofalowy związek kobiety i mężczyzny do swego trwania
          potrzebuje nie tylko bliskości fizycznej, ale również, a może przede wszystkim
          kontaktu psychicznego i wspólnej płaszczyzny intelektualnej, w ramach której
          małżonkowie wyznają, przynajmniej niektóre, takie same wartości, respektują
          takie same normy moralne i obyczajowe i znajdują upodobanie w, przynajmniej
          podobnych, sposobach życia. W dodatku, im dłużej trwa związek, tym większą rolę
          zaczynają odgrywać w nim te właśnie sprawy, bowiem, w toku ewolucji małżeństwa
          najszybciej zmniejsza się temperatura uczuć i spada intensywność pożądania. Tak
          już jest urządzony ten świat, że to, co najbardziej gorące, najszybciej stygnie
          i kiedy uspokoją się nieco burze uczuciowe początków związku, dochodzą do głosu
          potrzeby i pragnienia, które do swojego zaspokojenia potrzebują szerzej
          rozumianej bliskości, a w tym również bliskości intelektualnej. Nie sposób
          przecież być ciekawym siebie czy pragnąć poznania sądów, opinii, wartości,
          którymi w życiu kieruje się nasz partner, jeśli samo ich rozumienie leży poza
          granicami naszych możliwości. Taką sytuację mogą przetrwać jedynie te związki,
          w których jedna ze stron niejako podporządkuje się poziomowi drugiej oraz
          przejmuje jej wartości i sposób życia, co oznacza mozolnie i z trudem nauczy
          się inaczej żyć. Nie zawsze zaś więź uczuciowa jest na tyle silna, żeby
          zmotywować małżonków do takiego wysiłku, no i prawie zawsze powstaje kwestia,
          kto do kogo ma się dopasować.

          Pary bardzo do siebie zbliżone pod względem wyposażenia intelektualnego, np.
          mające takie samo wykształcenie i uprawiające ten sam zawód, też, wbrew
          rozpowszechnionemu przekonaniu, nie są zbyt trwałe ani (statystycznie rzecz
          biorąc) zbyt szczęśliwe.

          --------------------------------------------------------------------------------
          Andrzej Samson

          Autor jest znanym psychologiem i psychoterapeutą, mieszka i pracuje w Warszawie.
      • aniouek1 Dwa światy,ty i ja-Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała (1 11.03.04, 17:28
        "Kobieta ma zawsze ostatnie słowo w kłótniach małżeńskich, ponieważ słówko,
        jakie mężczyzna wypowie później, staje się początkiem nowej sprzeczki"

        Z pewnością każdy z nas mógłby przywołać z pamięci taką sytuację, kiedy miał
        poczucie, że próba przekonania kogoś do swoich racji jest rzucaniem grochu
        o ścianę. Niejednokrotnie chcielibyśmy wówczas powiedzieć: „Nie tylko słuchaj,
        ale i usłysz to, co chcę powiedzieć”. W naszych związkach z najbliższymi
        szukamy przecież wsparcia, zrozumienia.

        Gdy tę samą scenę osoby bliskie nam widzą jako fragment z innej bajki, gdy
        wypowiadają słowa, których my nie potrafimy sobie wyobrazić w naszych ustach –
        to mamy wrażenie, że zachowują się tak, jakby ich świat był zupełnie inny niż
        ten, w którym my żyjemy. Czasem jesteśmy tym zaniepokojeni, a czasem zadajemy
        sobie pytanie: „Co ja tutaj robię?”. Brak pełnego zrozumienia nie tylko treści
        przekazu, ale też intencji powoduje, że zwłaszcza w relacjach, w których
        występuje silna więź emocjonalna, różnica w znaczeniach przypisywanych
        poszczególnym słowom czy całym frazom wywołuje poczucie, że komunikacja między
        kobietami i mężczyznami przypomina komunikację międzykulturową.

        Przyjęcie takiego założenia pozwala wyjaśnić przyczyny wielu nieporozumień, bez
        oskarżania kogokolwiek o to, że nie ma racji bądź popada w stan zbliżony do
        choroby psychicznej. Umiejętność zrozumienia, skąd biorą się owe różnice,
        stanowi niezwykle ważny krok w kierunku zyskania poczucia, że inne nie znaczy
        złe, nieprawdziwe, wymierzone przeciwko nam. Inne może oznaczać równoprawny
        system przeżyć, przypisywanych znaczeń.

        Deborah Tannen uważa, że choć dziewczynki i chłopcy wychowują się w tym samym
        środowisku, to rosną w odmiennych światach słów. Ludzie mówią do nich w różny
        sposób, spodziewając się i akceptując odmienne sposoby mówienia dzieci. Co
        więcej, zabawy dziecięce zdecydowanie się różnią. Chłopcy mają skłonność do
        zabaw grupowych o hierarchicznej strukturze. Oznacza to, że wartość osoby
        mierzona jest pozycją zajmowaną w strukturze grupy – im wyższa, tym wyższy
        status i kompetencje przywódcze ma dany chłopiec. Chłopcy, a potem mężczyźni,
        szczególnie wyczuleni są na zmiany statusu w strukturze hierarchicznej.
        Dziewczynki natomiast bawią się w małych grupach lub w parach. Kluczem takiej
        grupy jest zażyłość. Oznacza to, że dziewczynki, a później kobiety, szczególnie
        uwrażliwione są na różne przejawy więzi. Odmienna struktura zabaw przekłada się
        na różnice w komunikacji. Kobiety posługują się językiem powiązań i zażyłości,
        a mężczyźni językiem statusu i niezależności.
        • aniouek1 Dwa światy,ty i ja-Elżbieta Zdankiewicz-Ścigała (2 11.03.04, 17:30
          Odmienność aspektów funkcjonowania społecznego widoczna jest w wielu z pozoru
          banalnych sytuacjach, które mogą stać się zarzewiem niegasnących konfliktów
          i nieporozumień. Pewna kobieta była obrażona na partnera, ponieważ nie
          współczuł jej, że ma problemy w pracy, i na dodatek nie chciał ich bez przerwy
          wysłuchiwać. Na czym polegało nieporozumienie? Mężczyzna, słysząc o problemach,
          podchodzi do nich jak do zadania, które powinno zostać rozwiązane.
          Myśli w kategoriach kompetencji i statusu. Jednak dawanie rad i podsuwanie
          rozwiązań powoduje, że relacja staje się asymetryczna. Ten, kto udziela rad,
          ma jednocześnie status posiadającego większą wiedzę, większy rozsądek
          i opanowanie – słowem, zajmuje wyższą pozycję. Tego nie oczekuje mówiąca o
          swoich problemach kobieta. Dla niej ważna jest przecież zażyłość. Zamiast rad
          oczekuje współczucia, zrozumienia – na zasadzie: „Wiem, jak to jest,
          przydarzyło mi się coś podobnego, czułem podobnie”.

          Każda ze stron, przyjmując swój punkt widzenia i rozumienia zdarzeń, może czuć
          się zlekceważona, upokorzona – i zamiast porozumienia mamy falę niechęci
          i silnych emocji negatywnych wyrażonych lub stłumionych w relacji z partnerem.
          Ponadto przypisujemy partnerowi intencję, która w istocie jest mu obca.

          Nieporozumienia między kobietami i mężczyznami związane z różnymi sposobami
          mówienia o kłopotach biorą się z przykładania miary opartej na jednym systemie
          do wypowiedzi powstałej w oparciu o inny system znaczeń. Niejednokrotnie
          rozmowa o problemach jest kłopotliwa dla kobiet i mężczyzn z jeszcze jednego
          istotnego powodu. W trakcie takich rozmów często pojawiają się u partnerów
          silne emocje negatywne. I tu znów możemy przywołać hipotezę odmiennych światów
          znaczeń, w których poruszają się kobiety i mężczyźni. Mężczyźni mają tendencję
          do lokowania źródeł emocji na zewnątrz. To powoduje, że dążą do uspokojenia
          emocji pośrednio, przez atakowanie tego, co je wywołało. Oczywiście owym
          spostrzeganym źródłem emocji staje się kobieta, która odbiera to dwojako: jako
          atak na osobę oraz jako brak elementarnej empatii. Kobieta, mając inklinacje do
          poszukiwania źródeł emocji w sobie, otrzymuje od partnera dodatkowe
          potwierdzenie, że to ona sprowokowała w nim określone stany emocjonalne.
          Może jeszcze bardziej zatapiać się w szukaniu przyczyn w sobie, przyjmując swój
          punkt rozumienia, czyli pryzmat „ja współzależnego” (definiowanie siebie przez
          relacje z innymi, a nie autonomicznie). Rodzi to oczywiście kolejne
          nieporozumienia.
      • aniouek1 Pokolenie porno - B.Białek,D.Krzemionka- Brózda (1 11.03.04, 17:38
        Pornografia potrafi wypaczyć prawdziwy obraz seksu.

        O konsekwencjach przyzwolenia na pornografię mówi dr hab. Zbigniew Izdebski,
        profesor Uniwersytetu Zielonogórskiego, kierownik Zakładu Poradnictwa
        Młodzieżowego i Edukacji Seksualnej UZ. Zbigniew Izdebski pracuje także
        w Katedrze Biomedycznych Podstaw Rozwoju i Wychowania Uniwersytetu
        Warszawskiego, jest kierownikiem Podyplomowego Studium Wychowania
        Seksualnego UW.

        Bogdan Białek, Dorota Krzemionka- Brózda: - Czy więcej osób sięga po
        pornografię? Czy jest ona bardziej dostępna?

        Zbigniew Izdebski: - Dysponuję danymi z moich badań na ogólnopolskiej,
        reprezentatywnej próbie 3200 osób w wieku od 15 do 49 lat. Wśród nich 42
        procent deklaruje, że oglądało filmy erotyczne. Przyznaje się do tego 33
        procent kobiet i 51 procent mężczyzn. Badania na całym świecie pokazują, że
        wśród odbiorców treści pornograficznych więcej jest mężczyzn niż kobiet.
        Również niemało młodych ludzi ogląda takie materiały. W moim odczuciu
        korzystanie z pornografii jest obecnie bardziej powszechne.

        - Czym innym jest dostępność, a czym innym przyzwolenie społeczne na obecność
        treści pornograficznych w przestrzeni publicznej i w naszym życiu. Czy
        zgodziłby się Pan z opinią, że mamy do czynienia z większym przyzwoleniem na
        takie treści?

        - Mam wrażenie, że tak. Naturalnie to zależy od sił politycznych, które są
        aktualnie u władzy. Co jakiś czas pojawiają się inicjatywy, żeby zakazać
        wszystkiego, co związane jest z pornografią. Mamy też dobre efekty tamtych
        działań. Zwrócono wówczas uwagę na to, że materiały pornograficzne nie powinny
        być wyeksponowane w kioskach, że powinny być foliowane.

        - "Newsweek" podał, że liczba stron pornograficznych w Internecie wzrosła
        w ciągu ostatnich 5 lat o 1800 procent i wynosi 260 milionów. Przeciętny
        użytkownik ogląda w miesiącu 120 z nich, spędzając przy komputerze około
        godziny. Jakie, Pana zdaniem, mogą być konsekwencje takiej dostępności
        pornografii?

        - Trudno jednoznacznie odpowiedzieć, jakie mogą być odległe konsekwencje.
        Ze względów etycznych nie mamy badań na temat wpływu pornografii na seksualność
        nastolatków. Według mnie, jeśli dorosły ma ochotę obejrzeć na przykład
        czasopismo pornograficzne, to jest to jego sprawa. Natomiast niezgodne z prawem
        i niedopuszczalne jest produkowanie oraz rozpowszechnianie materiałów
        związanych z pedofilią czy z jakimiś formami przemocy seksualnej. Na pewno
        kontakt z pornografią zwiększa pobudzenie seksualne. Im częstszy, tym bardziej
        wyrafinowanych i czasami perwersyjnych obrazów potrzeba do podniecenia
        i satysfakcji.

        - Dlaczego ludzie sięgają po pornografię?

        - Z różnych powodów. Głównym motywem jest ciekawość, chęć zobaczenia czegoś, co
        często bywało zakazane. Dla wielu osób pornografia jest, niestety,
        formą "edukacji" seksualnej. W Polsce nie mamy edukacji seksualnej na dobrym
        poziomie. Młodzi ludzie mówią mi wprost, że oglądają filmy erotyczne, ponieważ
        chcą się czegoś nauczyć. Dorośli chcą zobaczyć, jak można urozmaicić swoje
        życie seksualne. Polacy niechętnie rozmawiają o swojej seksualności. W
        dziedzinie seksu najlepiej wychodzi nam opowiadanie dowcipów. W rezultacie mało
        wiemy na temat własnej seksualności. Choć deklarujemy, że w większości jesteśmy
        zadowoleni z naszego życia seksualnego, to jednocześnie poszukujemy czegoś
        nowego. Obserwuję też coraz więcej mężczyzn, którzy są zestresowani, zmęczeni,
        depresyjni.

        Nie chce im się wchodzić w relacje, szukać partnerki, za to chętnie oglądają
        filmy pornograficzne. Tak rozładowują swoje napięcie. Stres nieraz powoduje
        wzmożenie napięć seksualnych. Pewien pan powiedział mi, że wybiera pornografię
        i masturbację, ponieważ nie chce traktować partnerki instrumentalnie, jako
        kogoś, kto służy tylko do rozładowania napięcia seksualnego. A czuje się zbyt
        zmęczony, by zadbać o nastrój czy grę wstępną.

        - Czy w związku z tym taka forma zaspokojenia może wejść komuś w nawyk?

        - Mało kto zafunduje sobie takie zubożenie swojego życia seksualnego. Zdarzają
        się sytuacje, kiedy mężczyzna przeżywa duży lęk przed seksem. Badania pokazują,
        że około 30 procent mężczyzn w Polsce obawia się, że nie sprawdzą się w seksie.
        Bywa, że taki obawiający się seksu mężczyzna ogląda materiały pornograficzne,
        ponieważ traktuje je jako jedyną dostępną mu możliwość rozładowania napięcia
        seksualnego. Ale to go nie satysfakcjonuje, z czasem trafia do poradni i szuka
        pomocy.
        • aniouek1 Pokolenie porno - B.Białek,D.Krzemionka-Brózda (2 11.03.04, 17:41
          - W Szwecji - pierwszym kraju, który zalegalizował pornografię - argumentowano,
          że prowadzi to do spadku przestępstw na tle seksualnym. A teraz słychać głosy,
          że tak nie musi być...

          - Znane mi badania prowadzone w Stanach, Niemczech, Holandii czy Anglii
          wskazują, że dostęp do pornografii wpływa na zmniejszenie przestępczości,
          szczególnie związanej z różnymi formami parafilii seksualnych. Pornografia może
          być traktowana jako zastępczy sposób realizacji takich potrzeb.

          - Na stronach erotycznych w Internecie wiele materiałów ociera się wręcz o
          pedofilię czy przemoc. Spotkać można hasła: lolitki, gwałt... Czy mamy do
          czynienia z brutalizacją seksu?

          - Materiały związane z przemocą są nie do zaakceptowania. Jestem za tym, żeby
          rozpowszechnianie tego typu materiałów podlegało karze. Owe lolitki to coś, co
          jest na skraju prawa. Tak naprawdę pornografia dziecięca jest formą przemocy
          seksualnej. Myślę, że zbyt mało mówimy w Polsce o problematyce pornografii
          dziecięcej. Obserwujemy także na naszym rynku coraz większe zainteresowanie
          tego rodzaju materiałami. W prasie czy Internecie często spotykam ogłoszenia,
          które mają na celu pozyskanie dzieci do jakiejś formy kontaktu. Wiele ofert
          dotyczy nie tyle współżycia, ile eksponowania ciała dziecka w fotografii.

          Założyłem ogólnopolskie Stowarzyszenie do Walki z Dziecięcą Pornografią i
          Prostytucją PRO-ECPAT. W poradni przy uniwersytecie w Zielonej Górze działa
          ośrodek monitoringu pornografii dziecięcej w Internecie. Wchodzimy na bezpłatne
          strony, ponieważ tam mogą wchodzić również dzieci.

          - Jak chronić dziecko przed pedofilami?

          - Internet przyczynił się do tego, że pedofile czują się coraz bardziej
          bezpieczni. Kiedyś mieli wrażenie, że są jedynymi osobnikami o tego typu
          preferencjach w danej miejscowości. Natomiast w Internecie zaczynają się czuć
          tak, jakby byli w jakiejś wspólnocie. Widzą, że jest wiele osób o podobnych
          skłonnościach. Jednocześnie porozumiewając się w sieci, uczą się nawzajem, jak
          mogą się komunikować, jakie są sposoby pozyskiwania dzieci. Ważne, by dotrzeć
          do dzieci, nauczycieli i rodziców z informacją na temat pedofilii. Chodzi o to,
          żeby dziecko miało świadomość zagrożenia i nie podawało przez Internet swojego
          adresu e-mailowego, prawdziwego imienia i nazwiska czy numeru telefonu, aby
          wiedziało, że osoba, z którą koresponduje, nie zawsze jest kimś, za kogo się
          podaje.

          Rzekomy piętnastolatek może mieć 45 lat. Proces uwodzenia dziecka przez
          Internet trwa kilka tygodni, a nawet miesięcy. W tym czasie pojawia się pewien
          rodzaj emocjonalnego uzależnienia się dziecka od drugiego człowieka. Nawet
          wtedy, gdy dowiaduje się ono, że ten człowiek nie jest tym, za kogo się podaje,
          to często i tak dochodzi do spotkania. Dziecko tylko na początku dostrzega, że
          ten ktoś nie ma 15 lat.

          Potem, gdy zaczyna się rozmowa, uruchamia ono swoją fantazję i widzi w tym kimś
          osobę, która je wspierała, pomagała odrabiać lekcje przez Internet, wiedziała,
          która nauczycielka jest fatalna, współczuła z powodu ciężkiej lekcji. Badania
          wykazały, że kilkadziesiąt procent chłopców korzystających z Internetu szuka
          tam materiałów erotycznych. To niebezpieczna sytuacja. Rodzice są bezradni, bo
          dzieci lepiej od nich znają się na obsłudze komputera. Kiedy mówię rodzicom,
          żeby sprawdzali, co dziecko ogląda, oni rozkładają ręce i mówią: "Ale nie
          wiemy, jak to zrobić".
          • kendo Re: Pokolenie porno - B.Białek,D.Krzemionka-Brózd 12.03.04, 13:36
            i w szwecji byly "kluby pedofili"
            wszczeto intensywne sledzenie internetu i troszke pomieszalo sie szyki dla
            nich.Pedofilja,jak rozprowadzanie filmow pornograficznych z udzialem dziec
            jest karane.
            Kiedys szwedzi wyjezdzajac na urlop
            zwlaszcza do Tailand,roskoszowac sie dziecmi,
            byli to ludzie z wyzszym wyksztalceniem-niestety.
            W wspolpracy z tamtejszymi wladzami,
            zaczeto sledzic "autsajderow"
            i paru zdolalo sie na "goracym uczynku" przylapac.
            kary wiezienne/pieniezne/rozglos w medich
            jakby odstraszyl ludzi z tymi czynami.
            Ale niestety jeszcze czesto sie slyszy/czyta o tych przykrych przypadkach.
            To sa ludzie chorzy psychicznie/emocjonalnie
            tak mi sie wydaje.
            Kryje sie chyba w ich przeszlym zyciu,
            cos "czarnego",ze teraz sa zmuszeni postepowac tak jak postepuja.
        • aniouek1 Pokolenie porno - B.Białek,D.Krzemionka- Brózda (3 11.03.04, 17:44
          - Czy istnieje jeden mechanizm preferencji pedofilnych?

          - Czasem jest to sprawa parafilii seksualnych. Niekiedy człowiek dorosły ma
          potrzebę realizacji popędu seksualnego z osobą dorosłą, lecz z różnych przyczyn
          dziecko staje się obiektem zainteresowania seksualnego. Dla niektórych ludzi
          taki kontakt może mieć charakter zastępczy. Wybierają kontakt z dzieckiem, bo
          łatwiej je pozyskać, z ciekawości, z chęci sprawdzenia, na czym polega
          atrakcyjność tego typu kontaktów, z powodu długiej abstynencji seksualnej w
          relacjach z osobą dorosłą. Znam przypadki kontaktów seksualnych ojca z córką
          czy sąsiada z młodą dziewczyną, ponieważ żona była w ciąży. Z powodu zagrożenia
          ciąży mąż i żona nie współżyli w tym czasie, po porodzie pojawiły się jakieś
          komplikacje, okres abstynencji przedłużał się i mężczyzna potraktował dziecko
          jako zastępczy obiekt aktywności seksualnej.

          - Czy nie jest tak, że wiele mówimy o seksie, ale w oderwaniu od uczuć?

          - Problem w tym, że nie mamy w Polsce dobrej edukacji seksualnej. Pytam młodych
          ludzi, studentów, czy mieli w szkole zajęcia z wychowania do życia w rodzinie.
          Niektórzy mówią, że tak, ale na tych lekcjach mówiono im dużo o uczuciach,
          miłości, relacjach w małżeństwie, natomiast niewiele lub nic o seksualności.
          Zatem szkoła nie pokazuje, że seksualność jest ważnym czynnikiem rozwoju naszej
          osobowości, nie nawiązuje do potrzeb młodych ludzi. Korzystne jest połączenie
          seksualności ze sferą uczuć. Jeżeli natomiast koncentrujemy się tylko na
          uczuciach, pomijając seksualność, to dochodzi do rozdzielenia tych sfer życia.

          - Jeśli przyjąć, że - jak Pan powiedział - pornografia bywa formą edukacji
          seksualnej, to czego ona uczy?

          - Oczywiście jestem przeciwnikiem takiej formy edukacji. Pornografia uczy
          głównie techniki. Ale kreuje też nierealistyczne oczekiwania. Przychodzi młody
          chłopak do mojej poradni i mówi, że przeczytał książkę Mastertona i wie, jak
          podniecić kobietę, ale coś mu się w seksie nie układa. Dlaczego? Bo jego
          dziewczyna nie przeżywa orgazmu tak, jak trzeba. A jak trzeba - pytam. "Wie
          pan, ja bym chciał, żeby ona sapała, paznokcie wbijała mi w plecy".

          Pytam go więc, dlaczego ma takie oczekiwania. Skąd takie wyobrażenia o seksie?
          Okazuje się, że oglądał wiele filmów pornograficznych. Inny przypadek -
          mężczyzna przychodzi z obawą, że nie podoła, bo widział, jak długo trwa kontakt
          seksualny, ile razy można zmieniać pozycje. I obniża się jego poczucie własnej
          wartości. Rozmawiałem z młodymi kobietami, które przeżywały lęk przed seksem,
          bo widziały sceny intensywnego współżycia w filmach pornograficznych i obawiały
          się, że nie będą w stanie znieść takich doznań. Ludzie nie zawsze potrafią
          oddzielić film pornograficzny od rzeczywistości.

          - A zatem nie zachęcałby Pan do oglądania pornografii...

          - Nie zachęcałbym, ale też nie robiłbym z tego problemu, pod warunkiem,
          że dotyczy to osób dojrzałych i mających świadomość, czym jest pornografia.
          Natomiast jeżeli ktoś potraktuje film pornograficzny jako jedyną prawdę
          o życiu seksualnym, to szczerze mu współczuję.
          • kendo Re: Pokolenie porno - B.Białek,D.Krzemionka- Bróz 12.03.04, 13:11
            To jest smutne,
            ze niektorzy maja za wzor tylko "wulgarna pornografie".
            Wydaje mi sie ,ze ci ludzie nie zostali
            przygotowani do zycia seksualnego.
            "Przygotowanie",a raczej uswiadomienie o zyciu seksualnym.
            do tej pory to temat "tabu" w szkolach,
            w rodzinie,
            Rodzice,jakby odczuwali pewien wstyt rozmawiania
            na ten temat w domu z dorastajaca pociecha.
            Pociechy uciekaja do czerpania wiedzy na ten temat
            w sposob uktryty/niewlasciwy.
            kupuja czasopisma/filmy o fantazjach erotycznych,
            gdzie czasami jest to wulgarne.
            W skandynawi uswiadomienie na ten temat
            zaczyna sie niemal w przedszkolu,
            objasniajac maluchom roznice plciowe,
            w szkole podstawowej tajniki na temat zycia seksualnego
            sa rozwijane/tlumaczone
            i moze dlatego mowi sie,ze skandynawowie
            maja inne podejscie do sesu/sa wyuzdani.

    • rb13 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 12.03.04, 08:48
      Może to i wygłup z mojej strony ,ale chciałbym Wam Drodzy Ludkowie
      przedstawić pare historii miłosnych w formie bajek czy ballad, a oto pierwsza
      z nich

      Ballada o kocicy Isi i starym kocurze


      Choć w tym roku marcu wciąż trwa zima
      Śnieg leży na dachu i mróz jeszcze trzyma
      Ale jak co roku na całym nastaje świecie
      Czas kocich amorów - o tym wszyscy wiecie
      Nachodzi na kocury i kotki - stare i młode
      W bez względu na ich kolor, wiek i urodę

      Jam już kocur stary i wielce już stateczny
      Wciąż jeszcze męski i bardzo waleczny
      Srebrzy się me futerko - taka ma uroda
      Ono tylko w podrywie powagi mi doda
      Dziś na podwórku zobaczyłem Ciebie
      Jaka piękna kocica - jak aniołek w niebie

      Już wiem od innych ,że imię twoje to Isia
      Nie widziałem dawno tak ślicznego pysia
      Choćby nie wiem co się miało zdarzyć
      Zdobędę ją , bo nie będę o Isi tylko marzyć
      Och ! Widzę jak wygrzewa się przy kominie
      Czeka na amanta - widzę to po jej minie

      Trochę wysoki dach ma ta stara chata
      Niby sprawny jestem, lecz mam swoje lata
      Isiu -piękna Kocico , Kochanie Ty moje
      Wysokiego dachu wcale się nie boję
      Wrzask po dachach poniesie się radośnie
      Przecież to marzec - kocie przedwiośnie

      Na dachu na amory czeka me kocie kochanie
      Już za chwilę Isia mą kochanką zostanie
      A na dach się wdrapię jak za dawnych lat
      Mimo starych kości - ze mnie jeszcze chwat
      Coś trochę mi trudno tak wysoko wskoczyć
      A muszę przecież mą tężyzną Isię zaskoczyć





      Och Isia z czułością zerka na mnie za komina
      Trudno - pomału czas na dach się wspinać
      Widzę ,że Isia wyraźną ma na mnie ochotę
      Języczkiem ją poliżę , polubi tę pieszczotę ?
      Miauknie przeciągle ,bo jest przecież kotem
      Kiedy dodatkowo spotęguję swą pieszczotę

      Na samą myśl traci głowę ,bo już się wygina
      Więc po dachu stromym szybko się wspinam
      Prawie pyszczek do jej pyszczka przytulam
      Och zahulam dziś po kociemu - zahulam
      Już od mej wąsów pieszczoty ma dreszcze
      Mruczy tak pięknie - jeszcze chcę , jeszcze

      Me oczy z zachwytu nad urodą Isi oniemiały
      Kiedym poczuł jaki ze mnie kocur wspaniały
      W ten zachwiałem się , wbiłem pazury w dach
      Straciłem równowagę ,chyba spadam - och ,ach
      Wrzasnąłem głośno i mimo kręcenia ogonem
      Po krótkim locie - spotkałem się z betonem

      W locie zobaczyłem na dachu Isi rude futro
      I zapłakałem -nie zobaczę jej już dziś ani jutro
      Dziwne ,bo Isia za mną też z dachu skacze
      To gra mojej wyobraźni tak sobie tłumaczę
      Mignęły mi przed oczami obrazy - życia uroków
      I ciemność nastała - pogrążyłem się w mroku

      W ten ktoś mnie woła - słyszę słodki głosik
      Wstań Kochanie – to Isa - ona tak ślicznie prosi
      Och chciałeś się pogrążyć w niebytu mroku
      Szybko tracisz głowę w miłosnym amoku
      Stare kocurzysko ,a takie wciąż namiętne
      Podoba mi się to – to jest bardzo piękne

      Chodź Kochany w me kocie ramiona
      Przytulę Cię i szybko do życia przekonam
      I pieści mnie , łasi się - jestem tylko Twoja
      Tylko ciebie kocham ,mordeczko ty moja
      Duch się we mnie budzi , już otwieram oczy
      Widzę nade mną wpatrzone Isi kocie oczy

      Po takim spojrzeniu nawet umarły powstanie
      A nie odpowiedzieć na to słodkie wezwanie
      Było by wprost głupotą i wielkim grzechem
      Och będziemy mieli jeszcze z siebie uciechę
      Z naszych pieszczot i erotycznych szaleństw
      A potem ... doczekamy się kocich maleństw


      Isiu me Kochanie, kocham Cię ponad życie
      I będę obowiązki męża wypełniał należycie
      Już nigdy też nie spojrzę na inne kocice
      Nawet na największe kocie zalotnice
      I będę z kocurów Tobie najwierniejszym
      Boś Ty moim kochaniem najpiękniejszym


      Kraków Ryś B. 28.03.2003 godz.13.35
    • rb13 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 12.03.04, 08:50
      O przemijaniu miłości
      Czyli smutne wyznania Starego Kocura

      Zakochałem się w Tobie mocno tak
      Pierwszą miłością jak koci szczeniak
      Pięknie było przez lipiec i wrzesień
      Nadeszła szybko jednak szara jesień

      Pewnego dnia wszystko się skończyło
      Jakby między nami miłości nie było
      Po prostu - stary kocur życiem sterany
      Nagle został z pamięci Isi wymazany

      Minęła długa ostra, mroźna zima ,
      Minęła wiosna i lato się już zaczyna
      Z rozpaczy po dachach się wydzierałem
      Po nocach żałośnie miauczałem
      Przez tyle dni z zazdrości łkałem

      Ludzie, co nie zaznali nigdy miłości
      Nie rozumiejąc mojej żałości
      Rzucali we mnie śnieżnymi kulkami
      Strzelali z procy metalowymi haczykami

      Schodź z tego dachu durny kocurze
      Przestań wydzierać się na tym murze
      Tyle jest wokoło kotek młodych
      Tobie wciąż nie brak przecież urody

      Popatrz kocice grzbiety prężą wokoło
      Nie minie pół roku i zatańczą wesoło
      Młode kocięta owoc waszej miłości
      Dostarcz sobie na starość trochę radości

      Tylko Isia istnieje dla mnie na świecie
      Wrzasnąłem - czy tego nie rozumiecie
      I nie chcę nikogo więcej poznawać
      Żadnej innej nie będę miłości wyznawać

      Ze zdziwienia kręciło głową stare psisko
      Ach jak zakochane to stare kocurzysko
      I wyło pieśń wspólnie ze starym kocurem
      O przemijaniu miłości stojąc pod murem
      Cdn ...

      Kraków Ryś B. 07.07.2003 r. godz. 1436


      Isiu !Cudne wynurzenia Twoje
      Od dziś już niczego się nie boję
      Mimo żem kocur siwo-szaro-bury
      Popędzę tam gdzie pałac Kultury

      Pokonam częstochowskie wyżyny
      Zdążając do mazowieckiej krainy
      Niestraszne mi burzowe chmury
      Niewysokie Świetokrzyskie Góry

      I mazowieckie pokonam równiny
      Zdziwione przechodniów miny
      Mą wychudła i marną posturą
      Zmierzwioną sierścią szaroburą

      Co widząc kocura zmęczonego
      Zadają sobie pytania dlaczego
      Ten kocur starych kości nie grzeje
      Tylko pędzi naprzód i nic nie je

      Och - zapewne zew miłości poczuł
      Bo mu szaleństwa blask bije z oczu
      Ta choroba nazywa się zakochanie
      W amoku pędzi na z Isią spotkanie

      On już na zawsze przy Isi zostanie
    • rb13 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 12.03.04, 08:51
      Wspomnienia kocicy Isi
      czyli dalszy ciąg Ballady o...

      Wspomnienia . To takie stare dzieje
      Szczególnie ,gdy wiosny wiatr zawieje
      Wtedy ogarnia mnie jakaś radość dzika
      Lecz nie wszystko co dawne - znika

      Mego kochanka co umarł z miłości
      Nad brzegiem rzeczki bieleją kości
      Nad jego doczesnymi szczątkami
      O wielkiej miłości powspominajmy

      To jakby wczoraj szalałam po dachu
      Z Kocurem bez żadnego obciachu
      On dostarczał mi mnóstwo radości
      Bom „kochała” się z nim z miłości

      Gdy spływał na mnie miłosny żar
      Krzyczałam - niech trwa ten czar
      Pomimo , że Bryś to już kocur stary
      I kolor futra jego był srebrno-szary

      To dostarczał mi takiej rozkoszy
      Że darłam się - miau - w niebogłosy
      Rozpalał w mym wnętrzu płomienie
      Ach co za rozkoszne wspomnienie

      Z tych naszych miłosnych rozkoszy
      Wrzeszczą po dachach w niebogłosy
      W łatki kocice i pręgowane kocury
      Dorodne, piękne i słusznej postury

      Wspomnienia - czas ich nie zaciera
      Brak Brysia tylko bardziej doskwiera
      Wciąż mam w pamięci słowa jego
      Przytoczę je – nie zostaje nic innego

      Isiu – popatrz – na wierzbowe kotki
      Ze mnie też Kocur dorodny i słodki
      Tyś Kocica taka piękna i słodziutka
      Pełna wdzięku i w dotyku mięciutka

      Lecz ja Cię - jako tygrysicę wolę
      Twe ciało i Twe erotyczne swawole
      Więc wdrapię się na wierzbę szybko
      Za mną zaś Ty skoczysz na nią gibko



      Wierzba zielonymi gałązkami nas otuli
      Gdy z czułością się do mnie przytulisz...
      Wspomnienia . Co robiliśmy jeszcze?
      Och na sama myśl mam wciąż dreszcze

      Opowiem więc wam historię miłosną
      Zdarzyło się to ...wczesna wiosną
      Ech zacznę to może od początku
      Było to w marcu gdzieś koło piątku

      Jak chcesz zapoznać się z bliska
      Z historią miłości co łzy wyciska
      O tym cośmy robili na stromym murze
      Przeczytaj ...
      „Balladę o kocicy Isi i starym Kocurze”

      Ryś B. Kraków 20.05.20003 r. godz. 1812
    • aniouek1 przeczytałam to dzisiaj, może i Wy zechcecie? 06.10.04, 14:34
      tygodnik.onet.pl/1192003,1,artykul.html
      Coś mnie kusiło, by to stamtąd skopiować i tutaj schować, ale... to bardzo
      długie, chociaż...może warto?
      Tam, wcześniej czy później...zginie, wyblaknie, a jest tam taka moc pięknych
      myśli ubranych w słowa...trochę żal by było gdyby... znikły, bo przydać się
      mogą wielu...są niezwykłe choć na pozór całkiem zwyczajne...
      • kendo Re: przeczytałam to dzisiaj, może i Wy zechcecie? 06.10.04, 16:53
        strasznie dlugie do czytania..
        poczytalam na "wtrywki"...hmmmmm...ja tam mam juz swe zdanie
        i juzsmile)
        • aniouek1 tak powiadasz? hmmm jakoś nie do końca Ci mogę 07.10.04, 17:13
          uwierzyć choć bardzo się staram bo wiem, że... "tylko krowa nie zmienia
          poglądów i wciąż daje białe mleko", a Ty...Ty wciąż się czegoś uczysz Kendo
          i samą sobą innych uczysz dobra, piękna, życiowej mądrości i...nie tylko tego.
          Dziękuję wink
          • kendo Re: tak powiadasz? hmmm jakoś nie do końca Ci mog 07.10.04, 17:48
            aniouek1 napisała:

            > uwierzyć choć bardzo się staram bo wiem, że... "tylko krowa nie zmienia
            > poglądów i wciąż daje białe mleko", a Ty...Ty wciąż się czegoś uczysz Kendo
            > i samą sobą innych uczysz dobra, piękna, życiowej mądrości i...nie tylko tego.
            > Dziękuję wink

            ..a na tym polu dostalam chyba jakiejs blokadywink)
            albo byczek jaki mi na serducho nadepnalwink)
            • aniouek1 Re: tak powiadasz? hmmm jakoś nie do końca Ci mog 08.10.04, 13:37
              kendo napisała:

              > ..a na tym polu dostalam chyba jakiejs blokadywink)
              jeśli to...z własnego wolnego wyboru...więc...ciesz się, że się Twój wybór
              spełnia wink

              > albo byczek jaki mi na serducho nadepnalwink)
              chyba raczej...zajął Twoje serducho na wieczność... wink
              • kendo Re: tak powiadasz? hmmm jakoś nie do końca Ci mog 08.10.04, 14:06
                aniouek1 napisała:

                > kendo napisała:
                >
                > > ..a na tym polu dostalam chyba jakiejs blokadywink)
                > jeśli to...z własnego wolnego wyboru...więc...ciesz się, że się Twój wybór
                > spełnia wink

                ** chcialaby troche cos innegowink)(odin nie czytaj tegowink))
                >
                > > albo byczek jaki mi na serducho nadepnalwink)
                > chyba raczej...zajął Twoje serducho na wieczność... wink

                **no wlasnie i w tym caly ambaras....
                a skad moglam wiedziec,ze tak sie stanie na "wiecznosc"wink)
                >
                • kendo Re: ?????????????? 14.11.04, 10:48
                  **
                  Piekne jest biale wino mlodosci-
                  lekkie,jasne i orzezwiajace,
                  niczym powiew wiosny.
                  Z wiekiem jednak przychodzi
                  subtelnosc,glebia,cudowna dojrzalosc.
                  Pikantne sa przelotne milostki,
                  lecz milosc na zycie cale
                  z kazdym rokiem
                  staje sie cenniejsza.

                  Pam Brown(ur.w 1928r)
      • megxx Skorzystałam z wolnej chwili i przeczytałam 15.11.04, 08:28
        • megxx Re: Skorzystałam z wolnej chwili i przeczytałam 15.11.04, 08:44
          iposzło puste...
          Zapewne myśli i odczucia, które mi towarzyszyły w trakcie czytania, takie
          surowe, pierwsze, nieporządkowane przez moja świadomość, były takie a nie inne
          również z powodu mojego nastroju, czy po prostu "rzeczywistości dnia dzisiejszego".
          O ile nie mam problemów z zaakceptowaniem odmienności seksualnych, nie pochwalam
          uzurpowaniu przez nich praw do tego co mają pary hetero.
          Za to zadygotałam wewnętrznie na hasło stwarzania sprzyjających warunków by
          kobieta została w domu. Jeżeli takie atrakcyjne jest siedzenie w domu, dlaczegóż
          panowie się do tego nie garną. No, ale stworzenie takich "warunków" dałoby
          przyzwolenie na odsuwanie kobiet od tego, co tak naprawdę same chcą robić i
          mogłoby powodować obarczanie ich winą za wszelkie niedociagniecia wychowawcze. I
          wszystko w imię ułatwienia kobietom życia. A przecież tylko jednakowy udział obu
          rodziców w wychowaniu daje dobry efekt.
          W sumie odniosłam wrażenie, że kandydat nie daje nadziei na przestrzeganie
          bezstronne prawa, które dobre nie jest, ale skoro jest tak inne od tego co
          uznajemy za moralne, to w jakim świecie my żyjemy, gdzie jest błędne myślenie, w
          która stronę to pójdzie... Kościół na przestrzeni lat zmienił niektóre swoje
          poglądy radykalnie, czy nas też takie zmiany czekają.
          • aniouek1 5.10.br ten link prowadzil do innego artykulu... 15.11.04, 10:55
            o MIŁOŚCI, a dzisiaj tam już ...całkiem odmienny temat.

            Jednakże...wiesz Megxx... co do "warunków" w których o egzystencjonalną stronę
            rodziny starczyłoby zawodowe zaangażowanie jednego z małżonków to... byłoby
            chyba nieźle...
            Myśle, że taka sytuacja zwiększyć by mogła poczucie WOLNOŚCI także kobiet,
            które jeśli angażowałyby się w pracę zawodową to z własnego wyboru, a nie tak
            jak w wielu wypadkach teraz bywa z życiowej konieczności, by pieniążków
            rodzinie starczyło na niezbędności.

            Twoja refleksja zaprowadziła mnie w przeszłość... taką DOBRĄ przeszłość
            rodziny, kiedy zawodowo poza domem pracowali dziadkowie, a babcie zajmowały
            się głównie domem i wychowaniem dzieci.
            Nie znaczyło to wcale, że dziadkowie w wychowaniu dzieci, czy pracy na rzecz
            DOMU nie mieli swojego udziału... i... jakoś wszystko wówczas bardziej chyba
            trzymało się w harmonii uczuć, pozytywnych emocji, zasad... chyba bardziej
            wszystko "po kolei" było niż obecnie gdy dzieciom z rodzicami mylą się w szyku
            miejsca ...bywa, że się mylą i to nawet dość często bywa ...niestety
            • megxx Re: 5.10.br ten link prowadzil do innego artykulu 15.11.04, 16:24
              No to wyczytałam coś innego niż Wysmile
              Ale co do rodziny i miłości w niej, bo ona determinuje wszystko, dawniej rodziny
              były wielopokoleniowe z wyboru, a teraz jeżeli takie się pojawiają to z
              chwilowej konieczności wspólnego mieszkania(w małym m-? często)
              Pamiętam, jak wracałam ze szkoły babcia zawsze była, nie przychodzilam do
              pustego domu. Nie w sumie tak było od VI klasy, wcześniej mieszkaliśmy
              niedaleko, ale osobno i wtedy wracałam do pustego domu, to było niemiłe, dlatego
              uleciało(wyparłam z pamięci). Zapamietałam dom jao jasne, ciepłe miejsce, gdzie
              ktoś jest i czeka.
              Ja sama mimo, iż nie mam tu rodziny, chciałam dzieciom stworzyć namiastkę takiej
              ciągłej obecności rodziców(stąd praca w różnych godzinach). Tylko, że tak się
              nie da. To nie to samo.
              Niemniej jednak ja należę do tych kobiet, których w domu nie sposób zamknąć, to
              dla mnie za mało. Tym bardziej, że potem trudno zapełnić pustkę, gdy dzieci
              wyfruną...
              Tak, kiedys to było proste, poukładane, jednoznaczne, a dzisiaj pod pretekstem
              wolnego wyboru gubimy się w meandrach życia.

              Jeżeli znajdziecie tamten poprzedni artykuł(może jakieś archiwum), podrzućcie link.
              • aniouek1 Megxx....znalazłam! 16.11.04, 00:05
                tygodnik.onet.pl/1548,1192003,dzial.html
                Wieczna Miłość

                "Nie ma się co łudzić, że pojęcia pozwolą nam usunąć ból naszego życia: że
                wyleczą nas z choroby na wieczność. Nie wyleczą. One same przecież noszą w
                sobie ślady tej choroby. Wiedza nie jest lekarstwem na ten ból. Nie da
                rzeczywistego pocieszenia. Żadna logika, żadna dialektyka nie jest na ten ból
                odpowiedzią. Tylko miłość. Czy raczej: bez miłości nie da się żyć, nie da się
                rozumieć."

                Krzysztof Michalski /2004-10-10
                • kendo Re: .................... 16.11.04, 09:46
                  **
                  Ramiona milosci ogarniaja czlowieka
                  razem z jego terazniejszoscia,
                  przeszloscia i przyszloscia,
                  ramiona milosci odbudowywuja jego jednosc.

                  Antonie De Saint Exupery (1900 - 1944)
                • megxx Re: Megxx....znalazłam! -Dzieki wielkie 16.11.04, 10:11
                  Wydrukowałam w wolnej chwili przeczytam i skomentuję.
    • aniouek1 W tym szaleństwie jest metoda 02.05.05, 22:42
      Miłość to uczucie, którego zaznał chyba każdy

      Niestraszne mu są żadne przeszkody: ani czasowe, ani rasowe czy wiekowe. Dość
      zaskakujące jest więc, że uczeni przeprowadzili tak mało badań na jego temat.

      Ludzie zakochiwali się w sobie od zawsze. Już Biblia dostarcza nam opisów
      wielkich namiętności: miłości Abrahama do Sary czy Jakuba do Racheli. Z kolei
      Platon w Fajdrosie, ustami Sokratesa, przestrzega, że miłość nigdy nie powinna
      być przedmiotem żartów, jako że człowiek otrzymał ją od bogów. Owo "boskie
      szaleństwo" - będące objawieniem i sięgnięciem do wyższego świata idei -
      sprawia, że ten, kto kocha, wznosi się ponad wszystko i może dostrzec absolutne
      piękno. Badania antropologów dowodzą zaś, że nawet w kulturach obywających się
      bez pojęcia "miłość" lub "zakochanie" ludzie swymi czynami potwierdzają, że
      doskonale znane są im odpowiedniki tych terminów. Amerykańska antropolog,
      doktor Helen Fisher z Rutgers University w New Brunswick, w swojej Anatomii
      miłości (Rebis, Poznań, 1994 rok) pisze, że: "historie i mity miłosne, legendy,
      poematy, podręczniki, miłosne mikstury i uwodzicielskie czary, kłótnie między
      kochankami, porwania i samobójstwa są i zawsze były trwałymi składnikami życia
      jak świat długi i szeroki".

      Jakich ludzi lubimy

      Każda ludzka społeczność przez wieki nagromadziła o miłości, zakochaniu,
      atrakcyjności i przyjaźni mnóstwo wiedzy, która może dostarczać wskazówek do
      badań psychologicznych. Te ludowe prawdy, zdroworozsądkowe teorie cieszą się
      długim stażem z bardzo prostego powodu: prosto i precyzyjnie wyjaśniają istotę
      zjawiska. Rozmaite nauki moralne i cytaty, oklepane frazesy, stare gadki i
      powiedzonka trafiają w sedno sprawy. I choć wiadomo od dawna, że wzajemna
      atrakcyjność odgrywa zasadniczą rolę w tworzeniu podwalin życia społecznego, to
      dopiero mniej więcej od pół wieku uczeni zaczęli przekuwać ludowe mądrości w
      sprawdzalne naukowe hipotezy. Badacze starają się przede wszystkim odpowiedzieć
      na pytanie: dlaczego lubimy tych, których lubimy?

      Wielu psychoanalityków utrzymuje, że nieświadomie zakochujemy się w kimś, kto
      przypomina nam osoby, które kochaliśmy, będąc dziećmi. Mężczyzna obdarza więc
      uczuciem kobietę podobną pod wieloma względami do jego matki, a kobieta kogoś,
      kto jest fizyczną i psychiczną kopią ojca. W grę może wchodzić również inna
      osoba, ale koniecznie znana w dzieciństwie. Rzeczywistość nie zawsze to
      potwierdza. Ludzie zakochują się w sobie bez wyraźnych i łatwych do wskazania
      powodów. Po prostu, nowe uczucie dopada człowieka nagle albo wręcz przeciwnie -
      ogarnia go bardzo spokojnie i pcha, nierzadko wbrew jego woli, ku drugiemu. I
      wcale nie jest wyzwolone przez obiektywną wartość drugiego człowieka, nie
      wynika z wyrozumowanej decyzji ani prostego schematu powielającego uczucie z
      dzieciństwa. Choć na pierwszy rzut oka wyjaśnienie tego fenomenu wydaje się
      wyjątkowo trudne, to w miarę przeprowadzania coraz to nowych analiz odpowiedź
      na pytanie, "w kim się zakochujemy", staje się coraz prostsza.

      W zasadzie wszystkie przeprowadzone badania dowiodły, że ludzi najbardziej
      pociągają tacy, którzy są do nich podobni. Każda zgodność bowiem dostarcza
      czegoś, co psycholodzy nazywają "wzmocnieniem". Osoba podobna wzmacnia u
      drugiej poczucie własnej wartości, potwierdza jej atrakcyjność oraz przekonuje
      o słuszności własnych postaw i poglądów. Ponadto osoby podobne dostarczają
      zwykle dużo więcej przyjemności niż inne. A doznawanie przyjemności jest
      punktem wyjścia do procesu zakochania. Człowiek zakochuje się w tym, kto
      dostarcza jej najwięcej: budzi sympatię, rozumie go, wysłuchuje, jest przy nim
      w chwilach radości, napięć i cierpienia.

      Skąd w takim razie wzięło się powiedzenie o "przyciąganiu się przeciwieństw".
      Uczeni wiele pracy włożyli w sporządzenie katalogu cech, których występowanie
      potwierdziłoby istnienie tej zasady. I okazało się, że choć idea
      komplementarności wielu przemawia do serca, to jednak większość eksperymentów i
      obserwacji dowodzi, że najważniejszych wskaźnikiem atrakcyjności jest jednak
      podobieństwo. Widać więc, że miał rację Ezop, który w jednej ze swoich bajek
      napisał: "Trudno o sympatię tam, gdzie nie ma podobieństwa".

      c.d.n.
      --
      kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1226758
      ANNA MICHALSKA 2005-04-29; Miesięcznik Nowe Państwo
      • aniouek1 c.d. w/w - Zaślepieni miłością 02.05.05, 22:45
        Dzisiejsi rodzice na ogół nieufnie odnoszą się do współczesnej produkcji
        muzycznej, upatrując w niej afirmacji narkotyków, seksu czy szatana. Tymczasem
        najczęstszym tematem piosenek i najróżniejszych utworów muzycznych na całym
        świecie jest właśnie miłość. Ich twórcy opisują irracjonalność i nieopanowanie
        swojego uczucia oraz niemożność życia beż ukochanej osoby. "Czekam trzeci
        dzień, patrzę na drzwi, czy przyjdzie ktoś od ciebie, czy przyjdziesz ty. Czy
        wiesz, że twoje oczy spalają mnie jak ogień, gdy patrzę w twoje oczy, zaczyna
        się dzień" - śpiewał zespół Kult w piosence Do Ani. Rzeczywiście, zakochany
        zachowuje się czasem jak ktoś owładnięty prawdziwym szaleństwem. Może właśnie
        dlatego José Ortega y Gasset w swoich Szkicach o miłości (przekład K. Kamyszew,
        Warszawa, 1989) uważał zakochanie za "przejściowy imbecylizm i psychiczną
        anginę". Nauka potwierdza zresztą, że ten hiszpański filozof i eseista tak
        bardzo się nie mylił. W mózgu osób przeżywających stan miłosnego uniesienia
        zachodzą bowiem podobne zmiany, jak u neurotyków.

        Zajmująca się tym zagadnieniem włoska badaczka, psycholog Donatella Marazziti z
        Uniwersytetu w Pizie, zwróciła uwagę, że zachowanie osób świeżo zakochanych
        oraz cierpiących na tak zwane zaburzenia obsesyjno-kompulsywne (między innymi
        nałogowi hazardziści, pracoholicy, notoryczni złodzieje i nieuleczalni
        mitomani, czyli osoby z utratą równowagi psychicznej) jest do siebie uderzająco
        podobne. Otóż i jedni, i drudzy doświadczają natręctwa myśli, zmienności
        nastrojów - od skrajnej euforii do niepewności - lęków z powodu utraty
        przedmiotu zainteresowania oraz idealizacji obiektu pożądania. Co ciekawe,
        okazuje się, że również neurochemiczne podłoże zakochania i zaburzeń
        neurotycznych jest podobne. Potwierdziły to badania, w których stwierdzono u
        obu grup około 40-procentowy ubytek zawartości we krwi serotoniny - jednego z
        hormonów wydzielanych przez mózg. Marazzati ostrożnie interpretuje te
        wyniki: "Mówi się często, że zakochani szaleją na swoim punkcie. Być może coś w
        tym jest".

        Odkrycie włoskiej badaczki, opublikowane w magazynie Psychological Medicine,
        sprawiło, że w wielu ośrodkach naukowych na całym świecie uruchomiono serię
        badań nad biochemią pozytywnych emocji. Dzięki temu wiele miłosnych tajemnic
        zostało już wyjaśnionych. Wiadomo, że wczesnej fazie zakochania towarzyszy
        intensywne wydzielanie się w mózgu dwóch substancji: PEA (phenylethylaminy)
        oraz dopaminy. Ta pierwsza, określana też często mianem naturalnej amfetaminy,
        działa pobudzająco, energizująco i uzależniająco. Ta druga zaś wywołuje euforię
        i rozkosz taką samą, jaką człowiek odczuwa podczas wszystkich podniecających i
        sprawiających mu przyjemność czynności. Trudno się więc dziwić, że zawód
        miłosny rodzi odczucia podobne do typowego głodu narkotycznego: cierpienie,
        depresję, utratę energii, a czasem nawet myśli samobójcze. Burza biochemiczna
        szalejąca w organizmie osoby zakochanej sprawia, że jest ona zupełnie
        zaślepiona i fizjologicznie uzależniona od obiektu swojego zainteresowania.

        Na marginesie warto wspomnieć, iż niektórzy uczeni - jak chociażby doktor
        Angelique Pas-Vraiment ze szwajcarskiego Institute de Therapie Emotionnelle -
        twierdzą, że zakochanie wykryte na wczesnym etapie, czyli wówczas, gdy naszego
        organizmu nie ogarnia jeszcze biochemiczne zauroczenie, jest w pełni wyleczalne
        (jeśli, oczywiście, założymy, że rację mają ci, którzy miłość uznali za chorobę
        i zarejestrowali ją na liście WHO jako pozycja F63.9).

        Po płomiennym zakochaniu zwykle następuje druga faza: przyjaźń i przywiązanie,
        której towarzyszą uczucia komfortu psychicznego, spokoju, szczęśliwości i
        błogości odczuwanej przy bliskiej osobie. Zmienia się wówczas biochemia mózgu i
        główną rolę zaczynają odgrywać endorfiny (substancje podobne do heroiny) oraz
        działające łagodząco i uspokajająco peptydy, wzmacniające emocjonalne
        przywiązanie.

        Z takim "chemicznym" podejściem do sprawy zakochania nie zgadza się większość
        humanistów. Twierdzą oni, że tak spontanicznego, płomiennego i niepoddającego
        się kontroli woli umysłu uczucia, jak miłość, nie można zredukować do czegoś
        tak banalnego, jak chemia czy geny.
      • aniouek1 c.d. do w/w - Dar czy przekleństwo 02.05.05, 22:47
        Jak mówi stare powiedzenie: "Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy". Zakochanie
        i miłość dobiegają kresu zwykle wskutek powolnego wypalania się, stopniowego
        gromadzenia się rozczarowań, zazdrości, pretensji i urazów. Na koniec zostaje
        tylko pustka. Dla dwojga ludzi najczęściej oznacza to rozstanie. Statystyki są
        w tym zakresie bezlitosne. W wielu krajach rozpada się nawet co drugie
        małżeństwo, a związków nieformalnych jeszcze więcej. Może dlatego psycholodzy
        społeczni zaczęli częściej zajmować się przyczynami końca miłości i tym, jak
        ludzie sobie w takich sytuacjach radzą. Badania brytyjskiego psychologa
        społecznego Steva Ducka dowodzą, że rozpad związku uczuciowego prawie zawsze
        jest procesem przebiegającym na wielu etapach. Na pierwszym człowiek myśli o
        tym, jak bardzo nie satysfakcjonuje go jego związek, na drugim zastanawia się
        nad rozstaniem, na trzecim zaczyna o tym dyskutować z innymi, a na czwartym
        podejmuje decyzję o odejściu. Decyzja ta niemal zawsze jest jedną z
        najtrudniejszych w życiu, zwłaszcza jeśli został już przekroczony etap
        przywiązania. Najsilniej przeżywają ją, oczywiście, porzucani, którzy czują się
        samotni, nieszczęśliwi i pogrążeni w depresji. To oni bardzo często skarżą się
        też na dolegliwości somatyczne, które utrzymują się nieraz przez wiele tygodni:
        bóle głowy i żołądka, zaburzenia snu i trawienia. Znaczne łatwiej rozpad znoszą
        porzucający, a także pary, które wspólnie ustaliły, że ich uczucie się
        wypaliło. Na szczęście, nie każda miłość skazana jest na wygaśnięcie.

        Bywają też związki, w których nawet po wielu latach partnerzy nadal są w sobie
        zakochani. Jak to możliwe? Włoski socjolog, popularyzator wiedzy o stosunkach
        międzyludzkich, Francesco Albertoni w jednym z wywiadów powiedział: "Życie jest
        z definicji nieprzewidywalne. Duch oznacza wolność. Dlatego osoby obdarzające
        się miłością zawsze muszą być pełne świeżości i swobody. Nie mogą pozwolić, by
        ich związek pokryła patyna przyzwyczajeń, ani dopuścić, żeby zabiła go pogoń za
        dobrami materialnymi". Zakochanie i miłość zawsze są czymś tajemniczym,
        cudownym i niemalże boskim. A jeżeli spotykają się ze wzajemnością, to stają
        się prawdziwym darem.
    • mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 03.05.05, 01:12
      chyba to juz spotka moja pocieche..
      • aniouek1 a Ty się chyba cieszysz TYM SPOTKANIEM ;) 03.05.05, 11:56
        DOBRA i MĄDRA MIŁOŚĆ ...prawdziwie jest cudem...uskrzydla i sprawia, że ludzie
        są bliżej Boga co...tak w niebie jak i na ziemi...
    • mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 03.05.05, 01:16
      odszedł
      nie zatrzymały go trzęsienia ziemi
      (miał żelazne podeszwy)
      ani potopy histerii
      (łódź jego ramion była wodoszczelna)

      żebracy złożyli tekturowe domy
      słyszałam brzęk ich wózków
      dwie przecznice stąd
      rozbijane butelki

      odszedł
      nie ma nic potem

      Weronika Woźniak
    • mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 03.05.05, 01:19
      DAWNIEJ
      Dawniej biegłabym
      do Ciebie
      Skrzydłami
      W szybowaniu
      pulsując
      Równą Niebu Radością
      Zakończyłbym lot
      piach zgarniając pod Twoimi stopami
      Miłością

      Joanna Jozefczyk
    • mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 21.09.05, 20:54
      ..na razie w ksiazkach...
      • kendo Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 16.12.05, 21:36
        sluszne spostrzezenie malenkasmile)
        zupelnie inna niz w realu.
        • megxx wzbraniać się 16.12.05, 21:41
          dlaczego można wzbraniać się przed miłością, włączyć blokady, udawać, że jej nie ma, że nie wolno się odważyć...
          • kendo Re: wzbraniać się 16.12.05, 21:46
            eeeee no cos Ty mgus....przed czyms tak pieknym sie wzbraniac bym miala np. ja??

            ale nieraz chyba i wskazane ....zalezy jak patrzec na sprawewink)
            • megxx Re: wzbraniać się 16.12.05, 22:00
              no teraz do mnie dotarło: zaprzeć się samego siebie...ciekawe, co inni powiedzą na to
              • kendo Re: wzbraniać się 16.12.05, 22:14
                smile)))))))))))))))
                ech megxx,czyzbys byla Narcyzem???? smile)
                "milosc Ci wszystko wybaczy....."
                • megxx Re: wzbraniać się 16.12.05, 22:40
                  oj, nie, to odpowiedź na miłość niewskazaną sad
                  • aniouek1 nic nie rozumiem :( 17.12.05, 11:17
                    nic nie mogę pojąć o czym Wy rozmawiacie?
                    Jaka miłość jest niewskazana i...dlaczego?
                    Czy może być coś niedobrego w miłości?
                    Oświećcie mnie proszę z góry dziękując za każdą podjętą próbę oświecania smile
                    • kendo Re: nic nie rozumiem :( 17.12.05, 11:43
                      Anioueczku...
                      to megxx,cos sie nam zaciela chyba w swym rozumowaniusmile)
                      juz Jej wyzej odpowiedzialm ,jak patrze na milosc.
                  • kendo Re: wzbraniać się 17.12.05, 11:41
                    megxx napisała:

                    > oj, nie, to odpowiedź na miłość niewskazaną sad

                    a ja uwazam,ze nie istnieje "milosc niewskazana",
                    po prostu nie wybieramy jej,sma do nas przychodzi chcemy czy nie,
                    i nigdy nie trzeba sie bronic przed nia,bo to jest balsam dla nas.
                    • aniouek1 balsam jeśli nie miraż, nie ułuda, pozór i iluzja 17.12.05, 12:02
                      kendo napisała:

                      > megxx napisała:
                      >
                      > > oj, nie, to odpowiedź na miłość niewskazaną sad
                      >
                      > a ja uwazam,ze nie istnieje "milosc niewskazana",
                      > po prostu nie wybieramy jej,sma do nas przychodzi chcemy czy nie,
                      > i nigdy nie trzeba sie bronic przed nia,bo to jest balsam dla nas.

                      a czyściutka PRAWDA
    • aniouek1 ...gdyby... 17.12.05, 12:52
      "Gdyby nuta powiedziała: jedna nuta nie czyni muzyki
      ...nie było by symfonii
      Gdyby słowo powiedziało: jedno słowo nie tworzy stronicy
      ...nie było by książki
      Gdyby cegła powiedziała: jedna cegła nie czyni muru
      ...nie było by domu
      Gdyby kropla powiedziała: jedna kropla wody nie może utworzyć rzeki
      ...nie było by oceanu
      Gdyby ziarno zboża powiedziało: jedno ziarno nie może obsiać pola
      ...nie było by żniwa
      Gdyby człowiek powiedział: jeden gest miłości nie ocali ludzkości
      ...nie byłoby nigdy na ziemi sprawiedliwości i pokoju, godności i szczęścia".

      Michel Quoist
      • kendo Re: ...gdyby... 17.12.05, 12:57
        madre te "gdyby"
    • aniouek1 To niemożliwe, by kochać i być rozsądnym. 12.02.06, 12:36
      -Francis Bacon
    • aniouek1 "Dobrze widzi się tylko sercem.... 12.02.06, 12:41
      Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu"

      Antoine de Saint- Exupery
    • aniouek1 "Strzegąc swoich tajemnic, trudno jest.... 12.02.06, 12:43
      ...utrzymać przy życiu miłość"

      -William Wharton
    • mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 13.02.06, 02:21
      ..wlasnie..
    • aniouek1 Miłość zaczyna się wtedy, 16.02.06, 19:02
      ...Kiedy szczęście drugiej osoby
      Jest ważniejsze niż twoje
      • kendo Re: Miłość zaczyna się wtedy, 17.02.06, 10:26
        gdy tracimy kontrole nad rzeczywistoscia dnia powszedniegosmile)
        • aniouek1 Re: Miłość zaczyna się wtedy, 17.02.06, 12:23
          gdy dzień powszedni staje się świętem przeniknionym współoddychaniem
          współistnieniem współradowaniem współcierpieniem współwspominaniem
          współmarzeniem o każdym dniu każdej nocy przeniknionym absolutnym
          bezwarunkowym radosnym przynależeniem wzajemnym z dłonią w dłoni na
          wspólnej JEDYNEJ DOBREJ DRODZE i...niech trwa ZAWSZE
          • mala20033 Re: Miłość zaczyna się wtedy, 17.02.06, 17:25
            ..znalesc kogos komu by sie moglo powiedziec..tak to jestes TY nie jest
            latwo....mnostwo pustych pieknych slowek bez prawdy w sercu...
            • kendo Re: Miłość zaczyna się wtedy, 17.02.06, 21:25
              to wszystko prawda,
              to chyba juz przezylismy/przezywamy/moze czekamy.............
    • aniouek1 Miłość nie zna granic 24.02.06, 10:10
      Iwonie - Twoje oczy rozbłysną,
      a serce Twe jaśnieć będzie


      Irmina przyszła do pracy. Robi to od roku, kiedy znowu wróciła do swojego
      rodzinnego miasta. Ta trzydziestoletnia kobieta dwa lata temu przeżyła
      straszliwą tragedię. Na tydzień przed ślubem zginął Paweł - jej ukochany,
      przyjaciel, narzeczony. Dlatego wyjechała - chciała uciec od bólu, od tego
      ciągłego chodzenia pod to drzewo, które choć niewinne temu co się stało, to
      jednak zabiło jej umiłowanego.
      Około południa w biurze pojawił się goniec z pięknym bukietem kwiatów.
      Trafił tu z sekretariatu, gdzie zapytał o wysoką panią Irminę z działu
      sprzedaży. Gdy wszedł do biura, od razu ją rozpoznał. Z opisu nadawcy przesyłki
      wynikało bowiem, że adresatka ma sto osiemdziesiąt dwa centymetry wzrostu.
      No i oczywiście, że ma na imię Irmina. Podszedł do zaskoczonej dziewczyny
      i wręczył jej kwiaty.
      - Oto bilecik proszę pani - powiedział z uśmiechem.
      - Dziękuję - odparła Irmina, która zachodziła w głowę, któż mógł jej
      przesłać tak piękne kwiaty. Gdy otworzyła kopertę z bilecikiem, usiadła z
      wrażenia.
      - O Boże! - łzy cisnęły jej się z przerażenia, zaskoczenia i nieśmiałej
      radości.
      Bilecik był bowiem krótkim listem. Czytała go z niedowierzaniem do końca dnia
      pracy.
      "Droga Irminko, Serce moje! To był jedyny sposób bym mógł tobie wysłać te
      kwiaty. Znalazłem kogoś, kto podjął się spełnić moją prośbę i złożył w moim
      imieniu zamówienie. Nie potrafię, moja śliczna, sam dokonać tych rzeczy, więc
      we śnie poprosiłem go o pomoc. Choć bardzo się bał, że możemy ci sprawić ból,
      zgodził się, więc skorzystałem z okazji. Chcę byś wiedziała, że bardzo cię
      kocham, lecz muszę odejść. Nie zadręczaj się proszę. Jeszcze się spotkamy. Żyj
      pełnią szczęścia. Uwolnij siebie i mnie - ja ci błogosławię. Paweł."
      - Boże, kto może być tak okrutny!? - zastanawiała się wstrząśnięta.
      Jej równowaga psychiczna została wystawiona na jeszcze jedną próbę. Na
      odwrocie kartki z listem znalazła rysunek - uśmiechniętą gwiazdkę i
      podpis: "Tyś jest mą gwiazdą daną mi z nieba". Takim rysunkiem i tym podpisem
      jej ukochany kończył każdy swój list. Nikt, prócz niej nigdy nie czytał tych
      listów! Nikt nie mógł więc znać tej swoistej pieczęci, która uwierzytelniała
      posłańca.

      To wszystko miało się rozegrać daleko od mojego domu. Ja mieszkam na
      zachodzie kraju - ona w centralnej Polsce. Fizycznie to właśnie ja chciałem
      wysłać Irminie te kwiaty. Uczyniłbym to z potrzeby serca.
      Ni stad ni zowąd poczułem, że chcę to zrobić. Treść i rysunek przyszły mi do
      głowy tak po prostu. Nigdy Irminy nie widziałem. Rozmawiałem z nią tylko raz
      w internetowym czacie. Poznałem jej smutną historię. Wiedziałem, że ona nadal
      boleje nad stratą ukochanego. Bardzo się bałem tego, co ona może poczuć, gdy
      otrzyma taki list. Dlatego ostatecznie go nie wysłałem. Więc opisana powyżej
      historia nigdy się nie wydarzyła - stanowiła jedynie notatkę, która powstała
      w wyniku nagłego uczucia, że chcę to zrobić. To było bardzo silne odczucie,
      wypływające z głębi serca. Ta pierwsza rozmowa z Irminą dostarczyła mi
      informacji na temat miejsca jej pracy. To wystarczyło, bym wiedział, gdzie ma
      trafić moja przesyłka.
      Rozmowa z Irminą odbyła się we wrześniu 2003 roku. Opowiadanie napisałem pod
      wpływem impulsu swoich odczuć nie dalej niż dwa dni po naszej rozmowie. Pod
      koniec października, to jest po upływie miesiąca spotkałem Irminę na
      internetowym czacie. Przez ten czas używałem różnych nicków (pseudonimów), ale
      rzadko tego, pod którym rozmawiałem z Irminą. Właśnie w tamtym dniu zalogowałem
      się pod swoim dawno nieużywanym nickiem: Veryfikator. Praktycznie natychmiast
      odezwała się do mnie Irmina. Powiedziała mi, że zalogowała się dokładnie przed
      chwilą - że szukała właśnie mnie. Powiedziała mi też, że od czasu naszej
      wrześniowej rozmowy jest to jej pierwsze wejście do czatu. Już to stanowiło dla
      mnie znak, że mam do czynienia z niezwykłym dowodem na istnienie komunikacji
      duchowej między ludźmi. Telepatia istnieje!!!
      Irmina opowiedziała mi historię, która przepełniła mnie nabożną radością,
      gdyż mimowolnie stałem się świadkiem czegoś nieziemskiego, a jednocześnie
      czegoś wzniosłego - czegoś tak pięknego jak miłość dwojga dusz.
      Irmina powiedziała mi, że w zeszłą sobotę przeżyła bardzo realne spotkanie
      ze swoim ukochanym. Paweł przyśnił się jej w nocy i rozmawiał z nią. Rozmawiali
      o tym, że on powinien odejść, a Irmina powinna żyć na Ziemi. Mną wstrząsnęła
      poniżej przytoczona część rozmowy:
      - Bardzo chciałem Ci przesłać kwiaty, lecz osoba, którą o to poprosiłem
      obawiała się, że może Cię zranić. Dlatego przychodzę dziś do Ciebie sam, by
      powiedzieć to, co chciałem tobie przekazać za jego pośrednictwem - powiedział
      Paweł.
      Gdy usłyszałem te słowa, natychmiast przesłałem Irminie e-mail'em swoje
      opowiadanie. W odpowiedzi ona wskazała na podpis: "tyś jest mą gwiazdą daną mi
      z nieba" i rysunek mówiąc:
      - Tak Paweł podpisywał każdy swój list do mnie!!!

      Nagle zrozumiałem, że ci których kochasz, nigdy nie oddalają się od ciebie,
      dzieli was zaledwie odległość myśli.. Zawsze będą przy tobie, gdy ich
      potrzebujesz, gotowi służyć radą czy pocieszyć. Jeśli przeżywasz w związku
      z ich utratą udrękę, twoi ukochani przekażą ci znak, sygnał, "wiadomość", która
      da ci do zrozumienia, że z nimi wszystko w porządku.
      Wypatruj wtedy "znaku" i nie przegap go. Nie przypisuj go swojej wyobraźni
      czy zbiegowi okoliczności, nie odrzucaj jako przejawu "pobożnego życzenia".
      Czekaj na wiadomość i ją odbierz.
      • kendo Re: Miłość nie zna granic 24.02.06, 10:37
        az sie zgesilam czytajac,piekna milosc.
        • mala20033 Re: Miłość nie zna granic 24.02.06, 17:09
          bo milosc jesli jest miloscia jest zawsze taka piekna..
          • mala20033 Re: Miłość nie zna granic 24.02.06, 18:06
            Milosc jest jak ten strumien w swym spadku gwaltowny,
            Co sie z zródel nieznanych rzuca w kraj czarowny,
            Ilez sie w nim nadbrzeznych pieknosci odbija,
            Ilez wdzieków go neci - on wszystko przemija.
            I jeden tylko obraz, w czyste lowiac tonie,
            Zawsze toz samo slonce w swojem niesie lonie;
            Z niem sie chmurzy, rozjasnia lata, wieki plynie
            Z niem wszystkie mija losy i z niem w morzu ginie.
    • aniouek1 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 04.03.06, 09:43
      O! gdzie miłość stawia siatki,
      Nie figlujcie, moje dziatki!
      Bo z miłością figlów nie ma:
      Jak was złapie, to zatrzyma!

      Aleksander Fredro
      • kendo Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 04.03.06, 10:06
        ech...i to chyba prawda...na dobre i na zlesmile
        • kendo Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 04.03.06, 10:13
          "Nie ma zmartwien milosnych.Sa tylko organy
          niewystarczajace do znoszenia zmartwien"

          Alexander Dumas,syn
          • mala20033 Re: ~M~I~Ł~O~Ś~Ć~ 04.03.06, 17:25
            Nie jedno ma imie..
            Kiedys pewien angielski lekarz badal zone swego przyjaciela i odkryl ze jest
            nadal dziewica. Zszokowany zapytal:"Dlaczego?"
            Starsza pani z uroczym usmiechem odpowiedziala mu:"Bylismy ze soba tacy
            szczesliwi..Niczego nam wiecej nie bylo potrzeba".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka